Golenie na zero za karę, płacz po krytyce, picie ze szklanek. Kompendium wiedzy o Japonii
Weszło Extra

Golenie na zero za karę, płacz po krytyce, picie ze szklanek. Kompendium wiedzy o Japonii

Dlaczego jedną z największych kar w japońskiej szatni jest ogolenie głowy na łyso? Dlaczego doświadczeni piłkarze J-League po krytyce potrafią się… rozpłakać? Czemu w Japonii należy zachować ostrożność  z szyderą w szatni? Dlaczego japońscy piłkarze piją szklankę alkoholu nawet w sytuacji, gdy na imprezę przyjechali samochodem? Czemu oglądając skecz odgrywany przez japońskich piłkarzy nie warto czekać na puentę? O tym wszystkim w rozmowie z Krzysztofem Kamińskim z Jubilo Iwata i jego partnerką – Natalią Grębowicz, która prowadzi bloga o Japonii. Uwaga – masa ciekawostek i osobliwych sytuacji prosto z kraju naszych czerwcowych rywali. 

Zajaraliście się chyba tą Japonią. Co chwilę wrzucacie fotki z różnych miejsc, ty Natalia piszesz swojego bloga. Nie siedzicie w domu, chłoniecie co się da.

Krzysztof: Natalia jest prowodyrem.

Natalia: Krzyśkowi mógłbyś dać do ręki pada i tak by przesiedział te trzy lata (śmiech).

Krzysztof: To prawda, Natalia wyszukuje na Tripadvisorze i Instagramie przeróżne miejsca i mnie do nich wyciąga. Nawet koledzy z drużyny śledząc jej profil podpytują:

– Gdzie to jest? Nigdy nie słyszałem o takim miejscu. To u nas?

Wyszukuje takie miejsca, których nie znają nawet Japończycy.

Natalia: Wiadomo, że na początku były to najpopularniejsze miejsca typu Tokio, Kioto, Osaka. Niby żeby zwiedzić całe miasto potrzeba pewnie miesiąca, ale z drugiej strony po piątej świątyni szósta i siódma są już takie same. Gdy Krzysiek wyjeżdża dwa dni wcześniej na mecz, szukam po okolicy miejsc i dużo bardziej porywają mnie te, które nie są ujęte w przewodnikach. Byłam ostatnio na podwieszanym moście w górach, który jest 100 kilometrów od nas. Jedno z piękniejszych miejsc, jakie w życiu widziałam. Opisuję to wszystko na blogu, ale pomysł nie był mój. Gdy za pierwszym razem odwoziliśmy Krzyśka na lotnisko w Warszawie, dla nas była to tragedia. No, może nie tragedia, ale duża zmiana, na którą nie byliśmy przygotowani. Wszystko stało się nagle. Zastanawiałam się: co ja tam będę robić? Gdy wracaliśmy z lotniska Bartek Babiarz z żoną rzucili temat: zacznij pisać bloga. Zaczęłam, poczułam, że fajnie mi idzie, dostałam bardzo dużo głosów z zewnątrz i to wszystko mnie napędziło.

Trzy lata to czas, po którym można zrozumieć Japonię?

Krzysztof: My się jej dalej uczymy i różne rzeczy nas zaskakują, ale już nie tak jak na początku.

Natalia: Znajomi przyjechali do nas w czerwcu i wyłapywali proste rzeczy, które dla nas są już zwykłe. Na przykład smak piwa, które nie jest nabijane gazem, ale czymś innym. My takich rzeczy już nie zauważamy. Mało sportowy przykład w sumie wybrałam (śmiech). Albo automaty z napojami, które są na każdym kroku, dosłownie co 100 metrów. Stawiając taki automat u nas po jednym wieczorze mogłoby go już nie być.

Krzysztof: Są też takie automaty z piwem i to faktycznie mogłoby nie postać!

Ale myślę, że naród przyjąłby je z ogólnym entuzjazmem.

Natalia: Zwrócili też uwagę na to, że na ulicach nie ma w ogóle koszy, co dla nas nie jest już żadnym problemem. Po atakach 11 września na WTC Japończycy ze względów bezpieczeństwa usunęli je z ulic bojąc się, że mogą tam być ukryte bomby.

Krzysztof: Kosze nie są im w ogóle potrzebne, bo jedzenie na ulicy nie jest mile widziane. Raczej nie spotkasz osoby, która je kanapkę czy batona. Pijesz przy automatach – kupujesz, konsumujesz, wyrzucasz do pojemnika na butelki.

Jak niby  się łączy atak samolotem – abstrahując czy to prawda – na zamachy na ulicach? Przewrażliwienie?

Natalia: Tak jak w wielu innych kwestiach.

Krzysztof: To nie musi być logiczne. Oni patrzą tak: skoro ktoś wymyślił taki system bezpieczeństwa, ślepo na to patrzymy i tak ma być. Gdy Natalia poszła na odkryty basen ze znajomymi, były dziwne zasady typu zakaz noszenia okularów albo zakaz chodzenia w klapkach przy basenie.

Natalia: 40 stopni, przejście boso 10 metrów mogło skutkować wręcz pęcherzami, ale jest taka zasada i tyle. W basenie nie pływasz jak chcesz, musisz pływać wężykiem w kółko wraz ludźmi. Nie możesz wyprzedzać, nie możesz się zatrzymywać, nie możesz iść w drugą stronę. Swoją drogą pływają w basenie ubrani od stóp do głów – w legginsach i koszulce z długim rękawem.

Krzysztof: Chronią się przed słońcem. Dla nich biała skóra jest kanonem piękna. Gdy człowiek jest opalony, może to oznaczać, że pracuje fizycznie. Skóra to taki wyznacznik statusu społecznego.

Natalia: Kobiety chowają się z kolei przed słońcem, by nie mieć zmarszczek.

Krzysztof: Po japońskich celebrytkach w ogóle nie widać wieku. Nie jesteś w stanie określić, ile ma lat. Tak na oko strzelasz, ale pewnie mówisz o 20 lat za mało.

Na zdjęciach w internecie typu „rozpoznaj, która z dwóch kobiet to matka, a która córka” pokazane są głównie Azjatki.

Krzysztof: To też działa w drugą stronę – czasami dziewczyna wygląda na 14 lat, a wydaje ci się, że ma 20-kilka. Pułapka!

Zrozumieliście już japońskie reality show?

Natalia: Stronimy od telewizji, oglądamy ją raczej tylko u znajomych. Ale mówiąc szczerze… To jest wciągające i to cholernie. To jest tak głupie, poziom abstrakcji jest tak wysoki, że chce się to oglądać.

Krzysztof: Oni mają zupełnie inne poczucie humoru. Na końcu treningów organizowane są zwykle jakieś gry i zabawy. Zasada jest taka – z przegranej drużyny wybierana jest trójka, która na koniec musi wyjść za karę na środek i zrobić show. Show, czyli kabaret, skecz, jakoś rozśmieszyć resztę. Ktoś coś pokazuje, ja patrzę na tłumacza, a on się zatacza. Muszę czekać, aż się uspokoi, bo nie da rady. Po reakcjach drużyny liczę na coś śmiesznego, więc pytam go, o co chodziło.

– Nie potrafię ci wytłumaczyć – mówi.

W końcu tłumaczy mi to dosłownie, a ja czekam na puentę, czekam, czekam…

– Już, to cała historia – mówi i znowu wybucha śmiechem, bo mu się to przypomniało.

Japońskie poczucie humoru jest dla europejczyka nie do zrozumienia. Tłumacz kiedyś powiedział mi, że jak mnie trener wywoła na środek, powinienem mieć coś przygotowanego w zanadrzu. Polecił mi, że najlepiej byłoby gdybym stanął na środku, popatrzył po wszystkich i nagle zrobił coś takiego.

(Krzysiek udaje, jakby strzelał pistoletem).

I koniec, już. To wystarczy, by wszyscy leżeli i się śmiali.

Natalia: Kiedyś robili też show na moich urodzinach. Stanęli do siebie tyłem i w jednym momencie odwracali się do siebie coś mówiąc, np. „cześć”. I każdy tak po kolei. Pokładali się ze śmiechu!

Krzysztof: W Japonii kabarety są bardzo popularne, jest naprawdę wielu komików, młodzi ludzie chcą podążać tą ścieżką, ale rywalizacja jest wielka.

To osobna sztuka, nazywa się manzaj, oglądałem kiedyś o tym materiał na Netflixie. Amerykanin znający perfekcyjnie japoński próbował się przebić, ale nikt z Japończyków nie śmiał się po jego żartach. Nie dało się wstrzelić w ich poczucie humoru.

Krzysztof: Gdy komuś się uda jakiś żart, on później funkcjonuje, inni go powtarzają. W takich sytuacjach jak ta po treningu, zawodnik czasem przytacza scenkę, która gdzieś jest już znana. A po roku wszyscy zapominają i świeże jest co innego.

Dzięki temu pracujesz na treningach i nigdy nie chcesz być tym najgorszym, bo będziesz musiał wyjść na środek i robić z siebie głupka. W konsekwencji robisz postępy i dziś jesteś w trójce najlepszych bramkarzy J-League. Ot, tajemnica sukcesu.

Krzysztof: Metoda kija i marchewki! Mamy szczęście, że nasz trzeci bramkarz nawet jak nie musi, to się zgłasza i pcha się, by zrobić coś śmiesznego.

Natalia: Gdy rok temu był w drużynie jeszcze Jay Bothroyd z Anglii, obaj z Krzyśkiem patrzyli się na siebie i śmiali się z tego, że Japończycy się śmieją. A propos show, ostatnio na Facebooku wyczailiśmy konkurs, który polegał na tym, że pięciu facetów ubranych w lateks musiało wejść na górę po zjeżdżalni, po której lał się lubrykant. Wchodzili pod górę, spadali, wzajemnie się podcinali. Trwało to około piętnastu minut, a u góry była nagroda.

Krzysztof: Ludzie siedzieli wkoło na widowni i ani przez moment im się ta konkurencja nie znudziła.

Natalia: Nas też wciągnęło!

Krzysztof: Ale po kilku minutach wiesz, że ciągle będzie to samo. Próbują wchodzić, spadają, próbują, spadają…

Natalia: Można było podziwiać u nich determinację – mają ją w sobie ogromną. „Choćbym miał próbować po raz 157, to i tak będę to robił, dopóki nie wejdę”. Innym razem grupa bardzo wychudzonych komików doczepiła sobie do ciała odważniki by zobaczyć, jak to jest być 30 kilogramów cięższym.

Krzysztof: Takich wychudzonych wręcz powiedziałbym. Ich była piątka i jedna kobieta, która ważyła ze 100 kilogramów. Robili rzeczy, które ona robiła na co dzień. Myła zęby – to oni też myli je z odważnikami. Zaczęli szorować i nie mieli siły, zaczęli to robić dwoma rekami. Komiczne, ale dla nas nie tak, jak dla nich. U nas od razu powiedzielibyśmy, że telewizja ogłupia. Oni włączając TV oczekują takich rzeczy.

Processed with VSCO with s2 preset

Co zdarzyło ci się prezentować przed drużyną?

Krzysztof: Na szczęście nie miałem jeszcze takiej sytuacji. Trener zawsze jednak straszy, że w tym roku mnie wybierze. Jeszcze się nie zdarzyło i mam nadzieję, że się nie zdarzy. Nie wiem czy potrafiłbym ich rozśmieszyć. Pewnie śmieszne byłoby dla nich, że w ogóle próbowałbym trafić w ich poczucie humoru.

Natalia: Miałeś już podobną sytuację, gdy jako kapitan musiałeś przed meczem wygłosić mowę.

Krzysztof: To nie jest jednak taka mowa jak u nas. W Polsce przed wyjściem na mecz stajesz w kółku i kapitan krzyczy „na nich!”, „jazda!” czy cokolwiek innego, co ma zmobilizować. W Japonii musisz rzucić spokojnie zdanie albo dwa. „Zagrajmy dziś dla kibiców” albo „dajmy z siebie wszystko”. Dla nich to jest mega ważne. Taki symbol. I co ważne – to musi być dobrze zrobione. Gdy było wiadomo, że ja będę ją wygłaszał, tłumacz chodził za mną i wypytywał:

– Co powiesz? Zdradź mi. Przygotuję się, dobiorę wyniosłe słowa. To bardzo ważne.

Gdy już ją tłumaczył, był tak zestresowany sytuacją, że się… zaciął. Przemilczeliśmy to, wychodzimy, trener rzucił tylko do tłumacza:

– George, co zrobiłeś? Dlaczego tak wyszło?

On wziął sobie to do serca, zaczął przepraszać i obiecywać, że to już się nie powtórzy. Gdy następnym razem miałem być kapitanem, chodził cały czas zestresowany. Oni mają takie symbole. Po każdym treningu trener podsumowuje zajęcia i trening nie zakończy się dopóki kapitan nie zacznie klaskać dłońmi.

(Krzysiek prezentuje specjalną melodię).

Kapitan skończy – wszyscy klaszczą dwa razy za nim. Taki symbol zakończenia treningu. Na koniec obozu pada hasło „teraz oficjalnie zakończymy obóz” i kapitan wstaje, wypowiada japońskie słowo – już nie pamiętam dokładnie jakie – i wszyscy przy stole muszą klasnąć na raz. Dopiero wtedy obóz uznajemy za zakończony. Na koniec sezonu było podobnie – mowa na koniec, przyklaśnięcie, koniec sezonu.

A propos symboli przeczytałem, że mają straszną schizę na punkcie cyfry cztery. Do tego stopnia, że nie sprzedają czteropaków, nic nie może występować w kwartecie.

Krzysztof: Mają dwa znaczenia tego słowa. Jedno jest bardzo negatywne i oznacza śmierć, dlatego tak to wygląda.

Natalia: Każde słowo jest nacechowane emocjami. Imiona mają znaczenie. Dziewczynka może nazywać się Kokocha, ale odpowiednio zapisując to imię ich znakami może oznaczać ono na przykład „kwiat”, „piękno” albo „nadzieję”.

Krzysztof: Potem przychodzą znajomi i pytają, jak się nazywa dziecko.

– Kokocha.

– Ale Kokocha jaka?

– Kokocha, że kwiatek.

– Aaaa!

Trzeba przedstawić znaczenie imienia. Mnie też się pytali, co oznacza moje.

Natalia: No jak to co? Krzysiek!

Krzysztof: Tłumaczyłem im, że nic. Dziecko jednego z zawodników ma na imię Światło.

Będzie elektrykiem.

Krzysztof: Zobaczymy! Pytali się mnie też, jaką mam grupę krwi. Na gierkach relaksacyjnych zwykle dzielimy się ze względu na coś. Zawodnicy z akademii kontra reszta, wyżsi na niższych, starsi na młodszych. Któregoś razu użyli podziału ze względu na grupę krwi. To dla nich niezwykle ważna informacja.

Natalia: Krzysiek oczywiście nie wiedział, jaką ma.

Krzysztof: Tłumaczę im, że nie pamiętam.

– Jak to nie pamiętasz? Nie wiesz jaką masz grupę krwi?!

– No nie pamiętam. Po prostu.

– Naprawdę?! Jak ty możesz tego nie wiedzieć?!

To coś jak horoskop, do którego przywiązują niezwykle dużą wagę. Grupa krwi jest dla nich informacją o człowieku, o jego cechach charakteru. Masz taką grupę krwi, więc pewnie jesteś cierpliwy.

Czytałem, że słowo przepraszam ma 20 znaczeń. W jakich kontekstach można go używać?

Krzysztof: Przepraszając kogoś na ulicy czy w sklepie mówisz sumimasen.

Natalia: To nasze mocniej nacechowane przepraszam to gomenasai. Te dwa są najpopularniejsze.

Krzysztof: Co chwilę nas za coś przepraszają. Gdy idę z klubu na akcję marketingową, aż się głupio czuję, bo zewsząd słyszę „przepraszam”.

Natalia: Ostatnio załatwialiśmy rzeczy przed galą po zakończeniu sezonu. Krzyśkowi liga zapewniła wszystko – od garnituru po skarpetki. Ja jak to kobieta musiałam trochę pojeździć i się przygotować. Poszliśmy do centrum handlowego i zapytałam czy mogą mnie pomalować. Powiedzieli, że nie, bo po prostu nie mają tego w ofercie. Normalnie powiedziałoby się „dobra, OK” i poszło dalej. Ale oni zaczęli do mnie mówić, mówić, mówić. Tłumacz powiedział nam później, że tak długo przepraszali mnie za to, że nie mają czegoś takiego w ofercie. To niedopatrzenie z ich strony sprawiło nam według nich dużą przykrość.

Krzysztof: Często tak jest. Idziesz do sklepu, szukasz czegoś i nie możesz tego znaleźć. Podchodzisz do kobiety, prosisz o pomoc, ona sama pobiegnie do półki, przyniesie ci to i zacznie cię przepraszać, bo widocznie położyli to w złym miejscu. A jak nie mają czegoś takiego w sklepie – widocznie zawalili.

Natalia: Nie ma „przyszedłeś do złego sklepu”, ale „przepraszamy, przepraszamy, przepraszamy”.

Tę cechę pokazuje kapitalny fragment książki „Pan raczy żartować, panie Feynman!”:

Po odwiedzeniu kilku uniwersytetów spędziłem parę miesięcy w Yukawa Institute w Kioto.

Bardzo przyjemnie mi się tam pracowało. Wszystko było bardzo sympatyczne: przychodzisz do pracy, zdejmujesz buty i jeśli zachce ci się pić, ktoś przyniesie ci herbatę.

Podczas pobytu w Kioto zabrałem się na poważnie za japoński. Tak ciężko pracowałem, że wkrótce byłem już w stanie jeździć taksówkami i załatwiać różne sprawy. Codziennie brałem godzinną lekcję u pewnego Japończyka.

Pewnego dnia uczył mnie słowa „zobaczyć”.

– Chce pan powiedzieć: „Czy mogę zobaczyć pański ogród?”. Co pan mówi?

Utworzyłem zdanie z czasownikiem, którego właśnie się nauczyłem.

– Nie, nie! – zaprotestował. – Kiedy mówi pan do kogoś: „Czy chciałby pan zobaczyć mój ogród?”, używa pan tego pierwszego „zobaczyć”. Ale kiedy pan chce zobaczyć czyjś ogród, musi pan użyć innego „zobaczyć”, które jest bardziej uprzejme. W pierwszym przypadku mówimy coś w rodzaju: „Czy zechciałby pan zerknąć na mój paskudny ogród?”, lecz kiedy to pan chce zobaczyć czyjś ogród, musi pan powiedzieć coś w rodzaju: „Czy mógłbym popodziwiać pański cudowny ogród?”. Mamy tu, więc dwa różne słowa.

Potem dał mi inne zadanie:

-Idzie pan do świątyni i chce pan zobaczyć ogrody… Utworzyłem zdanie, tym razem z drugim „zobaczyć”.

-Nie, nie! – powiedział. – W świątyni ogrody są znacznie bardziej eleganckie. Musi pan powiedzieć coś równoważnego ze zdaniem: „Czy mógłbym nacieszyć oczy pańskimi arcypięknymi ogrodami?”.

Trzy albo cztery słowa na tę samą rzecz, bo kiedy ja coś robię, jest to nikczemne, a kiedy ty coś robisz, jest to eleganckie.

Uczyłem się japońskiego głównie dla celów naukowych, więc postanowiłem sprawdzić, czy ten sam problem istnieje wśród naukowców.

Następnego dnia spytałem kolegów w instytucie:

– Jak się mówi po japońsku: „Rozwiązuję równanie Diraca”?

Powiedzieli mi.

– Dobra. A teraz chcę powiedzieć: „Czy ty rozwiązałbyś równanie Diraca?” – jak to się mówi?

– Trzeba użyć innego słowa na „rozwiązać”.

– Dlaczego? – zaprotestowałem. – Przecież to jedno licho, czy ja rozwiązuję, czy ty rozwiązujesz!

– Owszem, ale trzeba użyć innego słowa – bardziej uprzejmego.

Poddałem się. Uznałem, że to nie jest język dla mnie, i przestałem się uczyć japońskiego.

Krzysztof: Całkiem niedawno japońska koleżanka tłumaczyła Natalii, że samo opanowanie języka japońskiego wystarczy ci, żeby zapytać kogoś o coś na ulicy. Idąc do pracy musisz się nauczyć grzecznego japońskiego, bez tego nie masz szans znalezienia zatrudnienia w japońskiej firmie. W Japonii jest wielu Brazylijczyków i oni pracują w fabrykach, gdzie nie potrzebują wszystkich zwrotów grzecznościowych.

Natalia: Mówią płynnie po japońsku, ale nie są w stanie połapać się we wszystkich zwrotach grzecznościowych, więc nie mają szans na rynku pracy. Zostają im fabryki.

Uraziliście kogoś kiedyś?

Natalia: Inaczej na nas patrzą ze względu na to, że jesteśmy obcokrajowcami.

Czyli nawet jak ich uraziliście, to i tak oni was za to przeprosili.

Natalia: Pewnie tak! Albo się nie odezwali. Oni mają tak, że gdy im się coś nie podoba, to mimo to nie powiedzą „sorry, jesteście u nas”, ale zostawią to dla siebie. Przemilczą.

Krzysztof: Ale ich cierpliwość też się kiedyś kończy. Są świadomi różnic kulturowych, ale bardzo cenią sobie to, by zawodnik chociaż spróbował otworzyć się na ich zwyczaje czy nauczyć się słówek. Przed każdym sezonem jeździmy do świątyni pomodlić się o powodzenie. Była nas ostatnio trójka chrześcijan. Powiedzieli, byśmy jechali z całą drużyną, ale nie musimy bić pokłonów czy brać czynnego udział w ceremonii. Jay miał problem. „Dlaczego mam tam jechać? Jestem chrześcijaninem!”.

Krzywo na to spojrzeli. To przykład aroganckiego zachowania wobec ich kultury. Aroganckie zachowanie jest dla nich czymś najgorszym.

Natalia: Nawet powiedziałabym, że to nie tyle kwestia arogancji, co wychylenia się.

Krzysztof: Bycia innym niż reszta.

Natalia: Bycia głośniejszym, bardziej otwartym.

Krzysztof: Mamy w drużynie napastnika Kengo Kawamatę, który jest nieco głośniejszy. W polskiej szatni byłby charakterologicznie przeciętny. Nawet może powiedziałbym, że jednym z bardziej nieśmiałych. Tutaj jest wyróżniający się. Jest łysy, ma look bad boya i niektórym Japończykom to przeszkadza, że czasem zrobi jakiś żart.

Natalia: Według nich tak nie wypada. Żeby była jasność: image bad boya polega na tym, że jest po prostu łysy i nic więcej. Nie robi z siebie nie wiadomo kogo. Gdy zawodnik udzielał po meczu wywiadu telewizji, Kawamata wszedł w kadr, klepnął go z uśmiechem i poszedł dalej. Taki niewinny żart. Uznano to za gorszące zachowanie.

– Ale dlaczego on tam poszedł? Po co tak się wychyla? – kiwali głowami.

Krzysztof: Nie jest mile widziana przebojowość.

Natalia: Wśród obcokrajowców – OK. Ale gdy jeden z nich się tak zachowuje… On powinien być bardziej japoński.

Krzysztof: Czyli taka szara myszka, mrówka pracująca.

Z tego wynikał fakt, że po awansie do J-League nie mieliście nawet fety? Nie ma co się wychylać?

Krzysztof: To nie kwestia wychylenia. Robota skończona, zrobiliśmy to, co mieliśmy zrobić. Co tu świętować? Po prostu wykonaliśmy zadanie. Teraz mamy odpoczynek, a za rok kolejne zadanie. Oni takie mają podejście.

Nie czerpią z tego radości?

Krzysztof: Czerpią, oczywiście. Ostatnio kitman tłumaczył mi, że piłka w Japonii jest tylko rozrywką, nie religią jak w Europie. Mamy po prostu wypełniać kibicom czas.

Natalia: Gdy drużyna przegra 4:0, nic się nie dzieje. W tamtym sezonie Jubilo Iwata miało okres, w którym przegrali kilka meczów w domu. W Polsce dawno zwolniliby trenera, z trybun leciałoby nie wiadomo co…

Wizyta na treningu.

Natalia: Tam też się pojawiają, ale po to, by wspierać albo przynieść prezenty. Po kolejnym przegranym meczu na trybunach było „brawo!”, „dobra robota!” i oklaski.

Krzysztof: Daisuke Matsui mówił mi, że bardzo przeszkadza mu to japońskie podejście. Był we Francji, innych klubach w Europie i odpowiada mu raczej, gdy kibice wymagają. A tu jest granie dla grania, zero presji. Co by się nie działo klepią po plecach.

IMG_2687

Jak Japończycy reagują na krytykę?

Natalia: Jak już się jakąś zdarzy to jest bardzo ciężko. Jeden zawodnik kiedyś w szatni się nawet popłakał.

Krzysztof: I to kapitan. Mecz skończył się chyba remisem, w samej końcówce była decydująca chwila – rzut wolny 20 metrów od bramki. Nasz kapitan dobrze strzelał wolne, ale nie był wyznaczony do nich jako pierwszy. Stwierdził jednak, że chce spróbować. Poczuł się mocny. Nie strzelił. Na koniec w szatni trener powiedział:

– Nie tak to miało wyglądać. Nie byłeś wyznaczony do wolnego, nie powinieneś tak robić.

Krótki, spokojny komunikat, nie żadne „zjebałeś nam mecz!!!”. Piłkarz wsunął się w swój box i zalał się łzami. Poklepaliśmy go po plecach, żeby się ogarnął, ale to był szok. 28-letni gość nie mógł się uspokoić!

Natalia: Kluczowe jest to, że rzecz miała miejsce na forum szatni.

Krzysztof: Krytyka w cztery oczy to normalna rzecz. Przy kimś…

Natalia: I co więcej – to krytyka dotycząca jego pracy. Jeśli powiesz „masz brzydkie buty” jakoś to zniosą nawet przy ludziach, ale gdy odniesiesz się do pracy – prawdopodobnie nie. Praca jest dla Japończyków najważniejsza.

Krzysztof: Nie ma czegoś takiego, że w urzędzie poprawisz urzędnika albo zasugerujesz lekarzowi, co ci jest.

Natalia: Wiem, że przy przeziębieniu zawsze mam z automatu problem z zatokami. Jeśli lekarz sam tego nie stwierdzi, nie ma szans, by cię posłuchał.

Krzysztof: Gdy załatwialiśmy ubezpieczenie w urzędzie, tłumacz dostał do wypełnienia jakiś papier.

– Co to?

– Dokumenty.

– Ale jakie? Po co to mamy wypełnić?

– Nie wiem.

– To może zapytaj?

– Nie, nie będę o to pytał!

Nie mają takiego zwyczaju, by poprawiać urzędnika. Skoro pani z urzędu każe, to znaczy, że tak trzeba. Osoba robiąca to na co dzień na pewno wie lepiej.

Natalia: Milczysz nawet kiedy wiesz, że można to zrobić dziesięć razy szybciej. Czasami gdy sugerujemy tłumaczowi by zainterweniował, on coś mówi po japońsku, ale widząc reakcję jesteśmy przekonani, że to nie to, o co prosiliśmy.

Jak wyglądają reakcje piłkarzy po przegranych meczach? Samobiczowanie? Przepraszanie?

Krzysztof: Samobiczowanie, tak. Dobrym przykładem jest Kawamata, napastnik mający za sobą debiut w kadrze, który zawsze przeżywa to, że nie zdobył bramki. Gdy wchodzę pod prysznic po takim meczu, gdy tylko mnie widzi robi pokłon i z pokorą mówi gomenasai (przepraszam – red.). Bo nie dał rady zrobić więcej, niż powinien. Większość piłkarzy tak ma. Często po straconej bramce obrońcy przychodzą do mnie i przepraszają. Gdy jeszcze o tym do końca nie wiedziałem, po meczu powiedziałem do jednego chłopaka:

– Ale zawaliłeś, jak mogłeś tego nie strzelić?

W Polsce to naturalna szpileczka w formie żartu, a oni odbierają to jako krytykę. Zaczął mnie przepraszać:

– Będę jeszcze więcej pracował i już się to nigdy nie powtórzy.

Natalia: Ciekawie było też z greenkeeperem. Jay w żartach powiedział do niego:

– No i jak ta murawa wczoraj wyglądała? Co to ma być, greenkeeperze?

Mówiąc to śmiał się. Wiedzieliśmy dokładnie, że to żart, zaczepka.

Krzysztof: Po jakimś czasie jego menedżer powiedział nam, że po tej akcji greenkeeper poszedł tłumaczyć się wszystkim dyrektorom. Że on przeprasza i nie wie, co mogło być powodem takiego stanu murawy, skoro zrobił wszystko jak należy. Obiecywał, że będzie dłużej zostawał w klubie i wszystkiego doglądał. Wziął to na serio. Gość przez jedną lekką zaczepkę chodził przez kilka miesięcy zestresowany, że zawodnikom nie odpowiada murawa. A tak naprawdę była dobra, bo Jay przecież żartował!

Natalia: Ale Japończyk nigdy by czegoś takiego nie powiedział.

Są piłkarze, którzy nie wytrzymują psychicznie?

Krzysztof: Moim zdaniem mentalność jest ich słabą stroną. Z tłumaczem śmiejemy się, że na treningu Japończycy to mistrzowie świata. Super to wygląda, trybiki idealnie się zazębiają. Przychodzi mecz i nagle presja, kibice, rywal… Wszystko siada. Zaczynają się błędy, niedoróbki. Nie wiem, jak to do końca jest, bo z drugiej strony każdy z nich ma w sobie niesamowitą determinację. Wszyscy dookoła mówią „powodzenia”. Przegrywają 5:0 – mają w głowie to samo, co przy 0:0. Japończyk wie, że najgorsze to się poddać.

Natalia: Tak jak z lubrykantem – dziesiąty raz lecisz, ale nie możesz się poddać.

Ciekawy jest system kar w japońskiej szatni. Jedną z najgorszych jest podobno… ogolenie na łyso.

Krzysztof: To kara wychowawcza. Dla nich to symbol nowego początku, pokory, oczyszczenia, takie katharsis. Podczas mojej obecności w klubie dostało ją dwóch zawodników. Pierwszy był młody i sprawiał trochę problemów – przyłapali go z papierosem, gdy zabrakło go w kadrze meczowej to w czasie spotkania przyuważyli go w barze, takie rzeczy. Parę przewinień się nazbierało, trener i dyrektor wzięli go na rozmowę i zasugerowali zgolenie głowy. Nie wiem, czy kazali mu to zrobić, czy może zrobił to sam z siebie. W każdym razie traktują to jako symbol, że chce oddzielić się przeszłość grubą kreską. Drugi zawodnik to książę Iwaty. Król życia. Do pewnego momentu otwarcie opowiadał w wywiadach, że pije, pali, korzysta wieczorami z eskorty. To bardzo popularne w Japonii panie do wynajęcia, którym opłacasz wyjście z tobą do baru i zapewnienie towarzystwa. To nie prostytutki – po prostu zapewniasz sobie towarzystwo pięknej kobiety w knajpie. Ta kobieta jeszcze dodatkowo wokół ciebie skacze, bo tak jest przyjęte w Japonii. Gdyby Natalia była Japonką, nie nalewalibyśmy sobie wody, ona by to robiła i pytała co chwilę, czy czegoś potrzebujemy. Dopóki ten zawodnik nie spóźniał się do klubu, nikt nie robił mu o to problemów. Ale w pewnym momencie zaczął się spóźniać, a czarę goryczy przelał moment, w którym wpadł w połowie zajęć. Trener wziął go wtedy na rozmowę. On ma bliską relację z trenerem, jest ulubieńcem kibiców. Zgolił włosy i zaliczył przemianę.

Natalia: Od tego czasu nie pije, nie pali, zawsze jest kierowcą. Nie ten chłopak!

Krzysztof: Gruba kreska. To nie tak, że „zgolę głowę, dadzą mi spokój”, gdy to robisz naprawdę postanawiasz poprawę.

To ten bad boy widocznie codziennie coś odwala!

Krzysztof: On ma akurat taki image (śmiech) Ciężko mi znaleźć w drużynie kogoś, kto byłby takim prawdziwym bad boyem albo gburem. Oni wszyscy są uśmiechnięci. Nawet gdy ich coś boli, to mówią, że ich nie boli. Nigdy nie powiedzą, że mają jakiś problem.

– Jak tam?

– W porządku! Super!

– Ale widzę, że kulejesz.

– Nie, nie! Super jest!

A widzisz, że gość ledwo chodzi i gdy wróci do domu to będzie robił cały wieczór okłady z lodu. Kolega tłumaczył mi, że nie chcą wysyłać negatywnej energii do drużyny. Gdy ja miałem kontuzję, nie byłem tego świadomy.

– Boli cię? – ktoś zapytał.

– A, daj spokój. Nie jest najlepiej.

– Jak to?! Co?! Co się dzieje?!

Oni myślą, że jak boli to już jest tragedia. Dla nich jak ktoś mówi, że jest źle, to jest już naprawdę źle.

Natalia: Nie tylko w drużynie. Oni w ogóle nie pokazują emocji, chowają je w sobie. Czasami nawet w relacjach w parze nie mówią tego na głos o tym, co ich gryzie.

Krzysztof: O dobrych rzeczach mówią, złe tłumią w sobie. To wynika z kultury.

Tak na logikę – muszą powstawać kwasy. W Ruchu czy innych polskich klubach nie raz miałeś pewnie męskie rozmowy.

Krzysztof: Gdy zawodnik chce coś przekazać drugiemu, nigdy mu nie powie „tu zrobiłeś źle”, a raczej „w takiej sytuacji możesz zrobić jeszcze tak i tak”. Bardzo delikatnie. Zależy też między kim a kim jest rozmowa, bo w sumie ja gdy rozmawiam bezpośrednio z kolegami, bezpośrednio sobie mówimy, co dobrze a co źle. Inna sprawa, jak to przekazuje tłumacz. Japończycy między sobą tego jednak nie mówią.

IMG_1622

Jak wygląda szatnia po zwycięskim meczu? W Polsce wesoły autobus – śmiechy, piwko, święto.

Krzysztof: Spokój. Totalny spokój. Nie ma żadnej różnicy pomiędzy tym, co przed meczem, a tym, co po meczu. Głównie podróżujemy shinkansenem, ale – co ciekawe – ze stacji do hotelu odbiera już nas autobus, który wyjeżdża wcześniej z Iwaty.

Natalia: Ja zauważyłam tylko jedną różnicę. Po wygranym meczu więcej chłopaków wrzuca wygłupy na InstaStory.

Krzysztof: Jest bardzo normalnie. Gadamy, oglądamy skróty, jemy, nie ma czegoś takiego, że wjeżdża po piwie. Wracamy z pracy. Jeszcze w drugiej lidze graliśmy decydujący mecz, dzięki któremu umocniliśmy sie na miejscu dającym bezpośredni awans, więc wszyscy byli zadowoleni. Po meczu Jay szedł obok mnie:

– Wiesz, co teraz by się przydało?

Pomyślałem sobie, że pewnie piwo. I rzeczywiście:

– Zimne piwo albo lampka wina.

– W sumie pomyślałem podobnie, jak ty – odpowiedziałem.

– To dawaj zapytamy trenera. Przecież nie odmówi.

– To może ty zapytaj? – zaproponowałem, bo Jay był bardzo otwarty do każdego w klubie, swoją drogą nie do końca ten charakter pasował Japończykom.

Zapytał, trener pozwolił. Myśleliśmy, że skoro już jest zgoda, to skusi się zaraz cała drużyna. Przynieśli mi piwo, Jayowi wino, a reszta… nie była zainteresowana. Tylko dyrektor sportowy podszedł, odlał sobie kawałek i spróbował. Nie było tak, że skoro wygraliśmy, to musimy celebrować.

Natalia: Ale macie momenty, w których piją.

Krzysztof: Dwa razy w roku idziemy całą drużyną na kolację. Zaczyna się o 19 i Japończycy… mieszają dosłownie wszystko. Tequila, rum, wódka – po kolei. W pewnym momencie zaczynają się pijackie gry.

Oho, czuję, że będzie grubo. 

Krzysztof: Jeden zawodnik, zazwyczaj najstarszy, podnosi to, co ma w szklance i wybiera na sali cel, ale najpierw musi zaśpiewać określoną piosenkę. Gdy to zrobi, pada na piłkarza X  i każe mu pić, więc ta osoba bierze szklankę i pije całą na raz.

Natalia: Szklankę. Dobrze słyszałeś.

Krzysztof: Potem idzie do kelnerki, nalewa i ma prawo wybrać następnego.

Natalia: Co najważniejsze – nie możesz odmówić. Nawet jak przyjechałeś autem – nie i tyle. Krzysiek tak załatwił jednego kolegę.

Krzysztof: Zawodnicy między sobą wiedzą, kto przyjechał autem i nie może pić. Po złości nikt go nie wybierze. Ja jednak nie wiedziałem. Mówię:

– Wybieram Kosuke.

Wstał, walnął, wybrał następną osobę. Sprawa honoru. Wszyscy zdziwieni, bo mówił wcześniej, że musi wrócić autem. Po kolacji zostaliśmy tylko we dwójkę, ja czekałem, aż odbierze mnie Natalia.

– Dlaczego tu jesteś sam? – spytałem.

Czekał na serwis, który polega na tym, że dwóch taksówkarzy podjeżdża pod ciebie i twoim autem odwożą cię do domu. I wtedy sobie uświadomiłem, co zrobiłem.

– Dlaczego to wypiłeś? Sorry, naprawdę nie wiedziałem.

– Musiałem. Przecież mnie wybrałeś.

Dziwne. Niby nie możesz to nie pijesz, ale nie mógł sie przeciwstawić. Zdarza się tak, że dwóch się na siebie uweźmie. Zawodnik A wybiera zawodnika B. Potem zawodnik B wybiera zawodnika A. I tak w kółko kilka kolejek. I żaden nie może powiedzieć nie! Na koniec młodzi muszą oczywiście zrobić jeszcze show, ale to mnie nie dotyczy.

Natalia: Po kilku to może się z nimi łapiesz!

To ile trwa tam impreza skoro oni tyle piją i tak mieszają?

Krzysztof: No właśnie mają bardzo mocne głowy. Nikomu nic nie jest.

Natalia: Mówi się, że Polacy i Rosjanie przodują, ale myślę, że z Japończykami mogliby mieć problem.

Krzysztof: Po kolacji jeszcze tworzą się grupki i chodzą po lokalach.

Natalia: Swoją drogą w Polsce zwykle chodzi się do klubów, a tam na karaoke.

Krzysztof: Gdy w biurze osoba wyższa stanowiskiem bądź po prostu starsza powie ci „dziś idziemy pić” to ty nie możesz powiedzieć nie. Idziesz, pijesz, dopiero jesteś wolny. W Japonii to twój obowiązek.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

***

CZĘŚĆ DRUGA ZA TYDZIEŃ. A w niej… Dlaczego Łukasz Podolski jest jedynym piłkarzem sprawiającym problemy w J-League? Dlaczego trenerzy nie chcą w swoim zespole nadmiaru tytanów pracy jak Shunsuke Nakamura? Co się stało z szalonym japońskim kibicem, który ośmielił się w kulturalnych słowach wyrazić swoje niezadowolenie? Czy rzucona z trybun puszka to naprawdę największy incydent japońskich „kiboli”? Jaki to był rok dla Krzyśka i dlaczego dobry? Jak japońscy koledzy zareagowali na opowieść o Ruchu Chorzów? Do zobaczenia za siedem dni. 

TUTAJ możesz śledzić bloga Natalii.

KOMENTARZE (33)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Mr Gold
Real Madryt, Legia Warszawa, Red Bull Leipzig

Dla mnie to bez znaczenia, czy zaorany zostanie PiS, czy może jednak PO. Dla mnie najważniejsze jest spełnianie moich zachcianek!!!
Muszę być tytanem i będę tytanem. Stworzę kluby piłki nożnej w Polsce (Chełm), hokeja na trawie na Ukrainie (Kowel) i hokeja na lodzie na Białorusi (Prużana). Oprócz tego nowy wyścig kolarski Tour of Titans w Polsce, na Ukrainie i Białorusi oraz Titanvision Song Contest (Konkurs Piosenki Tytanowizji). Moja partia będzie nazywała się Złote Imperium Tytanów, albo inaczej, jeszcze lepiej. Teraz potrzebuję przede wszystkim potężnego wsparcia i sponsorów!!! Najprawdopodobniej zarówno drużyna piłkarska w Chełmie jak i drużyna hokeja na trawie w Kowlu będą grały w ustawieniu 3-4-2-1 (3-4-3). Tutaj widzę zdecydowanie największy potencjał. Oto jak ustawiona byłaby moja drużyna gdyby posiadała kadrę Realu Madryt: Navas – Varane, Ramos, Casemiro – Marcelo, Modrić, Kroos, Carvajal – Ronaldo, Isco – Asensio
A teraz na przykładzie Borussii Dortmund. Oni próbowali tego typu ustawienia w meczach z Realem i Werderem Brema, ale ze źle ustawionymi zawodnikami, na błędnych pozycjach. Oto moja, lepsza wersja: Burki – Bartra, Sokratis, Schmelzer – Guerreiro, Götze, Sahin, Pulisić – Aubameyang, Kagawa – Yarmolenko. Czujecie tą moc? Już nie da się nic zrobić lepiej. Musicie mnie poprzeć. Tylko w taki sposób stworzymy Tytanię!!!

Poss

Dostęp do internetu w twoim zakładzie psychiatrycznym nie był, jak widać, najlepszym pomysłem.

Mr Gold
Real Madryt, Legia Warszawa, Red Bull Leipzig

Pamiętasz, jak Guardiola mówił, kiedy przychodził do Bayernu i wszyscy zastanawiali się, czy jego założenia mogą tam zadziałać, że on wierzy, że jego ustawienie 4-1-4-1 (4-3-3) może zadziałać w każdej drużynie? Ja oczywiście nie wierzę, że jego ustawienie mogłoby działać w każdej drużynie, ale moje 3-4-2-1 (3-4-3) już tak. To jest killerskie perpetłum mobajle! To jest najbardziej zdecydowana i stabilna koncepcja w historii wszechświata! To musi wypalić i wypali! Chwała wielkiej Tytanii!!!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Stary a może
St. Białucha

Wypierdalaj do psychiatry..
Ale już

Mr Gold
Real Madryt, Legia Warszawa, Red Bull Leipzig

Robię to dla was, moich fanów…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Poss

Rzeczywiście japoński humor jest totalnie popierdolony, ale kto nie oglądał Takeshi’s Castle na DSF (gimby nie znajo) niech pierwszy rzuci kamieniem 😉

Rojber Hultajski

najlepsze były walki tymi wielkimi patyczkami do uszu nad wodą:)

Matthew

Super robota, zarówno przeprowadzającego wywiad jak i Krzysztofa oraz jego wybranki! Zawsze dobrze powiększyć swoją wiedzę o życiu w Japonii, niezależnie czy chodzi o bycie piłkarzem czy po prostu codzienne zwyczaje :)
.
.

Mam jednak małe zastrzeżenie. Natalia powiedziała, że brak koszy na śmieci w Japonii stanowi konsekwencję ataku na WTC. Z tego co sam przeczytałem, nie do końca jest to prawda. Większy wpływ miał tu zamach terrorystyczny w Japonii z 1995 roku (w tokijskim metrze rozpylono wówczas sarin – gaz stosowany przede wszystkim jako bojowy środek trujący). Japończycy stali się wtedy nieufni wobec „dziwnych”, trudnych do rozpoznania przedmiotów i sporo koszy zniknęło z ulic. Aczkolwiek to też nie stanowi całego clou sprawy, ponieważ ludzie zamieszkujący Kraj Kwitnącej Wiśni nigdy nie byli zbytnio przekonani do idei wyrzucania śmieci w środku miasta.
.
.
Mogę oczywiście nie mieć racji, a wy nie macie obowiązku wiedzieć o kraju tyle co stulatkowie z Okinawy. Najważniejsze, że cieszycie się życiem w Japonii!

Baton

Po przeczytaniu kolejnych wywiadów mam już pewność, że te Japońce naprawdę są poryte. Teraz można zrozumieć falę samobójstw i najbardziej pokręcone pornosy w sieci. Z drugiej strony dobre miejsce na seksturystykę :P(panowie mali, z krótkimi i w dodatku szare myszki = brak konkurencji).

Matthew

Myślisz, że Japonki są łatwe?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Ariel Bumerang
Legia Kaiserslautern Wołga Lechia Legia QPR Lechia QPR Lechia

Japonia to mega zajebiste miejsce do życia, jedzenie najwyższej jakości, mocna sake i fajne małe dupki, ale w życie to ja mu się nie będę wpierdalać.

Trochim

Bardzo fajny wywiad, mam brata w Japonii i też opowiadał mi o dziwnych zachowaniach Japończyków. W każdej restauracji na przykład są maszyny z grami video i normalnym jest że po zjedzeniu trzeba iść pograć, dziwny dla nas Europejczyków jest to naród.
Gdy nie przyjdą do pracy dwa dni bo są chorzy to pierwszego dnia po powrocie stają na środku biura i przepraszają wszystkich współpracowników, bo wiedzą że ich praca spadła na nich. Inna kultura to mało powiedziane :)

Rojber Hultajski

dobry wywiad i dobry temat.Japonia jest naprawdę ciekawym i charakterystycznym krajem które warto odwiedzić

Radyjko

Świetny wywiad. Czekam na drugą część. Nie rozumiem skąd ta polityka w komentarzach. Polecam inne portale na takie dyskusje.

Staszek Anioł

Imię Krzysztof nic nie znaczy? Aha…

bogdan

Może konsultujcie między sobą kto z kim robi wywiady. W jednym dniu 2 wywiady z gośćmi grającymi w Japonii. Może zróbcie jeszcze ze 3?

Buncol

Autentyczna historia z Japończykiem
Koleżanka ma męża Japończyka, który od kilku miesięcy mieszka w PL.
Ostatnio gdy rozmawialiśmy okazało się że biedak zostawił ipada w warszawskim metrze.
My do niego że mu współczujemy takiej straty.
A on taki uśmiechnięty mówi: ” No ale jaka strata? Przecież pójdę do biura rzeczy znalezionych i odbiorę!
Biedak nic nie kumał a my pokładaliśmy się ze śmiechu

Gordon
Olympique Lyon

Najgorsze że to wcale nie jest śmieszne.

tss

może i nie jest, ale to też nie tak że tylko Polacy to patole, złodzieje itp – nie wyobrażam sobie odzyskania tego ipada w dowolnym mieście zachodniej Europy w analogicznej sytuacji.

Kurwarszawa

W zwiazku z Japonią nie mieliście zbytnio problemów na znalezienie rozmówców. Trudniej będzie jednak z Kolumbią, chyba tylko Arboleda jest jedyną opcją.

Przemeck

Lewy zrobi wywiad z Jamesem :)

Habanero
Las Palmas

zrobią z tym gościem co jeździ stopem po Ameryce Płd i Śr

FC Bazuka Bolencin

Wywiad z Arboledą:
Jezus. Smuda. Michniewicz. Dziękuję. Uwajaj. Smolarek. Palec. Dupa. Glik. Nie znam.

bogdan

No i jeszcze wywiad rozdzielony na dwa… Szkoda, że jeszcze tydzień wcześniej trailera do wywiadu nie zrobiliście.

Gordon
Olympique Lyon

Ja pierdole, znowu podwójny wywiad, kurwa nie czytam.

Habanero
Las Palmas

więcej takich egzotyków

Rayo

O Kolumbii zróbcie koniecznie wywiad z Wołkiem. Może wytłumaczy czy na bramce Maturana postawi na Higuite czy Cordobe albo dlaczego Valderrama ma ostatnio dołek formy.

lovefreshmeat
Jagiellonia

Przecież nasze imiona też mają swoje znaczenie. Taki Krzysztof z greki „noszący Chrystusa”. A że rodziców przy wyborze imienia obchodzi głównie jego brzmienie, to inna sprawa.

Janusz Ekspert

Natalia: Tak jak z lubrykantem – dziesiąty raz lecisz, ale nie możesz się poddać.

wpDiscuz

INNE SPORTY