Rozstania nadszedł czas. Jak zapamiętamy Stokowca w Zagłębiu?
Weszło

Rozstania nadszedł czas. Jak zapamiętamy Stokowca w Zagłębiu?

Piotr Stokowiec nie jest już trenerem Zagłębia Lubin i kończy się tym samym pewna era w ligowym futbolu – tak to już jest w ekstraklasie, ery mamy coraz krótsze, bo też ruch na ławkach trenerskich nie ustaje. Tym razem odchodzi jednak najdłużej pracujący szkoleniowiec w lidze, który nie może powiedzieć, że nie dostał czasu, za to taki, który powinien stwierdzić, że przez wiele tygodni oglądaliśmy jego autorskie Zagłębie. Jaka była to kadencja?

Przede wszystkim ustalmy jedno: jesteśmy za tym, by trenerzy pracowali jak najdłużej, bo grzałka prezesów bywa nieznośna, ale nie możemy przesadzić w drugą stronę. To znaczy: jeśli coś się wypaliło, jeśli trener stracił pomysł na drużynę albo po prostu stanął w miejscu, powinien odejść, bo przecież nie może siedzieć na stołku tylko z powodu bicia jakichś kalendarzowych rekordów. I niestety, mamy nieodparte wrażenie, że formuła „Stokowiec w Zagłębiu” była na wyczerpaniu. Dlaczego? Ano choćby, dlatego że:

Zagłębie grało poniżej sportowego potencjału.

Nikt nie oczekiwał od Miedziowych powtórki trzeciej lokaty w sezonie 16/17, ale przyznacie, że skoro Zagłębie miało po 22. kolejce piąte miejsce i sześć punktów przewagi nad dziewiątą Wisłą, awans do ósemki był już wręcz obowiązkiem. Niestety, przyszedł koszmarny kryzys, lubinianie od tamtego momentu nie wygrali spotkania i spadli do drugiej ósemki. W tej, owszem, zajęli pierwszą lokatę, ale to jak dostać od wymarzonej dziewczyny numer buta zamiast numeru telefonu – niby coś masz, jednak na cholerę ci ten kaktus. A lubinianie na domiar złego zaliczyli żenujący spektakl z Arką…

W każdym razie obecny sezon miał być inny. Początek – klasa, do siódmej kolejki Zagłębie nie zaznało gorzkiego smaku porażki. Jednak znów powtórzył się scenariusz z kryzysem, ekipa Stokowca przestała zwyciężać, jest krok od wylotu z Pucharu Polski, przegrała derby ze Śląskiem. I oba te sezony są podobne, bo rok temu Zagłębie po 17 kolejkach miało 24 punkty, teraz ma tyle samo. Czyli jedno: nie widać postępu. Drugie: pierwszy kryzys przyszedł w podobnym momencie, pewien błąd został powtórzony.

To sezon obecny, najbardziej widoczny zjazd w tabeli zaczął się po meczu z Piastem w 13. kolejce:

Zrzut ekranu 2017-11-27 o 12.53.03

To zaś poprzedni, największy regres nastąpił w bardzo podobnym okresie, gdy między 14. a 17. serią gier Zagłębie raz zremisowało i trzy razy przegrało:

Zrzut ekranu 2017-11-27 o 17.08.35

Pytanie, czy takie osiągi odpowiadają możliwościom lubinian, czy jednak ekipa Stokowca nie wciskała gazu do dechy? Nam się zdaje, że jednak to drugie. Ciągłość pracy, wyrozumiały zarząd, zestaw porządnych transferów… To wszystko powinna grać na korzyść Zagłębia, lecz niestety grało za cicho. Innym problemem, dość niespodziewanie, zaczęła też być młodzież, bo…

Pogorszyła się jakość współpracy Stokowca z akademią

Zagłębie to ten pozytywny przykład w polskim futbolu, gdzie młodzież naprawdę ma znaczenie i nie jest tylko upierdliwym dodatkiem, z którego trzeba korzystać, bo szef zawraca gitarę. Nie, lubinianie mają super akademię i Stokowiec długo wydawał się gościem, który świetnie rozumie jej mechanizmy i wie, w jakim momencie wrzucić chłopaka stamtąd na głębszą wodę. To przecież u Stokowca poważną szansę dostał choćby Filip Jagiełło, którego poprzednik – Orest Lenczyk – potraktował idiotycznie, zmieniając w ligowym debiucie po pół godzinie gry. Problem polega na tym, że w tym sezonie takich pozytywnych przykładów brakuje – tydzień temu szansę dostał Andrzejczak, grający przez godzinę z Koroną, wcześniej cztery minuty w Pucharze Polski pobiegał Paweł Żyra. I to tyle z nowych twarzy, co zresztą widać w Pro Junior System. Zagłębie w obu sezonach po powrocie do ekstraklasy zajmowało trzecie miejsce na podium, obecnie z niego spadło, jest czwarte. Niby spadek to niewielki, ale jednak dla drużyny tak kojarzonej z młodzieżą, dość bolesny.

PJS

Może trafił się gorszy rocznik? Wątpliwe. Zagłebie w Centralnej Lidze Juniorów jest czwarte (grupa zachodnia), poprzedni sezon kończyło na piątej lokacie – nie ma więc zjazdu, tylko drobna poprawa. Wydaje się po prostu, że Stokowiec dostając tylu piłkarzy latem, gotowych do gry w pierwszym składzie, trochę zaniedbał współpracę z akademią.

I oba zarzuty są na tyle poważne, że nie ma sensu się rozdrabniać, rozbijać powyższe punkty na tuzin podpunktów – można byłoby się zastanawiać, czy Stokowiec trochę nie odleciał, czy impreza masowa z Arką nie uderzała w jego autorytet i tak dalej. Jest końcówka listopada i co wiemy:

– drużyna, mimo pracowitego lata na rynku transferowym nie zrobiła postępu,
– zespół wpadł w pierwszy dołek w tym samym momencie co rok temu,
– klub z podobno najlepszą akademią w kraju, korzysta z tej akademii rzadziej niż zwykle.

Jak na nasze, rządzący Zagłębiem dostali mocne argumenty, by Stokowca wysadzić i po prostu postanowili z nich skorzystać. Co trener mógł rzucić naprzeciwko? Swoje argumenty, w postaci zasług i plusów jego kadencji, więc na przykład:

Trzecie miejsce w sezonie 15/16 i przyzwoita europejska przygoda

Tego Stokowcowi nikt nie zabierze: beniaminek nie dość, że nie spękał piętro wyżej, to jeszcze od razu wskoczył na podium i dostał na szyję brązowy medal. Miedziowi nie weszli wtedy w sezon specjalnie dobrze, na przykład w październiku nie wygrali ani jednego ligowego meczu, ale wiosnę mieli taką, że klękajcie narody. W szesnastu meczach przegrali tylko trzykrotnie, wygrali aż 10 razy, w tym pięć razy z rzędu w pięciu ostatnich kolejkach. Trener mógł mieć satysfakcję, bo przecież nie dostał gotowca, tylko wielu piłkarzy sobie nakręcił sam. Wypromował Dąbrowskiego, Krzysztofa Piątka, odrestaurował Starzyńskiego, Janoszkę, ustabilizował Woźniaka, wprowadził Kubickiego, Jacha. Potem baliśmy się o Zagłębie, że skompromituje nas w Europie jeszcze bardziej niż skompromitowani byliśmy do tamtej pory. Porażka w Sofii ze słabiutką Slavią była koszmarnie przygnębiająca. Rewanż się jednak udał, a potem przyszły ładne mecze z Partizanem, kiedy faworyzowani Serbowie zostali odprawieni po karnych.

I gdyby tylko udało się to samo zrobić z SönderjyskE – zespołem z pewnością nie lepszym od Partizana – nazwalibyśmy tę przygodę bardziej niż przyzwoitą. Niestety, Zagłębiu najwyraźniej zabrakło wtedy doświadczenia. Zadecydował mecz u siebie, przegrany 1:2.

Awans do ekstraklasy

Wiadomo, że Zagłębie na zapleczu umownej elity miało najmocniejszy zespół, wiadomo, że każdy inny scenariusz jak awans Miedziowych byłby katastrofą. Jednak spokojnie potrafimy sobie wyobrazić scenariusz, w którym mniej zręczny trener nie radzi sobie w specyficznych warunkach pierwszej ligi, nie dźwiga presji faworyta i zalicza kolejne wywrotki, ostatecznie zostając piętro niżej na dłużej. Tu nic takiego nie miało miejsca, Zagłębie awansowało spokojnie, przegrywając ledwie trzy spotkania przez cały sezon.

tabela1

Promocja piłkarzy

Wspomnieliśmy o tym już wyżej, ale jednym zdaniem i chcemy ten wątek rozszerzyć. Skoro Stokowiec osiągał sukcesy sportowe, jednocześnie promował kolejne nazwiska. Oczywistym przykładem będzie Maciej Dąbrowski, który zszedł piętro niżej, zrobił awans z Zagłębiem, potem brąz, poszedł do Legii i grał w Lidze Mistrzów. Dalej jest Starzyński, który potrzebował zaufania po nieudanym pobycie w Belgii, otrzymał je, grał świetnie i pojechał na Euro. Jach debiutował u Stokowca, teraz jest na tyle pewny swojej pozycji, że głośno mówi o transferze, ostatnio zagrał bardzo przyzwoicie w reprezentacji. Odkryciem tego sezonu jest w pewnym stopniu Czerwiński, wyciągnięty z Katowic. Ważnym piłkarzem w Lubinie stał się Filip Jagiełło. Jakub Świerczok w końcu strzela regularnie na poziomie ekstraklasy, zapracował też na powołanie od Adama Nawałki. No, było tych piłkarzy trochę i Stokowiec miał w ich promocji – mniejszy lub większy – udział.

*

Stokowiec ma swoje zasługi i nikt nie próbuje ich deprecjonować, ale sami widzicie: wynikowo to wszystko było jakiś czas temu. Jednak też trzeba zrozumieć, że to zwolnienie wcale nie robi ze Stokowca złego szkoleniowca. Przeciwnie: i tak większość jest zdumiona, że w polskich warunkach wytrzymał tak długo, i tak większość docenia pracę jaką wykonał w Zagłębiu. No, ale trzeba iść dalej. Zagłębie potrzebuje impulsu od nowego człowieka, by ostatecznie nie przespać kolejnego sezonu. Wypadnięcie poza czołową ósemkę drugi rok z rzędu, trzeba by bowiem uznać za drzemkę zdecydowanie za długą. Pewnie Stokowiec też mimo wszystko chętnie zacznie nowy projekt, w nowym środowisku, z nowymi ludźmi. To rozstanie jest normalne, zrozumiałe i jednak cywilizowane – a to przecież w polskiej piłce rzecz niespotykana.

Fot. FotoPyk