Image and video hosting by TinyPic
Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Każdy Polak wie, że schabowy jest królem drugich dań tak jak lew jest królem dżungli. To jedna z uniwersalnych prawd, które wysysamy z mlekiem matki. Analogicznie każdy Polak wie, że gruby idzie na bramkę. Dlatego gdy czytam w Playboyu słowa Boruca „Wśród najbliższych znajomych od lat mam tę samą ksywkę – Gruby” zastanawiam się: po pierwsze, czy tej zasadzie zawdzięczamy najlepszego reprezentacyjnego bramkarza od czasów Młynarczyka. Po drugie, czy Boruc bardziej polski, bardziej nasz, mógłby być tylko, gdyby przyznał, że przez całą karierę nie opuścił choćby jednego niedzielnego rosołu, a jego ulubiony deser to smalec z cebulą i ogórkiem kiszonym.

Cały stary wywiad Boruca w Playboyu to arcydzieło. Jeden z tych materiałów, których się szczerze i mocno zazdrości. Znajdziemy tu takie perełki:

„Nie jestem typem, który na kimkolwiek robi pozytywne pierwsze wrażenie”.(…)

„Kiedyś na wakacjach rozwaliłem telewizor w hotelu. Powiedziałem, że chcę się poczuć jak gwiazda rocka, podniosłem telewizor i jebnąłem nim o ziemię. Totalny kretynizm.

Poczułeś się?

Zupełnie nie. Ale po paru głębszych wszystko wygląda inaczej”(…)

„jak się broni po napaleniu jointami?”

Nie pamiętam. Zdarzało się w drugiej drużynie Legii. Piękne amatorskie czasy… Teraz nie mogę sobie pozwolić. Cały czas mamy robione badania krwi, a marihuana potrafi w niej „siedzieć” nawet przez pół roku. Także nie ma tematu”.

Barwnych lub emocjonalnych fragmentów jest multum. O tym, że płakał po porażce z Niemcami. O zespole pieśni i tańca Ziemi Siedleckiej „Chodowiacy”. O mamie, która nie doczekała jego boiskowych sukcesów, a która wcześniej w życie z piłki nie wierzyła, bo tata Artura, zawodowy hokeista, miał problemy z zapewnieniem rodzinie bytu. Sam przez skrzywienie zawodowe wyróżniam też tę odpowiedź:

Jesteśmy na przykład na zgrupowaniu kadry i mamy codziennie wywiady. Dzień w dzień o tym samym. Bez żadnych szans na kreatywne pytanie. Tym bardziej, że nawet nie rozegraliśmy jeszcze meczu. O czym tu gadać. Zresztą – umówmy się – ilu piłkarzy ma coś ciekawego do powiedzenia? Ale niektórzy nawijają godzinami. Cholerna strata czasu. Jak się w internecie otworzy wywiad sprzed tygodnia, to się okaże, że nie rożni się niczym od tego z dzisiaj. Po prostu bezsens.

Moim zdaniem jest sens rozmawiać tylko z Arturem Borucem, którego nudzi „chcemy zagrać dobry mecz”, „trochę brakło doświadczenia”, opowiadać ma o czym, umie to robić. Z drugiej strony nie ma już sensu rozmawiać z Arturem Borucem, bo tu zostało wszystko powiedziane.

To wielce zabawne, że Artur, który miał źle się prowadzić, palić papierosy, mieć kłopoty z nadwagą, w wieku 37 lat wciąż broni na najwyższym poziomie, a spokojnie pogra jeszcze kilka sezonów. W zasadzie typowe dla Boruca, o którym pisaliśmy kiedyś, ze jego specjalność to udowadnianie, że jest nie do zajebania. Skreślano go w różnych miejscach, w wielu miał być zepchnięty na margines, a na koniec i tak wyszarpywał ważną pozycję.

Nie twierdzę, że łatka, która się do niego przykleiła została uszyta z powietrza – przecież sam Boruc nie udaje, że był święty. Granice, które przekraczał, wielu dzisiejszym młodym piłkarzom nawet nie majaczą na horyzoncie. Ale zarazem jest dla mnie jasne, że Boruc jako chodząca kontrowersja to fikcja, rzeczywistość rozdmuchana na potrzeby zapełniania brukowych szpalt.

Skrajne negatywne emocje, których życie mu czasami dostarczało, w połączeniu z nieograniczonym budżetem i oceanem wolnego czasu, to w oczywisty sposób mieszanka wybuchowa. Jak miał raptem dwadzieścia lat, jego mama zmarła na raka. Zamiast spokojnego domu przeszedł rozpad małżeństwa, a potem walkę o prawa do opieki nad synem. Gdy zmarł jego tata, najwierniejszy kibic, Artur musiał zaopiekować się także młodszym rodzeństwem.

Jest taka scena w pierwszym odcinku Stranger Things. Szeryf mówi: „Chcesz wiedzieć co najgorszego zdarzyło się przez cztery lata odkąd tu pracuję? Sowa zaatakowała głowę Eleanor Gillespie, ponieważ myślała, że jej włosy to gniazdo”. Wkrótce, delikatnie mówiąc, pojawiły się większe zmartwienia od sów. Doskonale wiem, że każdy nosi swój krzyż, a prawda jest taka, że nikt – by tak rzec – nie przechodzi przez życie suchą stopą, ale coś mi mówi, że spokój w osobistym miasteczku Hawkins Boruca został zmącony znacznie wcześniej, niż u wielu jego rówieśników, niż u wielu kolegów po fachu.

Jak to szło w jeszcze innym filmie?

Co cię nie zabije uczyni cię dziwniejszym?

Skrajne sytuacje każdego mogą prowadzić autostradą do skrajnych zachowań, przez które odreagowuje się skrajny stres. Kto miał w życiu nie tyle trudne, a głębinowe okresy, najlepiej wie, że to wejście do ringu. Jeśli przegrasz, możesz już nigdy się nie podnieść, zameldować na dnie studni. Ale jak wygrasz, wnioski i doświadczenia z tej walki mogą być największą siłą.

Wierzę, że udziałem Boruca jest ten drugi scenariusz. Spłycanie go do gościa, który wybronił nam honorowe wpierdole w dwóch przegranych meczach to wielkie niedomówienie. Polska nie remisowała z Niemcami do 90 minuty, z Niemcami remisował Boruc. Niech was też nie zmyli definicja, remis z Austrią był druzgocącą porażką, po pierwsze naszą, po drugie największą w historii stosowania pressingu. Dla mnie jest bezsporne, że Boruc to najlepszy reprezentacyjny bramkarz – bez mała – ostatnich trzech dekad, bo Jurek Dudek nigdy nie dojechał, Wandzika trawił syndrom Warzychy, a Szczęsny i Fabian nigdy tak się nie wykazali.

I chcę tu położyć nacisk na „reprezentacyjny”, bo to dzięki grze z orzełkiem na piersi piłkarz porywa tłumy. Dlatego każdy kibic ma więcej pozytywnych uczuć w kierunku przyszywanego kadrowicza z Warri, który po polsku potrafi powiedzieć tylko „dzień dobry” i „moje testy pięć lat wcześniej we Włoszech na dowodzie z cofniętym licznikiem to bujda”, a nie wobec Krzysztofa Warzychy, który w barwach Panathinaikosu osiągnął wszystko, w swoim czasie będąc jedną z najlepszych dziewiątek kontynentu. Nigdy nie będziemy w stanie porównać Boruca z legendami sprzed dekad, które zakładały na szyję medale mistrzostw świata, bo Artur, po prostu, takich osiągnięć nie ma. Ale jest jednym z niewielu – jedynym? Do spółki z Krzynówkiem? – który na wielkich turniejach ostatnich lat nie zawiódł. Boruc i jego gra była łyżeczką cukru w beczce dziegciu. Legendy sprzed dekad tak osamotnione nigdy nie były.

Porzucając boisko, Artur Boruc, którego niektórzy najmniej ostrożni z najmniej subtelnych chcieliby zakwalifikować jako bywalca tabloidów, to najciekawsza osobowość polskiej piłki ostatnich lat. Człowiek inteligentny, błyskotliwy, z doświadczeniami życiowymi, z których na moje oko czerpie pełnymi garściami.

Ale który mimo wszystko, do tej pory żył w bańce i przed nim kolejne wyzwania.

„Szczerze mówiąc, nie miałem jeszcze możliwości dotknąć tak zwanego normalnego życia. Sport oszczędził mi podejmowania trudnych decyzji, od których zależy, czy będzie co do garnka włożyć. Nigdy nie musiałem się zastanawiać, skąd wziąć pieniądze. Miałem więcej szczęścia niż inni.”

Ja  życzę tylko, by – jak sam to ujął – w normalnym życiu się nie pogubił.

Sobie życzę, by Boruc wydał biografię.

I czekam jaka będzie odpowiedź na jedno z najciekawszych pytań najbliższych lat:

Co Boruc będzie robił po skończeniu kariery? 

Leszek Milewski

Napisz autorowi, że jego teksty – by tak rzec – to cholerna strata czasu

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (51)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Ostradamus

„Każdy Polak wie, że schabowy jest królem drugich dań tak jak lew jest królem dżungli.” – natomiast schabowy z ananasem jest królem drugich dań w pseudo-nowoczesno-patologicznych rodzinkach.

Prosinecki

ciekawe skąd wiesz takie rzeczy, prowadzisz jakieś badania statystyczne? wychowywałeś się w takiej rodzinie? możesz określić co charakteryzuje pseudo-nowoczesną patologię, oprócz oczywiście spożywania schabowego z ananasem? ciekaw jestem.

gryf01

Jak może prowadzić jakiekolwiek badania, skoro w felietonie o Borucu zdołał przeczytać tylko pierwsze zdanie i od razu zostawił bezsensowny komentarz?

Misza

też miałem skomentować ten akapit ale w innym kontekście, otóż lew nie jest królem dżungli bo żyje np. na sawannie, a cytując wikipedię „Na przekór popularnemu określeniu „król dżungli” lew jest zwierzęciem otwartych równin”.

a tekst Pana Leszka, jak zwykle ciekawy.

gryf01

A do tego śpi w dzień.
Czyli piosenka: „In the jungle, the mighty jungle, the lion sleeps tonight” nie ma żadnego sensu? Rozumiemy, ale i tak jest fajna:
A-weema-weh, a-weema-weh :)

Misza

Doooobre, nigdy tego tak nie interpretowalem

13mistrz13

Patologicznych rodzin nie stać na schabowego a co dopiero na ananasa, nawet jesli sa to rodziny pseudo nowoczesne.

Goldi

Twoje teksty to kompletna strata czasu.

Marian Lichtman
Turbadurzy

Kompletna strata czasu to było spółkowanie twoich starych 9 miesięcy przez twoim urodzeniem.

blazej przybylowicz

sądząc po ilości minusów dla Goldi, ilości plusów dla Ciebie i wreszcie sądząc po Twoim komentarzu kręci się tu dużo ludzi, którzy w ogóle nie złapali żartu.

Mikas
West Ham United

A tekst jest na czerwono, więc powinno się rzucać w oczy. Chyba.

gryf01

Ja bym chciał, żeby Boruc był komentatorem. Byłby sto razy fajniejszy od Hajty.
Bardzo barwna postać. Pamiętam jak jeszcze w Glasgow spuścił wpierdol jakimś chuliganom w parku. Podobno napastowali jakąś babkę w ciąży.

wojtek1611

Boruc jako komentator – albo byśmy go nie słyszeli, albo powiedział by pierwsze słowo przed zejściem z anteny 😀

gryf01

Może i tak. Ale pewnie byłoby to prawdziwe słowo, prosto z wątroby, np: „Przejebali!”

Kutanoid
Farmacja Tarchomin

Raczej nie do zrobienia, kiedyś mówił, że piłką to on sie wogóle nie interesuje poza własnymi meczami. Nie wie kto gra w Milanie czy Realu itd.

gryf01

To prawda. Ma sporo fajnych powiedzeń, ale zazwyczaj nie związanych z piłką. Szkoda, bo koleś ma charakter.

Lluc93

W szczycie formy bramkarz absolutnie na topowe kluby w Europie. Trochę szkoda, że nigdy do takiego nie trafił, bo miał wszystko, żeby w takich zaistnieć. Świetny refleks na linii, dobry na przedpolu, dobrze grał nogami i kapitalny w sytuacjach sam na sam gdzie robił te swoje charakterystyczne pajacyki. Do tego raczej gra w wielkim klubie by go nie spaliła co pokazywał na wielkich imprezach w reprezentacji.
Fajnie byłoby gdyby po sezonie jeszcze na 2-3 lata wrócił do Legii. Nasza liga potrzebuje takich osobowości.

Urkides
Legia Warszawa

A ja myślę że Boruc nie zrobiłby kariery w topowych klubach. Nie dlatego że zabrakłoby mu umiejętności ale dlatego że musiałby poświęcić swój luz i stosunek do życia. Na samej górze wieją silniejsze wiatry i jest inne ciśnienie. Bardziej dociekliwe są media. To wszystko nie sprzyja byciu na luzie.
Mnie się takie osobowości jak Boruc podobają. Myślę że droga którą podążył dała mu satysfakcję sportową, wystarczające pieniądze a nie odebrała tego luziku na który mógł sobie pozwolić a bez którego byłby innym człowiekiem.
Na moje oko poszedł optymalną dla siebie drogą.

Fabio

Eee tam. Było wielu piłkarzy w topowych klubach, którzy żyli podobnie jak Boruc. Pierwszy przykład z brzegu to Fabien Barthez w Man U. Najważniejsze to mieć umiejętności i wsparcie trenera. Nie wiem, czy by zrobił wieloletnią karierę w topowym klubie, ale z pewnością mógł w takim pograć na dobrym poziomie przez pewien czas. Z drugiej strony, grał w Celtiku, który miał wówczas dość silną markę w Europie, w związku z czym w LM nie był chłopcem do bicia i Artur miał możliwość toczyć ciekawe boje jak ten z Milanem.

Forbrich-Barber
Amica Wronki

Wierzysz w to, że facet który widział tyle świata, miał kolegów znakomitych piłkarzy, grał przeciwko najlepszym na świecie, zarabiał miliony Euro, znalazłby motywację do kopania się po czole w ESA? Do bronienia strzałów Bilińskiego, Śpiączki i Papadopulosa? Ja myślę, że nie.

Lluc93

Boruc to Legionista. Myślę, że fajnie dla niego byłoby spiąć klamrą swoją karierę i zakończyć karierę tam skąd wypłynął na szerokie wody.

Forbrich-Barber
Amica Wronki

Równie dobrze może zostać trenerem bramkarzy albo jakimś skautem.
Albo zwykłym kibicem który hobbystycznie idzie na mecz.

Miszcz Joda

Miał zawsze problemy z utrzymaniem formy. Jak sam kiedyś przyznał miał 5 kg nadwagii grając w Celticu. Potrafił bronić b.dobrze ale zdarzały mu się często „gorsze dni”.
Myślę, że biorąc pod uwagę jego charakter i zdolności niewiele więcej mógł osiągnąć.

Marian Lichtman
Turbadurzy

Szczerze powiedziawszy, trochę się nawet cieszę, że Boruc odchodzi. Dla mnie zawsze był on symbolem tych chujowych czasów w pierwszej dekadzie XXI w., kiedy najbardziej jaraliśmy się tym, że czasem Krzynówek w Bundeslidze albo Ebi Smolarek w dole tabeli La Liga coś strzelił, a nadzieję pokładaliśmy w jakichś Brożkach czy Janczykach. Nie było komu grać, nie było kogo rozwijać. Jak przychodziło co do czego, to dawaliśmy dupy na każdej dużej imprezie, ale jednego można było być pewnym: Boruc nie nawali, a czasem nawet wybroni coś ekstra.

Bo jak nie dojeżdżał, to wszyscy mieliśmy problem. Pamiętamy aż za dobrze Bratysławę i Belfast w eliminacjach RPA 2010. Tak czy siak tęsknić będę za Borucem, ale czasy, które uosabiał, niech przepadną bez wieści.

Prosinecki

akurat Krzynówek to jedyny piłkarz z tamtych czasów, który dałby radę spokojnie i dzisiaj.

Marian Lichtman
Turbadurzy

Pewnie, że by dał (wolałbym go 100 razy bardziej od chaotycznego Grosika), ale biorąc pod uwagę, jaką renomą cieszyli się Polacy wtedy, a jaką cieszą się dziś, to wyczyny Krzynówka w Bundeslidze (a nawet w Lidze Mistrzów, gdzie Real ukłuł wspaniale) robią obecnie dość mizerne wrażenie.

Prosinecki

czy ja wiem, prawda jest taka, że poza trójką Lewy, Piszczek, Kuba i może jeszcze Glikiem, ciężko wskazać kogoś, kto by jakoś znacząco przebijał tamte osiągnięcia Krzynówka.

Habanero
Las Palmas

spokojnie te czasy niedługo wrócą kariery skończą Lewy Błaszczu Piszczek Grosik Glik i będzie to co zwykle niestety obecną siłę naszej kadry nie zawdzięczamy systemowi szkolenia tylko cudownemu przypadkowi, że w mniej więcej tych samych latach urodziło się nam kilku fajnych grajków do tego Boniek wymyślił dobrego trenera ale nie widzę pozytywów na przyszłość dlatego cieszmy się tym mundialem w Rosji

Marian Lichtman
Turbadurzy

Mimo wszystko jestem dobrej myśli i liczę na to, że niczym w skokach narciarskich Małysz, tak w futbolu Lewandowski okaże się być bodźcem do rozwoju całej dyscypliny w Polsce. Oczywiście konkurencja jest większa, a cała piłka nożna się korporacjonizuje, ale wierzę, że to jest możliwe. Może to naiwne „wishful thinking”, ale dlaczego nie?

Miszcz Joda

Tylko w skokach jest centralizacja (to naprawdę małe ale solidne sito z dobrym zapleczem i trenerami). W piłce masz przeszło tysiąc ośrodków szkoleniowych, na ogół chujnia z grzybnią i imbecyle z przypadku jako trenerzy. A i nastawienie na wyniku u juniorów.

Forbrich-Barber
Amica Wronki

„Skrajne sytuacje każdego mogą prowadzić autostradą do skrajnych zachowań, przez które odreagowuje się skrajny stres. Kto miał w życiu nie tyle trudne, a głębinowe okresy, najlepiej wie, że to wejście do ringu. Jeśli przegrasz, możesz już nigdy się nie podnieść, zameldować na dnie studni. Ale jak wygrasz, wnioski i doświadczenia z tej walki mogą być największą siłą.” – dzięki za ten fragment. Było mi trzeba przeczytać dziś coś takiego. Jak zawsze Leszek trzyma poziom i ma trochę więcej do przekazania niż inni „redaktorzy”.

B123

Ja rozumiem że kończy karierę itd ale pisanie „…Dla mnie jest bezsporne, że Boruc to najlepszy reprezentacyjny bramkarz – bez mała – ostatnich trzech dekad …” to nigdy nie był tak solidnym jak Dudek, Fabian czy Szczęsny ( te niby magiczne mecze z Niemcami to jakaś legenda tam prawie wszystkie strzały były w niego) do tego ta akcje we Lwowie i przede wszystkim Irlandia i Słowenia gdzie przegrał nam te mecze do spółkę z pierdołowatym holendrem co go wystawił choć był zupełnie bez formy.

Lluc93

Co ty pierdolisz. Piłkarzy głównie pamięta się z wielkich imprez, a Boruc w 2006 i przede wszystkim w 2008 roku bronił na nich fantastycznie.

kolor100

Ostatnie, 5 miejsce, w eliminacjach do MŚ 2010, bo amatorów z San Marino na ostatnim nie ma co liczyć, a świetne mecze w 2006 i 2008 i tak nie dały awansu z grupy.

Przemyslaw

Zwłaszcza Dudek był solidny jak Koreańczyk strzelał mu po krótkim rogu, jak łapał strzał Łotysza „krótszą ręką”, jak podał piłkę prosto pod nogi Finlandczyka lub jak Szwed włożył mu za kołnierz. OK, Boruc też miał swoją Słowację i Irlandię Północną, ale żeby mówić, że Dudek był solidniejszy, to trzeba chyba mieć bardzo wybiórcze pojęcie o reprezentacyjnej piłce.

Zener

Z perspektywy Warszawy chyba naprawdę niektórym się wydaje, że Boruca kocha cała Polska.
W reprezentacji miał dobre 3-4 lata, ale trafił na nienajlepszych partnerów do gry. Ale klubowo, biorąc pod uwagę potencjał, jego kariera to jednak porażka. Jaranie się teraz, że wygrał walkę o miejsce w skłądzie we Fiorentinie jest śmieszne. Wyobrażacie sobie Szczęsnego tam? Byłoby: eeee, spoko, ale stać go na więcej.
Nie lubię stawiać ogólnych tez o Polsce i Polakach, ale chyba naprawdę jesteśmy jedynym krajem, w którym chwali się leserstwo i przeciętniactwo. Gdyby Boruc wziął się za siebie, mógł być może nawet najlepszy na świecie. A był tylko niezły.

WhiteStarPower

Leszek jest kibicem Widzewa z Łodzi

Wyrzysk

A ja zawsze będę go wspominał z ogromną nostalgią. Za to, że pół Glasgow go kochało, a pół nienawidziło. Za wizytę w Płocku na trybunach. Za duszenie Caldwela. Za MŚ i ME. Za karnego ze Spartakiem. Za to, że Dyzma… yyy… Smuda go nie lubił. Za to, że Żewłakow wsadził go na konia w Belfaście. I za wiele, wiele innych rzeczy. Mam w dupie sportowe porównania z Dudkiem, Fabiańskim i Szcześnym, bo gdybym miał wybrać sobie osobę, z która po meczu chciałbym iść się napić i pogadać, to nie miałby kontrkandydata.

BaltazarGabka
Legia

I jeszcze jak chciał spuścić bęcki na meczu Naylorowi. Klasyk. Naylor niby do niego wystartował też, ale podejrzewam, że w gaciach to pełno miał, bo Neylor zasadniczo był „miękkim chujem robiony”.

Wyrzysk

Pojebałem nazwiska, chodziło oczywiście o Naylora :-)

Fabio

Podejrzewam że byś marnie wybrał bo Boruc jak kogoś nie zna, to nie jest rozmowny. Szczęsny zdecydowanie najlepszy do gadki przy piwku.

Wyrzysk

Abstrahuję oczywiście od ich podejścia do nieznanych ludzi :-) Jestem 5 lat młodszy od Boruca i 5 lat starszy od Szczęsnego, ale charakterologicznie i chyba pokoleniowo bliżej mi do Artura.

pejsbuk

No ale w wawce kebab i wietnamszczyzna

kolor100

Może redaktor napisze o eliminacjach do MŚ w RPA z Borucem w składzie. 5 miejsce w grupie, tylko San Marino było gorsze.

pejsbuk

to by bylo uderzenie w wizerunek

Lechu_wroniecki
Amica Poznań

Dno, Pudelek, Onet, gówno. artykuły pisane na kolanie, 95% chłamu, „Artykuły” Olkowskiego i Białka gdzie wchodzi się tylko po to by czytać komentarze. I w końcu przychodzi czwartek. Co Pan tu jeszcze robi Panie Leszku!?

KazimierzWichura

Kazdy wie ,ze jest tylko jeden prawdziwy krol . Krol Julian

Bartek Kiezun

dzieki za link do wywiadu! kozacki. za tydzien tez cos podlinkuj prosze :)

Gift Muwsadzi
Dynamos Radom FC

Krzynówek na turniejach dawał dupy (nie liczę dokonań z meczów o honor). Pamiętam jego strzał w maliny na Euro ’08 z Niemcami. Początek meczu, pusta bramka bo Lehmann wybrał się akurat na grzyby a Krzyniu miast zrobić użytek z tej swojej słynnej lewej stopy ktorą straszył Reale i Romy zalicza fatalny kiks. Pewnie i tak byśmy dostali w łeb ale emocji pozytywnych wincyj niż z 0:2

Broncur Rynek
przecież nie podam prawdziwej drużyny

W jednej z książek z Harrym Hole była teoria, że najlepiej w świadomości społecznej zapamiętani są przegrani. Boruc te mecze z Niemcami i Austrią przegrał (z Austrią remis, ale w praktyce oznaczał nasze odpadnięcie z Euro 2008, moja największa reprezentacyjna trauma). Szczęsny miał taki świetny mecz w kadrze – 2:0 z Niemcami. Ale fakt, na mistrzowskich imprezach miał tylko 1,5 meczu. Dobre mecze, ale mało i niespektakularne.
Poza tym, Leszku, dobry tekst, zwłaszcza o wejściu do ringu po trudnych, głębinowych okresach. Życiówka.

Vooyek_Zbooyek

Tradycyjnie po pierwszym wulgaryźmie przestałem czytać. Dorośnijcie.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY