Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Telefon dostałem o drugiej w nocy. Miałem się spakować i rano być na drugim końcu Polski. Szaleństwo? Nie, taki fach. Przecież się teraz na stare lata nie przebranżowię, nie zostanę nagle – powiedzmy – trenerem ligowym. Jestem budowlańcem i takie są realia. Spakowałem się do kombiaka, pożegnałem z żoną, dziećmi i ruszyłem.

Zajechałem na budowę i już wiem, że nie będę zaczynał od zera, choć wolałbym od zera, bo taki tu burdel. Murowana ściana wschodnia ma sześć metrów wysokości, a zwieńczona jest wieżyczką godną księżniczki. Ściana zachodnia jest cała ze szkła, a ściana północna wygląda jak żywcem wyjęta z leśniczówki. Najdziwniejsze, że po środku budynku stoją schody prowadzące zupełnie do nikąd, a na początku działki stoi łuk triumfalny z czerwonych pustaków.

O 10 przyjechał pan Wiesław, zleceniodawca. Wyglądał sympatycznie, typ rubasznego wujka. Przedstawiłem mu jakie widzę problemy, a także jaką mam wizję. Kiwał głową, dużo się uśmiechał, poklepywał mnie po plecach i chrząkał ze zrozumieniem. Byłem wyjątkowo usatysfakcjonowany rozmową, dopóki na koniec nie zapytał dlaczego jeszcze nie skończyłem. Potem wsiadł do Poloneza Caro i odjechał beż pożegnania. Może żartował?

Od mieszkańców udało mi się poznać historię budowy. Różnice między ścianami wynikają stąd, że jestem piątym fachowcem wynajętym przez pana Wiesława w tym roku. Pierwszym był człowiek uznany, choć nieco staroświecki. Zaproponował budowę średniowiecznej twierdzy. Budowa przebiegała płynnie, ale gdy pan Wiesław zasugerował fosę z aligatorami, napotkał sprzeciw. W nocy pan Wiesław ze swoim zaufanym szwagrem dokonali testowego oblężenia i zdobyli wieżyczkę. Pan Wiesław udowodnił tym samym, że fosa z aligatorami była potrzebna i wręczył wymówienie.

Drugim budowlańcem był nowoczesny technokrata z wielkimi ambicjami. Miał fakultety z pięciu szkół. Dyplomami wytapetował swoją pakamerę, a jeszcze starczyło dyplomu do zawieszenia w drewnianym szalecie. Zaproponował dziesięciopiętrowy wieżowiec o nieregularnej bryle, który byłby chlubą miasta. Zafundował panu Wiesławowi pięciogodzinne expose, podczas którego na twardych danych liczbowych udowadniał, że da się ten projekt pogodzić z ograniczonym budżetem, choć trzeba będzie myśleć długofalowo, a podczas najbliższej zimy zadowolić jednym gotowym do zamieszkania piętrem. Drugie zbudowane piętro miałoby już przeznaczenie komercyjne, czym zarabiałoby na budowę trzeciego, i tak dalej, i tak dalej. Pan Wiesław zapalił się do pomysłu, obiecał wszelką pomoc i zaangażowanie. Budowlaniec ochoczo zabrał się do pracy i po trzech tygodniach miał już jedną gotową, efektownie wyglądającą szklaną ścianę. Wyjechał na dwa dni z powodu choroby córki, a gdy wrócił zastał łuk triumfalny z pustaków przed obiektem. Pan Wiesław wyjaśnił, że skoro budują coś, co będzie chlubą całego miasta, to łuk idealnie wpisze się ich wspólną filozofię. Budowlaniec przełknął tę różnicę koncepcyjną, ale gdy pan Wiesław nieśmiało podsunął plany budowy akweduktu, spakował się i wyjechał.

Trzecim fachowcem był człowiek, który nie stawiał sobie daleko idących planów, chciał w pierwszej kolejności dopinać proste, konkretne cele. Spojrzał trzeźwym okiem na to co ma do dyspozycji i uznał, że mimo nadchodzącej wielkimi krokami jesieni, w domu będzie dało się przezimować. Pan Wiesław w duchu był niemile zaskoczony nieśmiałą wizją. Postanowił mimo to dać szansę i z czasem spodobała mu się praca z pokornym człowiekiem. Wreszcie ktoś, kto nie zawraca gitary, nie zgłasza problemów, nie doprasza się ciągle o nowe materiały, tylko skupia się na robocie. Zgrzytem okazał się fakt, że budowlaniec rozebrał drewniany szalet i wplótł go w budowę ściany, ale to jeszcze dało się przeżyć. Pogrążyła go dopiero wizyta żony pana Wiesława, która nie mogła zrozumieć jak mają zimować bez basenu. Fachowiec, istotnie, nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Nie potrafił też przedstawić planu naprawczego.

Czwarty budowlaniec nie mówił nic o swojej wizji, zapewniał tylko, że pan Wiesław będzie zadowolony. Pan Wiesław zaufał, ale gdy po tygodniu przyjechał z wizją lokalną, na budowie powstały tylko schody. Fachowiec przyznał, że to jedyne co umie. Schody postawione zostały jednak z takim znawstwem tematu, że pan Wiesław był pod wrażeniem i kazał kontynuować pracę. Dopiero gdy schody zaczęły sięgać nad wieżyczkę księżniczki, w rejony nieistniejącego trzeciego piętra, uznał, że to jednak nie to.

Rozejrzałem się. Budżet, jaki pochłonął wcześniejsze projekty, spokojnie wystarczałby na budowę funkcjonalnej, ale i ładnej willi. Teraz jednak potrzebowałem pilnych zamówień, a w dalszej perpektywie nieuniknionych wyburzeń. Złożyłem listę potrzebnych materiałów, proponowałem, że pojadę razem z panem Wiesławem, pomogę je wybrać. Pan Wiesław powiedział, że szkoda marnować mój czas, sam się tym zajmie. Nazajutrz przywiózł mi pięć drewnianych szaletów i zwrócił uwagę, że ich wykorzystanie w budowie jest już sprawdzoną koncepcją, może nawet koncepcją z tradycjami. Do tego rzucił na plac dwie rozłożyste mirabele wyrwane skądś z korzeniami, a także dwie torebki opakowań po Desmoxanie. Zbaraniałem. Zapytałem co mam zrobić z opakowaniami po Desmoxanie, a on z irytacją odparł, że jeszcze nie spróbowałem ich użyć, a już narzekam.

Do późnej nocy kleciłem plan wykorzystania zwiezionych rupieci. Wtem spostrzegłem przez okno, że jakiś facet wynosi mi mirabelę z budowy. Wyskoczyłem, zapytałem co jest grane, a on do mnie, żebym się nie wpierdalał bo ma Paszport Polsatu. Doszło do szarpaniny, ale mirabela została uratowana. Rzucił do mnie, że zrobiłem wielki błąd i to jeszcze nie koniec.

Skoro świt pociąłem mirabele na równiótkie deski. Wykorzystałem każdą gałąź, każdy wiór. W ciągu kilku dni postawiłem z nich – bez fałszywej skromności – cacko. Nie dość, że ściana równa, ładna, to jeszcze pachniała owocowo. Ludzie przystawali i pytali jak to zrobiłem, gratulowali. Byłem szczerze dumny, czułem, że ta budowa może stanowić dla mnie przełom. Niestety któregoś dnia wstałem, a całej ściany nie było. Kradzież? Przyjechał pan Wiesław i wytłumaczył mi, że miał kupca.

– Ale jak to kupca? Przecież to wszystko co do tej pory zbudowałem.
– Na pewno pan sobie poradzisz, a ta oferta była nie do odrzucenia.

Nic więcej nie dostałem w zamian, nie wiem na co poszły te pieniądze.

Szyłem więc z tego co zostało. Nowa ściana była równa, ale do tej z mirabel nie mogła się równać. Pan Wiesław zaatakował mnie i spytał dlaczego pracuję gorzej. Następnego dnia miał pretensje o to, że wciąż nie wykorzystałem w żaden sposób ewidentnie znakomitej klasy schodów kilkunastometrowej wysokości, których szkoda zmarnować. Co więcej – nie widzi w mojej koncepcji pomysłu na nie, co jest bardzo niepokojące.

W nocy spadł deszcz. Dostałem opieprz, że wszystko zamokło. W międzyczasie przyjechała żona pana Wiesława i wpadła w szał, gdy spostrzegła, że budowa basenu jak nie szła, tak wciąż nie idzie. Popołudniu wściekły pan Wiesław zadzwonił z pytaniem dlaczego pobiłem jego szwagra. Wyjaśniłem, że kradł w nocy mirabele, z których potem powstała ściana, którą sprzedał. Pan Wiesław wściekł się jeszcze bardziej, wytłumaczył mi, że na pewno źle zinterpretowałem zachowanie szwagra, który jest sprawdzonym człowiekiem, a pomaga na budowie od samego początku. Zapytałem czy patrząc na to co stoi na działce powinien ufać osobom, które są przy budowie od samego początku. Rzucił słuchawką.

Uznałem, że mam gdzieś wszystkie jego zalecenia. Rozebrałem łuk triumfalny, rozebrałem schody, rozebrałem wieżyczkę. Postawiłem z nich zwykły, kwadratowy domek, gotowy do przyłączenia. Pan Wiesław wrócił po dwóch tygodniach z wczasów. Jak zobaczył efekt, gonił mnie do granicy działki.

***

Futbol, czyli najbardziej zależna od przypadku dyscyplina sportu, jedenastoosobowa gra, w której o sukcesie decyduje mnóstwo czynników i zależności, w którym trener każdego dnia zajmuje się w najlepszym wypadku porządkowaniem chaosu, a whisky mógłby zrobić z Syzyfem, przez włodarzy polskiej ligi traktowany jest zerojedynkowo. Trudno o większą ignorancję.

Wyzwania dla Guardioli po City:

– Wygrać mundial

– Utrzymać przez dwa lata posadę w Ekstraklasie.

Leszek Milewski

Napisz autorowi, że to nie sezon na grzyby halucynogenne

KOMENTARZE (37)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

SAS
Fußball-Club St. Pauli von 1910 e.V.

to gratuluję lotnego umysłu…

Carlito

Wyobraziłem sobie jakiegoś klubowego prezesa, który czyta ten (zajebisty) tekst i zanosząc się śmiechem mówi sam do siebie „dobre, kurwa!”.

Kamil Anchor
Przegrywająca

Ten tekst powinien przeczytać każdy prezes/właściciel klubu piłkarskiego w Polsce….hmmm tylko czy każdy by go zrozumiał?

NenadBjelica

tylko my kibice też zwalniamy trenerów, zamiast zwalniać piłkarzy

jeremy

Rozumiem przekaz tygodnia „trenerów zwalnia się zbyt szybko, nie szanuje się ich ciężkiej pracy a prezesi to chuje (uwaga! nie dotyczy Smudy i wesołego Janka Urbana)”. A niby dlaczego prezesi, dyrektorzy klubów mają trzymać gościa, który nie potrafi przekazać żadnej taktycznej myśli swoim piłkarzom? Są wyniki-super, jest kiepsko- zwalniamy gościa bo widzimy, że pacjent się nie nadaje. Pogoń miała trzymać Skorżę do grudnia, Legia Magierę aż się piłkarze zechcą ogarnąć, Piast Wdowczyka aż zobaczy, że jednak jakiś napastnik tam gra?
Przykład Lecha, który dawał szansę Rumakowi, Bakerowi, Urbanowi gdy widać było (przynajmniej ja to widziałem -dyletant płacący za bilety) że nic w drużynie się nie zmienia, nauczył chyba innych że cierpliwość w ESA się nie opłaca! To samo jest z Bielicą. Nie ma żadnego pomysłu na drużynę a będą go trzymać aż przerżnie wiosnę a i pewnie znowu przedłużą z nim umowę.
Niech wywalają tych nieudaczników jak leci i szukają świeżej krwi w niższych ligach, gorzej nie będzie!!

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Chyba nie tędy droga.
Skoro Prezesunio nie raczy wypierdolić bumelantów (skórokopaczy) za jawną degrengoladę to czemu oczekuje chuj wie czego od trenera?
Co to za organizacja jego mać? Masz Legię (czy jakikolwiek inny klub) gdzie masz patałachów i V kolumnę w składzie. I czy ktoś wypierdoli takiego Jędzę na zbity pysk za to co odpierdala? Albo muzina złapanego w buszu? Ale trenera się wypierdala raz ciach.

To ja mam propozycję: masz mąkę, masło i sporo gówna plus dodatki za 50 pln. Zrób z tego tort z lukrem, którym klienci będą się zajadali. Oczywiście gówno musi być w składzie, bo za drogo by je zutylizować. A jak nue sprostasz to jeb kop w dupsko.
Gówna i tak jest w nadmiarze na stanie.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

shav0
Melanż w Dudelanż

Doczytałem do momentu gdzie napisałeś że środowisko piłkarskie w Polsce jest mało profesjonalne i to jest klucz do całej polemiki. Skoro nie jest profesjonalne to też zachowują się jak amatorzy i w starciu z prawdziwymi profesjonalistami (w pucharach) to po prostu widać. Kadra Nawałki i coraz większa kasa tylko zaciemniają obraz bo w lidze od lat nic się nie zmieniło. Boniek z Nawałką nie nauczyli Lewego czy Glika grać w piłkę tylko jedyne co zrobili to wprowadzili dobrą organizację pracy w miejscu pracy zwanym kadra Polski. Po prostu stworzyli ludziom warunki do pracy i mają tego wyniki. Prezesi w ekstraklasie dalej tkwią w erze Laty albo Listkiewicza i efekty tego właśnie widzimy że organizacji nie ma żadnej. Połowa klubów w ekstraklasie sprzedała za granice na tyle dużo piłkarzy że powinni mieć ośrodki treningowe na poziomie co najmniej dobrym i to z całym wyposażeniem boiskami itd. A ile klubów ma sensowne warunki do treningów ? Nawet Legia dopiero je tworzy a mają kasy jak lodu. To skąd mają się brać postępy u piłkarzy czy trenerów ?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

mccat

Świetne.

Larry Gopnik

Świetny tekst!

Fidel

Warto dodać, że pan budowlaniec za zmaganie się z materiałami i zleceniodawcą przytula całkiem niezłą wypłatę, a zaraz po tym jak go przegoniono za granicę działki na konto wpłynęła pokaźna kwota za zerwanie umowy. Co robi nasz budowlaniec? Uderza do kolejnego wąsatego geszefciarza ogarniać jego architektoniczny koszmarek, w pełni świadomy, że zaraz znowu go pogonią i nie ma szans na dokończenie budowy. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że budowlaniec ma szerokie znajomości wśród hurtowników materiałami budowlanymi i świetnie się z nimi dogaduje kupując na budowę tandetne materiały za wygórowaną stawkę, w końcu nie on płaci tylko szef. Może hurtownik coś później odpali? Czasem zdarza się, że nasz budowlaniec trafi na jakąś całkiem nieźle zarządzaną budowę, najlepiej na początku swej przygody z fachem. Ma do dyspozycji super materiały, pracowników i fundusze. Robota posuwa się sama, nawet nie bardzo trzeba jakoś specjalnie doglądać chłopaków. Potem na konto sukcesu i opinii świetnego fachury może być zatrudniany na kolejnych budowach przez długie lata mimo, że na każdej kolejnej dochodzi do tragedii i trzeba wszystko wyburzać zanim się ukończyło. Hajs się zgadza, karuzela się kręci.

Cerber24

Ha! Brawo za spojrzenie na te kwestie z innej perspektywy (i utrzymanie ‚stylistyki tekstu’). Komentarz tak dobry jak oryginalny artykuł Pana Leszka :)

Bolexx

Czy to zamek w Łapalicach który nigdy nie został dokończony 😉 ?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Benis Jądro
K S K 1953

Dobry felieton. Zresztą już na kolejny na weszło w tym temacie. Tylko tak naprawdę Panowie Redaktorzy, to szkoda, za przeproszeniem, strzępić ryja.
Mimo ponad 28 lat od zmiany ustroju, kluby nadal w większości zarządzane są przez działaczy prezentujących wicie rozumicie prlowski styl zarządzania. Co więcej te leśne dziady, wychowały już sobie kolejne pokolenia prezesów, mających we krwi takie a nie inne (he he) zdolności menedżerskie.
Zatem żadne apele, felietony i odmawianie różańca tu nie pomogą. Albo przyjdzie wielki kapitał (najlepiej zagraniczny) kupi nasze pożal się Boże kluby, wypierdoli wszystkich na zbity pysk i od prezesa po sprzątaczkę wprowadzi swoje kadry, albo będziemy oglądali karuzelę trenerską do usranej śmierci.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Ariel Bumerang
Legia Kaiserslautern Wołga Lechia Legia QPR Lechia QPR Lechia

Ja się w budowlankę nie wpierdalam

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

Kochany Pawełku, a jest coś w co za przeproszeniem: wpierdalasz się ??? 😀

Ariel Bumerang
Legia Kaiserslautern Wołga Lechia Legia QPR Lechia QPR Lechia

Z zasady się nie wpierdalam

Bartolomeo

*Równiutkie

Znawca94

Problem jest złożony a zaczyna się od tego, że poziom polskiej ekstraklasy jest zwyczajnie mierny.
W świadomości wielu ludzi z Ekstraklasy o mistrza walczy 12 drużyn reszta o pozostanie w lidze.
Prezesi chcą wyników tu i teraz. Chcą jak najszybciej mistrza, pucharów, co najmniej górnej połówki ligi.
Głowy w chmurach i zero znajomości miejsca w szeregu.
Podoba mi się pewna wypowiedz Gino Letteriego który w wywiadzie powiedział, że Korona nie będzie mistrzem(w czasie gdy była w pierwszej 4) bo mają za mały budżet a w Polsce jest wiele możniejszych klubów.

………………………………………………….

Inna podstawa problemu zaczyna się w trenerach. Dokładnie – tych samych trenerach.
Piłkarz który się nie sprawdzi w jednym klubie, w drugim ew. trzecim i leci w dół.
Natomiast trener gdy to robi znajduję momentalnie kolejną pracę na tym samym szczeblu a co jest absurdalne czasami w lepszym klubie.
Napisałem przed objęciem Jana Urbana drużyny Śląska, że facet jest beznadziejny jako trener i wystarczy prześledzić jego ostatnie posady i to co tam osiągnął.
Niewidomy by to dostrzegł a co się okazało Urban dostał pracę w Śląsku Wrocław i to w czasie gdy duża suma została przeznaczona na budowę zespołu przez władze miasta.
Nie zdziwie się jak ów trener znajdzie kolejną prace w Ekstraklasie.
Kluby nie uczą się na błędach konkurencji ale nawet na swoich.
…………………………………………………………

W wielu Polskich ekstraklasowych klubach przez 4-5 lat mógłby pracować jeden trener. Wyniki byłyby podobne a przynajmniej byłaby zachowana stabilność a pieniadze które by zostały z tego tytułu można byłoby przeznaćzyć na wzmocnienia drużyny.
W piłce gdzie również wiele jest kwestii przypadku zmienianie co chwile trenerów i liczenie na efekty nowych mioteł, ładnego opowiadania o dłuterminowej pracy czy z innego powodu wymyślonego przez prezesów nie ma większego sensu.

LOBO

Masz rację, ale spójrzmy na takiego Probierza, na pewno jest niezłym trenerem, bo z Jagielonią robił dwa razy wynik ponad stan i za tym drugim razem miał czas, możliwości, a do tego był uwielbiany, ale zaraz po dobrym wyniku spakował walizki i odszedł. Rozumiem, że mogła go skusić dużo lepsza oferta z zagranicy, ale w jakimś wywiadzie mówił, że nikt spoza Polski nie był mocno zainteresowany, a trener poszedł do klubu gorszego, może za lepszą wypłatę, ale mimo wszystko gorszego i to takiego, że prawdopodobnie nie będzie mógł wprowadzić swojej wizji. Uważam tak dlatego, że ciąży na nim dosyć duża presja i w mediach, a możliwe nawet i w klubie ze strony prezesa. Od samego początku praktycznie co tydzień można przeczytać artykuł jak dziadowska jest cracovia pod wodzą Probierza. Da się to zrozumieć, bo to początek pracy i tak naprawdę taką prawdziwą ocenę można mu będzie wystawić w połowie przyszłego sezonu, ale myślę, że do tego nie dojdzie i po prostu Probierz po utrzymaniu się w ekstraklasie odejdzie. I dalej będzie rzeźbić w tych słabszych klubach ekstraklasy, jedyna szansa na wynik to posada w Lehu albo Legii, ale kto tam mu da czas.

gryf01

Masz straszne życie jako budowlaniec, Lechu. Zajął byś się może czymś spokojniejszym. Może trenerka? :)

lukasz89

Fajny tekst, zmusza do refleksji. Z mojej strony są trzy pytania do Autora i komentujących:
1. „Jestem poważnym człowiekiem, najpierw mówi się o trzyletnim projekcie, po dziewięciu miesiącach się zwalnia.” – czy w kontekście tych słów Jacka Magiery i faktu, że po 4 miesiącach pracy w Sosnowcu wybłagał odejście do Legii (kontrakt z Zagłębiem zdaje się był podpisany na rok pracy) naprawdę uznajecie go za poważnego człowieka?
2. Czy Michał Probierz nie staje się czasami hipokrytą robiąc show z doniczką („Nic nie rośnie, trzeba czasu”), jednocześnie mając świadomość, że w 2011 roku objął opiekę nad łódzkimi bratkami we wrześniu, a już początku listopada podlewał greckie bugenwille (wcześniej wymuszając swoje odejście)?
3. Czy patrząc na powyższe przykłady (może jeszcze dodając Czesława Michniewicza, który poleciał na hajs Wojciechowskiego w Polonii, wiedząc, że i tak długo nie potrenuje – przed jego zatrudnieniem w ciągu dwóch lat pracowało 5 trenerów w warszawskim klubie) nie macie wrażenia, że przynajmniej niektórzy (nie wszyscy) szkoleniowcy sami są sobie winni? Z jednej strony oczekują stabilności i szacunku, a z drugiej sami potrafią w trakcie niedokończonej pracy zostawić wszystko w pizdu i polecieć gdzie indziej.

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

Tu zacytuję dla kumatych Franza z „Psów”: „Bo to kur** była…!!!” 😀

Jak Co Szabat: Moshe Ohayon - Prywatnie Kolega Herberta Dicka
Legia Warszawa

Panie Leszku, pewien kolega kolegi znajomego mi mówił, że niedawno były zbiory i to jak najbardziej jest sezon na grzyby halucynogenne :)

qdlaty81
WIDZEW

Bardzo fajny pomysl na artykul. Musze przyznac ze Twoje czwartkowe artykuly bardzo dobrze sie czyta.
Zastanawialem sie jednak do ktorego klubu w ekstraklasie mozna to obecnie odniesc. Wisla Krakow?

Bo w sumie kilka klubow sie troche sprofesjonalizowalo i juz nie zawsze trener nie dostaje tego co by chcial.

Chociaz w sumie jak spojrzec na Ległe…;))) Pasquato jako schody…

pepe72

Trochę mocne te grzyby ale mimo to nieźle napisane.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz