post Avatar

Opublikowane 21.11.2017 13:47 przez

Kamil Gapinski

Kiedy 21 maja frunąłem przez kierownicę swojego roweru, myślałem o tym, że chyba jednak w tym roku nie zrobię wymarzonego Ironmana. Po brutalnym spotkaniu z jezdnią, gwałtownie wstałem, a następnie prawie zemdlałem z bólu. Ta reakcja była zrozumiała – w szpitalu okazało się, że nie tylko złamałem obojczyk, ale i  mocno uszkodziłem więzadła w barku. Przy takiej kontuzji faktycznie na dłuższy czas trzeba było zapomnieć o pływaniu, a co za tym idzie o marzeniach na temat IM. Dziś mija dokładnie pół roku od mojego wypadku. To dobry pretekst, by napisać, jak poważny uraz wpływa na codzienne życie i trening. Oraz jak wykorzystać tę sytuację do tego, by – tak tak, zgadliście – wrócić silniejszym.

Do końca treningu pozostało maksymalnie piętnaście minut. Jechałem w kierunku Warszawy ulicą w Powsinie zastanawiając się nad dwoma sprawami: co dobrego zjem po ciężkich zajęciach i czy spotkanie Jagiellonii Białystok z Legią, które miałem komentować w systemie audiodeskrypcji, okaże się hitem. Chwilę później wiedziałem już, że nie zasiądę ani do obiadu, ani w dziupli NC+. Zamiast tych przyjemności czekała mnie wizyta na ostrym dyżurze. Dlaczego? Bo jakiś gość zajechał mi złośliwie drogę, więc musiałem zahamować, żeby w niego nie przypieprzyć. Pod wpływem impulsu nacisnąłem hamulce pewnie nieco mocniej niż powinienem, w efekcie czego wyfrunąłem z kolarzówki z dynamiką jakiej nie powstydziłby się Adam Małysz za najlepszych lat, gdy wybijał się z progu. Dziewczyna, która jechała za mną autem powiedziała, że wyglądało to tyleż efektownie co strasznie.

To właśnie ona zabrała mnie do Carolina Medical Center. Już w trakcie podróży jej autem wiedziałem, że jest kiepsko – każda nierówność na drodze, która powodowała minimalne drgnięcie ramienia, sprawiała mi olbrzymi ból. Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce, musiałem wyglądać bardzo filmowo – gość w obcisłych, kolarskich spodenkach i z obdrapanym ryjem krzyczy przez całą salę do recepcjonistki „lekarza!”. Emeryci i dzieci czekające na niedzielną zmianę opatrunków byli nieco zdziwieni.

Po prześwietleniu byłem pewien, że cały sezon mam z głowy. Miły doktor powiedział, że miałem pecha, bo nie tylko połamałem obojczyk, ale i rozwaliłem więzadła w barku. – Przy wzorowej rehabilitacji będzie pan pływał pod koniec sierpnia, ale przy komplikacjach przerwa może potrwać i rok.

Super, naprawdę. Tydzień wcześniej wystartowałem na rozgrzewkę w zawodach w Olsztynie, teraz okazuje się, że była to moja  pierwsza i ostatnia impreza w 2017…

Do wypadku doszło w niedzielę, w piątek miałem operację. Trochę się jej bałem, bo sympatyczny anestezjolog wyjaśnił grobowym głosem, że przy tego typu zabiegach istnieje ryzyko zawału serca, gdyż są one przeprowadzane na niskim ciśnieniu tętniczym. Oczywiście zdarzają się raz na ruski rok, ale uwierzcie – kiedy dopiero co zaliczyłeś solidną glebę, niewiele trzeba, żeby człowieka nastraszyć.

Pierwsze trzy dni po operacji były koszmarem. Ból ręki doprowadzał mnie do spazmów – nawet dosyć silne leki nie były go w stanie na dłużej uśmierzyć. Myślałem wtedy o słowach lekarza, który mnie naprawiał: „tydzień po operacji będzie mógł pan jeździć w domu na trenażerze, zapewniam”.

Co za głupoty, przecież ja ledwo żyję, o czym on w ogóle gadał? I wiecie co? Facet… miał rację. Dokładnie osiem dni po zabiegu wsiadłem na rower i próbowałem „trenować”. Z boku musiało to wyglądać komicznie: gość ledwo co kręci pedałami, poci się przy tym jak świnia, a dłonie trzyma na nałokietnikach lemondki – na nic więcej nie pozawala mu ograniczony zakres ruchu. Szczerze mówiąc miałem to wszystko w dupie, liczyło się tylko jedno – że wreszcie nie muszę leżeć.

10 dni później poszedłem po raz pierwszy pobiegać. Trwało to całych 40 minut, ale po wszystkim poziom endorfin był wyższy niż po pierwszym przebiegniętym maratonie. Ciekawostka: w związku z tym, że mieszkam sam, po truchcie zdejmowałem koszulkę… dłużej niż trwał trening. Dostawałem szału, że nie mogę wykonać tak prostej czynności, miałem ochotę przeciąć ją na pół nożyczkami, ale uznałem, że się nie poddam. Kiedy w końcu zaliczyłem swoją mission impossible, prawie popłakałem się ze szczęścia. Po takim wypadku dużo częściej masz jednak ochotę beczeć z bezradności: bo wielką trudność sprawia ci założenie głupich skarpetek, bo możesz spać tylko na jednym boku, bo nie jesteś w stanie normalnie się uczesać, bo branie prysznica to spory wyczyn, bo powtarzanie setek razy tych samych monotonnych czynności w trakcie rehabilitacji z taśmą ryje głowę.

To wszystko naprawdę uprzykrza życie na maksa, nie zamierzałem się jednak skupiać na minusach i mozolnie, krok po kroku, szedłem do przodu. Pierwszy szybki bieg (dla mnie na treningu to 4:20/km) dał mi olbrzymią satysfakcję i trochę śmiechu. Na wysokości Łazienek wyprzedziłem parę trzydziestolatków. Podczas wymijania spotkałem się z nimi wzrokiem i zauważyłem, że byli totalnie skonfundowani, ponieważ „połknął” ich gość z… ręką na temblaku. Wyglądali na takich, którzy zmobilizowali się do wyjścia na trening po raz pierwszy od dawna, a tu proszę, inwalida brutalnie ich odsadził. Musiało boleć.

Dlaczego w ogóle biegałem z temblakiem? Na pewnym etapie stwierdziłem, że ćwiczy się z nim lepiej, gdyż po prostu utrzymuje ramię podczas ruchu we w miarę stabilnej pozycji. Co nie oznacza, że nie bolało. Mniejszy lub większy (częściej) dyskomfort przy biegu odczuwałem przez około dziesięć tygodni, przy jeżdżeniu na trenażerze również – każda próba minimalnego zwiększenia zakresu ruchu prawej ręki wiązała się z nieprzyjemnym kłuciem tuż nad obojczykiem. 

Dużo większy stres niż podczas biegania czy jeżdżenia w domu czułem przed pierwszym rowerem na dworze, w sierpniu. Jechałem dokładnie tą samą trasą, na której miałem wypadek, więc wyobraźnia pracowała na maksa. Kiedy tylko wymijała mnie jakaś większa fura – ciężarówka albo dostawczak – przygryzałem ze zdenerwowania wargi. Wiedziałem jednak, że muszę się przełamać, nie będę przecież do końca życia ćwiczył na trenażerze. Owszem, nie przeszkadza mi ten sprzęt, ale umówmy się – esencją kolarstwa jest jednak jazda po szosie i delektowanie się nowymi widokami.

Trening zaliczyłem bez żadnej kolizji, ale nie będę was oszukiwał – nadal czuję zdenerwowanie na myśl o tym, że wiosną trzeba będzie regularnie jeździć po ulicach. Cóż, pozostało kilka miesięcy na to, żeby pokonać te demony tak, jak pokonałem swoją kontuzję. Zwycięzcą poczułem się tak naprawdę 16 sierpnia – właśnie wtedy pierwszy raz poszedłem na basen. Lewa ręka płynęła kraulem, prawa czymś pieskopodobnym, nieważne, istotne było to, że jest postęp. Po wyjściu z wody szczerzyłem się jak dureń, ratownik musiał uznać, że oto jego kąpielisko odwiedził wariat. Z każdym kolejnym treningiem w wodzie zwiększał się zakres ruchu, od początku października wynosi 100%. Nieźle zważywszy na to, że pesymistyczne prognozy mówiły o niemożności pływania do maja 2018…

Piszę wam o tym wszystkim nie tylko dlatego, że dziś mija pół roku od mojej kraksy. Jest też drugi powód: końcówka listopada to czas, w którym wielu sportowców-amatorów wraca do zajęć po roztrenowaniu. Niektórym z nich nie chce się ćwiczyć, bo za oknem jest zimno, deszczowo, nieprzyjemnie. Mam prośbę: jeśli znowu złapie was leń, przypomnijcie sobie ten tekst. Pomyślcie jak duże macie szczęście, że nic wam nie dolega i tak po prostu możecie cieszyć się bieganiem, pływaniem i kręceniem na rowerze. To jest fantastyczna sprawa, o której na co dzień się nie myśli, bo przyjmujemy ją za pewnik. Kontuzja zmienia perspektywę, możecie mi wierzyć.

I jeszcze jedno: faktycznie da się z niej wyjść silniejszym, co przypominam szczególnie mocno tym czytelnikom, którzy akurat mierzą się z poważnym urazem. Gdy go poskromicie, radość z treningów będzie jeszcze większa, słowo honoru.

KAMIL GAPIŃSKI

Opublikowane 21.11.2017 13:47 przez

Kamil Gapinski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 17
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Urkides
Urkides

Determinacja Glapińskiego przypomniała mi dowcip jak turysta w górach zauważył że po rwącym Dunajcu spiętrzonym przez powódź, przesuwa się kapelusik góralski, raz z prądem, raz pod prąd. Zapytał miejscowego na czym polega ten fenomen a ten mu powiedział że to Józek się wkurwił i powiedział że pierdoli tą powódź i będzie orał.
Myślę że w sporcie najlepiej sprawdzają się zadaniowcy z pogranicza psychopatycznej potrzeby zwyciężania i z domieszką masochizmu sprawiającą że odczuwanie bólu jest motywujące i pokonywanie go daje perwersyjną satysfakcję.
Nie piszę tego w znaczeniu pejoratywnym, tak po prostu musi być jeśli chce się pokonać innych „świrów”. Najpierw trzeba pokonać samego siebie i instynkt samozachowawczy.

jakubjakub
jakubjakub

Gapiński, zrzuć sadło, zrób wreszcie wynik lepszy niż emerytki i dopiero wtedy zacznij pisać o wracaniu silniejszym…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Urkides
Urkides

W sporcie nie chodzi wyłącznie o zwyciężanie w zawodach, najbardziej chodzi o zwyciężanie z samym sobą. To są bardzo osobiste i mało widowiskowe zwycięstwa ale u nas kompletnie nie doceniane.
Ja mam wielki szacunek dla ludzi którzy mimo nikłych szans na laury walczą z własną słabością i chcą być silniejsi.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Urkides
Urkides

Jakbyś potrafił nie zauważyć kto to napisał, to może byś dostrzegł że jest to opis zmagania się z własną słabością i bólem.
Nie ważne czy robi to niewidomy chłopiec, czy osoba w wieku 65 lat. Każdy ma własne zawody z samym sobą.
Tak na marginesie, to nie rozumiem tej jazdy na Gapińskiego. Lubiłem oglądać jego wywiady „Cwany Gapa”. Były ciekawe i prowadzone w dobrym stylu. Ale widocznie zapanowała moda na „cwelowanie” Gapińskiego.
Gapiński ma dobry styl, potrafi zawrzeć jakąś myśl przewodnią, w odróżnieniu od wielu innych „dziennikarzy”.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Quotsa
Quotsa

„Dokładnie osiem dni po zabiegu wsiadłem na rower. ”
„miałem to wszystko w dupie, liczyło się tylko jedno – że wreszcie nie muszę leżeć. ”

No to sobie poleżał OSIEM dni ! Czy ty wiesz co to znaczy ???

Urkides
Urkides

A jaka to różnica „Ja” czy „on”? Masz z tym kłopot?
Ludzie piszą pamiętniki w których jest głównie „Ja” i jeśli to „ja” ma coś ciekawego do powiedzenia to czytają.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Quotsa
Quotsa

Co za typ…

„Ból ręki doprowadzał mnie do spazmów”
„przy tego typu zabiegach istnieje ryzyko zawału serca”
„Dostawałem szału,”
„prawie popłakałem się ze szczęścia”
„branie prysznica to wyczyn godny zdobycia K2 zimą,”

To musiało być straszne…

„Dokładnie osiem dni po zabiegu wsiadłem na rower i próbowałem „trenować”.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Jan Serce
Jan Serce

Podjeżdża wiecznie narzekającym Dowborem ale walcz. Powodzenia !!!

pawelASR
pawelASR

#nikogo

Šćepan Šćekić
Šćepan Šćekić

Gapik – załóż sobie pamiętniczek i tam to spisuj, a nie zawracasz ludziom głowę. ja tu wszedłem tylko dla komentarzy, ale niektórzy mogli się pomylić 🙂

Wacław Grzdyl
Wacław Grzdyl

Wypadek na rowerze. Laska z tyłu zawozi go do szpitala. Zajeżdża filmami z Jenifer Lopez.
ps1: Na druty miałeś robione czy na płytki?
ps2: Serio jak wpadłeś na izbę przyjęć to się darłeś „lekarza”?
Tu mi się z kolei przypomniała „Samowolka” i krzyk na samym końcu: -Podoficeeeeeer!!!! Lekaaarzaaaaaaa!!!!

kuba_c
kuba_c

zajebista historia Kamil

Weszło
02.07.2020

Dobry piłkarz, trenerska niewiadoma. Jak Selim Benachour znalazł się w Olimpii Grudziądz?

Nie ma nudy w Olimpii Grudziądz. Szefowie pierwszoligowca już po raz drugi w tym sezonie zmienili trenera i to w okolicznościach, które trudno uznać za standardowe. Zimą pisano z kolei o poważnych problemach finansowych i zaległościach wobec zawodników. Ciągle coś się dzieje, choć niekoniecznie w pożądanym kontekście. Teraz Olimpia zaskoczyła wszystkich obserwatorów. Nie chodzi nawet […]
02.07.2020
Weszło
02.07.2020

Ścieżka niezgody. O co naprawdę chodzi w zamieszaniu z Gołuchowem?

Gołuchów. Wielkopolska miejscowość licząca sobie 1200 mieszkańców. A jednak tamtejszy LKS awansował do III ligi, czyli jak na rozmiar miasteczka – bardzo wysoko. Ale w III lidze nie zagra. Upadł jego wniosek licencyjny, na czym zyskał wicelider IV ligi wielkopolskiej, Unia Swarzędz. Gołuchowianie nagłaśniają sprawę, gdzie się da, głos zabrał oficjalnie nawet prezes PZPN-u Zbigniew […]
02.07.2020
Anglia
02.07.2020

Pep Guardiola zdetronizowany. Co nie zadziałało w Manchesterze City?

Osiem porażek po 31 ligowych kolejkach – tak wygląda aktualna sytuacja Manchesteru City. Już teraz wiemy, że pod tym względem sezon 2019/20 będzie zdecydowanie najgorszym w całej trenerskiej karierze Pepa Guardioli, nawet jeśli „Obywatele” wygrają wszystkie pozostałe starcia. Jak dotąd Hiszpanowi nie zdarzyło się bowiem przegrać w ligowej kampanii więcej niż sześciu meczów. W ogóle […]
02.07.2020
Weszło
02.07.2020

Zdarta płyta Smudy. Zaraz trzeba będzie mu dziękować, że na Euro były remisy!

Chyba rozgryźliśmy Franciszka Smudę. Duża rzecz, bo to ten rodzaj człowieka, za którym normalnej osobie nadążyć nie jest łatwo. Otóż wydaje nam się, że były – ekhm – selekcjoner prawdopodobnie wymyślił sobie, iż udzieli tylu wybielających jego pracę wywiadów na temat Euro 2012, że ludzie uwierzą, iż naprawdę nie spieprzył nam tej imprezy. Ciekawa strategia, […]
02.07.2020
Weszło
02.07.2020

„Wisła Kraków nie może być tylko na Reymonta, dotrzemy ze szkoleniem dalej”

1 lipca akademia piłkarska Wisły Kraków oficjalnie weszła w struktury spółki. Z inicjatywy Jakuba Błaszczykowskiego dyrektorem odpowiedzialnym za ten projekt został Krzysztof Kołaczyk, który w ciągu najbliższych lat ma sprawić, by „Białą Gwiazda” należała do szkoleniowej czołówki w Polsce. Panowie znają się doskonale z czasów Rakowa Częstochowa. O planach, marzeniach i obecnej sytuacji dotyczącej tego […]
02.07.2020
Weszło
02.07.2020

Cracovio, bądź poważna!

Uwaga, jeśli macie w planach czytać dzisiejszy Przegląd Sportowy w autobusie lub tramwaju, lepiej usiądźcie, żeby się nie przewrócić z wrażenia. U nas taka właśnie reakcja nastąpiła po przeczytaniu doskonałej propozycji Cracovii, którą ujawnił Antoni Bugajski. Klub z Krakowa negocjuje z rzecznikiem dyscyplinarnym PZPN-u, Adamem Gilarskim, wysokość kary za korupcję sprzed kilkunastu lat. Co zaproponowały […]
02.07.2020
Weszło
02.07.2020

W przyszłym sezonie – 30 kolejek i ponad 40 milionów mniej dla klubów?

– Najbardziej prawdopodobne jest, że kolejne rozgrywki odbędą się w systemie ESA-30 (bez siedmiu dodatkowych kolejek oraz podziału na grupy mistrzowską i spadkową). Wówczas spokojnie wystarczy terminów, ale będzie mniej meczów, co może oznaczać mniejsze wpływy z tytułu praw telewizyjnych dla całej ligi. Obecny kontrakt zakładający grę w systemie ESA37 gwarantuje klubom w sumie ok. […]
02.07.2020
Inne sporty
02.07.2020

Znamy trasę Tour de Pologne. Krócej, ale intensywnie

Cały peleton czeka na otwarcie kolarskiego sezonu. Czekają też kibice. Ci z Polski mają w tym roku ku temu wyjątkowy powód – pierwszym wyścigiem wieloetapowym w kalendarzu World Touru jest nasza rodzima impreza, co znacznie podnosi jej rangę. Wczoraj wieczorem dowiedzieliśmy się, jaką trasą i na jakich zasadach pojadą kolarze. I choć Tour de Pologne […]
02.07.2020
Weszło
01.07.2020

Z cyklu niebywałe, a jednak: West Ham znów wygrywa z Chelsea!

Jesteś wklejony punktowo w strefę spadkową, przegrywasz właściwie mecz za meczem, twoim trenerem jest David Moyes, raczej niekojarzony w ostatnich latach ze zwycięstwami – a mówiąc uczciwie bardziej mem niż szkoleniowiec. No i jakby tego było mało, przyjeżdża do ciebie Chelsea, chwalona w tym sezonie, walcząca o Ligę Mistrzów, niepokonana od pięciu spotkań. Gdzie szukać […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Grają bez trenera, są w strefie barażowej. Pierwsza liga, styl życia

Osiem meczów – tyle wynosiła jeszcze niedawno passa GKS-u Tychy bez wygranej. Tyszanie byli w rozsypce, od marca prowadził ich dyrektor sportowy, który otwarcie przyznawał, że nie ma na to zajęcie ochoty. Teraz jego rolę przejęli tymczasowi szkoleniowcy, więc na dobrą sprawę GKS od czterech miesięcy nie mają pierwszego trenera. I co? I właśnie dostali […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Mladenović w Legii, czyli kontynuacja rozsądnej polityki transferowej

Stało się to, o czym mówiło się od jakiegoś czasu. Filip Mladenović został piłkarzem Legii Warszawa. Serb nie przedłużył kontraktu z Lechią, bo ta nie była w stanie mu płacić (albo obiecać) tyle, ile chciał piłkarz, a on sam wiedział, że chcieć może dużo. Ma za sobą świetny sezon, jest w trakcie co najmniej dobrego, […]
01.07.2020

HEJT PARK W DOBRYM SKŁADZIE – GOŚCIEM MACIEJ SAWICKI

01.07.2020
Blogi i felietony
01.07.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Kluby z niemieckiej Bundesligi. Hiszpańskiej LaLiga. Włoskiej Serie A. Kluby z angielskiej Premier League oraz oczywiście niezawodne kluby węgierskie. Jeśli mielibyśmy w tym gronie wskazać niepasujący element, nie byłoby to szczególnie wielkie wyzwanie. A jednak, mimo tysięcy różnic jest coś, co łączy kluby z lig TOP 4 oraz Węgier. Jest to obecność w europejskich pucharach. […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Styl wciąż nędzny, ale są punkty. Ważne zwycięstwo Miedzi Legnica

Najpierw cenny remis z Wartą Poznań, teraz ważne zwycięstwo z Puszczą Niepołomice. O stylu gry Miedzi Legnica trudno mówić w ciepłych słowach, ale solidne punktowanie po rozstaniu z Dominikiem Nowakiem może oznaczać, że zadziałał osławiony efekt nowej miotły i legniczanie pod wodzą Ireneusza Kościelniaka jednak na finiszu sezonu nie wylecą poza miejsca barażowe, zachowując tym […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Awans? A po co to komu! Olimpia stawia na PJS, trener i piłkarze odchodzą z klubu

Olimpia Elbląg właśnie pokonała Pogoń Siedlce 1:0, umacniając się na miejscach barażowych w drugiej lidze. Pokonała ją składem, w którym znalazło się miejsce dla aż sześciu młodzieżowców, w tym dla jednego 16-latka. O ile w większości przypadków powiedzielibyśmy: „wow, kapitalna sprawa, cóż za odwaga”, tak tu ciężko o taką ocenę. Dlaczego? Dlatego, że elblążanie o […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

„Branie czołowych ekstraklasowców może Legii nie wystarczyć na puchary”

Jerzy Podbrożny nie był zachwycony ruchami Aleksandara Vukovicia na początku sezonu, ale dziś przyznaje, że serbski trener się obronił. Czterokrotny mistrz Polski i dwukrotny król strzelców Ekstraklasy komentuje też sprowadzenie Filipa Mladenovicia (które nie jest jeszcze oficjalne, ale coraz bardziej prawdopodobne) i politykę transferową nastawioną na przejmowanie czołowych ligowców, szykowane odejście Michała Karbownika, szanse Legii […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

To już pewne: Wójcicki zagra w Zagłębiu. Znamy szczegóły transferu

Spekulacje o tym, że Jakub Wójcicki trafi do Zagłębia Lubin, ciągnęły się niczym odwiedziny teściowej. Ale według naszych informacji temat jest już zamknięty. Boczny obrońca faktycznie trafi do „Miedziowych”, którzy wygrali walkę o niego z dwoma – a w zasadzie nawet trzema – ligowymi rywalami. Znamy także szczegóły dotyczące tego transferu, który lubinianie ogłoszą zapewne […]
01.07.2020
Weszło Extra
01.07.2020

Ruud van Nistelrooy. Pazerny na gole aż do przesady

Wybitni piłkarze bardzo często mają ego rozdmuchane do granic możliwości. Jest to zresztą charakterystyczne dla wielu znakomitych sportowców. Kto oglądał serial „Ostatni taniec”, ten na pewno doskonale tę prawidłowość rozumie. Problem pojawia się wtedy, gdy wielkie ego jednego zawodnika zaczyna przytłaczać resztę zespołu. Gdy gwiazdor, zamiast ciągnąć kolegów za sobą do sukcesu, podtapia ich ciężarem […]
01.07.2020