post Avatar

Opublikowane 29.11.2017 14:05 przez

redakcja

Sięgnął po Superpuchar Europy u boku Sergio Aguero czy Diego Forlana. Strzelał bramki w La Liga i Premier League. Zakładał koszulki Arsenalu i Atletico Madryt. Grając w zespole między innymi z Davidem de Geą sięgał po wicemistrzostwo świata i mistrzostwo Europy, zakładając na obu turniejach wymowną koszulkę z numerem dziesięć. Nigdy nie musiał wykonywać żadnej innej pracy, nigdy nie był zmuszony – wzorem ojca – prosić kogokolwiek o pieniądze, bo nie starczało mu na życie. Z ust Arsene’a Wengera usłyszał swego czasu, że ma w sobie aż za dużo talentu. Czy doświadczając wszystkich tych wygód, przyjemności i triumfów, można mimo to stracić radość z życia? Spytajcie Frana Meridę.

Jego kariera była tak naprawdę jednym, wielkim oczekiwaniem na dzień, w którym na wielkiej scenie wreszcie udowodni niedowiarkom, jak ogromne pokłady talentu skrywał głęboko w sobie.

Na dzień, który bardzo możliwe, że już nie nadejdzie.

***

Wymienię ci jedno nazwisko gościa, którego umiejętności były niesamowite i co do którego nadal nie umiem zrozumieć, dlaczego nie wyszło mu w dorosłej piłce. Fran Merida. Ogromne rozczarowanie. Fabregas był najlepszym zawodnikiem, jakiego Arsenal wziął z akademii, ale Merida był tylko odrobinę słabszy, a znacznie lepszy od wielu innych, którzy dziś robią kariery w Premier League. Nie wiem, czy to kontuzje, czy jeszcze coś innego. Ale miał potencjał, by stać się gwiazdą dzisiejszego Arsenalu. Postacią numer jeden.
Daniel Boateng, wychowanek Arsenalu w wywiadzie dla Weszło

***

Dziś Fran Merida to 27-letni piłkarz drugoligowej hiszpańskiej Osasuny. Eksperci, którzy mieli okazję oglądać go w akcji jeszcze w rezerwach Arsenalu nie uwierzyliby, że wchodząc w najlepsze dla piłkarza lata, Hiszpan nie tylko nie będzie miał na swoim koncie kilku nominacji do Złotej Piłki, ale w ogóle nie będzie grał w najwyższej lidze w swojej ojczyźnie.

Co więc poszło nie tak? Gdzie szukać winnego niespełnionej obietnicy o piłkarskiej wielkości hiszpańskiego „super cracka”, jak w wieku zaledwie piętnastu lat ochrzcił go dziennik „AS”?

Zrzut ekranu 2017-11-29 o 13.51.27

Nie jest najpilniej strzeżoną tajemnicą wszechświata, że wiele piłkarskich karier zależy od podejmowania właściwych decyzji we właściwych momentach. Hiszpan zbyt wielu takich na swoim koncie nie ma. Za to ruchów, które sprawiały, że rozpędzona w wieku młodzieżowca kariera zaczynała sukcesywnie zwalniać było całe mnóstwo.

Tym, który należy wskazać jako absolutnie najgorszy, było wypożyczenie z Atletico Madryt do portugalskiej Bragi.

– Trener wiedział, że nie znam języka i powiedział w szatni, że podpisanie ze mną kontraktu nie było jego decyzją, że on mnie tutaj nie chciał. Przy całej drużynie! Mimo że nie znałem portugalskiego, Hugo Viana, który wcześniej grał w Newcastle, służył mi za tłumacza. Wyobraź sobie, jak się czułem. Zadzwoniłem do mojego agenta, powiedziałem, że nie chcę być w Bradze ani jednego dnia dłużej. A jednak zostałem na kolejne cztery miesiące, bo przecież podpisałem taki kontrakt. Moja pewność siebie była dramatycznie niska w tamtej chwili, zaczynałem się zastanawiać, czy w ogóle nadaję się na profesjonalnego piłkarza. To był najgorszy moment w mojej karierze. Chwila, w której poczułem, że wszyscy kłamią mi prosto w oczy. Przestałem kochać, przestałem nawet lubić piłkę nożną – wyznał w szczerym wywiadzie dla Yahoo Sports.

Fran-Merida-Atletico-Madrid-Braga_447266208_29714904_667x375

Merida miał wtedy 21 lat, a więc coraz szybciej zbliżał się moment pod tytułem „make or break”. Przejście do Portugalii wydawało się logicznym wyborem w chwili, gdy w Atletico dochodziło do dużych zmian na szczytach władzy. Gdy sprowadzający go do Madrytu Quique Sanchez Flores żegnał się z posadą, a jeszcze za jego kadencji Merida był coraz częściej odstawiany od składu. Szczególnie, że sezon wcześniej na takim wypożyczeniu do ligi portugalskiej sporo zyskał Eduardo Salvio. Wracając jako zawodnik, na którego – jak się okazało – czekało aż 30 występów w nowym sezonie La Liga.

To miał być przyjemny sezon regularnej gry, zakończony triumfalnym powrotem zawodnika, którego już wcześniej komplementowali przecież choćby Diego Forlan („Fran to świetny chłopak, bardzo utalentowany, na odpowiednim poziomie, by grać w Atletico”) czy Juan Mata („Fran ma niesamowitą lewą nogę”). Który już po debiutanckim meczu w barwach Rojiblancos mógł wznieść w górę znaczące trofeum. Superpuchar Europy po wygranej 2:0 z Interem, w której miał swój 21-minutowy udział.

Merida nie wracał jednak z Portugalii w chwale, a z zaledwie pięcioma meczami w Bradze. Czterema w roli rezerwowego i piątym, z Uniao Leirią, w którym został usadzony już w przerwie spotkania. Dla zaprowadzającego nowe porządki w Atletico Diego Simeone to było zdecydowanie za mało. Szczególnie, że „Cholo” linię pomocy chciał oprzeć nie o graczy do przesady finezyjnych – jak Merida – a raczej o wojowników pokroju Gabiego, Tiago czy Koke. Powiedział o tym wprost – jeśli chcesz grać, to się pakuj. U mnie nie masz na to szans.

– Simeone zachował się wobec mnie profesjonalnie, dlatego nie mogłem mieć do niego pretensji. Ale w Atletico wszystko się zmieniło. Miałem 22 lata, czułem, że mogę temu klubowi coś dać, że mogę się w nim rozwinąć, ale nikt mnie tam nie chciał.

Wtedy też Merida prawdopodobnie zrozumiał wagę innej, nieco wcześniejszej decyzji. Tej o podążeniu za głosem serca, która wiązała się z rozczarowaniem Arsene’a Wengera, największego orędownika jego talentu. Decyzji o opuszczeniu Londynu po pięciu latach, by dołączyć do Atleti, któremu kibicował od małego. W Arsenalu bowiem liczyli na niego znacznie bardziej, niż – jak się miało okazać – na Vicente Calderon.

– Arsenal zaoferował mi wtedy czteroletnią umowę. Byłem jednak niecierpliwy, to był mój błąd. Czułem, że nie będę grał w każdym meczu, więc pożegnałem się ze wszystkimi i odszedłem do Atletico.

Arsene Wenger zresztą powtarzał nie raz i nie dwa, że Merida jest wręcz „nieprzyzwoicie utalentowany”. Niewykluczone, że zostałby naturalnym następcą sprzedanego zaledwie rok później do Barcelony Cesca Fabregasa. Swojego najlepszego kumpla, z którym jako nastolatek mieszkał zresztą w Londynie pod jednym dachem, u rodziny Daviesów. No bo skoro w sezonie 2011/12 na 14 meczów zasłużył Emmanuel Frimpong, a 17 razy zdążył zagrać Francis Coquelin, to posądzany o znacznie większe piłkarskie możliwości Hiszpan siłą rzeczy również dostałby swoje minuty. Choćby ze względu na to, jak bardzo w Londynie walczono o to, by mógł skupić się tylko na grze w piłkę. Gdy okazało się, że nastolatek musi zapłacić 3,2 miliona euro kary za zerwanie przedwstępnej umowy z Barceloną, klub szybko zajął się sprawą, w ogóle nie angażując Meridy w jej rozwiązanie.

– To była dla mnie dziwna sytuacja, bo byłem jeszcze młodym chłopakiem. Ale klub zajął się wszystkim, zapłacił Barcelonie i trzymał mnie z daleka od całej sprawy.

Sprawa Meridy zyskała jednak duży rozgłos. Dla angielskich klubów była sygnałem, że podbieranie największych talentów z innych krajów w tak młodym wieku będzie się wiązało z problemami prawnymi i sporymi karami. Kwota, którą londyński klub zapłacił Barcelonie była bowiem równocześnie najwyższą sumą zapłaconą za 15-letniego piłkarza w historii. I jest nią do dziś.

Zrzut ekranu 2017-11-28 o 13.08.07On jednak nie chciał czekać. Mimo że już rok wcześniej Wenger zdradził spore plany wobec niego, odmawiając mu wypożyczenia do Levante, mimo że czteroletni kontrakt podstawiony mu pod nos sugerował, że wiara w jego umiejętności jest na The Emirates naprawdę duża. Zamiast cieplarnianych warunków, jakie chciał mu dać zauroczony jego talentem francuski menedżer, Merida zdecydował się jednak na tułaczkę. Jak wspominał w rozmowie z „El Confidencial” (zatytułowanej wymownie „powrót z piekła”), również dlatego, że przy podejmowaniu tak ważnego wyboru, nie mógł liczyć na jakiekolwiek wsparcie.

– Kiedy byłem w Londynie, moi rodzice nadal mieszkali w Hiszpanii. W Madrycie mieszkałem sam. Gdybym miał przy podejmowaniu kolejnych decyzji wsparcie, to części bym nie podjął. Jak tej o przejściu do Bragi, czy o podpisaniu kontraktu z Herculesem Alicante.

To właśnie w Alicante rozpoczął się zresztą ostateczny zjazd Meridy. Pierwszy raz zdecydował się wtedy na przejście do klubu z niższej ligi. Licząc na to, że będzie ona dla niego trampoliną z powrotem do mocnego klubu, a koniec końców grzęznąc w podrzędnych – jak na skalę talentu Hiszpana – rozgrywkach na ładnych parę lat. Aż do minionego sezonu, gdy przypomniał o sobie w La Liga. Grał w Segunda Division, w lidze brazylijskiej, gdzie bronił barw Atletico Paranaense, a nawet w Segunda B, a więc na trzecim poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii. Jeszcze za czasów gry w Alicante zarzucano mu imprezowy tryb życia i lekceważenie obowiązków wynikających z bycia zawodowym piłkarzem, jednak on patrzy na tamten okres nieco inaczej.

– Brak pewności siebie sprawił, że stałem się wtedy gorszym piłkarzem. Kiedy byłem w Alicante, byłem nieszczęśliwy. Nie możesz dobrze grać w piłkę, gdy nie cieszysz się rano z myślą o treningu. Stałem się cyniczny, wydawało mi się wtedy, że agenci, menedżerowie, wszyscy ci ludzie są skupieni nie na ludziach, a na pieniądzach. W moich oczach piłkarze stali się cyferkami, sumami pieniędzy, za które można ich kupić lub sprzedać. Ludzie tego po prostu nie dostrzegają.

Zrzut ekranu 2017-11-29 o 13.45.03Merida zachwycony podpisaniem kontraktu w Alicante

Paradoksalnie radość odzyskał dopiero, gdy sięgnął dna. Gdy przez długie miesiące po rozwiązaniu umowy w Brazylii nie potrafił znaleźć klubu, by ostatecznie zakotwiczyć na treningach w półamatorskim Prat.

– Kiedy jesteś na szczycie, wszyscy poklepują cię po plecach, szukając okazji, by cię wykorzystać. Ludzie w Prat mieli dla mnie czas, gdy byłem wrakiem – wspomina w rozmowie z Yahoo. – Ojciec powiedział mi wtedy bardzo ważne słowa: „Nie rezygnuj. Masz talent dany od Boga, musisz walczyć”. Więc walczę. Walczę cały czas. W innym wywiadzie dopowiadał: – Wiedziałem, że on musiał swojego ojca prosić o pomoc, gdy nie starczało mu na życie. Ja miałem to szczęście, że od najmłodszych lat nie musiałem się martwić o pieniądze, bo dostawałem je za robienie tego, co kocham.

Teraz Merida jest zawodnikiem Osasuny, z którą spadł wiosną z Primera Division i z którą chce czym prędzej wrócić do najwyższej ligi. Jako jej lider, co pokazał choćby dwie kolejki temu, strzelając oba gole w przegranym 2:3 meczu z Alcorcon. Ale nauczony wieloma doświadczeniami, których pewnie nie nabyło wielu piłkarzy znacznie bardziej wiekowych, wielkich celów już przed sobą nie wyznacza. – Chcę wrócić do gry w Primera Division, ale nie mam na tym punkcie obsesji. Kiedy zdecydowałem się tu przyjść, chciałem zacząć od zera, zrobić wszystko dobrze, krok po kroku. Kiedy nastąpił „boom” po debiucie w Arsenalu, robiłem większe, ale przez to mniej pewne kroki. Teraz wszystko, czego pragnę, to po prostu zaliczyć dobry rok.

Zaliczyć dobry rok. Jakże dziwnie te słowa brzmią, gdy płyną z ust zawodnika, który miał rzucić świat futbolu na kolana. Gdy wypowiada je lider wicemistrzów świata i mistrzów Europy U-17 z 2007 roku, nad którego umiejętnościami rozpływał się czy Arsene Wenger, czy Diego Forlan, o wszelkiej maści ekspertach związanych z Arsenalem nawet nie wspominając.

Historia Frana Meridy to jednak najlepszy przykład na to, jak wielką rolę w futbolu odgrywają właściwe wybory. Czasami jedna decyzja, która pozwoli znaleźć się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Gdyby Robert Lewandowski poleciał do Blackburn i podpisał kontrakt w klubie, który za moment zaczął staczać się aż do League One, możliwe, że nie rozwinąłby swojego talentu na tyle, by stać się jednym z najlepszych napastników świata. Gdyby Gareth Bale został ostatecznie sprzedany do Birmingham przez Harry’ego Redknappa za marne trzy miliony funtów, możliwe, że nigdy nie stałby się rekordowym wzmocnieniem madryckiego Realu. I równie prawdopodobne, że gdyby chłopak typowany swego czasu przez niektórych nawet do Złotej Piłki, w młodości podejmował lepsze wybory, dziś byłby wymieniany jednym tchem wśród najznamienitszych playmakerów świata.

SZYMON PODSTUFKA

***

Poprzednie odcinki „Angielskiej Roboty”:

Nie płacili za mistrzostwo. Płacili za marzenia. Niemożliwa wędrówka Rovers

Nierówna walka z wieżami. Kulisy polskiej sceny Fantasy Premier League

Heavymetalowe Terriery. Sztuka przetrwania według Davida Wagnera

Opublikowane 29.11.2017 14:05 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 16
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Belfer
Belfer

Z całym szacunkiem do autora ale pamiętam kolesia doskonale jak był w arsenalu i przy takim fabregasie był cienki jak dupa węża. Z tego co wiadomo to odjebala mu palma, kobiety i balangi. Gdyby naprawdę był kozak to wzięliby go od razu gdzieś wyżej. Ten artykuł to trochę pompowanie balonika i zaoczne robienie laski piłkarzykowi.

Filip Piotr Skóra
Filip Piotr Skóra

Do Wisły go! Póki nie zazna Ekstraklasy, nie pozna naprawdę życia. Przy Kiko i Carlitosie przebije Fabregasa w jeden sezon. Potwierdzone info.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Kosta Runjaić – człowiek od zadań niemożliwych
Kosta Runjaić – człowiek od zadań niemożliwych

Wielkość która nigdy nie nadeszła – zapamiętajcie to bo to słowa o mojej wielkiej Pogoni, którą tworzę!

Tomson1922
Tomson1922

Raczej utrzymanie które nigdy nie nadeszło

Rayo
Rayo

Jezu ale bezbek z ciebie, aż się musiałem przejść po tramwaju z zażenowania

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Miszcz Joda
Miszcz Joda

Poza tym sporo jednak chłopak imprezował, miał problemy osobiste (panienki) i zwyczajnie się pogubił.
Po prostu nie potrafił przekuć talentu na seniorski futbol.

Momo1100
Momo1100

Talent z FM15 😀
Dziwne że żaden klub z Polski nie skusił się na niego, w Pampelunie z kasą nie jest różowo więc tu by dostał więcej pewnie.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Miszcz Joda
Miszcz Joda

Lewy miał potencjał a taki Fean miał „talent”. Jaka to niby różnica?
Potencjał to całość czynników: psycha, fizjologia, technika, talent i inteligencja.
Talent to predyspozycja do konkretnych czynności np. precyzyjnych podań i bicia wolnych.
Dlatego Lewy zrobił taką karierę bo miał potencjał a nie tylko talent.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

lookass
lookass

Hmm a to nie przypadkiem Szczęsny ostatnio wspominał o „jakimś hiszpanie”? 😀

Janusz Ekspert
Janusz Ekspert

Harry w swojej książce pisał, że nigdy nie było mowy o żadnej sprzedaży Bale’a do Birmingham. To klub rozważał wypożyczenie go tam, z czego i tak zrezygnowano.

Weszło
10.07.2020

Czy Legia i Lech powinny rzucić bańkę za Bohara?

– Jeśli na stole pojawi się kwota w granicach miliona euro netto, to wtedy Damjan będzie mógł kontynuować karierę gdzie indziej. Choć w zasadzie powinienem powiedzieć „co najmniej” milion euro – powiedział ostatnio „Super Expressowi” Artur Jankowski, prezes Zagłębia Lubin. Jak na polskie warunki to oczywiście duża suma, ale jeśli kiedykolwiek chcemy gonić poważniejszą piłkę, […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Szlakiem Podstawskiego. Pogoń ściąga kapitana rezerw Porto

Tomas Podstawski przed transferem do Pogoni Szczecin: bimbalion meczów w juniorskich kadrach Portugalii, wieloletnia podpora rezerw Porto, ale nie przebił się w jedynce. Teraz z tego samego klucza w Szczecinie pojawia się Luis Mata, 23-letni lewy obrońca, który rozegrał ponad pięćdziesiąt meczów w kadrach Portugalii od U15 do U21, a w Porto B po paru […]
10.07.2020
Weszło Extra
10.07.2020

Nawet fus może coś pokazać

W Zagłębiu przebił się dopiero w wieku 22 lat. U Mariusza Lewandowskiego zaczynał jako czwarty bramkarz. Dominik Hładun długo się przebijał. Ale gdy już się przebił, został w bramce Zagłębia na dłużej. Dziś budzi zainteresowanie innych klubów, mówi się o możliwych przenosinach do Legii. Czy bramkarz może być spokojny? Czego uczy Grzegorz Szamotulski? Ile daje […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Osiem lat od nominacji. Dlaczego Fornalikowi nie wyszło w kadrze?

10 lipca 2012 roku. Dokładnie osiem lat temu Waldemar Fornalik objął stery w reprezentacji Polski. Miał ogarnąć kadrę po nieudanym Euro, tchnąć w nią nowego ducha, awansować na mistrzostwa świata. Wydawało się, że skoro potrafił zrobić wynik z biednym Ruchem, gdzie dysponował kilkadziesiąt razy mniejszym potencjałem ludzkim, będzie umieć to zrobić z nie takim najgorszym […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Jobczyk: Mecz z ZSRR? Umówiliśmy się, żeby jak najniżej przegrać

„Jest Wiesław Jobczyk, jeden na jeden, jest ostry strzał i gol! No to już tego meczu nie przegramy…”. Słowa relacjonującego to spotkanie Stefana Rzeszota dźwięczą do dziś w uszach nie tylko hokejowych kibiców. 8 kwietnia 1976 doszło cudu większego niż piłkarskie mistrzostwo Europy dla Grecji w 2004 roku. Reprezentacja Polski pokonała naszpikowaną gwiazdami ekipę Związku […]
10.07.2020
Włochy
10.07.2020

Benevento wraca, by zaczarować Serie A. Gdzie może trafić Glik?

– Bez ambicji przegrywają tu jak Benevento – rapował Quebonafide w kawałku „Benevento” na płycie z Taco Hemingwayem. W Polsce nazwa tego klubu dziś zapewne bardziej kojarzy się z muzyką niż z piłką nożną. Bo Stregoni, czyli „Czarownice” to wciąż ciekawostka. Klub, który niczym meteor przemknął przez Serie A, zaznaczając się w zasadzie tylko tym, że po […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

„Mama mi wpoiła: wracasz, musisz to dokończyć. Tamten mecz był dla niej”

W piątkowej prasie sporo ciekawego: dłuższe rozmowy z Jakubem Kamińskim i Michałem Kołakowskim, sylwetka Martina Konczkowskiego, oczekiwanie na losowanie w Lidze Mistrzów i Lidze Europy  oraz… tatuaże Jakuba Wójcickiego, o których mówi sam zainteresowany.  PRZEGLĄD SPORTOWY Żaden inny piłkarz ekstraklasy nie rozegrał w tym sezonie więcej meczów niż gruziński pomocnik Legii Walerian Gwilia. Opuścił tylko […]
10.07.2020
Weszło
09.07.2020

Gdzie diabeł nie może, Bruno z pewnością będzie przydatny

Nawet najbardziej wypasiony rower nie ruszy, dopóki nie zamontuje się w nim łańcucha. Nawet najdoskonalsze danie można schrzanić, jeśli pominie się jeden składnik. Nie wspominając o tym, że najdoskonalszy zespół może stać w miejscu, o ile brakuje w nim lidera. Aż trudno uwierzyć w to, jak nagłą i jak spektakularną odmianę przyniósł Manchesterowi United Bruno […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Hejt Park w dobrym składzie. Dziś z Cezarym Pazurą!

Filmowego tygodnia w Kanale Sportowym ciąg dalszy. We wtorek gościem Tomasz Smokowskiego był Olaf Lubaszenko, dziś do studia wpada Cezary Pazura. Przemagluje go Monika Wądołowska, oczywiście z waszą pomocą, bo taka jest idea Hejt Parku. Start 21, obecność w zasadzie obowiązkowa!  
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Czas na teleturniej! Czy redakcja zna wzór na pole prostokąta?

Takich emocji nie znajdziecie po odpaleniu telewizora. No dobra – znajdziecie. Ale nie na każdym kanale. Tak czy siak zapraszamy na kolejny odcinek naszego teleturnieju, w którym odpowiadamy na pytania luźno związane z Ekstraklasą. Dziś o nagrodę główną, którą było nic, powalczą: Kowal, Roki, Wojtek Piela i Przemek, który wygrał naszą donejtową licytację.  Start 20!
09.07.2020
Włochy
09.07.2020

Żurkowski zaczął łapać minuty. Są powody do optymizmu?

10 minut gry w lidze – tyle czasu otrzymał Szymon Żurkowski od trenera Fiorentiny przed wypożyczeniem do Empoli. Wydawało się, że gorzej być nie może, zwłaszcza po przejściu do klubu występującego w Serie B. A jednak. Przed przerwą w rozgrywkach środkowy pomocnik nie rozegrał w barwach drugoligowca ani jednego ligowego spotkania. Na szczęście ostatnio sytuacja […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Quiz piłkarski. Liga ponad stu reprezentantów. Wymienisz wszystkich?

Jeśli wiesz, który piłkarz Ekstraklasy ponad 20 razy zagrał w reprezentacji Zambii, jeśli kojarzysz biegających po naszych boiskach byłych reprezentantów USA i Portugalii, lub jeśli po prostu od lat śledzisz reprezentację Polski, ten quiz jest dla ciebie. Zdecydowanie! Z tęsknoty za reprezentacyjnym futbolem wynotowaliśmy sobie nazwiska wszystkich piłkarzy Ekstraklasy, którzy mieli okazje zagrać dla narodowych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Trudna walka Sandecji o ligowy byt. „Trenera Kafarskiego wyeksploatowaliśmy maksymalnie”

Nie musimy wam chyba po raz kolejny powtarzać, jak płaska jest tabela pierwszej ligi. Ale jeśli ktoś się w tym nie orientuje, to powiemy, że nawet niemieckie autostrady nie są tak równe, jak środek ligowej stawki na zapleczu Ekstraklasy. Niesie to za sobą pewne konsekwencje. Na przykład takie, że nie wygrywając pięciu kolejnych spotkań, musisz […]
09.07.2020
Anglia
09.07.2020

Filozof może wreszcie wygrać coś poza nagrodą fair-play

Odkąd istnieje taka dziedzina jak filozofia, jej wybrani przedstawiciele są skazani na mieszkanie w beczkach. To drastyczne uproszczenie, ale pełnienie roli filozofa w dowolnej gałęzi życia to bardzo ciężki kawałek chleba. Szykany, wyśmiewanie, zarzucanie naiwności to tylko te najbardziej popularne spośród kłód pod nogami prawdziwego przedstawiciela tej nauki. Nie inaczej jest z bodaj najbardziej bezkompromisowym […]
09.07.2020
Blogi i felietony
09.07.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

„W Legii nigdy nie jest ani tak dobrze, ani tak źle, jak mówią” – te słowa Aleksandara Vukovicia, rzucone już jakiś czas temu, utwierdziły mnie w przekonaniu, że owszem, można zarzucić „Vuko” to czy owo, ale na pewno nie to, że nie zna DNA prowadzonego przez siebie klubu. Legia w ostatnich czterech meczach zagrała taki […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lech Poznań i Puchar Polski – od pewnego czasu niedobrana para

19 maja 2009 roku Lech Poznań po zwycięskim golu Sławomira Peszki pokonał Ruch Chorzów na Stadionie Śląskim i po raz piąty w swojej historii zatriumfował w Pucharze Polski. Rok później „Kolejorz” – już pod wodzą Jacka Zielińskiego, a nie Franciszka Smudy – dorzucił także do kolekcji tytuł mistrzowski. Mogło się wówczas wydawać, że dokładanie kolejnych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lechia nie ma kasy, ładnego stylu, ale ma charakter

Lechia Gdańsk z pewnością nie jest drużyną pozbawioną wad, ba, pewnie przy mniejszej dawce życzliwości tych wad można by znaleźć więcej niż plusów, bo jak wczoraj dowodziliśmy, drużyna Stokowca na przykład gorzej broni i gorzej atakuje niż jeszcze w zeszłym sezonie. W starciu z Lechem też nie porwał nas futbol, jaki prezentowali gdańszczanie, w pewnych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Nikt nie ma takiego komfortu w bramce jak Lechia Gdańsk

Masz najlepszego bramkarza w lidze. Bramkarza, który wybronił ci wiosną niejeden mecz. A jednak na półfinał Pucharu Polski – Pucharu Polski, którym możesz uratować sezon – w bramce staje drugi golkiper. I ten drugi zostaje bohaterem meczu dzięki paradom w rzutach karnych. Nikt w Ekstraklasie nie ma takiego komfortu w bramce co Lechia Gdańsk. Z […]
09.07.2020