Passa, która nie chce się skończyć. Sterling ratuje 19. kolejne zwycięstwo City!
Anglia

Passa, która nie chce się skończyć. Sterling ratuje 19. kolejne zwycięstwo City!

W dwóch poprzednich sezonach to właśnie w listopadzie zaczynały się problemy Manchesteru City. To ten miesiąc – i dwa kolejne – zabierały The Citizens punkty, których później brakowało, by sięgnąć po mistrzostwo. W obecnych rozgrywkach przez listopad udało się jednak przejść w wielkim stylu. Wygrywając wszystko jak leci nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami. Ba, wydłużając rozpoczętą już wcześniej passę kolejnych zwycięstw do dziewiętnastu. Dziś ofiarą niekwestionowanego lidera padła ekipa Świętych z Southampton.

W wielu spośród osiemnastu wygranych aż do dziś spotkań było tak, że bramki dla The Citizens sypały się jak śnieg na Grenlandii. Można było przypuszczać, że tak będzie i dziś, w końcu tylko w jednym z siedmiu ostatnich starć City z Southampton ekipa z Manchesteru nie strzeliła co najmniej dwóch bramek. Skoro z ostatniego wyjazdu – tego do Liverpoolu – Święci przywieźli trzy sztuki, to z Etihad zostaną wyproszeni z bagażem co najmniej tak samo pokaźnym.

Nic bardziej mylnego. Manchester City jak praktycznie w każdym meczu w ostatnim czasie imponował procentowym posiadaniem piłki, liczbą podań, szybkością rozgrywania akcji, owszem. W pressingu był tak zdecydowany, że w wielu przypadkach Guardiola nie zdążyłby nawet odpalić stopera, by sprawdzić, ile czasu zajmie jego podopiecznym przejęcie posiadania piłki. Ale jednocześnie gospodarze nie potrafili sprawić, by wszystkie instancje obrony gości musiały przyznać się do porażki. Gdy wydawało się już, że sytuacja jest beznadziejna, refleksem wykazywał się Fraser Forster. Jak wtedy, gdy bronił dwie płaskie bomby z dystansu w odstępie kilku sekund – najpierw Sterlinga, później Gabriela Jesusa. Jak w sytuacji, w której Aguero przejął piłkę w polu karnym, by posłać kąśliwe, płaskie uderzenie w stronę celu. Jak przy każdej kolejnej próbie z dystansu Kevina De Bruyne.

Dodatkowo Święci potrafili się całkiem nieźle odgryzać. Zafiksowany na punkcie detali Pep Guardiola dał się poznać jako menedżer, który przeprowadza trzy szczegółowe odprawy przed spotkaniem. Tę w poranek dnia meczowego w całości poświęcając stałym fragmentom gry w ataku, jak i w obronie. Dziś za rozpracowanie tych bitych przez Southampton trzeba go zdecydowanie zganić. Bo w ten sposób spokojnie mogły – i powinny – paść trzy gole. Gdyby tylko Hoedt z bliska trafił nieco celniej i nie obił słupka, a Yoshida z jakichś czterech metrów nie wysłał futbolówki na orbitę okołoziemską, mogło już po 45 minutach być bardzo źle. To, czego nie potrafili zrobić stoperzy, perfekcyjnie wykonał dopiero w 75. minucie Oriol Romeu po rozegraniu przez Świętych autu pod polem karnym City.

Hiszpan wyrównał stan meczu, bowiem wcześniej The Citizens udało się jeden, jedyny raz zmusić bramkarza rywali do kapitulacji. Tak jak za obronę przy stałych fragmentach wystawiamy Guardioli niską cenzurkę, tak piątkę z plusem trzeba menedżerowi City wystawić za wypracowanie schematu rzutu wolnego, który dał jego drużynie prowadzenie. Widać było, że wrzutka De Bruyne na krótki słupek i nabieg w tę strefę dwóch zawodników City – którzy choć nie zmienili toru lotu piłki, to jednak uniemożliwili jej wybicie – to elementy, które zostały wcześniej wyćwiczone.

To jednak nie zasługa Guardioli, a niebywałej przytomności umysłu Raheema Sterlinga i Kevina De Bruyne, że Manchester City, mimo późnego wyrównania Świętych, i tak sięga po trzy punkty. To ci dwaj rozegrali bowiem decydującą akcję w 95. minucie, gdy kończył się doliczony przez sędziego czas gry i gdy najbardziej logicznym dla 99,9% zespołów na świecie rozwiązaniem byłoby pałowanie futbolówki w pole karne. Sterling jednak miał na tę akcję, którą zaczął na skrzydle, kompletnie inny pomysł. Dał partnerom ściągnąć graczy Southampton w pole karne, zbiegł do środka, zagrał do De Bruyne, by uwaga pozostałych defensorów skupiła się na Belgu, po czym przyjął odegranie partnera i mierzonym, technicznym strzałem pokonał znakomitego dziś przecież Forstera. Tym samym zdobywając decydującego o wiktorii gola w końcówce trzeciego spotkania z rzędu.

Dziewiętnasta wygrana, choć zdecydowanie nienależąca do najłatwiejszych w tej imponującej serii, staje się więc faktem. Tak jak to, że dla rywali Manchester City, mimo dzisiejszych trudności, wciąż pozostaje absolutnie nieuchwytny.

Manchester City – Southampton 2:1
De Bruyne 47′, Sterling 90’+5′ – Romeu 75′

***

Pozostałe dzisiejsze wyniki:

Arsenal – Huddersfield 5:0
Bournemouth – Burnley 1:2
Chelsea – Swansea 1:0
Everton – West Ham 4:0
Stoke – Liverpool 0:3