Image and video hosting by TinyPic
Nierówna walka z wieżami. Kulisy polskiej sceny Fantasy Premier League
Anglia

Nierówna walka z wieżami. Kulisy polskiej sceny Fantasy Premier League

Anglicy na punkcie Fantasy Premier League mają totalnego bzika. Portali, które pomagają w grze, dostarczając masę informacji, statystyk, wskazówek, typowań, jest na pęczki. W Polsce to jednak nadal nisza. Choć graczy nie brakuje, to miejsc, gdzie mogliby szukać drogowskazów jest bardzo mało. Nie wszystkim starcza zaangażowania, pasji, czasu, by bloga o FPL prowadzić regularnie i na odpowiednim poziomie. Są jednak dwaj tacy, którzy już od paru ładnych lat odwalają w tym temacie kawał dobrej roboty. Gdy większość normalnych ludzi wieczorami po pracy odpala konsolę, bierze do ręki pilota lub po prostu idzie spać, oni myślą o tym, co wrzucić na bloga. Poznajcie Łukasza Grudnia (GRUWWA) i Marcina Bulskiego (Garret), duet pasjonatów przez wielkie „P” odpowiedzialny za stronę FantasyPL.pl. A więc za największą w naszym kraju społeczność skupioną wokół tematu Fantasy Premier League.

Z nami w naprawdę długiej rozmowie GRUWWA i Garret mówią nie tylko o tym, jak dużą część ich życia zabiera Fantasy Premier League, ale też – co pewnie spodoba się mniej lub bardziej nałogowym graczom – dają garść porad odnośnie samej gry, przydatnych także choćby w ekstraklasowym Ustaw Ligę. Jak pewnie szybko się zorientujecie, wystarczy delikatnie poruszyć któryś z aspektów gry, strategii, planowania, by chłopaki rozgadali się w temacie na ładnych parę minut, przy okazji zahaczając o pięć sąsiednich. I długo nie dopuszczali do zadania kolejnego pytania.

A, jeśli gracie w najpopularniejszą fantasy na świecie i jakimś cudem jeszcze nie znacie FantasyPL.pl – warto to zmienić (KLIK!)

***

Garret: Cykl życia gracza Fantasy Premier League, te 38 kolejek, taka etapowość. Pierwszy jest etap podjarania się sierpniem, gdzie dzieje się dużo. Wakacje planujesz pod sierpień, żeby broń Boże nie przegapić pierwszej kolejki. Jedziesz na początku lipca, gdzie i tak siedzisz i śledzisz, co się dzieje na Twitterze. To trwa do pierwszej kolejki, gdzie zależy, jak ci pójdzie. Jak źle, to ta ekscytacja z ciebie schodzi i potem to zaangażowanie spada. Jak dobrze, to w miarę się interesujesz, śledzisz ceny, spędzasz nad tym sporo czasu. Później jest już coraz gorzej, zaczynasz dogorywać, męczysz się, marzysz, żeby ten cholerny sezon się skończył. Dalej – czekasz na grudzień, gdzie masz Boxing Day, noworoczną kolejkę, zapierdol w interesie. Łapiesz się na głupią nadzieję, że teraz się odbijesz. I tak ci nie pójdzie dobrze, i tak ci wpierdolą. Potem styczeń-luty, gdzie dla mnie to jest w FPL-u najgorszy okres. Bo chujowa pogoda i jeszcze ci nic nie idzie. Potem marzec-kwiecień, gdzie są podwójne kolejki i blanki, więc liczysz, że jeszcze się odbijesz, jakieś chipsy. Jarasz się, że pójdzie dobrze. Jest różnie – pójdzie, nie pójdzie. I kończy się sezon. Łapiesz doła, że to już koniec. No jak to, „koniec”?! Przecież było w sumie… tak fajnie, no. I od nowa się cała zabawa zaczyna.

***

W skali od zera do Aguero na ławce z Bournemouth, jak dużo nerwów kosztuje was w tym sezonie rotacja Pepa?

Garret: Mnie nie wkurza. Wbrew pozorom jest całkiem zdroworozsądkowy. On nie robi głupich ruchów, tylko ma wyrąbane na FPL.

GRUWWA: A ja się nie zgodzę, jednak niszczy troszeczkę tę grę. Nie w obronie, bo zawsze gra tak samo…

Garret: …bo nie ma wyboru.

GRUWWA: No a w ataku coś tam rotuje. I w tym momencie psuje nam zabawę, bo nie wiesz, czy strzela Aguero, czy Sane, czy Sterling. To jest sezon, w którym Pep wszystko trzyma i dla mnie to jest wkurw m-e-g-a.

Garret: Ale mnie się wydaje, że gość może nie jest przewidywalny, bo to Guardiola, ale jest konsekwentny. Zobacz – Jesus zagrał słaby mecz, więc teraz nie było go w pierwszym składzie. Druga rzecz – Aguero ma znacznie większe doświadczenie, więc siłą rzeczy kolejna sprawa przemawia w ważnych meczach za nim, Jesus to nie ta klasa, ogranie i znajomość przeciwnika. A boki – Sane, Sterling, tam też jest prawie stabilizacja.

GRUWWA: No dobra, ale czemu Sterling siada w 9. kolejce na ławie, nie wchodzi, potem gra 29 minut w kolejce 10. z WBA na wyjeździe…? Sterling miał w tamtym momencie sześć bramek!

Garret: Bo on ma status jokera. Wejdzie z ławki, strzeli, z reguły na pustą bramkę, zmęczonemu przeciwnikowi. A Sane – raz, że to ukochane dziecko Guardioli, a dwa, że Sterling to przy nim taki syn marnotrawny. Nie czuję się zaskoczony. Bardziej mnie wkurza możliwość rotacji, jaka uderzy nas w grudniu. W Liverpoolu na przykład.

Liverpool to chyba taki przykład zawodników-pułapek, bo czy Salah, czy Mane, czy Firmino, czy Coutinho jeżdżą daleko na mecze reprezentacji i stawianie na nich w pierwszym meczu po powrocie bywa ryzykowne, o kupowaniu ich jeszcze w trakcie ostatniej kolejki przed przerwą nie wspominając.

Garret: Salah teraz dostał wolne, natomiast słyszałem, że z Mane nawet Klopp pojechał do Afryki, żeby go tam pilnować. Ktoś w komentarzach na blogu coś w tym temacie pisał.

Czemu Olivier Giroud to w waszym słowniczku mały, śliski chujek?

Zrzut ekranu 2017-11-13 o 14.22.01

Garret: Kiedyś dostał czerwoną kartkę, jak miałem go na opasce. Jeszcze zdradzał żonę, ma kiepską fryzurę…

GRUWWA: I zdobywa bramki jak wchodzi na pięć minut, czyli nikt go nigdy nie kupi.

Garret: Ale podstawą jest ta czerwona kartka. Był taki mecz, już nie pamiętam z kim, gdzie jego wybór na kapitana był oczywistą oczywistością. Kolejkę wcześniej strzelił Liverpoolowi, dwie wcześniej dwie zapakował, więc wziąłem -4, żeby go ściągnąć, oddałem mu opaskę. A gość nie zrobił nic i jeszcze zszedł z czerwoną (mecz z Queens Park Rangers w sezonie 14/15 – przyp. red.).

GRUWWA: A ty go nie kupiłeś też w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu?

Garret: Tak, też za -4, no i wtedy w ogóle w składzie nie wyszedł. Nie ma powodu, żebym go darzył sympatią, a Fantasy jest taką grą, gdzie takie rzeczy jak sympatia, antypatia, tego typu drobiazgi mają w prywatnych wyborach duże znaczenie.

W takiej grze FPL w ogóle sympatie są wskazane czy to najkrótsza droga do porażki?

Garret: Moją pierwszą radą zawsze było, żeby nie kierować się sympatią, sentymentem, ani niczym takim, ale to chyba dotyczy wyborów pozytywnych. Natomiast wybory negatywne się pamięta, one zostają długo z człowiekiem. Trudno jest się przekonać do kogoś, kto zawiódł.

GRUWWA: Ale patrz, przecież gościu, który był pierwszy w rankingu przez moment, Polak, kupił sobie typów z Leicester, bo tam mieszkał, chodził tam na mecze i akurat trafił na ich sezon. Dzięki temu był chwilę najlepszy na świecie.

Mówicie o Grześku Sitarskim, był z nim u nas wywiad (rozmowę znajdziecie TUTAJ). 

GRUWWA: Gość transfery robił wchodząc po ściance wspinaczkowej z kumplem. Rok temu FPL-a wygrał koleś, wielki kibic Evertonu, który ani razu nie miał zawodnika Liverpoolu w składzie. Zawsze uważałem, że żeby tę grę wygrać, trzeba mieć jakąś szajbę. Na zasadzie: ktoś, kto gra logicznie, zdroworozsądkowo, poprawnie, nie ma szans na pierwsze miejsce. Trzeba być szajbusem, robić coś głupiego, żeby oszukać przeznaczenie.

96185038_crabtreeBen Crabtree, zwycięzca poprzedniej edycji Fantasy Premier League

Czyli, w waszym słowniczku, wygrać z wieżami. O co chodzi z tymi wieżami?

Garret: A, to są moje wkręty. Gra generalnie należy do Electronic Arts, ale zbiorowy umysł wymyślił sobie, że jest taka wieża, jak w Mordorze. Albo lepiej – dwie wieże. Tam wszystkie decyzje zapadają, wszystkie spiski, nieuczciwe bonusy, asysty z dupy Lukaku. To jest taki symbol, tak jak w Warszawie jest Mordor, tak jak u Tolkiena był Mordor, tak FPL ma te swoje wieże. Zło skryte w mroku. Podli ludzie.

Jest w ogóle jakaś dobra taktyka gry w Fantasy? Sztywne reguły, które dają duże szanse na sukces? Przemek Rudzki pisał kiedyś, że stworzył sobie dwa zespoły, o jeden dbał, chuchał i dmuchał, drugi porzucił po pierwszej kolejce, w waszej terminologii stworzył zombie team. I ten drugi długo punktował lepiej niż pierwszy.

GRUWWA: To jest temat-rzeka. Bo musisz sobie zdefiniować najpierw, czym jest sukces w grze, w którą gra pięć milionów osób. I wtedy dopiero możesz ustalić, jaka jest najlepsza strategia. Czy mówimy o sukcesie globalnym, Overall Rating, czy w minilidze. Czy żeby po prostu być nad kimś, nie być ostatnim. Sukcesem dla nas jest na przykład pisanie o Fantasy przez tyle sezonów, kiedy jedna kolejka na pięć ci wyjdzie. A jednak siedzisz przed klawiaturą i klepiesz. Ludzie mają wkurw, rzucają komputer, wracają za tydzień w piątek, logują się, robią zmiany. A ty od poniedziałku znowu w głowie to samo, mielisz, mielisz, przeżywasz.

Garret: Ja zawsze radziłem, przynajmniej w FPL-u, bo jest specyficzny w porównaniu z polskimi menedżerami, by definiować sobie przedział, do jakiego się dąży. Miniligi są miniligami, tam zawsze może się trafić gruba ryba, gość z furą szczęścia. I w pewnym momencie widzisz, że odjechał nie do doścignięcia, dzieli nas od niego 50, 80 punktów. Dlatego warto ustalić sobie przedziały w Overall Ranking. Jeśli ktoś jest już doświadczonym graczem, to przedział, w jaki powinien celować, to pierwsze 10,000, a początkujący niech celuje w 100,000. Wtedy przedział jest w zasięgu ręki niemal do końca. Tabele są płaskie, a gra dzięki chipsom na tyle dynamiczna, że emocje są do końca, jest o co walczyć.

GRUWWA: Ale Szymon pytał o taktykę… (śmiech)

No właśnie, jak to u was wygląda?

GRUWWA: Garret, ty masz, mów. Nie robisz „hitów” (transfery za ujemne punkty – przyp.red.), można powiedzieć, że to twoja taktyka. Moja jest taka, że napierdalam.

Garret: Generalnie na blogu mamy takie role yin i yang. Ja jestem gościem, który gra cierpliwie, bezpieczniej, utarło się powiedzenie „RMF Classic”. No a kolega Łukasz gra bardziej spontanicznie, „Rock Radio”. Te dwa style nie są sobie równe, są wręcz przeciwstawne. I to są taktyki, które z definicji powinny się wykluczać, a w praktyce się zwykle przenikają. Można powiedzieć, że nie robię „hitów”, ale na jedenaście kolejek wziąłem w dwóch, teraz wezmę trzeciego, wziąłem dziką kartę… Więc taktyka jest rzeczą bardzo elastyczną i to od doświadczenia zależy, czy gramy powoli, czy dynamicznie, goniąc trend, ponieważ ktoś rośnie. Albo chcemy „wskoczyć” na jakiegoś zawodnika, bo jest na fali. Słowo-klucz to umiejętność, nie taktyka.

W akademii piszecie między innymi o unikaniu transferów „na jedną kolejkę”, pod hiperłatwego przeciwnika. 

GRUWWA: Jeśli zawodnik jest odporny na kalendarz, to zawsze warto go wziąć. Ale brać kogoś tylko na jeden mecz, wiedząc że się go sprzeda za tydzień, to jest bezsens. Traci się tak naprawdę dwa transfery. Zwłaszcza, że ten przeciętny zawodnik, który ma super mecz, nie jest żadnym gwarantem punktów. Patrz Abraham i mecz z Brighton. Można było zakładać dwie bramki, a tu pusto.

Garret: Tak, zakładaliśmy choćby Kane’a z Crystal Palace, jak sprawdzałem dzisiaj, 50% drużyn w lidze bloga miało Kane’a na kapitanie.

GRUWWA: Ja mam Kane’a na kapitanie cały czas i każda zielona strzałka oznaczająca skok w rankingu jest dzięki niemu, tak jak każda czerwona – przez niego.

Garret: A powiem wam – wiecie, jaki jest najczęściej wybierany u nas zawodnik przez jedenaście kolejek, na maksie? Mkhitaryan. W jednej kolejce niecałe 1,700 drużyn miało go w składzie.

GRUWWA: Nigdy go nie miałem, ale imponuje mi, jak ładnie nazwisko przeczytałeś (śmiech).

Garret: A gościu od tego czasu gra piach niesamowity. Gra, gra, gra, wszyscy się na niego rzucają i piach.

GRUWWA: Nie no, on grał doskonale, jak Pogba był na boisku…

Więcej trafiacie w swoich składach, czy jednak doradzając ludziom na blogu?

Garret: Więcej napisałem o trafieniach, niż ich faktycznie wstawiłem do składu. Mogę być z siebie dumny. No, Surman to jest – okazuje się – gość i jestem pełen podziwu, że udało mi się go i trafić, i kupić.

GRUWWA: Ja w tym sezonie nikogo nie trafiłem, jestem z tego dumny (śmiech).

Garret: Ale trafiłeś Kane’a dwa razy na „C”

GRUWWA: Bo praktycznie mu opaski nie zdejmowałem… To też definicja przełamania, to co on zrobił. Zakładamy, że klasowy zawodnik jak nie strzela trzy kolejki z rzędu, to strzeli w czwartej. Jak nie w czwartej, to w piątej. Dlatego jak Kane zapakował dwie bramki Evertonowi, to go miałem nadal z opaską.

Garret: Czyli idąc tym tokiem rozumowania – Lukaku u siebie na „C” z Newcastle. Po trzech kolejkach bez bramki.

GRUWWA: Za nim przemawia dużo. Załóżmy, że wraca Pogba, podobno ma. Dwa – Old Trafford. Trzy – łomot tym maluchom zawsze sprawiali, statystyczną średnią jest bodaj 4:0. Plus posiadanie zawodnika na poziomie 50%. Uważam, że Lukaku to dobra, bezpieczna opaska.

Garret: Nie wystawiasz nas teraz? (śmiech)

Ale pewnie skoro gracie tak długo, to jakieś spektakularne trafienia jednak gdzieś tam się zdarzyły?

Garret: Najbardziej byłem z siebie zadowolony w trakcie podwójnej kolejki dwa lata temu. Miałem wtedy Austina na kapitanie i Benteke, a obaj strzelili po dwie, jak nie po trzy bramki.

Zrzut ekranu 2017-11-13 o 18.26.24Tutaj upamiętniający tamtą kolejkę wpis

O, i jeszcze Lukaku, jak strzelił cztery gole.

GRUWWA: Z Sunderlandem w poniedziałek, też miałem.

Garret: Jechałem tramwajem piątką do mamy i pamiętam tylko, jak mi komórka pikała. Lukaku. Lukaku. Lukaku. Lukaku.

GRUWWA: Powiem tylko jedną rzecz jeszcze odnośnie Lukaku. W ośmiu meczach, pięć bramek z Newcastle.

Garret: A z kolei Azpilicueta, który teraz gra z West Bromem, z WBA ma dwie bramki i asystę w historii spotkań.

Historia jest w tej zabawie aż tak ważna?

Garret: Coś w tym jest. Suarez grający z Norwich i trzy mecze z rzędu po trzy bramki. Hazard ma świetne statystyki z „Wisienkami”. Lukaku z West Hamem. Aguero z Tottenhamem…

GRUWWA: Kane z Arsenalem…

Garret: Coś musi w tym być. Tak samo patrzcie, jak jest z Kanem na Wembley. Jeżeli patrzeć na to, że zawodnicy strzelają bramki określonym drużynom, to Kane na Wembley jest taką akcją, że nic tylko grać przeciwko niemu do końca sezonu. Jak znów 50% zagra go z WBA u siebie, to chyba trzeba obstawić tak, jak czasami ludzie grają na giełdzie, na spadki.

Co ze statystyką? Do niej przykładacie na blogu masę uwagi, tak naprawdę trudno znaleźć wiele wpisów bez „strzałów z boxa”, konwersji itp.

GRUWWA: No ej, a gdyby tego nie było, to o czym mielibyśmy pisać? Statystyka jest ważna, ma przełożenie na grę. Ktoś powie, że liczby nie grają. Okej, ale jak spojrzysz na statystykę gości, którzy oddali najwięcej strzałów, top 5 to jest: Salah, Kane, Lukaku, Choupo-Moting i Richarlison. Nie są tam bez powodu.

Garret: Tylko gościu z Watfordu ma niską celność na przykład, 16 strzałów i 2 celne. Przecież on z Chelsea miał dwie sety, żadna mu nie weszła.

GRUWWA: No ale statystycznie na szesnaście strzałów ten jeden wepchnie, a skoro oddaje je tak często…

Sprawdzacie te wszystkie historyczno-statystyczne niuanse czy lecicie z pamięci?

GRUWWA: Lukaku otworzyłem sobie teraz, ale mam pozapisywane gdzieś te nazwiska. Najgorzej jest u mnie, jak sprawdzam historię spotkań i nie zanotuję, że jakiś zawodnik przeszedł do danej drużyny z innej, więc nie będzie go w historii przeciwko tej drużynie. Generalnie mam to w głowie.

Garret: A ja mam pamięć do cyferek. Mogę zamknąć książkę, komiks i nie pamiętać, jak się nazywał główny bohater, ale cyferki pamiętam zawsze. Ja je lubię, a one mnie.

Swoją drogą książek chyba też sporo czytacie, bo czasami wchodząc w wasze teksty ma się wrażenie, że zbłądziło się na stronę o literaturze, a nie o FPL.

(śmiech)

Garret: Nie no, nie było chyba pomysłu. Jak zacząłem na blogu pisać, kiedy mnie kolega GRUWWA zaprosił, to nie powiedział mi, jak mam to robić. Pozwoliłem sobie i robiłem, co chciałem, nigdy mnie nie opierdolił, że robię źle.

GRUWWA: Ja jak zaczynałem, to zawsze pisałem tak, jak czułem. To, co mi leży na sercu. Jak chcesz tak pisać, to pisz.

Garret: Prawda jest taka, że FPL w wydaniu angielskim jest cholernie nudne. Już odpuszczając tę ich flegmę, to straszna sucharoza jest. Wiesz, kapitan tygodnia, wnioski, drużyna tygodnia. Z tych pro-site’ów nie biją żadne emocje, a wychodzę z założenia, że w grze, która generuje ich tonę – głównie negatywnych – gdybyśmy pisali tylko na cyferkach, to moglibyśmy napisać skrypt i pisałyby to maszyny. Zmieniałoby się tylko nazwisko w tekście. Nie bylibyśmy sobą. Dlatego to pójście w stronę prywatnych emocji, pokazania w nich FPL-a, który chcąc nie chcąc stał się częścią naszego życia. Bardziej nie chcąc w sumie (śmiech). Zresztą gdzie, z kim mam o tym gadać? Z kolegami w knajpie gadam o Gwiezdnych Wojnach, w domu moja żona, kochana, ale kiwa głową udając, że mnie słucha, kiedy pytam: „Kane czy Aguero?”. Blog jest taką naszą odskocznią, a że mamy i inne zainteresowania, to staramy się połączyć jakoś jedno z drugim. Co zresztą jest chyba w miarę dobrze odebrane.

GRUWWA: Strony pisane przez roboty dla robotów już w Polsce były. I się zmyły.

Garret: Druga rzecz – my się często mylimy. Gdybyśmy pisali tylko o cyferkach, to wyszłoby, że ci goście się nie znają, nic nie wiedzą. Jak barwnie lejemy wodę i dorzucamy swoje emocje, wychodzimy lepiej na zewnątrz.

GRUWWA: Krótko – wychodzimy autentycznie, bo jesteśmy autentyczni. Nie możesz napisać, że coś ci wyszło albo nie. Albo masz zieloną, albo czerwoną strzałkę. Wszystko widać, masz swoje ID, każdy może klinkąć i widzi. Jak patrzę na statsy na blogu, co kolejkę w nasze linki są wejścia co kolejkę, jak nam poszło.

Garret: A że idzie nam w tym sezonie źle, więc to jest takie nawet sympatyczne. Ludzie się przez to z nami mogą identyfikować – im idzie źle, nam też źle. Albo na przykład idzie im dobrze. Lubię takie wpisy: „hej, zagrałem 72 punkty, to jest dobry wynik w tej kolejce?”, kiedy ja wnerwiony piszę, że zagrałem na przykład na 36. Albo wpada gość, który pisze: „jaki fajny sezon mam, 225. miejsce na świecie, a ty?”. (śmiech)

Swoją drogą sporo oprócz wpisów i komentarzy dzieje się też u was na czacie, praktycznie 24/7 coś nowego ktoś tam pisze.

Garret: Z czatu jesteśmy bardzo dumni, bo uważam, że naszą główną misją – jeśli mogę użyć słowa misja – jest poniekąd budowanie czegoś na kształt społeczności. Sprawianie, że FPL będzie w Polsce modniejszy, niż już jest, bo mam wrażenie, że teraz zrobił się naprawdę modny. A społeczność buduje się na czacie, gdzie ludzie dyskutują ze sobą w czasie rzeczywistym. Nawet teraz kliknąłem sobie eksperymentalnie na czat i goście siedzą, koledzy, i rozmawiają. Oglądają właśnie Chorwację z Grecją, narzekają na Lovrena. To, że czat żyje, że podczas kolejki meczowej jest ponad stówka osób, jest na plus. Te emocje, które w każdym siedzą, tam się kotłują i przeplatają. Bez tego nie byłoby bloga, bo komentarze nie oddają emocji z reguły. Chyba, że mówimy o sobocie.

Zrzut ekranu 2017-11-15 o 09.37.08Czat FantasyPL.pl, odpalony dziś rano, dyskusja jak zwykle trwa, pod lupę wzięty Aguero

Potraficie jeszcze cieszyć się z wyników jakiejś drużyny jako drużyny?

Garret: Nie. Mówię serio, Fantasy zabija radość z kibicowania. Ja jestem kibicem Liverpoolu i nie powiem, żebym się cieszył, że Salah strzela dwie bramki i wygrywamy z Młotami. Raczej go przeklinam, bo wiem, że inni go mają w składzie, a ja nie. Nie pamiętam, kiedy oglądałem spotkanie czysto dla spotkania i dla frajdy.

GRUWWA: Ja ligę włoską.

Garret: Ja mogę Lecha Poznań dla frajdy obejrzeć. Ale generalnie oglądanie Premier League nie sprawia mi przyjemności. Wiem, że nawet jak nie mam zawodnika, a Wood strzeli trzy bramki dla Burnley, to ktoś tego Wooda ma i jego drużyna właśnie mnie wyprzedza w tabelach. FPL zabrało mi całą radość z oglądania Premiership.

GRUWWA: Ja czasami nawet nie oglądam skrótów, bo nie jestem w stanie.

Garret: Ja skróty owszem, ale live coraz mniej, bo najczęściej jestem przez to tylko znerwicowany.

GRUWWA: Ja raczej przeglądam liczby, które w grze pomagają, niż mecze lub urywki, taka jest prawda.

Garret: Ja niedzielę zaczynam od skrótów. Czasami w sobotę, jak jest jeden szlagier o 13:30 czy o 18:30, to włączę. Druga sprawa – mając jeden telewizor, dzieciaki, żonę… Ciekawiej jest, kiedy siedzisz na czacie, wrzucasz gola, asystę, zaczyna się tam kotłować. To jest super.

Społeczność fantasy w Polsce jest wymagająca?

Garret: Ja bym chciał, żeby była wymagająca. Jesteśmy często chwaleni za naszą robotę, to nam sprawia dużo frajdy, ale jednocześnie jest mało krytyki. Nie, żebym chciał być ciągle krytykowany, bo z automatu byłoby mi smutno. Ale gdyby ktoś prosto z mostu napisał: „gościu, wkurza mnie to twoje ciągłe pisanie o Tolkienie i Gwiezdnych Wojnach, napisz coś więcej o statystykach podań albo jak gra lewe skrzydło Tottenhamu”, dałoby to jakąś wskazówkę, w jaką stronę pójść. Mało jest ogólnie krytyki, a nie chce mi się wierzyć, że dlatego, bo robimy tak dobrą robotę. Nie, ja wiem, kiedy tekst jest dobry, a kiedy zły. Często piszemy rzeczy, do których pewnie można by się było przyczepić, a nie widzę takich komentarzy. Nie wiem, czy ludzie to robią z dobrej woli, bo nie wierzę, że nie mają nic do powiedzenia. Może to kwestia tego, że mało komu w grze dobrze idzie. Trudno się przyczepić, że w drużynie bloga daliśmy opaskę Kane’owi, no bo to jest ruch najbardziej zdroworozsądkowy. Gdyby ktoś mnie zrypał, że jemu dałem opaskę, ta krytyka byłaby bez sensu.

Więcej czasu zajmuje wam w życiu decydowanie o domowym budżecie, czy o użyciu dzikiej karty?

GRUWWA: To jest dobre pytanie. Garret?

Garret: U mnie jest tak, że generalnie mało czasu poświęcam na myślenie o transferach. Zwykle w tramwaju, w metrze, w samochodzie. No bo nad czym tu myśleć? Pewne rzeczy są oczywiste same z siebie, szczególnie jak grasz już długo. Chipsy (ulepszenia na jedną kolejkę typu: Bench Boost – pierwszy skład punktuje razem z ławką czy Triple Captain – potrojone punkty kapitana – przyp. red.), dziką kartę układa się w miarę szybko. Więcej zajmuje blogowanie, to jest problem. Zwłaszcza w tym sezonie, kiedy mamy z różnych powodów bardzo mało czasu. I faktycznie – napisanie tekstu trochę zajmuje. „Co poszło nie tak” (przykładowy odcinek – KLIK!) pisze się piętnaście minut, to jest granie emocjami. Ale jak już chcesz coś dobrze zrobić, przyłożyć się do tego, może ci to zająć kilkanaście godzin – no to już jest problem, żeby usiąść, napisać, przeczytać to jeszcze raz, czy jest okej. Mi to zajmuje sporo czasu i co roku mówię sobie, że to ostatni sezon.

GRUWWA: Też wydaje mi się, że czas na pisanie jest generalnie trudny do znalezienia… Dzieci idą spać i potem wiesz, ludzie odpalają sobie konsolę, coś robią w domu, a ja odpalam stronkę i zaczynam pisać. Generalnie nad tym trochę czasu ucieka. Czasami nawet podświadomie wiesz, że tekst jest słaby. Bo wstałeś z rańca, pracowałeś osiem godzin, jesteś już wypruty i siadasz do klawiatury. I ile możesz po tych dwunastu godzinach mądrego napisać?

Wnioski (przykładowe wnioski – KLIK!) zajmują wam najwięcej czasu?

Garret: Trzy-cztery godziny mogą zająć, to fakt.

Zrzut ekranu 2017-11-14 o 20.38.05
1/20 wniosków, czyli jedna ekipa z kolejki wzięta na tapet

Da się je napisać bez oglądania meczu? To znaczy – czasem ma się wrażenie, że pisze je gość z trzema monitorami z odpaloną Premier League w sobotę o 16:00. No, przynajmniej po obejrzeniu naprawdę obszernych skrótów.

Garret: Prawda jest taka, że oglądam te skróty i wnioski są oparte na skrótach, więc powiedzmy, że merytorycznie jestem kryty. Ale nie oglądając ich, widząc same cyferki, strzałki, mogę je napisać bardzo podobnie. Jesteś w stanie sobie mecz opowiedzieć. Jak widzisz trailer filmu, to w dzisiejszych czasach zdradza on tyle, że jesteś w stanie sobie całość opowiedzieć. Na takiej samej zasadzie to działa.

GRUWWA: Tylko wtedy byś się wystawiał na strzał. Napisałbyś coś, co się nie wydarzyło, a ci, którzy widzieli ten mecz w całości zaraz by ci to wyciągnęli.

Garret: Dlatego nie wystawiasz się na strzał. Nie piszesz, że Morata zdobył piękną bramkę z woleja, tylko piszesz bezpiecznie, że zdobył piękną bramkę z główki.

(śmiech)

GRUWWA: Ja na co dzień pracuję z liczbami i łatwo jest się mimo wszystko myknąć pisząc o czymś.

Garret: Ja tak samo, pracuję na cyferkach. Statystyka moim zdaniem pozwala sobie zobrazować widowisko. Jak w Football Managerze – masz latające kropki tak właściwie, ale jesteś sobie dzięki liczbom w stanie zobrazować, jaki przebieg ma spotkanie.

GRUWWA: Benzema się ostatnio przyczepił, że już absolutnie wszystko jest monitorowane w liczbach.

Garret: Pozwoliłem sobie to skomentować: „not FPL material”. (śmiech)

Statystyka jest matką sukcesu wbrew pozorom. Jest dużo fajnych powiedzonek o statystyce, zabawnych cytatów, które można sprowadzić do tego, że jest chuja warta. Ale piłka nożna dąży do pełnej statystyki, do modelu NBA, gdzie będziemy wszystko jeszcze bardziej, jeszcze głębiej analizować. Przed tym nie uciekniemy. To jest przydatne, fajne, atrakcyjne. A widowisko z zasady musi być atrakcyjnie opakowane.

Sporo mówiliście o samym prowadzeniu bloga, ale jak to w ogóle się zaczęło? Jak złapaliście bakcyla FPL i czemu postanowiliście to opisywać publicznie?

GRUWWA: Ja zacząłem grać jak mnie namówił kolega w pracy. Pierwszy sezon, jaki mam wpisany w historii to… Chwila… Mam. 2009/10. Zagraliśmy sobie w pięciu, potem na następny sezon uzbieraliśmy dwudziestu. Postanowiłem ni z tego, ni z owego założyć bloga na blogspocie czy jakiejś innej darmowej platformie, żeby pisać, co się dzieje w tym fantasy, tak się tym zajawiłem. Pisałem, pisałem, po jakimś czasie okazało się, że czyta to więcej osób niż zakładałem… No i w komentarzach pojawił się Garret, który pisał je dłuższe niż moje wpisy. Zapytałem się go, czy nie miałby ochoty ze mną popisać, bo będzie mógł milej spędzać weekendy. Dzięki temu jego życie jest teraz lepsze.

Garret: Taaak, jestem ci bardzo wdzięczny, a moja żona jeszcze bardziej. To jest fantastyczne uczucie być częścią drużyny. Ja, nie znając się na fantasy, dałem się namówić koledze z pracy na granie. A że grałem w Championship Managera od lat 90., potem w Football Managera, to odnalazłem się w tym. Pomyślałem, że to da mi tyle samo frajdy. No i się strasznie pomyliłem (śmiech). Ale jakoś poszło.

GRUWWA: Jak juz pisaliśmy we dwóch, to blog faktycznie nabrał wiatru w żagle. Nie tylko my tę robotę oczywiście robiliśmy, tylko barwni ludzie, którzy stworzyli podwaliny społeczności. To daje nam mega dużo frajdy, że ci ludzie co sezon wracają, że się z wieloma rozpoznajemy. Że jesteśmy w stanie zrobić zlot przy okazji ostatniej kolejki, gdzie sześćdziesiąt osób dyskutuje ze sobą, ale nie oglądając spotkanie, tylko siedząc z nosami w telefonach. I sprawdzając, kto jak w tej chwili punktuje. Nie było ważne, że rzutnik się co chwilę rozłączał, trzeba go było restartować, wszyscy w telefonie mieli relację live. Niesamowita sprawa, było naprawdę grubo. Przyjechali ludzie z Wybrzeża, ze Śląska, Garret z Wielkopolski przyjechał. Jeżeli komuś chce się wsiąść w pociąg, przyjechać do Warszawy wypić piwo, obejrzeć mecz i wrócić tego samego dnia do domu, to znaczy, że ludzi faktycznie to jara. Trochę, jakby jechali na jakiś koncert czy coś. Teraz na pewno to powtórzymy przy okazji 38. kolejki.

DAW4pXdXoAAdESK-e1495465535522

Pamiętam też, jak założyłem czat, to też fajna historia pokazująca skalę zjawiska. Trafiłem na czat na jakimś blogu, Szósty Gracz chyba, o NBA w każdym razie. Patrzę: o, jest, wrzucę u siebie, może ktoś czasami zagada. Pewnego dnia tam wbijam, widzę wpis: „co tu dziś tak cicho?”. I tak sobie myślę: kurde, gościu, tu nikogo nie ma przecież. I nagle widzę, jak idzie wiadomość za wiadomością, chyba z pięćdziesiąt odpowiedzi. Pomyślałem: oho, zaczęło się. Poszły konie po betonie. Od tego czasu czat cały czas płonie, komentarze są też non stop. Ale cały czas w tym kraju to nisza.

Nisza, na której da się dobrze zarobić?

GRUWWA: Majątku się nie zbije. Ale mamy jedną umowę z bukiem, czego jest chyba teraz pełno w blogosferze. Fajnie, że ktoś tam nas zauważył. Bo pisałem do różnych stron, że jest taki blog, może byście chcieli, jest dużo osób, wpadnijcie, zobaczcie. I cisza. A tutaj sobie napisałem, ktoś pracujący tam nas polecił. Okazało się, że osoba pracująca tam w marketingu odpisuje mi, że wystawiła Kane’a na kapitanie.

Garret: Wtedy czuje się, jaki świat się zrobił mały. Że gość pracujący u buka w marketingu też ustawia sobie Kane’a na „C” na 11. kolejkę.

GRUWWA: To był fajny moment, bo człowiek poczuł, że to idzie w dobrym kierunku.

Garret: Ale brutalna prawda jest taka, że, jak mówił kolega GRUWWA, na FPL-u w Polsce się fortuny nie zrobi. To nie jest wołanie o pomoc, tylko realia – ta gra jest i będzie niszowa. Jak stanie się modniejsza, przełoży się na tysiąc like’ów więcej i tyle.

GRUWWA: Problem jest też innej natury. Nie wydaje mi się, żeby granie w fantasy ligę polską, jak granie w fantasy dla Anglików w Anglii. Bo oni grają w swoją ligę, o to chodzi. To też swego rodzaju hazard. A Polacy nie obstawiają tak masowo, jak Angole. Tam jest taka kultura, że nawet w najbiedniejszych dzielnicach, kolo w szlafroku idzie rano po bułkę, a po drodze puści sobie kupon u bukmachera. Tak samo w mediach – u nas to się tak nie przenika, a na przykład BBC w swoich serwisach jest w stanie mówić o lidze także pod kątem FPL. Jest to ogarnięte na takim poziomie, że świat gry wręcz krzyżuje się ze światem sportu. No i kolejka tam jest upakowana w większości o 16:00 w sobotę, u większości graczy występuje pół składu, jest ogromna dynamika, a w Polsce mamy mecze rozciągnięte na siedem-osiem terminów od piątku do poniedziałku. To wszystko sprawia, że nawet gdyby ktoś dał ci dzisiaj milion dukatów i powiedział, że chciałby to przełożyć jeden do jednego na polskie warunki, to nie byłbyś w stanie tego w taki sposób zrobić. Fantasy Premier League jest zjawiskiem unikatowym.

Rozmawiał SZYMON PODSTUFKA

***

GRUWWĘ i Garreta możecie śledzić na Twitterze, zapodają tam naprawdę sporo „FPL contentu”:

KOMENTARZE (8)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Albin Wikulski

Ah ten Pep, niszczy pryszczatym zabawę. Ja zawsze grałem z przodu Nochalem oraz Sałbińskim i chłopaki w Wygraj Ligę były zadowolone, że nie mieszam.

SG8

Fajny wywiad, będę częściej zaglądał na stronkę. Powodzenia!

Kozlik

„FPL zabiera przyjemność z kibicowania”…ale pierdolenie. WTF??? Właśnie po to tworzy się takie fantasy ligi by każdy mecz emocjonował, bo każda drużyna może być „Twoja” jak masz w swoim składzie jej grajka. Grają w to fantasy, a tak jakby to robili za karę (przynajmniej tak to odczułem przez powtarzające się wielokrotnie biadolenie). Ewentualnie trzecia opcja: prowadzenie tej strony, pisanie artykułów już ich wypala.

BTW: FPL jest zajebiste i mega kreuje zainteresowanie ligą i sympatie do konkretnych drużyn…Jak ktoś odczuwa inaczej to chyba powinien sobie odpocząć od tej gry na jakiś czas.

Marcin Bauman

Mówicie o sztywniactwie angielskich blogów, ale zapomnieliście wspomnieć o scenie podcastowej, która się rozwija i większość z tych podcastów jest raczej w luźnej formule.

Polecam przede wszystkim FFScoutCast i FMLFPL.

Mikas
West Ham United

Spadająca ze stacji kosmicznej śrubka spali się w atmosferze. Musiałem.

Kilgore Trout
CWKS Legia

To dlaczego kamyki dolatują?

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Szanowny autorze tydzień temu to był zajebisty tekst o historii upadku klubu Blackburn Rovers (co autor zapowiadał początek serii o futbolu angielskim). Przy całym szacunku ten artykuł traktuję jako pomyłkę… Daję szansę na poprawę, i czekam za tydzień 😀 Jeśli nie będzie poprawy to więcej nie zajrzę to takiego wyłudzania „clickbajtów” 😀

Ze sportowym pozdrowieniem, daję czas na „otrzeżwienie” 😉

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY