Kosmiczne Derby Zagłębia Ruhry – za nami najlepszy mecz w roku!
Niemcy

Kosmiczne Derby Zagłębia Ruhry – za nami najlepszy mecz w roku!

Powiadają, że derby rządzą się swoimi prawami. Od dziś derby Westfalii mają więc oddzielny system prawny i oddzielną konstytucję. To co wydarzyło się na Signal Iduna Park przekracza wszelkie wyobrażenie. To była magia w czystej postaci, demolka urządzona przez Borussię w pierwszej połowie i druzgocący rewanż wzięty na Borussii po zmianie stron. W środku tygodnia w Sewilli mieliśmy meczycho, do którego miało się wracać tygodniami, a dziś przez grzeczność nikt o nim nie powinien już wspominać. Od 4:0 do 4:4 (!), w derbach (!!), po bramce w doliczonym czasie gry (!!!), przy 80 tysiącach ludziach na stadionie (!!!!) – to nic innego, jak pierdolona futbolowa uczta.

To, co urządzili sobie piłkarze Bosza w pierwszej połowie… Co tutaj dużo mówić – to był nokaut… Bardzo ciężki nokaut. Tak powinna brzmieć każda relacja z tego spotkania, gdyby nie to, że Borussia rozsypała się w drugiej połowie w drobniutki pył. Naprawdę brakuje przymiotnika, żeby opisać ten mecz. Pozostając w tematyce bokserskiej, takich powrotów szukać moglibyśmy w filmach z Rockym Balboą. Czyli mowa o naprawdę niesamowitych i nieprawdopodobnych scenariuszach, które dzieją się może raz na kilka lat w rzeczywistości. I dzisiaj było właśnie to raz na kilka lat.

Wydawać by się mogło, że egzekucję w pierwszej połowie rozpoczął Pierre-Emerick Aubameyang, który przerzucił piłkę na skrzydło do Guerreiro. Momentalnie poszło dośrodkowanie do Sahina, a ten strącił jeszcze futbolówkę i akcję zamknął Gabończyk. Choć powtórki pokazały, że król strzelców poprzedniego sezonu strzelił bramkę ręką, została uznana i ponoć słusznie, zagranie było nieintencjonalne i tak dalej.

Długo nie trzeba było czekać na ciąg dalszy, bo do siatki – w stylu Zlatana Ibrahimovicia – trafił Stambouli. Szkoda tylko, że była to bramka samobójcza. Cóż, po dwóch sztukach można się podłamać, a co powiedzieć, gdy zaraz traci się trzecią po kontrze, w której arbiter… zatrzymał Konopljankę? Oczywiście sytuacja pechowa i przypadkowa, ale pochwalić należy Aubameyanga, który popędził na skrzydle z piłką przy nodze i dośrodkował wprost na głowę Goetze. Ten zaś pewnie skierował piłkę do siatki. A gospodarzom wciąż było mało – po strzale Aubameyanga i obronie Fahrmanna piłka wpadła pod nogi Guerreiro, który idealnie przymierzył i to był już koszmar dla piłkarzy Schalke. Koszmar, który ci jednak zamienili w piękny sen.

Co ciekawe, od momentu straty czwartej bramki goście zaczęli grać na większym luzie i coraz śmielej atakowali. Swoje szanse w pierwszej połowie mieli jeszcze Burgstaller i Konoplianka, ale brakowało precyzji. Wszyscy jednak myśleli, że to walka o bramkę honorową, o uratowanie resztek godności po kompletnym zeszmaceniu przez BVB. Ale rzeczywistość okazała się jeszcze bardziej kolorowa, albo – jeszcze bardziej niebieska. Kluczowe w tym były zmiany, których dokonał Tedesco. Za Wenstona McKenniego pojawił się Amine Harit, a Franco Di Santo zmienił Leon Goretzka, wszystko działo się po zaledwie 33 minutach gry.

Aż strach pomyśleć co musiało się dziać w szatni Schalke w trakcie przerwy… Nawet jeśli latały krzesełka, plansze do rozpisywania taktyki, butelki z wodą, to było warto! Goście na drugą część wyszli tak nabuzowani, że mogło się to skończyć tylko na dwa sposoby.

a) kilkoma czerwonymi kartkami.

b) napisaniem pięknej historii.

I padło na opcję numer dwa. Akcję ,,wielki powrót” mógł rozpocząć już Goretzka, lecz jego strzał okazał się zbyt mocny. Chwilę później precyzji już nie brakowało i piłkę do siatki po strzale głową wpakował Naldo. Specjalnie nikogo to nie obruszyło, bo przecież wpadła tylko bramka honorowa, która po chwili została jeszcze anulowana po analizie VAR – i słusznie. Czy ktoś jeszcze wierzył w tamtym momencie, że Schalke strzeli chociaż jedną bramkę? Przecież wszystko im się waliło – sędzia przeszkadzał, samobój, bramka stracona po strzale ręką… Powiemy wam kto wierzył – piłkarze gości, a zwłaszcza Amine Harit. Co prawda przy pierwszej bramce nie miał udziału, bo tutaj winy odpokutował Stambouli, który genialne dograł na głowę Burgstallera. Ten drugi precyzyjnie przelobował bramkarza gospodarzy i honor już był, ale tylko tyle może zadowolić słabeuszy, a nie herosów. Chwilę później była już bramka dająca nadzieje, której autorem został Harit – 20-latek wykorzystał podanie od Konoplianki i precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w siatce.

Nadzieje więc powróciły, a Weidenfeller z bezrobotnego stał się nagle niezwykle zapracowany. Musiał wiele się natrudzić, aby zatrzymać strzały Caligiurego, czy Burgstallera. Jednak trwało to tylko do czasu, bo ten pierwszy wreszcie go pokonał. I to w jakim stylu! Fenomenalne zejście do środka i okiwanie Zagadou, a później piękny strzał i bramka. Przez chwilę zastanawialiśmy się czy Schalke w przerwie nie ściągnęło Leo Messiego. Wielki triumf małymi krokami przeistaczał nam się w dramat piłkarzy Bosza. Tym bardziej, że czerwoną kartkę zobaczył Aubameyang. Jednak zbyt długo przyjezdni nie pograli w przewadze, ponieważ Castro chamsko wszedł w wracającego do obrony Harita i młodzieniec został zniesiony na kilka minut poza linię. Nikt za niego nie wszedł, gdyż Tedesco szybko wystrzelał się dzisiaj ze zmian – a Harit ostatecznie został poskładany i z powrotem wysłany w bój. Nie miało to jednak większego znaczenia, bo cel ostatecznie został osiągnięty. Po rzucie rożnym bramkę głową strzelił Naldo. Tak, dokładnie ten sam, który miał rozpocząć remontadę, ale sędzia bramki nie uznał. Historia zatoczyła koło, a my obejrzeliśmy wielki mecz, który przejdzie do historii niemieckiego futbolu.

I nie tylko niemieckiego. Bez cienia przesady – o takich meczach rozmawia się przez dekady.

Borussia Dortmund – Schalke 4:4 (4:0)

1:0 Aubameyang 12′

2:0 Stambouli (samobójcze trafienie) 18′

3:0 Gotze 20′

4:0 Guerreiro 25′

1:4 Burgstaller 61′

2:4 Harit 65′

3:4 Caligiuri 86

4:4 Naldo 94′

KOMENTARZE (28)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Naczelny Rabin Zanzibaru
Zimamoto FC

To zdjęcie to chyba najlepszy komentarz do całego spotkania.
Mecz sezonu w Bundeslidze już za nami :-)
comment image

711dronow

To Bruce Willis czy klopp się na zero ogolil?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Fat ASSS

Niezła jazda… Ręka, noga, mózg na ścianie.

Tomson1922

Brawa dla Schalke za wolę walki , Borussia poraz kolejny się kompromituje..wypuścić z rąk cztery bramki różnicy , nie wyobrażam sobie teraz min tych którzy dali w tym meczu na BVB xd

derlis

A wyobraź sobie miny tych co dali na remis 😀

PYZ24

Albo po prostu wyobraźcie sobie kibiców BVB.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

derlis

No i pięknie 😀

tristan

Tytuł frajera roku też chyba już znamy.

Rudy z UE

kj

tristan

ciekawa opinia

711dronow

To akurat już wiedzieliśmy po wpierdolu, jaki szeryf sprawił cwelce.

gothblack

Ten Sheriff co prowadzi w swojej grupie LE na kolejkę przed końcem ?? To ten cwelu?

711dronow

Chuj mnie obchodzą jakieś ogórki. Ważne że cwelke zerzneli analnie, podczas gdy ona kwiczała i błagała o więcej.

gothblack

Takie doznania są mi obce…..widocznie dla ciebie to chleb powszedni i dlatego tak chętnie się o tym rozpisujesz.Nie będę już z tobą zboku dyskutował.

trylezsis
Legia

Nie mogę się doczekać chwili, gdy pod artykułem niedotyczącym Legii, nie będzie o niej komentarzy. Ile jeszcze nicków wymyślisz? (do tego ciągle nieprzypadkowo nawiązujących do 711 połączeń z Fryzjerem, dziwnym trafem każdy kto ma te cyfry w nicku jest antylegijnym zje*em, co nie?).

PS Ciekawe za co gothblack jest minusowany. Za to że pisze prawdę? Czy tylko za… awatar?

Mikas
West Ham United

Za debilny styl wypowiedzi

Szakal

To spotkanie było jak mokry sen fanów filmów Hitchcocka bo,zaczęło się od trzęsienia ziemi ( 4 :0 w 25 minut) ale, to co się zdarzyło potem to już nawet nie budowanie napięcia tylko jazda bez trzymanki .A tak już ode mnie to właśnie za takie mecze kocham ten sport.

Sportowy Maniak

Powtarzam się, ale 4:0 to potwornie niebezpieczny wynik…

OtylyKibol

zdecydowanie! te nasze słynne, ekstraklasowe marne 2-0 to po prostu różnica ligi….

derlis

Patrząc na obecną dyspozycję zarówno Dortmundu, jak i Schalke (ten Tedesco to chyba kolejny młody fenomen, po Nagelsmannie) można było spodziewać się remisu, ale nie takiego
Aż przypomniał mi się ich inny mecz, który ostatecznie zremisowali u siebie 4-4. Mowa o potyczce ze Stuttgartem w sezonie 2011/12 – tam nie prowadzili co prawda 4-0, a 2-0, jednal tamten mecz był o tyle szalony, że owe 2-0 widniało na tablicy wyników do 70. minuty, w równie zabawnych okolicznościach dali sobie zatem wówczas wydrzeć 3 punkty

Kacper Jagiełło
Schalke 04

Panowie…

Ale Harit nie został zniesiony na noszach. Do tego dodam, że nie było dla niego po zawodach, gdyż po 5 minutach wrócił na plac gry.

Pozdrawiam.

John Connor
Los Angeles Galaxy

Ale to było meczycho ! Fantastyczne widowisko, reklama piłki nożnej, reklama Bundesligi !

werseo

Po takim meczu Ayteckin powinien zostać wypierdolony dyscyplinarnie! Gdyby sędziowanie było normalne, pewnie skończyłoby się 2-0 dla BVB.

StalinMourinho

Aż mi się przypomniało meczysko Newcastle – Arsenal i wyrównująca petarda autorstwa ś.p. Tiote.

derlis

Czy tam też przypadkiem Arsenal nie prowadził 4-0 w 25 minut? 😀

StalinMourinho

Dokładnie :) Właśnie dlatego mi się to skojarzyło błyskawicznie. Gdyby nie Szczęsny, to Sroki mogły jeszcze wygrać 5:4 albo 6:4. To by dopiero były jaja :)

wpDiscuz