Ta liga łamała kręgosłupy moralne
Weszło Extra

Ta liga łamała kręgosłupy moralne

– Chodź, wpadnij, napijemy się.
– Ale trenerze, jutro jest mecz.
– To posadzę cię na ławce.

Między innymi w taki sposób Janusz Wójcik budował atmosferę mistrzowskiej Legii Warszawa 92/93. Mistrzostwo zostało odebrane po najsłynniejszej niedzieli cudów w historii polskiej ligi. O kulisach tamtych wydarzeń opowiada król strzelców, Maciej Śliwowski, ówczesny idol stolicy.

Dlaczego jeśli nie chciałeś w piłkarskim pokerze grać znaczonymi kartami, mogłeś tylko wstać od stołu?

Dlaczego Legia zostałaby mistrzem, gdyby ŁKS nie dostał raty za Ziobera?

Co było największym atutem Wojciecha Kowalczyka i dlaczego bezczelność?

Dlaczego Leszek Pisz to niedościgły wzór kapitana?

***

Bez tytułu

Jakie tu uczucie być idolem stolicy?

Chodzi się w chmurach. Na każdym kroku ludzie dają ci odczuć, że cię doceniają, szanują, kochają. Wszędzie jesteś zapraszany, wszędzie wszystko jest za darmo. Wielokrotnie wchodziłem do restauracji, kończyłem kolację, a wtedy podchodzili kibice:

– Panie Maćku, niech pan zostawi rachunek. My się nim zaopiekujemy.

Oczywiście nie zdarzało się to tylko mnie. Wtedy w Legii grało wielu wspaniałych zawodników.

Ale strzelców zawsze kocha się najbardziej.

Bramki to sól piłki. Wcześniej też trochę strzelałem, byłem czołowym graczem zespołów ligowych, ale miałem szczęście, że jako rodowity warszawiak eksplodowałem akurat w ukochanej Legii. W dodatku u najlepszego trenera, bo tak mogę śmiało powiedzieć o Januszu Wójciku. Fantastyczny facet. Ktoś, kto go nie znał, nie ma w ogóle prawa wypowiadać o jego osobie.

Co panu tak podobało u się Wójta?

Wujo nikogo się nie bał. Czy wchodził do gabinetu prezesa, ministra, i tak mówił to co myślał, nawet jeśli myślał „co ty pierdolisz”. Tak samo kierował drużyną. Chciał otwartej, ofensywnej, charakternej piłki. U niego łapałeś mentalność zwycięzcy.

Przychodził do nas świeżo po Igrzyskach. Wtedy dosłownie emanowała od niego aureola. Czego nie powiedział, zamieniało się w złoto. Kogo nie sprowadził, trafiał w dziesiątkę. Kiedyś trenujemy, Wujo przychodzi i mówi, że załatwi nam grajka z wybrzeża. My ból głowy: jakiego? Lechia bodaj w trzeciej lidze, Arka podobnie. Co za głupotę wymyślił? Wujo przywiózł z trzeciej ligi taksówkarza. Na pierwszym treningu nie wyróżnił się niczym poza wycinaniem, ale Wujo mu przyklaskiwał. Ten taksówkarz nazywał się Radek Michalski i szybko okazało się, że idealnie uzupełniał się z Leszkiem Piszem. Radek wszystko czyścił, Leszek mógł zająć się rozgrywaniem.

Oczywiście Wujo potrafił jechać z nami konkretnie, jeśli tego wymagała sytuacja. Kiedyś remisowaliśmy do przerwy po słabym meczu. Wujo wszedł do szatni i zrobił demolkę totalną. Kosz stał na środku – kopnął go. Tablica wisiała, zrzucił ją. Przewrócił też stół, na którym stały napoje. A potem popatrzył na nas i powiedział:
– Chuj mnie to obchodzi, ten mecz ma być wygrany. Nie interesuje mnie co będziecie robić, macie to wygrać. Nie wygracie, inaczej będziemy rozmawiać.

A potem wyszedł.

A wy co wtedy, jaka reakcja?

Cisza. Nikt nie był w stanie czegokolwiek powiedzieć. Ja otworzyłem usta i wyglądałem jak ryba. Po czym wstał Leszek Pisz:

– Panowie, widzicie jaka jest sytuacja. Musimy sobie poradzić i zrobimy to.

Zaczęliśmy gadać o naszej grze, wytykać sobie błędy, ale wszystko po to, by ich więcej nie robić. Wygraliśmy 3:1. Dzisiaj taka scenka jest niemożliwa, choć nie jestem przekonany, że nie pomogłaby bardziej niektórym zespołom niż odprawa. Ale Wujo nie był maniakiem, który tylko krzyczał. Wybranych zapraszał nawet do siebie do domu.

– Chodź, wpadnij, napijemy się.
– Ale trenerze, jutro jest mecz.
– To posadzę cię na ławce.

W dzisiejszym warsztacie trenera jest pana zdaniem za dużo, by tak rzec, technokracji?

Tak, choć oczywiście to wszystko jest potrzebne, ale trener musi mieć narzędzia takie, by przemówić do ludzi. Każdy jest inny i nie ma głupich – są takie sytuacje i takie osobowości, kiedy najlepszą motywacją będzie bicz. Nie wolno z tym przesadzić, ale trener musi mieć takie narzędzie. To męska gra. Na boisko wychodzą faceci, a gra się kontaktowo. Nie wolno grać jak panienka, unikać walki. Kto nie walczy, ten się nie liczy.

Pan jako trener rzucił już w szatni koszem?

Koszem nie, ale zdarzyło się plastikową butelkę kopnąć, walnąć pięścią w stół, w tablicę.

Screen Shot 12-18-17 at 10.03 AM

Pilica Macieja Śliwowskiego przewodzi w tabeli IV ligi. Źródło: 90minut

Co do walki, o lidze pana czasów dobitnie opowiedział mi pana boiskowy kolega, Janusz Kudyba, który złamał Kazimierzowi Węgrzynowi nos.

A ja złamałem nos Markowi Jóźwiakowi. Grałem wtedy w Stali Mielec, przyjechaliśmy na Łazienkowską. Skończyło się 1:1, strzeliłem bramkę. Marek mnie krył, chodził za mną i skrobał mnie po Achillesie. Powiedziałem mu kilka razy: „nie rób tego”, no, może z jakimś dodatkiem słów na „k” i „ch”. Marek tylko głupio się uśmiechał. Myślał, że jak ma 190 cm wzrostu, to się wystraszę. Było wręcz przeciwnie. Wyskoczyliśmy do główki, a ja wiedziałem co zrobić łokciem, żeby go uspokoić. Brutalne chamskie wejście, ale sędzia nic nie widział. Marek biegł potem za mną zakrwawiony i krzyczał, że mnie zabije. Nie miał okazji, raz tylko trzasnął mnie po nogach – sędzia znowu nic nie widział. Nie pochwalam takiego zachowania, natomiast są sytuacje, kiedy zawodnik musi sam sobie poradzić. Choć być może dzisiaj nie byłoby to możliwe ze względu na liczbę kamer.

Niedługo potem z Markiem Jóźwiakiem siedział pan w jednej szatni.

W pierwszej chwili trochę się bałem, myślałem, ze mi z tym wyjedzie, bo to była świeża sprawa. Ale podaliśmy sobie rękę:

– Dobra, co było to było. Zapominamy.

A potem siedzieliśmy obok siebie.

Często tak jest, że ci którzy najbardziej zajadle ze sobą walczą na boisku, potem poza boiskiem najbardziej się szanują.

Miałem i mam szacunek do Marka, wiele poświęcił Legii. W tamtych czasach to był facet, który trzymał całą szatnię, w sensie pozytywnym. Oczywiście królował w żartach różnego rodzaju. Związane sznurówki, maść rozgrzewająca w majtkach. Kiedyś wynieśliśmy Fiata Tipo kierownika na środek boiska. Kiero w panice, że mu auto ukradli, a to stało na kole środkowym. Innym razem Robakowi (Zbigniewowi Robakiewiczowi – przyp. red.) przyczepiliśmy auto łańcuchem do bramy. Odjechał razem z bramą. Historia z Gmurkiem (Arkadiuszem Gmurem – przyp. red.), który przychodził do szatni w żółtych ciżemkach, takich salamandrach. Marek mówił mu raz, drugi, trzeci:

– Nie masz normalnym butów?

Arek miał to gdzieś. No to Marek przybił mu te buty do podłogi. Gmurek wszedł w nie, chciał odejść, a te zostały. Marek dobrze się ubierał, zawsze miał firmowe ciuchy, elegant. Następnego dnia przyszedł w drogich dżinsach. W ramach rewanżu Gmurek obciął mu nogawki. Kubeł zimnej wody dla ludzi, którzy pierwszy raz trafiali do szatni, był standardem. Toalety znajdowały się w pobliżu kabin prysznicowych, nie były od góry zakryte, więc Marek napełniał wiadro lodowatą wodą i raczył nią kogoś, kto załatwiał w toalecie swoje sprawy.

A z samego Jóźwiaka żartowano?

Pewnie, natomiast żartujący musiał się liczyć z poważnym odwetem. W szatni zawsze było wesoło. Ta drużyna miała wspaniałych zawodników, ale też wspaniałe osobowości.

Leszkowi Piszowi, kapitanowi, symbolowi tamtej Legii, też Marek Jóźwiak robił żarty?

Oczywiście, ale Leszek rewanżował się na dziadku. W dziadka graliśmy w ochraniaczach. Wszyscy wychodzili w tzw. sztolach, czyli wysokich, metalowych wkrętach. Leszek nie pieprzył się w tańcu, jeszcze je zaostrzał, a potem specjalnie wchodził do środka i czekał aż Marek dostanie piłkę. Wchodził mu na wysokości kolan, Marek skakał w powietrze:

– Uspokój się! Nienormalny jesteś?!

Młody, który założył siatkę albo przerzucił piłeczkę, natychmiast miał wejście w piszczele albo nakładkę na wysokości pasa.

Kontuzje na dziadku często się zdarzały?

Nie. Może raz, może dwa. Drzazgi szły, ale jednak w tej całej zawierusze nie zapominaliśmy o zdrowym rozsądku.

Kibice Legii do dzisiaj tęsknią za takim kapitanem jak Leszek Pisz.

Nie miałem wcześniej takiego kapitana, Pisz był wyjątkowy. Takiego technika nie spotkałem już nigdzie. Fantastyczny piłkarz. Pięćdziesięciometrowe podania do mnie lub Kowala szły na nos. Fantastyczne wyczucie gry. Był prawdziwym boiskowym dyrygentem. Mówił nam: teraz idziemy do przodu, zakładamy pressing. Teraz przyspieszamy, teraz zwalniamy grę. Śliwka, nie biegnij tam! Kowal, teraz uważaj! Absolutnie drugi trener. Nie zdarzała się taka sytuacja, że Leszek coś powiedział, a ktoś mu się sprzeciwiał. Nikt nie dyskutował czy Leszek ma rację czy nie. Bo Leszek zawsze miał rację. Z nim mieliśmy łatwiej.

Natomiast rola kapitana wykracza poza boisko.

Człowiek do rany przyłóż. O co nie poprosiłeś, pomagał. Świątek piątek czy niedziela, był do dyspozycji zawodników. Każda sprawa szatni przechodziła przez Leszka. Czy chodziło o rozmowę z trenerem, z prezesami, czy sprawy osobiste. Jeśli ktoś poszedł w miasto i późno wrócił, a żona zrobiła awanturę, Leszek jechał w środku nocy dyskutować z żoną.

Kapitan, rozumiejący, że ta rola to przede wszystkim odpowiedzialność i dodatkowe obowiązki.

Jeśli coś było nie tak, nigdy nie wychodziło poza nasz krąg, zostawało w szatni. Po meczach spotykaliśmy się całymi rodzinami. Nad Świdrem w Otwocku mieliśmy swoje miejsce, gdzie nikt poza nami nie mógł wejść. Pilnowali tego strażnicy leśni. Rzeczka miała dziesięć centymetrów głębokości. Nasze dzieciaki się w niej bawiły. Rozpalaliśmy grilla, żony się opalały, my żartowaliśmy, graliśmy w dziadka. Codziennie coś się działo, w mojej Legii nigdy nie można się było nudzić. Stanowiliśmy jedną wielką rodzinę.

Jak to pomaga na boisku?

Ludzie tego nie rozumieją, ale jeśli z tym drugim facetem z boiska przed chwilą patrzyliście, jak wasze dzieciaki razem się bawią, jak wasze żony razem plotkują, a sam dochodzisz do wniosku, że on nie jest ci potrzebny tylko na boisku, tylko coś dla ciebie znaczy, to wszystko rzucasz i idziesz za nim w ogień. Była taka sytuacja na Górniku Zabrze. Wielkie chłopisko od nich, prawdziwy bandzior, sfaulował brutalnie naszego, a potem zaczął się śmiać. Jeden od nas się za niego zabrał. Potem drugi, trzeci, czwarty. Po czwartym poszedł do trenera i poprosił o zmianę, choć to był kawał bydlaka. Najtwardszy, najmocniejszy, z drużyną nie ma szans.

Słynny Garaż był waszym spoiwem.

Blisko było, fantastyczne flaki, fantastyczny strogonow. Czego chcieć więcej? Jeśli zdarzały się swady lub niesnaski, były wyjaśnianie. Nie może być tak, żeby dwóch z jednej drużyny nie chciało sobie ręki podać. Takie sytuacje bywały, bo każdy w Legii charakter. Najgorzej, jeśli w drużynie zaczynają gadać na siebie za plecami. W Legii tego nie było. Masz jakiś problem? Chodź, usiądź, wyjaśnijcie sobie. Jak potrzebujecie, to przy białej, ale zróbcie to, bo niszczycie nas wszystkich. Jestem pewien, że problemem wielu dzisiejszych są niesnaski, które nigdy nie są wyjaśniane.

Pan ma tak w Pilicy?

Nie.

Zastawia pan stół, gdy piłkarze mają problemy?

Nie. Natomiast Janusz Wójcik powiedział mi kiedyś: chcesz pić? Pij. Chcesz palić? Pal. Chcesz robić jeszcze inne rzeczy, jakie dorośli ludzie robią w nocy? Rób. Nie będę za tobą chodzić. Ale jutro przyjdź i to wyrzygaj. Na mecz masz być gotów. Prawda jest taka, że jeśli piłkarz nadużywa, to i tak wyjdzie. Albo się posypie, albo będzie miał dosyć i skupi się na piłce. Nie ma trzeciej drogi.

Jak się panu współpracowało z Kowalem?

Kowal miał w sobie coś takiego, czego nikt z nas nie miał. Jego szybkość – to jedno. Instynkt strzelecki – drugie. Ale przede wszystkim niczego się nie bał. Wchodził w każdego obrońcę jak w masło. Nic go nie obchodziło, że ktoś jest dwa razy większy, dwa razy silniejszy, dziesięć raz bardziej znany. Bezczelność była jego największą siłą. Widziałeś czasami na meczu jego słabości, gorsze strony. Ale wiedziałeś też, że jak się rozpędzi, to będzie jechał, że nie ma zmiłuj.

A prywatnie jaki był?

Kot. Chodził swoimi ścieżkami. Oczywiście przebywał z nami, ale wielokrotnie znikał z horyzontu.

Na długo?

Różnie. Raz zdarzyło się, że tuż przed meczem został przywieziony. Nasz wspaniały lekarz, Stasiu Machowski, reanimował go kroplówką. Kowal doszedł do siebie, strzelił bramkę, zrobił swoje, po przerwie zszedł.

Nie omijajmy tego tematu, bo i tak nikt nie uwierzy. Jak bardzo obecny był wówczas alkohol?

Wszechobecny. W każdej drużynie. Wszyscy pili, wielu paliło. Takie czasy. Nie było dobrego piwa, wina się nie lubiło, to piło się wódkę albo whisky. Tyle. W tamtej Polsce wszyscy pili, raczej więcej niż mniej.

Zdarzyło się panu grać na kacu?
Raz po urodzinach. Pierwszy i ostatni. Alkohol odwadnia, jesteś wtedy ścierką. Nie da się tak grać.

Nie można rozmawiać o pana Legii nie poruszyć trudnych tematów. Pierwszy: doping Romana Zuba.

Jego żona była lekkoatletyczką, reprezentantką Ukrainy. Podobno coś mu aplikowała od czasu do czasu. Klub wybronił się z tego. Nie można ukarać całej drużyny za jednego zawodnika. Jakoś to przeszło.

Czuł pan, że niektóre mecze były lżejsze, a obrońcy odwracali wzrok?

Legia zawsze miała ciężko i będzie miała, na Legię każdy się motywuje. Inaczej powiem. Nie tylko nasze mecze były kontrowersyjne. Ja mógłbym pokazać w tamtym konkretnym sezonie mecze innych drużyn, które jak oglądałem, to się śmiałem i wychodziłem z pokoju. Znałem tych ludzi, wiedziałem jak potrafią się zachować, gdy im zależy, a widziałem jak się zachowują. Zabrali nam mistrzostwo bez żadnych dowodów. Śledztwo prokuratorskie trwało dziewięć miesięcy i nie znaleźli nic. Zrobili to tylko na podstawie luźnych pogłosek i tego, że według nich na transmisji niektórzy zawodnicy zachowywali się nienaturalnie. My byśmy takiego wyniku nie osiągnęli, gdyby ŁKS nie forsował, ale forsował. Mieliśmy trzy bramki przewagi nad ŁKS-em i lepszy bilans meczów z nimi. Z Wisłą wygralibyśmy tak czy siak, to był słaby zespół. Ale zdarzyło się najgorsze: trzy dni przed meczem ŁKS dostał drugą ratę od Montpellier za Zioberka. Milion dolarów. Za kulisami mówiło się, że ŁKS spróbuje „powalczyć”. Gdy później dowiedzieliśmy się, że z Olimpii nikt poważny nie jedzie, sami juniorzy, totalnie rezerwowy skład, wszystko zebrało się w jedną całość.

Jak to usłyszałem, nie mogłem uwierzyć. Ludzie z Legii próbowali dobijać się do ŁKS-u, rozmawiać z nimi rozsądnie jak z ludźmi. Nie było o czym. Ci idioci myśleli, że zdobędą mistrza Polski. I skończyło się jak się skończyło. Ale jeszcze raz powtarzam: prowadzono śledztwo. Byli wzywani ludzie wiele miesięcy. Nie znaleziono żadnych dowodów, nie było żadnego przecieku. Pytam się w takim razie na jakiej podstawie zabrano nam mistrzostwo Polski? Na takiej, że wygraliśmy 6:0? Nawet na skazanie największego kryminalisty potrzeba dowodu, a ma on uczciwe prawo do obrony. PZPN – państwo w państwie.

Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem. Ten proceder trwał w Polsce od wielu, wielu lat. Wszyscy ci, którzy wtedy działali w piłce, o tym wiedzieli. My graliśmy w tamtym sezonie fantastyczny futbol, ale w tamtych latach grano znaczonymi kartami. Jeśli tego nie chciałeś, mogłeś tylko wstać od stołu. Od samego początku jak tylko zacząłem występować w lidze nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością. Piłkarski poker, karne z kapelusza, cuda wianki.

Odechciewało się piłki na samym początku ligowych doświadczeń?

Graliśmy u siebie w Stali Mielec. Remisujemy 0:0 czy 1:1. Wychodzę na pozycję. Nasz najlepszy pomocnik patrzy w moją stronę. Idę na pełnym gazie, zagra mi i wyjdę sam na sam. On się odwraca i wali piłkę w drugą stronę, gdzie jest dwudziestu zawodników.

Zareagował pan?

Miałem 18, 19, maksymalnie 20 lat. Wszedłem do szatni, tam sami starzy wyjadacze. Trzepnąłem butami o podłogę. Ktoś ze starszyzny przyszedł do mnie pod prysznic.

– Pierdolnął cię ktoś kiedyś?
– Nie.
– Jak cię pierdolnę, to zobaczysz. Nie masz prawa się odezwać słowem w takiej sytuacji.

Ja łzy w oczach. Nie wierzyłem, że takie coś się dzieje. Starzy mnie zawołali, trochę się bali, wiedzieli, że na boisku jestem nieobliczalny, mogę w każdej chwili coś strzelić. Potem jak dostawałem cynk, że coś się będzie działo, symulowałem kontuzję, bo nie chciałem brać udziału w tej szopce. I tak miano do mnie potem pretensje. Czego człowiek nie zrobił, było źle.

Ta liga łamała kręgosłupy moralne?

Na pewno. Wszystko ma swoje złe i dobre strony. Uważam, że teraz młodzi mają za łatwo, nie uczy ich to charakteru. Z drugiej strony my trafialiśmy pod but starych i przez to zmiana mentalności szła opornie. Młodzi idealiści przesiąkali zgniłą atmosferą. Zaprotestować nie mogłeś, bo byłeś zajęty chodzeniem starszyźnie po wódkę.

Jeszcze resztę przynosisz, choć płaciłeś ze swojego?

Aż tak nie, ale młody robił wszystko, podczas imprez, nawet oficjalnych, wsiadał w auto i leciał. Przecież stary nie wstanie od stołu.

Dziewczyny też pan musiał przywozić?

Nie było potrzeby, same leciały. Tak jest po dziś dzień podejrzewam. Wtedy wystarczyło tylko, że autokar podjechał albo gdzieś wyszliśmy w dresach.

Przychodziły wyperfumowane liściki do klubu?

Mnóstwo. Kierownik przynosił je i pokazywał ile dziewczyn pisze, że chciałoby się umówić. Niektóre dziewuchy naprawdę niczego sobie.

Zdjęcia z dowodu czy niekoniecznie?

Były takie, które się nie kryły albo zawierały treści, które jednoznacznie mówiły, że chciałyby koniecznie zobaczyć jak to jest.

Rozmawialiśmy o Stali. Jak w ogóle pan tam trafił wspólnie z Piotrem Czachowskim?

Byliśmy juniorami z reprezentacji, przechodziliśmy w niej wszystkie szczeble. Okęcie podpisało współpracę z Gwardią, miała polegać na wymianie graczy. To tu mieliśmy odsłużyć wojsko, ale Stal była sprytniejsza. Spędzaliśmy wtedy wspólnie z Piotrkiem urodziny u mojej obecnej żony, Magdy, ówczesnej dziewczyny. Nagle telefon od jego mamy, że mamy przyjeżdżać, bo u nas w klubie czekają przedstawiciele… Stali Mielec. Piotrek zbył mamę, miał siedemnaście lat, podszedł do tematu na zasadzie: a, rodzice coś chcą, może poczekać. Zadzwonił jego ojciec i poprosił mnie do telefonu.

– Maciej, to poważna sprawa. Weź mamę ze sobą i przyjeżdżajcie taksówką. Tu czeka Stal Mielec.

Posłuchałem. Było późno w nocy, ale zerwałem mamę z łóżka. Pod domem Piotrka beżowa Wołga. Znaleźli nasz adres przez WKU. Zaproponowali nam odsłużenie wojska w zakładach PZL. Pensje lepsze, szanse na awans większe, drużyna lepsza.

Gwardia jak zareagowała?

Afera była taka, że w gazetach o nas pisali. Dziennikarze wytykali działaczom Legii i Gwardii, że dwóch utalentowanych warszawiaków uciekło im przez palce. Stal załatwiła wszystko tak, że Gwardia nie mogła kiwnąć palcem. W parę godzin zarejestrowała nas w rzeszowskim WKU, gdzie miała lepsze koneksje. Zakwaterowała nas w hotelu Jubilat przy stadionie i można było grać.

Pobyt w Stali zakończył się burzliwie.

Mielec z perspektywy wspominam dobrze, ale wtedy chciałem już odejść. Graliśmy z Lechem Poznań. Juskowiak strzelił pięć bramek, przegraliśmy 1:6. Drugi trener stwierdził – delikatnie mówiąc – że się nie przykładałem, co nie było prawdą. Zacząłem protestować, miałem z nim spięcie poważne, bo złapałem go za klapy. Po meczu powiedziałem, że nie chcę tu być, chcę do Legii. Nie wyrazili zgody. Musiałem jechać do Bochum.

Nie zagrał pan tam meczu.

Aby wtedy wyjechać, potrzebne było sześć zgód. Miałem wszystkie, ale pieniądze się nie zgadzały. Niemcy zamiast miliona marek – taki przepis odnośnie kadrowiczów – chcieli dać sześćset tysięcy. Dobrze się tam czułem, strzelałem w sparingach, może by to jeszcze jakoś poszło, ale potem złapałem kontuzję. Do dziś mam śrubę z Niemiec w nodze. Wróciłem do Polski.

Jako kadrowicz miał pan wyjątkowe szczęście do dziwnych meczów. Raz zagrał pan nawet w Gwatemali.

Z Gwatemalą pamiętam, że graliśmy na tak spalonej, miękkiej trawie, że noga zapadała się w murawie. Jeździliśmy zarabiać pieniądze dla PZPN. Dzisiaj PZPN ma miliony, wtedy nie miał ani grosza. To nie był trzon kadry, tylko taka reprezentacja B, do której dostawałem powołanie. Jak lecieliśmy do Ameryki Południowej, to z czterema przesiadkami trzydzieści godzin. A potem wyganiali nas prosto z samolotu na boisku, gdzie czekała przykładowo Kolumbia z Valderramą, Higuitą, Rinconem. Dwadzieścia minut nie dotknęliśmy piłki, totalna dętka. Ale w drugiej odżyliśmy, skończyło się 1:2.

Screen Shot 12-18-17 at 10.15 AM

Skład na mecz z Kolumbią. 4.5.1990, źródło: www.hppn.pl

Albo pojechaliście na Bliski Wschód grać z Kuwejtem. Kilka miesięcy później wybuchła tam wojna.

To co mówię, kasa PZPN pusta, więc nas ganiali. Mieliśmy dostawać sto dolarów za dzień, ale dostawaliśmy dużo mniej, znowu gdzieś to szło. Żałuję, że nigdy nie dostałem szansy zagrać w kadrze razem z Kowalem. Nie będę skromny, byliśmy w pewnym momencie najlepszą parą napastników w Polsce, ale nigdy nie wystąpiliśmy jako taka w barwach biało-czerwonych.

Żałuje pan wyjazdu do Austrii? Może jakby pan został, zagrałby w Lidze Mistrzów, przebił się na stałe do kadry.

Nie żałuję. Każdy chętnie mówi po latach, że to czy tamto zrobiłby inaczej, ale przecież nigdy nie ma pewności jak potoczyłyby się twoje losy. A może zostałbym, połamaliby mi nogi i tyle bym widział boisko? Owszem, nie zagrałem w Lidze Mistrzów, ale jestem jednym z pionierów Legii, która po tylu latach zdobyła mistrzostwo Polski. O zabranym mówiłem, ale w drugim sezonie też grałem, strzeliłem nawet cztery bramki, dopiero wtedy wyjechałem do Rapidu. Nie musiałem, ale klub potrzebował pieniędzy. Zespół obliczony był na rozbicie banku Champions League, co moim zdaniem na pewno by zrobił… No dobrze, „na pewno” jest za mocno, bo na pewno to się umrze, ale fakt faktem, że byliśmy bardzo mocni. Nie chciałem w pierwszej chwili jechać do Austrii, marzyły mi się topowe ligi, ale zaproponowali mi dużo większe pieniądze. Legia dawała mi podwyżkę i trzyletni kontrakt, ale tam dawali jeszcze więcej. Zacząłem się zastanawiać. A może wyjechać zamiast kopać się w tych chorych realiach? Klubowi też się to opłacało, bo za pieniądze, które otrzymał ze sprzedaży mnie, mógł funkcjonować rok.

Szybko się pan odnalazł w Rapidzie?

Najciekawiej było, gdy po trzech miesiącach powiedzieli, że zbankrutowali. Jak to? Co się stało? Ale ich bankructwo to co innego niż bankructwo polskie. W polskiej lidze klub wyleciałby w powietrze. Tam zmienił inwestora, pojawił się Bank Austria, jeszcze się wzmocniliśmy, wzięliśmy rok później puchar, potem mistrza.

I finał Pucharu Zdobywców Pucharów, ale akurat nie grał pan dużo w Europie.

Niestety taką taktykę przyjął trener – jedni grali w pucharach, drudzy w lidze. Ja byłem w składzie ligowym i zrobiłem tytuł. Wystąpiłem z Dynamem, a także jeszcze choćby z Izraelczykami, w lidze też strzelałem dużo, ale już nie tak jak w Legii. Tam wiedziałeś w ciemno jak zagra Pisz, gdzie pobiegnie Kowal. Z zamkniętymi oczami wiedziałeś, jakie pójdzie krzyżowe podanie.

Jak się panu grało z Carstenem Jackerem?

Najpierw łapaliśmy się za głowy: matko, kogo oni kupili? NIe potrafił piłki przyjąć. Ale później szło mu coraz lepiej. Kawał bydlaka, było komu rzucać piłki. Zgrywał bądź strzelał bramę. Te trzy lata w Rapidzie były fantastyczne, niczego nie mogę żałować.

To czemu pan odszedł?

Chcieli, żebym został, ale uważałem, że zasługuję na podwyżkę. Nie jakąś z kosmosu, rozsądne pieniądze. Nie dostałem jej, a w Austrii mogłem iść gdzie chciałem, więc poszedłem do Tirolu, gdzie grałem z Jurkiem Brzęczkiem.

Tęskni pan za boiskiem?

Oczywiście.

To musiał się panu podobać mecz ETV – Kartofliska.

Przypadkowa sprawa. Mój ówczesny prezes zaprosił mnie i kolegę z Legii, Jacka Cyzio, żebyśmy zagrali, bo mają słaby skład. Fajnie, że mogliśmy wyjść, poruszać się, ale to jednak granie przeciwko dwudziestolatkom, choćby nie wiem jaka była różnica wyszkolenia, będzie ciężko. Ale jednak wygraliśmy w karnych.

Wyróżniłby pan kogoś z tego meczu?

Jurasa. Stoper w starym stylu. Krył mnie krótko, szturchał. Dobrze też grał strzelec bramki (Kuba Olkiewicz – przyp. red), dobrą robotę robił ten chłopak. Oni byli lepszym zespołem, ale wygraliśmy doświadczeniem.

Na Twitterze ma pan opis: porozmawiajmy jak powinno być. To jak powinno być?

Prościej. Futbol to prosta gra. Nie ma po co jej komplikować. Musi być zrozumiale, bardziej efektywnie – efektownie przyjdzie potem.

Leszek Milewski

Napisz autorowi, że powinien zostać strażnikiem leśnym 

KOMENTARZE (118)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Fidel

Kupiliśmy mistrzostwo, ale że nie ma na to dowodów, to się nam należy. Zresztą inni też kupowali. Super.

GRAND_CHAMP

Czego nie rozumiesz, gdyby nie wieśniactwo ŁKS-u to Legia by zdobyła mistrzostwo legalnie

Fidel

Bo tylko ten jeden mecz był ustawiony? Z reszta o czym mowa, goście jadą do ŁKSu prosić ich o to żeby nie walczyli o mistrzostwo w ostatniej kolejce, przecież to jest smiech na sali.
Działacz Legii: „Panowie uprzejmie prosimy abyście odpuścili w ostatniej kolejce walkę o tytuł gdyż zmuszeni będziemy na wszelki wypadek kupić mecz od Wisły”
Działacz ŁKS: „Przykro mi ale niestety muszę Panu odmówić, co więcej zapewniam, że za ostatnią ratę transferu naszego piłkarza nabyliśmy u działaczy i piłkarzy Olimpii pewność, iż wjebiemy im tyle bramek ile akurat będziemy potrzebować aby radować się mistrzostwem kraju”
Działacz Legii: „Przykro mi to słyszeć. Wobec Pańskiego stanowiska musimy w sposób ordynarny zakupić w Krakowie możliwość nawpierdalania bramek w opór”
Działacz ŁKS: „Zatem zobaczymy kto na tym lepiej wyjdzie. Żegnam”

zdyrman

hmm…pewnie pisales to ironicznie ale nikt nie da gwarancji, ze tak nie bylo

Adriano

Po pierwsze Legia jednak była w sezonie 1992/93 najlepsza. Potwierdziła to w następnym, kiedy startując z ujemnymi punktami znów wygrała ligę. I w kolejnym też, po którym awansowała do Champions League.

Po drugie nikt z Legii nie chciał prosić ŁKS-u o odpuszczanie w ostatniej kolejce, tylko właśnie o czystą grę, bo było jasne że jeśli ŁKS kupi mecz, to Legia dla pewności też będzie się musiała zaasekurować. Propozycją Legii, już nawet po kolejce cudów, było rozegrać dodatkowe spotkanie z ŁKS-em – o tytuł. Nikt w Warszawie nie miał wątpliwości, kto jest lepszy, kto wygra i kto zasługuje na mistrzostwo.

Po trzecie, jeśli już tytuł został odebrany, to absurdem było to robić bez dowodów. Ale nawet jeżeli, to podwójnym absurdem było przyznawać mistrzostwo Lechowi – trzeciej drużynie w tabeli. Dyshonor dla poznaniaków (chyba jednak nie w ich pojęciu), i raczej nikt nie powinien wziąć takiego tytułu. Warto zwrócić uwagę, że w tym samym roku, w podobnej sytuacji, we Francji tytuł odebrano zespołowi Olympique Marsylia. Nikt nie prztjął po nim mistrzostwa, tytułu wówczas we Francji nie przyznano.

Fidel

Też uważam, że nie powinni tytułu nikomu dawać za ten sezon. Czy Legia była najlepsza? Do ostatniej kolejki miała tyle samo punktów co ŁKS więc chyba jakoś super lepsza nie była.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Wyraźnie zaś daje się odczuć, że bezwzględnie uważała się za lepszą. Propozycja dodatkowego meczu jest tego najlepszym przykładem.
Swoją drogą grając jeden mecz można się cholernie oparzyć. Nie raz się zdarzały sensacje, a już szczególnie gdy faworyt wychodził butny i pewny siebie. Nie dowiemy się… Może szkoda, że tak się nie stało?
Pamiętacie Piłkarskiego Pokera? Łapówka zwróciła się do Laguny słowami: „masz rogi jak cała liga”.
Kurtyna…

allende73

Tak, była najlepsza dzięki wysokim karom dyscyplinarnym jakie płacili piłkarze do „funduszu”, który potem rozchodził się w innych klubach 😉 niestety, to były takie dzikie lata – każdy kupował i sprzedawał. Co do tamtej Legii to pamiętaj, że to była ta sama drużyna, która cudem utrzymała się w lidzie w sezonie 91/92 i nie zwojowała ligi w sezonie 90/91, ani 89/90.

Adriano

Nie wiem po co sięgać do lat 80., by udowadniać, że (L) była słaba w 1993, choć wiadomo, że odtąd wygrywała co roku dublet. Patrząc wstecz, przed 1993 rok, można równie dobrze przypomnieć potencjał warszawskiej drużyny, gdy awansowała do półfinału PZP. Ale nie to ważne. Może najciekawsze jest bowiem, że Legia i ŁKS grały przecież po „niedzieli cudów” w kolejnym sezonie. Kto był lepszy? W Warszawie remis, w Łodzi wygrała Legia, w finale PP w 1994 – Legia, i w zorganizowanym (mimo dubletu Legii) Superpucharze – znów Legia.

allende73

To rozumiem dowodzi tego, że Legia była „obiektywnie” najlepsza w sezonie 92/93 i należy jej zostawić mistrzostwo? Okey… co z tego, że obie drużyny kupowały w tym konkretnym sezonie, następnym zresztą też, meczy na potęgę? To bez znaczenia, bo Legia w następnym pokonała ŁKS. Legia była najlepsza i kropka. A może nie możliwe jest ustalenie kto był najlepszy wówczas? Nie przyszło Ci to do głowy?

A dlaczego cofnąłem się wstecz, ano dlatego, że Legia kadrowo z sezonu 91/92, kiedy ledwie się utrzymała, a Legia z sezonu 92/93 to te same drużyny. Teraz pytanie skąd taki skok jakościowy. Piłkarze ostro zaczęli trenować, Wójcik zaczął ich srogo ganiać? Nie. Zaczęto intensywniej wykorzystywać „fundusz” z kar dyscyplinarnych. Ot całą tajemnica, o której obecnie mówią niemal wszyscy byli piłkarze Legii z tamtego okresu. Tylko kibice Legii jakoś to negują, dalej dopisując sobie mistrzostwo z sezonu 92/93.

Adriano

Jeśli uznać tamte czasy, jak całą PRL, za okres totalnej korupcji, to sypie się niemal każda rokroczna klasyfikacja w tabeli, a obiektywizm nie ma racji bytu. Równie dobrze można napisać, że wreszcie po 1989 roku ktoś spoza Śląska mógł kupić mistrzostwo, bo skończył się monopol kopalniany i nawet Legia, po ćwierćwieczu przerwy, zdołała sięgnąć po tytuł (można napisac „po ćwierćwieczu”, bo skoro w 1993 liga zakończyła się skandalem, i w 1994 też, niewiele mniejszym, to „uczciwie kupione” było dopiero mistrzostwo 1995). Tylko po co potęgować absurdy, których i tak ówczesna rzeczywistość dostarczała przesadnie dużo? Ktoś jednak w tej zajebanej lidze był w 1993 czy 1994 roku najlepszy i najwięcej argumentów przemawia za Legią. A czy przyznawać tytuł po „niedzieli cudów” czy nie, to należało rozpatrywać odpowiedzialnie 25 lat temu i w swojej decyzji zostać konsekwentnym, bo jak dotąd nikt poza (L) żadnych kar za korupcję (w przypadku Legii i w świetle prawa to nawet tylko rzekomą) nie poniósł. Zresztą nie tylko na ligę z tamtych lat można spojrzeć, by odechciało się „sportu”. Dość przypomnieć sobie, jak wyglądała centrala PZPN, jakie persony go tworzyły… Naprawdę krzyk Kuleszy („Cała Polska widziała…”) miał uzdrowić polską piłkę? Gość brzmiał jak Chruszczow w ONZ, gdy walił butem w mównicę. To je cirkus.

Kapi

Dziwne jest to ze ani Legia ani ŁKS nie pozwały PZPN. Oba zespoły dostały kary bez żadnych dowodów. Ciekawe jest również to ze przez tyle lat nikt nie sypnął

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

To nawet nie jest cirkus to skandaloza 😀

MarioGol

„A dlaczego cofnąłem się wstecz, ano dlatego, że Legia kadrowo z sezonu 91/92, kiedy ledwie się utrzymała, a Legia z sezonu 92/93 to te same drużyny”
I znowu człowieku powielasz bzdurę, bo z NOWYCH – Śliwowski i Kruszankin zagrali w 33 spotkaniach w lidze, Zieliński w 31, Grzesiak w 29, Michalski w 19, a Jałocha(przyszedł zimą) w 14.
To już jest SZEŚCIU ludzi, którzy w sezonie wcześniej nie grali.
A jeszcze zapomniałem o SIÓDMYM – Piszu, który zagrał w 33 spotkaniach.

MarioGol

„Co do tamtej Legii to pamiętaj, że to była ta sama drużyna, która cudem utrzymała się w lidzie w sezonie 91/92 i nie zwojowała ligi w sezonie 90/91, ani 89/90.”
Jaka ta sama???
Doszli Śliwowski, Kruszankin, Michalski, Zieliński, Grzesiak, czy Jałocha.

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

No, ale za ten „cyrk” z przyznaniem mistrza Lechowi podziękować trzeba PZPN i Kulesze, jeśli miał dowody, iż Legia i ŁKS mecze kupiły…to choćby z przyzwoitości powinien nie przyznawać mistrza nikomu! No cóż, ale to właśnie Polska tu mistrza „kupuje się” przy zielonym stoliku 😀

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Zapewne było bardzo podobnie, tylko słownictwo się różniło. Jakby co drugie-trzecie słowo dał staropolskie zwroty grzecznościowe na k i ch, to uważam, że powstałaby bliska ideału rekonstrukcja.

allende73

Jak ten ŁKS śmiał walczyć o mistrzostwo… no kurde logika Kalego. Legia nie musiałaby kupować tego, ani innych meczy, gdyby ŁKS nie walczył o mistrza… to może dajmy Legii od razu z góry dożywotnio tytuł mistrza Polski. Będziesz happy?

A handel meczami odbywał wówczas na niespotykaną skalę. Nawet Fryzjer przy tym, to po prostu pikuś. Oczywiście nie mówię tylko o Legii czy ŁKSie. Współcześnie to tylko kilku piłkarzy z tamtej Legii dalej twierdzi, że to był uczciwy sezon i uczciwie wygrany mecz z Wisłą. Ostatnio nawet M. Szczęsny przyznawał, że tak kupili to, jak i wiele innych (oczywiście zaznaczał, że „on nie brał w tym udziału” :D)

Nenad Bjelica
Kolejowy Klub Sportowy Poznań

Ja myślę że jest kilka rozwiązań sytuacji, ale ustalmy fakty:

1. Korupcji nigdy nie było, nikt nigdy nie kupił żadnego meczu.
2. Korupcji nie było, poza sezonem 1993 gdy Legia i ŁKS kupiły mecz w ostatniej kolejce.
3. Korupcja była, każdy klub w nią był umoczony, ale winę trzeba udowodnić.
4. Korupcja była, każdy klub w nią był umoczony, ale winy nie trzeba udowadniać.

1′ Nie ma czym się zajmować. Ocena oczywiście nieracjonalna.
2′ Tak uznał PZPN wtedy. Czy to jest racjonalna ocena?
3′ Ocena racjonalna. Wszyscy o tym wiedzą. Wszyscy o tym mówią. Niestety sprawą zajęto się dopiero w 2003 roku i od wtedy ruszyły uczciwe prokuratorskie śledztwa.
4′ Ocena racjonalna, ale jeśli nie trzeba udowadniać winy i przedstawić dowodów to trzeba odebrać wszystkie tytuły mistrzowskie i przyznać je 3-cim drużynom, dlaczego akurat trzecim i czemu trzecie drużyny miałyby nie kupować meczów, nie pytajcie mnie.

PZPN zamiast zająć się sprawą, zrobił sobie igrzyska. Sprawą zajęło się dopiero państwo, czyli prokuratura. PZPN przez te lata nie zależało na wyjaśniania niczego, wolał robić swoje interesy, pieniądze i politykę. Czemu zatem na stosie miano by na stosie spalić tylko Legię, której nawet nie udowodniono winy? A w takim razie to czy Legia w 1993 kupiła tylko ten jeden mecz? A czy Lech w 1993 nie kupił żadnego meczu? No bo skoro nie trzeba niczego udowadniać, tylko powiedzieć jak mi się wydaje, to mi się wydaje że ani Legia ani ŁKS ani Lech nie były wtedy czyste. Tak mi się wydaje, ale dowodów nie mam :-)

Fidel

Pewnie, że najlepiej byłoby zaorać te rozgrywki wtedy ale dziadki z PZPN nie mogły ruszyć tematu bo sami byli w korupcję umoczeni i kosili z tego profity. Problem polega na tym że ŁKS i Legia najzwyczajniej przegięli pałę. Tak jak już pisałem mistrza nie powinien dostać nikt, natomiast słabe jest, że środowiska związane z Legią ciągle trąbią, że wszystko było cacy i mistrz im się należy a co bezczelniejsi jawnie głoszą, że był kupiony ale jak nie ma dowodów to znaczy, że legalny.

Stona

Kolejny, który wiedział, ale nigdy złamanego grosza nie wziął, a dodatkowo symulował kontuzję. Ci ludzie serio myślą, że te wywiady czytają 12 letnie dzieciaki, które uwierzą w te brednie? Szkoda Leszku, że nie możesz ich docisnąć, ale rozumiem, że „nie wypada”, bo wtedy nici z rozmowy.

GRAND_CHAMP

Ależ oczywiście, że czytają, już masz jednego – @astana-scherife

MaLk

Ten przynajmniej WPROST przyznał, że działacze Legii „dobijali się” do ŁKS-u aby ich przekonywać, żeby sobie odpuścili walkę o mistrzostwo.

Klasyczna próba usiłowania pozasportowego wpływania na wynik meczu (i rozgrywek ligowych jako całości). Już to, samo w sobie, obciąża Legię, niezależnie od tego, ile im z tego „cała Polska widziała” potem udowodniono.

Ale gość pewnie się nawet nie zorientował, że właśnie dał argument za zasadnością odebrania Legii ówczesnego mistrzostwa…

Carlitos
Wisła Kraków

Jak mnie śmieszy opowiadanie o korupcji z lat 80 czy 90 tak jakby ich wszystkich nie dotyczyła tylko tych obok.

Astana-Scherife

Kolejny ktory przyznaje,ze 1993 kupili MP,ale sie nie przyznaje.Jakie to typowo warszawskie.

zdyrman

bo gdyby Legia sobie ten wyscig odpuscila to byl pewnie pial/a jak to LKS super na finiszu wygral miszcza

Adriano

Oczywiście, że bez „niedzieli cudów” i wyścigu na zdobyte bramki, przy wysokiej wygranej ŁKS-u i skromnym zwycięstwie Legii nikt by pewnie nie wywracał tabeli do góry nogami, nikt by afery nie zrobił. Swoją drogą, jak bezczelny potrafił być ŁKS udowodnił on sam pięć lat później. Tytuł w 1998 roku kupiony bez żenady, wiele spotkań przekręconych, a po wcale niedługim czasie jawne – w wywiadach nawet – przyznawanie się, że mistrzostwo do Łodzi trafiło za pieniądze. Jakieś konsekwencje? Żadnych.

JacobOlkenbaum

O co chodzi z tym mitologizowaniem Leszka Pisza? W opowieściach niby taki zajebisty, połączenie Xaviego z Kroosem, a jak się sprawdzi jego karierę to się okazuje, że gość wystąpił w 14 meczach reprezentacji w ciągu 6 lat od 1990 do 1996, czyli w okresie największego dziadostwa kiedy dostawaliśmy baty od wszystkich.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Szamotulski twierdzi, że żaden selekcjoner nie potrafił go w kadrze dobrze wykorzystać. Albo styl gry nie taki, albo na jego pozycji grali inni (czytaj gwiazdy z zagranicznych lig) a Piszczyka rzucano gdzieś na przykład po skrzydle. To tylko teza, nie za bardzo pamiętam tamte czasy, bardzo mgliście. Podobna sytuacja była z Gucio Warzychą. W Grecji strzelał jak szalony, w kadrze nie zaistniał. Pamiętam jakiś mecz, nie pamiętam z kim, ale utkwiło mi w pamięci, że Warzycha grał na lewej pomocy. To się udać nie mogło.

zdyrman

podpieranie sie autorytetem Szamo to troche ryzykowne ale taka jest prawda. Zreszta nie tylko nt Pisza. Gucio Warzycha byl w tym czasie postrachem calej Europy (jako napastnik) a u Piechniczka byl….skrzydlowym

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Żadne podpieranie, mówię tylko, że Szamo tak napisał w swojej książce. Mgliście pamiętam, że dyskusja na temat Pisza w kadrze się wtedy toczyła, ale zwyczajnie bardzo mało z tego pamiętam, stąd moje dalsze spekulacje.

Wyrzysk

Ktokolwiek grał wtedy w Legii, to zawsze wymienia Pisza jako Kozaka. Faktycznie dziwne, że tak mało grał w Reprze skoro tak się wyróżniał. Z tego co kojarzę, to w środku reprezentacji grał wtedy najwięcej Świerczewski i Nowak. Może nie byli do wygryzienia?

Voitcus

Świerczewski to już trochę później, natomiast generalnie mało legionistów z tamtej epoki grało w reprezentacji. Kosecki, wcześniej Dziekanowski. W Barcelonie z Legii był jeden Kowalczyk (bodaj czterech było z Górnika – Onyszko, Brzęczek, Staniek i jeszcze ktoś).

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Koseła?

Voitcus

Skłamałem.
Brzęczek wtedy grał jeszcze w Poznaniu.
Z Górnika byli Staniek, Wałdoch, Koseła (punkt dla Ciebie, @Gino)
Onyszko pomyliłem z Kłakiem, nie wiem czemu.
Ciekawe, że nawet z Olimpii Poznań grało więcej kadrowiczów w tej reprezentacji niż z Legii (Brzęczek, Mielcarski).

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Za punkt dziękuję, ale na przykład osobiście dałbym się pokroić, że Brzęczek był z Górnika! Nie mam powodów, by zbyt wysoko nosić głowę :)

whooyemooye
Legia

Jak Pisz podchodził do wolnych, to była prawie pewna brama.

Urkidesss

Warty zastanowienia jest fakt, ze kiedy Legia wygrywała z Sampdorią i walczyła z MU to grali w niej w większości zawodnicy 2-go planu i sami Polacy. Mało było reprezentantów. A jednak potrafili wygrywać albo przynajmniej się „postawić”. Dzisiaj nie do pomyślenia żeby zespół składający się z zawodników zaplecza repry i takich którzy się o nią nie ocierają mógł grać takie mecze.
To świadczy jak „rozwinęła” się polska piłka.

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

Ponieważ polska piłka klubowa jest zawsze w „awangardzie” do stylu przyjętego w zachodnim wydaniu 😀

PiotrasL1960

Pisz Piszem ale wielu kozaków nie sprawdzało się w reprezentacji JAROSIK,MARKS,SARNAT,KĘSY,KASZTELAN,BULA,JAKÓBCZAK,WARZYCHA każdy był gwiazdą ligi ale w kadrze tylko epizody.

Wyrzysk

Nie sprawdzałem, ale Warzycha to chyba z 60 meczów jednak zagrał.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

A ja, sprowokowany przez Ciebie sprawdziłem i byłeś blisko. Zagrał 50 meczów w kadrze, w których strzelił 9 goli. Średnia goli 0,18 na mecz. Bardzo słabo to wygląda biorą pod uwagę, że w piłce klubowej miał średnią 0,56 gola na mecz. 582 mecze i 324 bramki. Daleki jestem jednak od krytyki Gucia. To bardziej skomplikowane.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Tak była korupcja, tak wszyscy o tym wiedzieli, tak wszyscy brali w tym udział… Ja? Ja nie! Ja jestem czysty, to oni!
I tak za każdym razem, gdy czytamy wywiad z zawodnikiem „z tamtych lat”. Wszyscy byli umoczeni,ale ja byłem przyzwoity. Składając to wszytko razem wychodzi, że albo weszlo (i inne media) wybierają rozmówców kierując się kryterium ich wysokiej moralności, albo wszyscy, jak jeden mąż, robią z czytelników idiotów.
Piłsudski miał powiedzieć: „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”. Jakoś tak mi się skojarzyło, przepraszam za wulgaryzm.

Larry Gopnik

Słusznie minione czasy – złe czasy pelne dobrych ludzi, którzy nigdy rąk w korupcji nie umoczyli, to przecież zawsze był ktoś inny.

Janis Biodro
Dupa i ortografia.

Żałosne tłumaczenia Śliweczki z tym kupionym mistrzostwem. To tak jakbyś wyruchał jakąś dupę, spuścił się nasieniem swoim w cipkę jej i wmawiał wszystkim naokoło, że dzieciak nie twój, bo przeca nie ma dowodów.

Janis Biodro
Dupa i ortografia.

Janis idioto! Są przecież testy na ojcostwo…

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

Janis sperma ci chyba „zalała” mózg!!! Chodź co do tego ostatniego nie mam pewności czy go posiadasz, skoro takie idiotyzmy wypisujesz 😀

Mr Gold
Real Madryt, Legia Warszawa, Red Bull Leipzig
Mr Gold
Real Madryt, Legia Warszawa, Red Bull Leipzig

Jestem w szoku. Historia zatoczyła koło i powtarza się w 100%. Totalitaryzm wrócił nad Europę! Tak już właśnie było. Z jednej strony były nazistowskie Niemcy i mnóstwo Żydów z nimi kolaborujących, z drugiej strony Polska z polskimi Żydami, którzy stali się ofiarą Holokaustu ze strony Niemców i ich Żydów. Czechy z powrotem są likwidowane, a Rosja prowadzi z Niemcami interesy tak jak Stalin z Hitlerem (nord stream, islamizacja zarówno na zachodzie Europy jak i w Rosji). Znowu mamy nazizm, z którym nikt nic nie robi! Kto nas teraz uratuje?

YanuszYoyko
Drużyna-A

Trochę słabo tytułować wywiad cytatem z samego siebie a nie głównego bohatera.

spirit83

słabsza forma Lecha, idą święta, trza dom wysprzątać i prezenty kupić – można mu wybaczyć, o ile to jednorazowy wyskok.

Joopiter

Standard w dzisiejszym dziennikarstwie, na Weszło nie jest inaczej.

tss

Na wstępie każdego wywiadu z grajkiem z tamtych lat powinno paść – off the record – pytanie: „czy będziesz mówił prawdę czy nie gadamy o korupcji?”. To by oszczędziło takich żenujących momentów, każdy kurwa święty niezłomny. Jeszcze z wywiadu wychodzi że Stal to tak, sprzedawała mecze, ale święta Legia nie kupiła nic, no jak to.

spirit83

Lechu, wywiady i felietony potrafisz zrobić takie, że mucha nie siada, ale raz na jakiś czas zdarzy Ci się hymn Ligi Mistrzów, czyli kaszanka… ja wiem, że pozwalasz ludziom mówić i niech się kompromitują, ale jednak wypadałoby docisnąć raz i drugi i dopytać, że skoro wszyscy o korupcji wiedzieli, a nikt nie brał/dawał, to chyba ktoś tu się mija z rozumem… gościa nie pamiętam, ale trochę wstyd, że „taka gwiazda” minionych sezonów opowiada o tamtych czasach tak bezkrytycznie… jeszcze tylko brakuje wywiadu z Kowalem, który potwierdzi tezy, że Legii zabrali mistrza niesłusznie i już wszyscy wpadniemy sobie w ramiona z radości, że prawda ujrzała wreszcie światło dzienne… sorry, ale nie każde zdanie wypowiedziane przez piłkarza jest prawdą – raz na jakiś czas wypada to zweryfikować, a nie puszczać wywiad, że oto mamy prawdę objawioną, czytajcie i nie myślcie, żeby Wam nie wyszło, że to bez sensu…

no chyba, że cel jest taki, by wywiad kompromitował rozmówcę – wtedy brawo, udało Ci się :) ale chyba jednak Lechu mierzysz nieco wyżej…

zdyrman

a wiesz na jakiej podstawie odebrali mistrzostwo? relacji w s13 (wg pana Zimocha w Lodzi byl super mecz) oraz glosowania!. powtarzam – GLOSOWANIA.
ps. nie twierdze, ze Legia nie kupowala meczy

spirit83

a wiesz, że ja pisałem głównie o nieskazitelnie czystych byłych piłkarzach-bajkopisarzach, a nie o słuszności/niesłuszności odebrania Legii tytułu? :)

zdyrman

wybacz, zasugerowalem sie „jeszcze tylko brakuje wywiadu z Kowalem, który potwierdzi tezy, że Legii zabrali mistrza niesłusznie” 😉

WhiteStarPower

spirit ależ nie trzeba żadnego wywiadu z Kowalem, bo on w swojej książce Kowal – (nota bene) Prawdziwa Historia chyba z 2004r mowi wprost ze z Wisła żadnego kupowania nie bylo i ze on czysty i Wójcik tak ich zmotywował a ŁKS no to wiadomo ze kupil. Książka juz jest chyba za darmo w necie wiec przeczytaj i spełnij swoje marzenie ;))

blazej przybylowicz

bardzo dobry wywiad.
Autor nie omijał trudnych tematów. Może mógłby mocniej przycisnąć, a może próbował i się nie udało.

baran

Po przeczytaniu składu reprezentacji Polski B w meczu z Kolumbią to można się tylko za głowę złapać, dlaczego nie było żadnego awansu do MŚ czy ME. Wiem że było trudniej bo miej ekip się kwalifikowało, że szcześcia w losowaniach za dużego nie było, jak obecnie. No ale to byli naprawdę fajni grajkowie.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Fajni w naszych oczach, szczególnie po latach. Inni mieli fajniejszych.

Przemeck

Żałosne jest to tłumaczenie się grajków z kupowania meczy a szczególnie legionistów, którzy się zarzekają do dzisiaj, że było czysto. Olimpia już zdegradowana grała na wyjeździe i nawet uczciwie była spora szansa, że ŁKS nawtyka im 3 bramki więcej niż Legia w Krakowie z drużyną środka tabeli. Oni myślą, że ludzie są debilami i uwierzą, że Legia by zaryzykowała i nie kupiła ostatniego meczu. Zapewne zresztą wcześniej też niejeden kupili. Kurwa to żenada jest co ten gościu pierdoli.

zdyrman

aha – LKS ok tylko ta Legia be, brawo

Przemeck

Wszyscy byli umoczeni i nie twierdzę, że jest OK w jakimkolwiek wypadku. A odniosłem się do Legii bo wywiadu udzielał były zawodnik Legii a nie innego klubu. Wkurwia mnie po prostu ta ich (wszystkich) bezczelność w klejeniu głupa.

Nenad Bjelica
Kolejowy Klub Sportowy Poznań

Górnik 4 mistrzostwa z rzędu, zapewne nie jeden mecz kupili. Trzeba sprawdzić kto był 3-ci i przyznać mistrzostwo. W sumie 14 mistrzostw Polski za głębokiej komuny, a potem regres, pewnie każde kupione było, też trzeba spradzić kto był wtedy trzeci i medale przyznać.

Bartoni
Lechia Gdańsk

> Młody, który założył siatkę albo przerzucił piłeczkę, natychmiast miał wejście w piszczele albo nakładkę na wysokości pasa.

Kurwa, przykład wspaniałego kapitana xD, normalnie człowiek do rany przyłóż, prawdziwa legenda i wzór do naśladowania xD
Smutny zawistnik musiał być z tego Pisza.

Alku86

no właśnie zwykły kretyn

krawiczek.cwelusiu

e tam, i tak lagodnie sie z nimi obchodzil. mogl nasmarowac im gacie mascia rozgrzewajaca.

DonChicario

Sagan musiał wtedy nieźle po kościach dostawać. Przypomniała mi się anegdota powiedziana przez któregoś z byłych zawodników Auxerre (Szczepaniak albo Ryś), gdy po skasowaniu jednego ze starszych grajków obawiał się niezłego opierdolu, a tymczasem kapitan drużyny-Pedretti spytał go czemu nie wjechał mu mocniej. Nic dziwnego, że potem młody Francuz czy Holender w pierwszej swojej akcji idzie w drybling, a Polak ze sraką w gaciach na alibi byle niczego nie spierdolić. Mam nadzieję, że powoli się to zmienia i ta PRL-owska mentalność odchodzi w zasłużoną niepamięć.

Uvuvwevwevwe Onyetenyevwe Ugwemubwem Ossas
Amica Wronki

Już nie dowiemy się jak to naprawde było. Kto kupił, kto sprzedał… Najbardziej zyskał na tym lech. Pamietam ładnych pare lat temu w gazecie był wywiad ze sponsorem lecha z tamtego okresu niejakim górką, który opowiadał o kontaktach z listkiewiczem oraz o załatwieniu dla lecha mistrzostw w 1992 i 1993.

Fryzjer

Łezka w oku mi się kręci gdy czytam o korupcji.

Jakkaz

Kim jest k…a lekkoatletyczka?

Voitcus

K…a

Voitcus

Każdy wywiad piłkarza z tamtej epoki to jak wywiad z niemieckim żołnierzem. Z jednej strony „ja wykonywałem tylko rozkazy”, „Żydów nie zabijałem”, „o obozach nic nie wiedziałem”, „w NSDAP nie byłem, a Hitlera nienawidziłem”, „a w ogóle to byłem tylko w wojskach kąpielowych”. Z drugiej – „korupcja wszędzie, ja jestem czysty jak łza, nigdy nie sprzedałem meczu, to inni itd. pierdu-pierdu”. Tak samo czytałem parę lat temu wywiad z Okońskim, Trzeciakiem i bodaj jeszcze kilkoma innymi, jak to oni wszyscy mieli łzy w oczach, bo ktoś sprzedał mecz, a się nie podzielił – ups, przepraszam, nie „podzielił” tylko że jak tak można?

areq
Kolejorz

Jako że mam Pesel pisany jeszcze rzymskimi cyframi, mogę coś powiedzieć na temat tamtych lat,tamtej Legii nawet.
Co do drużyny Legii-mogę mówić tylko na podstawie meczy w Poznaniu z Wartą , Lechem i Olimpią (tak,tak-były trzy drużyny w lidze+ wiochmeny z Pniew) .
Grali naprawdę przyzwoicie, świetny był zwłaszcza Pisz, bardzo dobry Radek Michalski , solidny Zbychu Mandziejewicz , Beret też gębe potrafił do główki złożyć ,Fedoruk dużo biegał no i Kowal..Miał chłopak gaz w nodze-szybszego od niego widziałem tylko Turowskiego z Pogoni i Krzysztolika , bodajże ze Stali Stocznia Szczecin.
Co do wałków w lidze
W roku 1993 Legia zasłużenie wygrała ligę.Nie takie wałki wtedy widziano , moim zdaniem jako kibica Lecha, powinno się jak już NIE PRZYZNAWAĆ mistrza za ten sezon. Ch*j że wszyscy widzieli,ch*j , że był wałek-ale nie można było tego robić jak za komuny!!!Bo tak się komuś wydawało.
Bodajże pare lat wcześniej Galatasaray miał wygrać 7 bramkami w ostatniej kolejce.Wygrał 8:0 .Co tam Galata- Hiszpanie aby wejść do euro 1984 musieli wygrać 11 bramkami ze słabą,ale nie beznadziejnie słabą Maltą.Wygrali 12:1:):) I nikt nikogo nie wyrzucił,nawet jak były podejrzenia.
Argentyna miała wygrać w 1978 z Peru 4 bramkami,wygrała 6:0:)
Lech miał wygrać w Zabrzu w 1983 i wygrał!Niespecjalnie im się rywale przeciwstawiali.(Byłem na meczu)
Pamiętam wywiad z bramkarzem Gwardii Warszawa Rutkowskim o tamtym sezonie,jak przyjechali na Lecha i prezes dowiedział się, że ktoś sprzedał mecz-awantura i zagrożenie,ale przeciwnik by nie w ciemię bity- dotarli też do sędziego , dał dwa karne,Dopiero drugiego strzelili.
Wstyd, że działacze ówczesnego Lecha połakomili się na udział w LM. HONOROWO byłoby odmówić.Zaślepienie potencjalną kasą z udziału choćby w fazie wstępnej LM , przysłoniło im nieco czerep.
Pamiętajcie zatem- kto bez grzechu niech kamieniem rzuci!

Tak przy okazji. Widzicie ten wałek dzisiaj na Górniku? Po 10minutach wstałem,bo nie szło oglądać-Craxa wygra. Dla kogoś kto już dużo w życiu widział – ten mecz jest chamsko ustawiony.Jaki sens?Nie wiem.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Nie wiem jak Twój pesel wygląda, ale chyba nie jestem wiele od Ciebie młodszy, bo pamiętam z (wtedy) I ligi (dziś ekstraklasy) zarówno Wartę Poznań, Olimpię Poznań, jak i (hahaha) Tygodnik Miliarder Pniewy! Na serio zainteresowałem się polską ligą w sezonie, który dla Warty był ostatnim w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dobrze pamiętam, że grał tam wtedy Piotr Prabucki? Kojarzę też nazwisko bramkarza Apolinarskiego, ale on chyba nie był pierwszym wyborem trenera… Uwielbiam takie wspominki:)

areq
Kolejorz

Oj chyba jednak zdecydowanie młodszy. Mój pierwszy mecz na żywo na Lechu z Cracovią w 1982r i 2:1. Jeszcze na trybunie dla „piłkarzy”, z naszym trenerem Panem Białasem (wtedy dla mnie jakiś dziadek nie wiadomoskąd:) :)) w drużynie przeciwnej Cezary Tobollik?! :) Takie Panie były lata… Oj bym mógł powspominać grajków z tamtej epoki…Najlepszy? Świetny był Smolarek senior, Romke, Okoń wiadomo, Wojtek Rudy był świetny.Boniek spierdzielił do Włoch zanim moje oczy łaskawie raczyły Go zobaczyć:) :) Ale najlepszy grajek jakiego widziałem na oczy (kilka razy) to był Andrzej Iwan. Przekoks.Takich graczy już nie ma. (Lewy jest na podobnym poziomie, naprawdę!)

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Młodszy więc o pokolenie Panie kochany! Ja mgliście kojarzę początki lat 90-tych. Świadomie tak powiedzmy okolice 94-95. Milo pogadać z człowiekiem, który czuje bluesa i ma wiedzę. Serdecznie pozdrawiam!

areq
Kolejorz

I vice versa Panie trenerze. Powodzenia na wiosnę.

WhiteStarPower

Areq fajnie poczytać takie wspomnienia, rzadko juz jest okazja. Moj pierwszy świadomy mecz polskiej ligi to wejście z buta Legia:Widzew 2:3 i od tego czasu wszystko sie zaczęło :) pozdrawiam!

areq
Kolejorz

Widzewiak zatem. Bo kibic Legii chyba by nie chciał pamiętać…. te śpiewy na Łazienkowskiej… A tu kuku. Sędzia kontuzja. Brameczka, za chwilę druga… I potem Ukraina dołożyła bonusa!!! Piękne chwilę ( poza kibicami z Warszawy ofkoz)

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Akurat byłem cholernie rozczarowany, bo liczyłem wtedy na Legię. Imponowało mi jak wtedy grali,a pamiętać trzeba, że przed sezonem mieli rozbiórkę drużyny.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Pozwolę sobie pobawić się w małe drzewo chronologiczne… Wynika z tego, że jesteś nieco młodszy ode mnie :)

areq
Kolejorz

26 lat po ostatniej wojnie żem się urodził… Liczyło do ręki będziemy się licytować

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Przegrałem na starcie, choć w sumie przecież to nie rywalizacja :) Żeby nie było za łatwo to powiem, że masz 11 wiosen więcej ode mnie :)

Mariusz Szewczyk

Lata 90, ale Legia miała wtedy pakę. Super drużyna, fakt, że może przy tym składzie jakoś seryjnie mistrzostw nie zdobywali, ale to był dream team. Prze te wszystkie lata Weszlo często na forum kłóciłem się właśnie z innymi kibicami o Legię z tamtego okresu. Dla mnie to był świetna drużyna, a Leszek Pisz, piłkarski geniusz. Nawet chyba dwa dni temu z kimś się o niego pokłóciłem. Kilka osób się podśmiewało, że jaki z niego dobry piłkarz, skoro nie istniał w reprezentacji. A wyjaśniam, to tak. Selekcjonerzy, to były pierdoły, które nie potrafiły wykorzystać potencjału tego gościa. To był przepiłkarz, jeden z najlepszych środkowych pomocników w historii naszego futbolu.
Do tej pory zbiera mi się na płacz, jak sobie przypomnę te 1-2 z Widzewem. Wszyscy wspominają te 2-3 z następnego sezonu, a ja to 1-2. Do tej pory wydaje mi się nieprawdopodobne, jak z takim składem można było przegrać z Widzewem, fakt, że też wtedy mocnym, ale jednak nie ten poziom. Po tej porażce, cały ten dream team poszedł w rozsypkę.

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

„Rozsypka” to nie ponieważ inwestorem był Romanowski (zabezpieczył swój interes tj. karty piłkarzy oficjalnie należały do nie grającego nigdzie klubu Pogoń Konstancin, a piłkarze byli wypożyczeni do Legii), a Wojsko – też już zaczęło „liczyć” na zyski z Champions League (Legia wyszła z grupy). Finałem wojny o kasę „rozwód” Romanowskiego z Wojskiem. W efekcie w następnym sezonie ostał się tylko dwóch piłkarzy, grających w pierwszej jedenastce (Miętowy, Kucharz). I o ile mecz z sezonu 95/96 z Widzewem na Łazienkowskiej nie był puszczony, to ten rok później czyli w sezonie 96/97 o kuriozum też z Widzewem u siebie niestety jak najbardziej (nikt nie wytłumaczy mi „logicznie” porażki prowadząc na 5 minut przed końcem 2:0 – co wtedy dałoby Legii upragnionego mistrza! W ubiegłym roku mieliśmy „powtórkę z rozrywki”, bo paradoks…znów właściciele tradycyjnie pożarli się o zyski z LM 😀 Efektem tego obecnie Legia „dziaduje”!!!

areq
Kolejorz

Co Ci dziaduje ku$wa. Lider na tą chwilę. To nie hegemon, żeby wszystko wygrywać jak Madryt…. tfu… City w tym sezonie:) I tak nie wygracie ligi z tyloma porażkami na tym etapie rozgrywek… Lech Poznań wygra. Zaprawdę powiadam Wam!

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

Jeśli nie umiesz kur… czytać ze zrozumieniem pajacu to nie zabieraj głosu!!!

areq
Kolejorz

Może wytłumaczę Twoje wypociny zjebie-dlaczego zjebie? Reszta forum wytłumaczy):) „W ubiegłym roku mieliśmy powtórkę z rozrywki…” tzn. CO SIĘ TAKIEGO WYDARZYŁO ŻE LEGIA NIE ZDOBYŁA MISTRZA BO NIE OGARNIAM… pajacem jesteś kuźwa nieziemskim. Nadal koleś nie ogarniasz dlaczego jest JanKo Buszewska a nie jakiś JanEK. Ci kuxwo zdjęcie pewnego aktora wkleje to może grę słowną zrozumiesz. Choć wątpię.

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

Morda w kubeł cwelu poznański i szukaj dna!!! I z obecnego Lecha jest teraz kurwa taki „KOLEJARZ” jak ze mnie…budda!!! Jak kurwa nie rozumiesz co to znaczy Janek to tym bardziej wypierdalaj. I jeszcze jedno jak nie rozumiesz cioto, popierdolona, co to znaczy styl sportowy to nie wypowiadaj się. Te wymęczone mistrzostwo gówno znaczy przy mistrzostwach i wicemistrzostwach z lat 90. Więc wypierdalaj na Bułgarską i grzej „tłoki” w lokomotywie, bo zima idzie…i odbyt tobie zamarznie 😀

Voitcus

Rozsypka jak najbardziej tak. W zasadzie po sezonie z 1:2 odeszli wszyscy, ze starego składu został bodajże tylko Czereszewski, Staniek, Bednarz i Kucharski, ale ten mało grał przy duecie Kowalczyk-Podbrożny/Śliwowski. W kolejnym sezonie typowało się Legię do spadku i oni wtedy zrobili to, co dziś Górnik – grali dwunastką zawodników, całkiem niezły futbol, bo bez napinania się i na swoje nieszczęście szło im tak dobrze, że nawet doszli do 2:0 z Widzewem. Może jakby nie wygrali tylu meczów, to nikt by o te 2:3 nie miał pretensyj?

Mariusz Szewczyk

Czereś przyszedł ze Skrzypkiem i Nędzą po wejściu Daewoo,

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Nędzą? O ile wiem to ksywa Włodarczyka, a wtedy przyszedł nie on, lecz Jacek Magiera, czyli Babka Kiepska 😉 Chyba, że Magic też miał taką ksywkę…

Mariusz Szewczyk

Zawsze mi się wydawało, że Nędza później przychodził, ale gdzieś ostatnio było, że są na zdjęciu razem i Włodarczyk wspominał, że razem przychodzili, a może coś mi się pokręciło. Jednak od tej chwili myślałem, że Czereś, Skrzypek, właśnie Magiera i Włodarczyk w jednym czasie. Chociaż właśnie on mi się kojarzył z późniejszym przyjściem. To chyba było jakiś czas temu w Ekstraklasa po godzinach, chodzi o fotkę.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

No i masz rację. Magiera, Skrzypek, Czereś i Nędza przyszli razem przed wiosną 1997. Ty zapomniałeś o Magicu, ja o Nędzy.

Mariusz Szewczyk

O Jacusiu, to ja pamiętałem, on mi się właśnie kojarzy z tym zaciągiem, ale fakt, że o nim nie wspomniałem, to liczy się, że zapomniałem :)

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Śliwowski to odszedł chyba wcześniej. Tak mi się wydaje, a nie chce się podpierać googlem 😉

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

Ja mam pewność, iż ten mecz był puszczony jeszcze kiedyś o tym poczytasz 😀

Mariusz Szewczyk

Przecież wiem, jak to było, nie musisz tłumaczyć. Chyba jednak nie zrozumiałeś sensu tego pojęcia. Rozsypka w sensie, że skład się rozpadł. A chyba się rozwalił ? Skoro prawie nikt nie został.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Pamiętam, że Legia prowadziła, bo po rożnym woleja załadował Wieszczycki… Dalej już tylko wiem, że było 1:2. Koniarek chyba strzelił, drugą nie wiem, a nie chce się wujkiem google wspomagać. Wspominki bawią mnie znacznie bardziej!

areq
Kolejorz

Kompletnie tego meczu nie pamiętam….pamiętam składy Kairserslautern jako beniaminka zdobywającego meisterschaf:) ale tego meczu ni chu chu

Mariusz Szewczyk

Oj tak, Wieszczu zapakował z woleja, bramka marzenie. Już byłem przekonany, że w tym momencie Widzew zostanie rozjechany. Wydaję mi się, że wtedy zawodnicy Legii poczuli się już zbyt pewni zwycięstwa. Zresztą mieli powody, ogrywali wszystkich na luzie, czasami nawet się nie spinając. Jednak to jest piłka, wszystko może się zdarzyć i niestety się zdarzyło w tym meczu :( . Jest kilka meczów, po których płakałem i to jest jeden z nich. Co ciekawe tyle lat minęło, a ciągle to we mnie siedzi :( Może dlatego, iż zdawałem sobie sprawę, że jeżeli nie zdobędą mistrza, to drużyna się rozpadnie. Tym bardziej, że od miesięcy była o tym mowa. Przyznaję się, że i ja byłem tak pewny zwycięstwa, że dałbym sobie rękę uciąć i teraz bym był bez ręki :( Muszę jeszcze dodać, że dla mnie wtedy podejrzane były te zwycięstwa Widzewa, często minimalne, ale wygrywali i nie odpuszczali Legii. Bo Legia wtedy, to była miazga, mistrz Anglii był gorszy, teraz to sf :)

NenadBjelica

Ale mistrz Anglii wtedy w lidze swojej też był dno. Więc słabe porównanie.. nie ma co w ogóle w ten sposób porównywać, bo przecież 13 w tabeli Lech wygrał City 3-1, więc nie mają sensu takie porównania

Mariusz Szewczyk

To co , znaczy się, że się nie liczy ? Shearer i Sutton i spółka, to były niby ogórki ? Mistrz, to mistrz, wtedy ich liga też była czołowa na świecie. Dzisiejszą Legię walczącą, jak równy z równym współcześnie, wyobraź sobie.

NenadBjelica

NO ja rozumiem CIebie, tylko mówię, że w sezonie w którym grali w LM byli bez formy takze w swojej lidze pomimo Sherera :) Był tu zreszta nie dawno artykuł o BB. „Wychwalany po mistrzostwie pod niebiosa Dalglish w środku tygodnia stawał się tym gościem, który zamiast rozpracowywać rywala spędza zdecydowanie zbyt długie godziny na polu golfowym. Choć akurat nie nam na to narzekać – poniekąd dzięki zlekceważeniu przez Anglików rywali z Rosji, Norwegii i Polski, polski zespół miał okazję zapisać jedną z piękniejszych kart w historii naszej piłki. Awansować z drugiego miejsca w grupie do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Między innymi po wyjazdowym remisie i wcześniejszej wygranej z Rovers 1:0 na Stadionie Wojska Polskiego. Wygranej, która zresztą spokojnie mogła być wyższa. To jednak nie dwumecz z Legią w Blackburn zapamiętali jeszcze na długo, a to, co stało się w przedostatniej kolejce w Moskwie. Temperatura w okolicach minus dwudziestu stopni Celsjusza, rozgoryczenie związane z czterema meczami bez wygranej w Lidze Mistrzów – to wszystko odegrało znaczącą rolę w wydarzeniach tamtego wieczora.

W czwartej minucie meczu David Batty i Graeme Le Saux poszli agresywnie na piłkę przy linii bocznej i wpadli na siebie. Wydawało się, że skończy się na słownym wyjaśnieniu sobie, że w takich przypadkach lepiej atakować pojedynczo, gdy Le Saux posłał soczystego lewego sierpowego swojemu koledze z drużyny.” w tym sezonie to już było inne Black Burn a nie naszpikowana gwiazdami jedna drużyna w ktorej wszyscy się kochają. A gdyby LEgia była taka cudowna a Black Burn takie silne, to tym bardziej powinna rozbić Spartak i Rosenborg :)

Mariusz Szewczyk

4 punkty na mistrzu Anglii, 3 z mistrzem Norwegii, to jest bardzo dobry wynik. Nie wymagajmy wygranych ze wszystkimi drużynami w grupie, bez przesady. Nawet dzisiejsi hegemoni nie wygrywają wszystkiego. Jak sobie przypomnę, jak Legia grała z Anglikami, z tego co pamiętam, to widoczna była taka wyższość piłkarska. Obecnie, to w kategorii sf żeby polski klub grał, jak równy z równym czym miał przewagę nad czołowym zespołem z Anglii.

NenadBjelica

Obecnie owszem, zgadzam się.Tylko staram się wytłumaczyć, że Blackburn po zdobyciu mistrza, już nie był w kolejnym sezonie w którym grał z Legia w LM, tą samą drożyną. NO i należy pamiętać że to były też trochę inne czasy. Wiadomo Legia była mega mocna wtedy w porównaniu z dzisiejszymi pozorantami.

Mariusz Szewczyk

Zapomniałem dodać, Szarpak strzelił na 1-2 :(

NenadBjelica

Nie ten poziom, ale w dupę dostali. Pamiętam czasy jak Legia i Widzew miażdżyły ligę z 20 punktową przewagą. A teraz? Ta liga jest gówno warta, wyrównała się ale w dół.

Mariusz Szewczyk

Tak, też to zawsze powtarzam, że poziom się wyrównał, ale w dół.

BigB
Czarni Dęblin

’93 to akurat przykład na chamstwo oraz kompleksy wobec Legii.
Cały PRL kupowali mistrzostwa, taki Górnik to sobie nabijał co chwila, sam Iwan w swojej książce o pomocy wspominał… a póżniej wielce cnotliwy Kulesza ze Śląska. Czy było kupione? Pewnie tak, ale dowodów na to nie ma. Zaś na mistrzostwa z PRL oraz okres 1997-2000 dowody są, no ale Legia przecież wtedy nie zyskiwała, więc nikt nie płacze ;>

NenadBjelica

W PZP Górnik też kupował mecze może mi powiesz, jak doszedł do finału??

Frenk

Chcieli wyroochac Freda ale okazało sie ze Fred wyroochał ich .Mecz był uczciwy .Zapłacono za 6-0 było 6-0

marcinw13

„Ludzie tego nie rozumieją, ale jeśli z tym drugim facetem z boiska przed chwilą patrzyliście, jak wasze dzieciaki razem się bawią, jak wasze żony razem plotkują, a sam dochodzisz do wniosku, że on nie jest ci potrzebny tylko na boisku, tylko coś dla ciebie znaczy, to wszystko rzucasz i idziesz za nim w ogień.”

To jest dość znaczący fragment wypowiedzi w kontekście współczesnej zawodowej piłki, gdzie sam Krystyna stwierdził, że przecież z Benzemą to się nie kumpluje, ale na boisku ich współpraca wygląda dobrze. Druga rzecz, coraz częściej na boiskach widuję sytuacje, gdzie piłkarz jednej z drużyn chamsko i brutalnie fauluje przeciwnika, którego kumple zamiast skoczyć gościowi do gardła co najwyżej biegną do sędziego na skargę jak w przedszkolu a i później w zasadzie grają jak gdyby nigdy nic. Znak czasów?

Voitcus

Oczywiście, ale to się chyba tyczy i innych dziedzin życia. Teraz piłka nożna to korporacja, za duże pieniądze wchodzą, żeby się przyjaźnić.
Z drugiej strony, skoro tak jest, to czemu ludzie tęsknią za takim hm… honorowym podejściem do piłki? Czemu piłkarze zapowiadają, że „do Legii nigdy nie przejdę” (Mączyński), „karierę skończę tylko w Wiśle” (Błaszczykowski), czemu to całowanie herbów klubów itp.? Dlaczego gracz Barcelony „nie może” przejść do Realu? Skąd takie nagłe upodobanie do meczy trzeciej ligi (choć tam pewnie korupcja nawet większa niż w E-klasie)?
To pytania retoryczne – chyba potrzebujemy jakichś wartości, choćby były bez sensu, w końcu piłka jest bez sensu, nikomu nie służy. I to też jakiś znak czasów, że tak naprawdę tych wartości nigdzie już nie ma…

NenadBjelica

Maść rozgrzewajaca łiohohohohohohohoh

krawiczek.cwelusiu

No i nie zapominajmy o przybiciu butów do podłogi – popisowy numer

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY