Lewandowski nie został najlepszym strzelcem, ale jego liczby i tak wgniatają w fotel
Weszło

Lewandowski nie został najlepszym strzelcem, ale jego liczby i tak wgniatają w fotel

Dzisiaj ostatni wtorek w roku kalendarzowym, a więc i ostatnie „Rozliczenie”. Warto więc podsumować kilka tekstów, które ukazały się na przestrzeni ostatnich tygodni, i przy których końcówka roku przyniosła parę odpowiedzi. Na pierwszy ogień weźmy temat, którym wielu kibiców żyło w grudniu, i który – niestety – nie miał pozytywnego zakończenia. Robert Lewandowski nie został najlepszym strzelcem 2017 roku, chociaż był naprawdę blisko.

Polak skończył rok z 53 golami, co jest jego osobistym rekordem. Tyle samo trafień na koncie ma Cristiano Ronaldo, czyli tegoroczny triumfator Złotej Piłki oraz Edinson Cavani, który jesienią miał obok siebie partnerów o bajecznej jakości. O jedno trafienie więcej ma jednak Leo Messi, który zwieńczył rok kapitalnym występem oraz golem na Santiago Bernabeu. Wygrana Argentyńczyka wciąż jednak nie jest oczywista, bo już za chwilę, o 13:30 czasu polskiego, swój ostatni mecz w roku rozegra rewelacyjny Harry Kane (obecnie 53 gole). I to między innymi także dla niego warto włączyć sobie mecz Tottenhamu z Southampton na Wembley. EDYCJA: Kane właśnie ustrzelił hat-tricka i pozamiatał całe zestawienie.

Anglik wygrywa więc klasyfikację goli z 56 trafieniami, a pod względem boiskowej efektywności, czyli minut potrzebnych do zdobycia lub wypracowania gola, też nie ma sobie równych. Dla nas dobra wiadomość jest taka, że pod względem boiskowej produktywności Robert Lewandowski znalazł się na drugim miejscu, wyprzedzając największe gwiazdy światowej piłki. Polak w tym roku trafiał do bramki rywali średnio raz na 88 minut gry oraz wypracowywał gole swojej drużynie co każde 74 minuty. Jakkolwiek spojrzeć, jest to fantastyczny wynik.

Grafika uaktualniona o dzisiejszy występ Kane’a.

Tekst sprzed aktualizacji znajdziecie TUTAJ.

* * *

Lewandowski pobił w tym roku życiówkę, ale czy rozegrał najlepsze 12 miesięcy w karierze? Sceptycy powiedzą, że nie, bo aż 13 z 53 goli zdobył z rzutów karnych. Gdybyśmy spojrzeli na ostatnie trzy lata w wykonaniu Roberta, statystyka goli bez uwzględnienia jedenastek wyglądałby tak:

2017: 40 goli (+13 rzutów karnych),
2016: 38 goli (+9 z rzutów karnych),
2015: 48 goli (+1 z rzutu karnego).

Mogłoby się wydawać, że to w 2015 roku Lewemu szło lepiej, bo wtedy zbliżył się do granicy 50 goli tylko raz strzelając z wapna. Ale też żartem byłoby umniejszanie naszemu napastnikowi właśnie z powodu rzutów karnych. Raz, że spośród 13 wykorzystanych jedenastek aż 7 osobiście wywalczył. I dwa, to najlepszy egzekutor rzutów karnych na świecie. Na tę chwilę nie pomylił się już 28 razy z rzędu, a jego do perfekcji opracowana technika strzału na dwa tempa jest zabójcza niemal dla każdego bramkarza.

Zestawienie uwzględnia także konkursy rzutów karnych.

Ale i tak klasę Polaka najlepiej oddaje materiał wideo:

Tekst sprzed aktualizacji znajdziecie TUTAJ.

* * *

Robert Lewandowski – oprócz tego, że najlepiej na świecie wykonuje jedenastki, a pod względem boiskowej produktywności w 2017 roku ustępuje tylko Harremu Kane’owi – należy także do najbardziej eksploatowanych graczy. Spośród piłkarzy z pięciu najlepszych lig Europy, pod względem minut spędzonych na boisku w rundzie jesiennej plasuje się w czołowej dwudziestce. To nieco słabiej niż Kamil Glik, który z wynikiem 2880 minut jest pod tym względem pierwszy (o czym możecie przeczytać TUTAJ), ale wciąż bardzo, bardzo dobrze. Gdyby pozostali nasi reprezentanci grali na takim procencie, przed mundialem w Rosji nie mielibyśmy żadnych zmartwień.

Jesienią w lidze Glik rozegrał 100 procent możliwego czasu gry, a Lewandowski 90. Jeśli jednak spojrzymy na całą naszą reprezentację, tak różowo już to nie wygląda. Poniżej uaktualnione zestawienie ligowego dorobku najlepszych polskich piłkarzy na tle naszych grupowych rywali z Mistrzostw Świata w Rosji. Co prawda wrażenie robią pozycje, jakie w swoich ligach zajmują kluby naszych reprezentantów, ale już pełna analiza siły poszczególnych drużyn wcale nie prowadzi do samych optymistycznych wniosków.




Tekst sprzed aktualizacji znajdziecie TUTAJ.

* * *
Wesołych świąt dla wszystkich czytelników, a w szczególności dla tych najwytrwalszych, którzy co tydzień klikają właśnie w ten cykl. Do zobaczenia w przyszłym roku!

MICHAŁ SADOMSKI