Image and video hosting by TinyPic
Witaj w świecie no look passów
Weszło Extra

Witaj w świecie no look passów

Znajdujemy się w miejscu, w którym niemożliwe nie istnieje. Gdybyś w tym miejscu zaczął usprawiedliwiać swoje życiowe porażki brakiem czasu, szczęścia czy możliwości, prawdopodobnie zostałbyś zabity śmiechem. To miejsce, w którym inwalida mówiący o wyczynowej jeździe samochodem nie brzmi jak dziwak. To miejsce, w którym głuchoniemy wygrywający na pianinie autorskie kompozycje tylko wtapia się w tłum. To miejsce, w którym zwrot „nie da się” wywołuje równie duże oburzenie co „Wujo wcale nie opowiada bajek”.

To miejsce, w którym niewidomi grają w piłkę.

Jako pierwszy z tunelu wychodzi bramkarz, ciągnąc za sobą sznur kolegów trzymających się nawzajem za barki. Dlaczego nie kapitan? Powód jest banalnie prosty: bramkarz jako jedyny na boisku widzi. Obok piłkarzy wychodzą dzieciaki, drużyny stają na środku boiska, po kurtuazyjnym przywitaniu się golkiperowie rozstawiają graczy z pola po kątach (całkiem dosłownie). Sędzia najpierw w języku angielskim przypomina trenerom, że nie można wychodzić poza wyznaczoną strefę, a potem – zupełnie jak na Wimbledonie – prosi wszystkich zgromadzonych o ciszę.

Po chwili cisza zapada.

Od tej pory słychać już tylko grzechoczącą piłkę. Pisk halowego obuwia. Podpowiedzi trenerów. Uwagi podpowiadaczy. Piłkarzy, szukających się nawzajem zwrotami w stylu „gdzie jesteś?”. Dźwięk bandy, na którą wpadają zawodnicy. Gwizdek sędziego. Doping kibiców. I sygnał „voy”, którym każdy z zawodników musi alarmować resztę, że znajduje się w pobliżu akcji czy piłki. Oglądamy futbol może nie najwyższych lotów, ale kipiący czystą pasją, najwyższym zaangażowaniem i wspaniałą ambicją.

My oglądamy, bo piłkarze nie widzą nic.

IMG_2597 IMG_2600 IMG_2599

***

Rozgrywki blind football to przeżycie, które polecam każdemu z was choćby po to, by stwierdzić, że to faktycznie się dzieje. Swój pierwszy turniej z udziałem niewidomych piłkarzy miałem okazję obserwować 11-12 listopada w Krakowie w ramach Ligi Centralnej Europy, w którym wzięły udział dwie polskie drużyny (Kraków, Wrocław), dwie czeskie (Praga, Brno) i węgierska (Budapeszt). W każdym z tych krajów blind football nie jest na tyle rozwinięty, by stworzyć krajową ligę. Chłopaki skumali się jednak między sobą i co jakiś czas jeżdżą do swoich miast na dwudniowe turnieje, w których grają systemem ligowym.

Już po pierwszych minutach rzuca się w oczy fakt, jak bardzo niebezpieczny jest to sport. Uwierzcie, chłopaki podchodzą do niego z najwyższym zaangażowaniem i nie odpuszczają żadnej piłki, a skoro tak, z przyczyn oczywistych często na siebie wpadają. Gdy już dojdzie do kolizji, obie strony ścierają się ze sobą zwykle z pełnym impetem. Nic dziwnego – nie widząc rywala nie ma jak uciec czy zamortyzować wypadku.

Bum. Nagle jeden z chłopaków zderza się z słupkiem.

Bum. Nagle dwójka zawodników wpada na bandę.

Bum. Nagle na parkiecie ląduje odłamek zęba i chwilę później widzimy obrazki jak z memów z Jóźwiakiem bez tryba w roli głównej.

Co chwilę ktoś leżał na parkiecie, ale bynajmniej nie dlatego, by pozwijać się z bólu. Właśnie zderzyliśmy się głowami? Oj tam, poszło na ochraniacz, gramy dalej. Gdy po jednym z pojedynków piłkarze całym impetem lądują na bandzie, widzowie stojący obok aż odskakują, a gdy ktoś nie zachowuje wystarczającego refleksu – po prostu obrywa bandą i to całkiem mocno. Autor tekstu przynajmniej już ma nauczkę, że sprawdzanie Facebooka podczas meczu piłkarskiego niekoniecznie jest dobrym pomysłem.

Dominują akcje indywidualne. Drużyny grają po czterech w polu i zwykle do swoich zapędów ofensywnych podchodzą z dużym rozsądkiem. Najczęstszym wariantem jest laga na przeciwległą bandę, przy której stoi już doskonale zdający sobie sprawę ze swojej roli napastnik. Gdy futbolówka już do niego dojdzie, formacja odpowiedzialna za atak musi podjąć decyzję. Drugi z atakujących leci wraz z posiadaczem piłki czy odpuszcza i wraca do obrony na wypadek kontry? W meczach, które oglądałem, zwykle wybierany był powrót do defensywy.

– Voy, voy, voy, voy – słyszę za prawym uchem. Za chwilę jeden z węgierskich piłkarzy wpada na mnie na trybunach. Sytuacja powtórzy się kilka razy, ale akurat w tym miejscu to zupełnie normalne.

Potem nawet mnie zdarzy się okazjonalnie zawojować.

IMG_2609

***

– Mogę wejść do waszej szatni?

– Jasne, wchodź. I tak nikt cię nie zauważy.

***

Podczas turnieju towarzyszę drużynie o wiele mówiącej nazwie Tyniecka Nie Widzę Przeszkód Kraków. Rozmawiamy świeżo po wygranej z drużyną z Pragi.

Mateusz Krzyszkowski (nazywany Mojżeszem): – Zobacz, jakiego mam guza. Gość wyskoczył do mnie i nie zawojował, a za to od razu powinien być faul. Dobrze, że to się działo w końcówce, wolnego wykonaliśmy tak, że tylko dotknąłem piłkę, a nasz kapitan biegał z nią w kółko i przetrzymywał. Tata się śmiał, że guz zrobił trzy punkty.

– Stawialiście raczej na defensywkę.

Mojżesz: – Wszystko zależy od rywala. Z Pragą przyjechał taki Luki, który jest bardzo dobry z przodu, zapieprza, robi trzech gości jak chce i nie jesteśmy się w stanie do tego dobrze ustawić, więc staramy się bronić całą drużyną. Daje to fajne efekty, bo wyprowadzaliśmy dwa dobre ataki i nam siadło. Gra się tak jak przeciwnik pozwala. Strzelili nam akurat wtedy, gdy zostaliśmy tylko w dwóch z tyłu. Inna sprawa, że strzelił mi gość między nogami, ja zasłoniłem bramkarza… Trochę pech, bo jeden strzał oddali w ciągu meczu.

– To była najmocniejsza ekipa turnieju?

Martin Jung (zwany Bungu): – Są mocniejsze. Budapeszt na przykład jest o wiele mocniejszy.

Mojżesz: – Grają bardzo defensywnie, na jednego z przodu. Obawiamy się, że postawią autobus. Specyficzna piłka. Na ostatnich treningach ćwiczyliśmy, jak atakować gdy obrońcy stawiają taki mur.

Bungu: – Obawiamy się też Brna, którzy są na pierwszym miejscu. Teraz już tak naprawdę się zrównaliśmy punktami, tylko że oni są mecz do tyłu. Liczymy na remis.

Mojżesz: – Ogólnie nie da się tu grać na Barcelonę. Gdy zespół w ataku wymieni cztery podania, to już się mówi o nim, że gra podaniami.

To już krakowska piłka.

Mojżesz: – Tak!

Bungu: – Przede wszystkim bardzo trudno jest biegnąc podać piłkę akurat do nogi, by ta szła jak po sznurku. Wystarczy, że ci odskoczy i musisz za nią ganiać. Zdarzają się podania, teraz trochę się wymienialiśmy z Rychą. Ale w czwórkę nie pójdziemy nigdy do przodu, bo od razu pójdzie kontra.

– Wasza rywalizacja z Wrocławiem jest w jakiś sposób szczególna?

Mojżesz: – Tak, jest rywalizacja, będziemy im kibicować tylko podczas meczu z liderem z Brna.

– Koniunkturaliści!

Mojżesz: – Ciężko się gra ogólnie na hali, bo jest pogłos, co jest dla nas bardzo mylące.

Bungu: – Tak, słyszysz nawet teraz, że sędzia już kończy gwizdać, a dźwięk się jeszcze nosi i nosi. Gdy strzeliłem w poprzeczkę, wszyscy nagle się ożywili „jest, gol!”, no to ja też byłem przekonany, że padła bramka i spokojnie zacząłem sobie wracać. A tu nagle słyszę, że idzie… kontra. Co oni grają, przecież był gol?! Przez pogłos ciężej też grać podaniami, bo słyszysz piłkę dopiero w ostatnim momencie, gdy już jest blisko ciebie. Jak dostałem wrzutkę to na początku słyszałem piłkę, potem nic, aż nagle znalazła się tuż obok i tylko wysunąłem nogę, ale już nie zdążyłem.

Mojżesz: – Inna sprawa, że pogłos jest dla wszystkich taki sam. Nie ma co narzekać i tak mamy lepiej, bo wczoraj na treningu mogliśmy się osłuchać. Takie prawo gospodarza.

– Co wy słyszycie podczas meczów?

Mojżesz: – Słyszysz to, co chcesz usłyszeć. Gdy wkładasz już opaskę na oczy nagle przenosisz się w świat, w którym nie ma nikogo wokół na trybunach, publika dociera do ciebie tylko po bramkach. Wyłączasz się, skupiasz się na podpowiedziach, piłce, kolegach. Wiadomo, że czasami nie da się wszystkiego wyrzucić, czasami mącą nam sprzeczne komendy: trener podpowiada by wyjść wyżej, a bramkarz twierdzi, że trzeba zostać. Nie wiemy wtedy, co robić.

Bungu: – Ja też selekcjonuję, co chcę usłyszeć. To tak jak siedząc nad rzeką zawsze słyszysz świerszcze, gdy się im przysłuchasz i to nie dlatego, że świerszcz powiedział akurat świstakowi, że teraz jego kolej. Normalnie tego nie słyszysz, bo się nad tym nie zastanawiasz, tak samo jak dziecko też nie słyszy, że ma wynieść śmieci. Po raz pierwszy po strzelonej bramce słyszałem taki huk. Po tym wybuchu nie docierało do mnie już nic sensownego.

 Mojżesz: – Jesteśmy w nowej sytuacji, bo pierwszy raz gramy u siebie, do tej pory publika zawsze była przeciwko nam. Na pierwszym meczu było ponad dwieście ludzi. Aż żałuję, że tego nie widziałem.

koniec_turnieju-53

***

Mojżesz: – Zabawna sytuacja z meczu. Stoję i nagle podbiega do mnie gość. Ja w lewo – gość za mną.

Marcin Ryszka (nazywany Rychą): – A to byłem ja!

Mojżesz: – W końcu powiedziałeś voy, a ja zacząłem ci uświadamiać: – Rycha, to przecież ja! Czaisz? Ten mnie łapie pod pachą i trzyma, a ja nie mogę biegać.

Rycha: – Myślałem, że kryję tego Lukiego z Pragi. Pamiętam, że tylko się zdziwiłem: cholera, co on taki chudy?

Mojżesz: – Luki jest dobry, ale kiedyś miałem na niego pewien patent. Zawsze grał z takimi frotkami na ręce, no więc ja wsadzałem mu za tę opaskę dwa palce i w ten sposób mogłem za nim biegać. Ale z czasem się połapał i przestał w niej grać.

Rycha: – Gość zawsze wydaje z siebie jakieś dziwne dźwięki.

Mojżesz: – Dziś też gdy biegłem na niego zaczął krzyczeć tak, że aż się wystraszyłem.

Swoją postawę jak oceniacie? Ciebie Marcin zapamiętałem głównie ze wślizgów – zdarzyły się chyba trzy.

Rycha: – Tak, dziękuję bardzo za takie wślizgi. Przebiegłem 20 metrów za piłą, pojechałem na wślizgu do narożnika, zatrzymałem ja i tak się wykiwałem, że piłka wyszła za linię. Nie ma jak przebiec 20 metrów, zrobić wślizg i samemu sobie wybić. Ważne, że ich stuknęliśmy.

Mojżesz: – Przy jednym golu zaliczyłem asystę, drugiego zawaliłem. Uważam, że mam czyste konto.

Marcin: – Na Weszło dostaniesz piątkę!

***

IMG_2587 IMG_2588

Oto bandy, jakie muszą być wokół boiska do blind football ze względu na bezpieczeństwo. Strzelajcie, ile są warte.

No dobra, nie trzymam dłużej w niepewności: 80 tysięcy złotych.

I niewykluczone, że to właśnie one hamują rozwój blind footballu w Polsce. Te ze zdjęcia zostały akurat przywiezione specjalnie z Wrocławia. Ekipa z Krakowa gra na co dzień na lekkiej prowizorce, którą za prawie cztery razy mniejszą kwotę wykonał tata jednego z piłkarzy. Bez problemu potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której potencjalna drużyna niewidomych odpuszcza naukę gry w piłkę dowiadując się, ile taka zabawa kosztuje.

Ale cóż – takie realia, nie ma sensu się na nie obrażać. Bezpieczeństwo najważniejsze.

Co ciekawe, bandy same w sobie nie sprawiają wrażenia jakichś superbezpiecznych, są naprawdę niepozorne. Mimo swojej mobilności są jednak bardzo stabilne i dobrze amortyzują każde zderzenie.

Opowiada Mojżesz: – Materiał taki, jakby Tesco z tego budowali. Gdy przywalę ochraniaczem to jest spoko, ostatnio przywaliłem jednak w bandę twarzą i – nie powiem – trochę mnie zamroczyło. Ale dużo wygodniej się na nich gra niż na naszych. Co ciekawe, na tych bandach nie jesteś w stanie zorganizować oficjalnego turnieju międzynarodowego. Oficjalne są takie bardziej skośne, by można było się na nich w razie czego położyć.

– Pachnie fanaberią.

– Band się zawsze trzeba nauczyć. Na turnieju we Francji mieli bandy jak do hokeja i nie wiedzieliśmy, jak się od nich można odepchnąć. Zanim zareagowaliśmy zostawiali nas na dwa metry w tyle.

***

– Oho, mamy bramkarza.

Krzysztof Bednarkiewicz (zwany Biołym): – Gdzie? Ja? Ja to nie!

– Masz bluzę bramkarską, niestety, ale dowód w sprawie jest ewidentny.

Bioły: – Pożyczyłem od niego!

Marek Żychowski: – Bramkarz bardzo nam pomaga, steruje obroną. Ma tylko przewalone, bo nie może wyjść poza pole bramkowe, które kończy się dwa metry przed bramką. Bioły broni też w futsalu, więc na początku miał nawyki by wychodzić i co chwilę mu to gwizdali.

Bioły: – Tak, za wyjście jest niestety karny.

Michał Woszczak (zwany Woszczem): – Raz Biołemu na turnieju w Niemczech spadła czapka i sędziowie uznali, że to też jest wyjście bramkarza poza linię. Dostaliśmy za to karnego.

Marek: – Ogólnie raczej gramy na otwartych przestrzeniach. Nie no, bramkarza mamy dobrego. Nawet w kadrze bronił.

Bioły: – Zdarzyło się. Wypadek przy pracy!

Co podpowiadasz chłopakom w czasie meczu?

Bioły: – Mówię, gdzie piłka. To najważniejsze. Czy prawa banda, czy lewa, czy środkiem na osi.

Jak w ogóle stało się, że dołączyłeś do chłopaków?

Bioły: – Zacząłem po prostu chodzić na treningi, żeby sobie poćwiczyć na bramce i tak już zostało. Chodź tutaj Mojżi, opowiesz o mnie i będzie najlepiej. Ja nie lubię o sobie opowiadać.

Mojżesz: – Warto wspomnieć, że Bioły na początku bronił w piłce ręcznej, ale był tak niesubordynowany, że go wypieprzyli z klubu.

Piotr Niesyczyński (trener, zwany również Sykiem): – Wszystko prawda, przyszedł do nas na resocjalizację.

Mojżesz: – U nas jest tak samo bezczelny, ale mamy tylko jego, więc go nie wypieprzymy. Bioły zapisał się teraz do Rapidu Wiedeń, gdzie mieszka i od razu wygryzł tam pierwszego bramkarza. Mimo że mieszka w Wiedniu zawsze z nami jeździ na mecze. Ostatnio mieliśmy turniej w Lipsku i wsiadł w busa o 21, wyszedł z niego o 7 rano, wypił cztery kawy, wybronił co miał wybronić i wrócił. Jak opowiada, co wyprawiają na treningach to nam szczęki opadają. Musi bronić np. strzały z piłek tenisowych.

Bioły: – Ćwiczenia z piłką lekarską – rzut, podrzut, brzuszek. Ciężko mamy.

Woszczu: – Fajne sobie miejsce wybraliście na wywiad.

Bioły: – Ale napisz to na stronie, że udzielamy wywiadu w kiblu!

***

IMG_2590

Siadamy na jednej ławce z Łukaszem Skotnickim, sędzią międzynarodowym blind football.

– Na co musi zwracać uwagę sędzia blind futbolu?

– Przede wszystkim na bezpieczeństwo zawodników, niedopilnowanie bezpieczeństwa jest największym błędem. Pilnujemy, by zawodnicy mówili „voy” bądź „go”, co pozwala zawodnikom orientować się, gdzie są przeciwnicy i koledzy z drużyny. W sytuacjach, gdy może dojść do zderzenia, zawodnik z piłką słysząc komendę ma szansę zmienić kierunek biegu. Podobnie przy sytuacjach, gdy blisko są trybuny czy ściana. Gdy wiemy, że zawodnik nie ma szans dojścia do piłki a jest rozpędzony, warto odgwizdać aut już sekundę czy dwie wcześniej, że piłka wyjdzie, żeby mógł spokojnie wyhamować, by nie wpadł na ścianę, której jak wiemy nie widzi.

– Co w momencie, gdy piłkarz zapomni o okrzyku voy?

– Jeżeli zapomni i dojdzie do kolizji – taktowane jest to jako przewinienie i dyktujemy rzut wolny bezpośredni i odpowiednio zaznaczamy w protokole meczowym takie przewinienie. Często zawodnicy mówią voy zbyt późno. Jest umowna strefa trzech metrów – gdy znajdzie się w niej piłkarz z piłką, zawodnik broniący ma obowiązek informować go o swoim położeniu. Ciężko to ocenić zwłaszcza na hali, gdzie jest charakterystyczny pogłos. Czasami zawodnicy protestują po kolizji, że przecież krzyknęli voy, ale musimy im tłumaczyć, że należy to robić wcześniej.

– Często zdarzają się brutalne faule czy poważne kolizje?

– Nie. Im bardziej drużyna jest wytrenowana i lepsza technicznie, tym do kolizji dochodzi rzadziej. Często drużyny zaczynające swoją przygodę z blindem są za bardzo zajęte grą i zapominają o ochronnym okrzyku.

– Jak to się stało, że zacząłeś sędziować blinda? Jak wygląda zdobycie uprawnień? Trzeba je w ogóle posiadać?

– Oczywiście. W tradycyjnym futbolu jestem od dziesięciu lat i poszczególne szczeble rozgrywek przechodziłem w okręgu dolnośląskim. Od trzech lat jestem dodatkowo sędzią blind footballu. Po prostu była rekrutacja – wysyłało się CV i brano tych z najlepszymi uwarunkowaniami czy – jak w moim przypadku – wykształceniem, bo ukończyłem wychowanie fizyczne ze specjalizacją do pracy z osobami niepełnosprawnymi. Mam to niejako we krwi, więc dużo łatwiej mi jest zrozumieć zasady funkcjonowania ekipy w blind footballu. Tak generalnie blind football sędziuje się dużo ciężej niż tradycyjną piłkę.

– Dlaczego?

– Bo – jak wspomniałem – oprócz obserwacji nóg i rąk musimy obserwować usta i skupić się na dźwięku. Jest znacznie więcej bodźców. Zwłaszcza, że boisko jest małe, niektórzy biegają z piłką szybciej niż w tradycyjnej piłce.

– Koledzy z okręgu muszą ci zazdrościć – w blind footballu przynajmniej nie słyszysz od piłkarzy, że widzieli lepiej.

– Słyszę! Oczywiście mówią to raczej w żartach. Przykład z ostatniego meczu – wydawało im się, że nikt nie dotknął piłki, ale doskonale wiem, że jeden z zawodników dotknął. Zanim ich zawodnik przyzna się do błędu i do wszystkich ta informacja dojdzie, chwilę to potrwa. Jest zalecenie, by karać każdy przejaw mobbingu na sędziów, by nie było prób wywierania wpływu. Panuje krótka piłka w przeciwieństwie do tradycyjnej piłki, w której pozwala się na zbyt dużo.

***

IMG_2583

Schemat rozegrania rzutu rożnego.

– Dyrygując drużyną zza bandy trener czuje się trochę jakby grał na Playstation?

Syku: – Mamy taką taktykę, że bardziej dyryguje Jurek, który stoi obok mnie. Ćwiczymy pewne elementy na treningach i mimo że nie rozpoznaję konkretnych piłkarzy, widzę jak się poruszają w określonych schematach. Jestem osobą słabowidzącą, widzę może dwadzieścia procent tego, co wszystkowidząca osoba. Wiem, że tam stoi dwóch gości, ale nie rozczytam numeru i w zasadzie ich nie rozpoznam. Dostrzeganie postaci sprawia, że mogę analizować na boisku różne schematy. Chłopaki się śmieją ze mnie, bo czasami widzę, że dobrze rozegrali jakiś schemat i po meczu chwalę: „świetnie zachował się w tej sytuacji napastnik”. A to był… pomocnik! Dla mnie to nie jest istotne kto, bo uczymy się grać tak, by każdy brał ciężar na siebie i z tyłu, i z przodu. A czy czuję się jak na Playstation? Już teraz nie aż tak, chłopaki się wyrobili i wiedzą co grać, wiedzą jakie jest ustawienie i po prostu to realizują.

– Jakie schematy można wprowadzić w blind footballu?

– Wszystko w zależności od tego, na jaką drużynę trafiamy. Na Budapeszt, który gra bardzo szeroko dwójką obrońców i napastników ćwiczyliśmy wariant z Martinem stojącym zawsze pomiędzy obrońcami – niestety z powodu jego urazu nam nie wyszło. Zawsze musimy wiedzieć, kto jest odpowiedzialny za konkretnego zawodnika i po odbiorze schemat jest jasny: przerzucenie na drugą bandę. Pod bramką albo jeden zabiera się z piłką i idzie indywidualnie, albo idą we dwóch, kwestia tego, jak się czują w danej akcji. Każdy ma wyznaczoną rolę. Piłkarz na jedynce zabezpiecza pole karne i musi być do niego przyspawany. Gdy piłkarz na dwójce wyjdzie do akcji, trójka musi wiedzieć, że trzeba zaasekurować strefę. Gdy trójka nie da rady się wrócić, musi wrócić napastnik. Staramy się, by te schematy były płynne.

– Jak wygląda nauka blind footballu od zera?

– Najtrudniejsze jest oswojenie się ze słowem voy. Zwykle początkowo piłkarz bierze piłkę i gdy się z nią zabiera, zapomina wojować. Blind to połączenie prowadzenia piłki, słuchania jej, słuchania przeciwników i jeszcze mówienia – sporo rzeczy trzeba się nauczyć, by w ogóle gościa wpuścić na boisku. Ważne, by wojować zawsze na każdym treningu, by to już się stało nawykiem i przychodziło automatycznie. Gdy osoba już grała w piłkę nożną, łatwiej przyswaja elementy piłkarskie. Gdy  nie widzi od urodzenia i nigdy nie widziała meczu, czasem nie wie, jak sobie to wyobrazić. Wtedy to nauka od samego początku – jak ułożyć stopę, jak prowadzić piłkę, jak oddać strzał, by był mocny. Drugą rzeczą po wojowaniu jest właśnie prowadzenie piłki techniką od nogi do nogi, która jest specyficzna. Gdy ci ucieka – nic nie zrobisz. Trenujemy potem bieg slalomem czy po łuku, następnie zatrzymanie się z piłką, zwrot. Gdy to jest na dobrym poziomie, bierzemy się za grę.

– Najwyższy poziom wtajemniczenia w blind football to chyba granie podaniami i szukanie siebie na boisku.

– Obserwujemy najlepsze drużyny na świecie i są takie, które grają bardzo indywidualnie, mają dwóch szybkich piłkarzy z przodu i na nich opierają swoją siłę. Tak grają Hiszpanie czy Kolumbijczycy. Są też drużyny jak Niemcy czy Anglicy, które grają bardzo schematycznie. Bardzo łatwo mi rozczytać wszystkie schematy szczególnie u Niemców – te drużyny są tak poukładane, że wszystko widać jak na tacy. Rosjanie też świetnie poruszają się po boisku w konkretne sektory. Wszystko jest kwestią dostosowania stylu gry do danej drużyny. Z każdym turniejem uczymy się drużyn. Najtrudniejsze mecze są z fizycznymi drużynami jak Węgrzy, Belgowie czy Wrocław. Ręce, łokcie chodzą. Chłopaki się wtedy śmieją, że blind football to gra z pogranicza rugby i hokeja. Schodzą z meczów cali poobijani.

– Wielu by się zdziwiło jak dużo jest tu walki.

Jeden z nas, Iniesta, stracił zęba, pojechał właśnie na pogotowie dentystyczne i czekamy, co z nim będzie. Raczej już nie zagra.

***

Ktoś puka do szatni.

– Przepraszam, czy widział ktoś Piotrka? – pyta Magda, jedna z organizatorek.

Nastaje niezręczna cisza.

– Jeszcze nigdy – przerywa ją jeden z zawodników.

Szatnia wybucha śmiechem.

***

koniec_turnieju-56 koniec_turnieju-41

– Ludzie dopisali.

Rycha: – Dużo przyszło zwłaszcza dzieciaków i to jest fajne, bo taki dzieciak zobaczy później na ulicy niewidomego i podejdzie, zapyta czy może pomóc, zachowa się normalnie, bez uprzedzeń. Jako Polska nie byliśmy w stanie stworzyć ligi, bo u nas są tylko dwie drużyny. Jesteśmy zatem w podobnej sytuacji co Czesi i Węgrzy. Wrocław na początku skumał się z Pragą i Budapesztem i zrobili próbną ligę rok temu. Potem zaproponowali dolączenie nam i drużynie z Brna. Za rok może uda się dołączyć Wiedeń, jest temat Rumunii. Każdy robi turniej u siebie, system każdy z każdym, masz zagwarantowane 20 meczów w sezonie.

– Kumplujecie się z innymi drużynami?

– Z Brnem najbardziej. Zawsze integrujemy się dopiero po turnieju, bo gdy jedziemy tam i wydajemy takie pieniądze, nie możemy sobie pozwolić na jakieś imprezy w czasie rozgrywek. Kobieta z czeskiej drużyny zaprosiła nas kiedyś na turniej międzynarodowy, na którym byli nawet Kolumbijczycy i tam skumaliśmy się z innymi zespołami, od których teraz dostajemy zaproszenia z całej Europy. Teraz np. mamy zaproszenie do Belgii. Jest plan, by zaprosić Rosjan – to mistrzowie Europy – do Krakowa na obóz i pograć z nimi dłużej.

– Jak wyglądało zbieranie środków na organizację turnieju w Krakowie?

– Naprawdę świetnie zachował się Małopolski ZPN, jeśli możesz to podkreśl to, bo jesteśmy bardzo wdzięczni. Z prezesem Niemcem załatwiliśmy wszystko w dziesięć minut a potem przez dwie godziny rozmawialiśmy o piłce. Pomógł nam Urząd Miasta, wielu partnerów dało nam coś w barterze – na przykład Muszynianka czy Auchan. MPK bez problemu użyczyło nam autobusów do podstawienia ludzi, zresztą przez dwa tygodnie nasz turniej pojawiał się na reklamach w komunikacji miejskiej. Hotel spuścił nam z ceny i dał gratis kolację. Brakuje nam jeszcze dużo: nie udało nam się zrobić choćby transmisji internetowej czy audiodeskrypcji.  Wszystkiego się nie da, ale dobrze idzie. Kręci się. Teraz tylko walnąć Budapeszt i spokój.

***

Z Budapesztem krakowska ekipa zremisowała, tak samo zresztą jak ze Sprintem Wrocław, ale akurat ten remis należy uznać za zwycięski. Uwaga, chwila ciszy, warto zachować odpowiednią powagę sytuacji: drużyna Tynieckiej NWP Kraków sięgnęła tym samym po pierwszy w historii Puchar Polski w blind footballu. Mecz doczekał się nawet oprawy hymnu, a waga wydarzenia była tak doniosła, że zainteresowała największe polskie media w postaci Teleexpressu. Gdyby piłkarz przepytywany przez reporterkę widział, zapewne po jednym z pytań zrobiłoby mu się ciemno przed oczami:

– Czy trudno jest grać w blind football?

Bułka z masłem.

Do zwycięstwa w pucharze wystarczył remis, a to dlatego, że finał pucharu przebiegał według systemu mecz i rewanż, a że we Wrocławiu krakowianie wygrali 2:1 – u siebie tylko bronili wyniku. I to bardzo, trójka praktycznie nieustannie stała z tyłu, zdarzyła się gra na czas czy jak najdłuższe przetrzymywanie piłki przez napastnika. Po chłopakach było też widać niebywałą ambicję – na przykład Bungu pozostawał na boisku nawet mimo urazu, przez który nie mógł nawet biegać. Po prostu zszedł z ataku na obronę i czyścił piłki pod swoją bramką.

Zwycięstwo zostało zadedykowane Inieście, który w drugim meczu stracił jedynkę, co dobitnie pokazuje, jakiego poświęcenia wymaga ten sport.

IMG_2634 IMG_2621 IMG_2633

Nagrody wręczał Zbigniew Lach. Całe szczęście, że nikt się dziś, kurwa, nie skompromitował. 

***

Polskie ekipy blind football mogą zatem stanowić inspirację dla każdego z nas. Wydaje ci się, że czegoś nie możesz zrobić? Spójrz na niewidomych chłopaków grających w piłkę i uświadom sobie, jak słaba jest twoja wymówka. Skoro oni są w stanie zrobić w jednym meczu więcej no look passów niż Ronaldinho przez całą karierę, każdy z nas może wszystko. Banalne, ale prawdziwe.

JAKUB BIAŁEK

Fot. własne / materiały organizatora 

KOMENTARZE (7)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Jozef Wojciechowski
Bułka z Bananem i Zupa w Pięć Minut

Żal d..ę ściska, że takie fajne teksty można na Weszło! obecnie spotkać nie częściej niż raz w miesiącu.

adrian92

Nie no, trochę więcej ich było w listopadzie, żeby wymienić chociażby wywiad z Lettierim czy tekst o Blackburn. Ostatnio poziom spadał, ale teraz wygląda mi to na odwrócenie tendencji. Oby :)

KO
AS Roma

Super tekst. Oby częściej.

kojiro

Szacunek dla tych ludzi, świetna sprawa.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

adrian92

„Witaj w świecie no look passów” – tytuł wam się udał, nie ma co :)
A co do tych chłopaków: wielki szacun za chęci, wytrwałość, no i za dystans do nieciekawej sytuacji jaka ich spotkała.

CaneCaninis

Wielki szacun!
A swoja droga, to oni sie mniej przewracaja niz na naszych ligowych boiskach.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY