Gaszenie pożaru po szczecińsku – benzyną i spirytusem
Weszło

Gaszenie pożaru po szczecińsku – benzyną i spirytusem

Sytuacja Pogoni Szczecin w ligowej tabeli przypomina nieco położenie dyskotekowego parkietu po tak zwanej „ladies night” z darmowymi drinkami dla pań. Po pierwsze: to miejsce na samym dnie. Po drugie: nieszczególnie czyste. Po trzecie wreszcie: trudno będzie tam wszystko doprowadzić do względnego porządku. Mimo wszystko szczecinianie wciąż walczą z kryzysem, a sposoby tej walki wzbudzają w nas coraz większy podziw.

Działacze zaproponowali obcięcie pensji o 50%. Kibice zaproponowali wpierdol. Piłkarze i część sztabu szkoleniowego – wyjście na miasto do dyskoteki, by na własnych koszulach sprawdzić, czy faktycznie wycieranie podłogi parkietów jest doznaniem zbliżonym do szorowania dna tabeli.

Pogoń Szczecin wydała krótki i rzeczowy komunikat:

Za złamanie regulaminu obowiązującego w I zespole Pogoni Szczecin klub postanowił nałożyć kary finansowe w wysokości jednomiesięcznego wynagrodzenia na Jakuba Bursztyna, Dawida Korta, Davida Niepsuja oraz Tomasza Hołotę.

Ponadto ukarani zostali Daniel Strzelecki (kierownik zespołu) oraz Tomasz Bardzel (masażysta).

Nietrudno się domyślić, że nie chodzi o spóźnienia na trening, ale wspólne wyjście z okazji przedwczorajszych 39. urodzin Tomasza Bardzela. Szanujemy i doceniamy team spirit dzięki któremu dość istotna część drużyny świętuje wraz z masażystą, a wszystkiemu przygląda się również pan kiero. Co więcej – znamy przypadki, gdy podobne imprezy faktycznie stanowiły przełom dla zespołów w kryzysie. Jest tylko jeden niewielki problem – panowie pokazali się na mieście.

Na mieście, wśród kibiców Pogoni Szczecin, którzy już wcześniej grozili zawodnikom oklepem, pokazali się wstawieni piłkarze będący współautorami następujących osiągnięć:

– Ostatnie miejsce w lidze,
– 9 punktów w 16 meczach,
– Seria 5 porażek,
– Seria 10 meczów bez zwycięstwa.

Jeśli mielibyśmy wysilić się na lepszą metaforę niż ta z gaszeniem ognia benzyną… Cóż, to trochę tak, jakby na tonącej łajbie, pośród ogólnej wrzawy ludzi walczących z bezlitosnym żywiołem wody, kilku majtków zaczęło grać w klasy. Na pieniądze. Na jedynej szalupie ratunkowej.

Znacie nas. Nie jesteśmy dziećmi i nie uważamy, że kilka piw tuż po meczu sprawi, że Dawid Kort nagle zapomni jak się kopie prosto piłkę. Nie uważamy, by spotkanie w swoim gronie zaburzyło cykl treningowy na tyle, by upatrywać w nim przyczyn kolejnych porażek. Ale zastanawiamy się: jakim idiotą trzeba być, by w tak drażliwej sytuacji, stając się powoli wrogiem publicznym dla połowy Szczecina, stwierdzić, że klubing po następnej piłkarskiej klęsce to przyzwoity pomysł na wieczór?

Na pytanie o alkohol, każdy rozgarnięty ligowiec odpowiada tak samo, nawet obudzony w środku nocy: trzeba wiedzieć kiedy, z kim, ile i gdzie. Szczecińscy muszkieterzy albo źle ocenili swoją sytuację (rozpoznawalność+aktualne wyniki+stosunek do alkoholu u piłkarzy wśród kibiców), albo są po prostu głupi.