Image and video hosting by TinyPic
Baranki na rzeź. Anglicy też mieli swoje Benevento
Anglia

Baranki na rzeź. Anglicy też mieli swoje Benevento

32 spotkania z rzędu bez wygranej. 29 porażek w trwającym 38 kolejek sezonie. Cztery mecze, w których rywale byli zdolni wbić im sześć goli, za to zaledwie jeden, który udało się wygrać. Dokładnie dekadę temu tydzień w tydzień na boiskach Premier League można było oglądać najgorszy zespół w historii tych rozgrywek. Barany, które okazały się owieczkami zawiedzionymi na rzeź. Ówczesnym brytyjskim odpowiednikiem otłukiwanego dziś przez wszystkich w Serie A Benevento.

– Zespół nie jest dość dobry na Premier League i nie mówię tego, by okazać brak szacunku dla zawodników. Oni o tym wiedzą. Zwyczajnie nie są dość dobrzy.

To nie są słowa, które piłkarze, kibice, ani osoby rządzące klubem chciałyby usłyszeć od swojego menedżera po czternastu kolejkach sezonu, mając przed sobą jeszcze 24 serie gier, by odmienić los i wygramolić się z ostatniego miejsca w lidze. Te słowa wygłosił w listopadzie sezonu 2007/08 Billy Davies. Menedżer, który zaledwie kilka miesięcy wcześniej, po wygranym barażu z West Bromwich Albion, wywalczył  awans do Premier League. Jeszcze w dniu ich wypowiedzenia szefostwo klubu wręczyło mu karton, by mógł się spakować i więcej przy Pride Park Stadium podobnych herezji nie wygłaszał.

Historia przyznała mu jednak rację. Derby County kilka miesięcy później ustanowiło niechlubny rekord – nietknięty do dziś – najgorszego sezonu w dziejach Premier League.

Zrzut ekranu 2017-12-05 o 15.06.06

Jego najważniejsi piłkarze natomiast w zdecydowanej większości nigdy później nie znaleźli już zatrudnienia na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Anglii. Spośród piętnastu z największą liczbą występów, tylko trzech zaznało jeszcze smaku futbolowej elity.

Darren Moore (środkowy obrońca, 31 meczów) – nigdy więcej nie zagrał w Premier League
Kenny Miller (napastnik, 30 meczów, 4 gole, 4 asysty) – nigdy więcej nie zagrał w Premier League
Jay McEveley (środkowy obrońca, 29 meczów, 2 gole) – nigdy więcej nie zagrał w Premier League
Dean Leacock (środkowy obrońca, 26 meczów, 2 asysty) – nigdy więcej nie zagrał w Premier League
Tyrone Mears (prawy obrońca, 25 meczów, 1 gol, 1 asysta) – 38 meczów dla Burnley, 1 mecz dla Boltonu
Eddie Lewis (lewy pomocnik, 24 mecze, 1 asysta) – nigdy więcej nie zagrał w Premier League
Stephen Pearson (środkowy pomocnik, 24 mecze) – nigdy więcej nie zagrał w Premier League
Robert Earnshaw (napastnik, 22 mecze, 1 gol) – nigdy więcej nie zagrał w Premier League
Craig Fagan (napastnik, 22 mecze) – 46 meczów dla Hull
Giles Barnes (napastnik, 21 meczów, 1 gol, 1 asysta) – 14 meczów dla WBA
Steve Howard (napastnik, 20 meczów, 1 gol, 3 asysty) – nigdy więcej nie zagrał w Premier League
Andy Todd (środkowy obrońca, 19 meczów, 1 gol, 1 asysta) – nigdy więcej nie zagrał w Premier League
Claude Davis (środkowy obrońca, 19 meczów) – nigdy więcej nie zagrał w Premier League
Matt Oakley (defensywny pomocnik, 19 meczów, 3 gole) – nigdy więcej nie zagrał w Premier League
Stephen Bywater (bramkarz, 18 meczów) – nigdy więcej nie zagrał w Premier League

Najbardziej symboliczny był przypadek Matta Oakleya. Kapitana zespołu, który po barażach mógł świętować powrót do elity, a który opuścił tonący statek w połowie kampanii. Decydując, że znacznie lepiej będzie mu w Championship, w zespole Leicester. Nad grę w Premier League przedłożył możliwość wygrania jakiegoś meczu przynajmniej od czasu do czasu. Wypisał się tym samym z partycypacji w serii 32 kolejnych starć bez wygranej, które zawiodły Barany z powrotem do Championship.

To nie było zresztą jedyne upokorzenie, przed jakim uciekł. Derby finalnie ustanowiło całą masę niechlubnych rekordów – od najmniejszej liczby wygranych w sezonie (1, frajerami roku okazał się zespół Newcastle), przed największą liczbę porażek (29), najmniejszą liczbę strzelonych goli (20), największą liczbę straconych (89), najwcześniejszy spadek (29 marca), aż po największy dystans dzielący ostatni zespół od przedostatniego (24 punkty).

Stilian Petrov potrafił strzelić Derby bramkę nawet z połowy boiska. Słabszą nogą.

– Martin O’Neill powiedział mi później: Stilian nigdy wcześniej czegoś takiego nie zrobił. Cóż, menedżerowie wiele razy używali tych słów podczas tamtego sezonu. Jeśli coś mogło pójść źle, szło źle właśnie nam.
Paul Jewell, drugi menedżer Derby w tamtym sezonie

***

Jewella zatrudniono dwa dni po tym, jak swoich zawodników publicznie zdyskredytował Billy Davies. Zabolało to właścicieli klubu o tyle, że rok wcześniej zapewnili mu całkiem pokaźną jak na tamten okres w Championship sumkę na wzmocnienia (ponad 5 milionów funtów). Pozwolili między innymi pobić transferowy rekord klubu, sprowadzając za milion funtów Steve’a Howarda. Po awansie zaś wyłożyli na stół prawie cztery razy więcej, dzięki czemu w Derby zameldowali się Earnshaw, Davis czy Miller – najlepszy strzelec w feralnym sezonie, autor zawrotnych czterech goli. Pojawiły się nawet głosy, że Davies wołał o zwolnienie, bo wolał stracić pracę niż podpisać się obiema rękami pod haniebnym spadkiem z Premier League.

Bo też nikt nie ukrywał, że planowane wzmocnienia rozjechały się z tymi rzeczywistymi nawet jeśli nie najtańszymi. Nawet ówczesny kapitan, który już przed rozpoczęciem sezonu dał sygnał, że może być źle.

***

– Zawodnicy nie chcą zasilać klubu, po którym spodziewają się spadku. Wolą poczekać rok i zobaczyć, jak nam pójdzie.
Matt Oakley

***

Paul Jewell przychodził więc po Daviesie nie po to, by dźwignąć Derby na wyżyny, by walczyć o środek tabeli i uznanie w Premier League. Został zatrudniony, by – jak w piosence Budki Suflera – ratować, co się da. Przychodził z łatką autora wielkich ucieczek Bradford i Wigan. Strażak, zdolny ugasić każdy pożar. W sezonie 1999/2000 na pięć kolejek przed końcem sezonu tracił do 17. Wimbledonu 6 punktów, a jednak dzięki trzem wygranym (w tym w ostatniej kolejce z Liverpoolem) był w stanie uratować swój zespół przed spadkiem. Sześć lat później natomiast uratował się wygraną w ostatniej serii gier z bezpośrednim rywalem o pozostanie w lidze, spuszczając Sheffield United na oczach ich kibiców po golu Unswortha z rzutu karnego.

W tym przypadku różnica polegała jednak na tym, że nie gasił swojego pożaru. Że nie on sezon zaczynał i musiał radzić sobie nie z przygotowanym do rozgrywek przez siebie materiałem ludzkim.

***

– Nie było w tych ludziach miłości do barw, żądzy wygrywania, chęci, by dać z siebie wszystko… Wymień jakikolwiek składnik potrzebny do stworzenia dobrej drużyny, a gwarantuję, że ta grupa zawodników go nie posiada.
Paul Jewell

***

Koniec końców Jewell wypadł jeszcze gorzej niż Davies. Stygmat tamtego sezonu z piekła rodem nie pozwolił mu znaleźć pracy przez ponad dwa lata po opuszczeniu Derby.

Zrzut ekranu 2017-12-05 o 17.44.00

Media na Wyspach były zgodne – Jewell poprawił styl, ale nie zmienił jednego – Barany miały mentalność przegranych. W ciągu zaledwie jednego miesiąca Derby straciło w końcówkach spotkań siedem goli, które zmieniały wynik na remis lub porażkę. W okolicach świąt Bożego Narodzenia, a więc w czasie, gdy często losy sezonu się odwracają, nikt nie miał już żadnych wątpliwości odnośnie pierwszego ze spadkowiczów.

Nie pomogły nawet wzmocnienia, których dokonywał sam, w styczniowym okienku transferowym. To wtedy z klubu zawinął się między innymi jego kapitan, a trafił do niego choćby Roy Carroll czy Robbie Savage. Ten drugi przyznał się później, że żeby poprawić swoje samopoczucie i notowania wśród fanów, założył kilka kont na forach kibicowskich i sam chwalił swoje występy. Walijczyk zdecydowanie nie chciał być wśród tych, których obarczano za niekorzystne wyniki największą odpowiedzialnością. Nie uniknął jednak konsekwencji, które spotkały niemal wszystkich graczy Baranów – on także nigdy później nie wrócił już do Premier League. Choć przecież wliczając feralne rozgrywki 2007/08, spędził na jej boiskach jedenaście lat. Całą seniorską karierę.

Dlaczego więc ta historia skończyła się tak źle? Powodów było wiele. Od menedżerów, którzy nie potrafili być liderami i którzy swoimi wypowiedziami nie wzmacniali z pewnością i tak kruchego morale zespołu. Przez drużynę, której brakowało lidera z prawdziwego zdarzenia i której kapitan zamiast budować wiarę wśród kolegów najpierw głośno wyraził swoje obawy o klub, by w połowie sezonu go opuścić. Aż po ludzi rządzących klubem, którzy w swoim trzyletnim planie przedstawionym Billy’emu Daviesowi nie zakładali, że awans uda się wywalczyć wcześniej, niż właśnie w trzecim roku jego obowiązywania. Udało się w drugim, w dodatku po barażach, co dało naprawdę niewiele czasu, by dobrze przygotować się do wymagającej, katorżniczej wręcz walki w elicie. Nie brakło też ostatniego składnika, determinującego fakt, że Derby nie tylko zleciało z hukiem z ligi, ale i ustanowiło wszelkie możliwe rekordy beznadziei. Niekorzystnych zbiegów okoliczności, jak choćby plaga kontuzji, która na początku tamtego sezonu zebrała naprawdę pokaźne żniwo.

Raz jeszcze życie pokazało więc, jak kosztowne potrafi być frycowe. W przypadku Derby było ono bez wątpienia najdroższe w historii całej angielskiej piłkarskiej elity.

SZYMON PODSTUFKA

Poprzednie odcinki „Angielskiej Roboty”:

Nie płacili za mistrzostwo. Płacili za marzenia. Niemożliwa wędrówka Rovers

Nierówna walka z wieżami. Kulisy polskiej sceny Fantasy Premier League

Heavymetalowe Terriery. Sztuka przetrwania według Davida Wagnera

O wielkości, która nie nadeszła. Utracona radość życia Frana Meridy

KOMENTARZE (13)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Zadi

A Agbonlahor dalej w Aston Villi :-)

jeremy

nie wiem czy nie doczytałem ale z kim wygrali ten jedyny mecz?

krytykant

Z Newcastle. Zresztą na wyjeździe też nawet z nimi zremisowali. Poza tym McEveley nie był środkowym obrońcą, ale reszta się zgadza. Całkiem niezły artykuł.

jeremy

dzięki

OtylyKibol

nie napisali – z Newcastle, w 6tej kolejce, 1-0

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Tego niestety nie uświadczysz w tym artykule. Zabrakło mi analizy dnia dzisiejszego i wczorajszego, ale na tle właścicieli i kadry zarządzającej Derby to by dużo wyjaśniło. Czy oni też potem zaistnieli w wielkim futbolu, bo piłkarze to sam dół tej… układanki 😀 A jak wiadomo ryba psuje się od głowy, a nie od…dupy strony 😉

Larry Gopnik

Fajny artykuł, biedne Derby wciąż bije sie o awans, ale od lat odbijają się albo od baraży, albo kończą minimalnie za 6 pozycją.

FC Bazuka Bolencin

Z The Championship jest bardzo ciężko awansować, co potwierdzają przypadki solidnie radzących sobie niegdyś firm, które mają, po spadku, problem z ponownym awansem (Aston Villa, Blackburn, Fulham). 24 drużyny, 46 kolejek, 2 wchodzą (trzecia z baraży, ale to spora loteria). I co kolejkę mecze-mordownie w różnych częściach Anglii z wielkimi jak dąb chłopami. Nie ma lekko.

Fat ASSS

„Nie było w tych ludziach miłości do barw, żądzy wygrywania, chęci, by dać z siebie wszystko… Wymień jakikolwiek składnik potrzebny do stworzenia dobrej drużyny, a gwarantuję, że ta grupa zawodników go nie posiada.
Paul Jewel” – kurcze, to przecież o polskich klubach.

FC Bazuka Bolencin

Patrząc na skład jaki miało wtedy to Derby na tle innych drużyn BPL z tamtego okresu, to z tego i Salomon by nie nalał.

Staszek Anioł

„Wypisał się tym samym z partycypacji w serii 32 kolejnych starć bez wygranej”.
Tę „partycypację” można było już sobie darować, mamy przecież takie proste i urocze słowo „udział”…
A sam tekst całkiem ciekawy. Kwintesencja kopania się po czołach (czy może raczej rogach, w końcu to „Barany”…).

czornidlo

Pamiętam tamten sezon. Ludzie się za głowy chwytali jak można być tak słabym zespołem. Co do Benevento… Oni nie są aż tak tragiczni jak się ich maluje, a raczej na tle innych impotentów futbolu z ostatnich lat we włoskiej piłce nie wypadają tak tragicznie. Potrafią zagrać dobrą akcję. Jak sobie przypomnę jak wyglądało momentami Palermo w poprzednich rozgrywkach to od razu mój punkt widzenia się zmienia. Klub z Sycylii odpierdalał takie rzeczy, że głowa mała.

Maxizer

Klub Petera Shiltona…

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY