Szacunek do Owena i jego pracy byłby wskazany. Chyba że po prostu kogoś na to nie stać
Weszło

Szacunek do Owena i jego pracy byłby wskazany. Chyba że po prostu kogoś na to nie stać

 Słyszałem wiele głosów i czytałem wiele opinii krzywdzących Adama, na zasadzie: nie trenował, nie był, nie widział, u nas to się robi inaczej i tym podobne. Wypowiadają się, jak zwykle, ludzie mający znikome pojęcie o jego osobie, filozofii gry bądź czystym profesjonalizmie. Jak to często bywa, robimy się za „ekspertów” i szybko szufladkujemy osobę. Robimy to też często siedząc na tak zwanym tylnym siedzeniu, nie biorąc odpowiedzialności za nic, bo tak przecież najłatwiej. Jeśli mu wyjdzie, to „udało mu się i zobaczymy jak długo”, jeśli nie, proste „a nie mówiłem” w zupełności wystarczy. Ile było latem dywagacji i żółci przed rozpoczęciem sezonu na temat trenera Korony? U nas spłaszczamy do tego, że on jest tylko od fitnessu, czyli wynieś, przynieś, pozamiataj, daj mi odżywki. My, zatrudniając Adama, stwierdziliśmy, że człowieka od rozgrzewek już mamy, a potrzebujemy profesjonalisty – mówi Piotr Nowak, były pierwszy trener, a obecnie dyrektor sportowy Lechii. 

Gdyby to zależało tylko od pana, prowadziłby pan wciąż pierwszy zespół Lechii?

Pan to źle ujął, to jest złe pytanie. Od samego początku współpraca między prezesem, zarządem i mną była jasna, czytelna. Pracowaliśmy jako zespół, bo uważaliśmy – jeszcze zanim tutaj przyszedłem – że tylko to może nam dać rezultaty i sukcesy. To pytanie jest więc nie na miejscu, bo jeśli sam zarząd zdecydowałby o tej zmianie, inaczej by ta sytuacja się skończyła. Ja mam wiele do zaoferowania, prezes, zarząd i rada nadzorcza o tym wiedzą, w pewnym czasie wykonywałem jedną i drugą pracę, co ze względów logistycznych nie było wręcz możliwe. Zdecydowaliśmy więc wspólnie, że tak jak jest teraz, będzie łatwiej i bardziej profesjonalnie. Pod tym względem podeszliśmy, by klub mógł funkcjonować na dobrych zasadach. Role są podzielone i jest to czytelne dla wszystkich.

Patrząc na chłodno, jest pan zadowolony ze swojej pracy jako trener Lechii?

Po wielu latach pobytu za granicą miałem wątpliwości. Jak będę postrzegany, jak przyjmą moją filozofię gry piłkarze, jak przyjmą ją kibice? Czy to się wpasuje w filozofię klubu? Prezes Mandziara utwierdził mnie w przekonaniu, że to jest wyzwanie, które można i trzeba podjąć. W tym czasie przełamaliśmy wiele barier, rzeczy, które wcześniej nie były możliwe. Wygrywaliśmy mecze niewygrywane przez kilkanaście lat, punktów zrobiliśmy praktycznie najwięcej w historii całej Lechii Gdańsk. Przez większość sezonu byliśmy w pierwszej trójce, bo taki był nasz cel. Po 20 kolejkach ligi mieliśmy 39 punktów, co daje prawie dwa punkty na mecz, a w siedmiu meczach rundy mistrzowskiej zdobyliśmy 15 punktów co daje ponad dwa punkty na mecz, bez straconej bramki. Trenera postrzega się też przez to, jak stara się wydobyć z piłkarzy, których ma, to co najlepsze. Inspiruje ich do tego, by podnosili swoje kwalifikacje. Przykłady Milosa Krasicia, Sławka Peszki – na których wielu postawiło krzyżyk bardzo dawno temu, a my ich odbudowaliśmy i daliśmy im możliwość czerpania satysfakcji, z pracy którą wykonują, Vanji Milinkovicia-Savicia, Haraslina, Malocy czy Wolskiego, który wrócił do reprezentacji Polski. Można te nazwiska mnożyć, ale to też nie jest moją rolą, by klepać się po ramieniu i mówić jak świetną robotę wykonałem, bo pracowaliśmy jako zespół. Było kilka momentów, które można było wykonać lepiej i poprawić wynik. Jednak jest dużo pozytywów, ten czas, który spędziłem na ławce, pozwolił mi poznać zespół, wkomponować się w środowisko i klub. To mnie cieszy i napawa satysfakcją. Jestem zadowolony z pracy, którą wykonałem i wykonuję dalej.

A wraca pan myślami do końcówki zeszłego sezonu?

Oczywiście, że wracam, ale pewne rzeczy są już za nami. Słyszałem głosy, że graliśmy defensywnie czy coś w tym stylu, ale ja powiem w ten sposób – w grupie mistrzowskiej wszedł tylko Steven Vitoria za Rafała Janickiego i Kuba Wawrzyniak w ostatnim meczu za Nunesa. To był cały czas ten sam zespół, który wygrał w Gdańsku z Pogonią i Jagiellonią po 4:0, który wygrał na Wiśle Kraków. Tych zmian nie było wiele, trenowaliśmy przed rozpoczęciem rundy mistrzowskiej w ten sam sposób i to przynosiło efekty. Zarzut powtarzany jak mantrę, że wyszliśmy w Warszawie defensywnie uważam za mocno nietrafiony. W meczu z Legią mieliśmy to samo ustawienie, nastawienie i motywację, nic się nie zmieniło od meczu z Pogonią, który wygraliśmy 4:0.

Szkoda, że zabrakło jednej bramki lub punku do mistrzostwa albo pucharów, ale nie możemy patrzyć tylko przez pryzmat jednego meczu, ale przez pryzmat całego sezonu, a wykonaliśmy w nim dobrą pracę. Bardzo dobrą.

Myślę, że ta krytyka dotyczy bardziej meczu w Poznaniu.

Nie zgodzę się. Mecz w Poznaniu był dla jednej i drugiej drużyny nie tylko ważny, ale był trzecim meczem końcowym w czasie tygodnia. Graliśmy z Koroną w niedzielę, w środę z Jagiellonią i w niedzielę z Lechem. To było ostatnie spotkanie i Lech, po meczu z Legią nie prezentował się od nas dużo lepiej ani w ofensywie, ani defensywie. To spotkanie wyglądało podobnie do tego w Warszawie – topowe zespoły nie otwierają się, bo tych punktów nie ma potem gdzie odrobić. Jedna i druga drużyna nie zagrała piłki frywolnej, otwartej, ale była to piłka dwóch bardzo dobrych drużyn, które się spotkały i walczyły o jedną bramkę, pozwalającą wygrać mecz. Do nas nie można mieć zarzutów. Lech grał u siebie, przy wspaniałej publiczności, przy dużym zainteresowaniu, a to jednak nie wyglądało w ten sposób, że staliśmy we własnej szesnastce. Mecz toczył się na 30. metrach, gdzie dwie jedenastki grały tak do przodu, jak i do tyłu.

Mam wrażenie, że gdyby nauczył pan Lechię grać wcześniej lepiej na wyjeździe, zespół podszedłby do tej końcówki inaczej, pewniejszy siebie.

To był zawsze śmieszny zarzut, że graliśmy inaczej w meczach wyjazdowych niż u siebie, a tak w rzeczywistości nie było. Od początku 2016 roku graliśmy ofensywną i otwartą piłkę, czasami przegrywaliśmy 1:3, 2:4, mimo że kilku malkontentów, podpowiadaczy z boku i tak zwanych „ekspertów” namawiało, abyśmy przestali grać trójką obrońców i byli bardziej wstrzemięźliwi w naszej grze. Wszyscy uwielbiali nas oglądać. Tylko nie było z tego zdobyczy punktowej. Do rundy mistrzowskiej podeszliśmy bardziej pragmatycznie, ale nie na takiej zasadzie, że mamy parkować autobus w polu karnym. Graliśmy mądrze, wyrachowanie, do pewnego momentu staraliśmy się grać nie tylko wysokim pressingiem, ale też mieć momenty na odpoczynek. Patrząc przez pryzmat wieku, to nie jest zespół hasający od pola karnego do pola karnego. Ja podkreślałem wielokrotnie, że trzeba umieć odpocząć w odpowiednim momencie meczu. Ten zespół był na tyle doświadczony, że wtedy znalazł balans między hasaniem a cofnięciem się. To było kluczowym momentem w rundzie mistrzowskiej. Natomiast wcześniej mieliśmy takie trzy mecze – przegraną na Lechu, wiadomo w jakich okolicznościach, już nie będę do nich wracał. Potem porażkę w Chorzowie, gdzie odbudowa mentalna była trudna. No i porażka w Gdańsku z Legią, po dwóch kontrach, kiedy graliśmy dobrze. Tutaj bym upatrywał tego, że zabrakło nam jednej bramki bądź kilku punktów.

Dlaczego ten balans udało się znaleźć tak późno? Jeszcze jesienią było dużo problemów w meczach wyjazdowych, zarówno w lidze, jak i w Pucharze Polski, a więc w Niepołomicach.

Nie mamy drużyny rezerw, którą rozwiązaliśmy z przyczyn czysto szkoleniowych, a nie jak to prezentuje kilku „fachowców” w mediach, że to by tak dużo dało naszym piłkarzom, niebędących w rytmie meczowym. Na dzisiaj drużyny rezerw nie ma już pięć klubów, między innymi Wisła Kraków, Jagiellonia, Korona, Cracovia, ponadto w trzeciej i czwartej lidze występują rezerwy 10 innych klubów. Jeśli w drużynie rezerw mieliby występować wyłącznie juniorzy do lat 19, to może byłby to dobry pomysł, choć poziom sportowy i tak jest daleki od ideału, ale jeśli mamy traktować zespól rezerw jako tzw. Klub Kokosa, to mieliśmy w ostatnim tygodniu najlepszy tego przykład i wynik w meczu rezerw jednego z klubów ekstraklasy. Śmieszą mnie tez argumenty owych „fachowców”, że przecież w Niemczech, Hiszpanii, Portugalii i tak dalej, mają drużyny rezerw. Tak mają, ale one występują w drugiej lidze Hiszpanii i Portugalii, bądź tak jak te w Niemczech oparte są na juniorach do lat 19. Nawet RB Leipzig rozwiązał drużynę rezerw U-23 i to z pewnością nie z powodów budżetowych.

Ale wracając do meczu w Niepołomicach, uważaliśmy, że będzie on szansą dla tych piłkarzy, którzy są w kadrze i również chcą się pokazać i mają ku temu predyspozycje. Przegraliśmy po rzutach karnych, do których doszło po problematycznej jedenastce w ostatnich sekundach. O tym meczu więc bym nie mówił. Natomiast czynnikiem, który wystąpił w rundzie mistrzowskiej, było wkomponowanie się w zespół Dusana Kuciaka, Ariela Borysiuka i Simeona Sławczewa, który jesienią był krótko. Rafał Wolski zaczął bardzo dobrze grać, bo spędziliśmy z nim wiele czasu. Drużyna się scaliła, mieliśmy mocną linię pomocy, Haraslin świetnie współpracował z Milosem Krasiciem i Simeonem, Marco strzelał bramki. Te zwycięstwa i granie bardzo dobrej piłki pozwoliły nam złapać rytm, o który walczyliśmy jesienią.

Gdansk, 04.09.2017 EKSTRAKLASA PILKA NOZNA TRENING POLISH LEAGUE FOOTBALL PRACTISE NZ trener piotr nowak coach , marco paixao , FOT. WOJCIECH FIGURSKI / 400mm.pl

Jeszcze mówiąc o finiszu zeszłych rozgrywek – kluczowy był też mecz z Koroną. Nie mogę zrozumieć, jak drużyna może zagrać tak słabo w niedzielę, a potem tak dobrze w środę, z Jagiellonią.

Nie chciałbym umniejszać roli Korony, ale to był bardzo chaotyczny mecz. Z wielu względów. Korona grała bardzo prostą piłkę, jeśli chodzi o konstruowanie akcji, pressing, w pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że to jest ping-pong. Jedna piłka, druga piłka, tak latały 30-40 metrów nad głową. To nie była nasza gra, a dostosowaliśmy się do niej, zamiast uspokoić mecz i odpowiedzieć swoimi schematami. Widać było, że tego nie zrobiliśmy, nie skupiliśmy się na tym, co wychodzi nam dobrze. Jeśli znaleźliśmy jakąś lukę, to też nie potrafiliśmy jej wykorzystać. Wyciągnęliśmy wnioski i mecz z Jagiellonią wyglądał już inaczej, choć ona zaczęła jak Korona. Wysoko, z dużym pressingiem, dużo oskrzydlających akcji. Dusan wtedy stanął na wysokości zadania, z Koroną nie przypominam sobie, by miał tyle zajęć. Jagiellonia miała kilka okazji, ale pierwsza i druga bramka po ich przewadze dała nam pewność siebie. Dobrze się stało, że potrafiliśmy przekonać zespół, że ten mecz z Koroną to nie była nasza gra.

A to nie był problem Lechii, że zbyt często poddawała się stylowi rywala? Że panował minimalizm?

Nie zgodzę się. To Lechia narzucała swój ofensywny styl gry przez co nadziewaliśmy się na kontry. Mogę się natomiast zgodzić z tym, że tak jak Korona było kilka zespołów, które próbowały nas stłamsić fizycznie, bo piłkarsko nie były w stanie i taka była ich taktyka. Ja wielokrotnie też zwracałem uwagę na dysproporcje pomiędzy liczba fauli i żółtymi kartkami przeciwko nam.

Jednak można na to spojrzeć inaczej – biorąc pod uwagę wyniki, to z Piastem przegrywaliśmy 1:2 i potrafiliśmy wygrać 3:2. Korona od 2:0 do 2:2 i wygraliśmy 3:2. Wygrywaliśmy też z Lechem, przegrywając 0:1. Tak więc strzelaliśmy wiele bramek u siebie, szliśmy na jakieś śmieszne rekordy, problemem było strzelić więcej niż jednego gola na wyjeździe, ale co chcę pokreślić bardzo mocno, od 2016 roku słowa minimalizm nie było w naszym słownictwie.

Mówiąc o minimalizmie, miałem na myśli bilans bramkowy, z czołowej czwórki Lechia miała najgorszy.

Być może, nie pamiętam. Natomiast wydaje mi się, że i tak mieliśmy, jeśli nie bardzo dobrą, to dobrą skuteczność. Przyjeżdżając na Lechię, można było zremisować, jak się uda, ale przeważnie były to duże wyniki dla nas. Zdawaliśmy sobie natomiast sprawę, że jeśli chcemy wygrać na wyjeździe, to nie możemy liczyć na to, że strzelimy tylko jedną bramkę.

A pan wsiąkł w Lechię na tyle, że strata miejsca pucharowego na rzecz Arki bolała podwójnie?

Nad tym się naprawdę nie zastanawiałem. Nakreśliliśmy plan, że chcemy być w pierwszej trójce i jest wiele czynników, dla których to się nie stało, ale takie kibicowskie ujęcie nie ma większego sensu, jeśli chodzi o kolejny sezon.

Przegląd Sportowy” zarzucił panu, że zajechał pan drużynę.

Uważam to za kompletną bzdurę. Można mnożyć spekulacje, ale to jest kłamstwo, bzdura, nad którą nawet się nie pochylam. Dla mnie najważniejsze jest zdanie prezesa i zespołu.

Czyli nie chciał pan trenować jak Bruce Arena?

Trzymajmy się faktów a nie jakiś wypocin jednego czy drugiego „eksperta”. Bruce Arena przyszedł do reprezentacji Stanów Zjednoczonych w listopadzie 2016 roku. Jeśli są zarzuty, że ja zajechałem zespół w okresie przygotowawczym 2016, to jeszcze Bruce’a Areny nie było. Zimą mieliśmy przygotowania i wszyscy widzieli, jakie były rezultaty na wiosnę. Natomiast w czerwcu został zatrudniony pan Adam Owen, który odpowiadał nie tylko za rzeczy dotyczące fitnessu, ale też taktyki i przygotowania do meczu.

A zgodzi się pan ze stwierdzeniem, że przed nowym sezonem Lechia znacznie się osłabiła?

Rafał Wolski, Milos Krasić mieli kontuzje, Haraslin wypadł po drugim meczu, Sławek Peszko był zawieszony, odszedł Mario Maloca. Pięciu podstawowych piłkarzy, którzy nadawali ton temu zespołowi. Co do Mario, uważaliśmy wspólnie z zarządem, że każdy z nas ma wyznacznik swojej kariery. W przypadku piłkarza ona jest krótka i nie chcieliśmy stać na przeszkodzie, jeśli ktoś miał propozycję finansowo odpowiednią dla klubu i samego zawodnika. Tak było też z Milinkoviciem-Saviciem – praca nad Vanją trwała osiem miesięcy, wykonaliśmy ją z Andrzejem Woźniakiem, ale nikt jej nie widzi i nikt na nią nie spojrzy. A w efekcie Vanja odszedł za 2,6 miliona euro, czyli za 600 tysięcy więcej niż najlepszy piłkarz ekstraklasy, Odjidja-Ofoe.

Wracając – uważaliśmy, że kadra jest wystarczająco dobra, by kontynuować to, co było wiosną. Jednak tak jak powiedziałem, niech pan wyciągnie pięciu czołowych zawodników z każdej drużyny. Zaczyna się problem. Zmiennicy muszą się wkomponować, bez usprawiedliwiania siebie czy zespołu, ale to było wyznacznikiem tego, że ta runda nie zaczęła się, tak jak byśmy wszyscy tego chcieli. Natomiast to, że ktoś sobie wymyślił, że zmieniliśmy program przygotowania fizycznego na inny, jest bzdurą i kłamstwem, tak to trzeba jasno określić. Po co zmieniać, skoro dawało to efekty przez 18 miesięcy i to z kilkoma trenerami od przygotowania motorycznego.

I ja się zgadzam, że wypadło pięciu piłkarzy, ale twierdzę, że klub nie znalazł zastępców. Za Malocę czy Janickiego.

Z Janickim nie przesadzajmy. „Kaziu” grał dobrze, ale w rundzie mistrzowskiej występował Vitoria i robił to bardzo dobrze. Szykowaliśmy się na to, że Steven będzie podstawowym obrońcą, skoro w rundzie mistrzowskiej tak pozytywnie prezentował się z najlepszymi drużynami w lidze i bardzo dobrze rozumiał się z Malocą i Kubą Wawrzyniakiem. Było to tak zsynchronizowane, że ta linia obrony nie straciła gola przez siedem meczów. Tyle że Stevena nie było z nami przez okres przygotowawczy, bo wyjechał na Złoty Puchar CONCACAF do Stanów Zjednoczonych.

Dobrze, ale przecież USA nie wymyśliło sobie tego pucharu tydzień wcześniej.

To nie było tak, że tego nie przewidywaliśmy. Uważaliśmy, że Michał Nalepa będzie tym, który się wkomponuje do zespołu podczas nieobecności Stevena. Jest młodszy, ma doświadczenie międzynarodowe. Jednak zmiana zespołu to też są inne uwarunkowania, proza życia codziennego, dzieci, rodzina i tak dalej. Jest wiele rzeczy, które absorbują piłkarzy, jestem ostatni, by piłkarzy usprawiedliwiać, ale też patrzę chłodnym okiem. Odpowiedzi szukam głębiej, niż jak to wygląda na pierwszy rzut oka, prosto i dla każdego zrozumiale. Jeżeli nie jest się w środku, to można niektóre rzeczy przeoczyć.

Też mam wrażenie, że sam sobie pan tę kadrę zwęził, odstawiając w pewnym momencie na boczny tor Chrapka czy Pawłowskiego, którzy potem zostali oddani zbyt lekką ręką, moim zdaniem.

Czy są lepsi, czy byli lepsi od tych, których mieliśmy na wiosnę?

Myślę, że dziś taki Chrapek dałby więcej w ofensywie niż środek Łukasik-Matras.

Ale Łukasik jest innym piłkarzem, a on też zrobił duże postępy, jeśli chodzi o grę do przodu. Chcieliśmy mieć taką kotwicę jak Ariel i mamy ją w postaci Daniela. To, że Michał gra na szóstce w Śląsku, czy jako druga ósemka, to jest wciąż inna rola niż u nas. Natomiast Matras był najlepiej punktującym defensywnym pomocnikiem, także według waszego portalu [był trzeci – PP]. Na wkomponowanie się do zespołu trzeba nieraz czekać dwa-trzy-cztery tygodnie, ale czasem też dłużej. Ja bym go nie skreślał. Natomiast co do Bartka, przez większość czasu był kontuzjowany, to wyeliminowało go na bardzo długi czas. Mieliśmy bardzo mocne skrzydła i nie było dla niego miejsca. To jest płytkie podejście, na zasadzie: „oddaliście”. Są miejsca, gdzie człowiek się czuje dobrze, nie ma presji, zainteresowania, kibiców, jest zupełnie inne środowisko i można się wkomponować. Nie zrobiliśmy tego lekką ręką, ale patrzyliśmy na sportową wartość naszego klubu.

Tak, tylko że potem dochodziło do sytuacji, że na skrzydle grał Stolarski.

Ale my gramy systemem 3-4-2-1 i zawsze tak graliśmy. Jeśli chodzi o pomoc to mamy dwóch pomocników defensywnych i dwóch ofensywnych. Może na papierze i monitorach to inaczej wyglądało, ale taka była koncepcja. Zaczynaliśmy od 3-5-2, ten system był modyfikowany i bardzo elastyczny, jeśli chodzi o mecz, bo graliśmy w pewnym momencie trzema-czterema systemami, które mogliśmy zmieniać szybko i każdy wiedział, jakie ma role. Nad tym pracowaliśmy długo i bardzo ciężko. Przez to doświadczenie i wypracowanie różnych ustawień byliśmy nieprzewidywalni i do bólu skuteczni. Tak więc skrzydłowych, oprócz dawnych skrzydłowych, jak Sławek Peszko i Flavio, nie było. Paweł Stolarski grał na wahadłowym podobnie jak Lukas Haraslin, ale nie jako typowy skrzydłowy, tak można powiedzieć.

Plock, 14.07.2017 EKSTRAKLASA PILKA NOZNA MECZ Wisla Plock - Lechia Gdansk POLISH LEAGUE FOOTBALL GAME behind the scene backstage Wisla Plock - Lechia Gdansk NZ trener piotr nowak coach , konferencja prasowa press conference , FOT. WOJCIECH FIGURSKI / 400mm.pl

Skąd pomysł na Adama Owena? Czytałem, że to pan go namaścił.

Ja z Adamem rozmawiałem już w 2016 roku, była wtedy taka idea, żeby rozejrzeć się za trenerem, który będzie miał na tyle doświadczenia, nie tylko w sprawach fitnessowych, ale też, by mógł zająć się pierwszym zespołem. Dla mnie dni były bardzo długie i czasem się gubiłem w rzeczach, które były związane z drużyną i sportową częścią klubu. Adam przyjechał na mecz z Jagiellonią, porozmawiałem z nim i doszliśmy do wniosku razem z prezesem, że Adam jest doświadczony i będzie mógł w pewnym momencie – gdy ja zajmę się inną stroną klubu – przejąć pierwszą drużynę. Potrafimy zmieniać trenerów bardzo szybko, co cztery-pięć-osiem miesięcy przychodzi nowy, wywraca wszystko do góry nogami, zatrudnia swoich piłkarzy i współpracowników. Uważaliśmy, że jeśli w filozofii klubu będzie kontynuacja pracy, to będzie stabilizacja pracy, jednolitość.

Nie uważa pan, że powierzenie mu pierwszej drużyny to ryzyko?

Słyszałem wiele głosów i czytałem wiele opinii krzywdzących Adama, na zasadzie: nie trenował, nie był, nie widział, u nas to się robi inaczej i tym podobne. Wypowiadają się, jak zwykle, ludzie mający znikome pojęcie o jego osobie, filozofii gry bądź czystym profesjonalizmie. Jak to często bywa, robimy się za „ekspertów” i szybko szufladkujemy osobę. Robimy to też często siedząc na tak zwanym tylnym siedzeniu, nie biorąc odpowiedzialności za nic, bo tak przecież najłatwiej. Jeśli mu wyjdzie to „udało mu się i zobaczymy jak długo”, jeśli nie, proste „a nie mówiłem” w zupełności wystarczy. Ile było latem dywagacji i żółci przed rozpoczęciem sezonu na temat trenera Korony? U nas spłaszczamy do tego, że on jest tylko od fitnessu, czyli wynieś, przynieś, pozamiataj, daj mi odżywki. My, zatrudniając Adama, stwierdziliśmy, że człowieka od rozgrzewek już mamy, a potrzebujemy profesjonalisty. Chciałbym przypomnieć, że w przeszłości kilku polskich trenerów również pracowało jako asystenci trenera reprezentacji podczas eliminacji i mistrzostw Europy, więc uważam, że szacunek dla niego i jego pracy byłby wskazany. Chyba że po prostu kogoś na to nie stać.

Jak wygląda współpraca między panem a nim? Owen radzi się na przykład co do wyboru składu?

To nie jest na tej zasadzie. Ostatnio byłem w szkole trenerskiej i był tam też pan Thomas Schaaf, który pracował z jednym z najlepszych dyrektorów sportowych, jeśli nie na świecie, to w Bundeslidze – Klausem Allofsem. Znamy się z Thomasem od wielu lat i też rozmawialiśmy na ten temat. Dla kursantów to było zaskoczeniem, jak dyrektor sportowy robił wszystko, by zespół grał jak najlepiej, nie wchodząc w kompetencje pierwszego trenera. Ja również tak do tego podchodzę, przed meczem przywitam się z piłkarzami, ale nie ingeruję w odprawę, nie ma mnie na przykład na treningach. Przyjeżdżam dużo wcześniej przed zajęciami, wyjeżdżam, jak trening się zaczyna. Jesteśmy z Adamem codziennie w kontakcie. To jest partnerska relacja i mamy do siebie zaufanie. Wspieram go, tak samo jak prezes Mandziara i daję mu to, czego potrzebuje jako trener, ale nie jestem „nadtrenerem”. Jednak teraz mam inne obowiązki, które muszę wykonać. On sobie również z tego zdaje sprawę.

Pan planuje długo być dyrektorem sportowym?

W tej chwili nie zaprzątam sobie tym głowy, mam pracę do wykonania, którą muszę wykonać i chcę to zrobić jak najlepiej. Dziś pełnię tę funkcję, poświęcam się jej, mam satysfakcję, zadowolenie i nadzieję, że zrobię coś dobrego, nie tylko wyłącznie jako trener, ale także jako dyrektor sportowy.

ROZMAWIAŁ PAWEŁ PACZUL

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (25)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Quotsa

Nie no spoko. Nic się nie stało. Cel był jasno postawiony przez prezesa, że gramy o top 5. Owen to świetny trener z zajebistym CV. Nunes, Vittoria i Augustyn nie są gorsi od Janickiego i Malocy. I w ogóle to nie prawda, że dach przeciekał… Wszystko naprawdę układa się zajebiście. Jest tylko jeden mały problem. Nie ma wyników.
Cóż mnie obchodzi zdobycz punktowa, skoro dała czwarte miejsce ? Równie dobrze mogło być ósme. Nie widzę różnicy.
Tak tylko przypomnę, że nad Legią mieliśmy zimą 11 punktów przewagi.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Marold

Było zadać proste pytanie: jak to jest być słupem zamiast zachować twarz.

Urkides
Legia Warszawa

A czy zadałeś sobie pytanie jak to jest być idiotą? Nie mogłeś sobie zadać tego pytania bo idiota żeby zrozumieć że nim jest musiałby przestać być idiotą co jest samo w sobie paradoksem. Tak samo jak paranoik nie może zrozumieć że nim jest bo przecież głosy które słyszy są dla niego realne.
Na pewno nikt w Lechii nie usatysfakcjonowany osiągnięciami. Widocznie się nie dało z róznych powodów. Na pewno popełniano błędy ale sztuką jest wyciągać z nich wnioski.
Wyciągnąć wnioski to jedno ale potem je zrealizować to drugie. Nie ma w Polsce klubu który potrafi zatrzymać najlepszych piłkarzy, nie ma takiego który ma możliwość ściągania nawet tych średnich z poziomu europejskiego. Budowanie zespołu to jest budowanie na ruchomych piaskach, wiecznie cos się osuwa.
Czytałem wywiad z gościem z Ajaxu. Klub porzucił myśl o „dominowaniu” w Eurpie bo nie mają na to szans finansowych. Mają świetny skauting i szkolenie ale to nie daje gwarancji zwycięstw bo najlepszych im wykupują w wieku (średnio) 22 lata. Celem klubu jest zatrzymywanie ich chociaż do wieku 23 lat (średnio) bo to przynajmniej daje większe korzyści finansowe.
Czy można ich oskarżyć o minimalizm? Chyba tylko wszystkowiedzący idiota. Takie są realia liga holenderska nie wygeneruje takiej kasy jak Angielska, Niemiecka czy Hiszpańska z powodów oczywistych.

Marold

Po co w ogole legionista stara się udawać inteligentnego i obeznanego z tematem do gościa, który mieszka w mieście gdzie znajduje się klub i ma informacje z pierwszej ręki? Szukasz poklasku i łapek w górę na portalu czy faktycznie masz coś mądrego do powiedzenia. Jeżeli tak to zadam Ci proste pytanie: co Nowakowi dawało betonowanie bramki. Popełniał za dużo głupich błędów (niektóre kuriozalne i powtarzające się). Z ofensywnego Piotrka stał się chowającym się po katach tchórzem. Te same stare teksty i te tłumaczenie na konferencji kiedy go zrobili dyrektorem sportowym. Widzisz? Starasz się wyjśc na cwaniaka a sam wyszedłeś na idiotę.
Nikt nie ma pretensji do niego o ten sezon tylko głownie o zeszły. Ale jak już wspomniałem, co warszawiak może wiedzieć o tym co się dzieje w gdańskim klubie od wewnątrz. Gówno.

Urkides
Legia Warszawa

Szanowny kolego. A w którym miejscu ja się powołuję na wiedzę o tym co się działo w klubie? Skąd ty możesz wiedzieć co się w nim działo? Bo mieszkasz bliżej?
W takim razie żyrafa wie więcej bo więcej widzi.
Niezależnie od tego co sądzą o tym niektóre oszołomy z Gdańska i Warszawy to mam pewną sympatię do Lechii. Kto mi zabroni?

Marold

Nikt Ci tego nie zabrania ale to wręcz idiotyzm bronić Nowaka, który będąc na pierwszym miejscu, mając komfortowe warunki i 11 pkt przewagi stracił ją w dosłownie chwile i ostatecznie wyścig o puchary przegrał w żenujący sposób. Kto będzie pamiętał za kilka lat, że Dusan miał ileś tam min bez wpuszczonego gola w rundzie mistrzowskiej? NIKT. Pamięta się tych, którzy ugrali miejsca od 1-3.

Mnietek

Przegrał wszystko, co można było przegrać. Rozwalił szatnię. Odpalił kilku niezłych jak na polską ligę graczy, a promował miernoty.
Byłoby najlepiej gdyby się spakował, spakował Mandziarę i wy… jechali obaj jak najdalej z Gdańska.

Habanero
Las Palmas

lubię gościa ale prawda jest taka że gra Lechii to kompromitacja i on jest za nią odpowiedzialny i w ogóle pytania bezjajeczne w tym wywiadzie, choć wiele samych się nasuwa

Urkides
Legia Warszawa

Lechia to jest klub na który liczyłem że stanie się naszym klubem „eksportowym” z korzyścią dla całej ligi. Ale coś idzie nie tak, albo nie tak szybko jak by się chciało. Może nie jest tak łatwo zbudować zespół który będzie osiągał sukcesy? A może bazowanie na zawodnikach którzy są wypożyczani nie może dać dobrego rezultatu? Tylu zawodników przewinęło się przez Lechię że wygląda to na lekki chaos.
Ale z drugiej strony ostatnie ruchy kadrowe (te w sztabie) u mnie powodują pewien optymizm.
Dlaczego? Bo jesli pan Nowak wycofał się z pozycji pierwszego trenera na stanowisko bardzo ważne ale mniej eksponowane i odbyło się to bez skandalu, to może świadczyć o tym że jest tam grupa ludzi którzy chcą coś zbudować i szukają rezerw wewnątrz klubu a nie że prezes popisuje się decyzyjnymi „fajerwerkami” i zwalnia i wyrzuca a reszta się dąsa i jest obrażona.
Chociaz jestem kibicem Legii to trzymam kciuki za kazdy polski klub który może podnieść poziom naszej ligi. Chciałbym żeby Legia wygrywała ale nie słabością przeciwników tylko własną silą.
Dlatego wciąż licze na to ze ten skład personalny w Lechii pozwoli się jej wydźwignąć do ścisłej czołówki.
Wszyscy maja doświadczenia z krajów gdzie zarządzanie klubem i zespołem stoi na dużo wyższym poziomie niż w Polsce. Panowie Mandziara, Nowak i Owen z racji swojego doświadczenia i czerpania wzorców z lepszych „kultur” sportowych mają duże szanse na zaprowadzenie ich w Lechii.
Czy to się uda, nie wiem. Ale trzymam kciuki.
Pan Nowak kilka razy w tym wywiadzie z wyraźnym niesmakiem wypowiedział się o „ekspertach” prasowych. Ja się z nim zgadzam w 100%. Wśród Polaków dominuje coś co ja bym nazwał „syndromem Maliniaka”. Maliniak to była postać z 40-o latka, majster na budowie który zawsze wszystko wiedział lepiej od inż. Karwowskiego a sam był niedouczonym kretynem który jak się za cos brał to zawsze spieprzył. Ale za to uwielbiał krytykować.
Ja już praktycznie przestałem czytać prasę sportową bo większość tekstów mierzi mnie swoja płycizną merytoryczną i obrzydza zawartością emocjonalną. W najlepszym tonie jest się wiecznie dopierdalać. Ja odróżniam krytykę od dopierdalania się. Dopierdalanie się jest wtedy kiedy na siłę i wbrew znajomości tematu wyszukuje się minusy.
Np. teraz Górnik gra dobrze i ofensywnie ale ciągle się dopierdalają że bramki traci. Jak zamurują bramkę to się dopierdolą że przestał grac widowiskowo.
Albo pompują Legię na mocarza, latają z mikrofonami za wszystkimi piłkarzami i wypytują „jak daleko chcą zajść w LM?” bo to przecież taka potęga i budżet mają taki ogromny i wałkują te tematy na okragło a jak coś nie wyjdzie to zaraz jazda że z pasterzami przegrywają.
Proponuję tym „ekspertom” spojrzeć w tabele grup LE gdzie w nich sa Astana i Szeriff?
Te pierdoły sa frustrujące dla mnie, zwykłego czytelnika a co dopiero dla ludzi ktorzy zajmują się piłka zawodowo.
Atmosfera wokół polskiej piłki jest głupia i obrzydliwa. Albo pianie z zachwytu i wypychanie na piedestał albo strącanie z piedestału i kopanie. Nic po środku.
O Koronie juz zostało wiele powiedziane, na razie „ekspertom” „zatkało kakało” to się przerzucili na Jozaka że amator bez doświadczenia, gdzie on pasuje do Legii, nie ma pojęcia o pracy z seniorami itd.
Na razie ucichło, „kakało” się zatyka. A potem jeśli będzie sukces to znowu będzie że Jozak to wspaniały trener, Legia to potęga i MUSI awansować do LM i tam nas cieszyć swoimi zwycięstwami.
To jest wszystko takie nudne i płaskie umysłowo i moralnie że do dziennikarzy nie mam najmniejszego szacunku.
Po słowach pana Nowaka sądzę że on też.
W takiej atmosferze ciężko jest robić coś konstruktywnego.
Polska piłka klubowa to jest miejsce powszechnej pogardy. Wszyscy wszystkimi gardzą. Nie dziwię się że każdy chce się stąd wyrwać jak najszybciej.

GEDANIA
Lechia Gdańsk

Naprawdę nie ma w internecie miejsca, gdzie mógłbyś rozwijać swój niespełniony talent dziennikarski? Uszanuj czas innych użytkowników i się łaskawie streszczaj, bo nikt nie będzie czytał tych epistoł.

Urkides
Legia Warszawa

Dla równowagi odpowiem ci krótko, spierdalaj. Mam nadzieję że to dla ciebie tekst w sam raz jeśli chodzi o długość i przekaz.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Urkides
Legia Warszawa

Mineta. Nie mogę się z tobą zgodzić bo drugim wpisem udowodniłem ze potrafię pisać z sensem zrozumiałym dla was.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Ja piszę za często, Urkides za dużo… Może podaj jakieś ramy objętości i częstotliwości, bo nieświadomie łamiemy jakieś normy!

Urkides
Legia Warszawa

Gino, nie zgadzam się. Ja łamię świadomie.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

grassman

Urkides, w 100% się z tobą zgadzam. Niestety na każdym kroku widać wylewającą się frustrację i agresję. Co widać w komentarzach. Przy całym szacunku do tego co zrobił trener Nowak mam żal, że nie potrafi powiedzieć czasem: racja spier….. coś, moja wina. Często brzmi jak polityk……

Urkides
Legia Warszawa

Bo to jest swojego rodzaju „polityka”. Jeśli trener będzie chciał powiedzieć o popełnionych błędach to albo wszystko weźmie na siebie a wtedy wskoczą mu na głowę dziennikarze i forumowi mędrcy „wszystkowiedy” albo będzie musiał powiedzieć kto jeszcze popełnił błędy a to wtedy nie buduje atmosfery.
Gdyby umiano rozmawiać racjonalnie a nie tworzyć gównoburze to skłonność do publicznej analizy była by większa.
A tak pozostaje banał, przeanalizujemy, wyciągniemy wnioski, będziemy pracować jeszcze ciężej. Czyli gładkie zdanka do których jest się ciężko przypierdolić.
To ciągłe wycie w prasie i na forach zabija rzeczową dyskusję.

liroy

O Nowaku dużo by mógłby powiedzieć Araś!

jamajski_spekulant

tak to prawda….jestem królem Czikago….

mam greencard i sram ciepłymi piardami na Lechie

spytajcie bereta…on wie

dżin and tonik please and fast !!!!!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Endy

Jednak wolałbym go jako trenera a nie dyrektora sportowego

Ostradamus

Spoko gość się wydaje, ale trudno nie mieć do niego pretensji za wyniki.

wpDiscuz