post Avatar

Opublikowane 19.11.2017 08:43 przez

redakcja

Znajdujemy się w miejscu, w którym niemożliwe nie istnieje. Gdybyś w tym miejscu zaczął usprawiedliwiać swoje życiowe porażki brakiem czasu, szczęścia czy możliwości, prawdopodobnie zostałbyś zabity śmiechem. To miejsce, w którym inwalida mówiący o wyczynowej jeździe samochodem nie brzmi jak dziwak. To miejsce, w którym głuchoniemy wygrywający na pianinie autorskie kompozycje tylko wtapia się w tłum. To miejsce, w którym zwrot „nie da się” wywołuje równie duże oburzenie co „Wujo wcale nie opowiada bajek”.

To miejsce, w którym niewidomi grają w piłkę.

Jako pierwszy z tunelu wychodzi bramkarz, ciągnąc za sobą sznur kolegów trzymających się nawzajem za barki. Dlaczego nie kapitan? Powód jest banalnie prosty: bramkarz jako jedyny na boisku widzi. Obok piłkarzy wychodzą dzieciaki, drużyny stają na środku boiska, po kurtuazyjnym przywitaniu się golkiperowie rozstawiają graczy z pola po kątach (całkiem dosłownie). Sędzia najpierw w języku angielskim przypomina trenerom, że nie można wychodzić poza wyznaczoną strefę, a potem – zupełnie jak na Wimbledonie – prosi wszystkich zgromadzonych o ciszę.

Po chwili cisza zapada.

Od tej pory słychać już tylko grzechoczącą piłkę. Pisk halowego obuwia. Podpowiedzi trenerów. Uwagi podpowiadaczy. Piłkarzy, szukających się nawzajem zwrotami w stylu „gdzie jesteś?”. Dźwięk bandy, na którą wpadają zawodnicy. Gwizdek sędziego. Doping kibiców. I sygnał „voy”, którym każdy z zawodników musi alarmować resztę, że znajduje się w pobliżu akcji czy piłki. Oglądamy futbol może nie najwyższych lotów, ale kipiący czystą pasją, najwyższym zaangażowaniem i wspaniałą ambicją.

My oglądamy, bo piłkarze nie widzą nic.

IMG_2597 IMG_2600 IMG_2599

***

Rozgrywki blind football to przeżycie, które polecam każdemu z was choćby po to, by stwierdzić, że to faktycznie się dzieje. Swój pierwszy turniej z udziałem niewidomych piłkarzy miałem okazję obserwować 11-12 listopada w Krakowie w ramach Ligi Centralnej Europy, w którym wzięły udział dwie polskie drużyny (Kraków, Wrocław), dwie czeskie (Praga, Brno) i węgierska (Budapeszt). W każdym z tych krajów blind football nie jest na tyle rozwinięty, by stworzyć krajową ligę. Chłopaki skumali się jednak między sobą i co jakiś czas jeżdżą do swoich miast na dwudniowe turnieje, w których grają systemem ligowym.

Już po pierwszych minutach rzuca się w oczy fakt, jak bardzo niebezpieczny jest to sport. Uwierzcie, chłopaki podchodzą do niego z najwyższym zaangażowaniem i nie odpuszczają żadnej piłki, a skoro tak, z przyczyn oczywistych często na siebie wpadają. Gdy już dojdzie do kolizji, obie strony ścierają się ze sobą zwykle z pełnym impetem. Nic dziwnego – nie widząc rywala nie ma jak uciec czy zamortyzować wypadku.

Bum. Nagle jeden z chłopaków zderza się z słupkiem.

Bum. Nagle dwójka zawodników wpada na bandę.

Bum. Nagle na parkiecie ląduje odłamek zęba i chwilę później widzimy obrazki jak z memów z Jóźwiakiem bez tryba w roli głównej.

Co chwilę ktoś leżał na parkiecie, ale bynajmniej nie dlatego, by pozwijać się z bólu. Właśnie zderzyliśmy się głowami? Oj tam, poszło na ochraniacz, gramy dalej. Gdy po jednym z pojedynków piłkarze całym impetem lądują na bandzie, widzowie stojący obok aż odskakują, a gdy ktoś nie zachowuje wystarczającego refleksu – po prostu obrywa bandą i to całkiem mocno. Autor tekstu przynajmniej już ma nauczkę, że sprawdzanie Facebooka podczas meczu piłkarskiego niekoniecznie jest dobrym pomysłem.

Dominują akcje indywidualne. Drużyny grają po czterech w polu i zwykle do swoich zapędów ofensywnych podchodzą z dużym rozsądkiem. Najczęstszym wariantem jest laga na przeciwległą bandę, przy której stoi już doskonale zdający sobie sprawę ze swojej roli napastnik. Gdy futbolówka już do niego dojdzie, formacja odpowiedzialna za atak musi podjąć decyzję. Drugi z atakujących leci wraz z posiadaczem piłki czy odpuszcza i wraca do obrony na wypadek kontry? W meczach, które oglądałem, zwykle wybierany był powrót do defensywy.

Voy, voy, voy, voy – słyszę za prawym uchem. Za chwilę jeden z węgierskich piłkarzy wpada na mnie na trybunach. Sytuacja powtórzy się kilka razy, ale akurat w tym miejscu to zupełnie normalne.

Potem nawet mnie zdarzy się okazjonalnie zawojować.

IMG_2609

***

Mogę wejść do waszej szatni?

Jasne, wchodź. I tak nikt cię nie zauważy.

***

Podczas turnieju towarzyszę drużynie o wiele mówiącej nazwie Tyniecka Nie Widzę Przeszkód Kraków. Rozmawiamy świeżo po wygranej z drużyną z Pragi.

Mateusz Krzyszkowski (nazywany Mojżeszem): – Zobacz, jakiego mam guza. Gość wyskoczył do mnie i nie zawojował, a za to od razu powinien być faul. Dobrze, że to się działo w końcówce, wolnego wykonaliśmy tak, że tylko dotknąłem piłkę, a nasz kapitan biegał z nią w kółko i przetrzymywał. Tata się śmiał, że guz zrobił trzy punkty.

– Stawialiście raczej na defensywkę.

Mojżesz: – Wszystko zależy od rywala. Z Pragą przyjechał taki Luki, który jest bardzo dobry z przodu, zapieprza, robi trzech gości jak chce i nie jesteśmy się w stanie do tego dobrze ustawić, więc staramy się bronić całą drużyną. Daje to fajne efekty, bo wyprowadzaliśmy dwa dobre ataki i nam siadło. Gra się tak jak przeciwnik pozwala. Strzelili nam akurat wtedy, gdy zostaliśmy tylko w dwóch z tyłu. Inna sprawa, że strzelił mi gość między nogami, ja zasłoniłem bramkarza… Trochę pech, bo jeden strzał oddali w ciągu meczu.

– To była najmocniejsza ekipa turnieju?

Martin Jung (zwany Bungu): – Są mocniejsze. Budapeszt na przykład jest o wiele mocniejszy.

Mojżesz: – Grają bardzo defensywnie, na jednego z przodu. Obawiamy się, że postawią autobus. Specyficzna piłka. Na ostatnich treningach ćwiczyliśmy, jak atakować gdy obrońcy stawiają taki mur.

Bungu: – Obawiamy się też Brna, którzy są na pierwszym miejscu. Teraz już tak naprawdę się zrównaliśmy punktami, tylko że oni są mecz do tyłu. Liczymy na remis.

Mojżesz: – Ogólnie nie da się tu grać na Barcelonę. Gdy zespół w ataku wymieni cztery podania, to już się mówi o nim, że gra podaniami.

To już krakowska piłka.

Mojżesz: – Tak!

Bungu: – Przede wszystkim bardzo trudno jest biegnąc podać piłkę akurat do nogi, by ta szła jak po sznurku. Wystarczy, że ci odskoczy i musisz za nią ganiać. Zdarzają się podania, teraz trochę się wymienialiśmy z Rychą. Ale w czwórkę nie pójdziemy nigdy do przodu, bo od razu pójdzie kontra.

– Wasza rywalizacja z Wrocławiem jest w jakiś sposób szczególna?

Mojżesz: – Tak, jest rywalizacja, będziemy im kibicować tylko podczas meczu z liderem z Brna.

– Koniunkturaliści!

Mojżesz: – Ciężko się gra ogólnie na hali, bo jest pogłos, co jest dla nas bardzo mylące.

Bungu: – Tak, słyszysz nawet teraz, że sędzia już kończy gwizdać, a dźwięk się jeszcze nosi i nosi. Gdy strzeliłem w poprzeczkę, wszyscy nagle się ożywili „jest, gol!”, no to ja też byłem przekonany, że padła bramka i spokojnie zacząłem sobie wracać. A tu nagle słyszę, że idzie… kontra. Co oni grają, przecież był gol?! Przez pogłos ciężej też grać podaniami, bo słyszysz piłkę dopiero w ostatnim momencie, gdy już jest blisko ciebie. Jak dostałem wrzutkę to na początku słyszałem piłkę, potem nic, aż nagle znalazła się tuż obok i tylko wysunąłem nogę, ale już nie zdążyłem.

Mojżesz: – Inna sprawa, że pogłos jest dla wszystkich taki sam. Nie ma co narzekać i tak mamy lepiej, bo wczoraj na treningu mogliśmy się osłuchać. Takie prawo gospodarza.

– Co wy słyszycie podczas meczów?

Mojżesz: – Słyszysz to, co chcesz usłyszeć. Gdy wkładasz już opaskę na oczy nagle przenosisz się w świat, w którym nie ma nikogo wokół na trybunach, publika dociera do ciebie tylko po bramkach. Wyłączasz się, skupiasz się na podpowiedziach, piłce, kolegach. Wiadomo, że czasami nie da się wszystkiego wyrzucić, czasami mącą nam sprzeczne komendy: trener podpowiada by wyjść wyżej, a bramkarz twierdzi, że trzeba zostać. Nie wiemy wtedy, co robić.

Bungu: – Ja też selekcjonuję, co chcę usłyszeć. To tak jak siedząc nad rzeką zawsze słyszysz świerszcze, gdy się im przysłuchasz i to nie dlatego, że świerszcz powiedział akurat świstakowi, że teraz jego kolej. Normalnie tego nie słyszysz, bo się nad tym nie zastanawiasz, tak samo jak dziecko też nie słyszy, że ma wynieść śmieci. Po raz pierwszy po strzelonej bramce słyszałem taki huk. Po tym wybuchu nie docierało do mnie już nic sensownego.

 Mojżesz: – Jesteśmy w nowej sytuacji, bo pierwszy raz gramy u siebie, do tej pory publika zawsze była przeciwko nam. Na pierwszym meczu było ponad dwieście ludzi. Aż żałuję, że tego nie widziałem.

koniec_turnieju-53

***

Mojżesz: – Zabawna sytuacja z meczu. Stoję i nagle podbiega do mnie gość. Ja w lewo – gość za mną.

Marcin Ryszka (nazywany Rychą): – A to byłem ja!

Mojżesz: – W końcu powiedziałeś voy, a ja zacząłem ci uświadamiać: – Rycha, to przecież ja! Czaisz? Ten mnie łapie pod pachą i trzyma, a ja nie mogę biegać.

Rycha: – Myślałem, że kryję tego Lukiego z Pragi. Pamiętam, że tylko się zdziwiłem: cholera, co on taki chudy?

Mojżesz: – Luki jest dobry, ale kiedyś miałem na niego pewien patent. Zawsze grał z takimi frotkami na ręce, no więc ja wsadzałem mu za tę opaskę dwa palce i w ten sposób mogłem za nim biegać. Ale z czasem się połapał i przestał w niej grać.

Rycha: – Gość zawsze wydaje z siebie jakieś dziwne dźwięki.

Mojżesz: – Dziś też gdy biegłem na niego zaczął krzyczeć tak, że aż się wystraszyłem.

Swoją postawę jak oceniacie? Ciebie Marcin zapamiętałem głównie ze wślizgów – zdarzyły się chyba trzy.

Rycha: – Tak, dziękuję bardzo za takie wślizgi. Przebiegłem 20 metrów za piłą, pojechałem na wślizgu do narożnika, zatrzymałem ja i tak się wykiwałem, że piłka wyszła za linię. Nie ma jak przebiec 20 metrów, zrobić wślizg i samemu sobie wybić. Ważne, że ich stuknęliśmy.

Mojżesz: – Przy jednym golu zaliczyłem asystę, drugiego zawaliłem. Uważam, że mam czyste konto.

Marcin: – Na Weszło dostaniesz piątkę!

***

IMG_2587 IMG_2588

Oto bandy, jakie muszą być wokół boiska do blind football ze względu na bezpieczeństwo. Strzelajcie, ile są warte.

No dobra, nie trzymam dłużej w niepewności: 80 tysięcy złotych.

I niewykluczone, że to właśnie one hamują rozwój blind footballu w Polsce. Te ze zdjęcia zostały akurat przywiezione specjalnie z Wrocławia. Ekipa z Krakowa gra na co dzień na lekkiej prowizorce, którą za prawie cztery razy mniejszą kwotę wykonał tata jednego z piłkarzy. Bez problemu potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której potencjalna drużyna niewidomych odpuszcza naukę gry w piłkę dowiadując się, ile taka zabawa kosztuje.

Ale cóż – takie realia, nie ma sensu się na nie obrażać. Bezpieczeństwo najważniejsze.

Co ciekawe, bandy same w sobie nie sprawiają wrażenia jakichś superbezpiecznych, są naprawdę niepozorne. Mimo swojej mobilności są jednak bardzo stabilne i dobrze amortyzują każde zderzenie.

Opowiada Mojżesz: – Materiał taki, jakby Tesco z tego budowali. Gdy przywalę ochraniaczem to jest spoko, ostatnio przywaliłem jednak w bandę twarzą i – nie powiem – trochę mnie zamroczyło. Ale dużo wygodniej się na nich gra niż na naszych. Co ciekawe, na tych bandach nie jesteś w stanie zorganizować oficjalnego turnieju międzynarodowego. Oficjalne są takie bardziej skośne, by można było się na nich w razie czego położyć.

– Pachnie fanaberią.

Band się zawsze trzeba nauczyć. Na turnieju we Francji mieli bandy jak do hokeja i nie wiedzieliśmy, jak się od nich można odepchnąć. Zanim zareagowaliśmy zostawiali nas na dwa metry w tyle.

***

– Oho, mamy bramkarza.

Krzysztof Bednarkiewicz (zwany Biołym): – Gdzie? Ja? Ja to nie!

– Masz bluzę bramkarską, niestety, ale dowód w sprawie jest ewidentny.

Bioły: – Pożyczyłem od niego!

Marek Żychowski: – Bramkarz bardzo nam pomaga, steruje obroną. Ma tylko przewalone, bo nie może wyjść poza pole bramkowe, które kończy się dwa metry przed bramką. Bioły broni też w futsalu, więc na początku miał nawyki by wychodzić i co chwilę mu to gwizdali.

Bioły: – Tak, za wyjście jest niestety karny.

Michał Woszczak (zwany Woszczem): – Raz Biołemu na turnieju w Niemczech spadła czapka i sędziowie uznali, że to też jest wyjście bramkarza poza linię. Dostaliśmy za to karnego.

Marek: – Ogólnie raczej gramy na otwartych przestrzeniach. Nie no, bramkarza mamy dobrego. Nawet w kadrze bronił.

Bioły: – Zdarzyło się. Wypadek przy pracy!

Co podpowiadasz chłopakom w czasie meczu?

Bioły: – Mówię, gdzie piłka. To najważniejsze. Czy prawa banda, czy lewa, czy środkiem na osi.

Jak w ogóle stało się, że dołączyłeś do chłopaków?

Bioły: – Zacząłem po prostu chodzić na treningi, żeby sobie poćwiczyć na bramce i tak już zostało. Chodź tutaj Mojżi, opowiesz o mnie i będzie najlepiej. Ja nie lubię o sobie opowiadać.

Mojżesz: – Warto wspomnieć, że Bioły na początku bronił w piłce ręcznej, ale był tak niesubordynowany, że go wypieprzyli z klubu.

Piotr Niesyczyński (trener, zwany również Sykiem): – Wszystko prawda, przyszedł do nas na resocjalizację.

Mojżesz: – U nas jest tak samo bezczelny, ale mamy tylko jego, więc go nie wypieprzymy. Bioły zapisał się teraz do Rapidu Wiedeń, gdzie mieszka i od razu wygryzł tam pierwszego bramkarza. Mimo że mieszka w Wiedniu zawsze z nami jeździ na mecze. Ostatnio mieliśmy turniej w Lipsku i wsiadł w busa o 21, wyszedł z niego o 7 rano, wypił cztery kawy, wybronił co miał wybronić i wrócił. Jak opowiada, co wyprawiają na treningach to nam szczęki opadają. Musi bronić np. strzały z piłek tenisowych.

Bioły: – Ćwiczenia z piłką lekarską – rzut, podrzut, brzuszek. Ciężko mamy.

Woszczu: – Fajne sobie miejsce wybraliście na wywiad.

Bioły: – Ale napisz to na stronie, że udzielamy wywiadu w kiblu!

***

IMG_2590

Siadamy na jednej ławce z Łukaszem Skotnickim, sędzią międzynarodowym blind football.

– Na co musi zwracać uwagę sędzia blind futbolu?

Przede wszystkim na bezpieczeństwo zawodników, niedopilnowanie bezpieczeństwa jest największym błędem. Pilnujemy, by zawodnicy mówili „voy” bądź „go”, co pozwala zawodnikom orientować się, gdzie są przeciwnicy i koledzy z drużyny. W sytuacjach, gdy może dojść do zderzenia, zawodnik z piłką słysząc komendę ma szansę zmienić kierunek biegu. Podobnie przy sytuacjach, gdy blisko są trybuny czy ściana. Gdy wiemy, że zawodnik nie ma szans dojścia do piłki a jest rozpędzony, warto odgwizdać aut już sekundę czy dwie wcześniej, że piłka wyjdzie, żeby mógł spokojnie wyhamować, by nie wpadł na ścianę, której jak wiemy nie widzi.

– Co w momencie, gdy piłkarz zapomni o okrzyku voy?

Jeżeli zapomni i dojdzie do kolizji – taktowane jest to jako przewinienie i dyktujemy rzut wolny bezpośredni i odpowiednio zaznaczamy w protokole meczowym takie przewinienie. Często zawodnicy mówią voy zbyt późno. Jest umowna strefa trzech metrów – gdy znajdzie się w niej piłkarz z piłką, zawodnik broniący ma obowiązek informować go o swoim położeniu. Ciężko to ocenić zwłaszcza na hali, gdzie jest charakterystyczny pogłos. Czasami zawodnicy protestują po kolizji, że przecież krzyknęli voy, ale musimy im tłumaczyć, że należy to robić wcześniej.

– Często zdarzają się brutalne faule czy poważne kolizje?

Nie. Im bardziej drużyna jest wytrenowana i lepsza technicznie, tym do kolizji dochodzi rzadziej. Często drużyny zaczynające swoją przygodę z blindem są za bardzo zajęte grą i zapominają o ochronnym okrzyku.

– Jak to się stało, że zacząłeś sędziować blinda? Jak wygląda zdobycie uprawnień? Trzeba je w ogóle posiadać?

Oczywiście. W tradycyjnym futbolu jestem od dziesięciu lat i poszczególne szczeble rozgrywek przechodziłem w okręgu dolnośląskim. Od trzech lat jestem dodatkowo sędzią blind footballu. Po prostu była rekrutacja – wysyłało się CV i brano tych z najlepszymi uwarunkowaniami czy – jak w moim przypadku – wykształceniem, bo ukończyłem wychowanie fizyczne ze specjalizacją do pracy z osobami niepełnosprawnymi. Mam to niejako we krwi, więc dużo łatwiej mi jest zrozumieć zasady funkcjonowania ekipy w blind footballu. Tak generalnie blind football sędziuje się dużo ciężej niż tradycyjną piłkę.

– Dlaczego?

Bo – jak wspomniałem – oprócz obserwacji nóg i rąk musimy obserwować usta i skupić się na dźwięku. Jest znacznie więcej bodźców. Zwłaszcza, że boisko jest małe, niektórzy biegają z piłką szybciej niż w tradycyjnej piłce.

– Koledzy z okręgu muszą ci zazdrościć – w blind footballu przynajmniej nie słyszysz od piłkarzy, że widzieli lepiej.

Słyszę! Oczywiście mówią to raczej w żartach. Przykład z ostatniego meczu – wydawało im się, że nikt nie dotknął piłki, ale doskonale wiem, że jeden z zawodników dotknął. Zanim ich zawodnik przyzna się do błędu i do wszystkich ta informacja dojdzie, chwilę to potrwa. Jest zalecenie, by karać każdy przejaw mobbingu na sędziów, by nie było prób wywierania wpływu. Panuje krótka piłka w przeciwieństwie do tradycyjnej piłki, w której pozwala się na zbyt dużo.

***

IMG_2583

Schemat rozegrania rzutu rożnego.

– Dyrygując drużyną zza bandy trener czuje się trochę jakby grał na Playstation?

Syku: – Mamy taką taktykę, że bardziej dyryguje Jurek, który stoi obok mnie. Ćwiczymy pewne elementy na treningach i mimo że nie rozpoznaję konkretnych piłkarzy, widzę jak się poruszają w określonych schematach. Jestem osobą słabowidzącą, widzę może dwadzieścia procent tego, co wszystkowidząca osoba. Wiem, że tam stoi dwóch gości, ale nie rozczytam numeru i w zasadzie ich nie rozpoznam. Dostrzeganie postaci sprawia, że mogę analizować na boisku różne schematy. Chłopaki się śmieją ze mnie, bo czasami widzę, że dobrze rozegrali jakiś schemat i po meczu chwalę: „świetnie zachował się w tej sytuacji napastnik”. A to był… pomocnik! Dla mnie to nie jest istotne kto, bo uczymy się grać tak, by każdy brał ciężar na siebie i z tyłu, i z przodu. A czy czuję się jak na Playstation? Już teraz nie aż tak, chłopaki się wyrobili i wiedzą co grać, wiedzą jakie jest ustawienie i po prostu to realizują.

– Jakie schematy można wprowadzić w blind footballu?

Wszystko w zależności od tego, na jaką drużynę trafiamy. Na Budapeszt, który gra bardzo szeroko dwójką obrońców i napastników ćwiczyliśmy wariant z Martinem stojącym zawsze pomiędzy obrońcami – niestety z powodu jego urazu nam nie wyszło. Zawsze musimy wiedzieć, kto jest odpowiedzialny za konkretnego zawodnika i po odbiorze schemat jest jasny: przerzucenie na drugą bandę. Pod bramką albo jeden zabiera się z piłką i idzie indywidualnie, albo idą we dwóch, kwestia tego, jak się czują w danej akcji. Każdy ma wyznaczoną rolę. Piłkarz na jedynce zabezpiecza pole karne i musi być do niego przyspawany. Gdy piłkarz na dwójce wyjdzie do akcji, trójka musi wiedzieć, że trzeba zaasekurować strefę. Gdy trójka nie da rady się wrócić, musi wrócić napastnik. Staramy się, by te schematy były płynne.

– Jak wygląda nauka blind footballu od zera?

Najtrudniejsze jest oswojenie się ze słowem voy. Zwykle początkowo piłkarz bierze piłkę i gdy się z nią zabiera, zapomina wojować. Blind to połączenie prowadzenia piłki, słuchania jej, słuchania przeciwników i jeszcze mówienia – sporo rzeczy trzeba się nauczyć, by w ogóle gościa wpuścić na boisku. Ważne, by wojować zawsze na każdym treningu, by to już się stało nawykiem i przychodziło automatycznie. Gdy osoba już grała w piłkę nożną, łatwiej przyswaja elementy piłkarskie. Gdy  nie widzi od urodzenia i nigdy nie widziała meczu, czasem nie wie, jak sobie to wyobrazić. Wtedy to nauka od samego początku – jak ułożyć stopę, jak prowadzić piłkę, jak oddać strzał, by był mocny. Drugą rzeczą po wojowaniu jest właśnie prowadzenie piłki techniką od nogi do nogi, która jest specyficzna. Gdy ci ucieka – nic nie zrobisz. Trenujemy potem bieg slalomem czy po łuku, następnie zatrzymanie się z piłką, zwrot. Gdy to jest na dobrym poziomie, bierzemy się za grę.

– Najwyższy poziom wtajemniczenia w blind football to chyba granie podaniami i szukanie siebie na boisku.

Obserwujemy najlepsze drużyny na świecie i są takie, które grają bardzo indywidualnie, mają dwóch szybkich piłkarzy z przodu i na nich opierają swoją siłę. Tak grają Hiszpanie czy Kolumbijczycy. Są też drużyny jak Niemcy czy Anglicy, które grają bardzo schematycznie. Bardzo łatwo mi rozczytać wszystkie schematy szczególnie u Niemców – te drużyny są tak poukładane, że wszystko widać jak na tacy. Rosjanie też świetnie poruszają się po boisku w konkretne sektory. Wszystko jest kwestią dostosowania stylu gry do danej drużyny. Z każdym turniejem uczymy się drużyn. Najtrudniejsze mecze są z fizycznymi drużynami jak Węgrzy, Belgowie czy Wrocław. Ręce, łokcie chodzą. Chłopaki się wtedy śmieją, że blind football to gra z pogranicza rugby i hokeja. Schodzą z meczów cali poobijani.

– Wielu by się zdziwiło jak dużo jest tu walki.

Jeden z nas, Iniesta, stracił zęba, pojechał właśnie na pogotowie dentystyczne i czekamy, co z nim będzie. Raczej już nie zagra.

***

Ktoś puka do szatni.

Przepraszam, czy widział ktoś Piotrka? – pyta Magda, jedna z organizatorek.

Nastaje niezręczna cisza.

Jeszcze nigdy – przerywa ją jeden z zawodników.

Szatnia wybucha śmiechem.

***

koniec_turnieju-56 koniec_turnieju-41

– Ludzie dopisali.

Rycha: – Dużo przyszło zwłaszcza dzieciaków i to jest fajne, bo taki dzieciak zobaczy później na ulicy niewidomego i podejdzie, zapyta czy może pomóc, zachowa się normalnie, bez uprzedzeń. Jako Polska nie byliśmy w stanie stworzyć ligi, bo u nas są tylko dwie drużyny. Jesteśmy zatem w podobnej sytuacji co Czesi i Węgrzy. Wrocław na początku skumał się z Pragą i Budapesztem i zrobili próbną ligę rok temu. Potem zaproponowali dolączenie nam i drużynie z Brna. Za rok może uda się dołączyć Wiedeń, jest temat Rumunii. Każdy robi turniej u siebie, system każdy z każdym, masz zagwarantowane 20 meczów w sezonie.

– Kumplujecie się z innymi drużynami?

Z Brnem najbardziej. Zawsze integrujemy się dopiero po turnieju, bo gdy jedziemy tam i wydajemy takie pieniądze, nie możemy sobie pozwolić na jakieś imprezy w czasie rozgrywek. Kobieta z czeskiej drużyny zaprosiła nas kiedyś na turniej międzynarodowy, na którym byli nawet Kolumbijczycy i tam skumaliśmy się z innymi zespołami, od których teraz dostajemy zaproszenia z całej Europy. Teraz np. mamy zaproszenie do Belgii. Jest plan, by zaprosić Rosjan – to mistrzowie Europy – do Krakowa na obóz i pograć z nimi dłużej.

– Jak wyglądało zbieranie środków na organizację turnieju w Krakowie?

Naprawdę świetnie zachował się Małopolski ZPN, jeśli możesz to podkreśl to, bo jesteśmy bardzo wdzięczni. Z prezesem Niemcem załatwiliśmy wszystko w dziesięć minut a potem przez dwie godziny rozmawialiśmy o piłce. Pomógł nam Urząd Miasta, wielu partnerów dało nam coś w barterze – na przykład Muszynianka czy Auchan. MPK bez problemu użyczyło nam autobusów do podstawienia ludzi, zresztą przez dwa tygodnie nasz turniej pojawiał się na reklamach w komunikacji miejskiej. Hotel spuścił nam z ceny i dał gratis kolację. Brakuje nam jeszcze dużo: nie udało nam się zrobić choćby transmisji internetowej czy audiodeskrypcji.  Wszystkiego się nie da, ale dobrze idzie. Kręci się. Teraz tylko walnąć Budapeszt i spokój.

***

Z Budapesztem krakowska ekipa zremisowała, tak samo zresztą jak ze Sprintem Wrocław, ale akurat ten remis należy uznać za zwycięski. Uwaga, chwila ciszy, warto zachować odpowiednią powagę sytuacji: drużyna Tynieckiej NWP Kraków sięgnęła tym samym po pierwszy w historii Puchar Polski w blind footballu. Mecz doczekał się nawet oprawy hymnu, a waga wydarzenia była tak doniosła, że zainteresowała największe polskie media w postaci Teleexpressu. Gdyby piłkarz przepytywany przez reporterkę widział, zapewne po jednym z pytań zrobiłoby mu się ciemno przed oczami:

Czy trudno jest grać w blind football?

Bułka z masłem.

Do zwycięstwa w pucharze wystarczył remis, a to dlatego, że finał pucharu przebiegał według systemu mecz i rewanż, a że we Wrocławiu krakowianie wygrali 2:1 – u siebie tylko bronili wyniku. I to bardzo, trójka praktycznie nieustannie stała z tyłu, zdarzyła się gra na czas czy jak najdłuższe przetrzymywanie piłki przez napastnika. Po chłopakach było też widać niebywałą ambicję – na przykład Bungu pozostawał na boisku nawet mimo urazu, przez który nie mógł nawet biegać. Po prostu zszedł z ataku na obronę i czyścił piłki pod swoją bramką.

Zwycięstwo zostało zadedykowane Inieście, który w drugim meczu stracił jedynkę, co dobitnie pokazuje, jakiego poświęcenia wymaga ten sport.

IMG_2634 IMG_2621 IMG_2633

Nagrody wręczał Zbigniew Lach. Całe szczęście, że nikt się dziś, kurwa, nie skompromitował. 

***

Polskie ekipy blind football mogą zatem stanowić inspirację dla każdego z nas. Wydaje ci się, że czegoś nie możesz zrobić? Spójrz na niewidomych chłopaków grających w piłkę i uświadom sobie, jak słaba jest twoja wymówka. Skoro oni są w stanie zrobić w jednym meczu więcej no look passów niż Ronaldinho przez całą karierę, każdy z nas może wszystko. Banalne, ale prawdziwe.

JAKUB BIAŁEK

Fot. własne / materiały organizatora 

Opublikowane 19.11.2017 08:43 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 8
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jozef Wojciechowski
Jozef Wojciechowski

Żal d..ę ściska, że takie fajne teksty można na Weszło! obecnie spotkać nie częściej niż raz w miesiącu.

adrian92
adrian92

Nie no, trochę więcej ich było w listopadzie, żeby wymienić chociażby wywiad z Lettierim czy tekst o Blackburn. Ostatnio poziom spadał, ale teraz wygląda mi to na odwrócenie tendencji. Oby 🙂

KO
KO

Super tekst. Oby częściej.

kojiro
kojiro

Szacunek dla tych ludzi, świetna sprawa.

juvenn
juvenn

Sampdoria – Juventus powyżej 3.5 bramki w meczu , POLECAM TYPERA !
Mecz o godzinie 15.00 ,screen w linku zagranego zdarzenia :

comment image.html

Dane Email Na Jego stronie !
https://www.fotosik.pl/u/lebron100

Dane Kontaktowe : [email protected]

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

adrian92
adrian92

„Witaj w świecie no look passów” – tytuł wam się udał, nie ma co 🙂
A co do tych chłopaków: wielki szacun za chęci, wytrwałość, no i za dystans do nieciekawej sytuacji jaka ich spotkała.

CaneCaninis
CaneCaninis

Wielki szacun!
A swoja droga, to oni sie mniej przewracaja niz na naszych ligowych boiskach.

Weszło
23.11.2020

Jagiellonia uczy skutecznego piętnowania amatorki

To Ekstraklasa, tu się może zdarzyć dużo, ale umówmy się, że ramy przyzwoitości wskazują, że nie masz prawa wygrać, jeśli odwalasz kompletną amatorkę. Jeśli kompletnie debilnie ustawiasz mur, zostawiając dwóch niekrytych przeciwników na siódmym metrze, jeśli nagminnie tracisz piłkę na własnej połowie, jeśli zaskakuje cię długa piła chwilę po starcie drugiej połowy, jeśli nie wyciągasz […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Wtorek w Weszło.FM – Liga Mistrzów, magazyny, Ekstraklasa

Liga Mistrzów, Ekstraklasa… Wtorek zapowiada się ciekawie, więc i z Weszło.FM nudzić się nie będziecie. Mamy dla was dzień pełen emocji: rozmowy z ekspertami, piłkarzami i nasze autorskie programy podsumowujące ligę angielską oraz niemiecką. Co jeszcze? Sprawdźcie naszą ramówkę. Wtorek standardowo zaczniemy od „Dwójki bez sternika”! O poranku budzić was będą Maja Strzelczyk i Marcin […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Jak nie bronić rzutów wolnych? Warsztaty Wisły Płock

Stałe fragmenty gry. W futbolu coraz więcej od nich zależy. Pada z nich coraz więcej bramek. Cały świat analizuje, jak się ustawić, jak bronić, generalnie: co zrobić? Wisła Płock chyba jest aż do przodu ze zmianami, ewidentnie ktoś tam dostał cynk, że rzut wolny w okolicach szesnastki to jak osobisty w koszykówce i nie można […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

PSG walczy o życie w Lidze Mistrzów. Lipsk znów ich zaskoczy?

Wtorkowy zestaw gier w Lidze Mistrzów to raczej pakiet „lanie od mocarza”. Wśród pojedynków maluczkich z gigantami wyróżnia się jednak jedno spotkanie. PSG kontra RB Lipsk, hit wieczoru i mecz, który może być bardzo ważny w kontekście walki o wyjście z grupy. Zwłaszcza w przypadku porażki ekipy z Francji. Dobra, przyjrzymy się więc tej batalii […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Piast w trzy dni ugasił pożar, dziś przełamał klątwę Lechii

Był pożar, nie ma pożaru. Od początku sezonu Piast grał lepiej niż punktował i ciągle wydawało się, że drużyna Waldemara  Fornalika musi odpalić. I tak też się wreszcie stało. Wymuszony przez koronawirusa miesiąc przerwy najwyraźniej pomógł kilka spraw uporządkować, bo gliwicka ekipa w ciągu trzech dni uspokoiła swoją sytuację. W piątek wygrała w Zabrzu, a […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Defensywa Podbeskidzia szansą dla Mraza?

Liga Mistrzów Ligą Mistrzów, ale we wtorek czeka nas prawdziwy hit. Podbeskidzie Bielsko-Biała co prawda nie gra z Górnikiem Łęczna, a z Zagłębiem Lubin, ale taki tydzień z Ekstraklasą jak najbardziej nam pasuje. Zwłaszcza że obydwa zespoły kojarzą się raczej ze sporą liczbą bramek. Czyli w Bielsku może być kolorowo, a my serwujemy wam porcję […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Totolotek podwaja wpłatę! 100% reload bonusu

Widzieliście kiedyś takie cuda, żeby wpłacić stówkę i mieć dwie? Jeśli nie, to koniecznie zajrzyjcie do Totolotka. Ten legalny bukmacher oferuje wam dziś promocję RELOAD BONUS 100%. W ramach niej możemy otrzymać aż do 100 PLN bonusu za dokonanie wpłaty. Brzmi świetnie? To sprawdźcie szczegóły. Zasady promocji są banalnie proste. Skorzystać może z niej każdy, […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

WESZŁOPOLSCY: SZUMSKI, TWOREK, SZYMONOWICZ, MICHALSKI

Weszłopolscy strikes again! Za nami pierwsza kolejka po przerwie reprezentacyjnej, więc wracamy z ulubionym programem wszystkich Polaków. Wydarzenia w Ekstraklasie i na jej zapleczu omówi dziś dla was ekipa w składzie: Jakub Białek, Mateusz Rokuszewski, Paweł Paczul, Kuba Olkiewicz oraz Adam Sławiński. Goście? Jak zwykle, wybitni, czyli  Jakub Szumski, Piotr Tworek, Dawid Szymowicz oraz Seweryn […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

„Skowronek powinien dostać czas do końca roku. A później czas na decyzję”

– Teraz jest czas na weryfikacje. Spodziewam się, że trener Skowronek będzie sprawdzony w tych trudnych meczach. I wtedy na koniec roku można usiąść i ocenić – jak sobie trener w tych warunkach poradził. Wówczas można się zastanowić, czy Skowronek może prowadzić dalej tę drużynę, czy jednak trzeba oddać je w ręce kogoś innego – […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Gdyby Lech nie tracił frajerskich bramek w końcówkach, to byłby na podium

Gdyby nie frajersko tracone bramki w końcówkach przez Lecha Poznań, to Kolejorz miałby tyle samo punktów co Raków i miałby tylko punkt straty do Legii Warszawa. Nie chodzi o to, by pokazać, jak blisko Lech jest czołówki Ekstraklasy w wydumanej tabeli. Raczej chcemy pokazać, że gdyby lechici byli bardziej skoncentrowani w ostatnich minutach, to mogliby […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Pan piłkarz Mladenović. Co za listopad Serba

Nie żeby dobra gra Mladenovicia w Legii była zaskoczeniem. Przychodził jako transfer-pewniak. Jeden z najlepszych lewych obrońców Ekstraklasy ostatnich sezonów. Wystawiany w kadrze Serbii na poważne mecze. Ale takich pewniaków, które miały reputację kozaków w swoich klubach, a w Legii nie dźwigały presji, niebezpiecznie, acz konsekwentnie zmierzając w kierunku ligowego dżemu, też widzieliśmy całkiem sporo. […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Cebula: – Nie miałem liczb i siedziało to we mnie. Kilkadziesiąt spotkań, a statystyki zerowe

– Mecze nie wyglądały najgorzej, ale brakowało najważniejszego. Nie miałem liczb i siedziało to we mnie. To nie było proste. 80-parę meczów, a statystyki były zerowe. Wyglądało to słabo. Chciałem sobie wybić z głowy te myśli, wierzyć, że liczby przyjdą. No i tak też doszedłem do wniosku, że potrzebuję zmiany otoczenia i spróbowania w innym […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Legijny fus, Harry Hole i ksywka „Wędka”. Poznajcie Maksa Sitka

 – W Siarce miałem dobrą ksywkę: „Wędka”. Trener Gąsior w trzech pierwszych meczach zdejmował mnie w pierwszej połowie. Rekord świata pewnie. Tak schodziłem w dół. Najpierw zszedłem w 42 minucie, potem 39, potem 32. Jak następny raz wychodziłem w pierwszym, to patrzyłem na linię czy ktoś się nie grzeje – Maksymilian Sitek z Podbeskidzia to […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Korupcja, defraudacje, nadużycia. Wiceprezydent FIFA zawieszony na pięć lat

O finansowych przekrętach szefa Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej (CAF), Ahmada Ahmada, media donosiły od dawna. Od lat. Mimo to, pochodzący z Madagaskaru działacz w najlepsze zarządzał futbolem na Czarnym Lądzie. Ba, był również wiceprezydentem FIFA, a w ostatnim wywiadzie dla BBC zapewniał, że planuje ubiegać się o reelekcję w najbliższych wyborach na prezydenta CAF. Dziś jednak […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Kirkeskov kończy pobyt w Piaście tak, jak zaczął, czyli fatalnie

Z piekła do nieba i z powrotem. Tak można podsumować pobyt Mikkela Kirkeskova w Piaście Gliwice. Możliwe, że Duńczyk z powodu kontuzji odniesionej w piątkowych derbach z Górnikiem Zabrze, właśnie pożegnał się z ekstraklasowymi boiskami. I robi to w naprawdę słabym stylu.  Jego kontrakt wygasa wraz z końcem roku i od dawna wiadomo, że nie […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Wisła skuteczna na wyjazdach. To oznacza kłopoty Jagi?

Mecz Jagiellonii Białystok z Wisłą Płock – nic nie kojarzy nam się z poniedziałkiem bardziej niż to spotkanie. Ale że to hit dzisiejszego dnia, to ciężko obok niego przejść obojętnie. Białostoczanie mają za sobą trzy porażki z rzędu, więc warto poszukać swoich szans na ugranie czegoś u bukmachera, patrząc na formę obydwu drużyn. Łapcie nasze […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Co jest nie tak z defensywą Jagiellonii?

To mogłaby być opowieść o tym, jak dużo potrafi zależeć od klasowego bramkarza. Odkąd kontuzja wykluczyła z gry Pavelsa Steinborsa, Jagiellonia nie wygrała jeszcze meczu, w trzech spotkaniach tracąc aż siedem siedem goli. Pytanie jednak, czy aby na pewno wszystkie ostatnie bolączki defensywy ekipy Bogdana Zająca spowodowane są brakiem Łotysza między słupkami? Otóż, proszę państwa, […]
23.11.2020
Weszło
23.11.2020

Flavio i Lechia w Gliwicach – to nie zapowiada się dobrze dla Piasta

Dwa mecze Ekstraklasy w poniedziałek? Brzmi jak idealny początek tygodnia. Zwłaszcza że w grze zobaczymy dziś czołowe ekipy poprzedniego sezonu – Piasta Gliwice oraz Lechię Gdańsk. Lechiści mają ostatnio patent na ekipę ze Śląska, więc wypadałoby im tę passę podtrzymać. Piast wolałby jednak gonić bezpieczne pozycje, żeby nie kończyć roku na pozycji spadkowej. A skoro […]
23.11.2020