Chłopak z Płocka, który stał się ważną częścią Barcelony
Inne sporty

Chłopak z Płocka, który stał się ważną częścią Barcelony

To wydarzyło się, gdy Kamil ćwiczył z pierwszą drużyną Wisły mniej więcej od tygodnia. Wówczas naszym szkoleniowcem był Flemming Oliver Jensen, który lubił w trakcie wewnętrznej gierki stać niedaleko bramki. Akurat trenowaliśmy atak pozycyjny, Syprzak dostał piłkę, młody chciał się popisać i efektownie rzucić w okienko. Zrobił duży zamach i zamiast w bramkę trafił centralnie w trenera. Duńczyk padł, zanim doszedł do siebie minęło pół godziny. Nie ma co, chłopak miał mocne wejście do zespołu – śmieje się Adam Wiśniewski, obecnie prezes Nafciarzy, a wcześniej zawodnik tego klubu.

Kamila Syprzaka zna dzisiaj cały handballowy światek. To obrotowy najwyższej klasy, który jest zawodnikiem Barcelony. Jak doszło do tego, że wysoki, nieco pokraczny dzieciak z Płocka wzniósł się na poziom jednego z najlepszych klubów globu?

***

10 czerwca 2015 roku to jeden z najpiękniejszych dni w karierze Syprzaka. Barcelona ogłosiła wówczas oficjalnie, że Kamil podpisał z nią czteroletni kontrakt. Zanim katalończycy postawili na Polaka, obserwowali go długimi miesiącami. Młody obrotowy zrobił na nich wrażenie m.in. 6 grudnia 2014, kiedy to Wisła podejmowała w Lidze Mistrzów Barcę. Bądźmy szczerzy: poza płockimi kibicami nikt nie dawał wówczas gospodarzom szans. A jednak, doszło do sensacji: wicemistrz Polski wygrał 34:31, m.in. dzięki Kamilowi, który doskonale wykorzystał swoje warunki fizyczne i „rozbijał” rywali w ataku łącznie trafiając pięć razy do ich bramki. Ponoć w tunelu po meczu niektórzy zawodnicy pokonanej drużyny otwarcie mówili Kamilowi, że chętnie widzieliby go u swojego boku.

Nie tylko Hiszpanie byli na niego napaleni – Syprzakiem interesowało się też m.in. PSG, potężne niemieckie THW Kiel oraz… Vive Kielce. Ten ostatni klub w ogóle nie wchodził jednak w rachubę, mimo że już wtedy płacił dużo lepiej niż Wisła. – Jako płocczanin nie chciał, żeby w jego żyłach płynęła inna krew niż niebieska, dlatego odmówił Vive – przypomina Wiśniewski. Na pożegnaniu Kamila z drużyną i miastem pojawiło się kilka tysięcy osób. – Wzruszony poprosił ich o to, żeby zaśpiewali dla niego ostatni raz „płocka Wisełka, sia la la la la”. Życzenie oczywiście zostało spełnione – dodaje prezes klubu.

PLOCK 01.09.2013 REWANZOWY MECZ ELIMINACJE EHF LIGA MISTRZOW MEZCZYZN PILKA RECZNA SEZON 2013/14 --- EHF CHAMPIONS LEAGUE MEN'S HANDBALL QUALIFYING SECOND MATCH: ORLEN WISLA PLOCK - AHB MONTPELLIER 28:23 KAMIL SYPRZAK KIBICE WISLY FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Po ponad dwóch latach pobytu Syprzaka w klubie z Katalonii można postawić tezę, że nie jest jego gwiazdą pierwszej wielkości, ale na pewno należy do grona ważnych zawodników, na których zawsze można liczyć. Kamil dużo nauczył się na treningach od obrotowych światowej klasy, z którymi miał przyjemność współpracować, a więc Cedrica Sorhaindo i Jespera Noddesbo. Tego drugiego nie ma już w klubie, zastąpił go urodzony w Hawanie Alexis Borges.

Z tria Sorhaindo, Borges, Syprzak to właśnie ten ostatni jest kołowym nr 1 w ataku. W Lidze Mistrzów i Lidze Asobal Kamil rzucił w tym sezonie łącznie 65 bramek. W tej drugiej gra na najlepszym procencie rzutowym (82) ze wszystkich zawodników Barcy.

– Kamil miał taki okres fajnego rozwoju, kiedy szedł mocno do przodu, właściwie z miesiąca na miesiąc. To było w czasie, gdy kadra zdobywała w 2015 roku w Katarze brązowy medal MŚ. Kiedy patrzę na niego w Barcelonie, dochodzę do wniosku, że ostatnio nie zrobił spektakularnego postępu. Ale też trzeba pamiętać, że osiągnął tak wysoki poziom, iż ciężko oczekiwać teraz dużych kroków w przód – tłumaczy Wojciech Nowiński, trener i telewizyjny ekspert. To właśnie on prowadził reprezentację juniorów na ME w Szwecji 2009 roku. Syprzaka wybrano wówczas najlepszym obrotowym turnieju.

– Trochę mnie to zdziwiło, bo w innych drużynach byli kołowi, którzy potrafili więcej. Przewodniczący komisji, która rozdawała nagrody, powiedział mi jednak, że Kamil dostał ją…na wyrost. Dlaczego? Bo ich zdaniem rokował dużo lepiej niż inni obrotowi. Uważali, że będzie zawodnikiem światowej klasy i jak widać mieli rację – zdradza Nowiński. Kiedy dopytujemy, jak prezentował się Syprzak, gdy rozpoczynali współpracę, szczerze mówi, że szału nie było.

– Gdy rodzice przywieźli go na pierwsze zgrupowanie, do miana atlety brakowało Kamilowi bardzo dużo. Miał braki w każdym elemencie gry, ja tak naprawdę powołałem go tylko ze względu na wzrost. Ale też trzeba przyznać Syprzakowi, że szybko pozbywał się swoich minusów. Zdał sobie sprawę, że aby stać się zawodnikiem wysokiej klasy musi solidnie pracować nad niedoskonałościami i po prostu to robił. Z obozu na obóz wyglądał lepiej, otłuszczony, wysoki młodzieniec zaczął w końcu przypominać piłkarza ręcznego. Oczywiście nie był już wtedy takim gladiatorem, jak teraz, ale wszedł na właściwą drogę.

Przymiotnik „wysoki” jest najczęściej używanym w stosunku do Syprzaka określeniem. Nie ma się co dziwić, Kamil mierzy bowiem aż 208 cm.

– W czwartej klasie był już wyższy ode mnie, a mam 182 cm – opowiadał w ciekawym dokumencie Wisły TV Przemysław Zieliński, pierwszy trener zawodnika Barcelony (całość dostępna tutaj). Przy okazji zwracał uwagę na to samo, co Nowiński:

– Kamil był wielkim dzieckiem, ale pozbawionym wytrzymałości, skoczności i siły. Nie uważałem go za wielki talent, nie zapowiadał się na zawodnika tej klasy. Pomogło mu to, że słuchał uwag, a także praca, praca i jeszcze raz praca.

– Jako nastolatek był aż za grzeczny, nie chciał brylować, pewnie dlatego, że wstydził się swoich warunków fizycznych. Pamiętam, że na zgrupowaniu w Łącku uczniowie pokazywali go sobie palcami, że jest taki wielki – opowiada Piotr Górecki, drugi szkoleniowiec Kamila, z MUKS 21 Płock.

Sam Syprzak lubi natomiast ze śmiechem wspominać historię o tym, jak przyszedł kiedyś ze znajomymi rówieśnikami do domu jednej z koleżanek. Kiedy zobaczyła go mama dziewczyny, spytała: „kogoś ty tu przyprowadziła, jakiegoś pedofila?”

– Do pewnego czasu przejmowałem się swoim wzrostem, ale potem uznałem, że nie ma sensu denerwować się tym, na co nie mamy wpływu, dlatego odpuściłem – mówi teraz Kamil.

– O zdolnym nastolatku z Płocka zaczęło być głośno w pewnym momencie nie ze względu na wzrost, a umiejętności. Cieszyłem się, że ktoś taki pojawił się w klubie, zawsze to fajnie jak wychowanek przebija się do pierwszej drużyny – wspomina natomiast Wiśniewski. I opowiada o zabawnej przygodzie Syprzaka w Wiśle:

– To wydarzyło się, gdy Kamil ćwiczył z pierwszą drużyną mniej więcej od tygodnia. Wówczas naszym szkoleniowcem był Flemming Oliver Jensen, który lubił w trakcie wewnętrznej gierki stać niedaleko bramki. Akurat trenowaliśmy atak pozycyjny, Syprzak dostał piłkę, młody chciał się popisać i efektownie rzucić w okienko. Zrobił duży zamach i zamiast w bramkę trafił centralnie w trenera. Duńczyk padł, zanim doszedł do siebie minęło pół godziny. Nie ma co, chłopak miał mocne wejście do zespołu.

Ta historia nie zraziła oczywiście Jensena do Syprzaka. Kamil dostał od niego szansę debiutu w lidze 25 lutego 2009, w starciu z Azotami Puławy. Mający 17 lat i 7 miesięcy dzieciak trochę się spalił – kilka razy nie złapał piłki w dłonie, ale i tak udało mu się zdobyć jedną bramkę.

– Generalnie miał dobre wejście do drużyny, bo przecież „Sypa” to gość z charakterem, którego lubi szatnia. Chociaż oczywiście na początku jak to młody, za dużo nie kozaczył tylko bardziej słuchał – wspomina Wiśniewski.

Ostatni tytuł mistrzowski Wisła zdobyła w 2011 roku. Syprzak był w tamtej drużynie i jako płocczanin cieszył się ze złota jak dziecko, ale że w sumie… nim był, to nie należał do motorów napędowych zespołu. Tak naprawdę na – jakby to powiedział Leo Beenhakker – international level wszedł za czasów Manolo Cadenasa. Hiszpański trener z miejsca stał się wielkim fanem talentu Kamila i godzinami go szlifował. W efekcie chłopak stał się jednym z najlepszych zawodników Nafciarzy, który jednak w reprezentacji zadebiutował już wcześniej, bo 5 listopada 2011. Adam Wiśniewski:

– Drużyna przyjęła młodego chłopaka bardzo dobrze, bo wiedziała, że docelowo może być jej poważnym wzmocnieniem. Wtedy na kole królował dużo mniejszy od Kamila Bartek Jurecki, który większość piłek granych z drugiej linii łapał dołem. Syprzak z kolei nie miał problemów z chwytaniem górnych podań, takich na „trzecie piętro”, więc z miejsca uznano, że dzięki niemu nasze koło będzie dużo bardziej wszechstronne.

KRAKOW , TAURON ARENA 25.01.2016 PILKA RECZNA 2016 EHF MISTRZOSTWA EUROPY MEZCZYZN W PILCE RECZNEJ RUNDA GLOWNA GRUPA 1 POLSKA - BIALORUS NZ KAMIL SYPRZAK ( POL ) RADOSC CELEBRATION FOT MICHAL STAWOWIAK / 400mm.pl KRAKOW , TAURON ARENA 25.01.2016 HANDBALL MEN'S EHF EURO 2016 POLAND MAIN ROUND GROUP 1 POLAND - BELARUS NZ KAMIL SYPRZAK ( POL ) RADOSC CELEBRATION FOT MICHAL STAWOWIAK / 400mm.pl

Najlepszym czasem Kamila w kadrze były oczywiście wspomniane wcześniej przez Nowińskiego MŚ w Katarze. Syprzak błysnął m.in. w meczu o brązowy medal, w którym rzucił aż 6 bramek. Co ciekawe, naszym rywalem w tym spotkaniu była… Hiszpania.

Po jednym ze spotkań tamtego turnieju obrotowy z Płocka dostał zegarek jako nagrodę dla zawodnika meczu.

– Co pan z nim zrobi? – spytał dziennikarz Przeglądu Sportowego Wojciech Osiński.

– Założę na rękę! – odparł z szelmowskim uśmiechem na ustach Syprzak.

Innym razem Kamila zapytano, czy kibice Barcy noszą go i innych zawodników na rękach. „Byłoby im trudno, bo większość z nas waży dobrze ponad 100 kilogramów i mogliby nas nie unieść.”

Cięty język Syprzaka sprawia, że niektórzy dziennikarze nieco się go boją. Z kolei inni lubią go podjudzać licząc na to, że udzieli barwnego wywiadu. Niezależnie od tego, czy żurnalista darzy go sympatią, czy nie, może być pewien jednego – z Kamilem nie będzie się nudził. Z podobnego założenia musiała wyjść jego żona Dagmara, której na pierwszej randce… rozrysował na kartce taktykę swojej drużyny, a potem opowiadał o zasadach piłki ręcznej.

Nie wiemy, czy Syprzakowie rozmawiają teraz często o handballowych niuansach, ale coś tak czujemy, że w wolnych chwilach w Barcelonie mają ciekawsze rzeczy do robienia. Kamil nie ukrywa, że miasto i klimat panujący w nim bardzo mu się podoba, podobnie jak kuchnia śródziemnomorska. Życie w Katalonii jest też dla niego o tyle przyjemne, że nauczył się języka, co zważywszy na wspominaną wcześniej przez trenerów pracowitość nie może dziwić. Pozostaje mieć nadzieję, że dzięki ciężkiej harówie podpisze za jakiś czas nowy, lukratywny kontrakt z Barceloną i pomoże też targanej kryzysem reprezentacji wyjść z poważnego dołka.

W 2023 roku „Sypa” będzie miał 32 lata. To idealny wiek do tego, aby poprowadzić kadrę do kolejnego medalu MŚ. Tym bardziej wyjątkowego, że ów mundial będzie rozgrywany na polskich i szwedzkich parkietach…

KAMIL GAPIŃSKI

Fot. 400mm.pl, Facebook Barcelony

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
bulek90

Fajny artykuł, oby nam się kadra w ręcznej za jakiś czas odbudowała

wpDiscuz