Arsenal oglądało się świetnie, ale nie z perspektywy ich kibica
Anglia

Arsenal oglądało się świetnie, ale nie z perspektywy ich kibica

Grali pięknie, nie obeszli się bez nerwówki – jak zawsze. Bycie kibicem Arsenalu nie jest usłane różami, spaceru boso między pokrzywami też nie przypomina, ale jest po prostu ciekawe. Styl gry Kanonierów mógł się bardzo podobać, ale znamy kilka innych drużyn, którym można kibicować bez ryzyka zawału serca.

Zespół Wengera nie radzi sobie na wyjazdach. W bieżącym sezonie ugrali liczbę punktów równą liczbie rozegranych spotkań u rywali, czyli dziewięć. Dzisiaj bilans miał zostać poprawiony, co Arsenal usilnie starał się zrobić już od początku. Murawa mogłaby być o połowę krótsza, bo i tak wszystko, co ciekawe, działo się pod i w polu karnym gospodarzy. Granie wokół „szesnastki” Speroniego sprawiało, że presja mogła oziębić piłkarzy Crystal Palace. Zresztą – według zasad fizyki – im zimniej, tym bardziej ciało się ściska. Tak było też z nimi, bo w polu karnym roiło się od piłkarzy w czerwono-niebieskich koszulkach. Z każdą minutą przybywało prób zmieszczenia piłki w bramce, aż udało się Mustafiemu, który dobił strzał Lacazette’a.

Kolejne składne akcje Arsenalu oglądało się z dużą przyjemnością. Zwłaszcza, gdy patrzyło się na Ozila, Sancheza, Kolasinaca czy WIlshere’a, o tym ostatnim napiszemy więcej za chwilę. Kanonierzy grali z polotem, finezją, na dużym luzie – często nawet za dużym, gdy bawili się w zakładanie dziur rywalom i piętki. Problem polegał na tym, że ocena za styl to piątka z plusem, ale na tablicy wyników wciąż było 1:0. Marnowane na potęgę sytuacje były niepokojące, chociaż i tak wydawało się, że Palace nie uniknie pogromu.

Wydawało… Rozpoczęła się druga połowa, nadal napierał Arsenal. Mesut Ozil świetnie dośrodkował do Hectora Bellerina, ale temu piłka odbiła się od nóg i nie udało się ani jej opanować ani skierować bezpośrednio do bramki. Zdarza się, ale w przypadku Hiszpana był to już drugi taki raz w tym meczu. Wyrzuty sumienia mogły zacząć go zżerać, gdy po chwili szalejący na skrzydle Wilfried Zaha zagrał piłkę w pole karne i wyrównał Townsend. Typowy Arsenal. Gra pięknie, a wynik wymyka mu się spod kontroli – jak zawsze.

Jednak po gongu Arsenal ponownie przejął kontrolę. W polu karnym miejsce zrobił sobie Alexis Sanchez i uderzył z całej siły na bliższy słupek, piłka przeleciała jeszcze między nogami jednego z obrońców i było 2:1. Już kilka minut później… I tutaj może stop, przechodzimy do tematu Wilshere’a.

Był to dla niego już czwarty mecz z rzędu w wyjściowym składzie. Kilka razy po jego przecieraliśmy oczy ze zdumienia, nie dowierzając, że ten aż tak błyszczy. A raz poszliśmy z tym za daleko i aż poszliśmy włożyć głowę pod kran, żeby ostatecznie wybudzić się ze snu. A to dlatego, że Wilshere zrobił krok milowy do zgarnięcia miana bohatera meczu. A nawet nie krok, a przerzut milowy. Kopnął piłkę z własnej połowy tuż za linię obrony Crystal Palace, natomiast idealnie pod nogi Sancheza. Ciasteczko zagrane na 40 metrów. Nie pozostało nic, jak z rozdziawioną szczęką patrzeć, jak Chilijczyk wykańcza genialną asystę.

Jasne stało się, że kiedy jak kiedy, ale dziś prowadzenia Arsenal stracić już nie może. Crystal Palace grało piłki na Benteke, próbowało jeszcze odmienić losy spotkania, ale nie miało odpowiedniej siły przebicia. Przez błąd obrony jawiący się w nieupilnowaniu Tomkinsa przy rzucie rożnym, padła kontaktowa bramka, ale czasu na wywalczenie remisu piłkarze Hodgsona już nie mieli. Arsenal znów w nerwach, ale dowiózł wynik do końca. Kanonierów oglądało się świetnie, ale nie z perspektywy ich kibica, bo takie nerwy w czwartkowy wieczór są zbędne.

Crystal Palace – Arsenal 2:3 (0:1)
0:1 Mustafi 25′
1:1 Townsend 49′
1:2 Sanchez 62′
1:3 Sanchez 66′
2:3 Tomkins 89′

KOMENTARZE (11)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
fronda

I tak z Wengerem nic nie wygrają.

Cegiełka-Przyjemski

My Tobie, Nenad, też życzymy powodzenia!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

PaQ

Mnie osobiście też przeszkadza fakt, że Arsenal od lat nie jest w stanie choćby nawiązać do najlepszych lat ale:
1) Skąd pewność, że po zmianie trenera Arsenal nagle zacznie w lidze i pucharach wszystko wygrywać?
2) Degrengolada wspomnianych klubów (szczególnie Milanu od rozstania z Allegrim) odbywała się właśnie przy udziale kolejno zwalnianych i zatrudnianych trenerów. Jak widać nie okazało się to receptą na sukces…
3) Ostatnie sezony Premier League kończyły się następująco:
*sezon 16/17 – Liverpool 4, Arsenal 5 (1 punkt różnicy)
*sezon 15/16 – Arsenal 2, Liverpool 8 (11 pkt różnicy)
*sezon 14/15 – Arsenal 3, Liverpool 6 (13 pkt różnicy)
*sezon 13/14 – Liverpool 2, Arsenal 4 (5 pkt różnicy)
*sezon 12/13 – Arsenal 4, Liverpool 7 (12 pkt różnicy)
*sezon 11/12 – Arsenal 3, Liverpool 8 (18 pkt różnicy)
*sezon 10/11 – Arsenal 4, Liverpool 6 (10 pkt różnicy)
Jak wyraźnie widać Arsenal, poza ubiegłym sezonem), nie wypadał w ostatnich latach poza TOP4 w lidze, natomiast Liverpool tylko dwa razy w zakończonych sezonach znalazł się wyżej niż na 6 miejscu. Nie jestem wielkim fanem Wengera, ale niezmiennie denerwuje mnie gdy miejsca Arsenalu w czołowej „4” na koniec sezonu traktowane są jako porażki, natomiast miejsce 4 w ubiegłym sezonie traktuje się jako wielki sukces Liverpoolu i początek złotych czasów. Jasne, w przypadku drużyny z Anfield Road jest to jakiś postęp, ale nie mówimy tu o jakimś kopciuszku pokroju Leicester ale o klubie, który właśnie kupił obrońcę za 75 mln funtów.
Poza tym wiadomo jaka jest mocna czołówka w lidze angielskiej. Wygrać może tylko jeden klub, ktoś musi być drugi, trzeci itd. Wenger daje jakąś względną stabilizację. Pytanie, czy o taką stabilizację (na poziomie 3/4 siły w Premier League) chodzi szefom Arsenalu? Z drugiej strony mamy też przykład ManU, który po erze Fergusona nie może choćby nawiązać do tamtych sukcesów. A przecież wydawało się, że kolejno zatrudniani trenerzy dostają do rąk samograj dodatkowo zasilany potężnym budżetem transferowym. Jak widać jednak, nawet The Special One nie jest jak dotąd w stanie wnieść Czerwonych Diabłów ponownie na szczyt.
Dlatego uważam, że spokojnie z tym zwalnianiem i zatrudnianiem kolejnych szkoleniowców. Nie jest to 100% remedium na całe zło. Załóżmy jednak, że szefowie Arsenalu postanowią zwolnić Wengera. Kogo zatrudnić w jego miejsce? Conte, Guardiola, Klop, Heynckes, Emery, Zidane, Valverde, Mourinho czy Allegri przecież nie przyjdą… Może Ancelotti albo Benitez? Ale jaką Oni dają gwarancję lepszych wyników niż Wenger?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

whooyemooye
Legia

Spoko, ale zgubiłeś gdzieś polską czcionkę.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

M.S.

jeden i drugi dowiózł, tylko, że Arsenal wygraną, a CP przegraną 😉

Cegiełka-Przyjemski

Cały tekst jest bardziej o Arsenalu niż CP, ale rzeczywiście brzmi to śmiesznie.

FC Bazuka Bolencin

Może jestem starym ciulem, który nie do końca zna się na taktyce i czasem zaślepia go ilość goli w meczach (przez co ocenia że mecz był lepszy), ale ten mecz obserwowało się w cholerę lepiej niż dzień wcześniej gwiazdorskie, klepiące i chcące wygrać jak najmniejszym nakładem sił City w starciu z zupełnie bezzębnym Newcastle.

wpDiscuz