Kombinator traci dwa razy – Liverpool tylko remisuje w derbach
Anglia

Kombinator traci dwa razy – Liverpool tylko remisuje w derbach

Everton nie miał specjalnie skomplikowanego planu na derby z Liverpoolem – po pierwsze bronić, po drugie bronić, po trzecie bronić. No i wreszcie po czwarte, ewentualnie, jeśli upewnimy się, że w tyłach wszystko jest okej, potem upewnimy się drugi raz, wtedy tak, możemy zaatakować. Potrzeba było wysokiej dyscypliny i też fury szczęścia, by taki plan – w starciu z ofensywnym Liverpoolem – przyniósł choć remis. Cóż… stało się, Everton zmusił The Reds do podziału łupów!

Jedni ten remis nazwą szczęśliwym, drudzy będą wprost wskazywać, że na nic zdałyby się potrójne zasieki Evertonu, gdyby nie pomógł sędzia. Rzeczywiście, karny dla The Toffees należał do gatunku tych kontrowersyjnych – odepchnięcia wykonane przez Lovrena wyglądało na minimalne, gdyby Chorwat tak „sponiewierał” Calverta-Lewina w tramwaju, ten nawet by nie zareagował. A tutaj runął jak długi. No, ale z innej mańki: obrońca jednak pretekst sędziemu dał, choć przecież w tak dość prostej sytuacji nie powinien dać ani ułamka szansy na karnego. Sędzia gwizdnął i Rooney pewnie wykorzystał okazję.

A wydawało się, że goście żadnej okazji w tym meczu nie dostaną. Liverpool dominował absolutnie, trzymał piłkę przez 79% czasu gry i pewnie, nie stwarzał setki za setką, ale jednak parę tych okazji do strzelenia gola można wyliczyć. Raz Mane zachował się egoistycznie i zamiast podawać na pustaka, strzelał sam (niecelnie), główka Gomeza minimalnie minęła bramkę, ciekawe uderzenie z wolnego oddane przez Coutinho, dość spokojnie obronił jednak Pickford. Znów więc The Reds musieli prosić o pomoc jednego Egipcjanina, a ten po raz kolejny nie zawiódł. Salah wypracował sobie sytuację w szesnastce rywala, wygrał starcie o pozycję z Martiną, potem uciekł Gueye i przymierzył idealnie, w okolice wideł. Bramkarz nie miał żadnych szans, kompletnie.

Niesamowity jest ten Salah – strzela jak opętany, to jego 13 gol w lidze i co warto podkreślić, również w ważnych meczach. Chelsea, Arsenal, a teraz derby z Evertonem.

Mamy wrażenie, że Liverpool pomyślał: spróbujemy teraz dobić rywala, ale jak nic nie wpadnie, to też nie będziemy płakać. Gospodarze stwarzali sobie bowiem lepsze lub gorsze okazje, ale nie było widać w nich ciśnienia, ogromnej chęci sięgnięcia po wynik 2:0. I chyba duży wpływ miał na to Klopp, który przekombinował, najprościej mówiąc. Ściągnął Salaha w 67. minucie, wtedy też dopiero wpuścił Firmino, z kolei Coutinho pojawił się boisku kilkanaście minut później. Niemiec chyba myślał, że tutaj wiele zrobi się samo, że przeciętny Everton nie sprawi jego podopiecznym problemów. Rozbił tym samym ofensywną maszynę, która – takie mamy wrażenie – działająca na pełnych obrotach zdołałaby pogrążyć przeciwnika.

Tak, grudzień jest trudny i trzeba rozkładać siły. Ale trzeba też punktować i dziś zamiast jednego oczka, Liverpool powinien dopisać trzy.

Liverpool – Everton 1:1
Salah 42′ – Rooney 77′

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

lubie mezo

Nie jest to raczej zły wynik dla lfc – oni tylko o top 4 walczą w tym sezonie, nie muszą się spinać nadmiernie.

Nefilim

Rzeczywiście fani The Reds mogą mieć przede wszystkim pretensje do Kloppa za kunktatorstwo, w drugiej do Mane i kolegów, że nie potrafili dobić Toffees.
Na samym końcu jest dopiero frajer Lovren i sędzia…
Ja tam byłem w tym meczu za Evertonem 😉

wpDiscuz