Jak co kolejkę… WBA bez wygranej
Weszło

Jak co kolejkę… WBA bez wygranej

Sąsiad mający głośny i wielogodzinny romans z wiertarką udarową. Sąsiadka ubijająca kotlety z taką wściekłością, jakby te były jej najgorszymi wrogami. Dziecko za ścianą, które ma w grafiku wrzaski i płacz przez cały dzień. No jest wiele opcji, które mogą sprawić, by niedziela – będąca teoretycznym czasem na odpoczynek – mogła stać się bolesna. Jednak te wszystkie upierdliwości, które wymieniliśmy, są właściwie niczym przy oglądaniu WBA. Ponieważ oglądanie The Baggies naprawdę boli i w meczu z Manchesterem United nie było inaczej.

Widzi się tych gości, którzy zarabiają naprawdę sporo kasy i człowiek myśli „za co?”, bo futbol bywa brzydki, ale ten uprawiany przez WBA jest brzydki aż do przesady. Długa piłka, wrzutka, cofnięcie, długa piłka, wrzutka, wrzutka, cofnięcie. Pewnie, nie wymagamy od każdej ekipy, by zawiązywała co sekundę piękne koronki, ale żeby styl WBA miał sens istnienia, tak prosto skonstruowana machina musi być mocna z tyłu. Tutaj takich ram nie ułożono, spójrzcie na gole strzelane dziś przez Manchester United. Pierwszy to z jednej strony dobra wrzutka Rashforda do Lukaku, ale z drugiej nieporadność obrońców, którzy niby obstawili Belga z obu stron, a i tak w tej mało skomplikowanej sytuacji zdążyli się pogubić. Lukaku wyskoczył właściwie nieatakowany, skierował piłkę poza zasięgiem ramion bramkarza i wpadło. Drugi gol? No, to był piłkarski paraliż jeszcze wyższego poziomu, Lingard uderzył marnie, ale Hegazy interweniował tak słabo i nieporadnie, że zmylił Fostera, a piłka wpadła do siatki.

Bryndza. W defensywie, ale też długo w ofensywie – w statystykach nie wygląda to źle, 12 strzałów przy ośmiu United, lecz jeśli pamiętać o jakości niektórych prób (strzały z dystansu Barry’ego i Livermore’a), to de Gea musiałby zrobić wiele, by to wpuścić. Naprawdę nie ma przypadku w tym, że od WBA rzadziej bramki zdobywa w lidze tylko Swansea.

No dobra, ale znęcamy się nad ekipą Pardew, a tablica świetlna pokazuje skromną wygraną United – ledwie 2:1. Cała tajemnica polega na tym, że kibice United dzisiaj też mogli cierpieć, patrząc na swoich podopiecznych. Gdy ci wyszli na prowadzenie 2:0, z każdą kolejną minutą upajali się swoim łupem coraz bardziej, aż w końcu wpadli w taki samozachwyt, że dali szansę gospodarzom powalczyć. Po zamieszaniu w polu karnym bramkę wcisnął Barry i wtedy zrobiło się gorąco. WBA przycisnęło przyjezdnych, potrafiło na chwilę nawet zamknąć ich na połowie, a w szesnastce de Gei temperatura parę razy podskoczyła. Dla ekipy Mourinho, która ma wysokie aspiracje, strach przed utratą punktów z tak przeciętnym rywalem to naprawdę duża potwarz.

A jak w tym meczu odnalazł się nasz człowiek, czyli Krychowiak? Jeśli wsłuchać się w głos kibiców WBA na Twitterze, Polak powinien być już na lotnisku i wracać do Francji, tak większość z nich źle go widzi, zarzucając mu wieczne granie na alibi, do tyłu i wszerz. Natomiast w rzeczywistości z Polakiem nie było przecież najgorzej, starał się pchać akcje gospodarzy do przodu, ale w tej ekipie nie jest to prosta sprawa. Tutaj chyba wszystko rozbija się o oczekiwania – przyszedł gość z PSG i skoro został ustawiony najwyżej z trójki środkowych pomocników, miał pokazać coś więcej. A przecież doskonale wiemy, że to nie jest granie Grześka.

Tak czy inaczej, West Brom zjeżdża w tabeli ligowej, jeśli Swansea wygra z Evertonem, WBA będzie już ostatnie.

West Bromwich Albion – Manchester United 1:2

Barry 77′ – Lukaku 27′ Lingard 35′