Image and video hosting by TinyPic
Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Górnik Zabrze rzutem na taśmę wchodzi do Ekstraklasy, a potem wygrywa rundę. Chałupniczo zarządzana Sandecja, grająca non stop na wyjeździe, wzmocniona tak, że Mroczkowski publicznie strzela do włodarzy, lepsza od niejednej tzw. uznanej firmy. W I lidze Odra Opole po awansie zwolniła trenera, finansowo nie ta półka co rywale, a i tak jest w czubie. Raków, kolejny beniaminek, także częściej rozdaje karty niż daje się ograć jednorękiemu bandycie. W II lidze ŁKS i Jastrzębie, kolejni beniaminkowie, wiosną będą bronić ufortyfikowanych pozycji, są faworytami w grze o awans. 

Dysproporcja między opakowaniem medialnym Ekstraklasy, a wszystkimi pozostałymi ligami piłkarskimi w Polsce, jest kosmiczna. To jak dystans z Niecieczy do Sondy Voyager. Przez to dajemy się nabrać, że podobne siedem rzek, siedem gór, dzieli Ekstraklasę i pozostałych pod względem poziomu piłkarskiego. Jednak twarde dowody, wspierane wszelkimi bojami w Pucharze Polski, mówią: gówno prawda.

Latem do Widzewa Łódź trafił Aleksander Kwiek. Kwiek w tym roku skończył 34 lata, czyli bliżej mu do zawieszenia butów na kołku, niż transferu do Realu Madryt, ale to jeszcze nie emerytura, szczególnie sądząc po pozycji, na której gra. Kwiek ma za sobą grubo ponad dekadę w najlepszej polskiej klasie rozgrywkowej, mnóstwo meczów mistrzowskich, bo grał w lidze już jako gołowąs z Odrze Wodzisław. Wydawać się mogło, że w porównaniu z trzecioligowcami – czwarty poziom rozgrywkowy – musi mieć o klasę lepsze umiejętności. Widzew w trudnym momencie będzie mógł zagrać w stylu: dajmy piłkę do Kwieka i niech coś wymyśli.

Tymczasem Kwiek w Widzewie po pół roku jest na wylocie. Nie daje kompletnie nic. Pewnie żałuje wyprawy do Łodzi jeszcze bardziej, niż RTS sprowadzenia go – mógł się jeszcze spokojnie parę lat wozić na nazwisku po I lidze, a tak został brutalnie zweryfikowany i każdy dwa razy się zastanowi. Ligą w tym czasie zamiata chłopak z Victorii Sulejówek – dwudziestoletni Daniel Smuga, 11 goli, 4 asysty, wcześniej grający w Mazovii Mińsk Mazowiecki.

Najlepszym napastnikiem Legii Warszawa 2017 roku jest Jarosław Niezgoda, choć na napastników Legia w tym czasie wydała fortunę. Niezgoda, który niedawno sztukował obrońców w III lidze. Tej samej, w której jeszcze rok temu zbierał szlify Żurkowski, dzisiaj potrafiący w kieszeń schować gwiazdy duńskiej młodzieżówki z Dolbergiem na czele.

Jak bardzo w dupie najwięksi polskiej ligi mieli wybijającego się w I lidze – nie w ósmej lidze mistrzów, a na drugim poziomie – Damiana Kądziora? Damiana Kądziora, dzisiejszego kadrowicza?

Gdzie byli rok temu wszyscy ci młodzi z Górnika, którzy dzisiaj są rewelacjami ligi?

Piłka nożna to wybitnie drużynowy sport. Co przez to rozumiem? Jedenastu na boisku ciągnie wózek w jedną stronę, podział obowiązków spada na naprawdę wiele barków. W żadnym sporcie nie da się też tak łatwo rozmyć odpowiedzialności, bo o wyniku decydują chwile, a nie dyspozycja przez całe spotkanie. To dodatkowo zakrzywia obraz, sprawia, że futbol jest jednym z najbardziej – by tak rzec – niewymiernych sportów na planecie. Moneyball udało się w Oakland, bo chodziło o baseball, sport stosunkowo statyczny i który nieporównywalnie łatwiej opakować liczbami. W piłce nożnej nawet Instat i inne mu podobne wciąż mogą podlegać skrajnym interpretacjom.

Futbol to coraz większy biznes, interes idący w miliardach dolarów, więc również poszukiwanie narzędzi do obiektywnej oceny zawodników jest galopującą gałęzią, na której harmonijnym i szybkim rozwoju zależy wszystkim. Są expected goals, jest niemiecki packing, można zrobić wyciąg podań, odbiorów, główek. Ale uważam, że to wciąż jak dokonywać próby transplantacji serca w warsztacie samochodowym. Niby jest młotek, niby klucz trzynastka, kolekcja imbusów. Ale wszystko zbyt toporne, nie dość specjalistyczne, nawet nie dotykające istoty rzeczy. Właściwych narzędzi brak.

Każdy trener juniorów powie wam, że nie istnieje dziedzina bardziej nieprzewidywalna, niż prorokowanie kto sobie poradzi w seniorach. Patrzymy na juniorskie złote drużyny, na Wisłę, która lała Cracovię w finale 10:0, a potem nie przebija się nikt. Patrzymy na reprezentacje, które przywoziły z imprez worki medali, a potem największą karierę w roczniku robi facet, który wtedy nawet nie był na radarze.

Kto z pokolenia przed Lewandowskim znaczył dla biało-czerwonych najwięcej? Możecie się ze mną nie zgadzać, kłócić, ale uważam, że Jacek Krzynówek.

Jacek Krzynówek, który nie grał nawet w reprezentacjach regionu, bo prawie do dwudziestego roku życia ciął w swoim A-klasowym wioskowym zespole.

Ktoś powie – no tak, talentom uderza sodówka, a pracusie się wybijają. Ale zawsze w wywiadach drążę temat początków i wiem, że nie ma absolutnie żadnej reguły. Czasem ktoś pracowitością wyszarpuje sobie miejsce w piłce, ale bywają tacy, którzy przeskakują próg z juniora do seniora siłą talentu. Ostatnio Mariusz Pawlak opowiadał mi jak to było w Lechii: miał w zespole rówieśników mega nastawionych na futbol. Profesjonalni na tamte czasy jak tylko się dało. Dieta, po dobranocce tylko siku, paciorek i spać. Kariery nie zrobili. Bo gwarancji nigdy nie ma, to tak parszywa branża.

Poza tym, pamiętacie jak w latach szkolnych rok różnicy robił – cóż – różnicę? Z rywalami dwa, trzy lata starszymi podjąć walkę było cholernie ciężko. Kwestie fizyczne nie do przeskoczenia. W futbolu młodzieżowym ci, którzy wcześniej dojrzeli, byli w wieku szesnastoletnim dorosłej postury, samą siłą robili grę. Ale ta ich przewaga przestawała się liczyć kompletnie po wejściu do seniorów.

Myślicie, że ten absurd został już ze szkolenia wypleniony? Sprawdźcie na chybił trafił miesiące urodzenia powołanych do dowolnej polskiej reprezentacji juniorskiej.

A jednak wtedy, w czasach juniorskich, często decyduje się czy ktoś ma autostradę do funkcjonowania w piłce, czy K2 zimą do zdobycia. Załóżmy taki schemat: zawodnik X nie gra lepiej w piłkę od kolegów, ale szybciej dojrzał fizycznie i dzięki temu się wyróżnia. Jako wyróżniający się junior dostaje kilka meczów w seniorach. Mecze akurat toczą się tak, że wypada jako tako, wtapia się w tło (moim zdaniem łatwiej wtopić się w tło w Ekstraklasie niż wyróżnić w II lidze). Młody, który zdołał się wtopić w ligowe tło, jest chwalony. Gra dalej. Potencjału, jakim go określano, nigdy nie realizuje, ale w międzyczasie, grając na obietnicy, rozgrywa tak wiele meczów, że zostaje na ligowej karuzeli na długie lata.

Jego kolega, lepiej grający w piłkę, ale dojrzewający później, nie dostaje nigdy szansy w seniorskiej drużynie Ekstraklasy. Musi szukać innej drogi, trafia do II lub III ligi, czytaj: umieralni. Te rozgrywki są tak deprecjonowane, że łatwo tutaj wpaść w niebyt. Trzeba niebywale się wyróżniać, by trafić na radar. Pamiętacie jak chwalono Kopczyńskiego, że przed chwilą III liga, a tu nagle ogarnia w mistrzu Polski? A przecież on grał to samo, czyli po prostu wyglądał dobrze. Ale zazwyczaj tylko dobra gra na tym poziomie to za mało, by ktokolwiek się tobą poważnie zainteresował. Poważnie, czyli nie zaprosił na test mecz z pięćdziesięcioma innymi graczami, tylko dał czas i uwagę.

Ignoruje się oczywistą oczywistość: w lepszym zespole mógłby rozwinąć skrzydła. Znowu wracając do Krzynówka: swoją formę życia w Bayerze nie tłumaczył własnym postępem, tylko tym, że trafił do lepszego klubu. Po prostu miał wokół siebie lepsze otoczenie, lepszych graczy, którzy pracowali na jego grę – miał więcej miejsca, więcej opcji rozegrania w ataku itd. Grał to co zawsze, tylko było z kim.

Czy dziwi mnie, że schodzący do III ligi legioniści w dwójce w ogóle się nie wyróżniają? Nie, bo to nie Championship Manager, a żaden ze schodzących przecież nie jest Messim. Zarazem znowu to potwierdza, że przepaści indywidualnej nie ma. Ci, dla których III liga jest chlebem powszednim, jak i ekstraklasowicze, wciąż są tylko narzędziami, znacznie bardziej zależnymi od systemu, niż na niego wpływającymi.

Pisałem o tym kiedyś:

Jestem bardzo sceptyczny co do przekonania, że przeciętnego ekstraklasowicza dzieli nie wiadomo jaka przepaść od przeciętnego gościa z niższych lig. Rozważając jakość jednego zawodnika bardzo często traktujemy go jak reprezentanta sportu indywidualnego, choćby tenisistę – tu takie statystyki, tu śmakie, nieźle wyglądał w tym meczu, a później w tamtym. Tymczasem futbol to przecież sport drużynowy, jedenastu na jedenastu, dyspozycja i klasa wszystkich wokół ciebie niezwykle wpływa na to, jak sam wyglądasz. Każdy piłkarz jest jakby marionetką zawieszoną na dziesięciu innych sznurkach, które może próbować ciągnąć w swoją stronę, ale wszystkich nie przeważy.

Dlatego zaryzykuję twierdzenie – podkreślam jednak, tezę, nie regułę – możesz przeszczepić czołowego gracza Ekstraklasy do drugiej ligi, a on mógłby tam przepaść. Wyglądać tylko nieźle, a nie robić różnicę. Natomiast możesz przeszczepić piłkarza drugiej ligi do, powiedzmy, Legii, a on, obdarzony autentycznym zaufaniem, może świetnie się wpisać w system. Bo będzie funkcjonował w zupełnie innym, gdzie będzie asekuracja, gdzie będzie miał podania do nogi, gdzie dostanie futbolówkę czterdzieści razy na mecz, a nie cztery.

Za bardzo mamy podejście jak z Football Managera. Filozofia „control + C, control + V”, przeszczepiamy tego gościa do X, bo wyglądał nieźle w Y, będzie jazda. Jest to jedno z najbardziej ordynarnych kłamstw, jakie zna piłka nożna. Ta przeklejka jest zależna od mnóstwa czynników, już nawet pomijając te pozaboiskowe – inny system, partnerzy o innych pakietach umiejętności, którzy innej gry wymagają, by z nimi dobrze działać. U playmakera ta lista elementów, w których trzeba być dotartym z kolegami, będzie chyba najdłuższa.

Nie twierdzę, że należy więc rezygnować ze sprawdzonych ligowców, zacząć zwiedzać okręgówki. Nie, ale też taki Kopczyński to nie cud, bo zupełnie logiczne jest posiadanie zestawu umiejętności, który sprawi, że będziesz marnie wyglądał – dajmy na to – w Olimpii Grudziądz, a jak ulał w jedenastce krajowej czołówki.

(…) Zastanawia mnie ilu w niższych ligach jest takich gości, którzy weszliby wyżej bez kompleksów. Na których patrzy się z góry, bo to Radomiak, bo to jakaś Legionovia czy inny przeciętniak, a naprawdę nie są gorsi, tylko trudniej to dostrzec. Bagatelizuje się ich, bo grają na słabszych zawodników? Ale przecież mają i słabszych do pomocy! Później sensacja, bo jesteśmy świadkami kariery Lewczuka, który miał niewyróżniać się gdzieś na peryferiach, a dzisiaj jest kadrowiczem przyjeżdżającym na zgrupowania w Bordeaux.

Obcokrajowiec trafiający do ligi często ma naprawdę niezłe plecy. Zastanówcie się: ktoś ważny w klubie zdecydował, by postawić na chłopaka z końca świata, dać mu niezłe pieniądze. Jeśli obcokrajowiec się nie sprawdzi, to będzie porażka przede wszystkim tej ważnej osoby, a skoro ważnej, to mającej w rękach pewne sposoby nacisku, by jego projekt dostał więcej szans. Jakie plecy ma chłopak sprowadzony z III ligi? Jeśli dostanie kontrakt, to, co zrozumiałe, niski. I nie ma w tym nic krzywdzącego, złego, normalna kolej rzeczy, ale znowu – jego porażka nie będzie niczyją osobistą, kosztowną klęską. Klub to ludzie, a tu nikt za kulisami nie naciska, by dać mu szansę.

Za chwilę gracze tacy jak wspomniany Smuga z Sulejówka mogą mieć jeszcze trudniej. Rozwój akademii jest oczywiście zjawiskiem potrzebnym, cieszy, ale może sprawić, że kluby zamkną się na dopływ młodych graczy z innych źródeł, a skupią tylko na własnych wychowankach. Inna droga będzie jeszcze bardziej deprecjonowana, a to przecież znowu poleganie na przekonaniu, że nieomylnie potraktowało się tak loteryjną materię, jak futbol juniorski.

Nie ma lepszego momentu, by o tym wszystkich mówić, niż teraz. Przy beniaminkach robiących w konia konkurencję na wszystkich centralnych poziomach, przy plejadzie chłopaków znikąd, którzy pukają nawet do kadry. Myślę, że chłopakom z niższych lig brakuje przede wszystkim siły przebicia. Bardzo cieszy mnie, że Damian Mrówka, który huknął 50 bramek w okręgówce, dostał szansę sprawdzenia się w Sandecji. Jeszcze bardziej cieszy mnie, że trener Mroczkowski nie zaprosił go na pół sparingu, tylko chce mu się przyglądać kilka tygodni, aby realnie określić potencjał gracza, który siłą rzeczy do tej pory trenował znacznie mniej niż np. goście po akademiach piłkarskich znanych klubów, w konsekwencji sam przyznaje, że kondycyjnie odstaje.

Czy uważam, że jedenastu graczy z przykładowego Pelikana Łowicz dałoby sobie radę w Ekstraklasie? Nie. Ale czy uważam, że jest tam jeden, dwa materiały na zawodników, którym gdyby poświęcić czas, uwagę, innymi słowy gdyby potraktować ich poważnie, poradziliby sobie? Tak. Jestem o tym przekonany.

Jestem też przekonany, że aby to rzetelnie sprawdzić, nie trzeba by rozbijać transferowego budżetu.

Leszek Milewski

KOMENTARZE (41)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
GeeN

Bardzo fajny felieton, tylko zabrakło mi w nim jednego ale za to bardzo ważnego aspektu, przez co wiele podanych przez Pana przykładów, nie do końca jest trafionych. Mianowicie chodzi o sferę mentalną, psychologiczną, jego podejście do obowiązków, moment w karierze czy sportowe ambicje. Czyli kolokwialnie mówiąc tzw. „głowę piłkarza”.

Taki podany przez Pana przykład Kwieka. Można było założyć, że przychodząc do Widzewa ma w planach odcinanie kuponów od nazwiska. A wchodząc w drużynę, która ma jakiekolwiek aspiracje (nawet jeśli chodzi o III ligę) powoduje, że są małe szanse by z takim podejściem zaistnieć, nawet mając większe umiejętności od kolegów z drużyny czy rywali. Zresztą często taką sytuację można zaobserwować w momencie zesłania piłkarza do gry w drużynie rezerw. Czy taki Nagy czy Czukwu mają większe umiejętności od reszty III ligi? Nawet na pewno, ale czy błyszczą i pokazują różnicę w umiejętnościach? Śmiem wątpić. Grają tam za karę, na odbębnienie jej, kompletnie się nie angażując i ich gra na tle słabszych ale ambitnie grających przeciwników wygląda bardzo przeciętnie. Czy jeśli Ci sami piłkarze, zamiast do rezerw poszli by pograć do lepszej drużyny i lepszej ligi, tak by mogli się wypromować, to zapewne pokazali by (możliwe, że dopiero po czasie) że potrafią grać w piłkę jeszcze lepiej niż robili to w swoim obecnym klubie.

Możemy się z tym zgadzać lub nie, ale tak po prostu działają nasze mózgi, i oceniając kogoś warto brać ten aspekt pod uwagę. Szczególnie gdy się chce kogoś zatrudnić, choćby i do kopania skórzanego balona po murawie.

DAWIDxyz

ze Ci sie chciało ? :)

pisze bier to biere
Drużyna Pierścienia

Hmm. Mi się wydaje, że to nie Nasze mózgi tak działają. Tylko mózgi nierobów. Odcinanie kuponów i odesłanie za kare… A hajs chce… No nierób typowy…Z jakiej gazetki ten Kwiek miałby te kupony odcinać jak chuja ugrał w życiu? Albo ci zesłani do rezerw? Przecież nikt ich nie wyjebał tam jak Kokosa. A Kokos mimo braku szacunku i rozjebania psychicznego(bo nie mógł pograć w gałę, a to lubił) nadal biegał po tych schodach angażując się. Nieroby wymyślają wymówki, a u piłkarzy to niestety dzień jak co dzień.

Muminos

PIECHNA to romantyczny bohater, powinien byc wzorem milionów Polaków
innymi słowy amerykański sen w polskim wydaniu !

sam osobiście często śmieje sie lub wypowiadam z ironia np. o Rasiaku, ale każdy kto atakuje w brutalny sposób Piechne, zupełnie nie ma serca !

ludzie, zobaczcie wreszcie, ze to człowiek całkowicie spoza układów i spoza środowiska, który tylko i wyłącznie dzięki fenomenalnemu instynktowi strzeleckiemu zaistniał

dostrzeżcie również to, ze gdyby go ktoś „wypatrzył” z 5 lat temu, to ten koleś nie marnował by najlepszych lat piłkarskiej kariery w trzecio i czwarto ligowych klubach tylko w pelni rozwinął swoj talent i dziś było by o nim glosniej niz o Zurawskim !

czy tylko ja to widze?

Mariusz Szewczyk

Oczywiście, jest cała masa gości, którzy przepadają w niższych ligach, bo nikt ich nie wypatrzył. Dziwne, że szukają gdzieś tam po Afrykach, a nie potrafią zrobić przeglądów drużyn z niższych lig w swoim regionie.

WhiteStarPower

Ach Piechna, kto go nie lubił. Z dostawcy mięsa przez ligi weekendowe do kadry na eliminacje. Piękne historie, coraz ich mniej bo teraz jest plan kariery i chuj nawet jak ktos jest lepszy z zewnątrz

Urkides
Legia Warszawa

Panowie, w Warszawie dwóch gości pasjonatów za własne pieniądze jeżdżą po niższych ligach w Mazowieckiem żeby wypatrzeć młodych chłopaków z umiejętnościami. Potem za składkowe pieniądze organizują mecz żeby trenerzy z III a nawet II ligi mogli ich zobaczyć. I są przykłady sukcesów, tzn zawodnicy przychodzili do lepszych klubów i dawali radę.
Co to oznacza? Według mnie oznacza to że w niższych ligach nie ma żadnego skautingu, trenerom nie chce się przejechać czasem kilkanaście kilometrów żeby zobaczyć ciekawych chłopaków.
Jakie są tego konsekwencje? według mnie takie że nie istnieje „kumulacja” ludzi z umiejętnościami w wyższych ligach niż grają. Nie ma ssania do wyższych lig. A przecież im więcej skumulowanej jakości piłkarskiej tym szybciej rozwijają się zawodnicy, bo mają z kim „pograć”.
Polska piłka jest nie tylko w zapaści szkoleniowej ale również koncepcyjnej i organizacyjnej. I do poprawy sytuacji nie potrzeba „milionów” tylko trochę chęci, pomyślunku i kilkadziesiąt zł zwrotu za benzynę dla trenera.
Ja mam taką obserwację że u nas często wszystko rozbija się o gówniane sprawy i gówniane pieniądze a tak na prawdę chodzi najczęściej o olewactwo i brak dobrych wzorców działania.
Wszystko musimy w swojej piłce poprawić od kibiców począwszy przez trenerów, piłkarzy a na działaczach skończywszy.
Te WZPN-y i OZPN-są jakimiś piłkarskimi „PGR-ami” gdzie jak ktoś nie da, nie podsunie pod nos, nie wymusi to za chuja pana nie drgną. Mogą co najwyżej „prowadzić politykę otwartych drzwi” (cytat z felietonów Milewskiego po wyborach) a co z tego wynika to nie mam pojęcia.
Mam czytelnicze pretensje do Milewskiego że nie dokręcił śruby tym nowym (starym) prezesom i nie zapytał co maja zamiar konkretnego zrobić dla swojego regionu, żeby potem zapytać dlaczego nie zrobili niczego. No może oprócz stron internetowych, bo zobaczyli ŁNP i stronę PZPN i uznali że to jest najważniejsze w piłce.

LOBO

Jak mozna sie smiac z Rasiaka? Ten pilkarz mial naprawde duze umiejetnosci, mozliwe, ze nawet na srodek tabeli PL.

Znaffca

Piechna nastrzelał dużo bramek bo obrońcy odwracali głowę(spytaj Wdowczyka ile) i dzięki temu właśnie dostał szansę i zaistniał. Chodź nie ukrywam że zawsze darzyłem go sympatią.

Larry Gopnik

Piechna strzelał bardzo dużo goli i wcześniej, wiec nawet korupcyjne grzeszki Korony nie były mu potrzebne.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Krzynówek, Piechna, z czwartej (bodaj) ligi wskoczył do ESA Prusek, z zesłania do II (wtedy ligi) na lidera rewelacji wyrósł zapomniany i spisany już na straty Dariusz Czykier (pamiętacie?)… Takich historii jest sporo i są popularne i opowiadane, bo niezwykłe. Większość graczy jednak idzie klasyczniejszą drogą.
Felieton bardzo ciekawy, dziękuję.

ezekjelfrajers

Już od najmłodszych lat powinno się przeprowadzać testy wydolnościowe i badać zdolności motoryczne… Z moich obserwacji wynika że jeśli ktoś w wieku 16/17 tego niema to powinien poszukać sobie innego zajęcia niż sport wyczynowy… Gracze wydolni sprawni nawet jeśli grają w niższych ligach poradzą sobie wyżej i odwrotnie.. kozacy z niższych lig jeśli nie mają pary… nie mają czego szukać w piłce zawodowej

Mariusz Szewczyk

W naszej Ekstraklasie gra się bardzo intensywnie, fizycznie. Jeżeli zawodnik z niższej ligi podoła pod tym względem, to nawet nie będzie widać różnicy.

bastion79
KS Milan

Tak też mi się wydaje. Zastanawiałem się kiedyś nad tym i wniosek do jakiego doszedłem nie był wesoły. Mianowicie, tych wszystkich młodych, u których dostrzeżono dobrą wydolność, szybkość, technikę lub inne naturalne cechy wyróżniające ich spośród rówieśników są pozyskiwani przez najlepsze kluby. Później cmokanie jak kluby typu Arsenal, Barca, Ajax itd super szkolą. Ano szkolą, tylko np do Zagłębia nie ściąga się super zdolnego 6latka z Argentyny z całą rodziną. Oprócz świetnej infrastruktury mają przede wszystkim najzdolniejszych, a to jak Krzynówek wspomniał, robi różnicę. Inaczej reagujesz, myślisz, musisz być szybszy. I to jest nauka gry w piłkę.

Frenk

To chyba dlatego taką kiche grają bo u nas zamiast uczyc od najmłodszych lat techniki i brac dzieciaków z talentem , którym piłka nie przeszkadza biorą tych najwiekszych i najbardziej biegających. Od biegania są konie . Nie umiesz grac w piłke to musisz biegac niestety Siłe i szybkosc z czasem sobie wyrobisz . Techniki -jesli nie masz talentu -nigdy. Mozesz ją co najwyzej poprawic , Z tym sie człowiek rodzi albo -nie .

elche38

Przypomnial mi sie OMS, w ktorym Pawel opowiadal, ze jak by Kaziu Deyna zostal selekcjonerem to by powolywal zawodnikow z trzeciej ligi.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Może i opowiadał, ale czy w tym przypadku akurat mądrze? Poza tym nie za bardzo lubię opowieści z gatunku „co by zrobił ten, czy tamten, ale się nie dowiemy, bo nie żyje…”

elche38

Chodzi mi tylko o to ze juz wtedy ktos myslal podobnie

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Tylko tu bardziej jest sytuacja, że: Zarzeczny myślał, że Deyna by tak myślał…

AS

Caly ten tekst to najzwyklejsza prawda, nie powinna z reszta nikogo dziwic. Napewno nie ma jakiejs wielkiej roznicy talentu pomiedzy takim Robakiem a gosciem ktory laduje regularnie gole w A – klasie i na swoich plecach nosi zespol ze swojej wsi. Roznica jest gdzie indziej – w jakosci i ilosci treningu.
Gralem kiedys w krakowskiej A klasie i byl u nas w zespole bardzo dobry napastnik. Jak gosc nie mogl przyjsc na mecz to zawsze dostawalismy w cymbal, jak przychodzil to zawsze wygrywalismy a on strzelal 2 -3 gole.

Roznica pomiedzy nim a Robakiem jest taka, ze ten chlopak na trening przychodzil raz w tygodniu bo robil w fabryce i pomagal ojcu na gospodarce. Zawsze sie zastanawialem, jaka kariere zrobilby ten gosc gdyby dostal te 5 tysiecy miesiecznie w ekstraklasie lub 1 lidze. Gdyby zrobil okres przygotowawczy, gdyby mogl codziennie trenowac.

Takich gosci jest w Polsce tysiace, napastnikow, pomocnickow, obroncow i bramkarzy – trzeba ich tylko znalezc i dac im warunki do pracy. Wiekszosc tych gosci z pocalowaniem reki przyjelaby kontrakt na poziomie 3-4 tysiecy zamiast robic za 2 w fabryce.

Miszcz Joda

Wierz mi nie każdy. Sam znam paru pasjonatów z Niemiec. Jeden gość nawet przez dwa sezony był w Vfl Bochum (wówczas 2.Bundesliga). No ale pograć to nie pograł. I stwierdził w wieku 22 lat, że ma to w dupie i nie będzie kopał się po czole w 3 lidze (lub niżej). Woli zapierdalać jako motorniczy ICE. Nawet kaskę podobną trzepie :)

Mariusz Szewczyk

Leszku, jak zwykle świetny tekst. Może pamiętasz, ale mnie właśnie zawsze ciekawi, jaka była droga poszczególnych piłkarzy, a wynika to z tego, że mam synów trenujących ( U 15 ). Uwielbiam drążyć temat, jak dochodzili do miejsca, w którym są. Oczywiście wynika to też z tego, iż uwielbiam futbol i najzwyczajniej w świecie lubię poczytać o przebiegu kariery zawodników. Jednak w ostatnich latach zdecydowanie bardziej jestem zainteresowany tematyką przejścia od juniora do seniora.

Joshua

Każdy piłkarz z ekstraklasy który nagle gra w 3 lidze mówi (w prywatnej rozmowie) że różnica poziomów jest ogromna i „tamci” nie potrafią grać w piłkę ;). Z nimi zrób wywiad, będzie ciekawie.

Zadi

Świetny tekst.

kolor100

Milik też zrobił maksa w wieku 18 lat w Górniku i od tego czasu nie zrobił postępu. Nawałka 3 lata temu mówił o Miliku, że większy talent od Lewandowskiego, widać jak bardzo się mylił, nie tylko on.

Przemyslaw

Uważasz, że gdyby 18-letniego Milika wrzucić od razu do składu Napoli to dawałby radę? Litości. I nie zauważyłeś, że w ciągu roku miał dwie poważne kontuzje i minie jeszcze kilka miesięcy zanim wróci na boisko? Być może Milik ma większy talent od Lewandowskiego, ale ma też pecha, bo w wieku 23 lat pauzował z powodu kontuzji więcej, niż Lewandowski będzie pauzował do końca kariery. Zauważ, że przed pierwszą kontuzją Milik był podstawowym napastnikiem Napoli i strzelał regularnie. Teraz będzie mu cholernie ciężko wywalczyć pierwszy skład. Takie życie piłkarza i wcale nie trzeba być słabym graczem, by tego doświadczyć.

kolor100

W 4 ostatnich meczach przed 1 kontuzją strzelił 1 bramkę z karnego, grał bo dali za niego ponad 30 mln., 2 największy transfer w historii Napoli. Z czasem i tak by go Mertens wygryzł, a teraz nawet Chievo nie chce Milka.

wwwww432

Brawo, świetny felieton.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Niby w czym problem?
Jestesmy szósta potega świata, a omal nie zostaliśmy piątą.
Nasz polski futbol ligowy zmierza do tego, by juz kazdy mecz wyglądał
tak jak spotkanie Sandecja-Lech.
A do takiej chamskiej i fizolskiej kopaniny nie trzeba zadnego talentu
ino konskiego zdrowia, mułów i *silniejszej kosci łamiącej tą słabszą*.
Zaś ta nieliczna garstka widzów tego syfu, i tak skoncentrowana na
puszczaniu dymow i gazów, i tak nie będzie zainteresowana poziomem tej walki.
Bo jak i świece, będzie ją miała głęboko w dupi*!

Miszcz Joda

W piłce jak w żadnym innym sporcie zespołowym największe znaczenie ma przypadek i układy. Wystarczy jeden kiks czy zły gwizdek i cały misterny plan w pizdu. Co to za sport, gdzie w 90 minut pada 2.5 gola? Przecież to jakaś parodia jest. Takie szachy dla masochostów.
O karierze decyduje czysty przypadek. Bo ktoś kogoś zna, u dobrego menago się załapie, promują kogoś na siłę, trener kogoś lubi lub nie.
Poznałem kilku niedoszłych piłkarzy i najbardzie w pamięci utkwiło mu dwóch: jeden z juniorów Valencii, który w wieku 24-25 lat wymiatał w regionalnej lidze angielskiej (fantastyczna technika i ciąg na bramkę) i nawet dostał ofertę z 4 ligii angielskiej (League Two?), ale stwierdził że woli karierę księgowego (nawet zarabiał więcej niż mu oferowano).
Drugi to Polak, który zapowiadał się nieźle ale karierę złamał mu rzeźnik w meczu rezerw (wjechał korkiem w kolani i poszła łękotka). Kolo został lekarzem i gra teraz w okręgówce.

majkelekbombelek

Obserwując naszą eklape stwierdzam że największa wydolność zaangażowanie i rozwój osiągają piłkarze którym kończy się kontrakt. A jak go podpisza to w…….bane klocki. O.

Bartek Kiezun

Kwiek fajnie brzmi jako przykład ale gdyby z nim usiąść i szczerze porozmawiać to może znalazły by się inne przyczyny niepowodzenia. To tylko człowiek. Artykuł zajebisty! Dzięki

domi_nick_CK

Dużo prawdy w tym felietonie.Osobiście doświadczyłem wiele lat temu, jak trudno cokolwiek osiągnąć w piłce jak się nie ma układów.Poprostu na osiągnięcie sukcesów potrzeba:80% farta(układów,poparcia)10% zdrowia,5%odporności psychicznej i 5 % talentu.
W niższych ligach odbywa się to na zasadach,że grają (występuja przecież tylko) zawsze zaufani i protegowani prezesa,trenera,sponsora itd.Ktoś kto jest naprawdę dobry mimo poświęcenia cały czas czeka na swoją szansę,której nigdy w tym klubie nie dostanie..Lata mijają i nic się nie dzieje.Dlatego znam,znałem wielu graczy co „wciągali nosem” grajków z układu i nigdy do niczego nie doszli.Czas mija a życie oczekuje od Ciebie coraz więcej.Więc przychodzi moment,że trzeba się zdecydować co będę robił w tym życiu i za co żył.Najczęściej (w moim przypadku w odpowiednim momencie) trzeba się ogarnać i postawić na coś innego.Bo często „nie odkryte gwiazdy” kończą w rynsztoku życia.Znamy wiele takich przykładów.Sam znam chyba z 10 z lokalnego podwórka.

Przemek Maslanka

fajny felieton, może kiedyś przedstawisz historię samego Grzesia Piechny, czytałoby się:)

WF

Po raz któryś postuluję. Kilku młodzieżowców w kadrze każdego zespołu. Jak dostaną szansę to sobie poradzą. Trzeba było być ślepym żeby wziąć p. Kwieka do drużyny. Co do kadr miejskich, wojewódzkich itd. Sama polityka. Wszędzie znajomości. Klub bierze napastnika i sprawdza, czy potrafi robić przerzuty kilkudziesięciometrowe. Innych próbują na pozycjach na których nigdy nie grali. Obrońcy podskoczy piłka i już się nie nadaje. Popatrzcie sobie na sagę transferową syna byłego olimpijczyka i jego wędrówkę po dawnych klubach ojca. Menadżerowie rządzą. W polskiej piłce na nazwisku pojedziesz. Na zachodzie to rzadkość.

Raskolnikov74

duplikat, co ten skrypt odpierdala :-)

Raskolnikov74

Za stawianie na styczniowych byczków trenerom młodzieżówek powinno ucinać się nosy. Sam byłem tego świadkiem jako junior.

W ogóle cały polski system szkoleniowy to jakiś zamach na polski futbol. Za zupełnie naturalne bierze się to, że młodzi Holendrzy czy Belgowie są lepiej wyszkoleni od Polaków – a przecież tak nie powinno być, winni temu są tylko polscy trenerzy, którzy są dyletantami, trzeba wypierdolić te kalekie symulacje trenerów i zacząć szkolić normalnych nie podróby. W poważnym futbolu podstawą szkolenia młodzieży jest od szkolenie trenerów młodzieży. A u nas od 60 lat kaplica – zupełnie przypadkowi niedouczeni ludzie stanowią 95 % działaczy i trenerów.

majer

A jak Murawski mówił, że jak się wstawi Koseckiego za Pedro do Barcelony to nie będzie widać różnicy, to się wszyscy śmiali…

Raskolnikov74

pomyłka

Krzycho

Kuba Błaszczykowski. Przyszedł do Wisły za czapkę gruszek bodajze z IV ligi z Częstochowy (a 3 lata później kupowała go Borussia). Prawdop. tylko dlatego, że jego wujkiem jest Brzęczek i szepnął komuś słówko, ktoś poczuł się zobowiązany i uznał że może faktycznie warto go zobaczyć. Gdyby nie to, dziś kończyłby karierę kopiąc się po czole w jakiejś A-klasie albo już dawno temu dałby sobie spokój z piłką.
Ilu takich chłopaków przepadło, bo nie miał kto o nich szepnąć? Casus Kuby był ponad 10 lat temu, a skauting w polskich klubach nadal leży i kwiczy.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY