Image and video hosting by TinyPic
Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Improwizacja Gołota – Bowe na legijnym parkingu. Pogoń trenująca w asyście policji. „Jak na derbach tak zagracie to po meczu wpierdol macie” płynące z gdańskich trybun. Nie VAR jest technologią pierwszej potrzeby w polskiej lidze, a wpierdolomat, który w czasie rzeczywistym obliczałby piłkarzowi prawdopodobieństwo otrzymania po ryju. 

Mam dwa projekty wpierdolomatu. Pierwszy wyglądałby tak, jak na głównej grafice, a każdy klub Ekstraklasy byłby zobowiązany mieć go na swoim stadionie – oczywiście wiązałoby się to z wymogiem licencyjnym. Piłkarze z wpierdolomatu korzystaliby na zasadach challengu. Dwa razy na mecz mogliby sprawdzić kiedy zostanie im spuszczony łomot jeśli wynik nie ulegnie zmianie – czy po najbliższej kolejce, czy już teraz pod autokarem, czy też może wiosną, w urodziny, w imieniny, za trzy lata podczas nocy letniego przesilenia, a może na starość. Droższe wpierdolomaty od razu podawałyby czy zawodnik dostanie z liścia, w szczepionkę, a może na horyzoncie majaczy możliwość otrzymania chłosty barszczem Sosnowskiego na gołe plecy.

Drugi projekt, wymagający więcej kunsztu i finezji ze strony konstruktorów – widziałbym tu zdolne ręce naddniestrzańskich inżynierów – zakładałby wpierdolomaty naręczne. To zupełnie inny poziom zorientowania w sytuacji. Piłkarz przyjmuje piłkę z lewej strony pola karnego, ma przed sobą dwóch obrońców i wbiegającego napastnika. Szybki rzut oka na wpierdolomat i wie, że jeśli pójdzie w drybling i zawiedzie, to zostanie natarty śniegiem, jeśli wrzuci niedokładnie zrobią mu pokrzywkę, a jeśli spowolni akcję wycofaniem piłki dostanie trzy śledzie. Oczywiście jeśli jest to zawodnik, którego lista przewin jest długa jak papirus z Iliadą, kary wzrastałyby w tempie geometrycznym: klęczenie na grochu, lanie kablem od prodiża, szlaban na Commodore oraz kreskówkę „Beast Wars” na Polsacie.

Wpierdolomat naręczny od razu pozwoliłby zawodnikowi ocenić sytuację i ten nie łamałby sobie głowę krępującymi nogi pytaniami. Gwiazda włączy wpierdolomat, poczeka góra minutę aż program obliczy prawdopodobieństwo, a potem będzie wszystko wiedzieć. To zawsze wielka ulga, gdy wiesz co – w razie czego – złego cię czeka. Dzięki tej świadomości graczowi udzieli się spokój, a rozpoczęta akcja  będzie miała większe prawdopodobieństwo powodzenia.

Tak słyszałem, że Legia rok po Lidze Mistrzów będzie wyznaczać w Ekstraklasie nowe standardy, ale nie sądziłem, że będą to standardy tak alternatywnej, prastarej motywacji. Niemniej najwyraźniej przyjęło się na ligowych salonach i należy spodziewać się, że rozprzestrzeniając się w tym tempie dotrze nawet do Niecieczy. Może skończy się na wpuszczeniu Kupczakowi gęsi do mieszkania, wsypaniu Śpiączce cukru do bigosu, ale zawsze.

Czy zamierzam się wyzłośliwiać na temat kibiców, bo uważam, że Lechia z Koroną zagrała zajebisty mecz, ręce same składały się do oklasków, łzy radości ciekły mi po policzkach wartkim potokiem, a nagranie postawy Lechii powinno być nagranym na VHS futbolowym wzorcem z Cevres?

Czy uważam, że Biedronka zrobiłaby doskonały marketingowy interes zastępując świeżaki naklejkami z Gyurcso, prezesem Mroczkiem i dyrektorem Stolarczykiem, po zebraniu których szczęśliwy zakupowicz otrzymałby bilet na papricanę?

Zaskoczę was, ale nie.

Sam rozumiem co to frustracja postawą piłkarzy – kibicuję wszak Widzewowi. Zanim zaczniecie mówić, że dziennikarz powinien być ultra-hiper-obiektywny, a więc nie sympatyzować z żadnym klubem, coś wam zdradzę: nikt nie rodzi się dziennikarzem sportowym. Na początku jesteśmy zwykłymi Sebami i Lechami biegającym za piłką po boisku w lesie, a także normalnymi kibicami drużyny, do której z jakichś przyczyn nam najbliżej. To część edukacji piłkarskiej, wzrastania pasji, bez której tego zawodu nie da się uprawiać. Może po latach z różnych przyczyn sympatia do danej drużyny osłabnąć, ale nie musi. U mnie nie osłabła, nie widzę sensu kogokolwiek okłamywać, w konsekwencji wpieniam się niesłychanie widząc jak kaleczy w ostatnich tygodniach Widzew, przegrywając z Andrespolią Wiśniowa Góra, remisując z GKS-em Wikielec, a nieliczne zwycięstwa zazwyczaj wyszarpując w siedemnastej minucie doliczonego czasu gry po heroicznym boju.

Wszystko na czwartym poziomie rozgrywkowym i w zaledwie regionalnym pucharze. A jeszcze po Pelikanie piłkarze obrazili się i nie poszli podziękować za doping.

Piłkarze, dla których zagranie meczu w Widzewie to szczyt kariery, którego – sądząc po wynikach – nie zdobyli, tylko wjechali tu windą. I oni lekceważą siłę kibicowską która w III lidze wypełnia stadion na osiemnaście tysięcy. Powiedzieć, że to nieporozumienie, to wejść na szczyty kurtuazji.

Ale gdyby piłkarze dostali wpierdol, nieporozumieniem byłoby nie nazwać tego skandalem. Żadna gra tego nie uzasadnia, żaden wypad do dyskoteki również. To w sposób oczywisty przekroczone granice, co chyba takie oczywiste nie jest, bo poruszenia nowym ligowym trendem nie widzę.

Kibic nie wyjdzie na boisko, nie wygra na meczu, jest bezsilny, a niewiele rzeczy w życiu tak boli jak bezsilność. Każdy z nas wie jakie to uczucie kibicować parodystom, bo wzór na obliczenia wpierdolomatu zawsze byłby różnicą między oczekiwaniami i rzeczywistością. Futbol to królestwo wygórowanych oczekiwań – by nie powiedzieć bujania w obłokach- więc wpierdolomat u większości zawodników grzeje się i dymi jak lokomotywa parowa. Żaden trener jeszcze przed sezonem nie powiedział: „Naszym celem na ten sezon jest z hukiem spieprzyć się z ligi”, „Chcemy grać jak banda amatorów, a nawet gorzej, bo u amatorów widać pasję”. Żaden piłkarz jeszcze nie powiedział: „Może będę miał jakieś okazje, a jak Bóg da, to je zmarnuję”, „zamierzam dreptać w środku pola, drapać się po tyłku i szeroko rozstawiać łapy jak nie dostanę podania”.  Rozdźwięk między oczekiwaniami, a rzeczywistością będzie zawsze, jest w przewadze, zresztą nie tylko w piłce.

Rozumiem, że jest daleka droga od pokrzyczenia sobie na trybunach, a wymierzeniu plaskacza w ciemnej uliczce. Ale głęboko wierzę, że kibic ma lepsze, skuteczniejsze, zdrowsze, ciekawsze, zabawniejsze i inteligentniejsze sposoby reagowania na fakt, że w ukochanych barwach występują wkłady do koszulek.

Nawet taka groźba to jawne przekroczenie granic, dalece większe, niż piłkarz tańczący w dyskotece, jedzący pizzę, podający w aut. Przede wszystkim jednak to miecz obosieczny, jak z prostackim napisem – załóżmy – „Widzew to chuj”, gdzie piszący sam sobie wystawia cenzurkę.

Bo jak chcesz komuś dopiec i to sprytnie zaplanujesz, może się udać. O takich przypadkach kręcą filmy.

Ale jak chcesz tylko obrzucić kogoś – za przeproszeniem – gównem, to nie ma szans, żebyś sam nie ufajdał rąk.

Leszek Milewski

PS: Jeśli czujesz nagłą i nieodpartą chęć przeprowadzenia z autorem rozmowy motywacyjnej, może ukoi cię wiedza, że kiedyś na boisku w lesie poprzeczka – ścięta sosna – spadła mu na łeb. 

Napisz autorowi, że i tak ma wpierdol

KOMENTARZE (69)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Quotsa

Czy piłkarze legii się skarżyli ? – Nie
Czy zaczęli grać lepiej ? Tak

Dziękuję

MaximTsigalko
Jesteśmy Waszą Stolicą Mody

Zaraz ktoś się powoła na zjawisko pozornej korelacji 😉

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Masz rację. Trzeba lać. Ciebie też w pracy leją, byś lepiej pracował?

Quotsa

Nikt mnie nie leje. Jak bym dostał, to bym zrezygnował z pracy i powiadomił policję.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

A ja bym zrobił dokładnie tak samo!

Quotsa

Skoro nie powiadomili policji oraz dalej wykonują swoje obowiązki, to albo :
– nie było żadnych klapsów
– jeśli były nie zostały potraktowane jako zagrożenie.
Jak powszechnie wiadomo „chcącemu nie dzieje się krzywda”.
Mój pierwszy wpis, to była prowokacja. Nie popieram takich zachowań. Myślałem, że piłkarze Legii się spakują, przekażą sprawę prawnikom i wyjadą byle dalej o wa-wy. A co się stało ? Trzy mecze – 9 punktów…

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Jeśli były i nie zostały potraktowane, jako zagrożenie, to przepraszam, ale nie rozumiem. Banda sado-maso, czy banda idiotów?

Quotsa

Zgodnie z KK – nawet najpoważniejsza i jak najbardziej realna groźba, jeżeli nie przestraszyła adresata, nie może być uznana za groźbę karalną. Innymi słowy, występku groźby karalnej nie można dopuścić się na szkodę osoby, która nie czuje się groźbą zagrożona…

julcyk

jak bym tak pracował, to po tygodniu bym wyleciał

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

No właśnie, ale z liścia byś nie dostał…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Jeśli masz takie zdanie, to wybacz, ale się nie dogadamy. Nazywali mnie tu już różnie, mogą nazywać jak chcą, ale jedna rzecz się nigdy u mnie nie zmieniła i nie zmieni. Uważam za niezbywalne prawo nietykalność osobista człowieka w państwie prawa. Podobno takim państwem jesteśmy.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Thomas von Danzig

Z pracy jesteś w stanie wylecieć w 2 tygodnie (o ile nie z dnia na dzień)…

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

U mnie można z dnia na dzień, ale jakoś się od 10 lat bronię!

Porter

Otóż to prawda. Nikt nie leje pracownika za to że słabo pracuje, nawet jak leci sobie jawnie w chuja. Taki pracownik wylatuje z pracy i finito. W skrajnych przypadkach robi mu się kęsim przed Sądem Pracy. A piłkarza nie da się wywalić z roboty nawet za zupełnie oczywiste olewanie obowiązków. Przykład Legii wskazuje, ze wpierdol działa.

Damiano_L

Sport to nie kasa w biedronce, nie da się wprost określić czy ktoś olewa czy po prostu jest chujowy. A jak jest jedynie chujowy, ale pracuje rzetelnie to klub dobrowolnie się z takim piłkarzem związał i nie ma prawa go karać.

A kibice w ogóle nie są przełożonymi piłkarzy i nie mają żadnego prawa ich dyscyplinować, o biciu nawet nie wspominając.

Porter

Po pierwsze – widać, czy zawodnik wraca do obrony, pokazuje sie do gry, bierze udział w presingu i w ogóle walczy, czy nie.
Po drugie – kibice jak najbardziej są przełożonymi piłkaczy, stanowią wręcz racje bytu piłkarzy.

Damiano_L

Widać, co robi, ale nie widać dlaczego. Może nie ma siły, jest chory albo gra z blokadą. Nie wiesz tego.

A kibic jest takim samym „przełożonym” piłkarza jak ty swojego fryzjera. Możesz mu powiedzieć, że jesteś niezadowolony z jego pracy, ale ani nie możesz go zwolnić, ani nie możesz mu dać w pysk.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Tak kurwa działa… Idźmy tą drogą…

Porter

Zwracam uwagę, że całkiem słusznie zauważyłeś, ze ten sposób działa i mimo że ci sie nie podoba nie zaproponowałeś nic lepszego.

marjush-zet

No tak – pozytywy tejże sytuacji podłapali w Szczecinie i Gdańsku. Tam również za chwilę będą grać lepiej, a piłkarze wcale się skarżyć nie będą. Patologia ma się dobrze…. Proponuję w takim razie do poprawionej Konstytucji wpisać uniwersalne zasady, kto pierwszy ten lepszy, kto silniejszy ten ma rację oraz oko za oko ząb za ząb… Robi się ciekawie.

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Nawet jak w 16 klubach kibole zaczną lać po mordach piłkarzy, to i tak ktoś będzie przegrywał, a nawet ktoś spadnie.

Wodzu_L

Ale jak poziom wzrośnie!

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Q: Ściślej, to grają równie nudno i beznadziejnie, ino mają…hmmm
„więcej szczęścia” od czasu, jak sędziowie zaprzestali przeciwko nim spiskować.
Sama zresztą ten spisek wielokrotnie obnażałam!
(więc może w końcu doczekam sie jakiegos… kur…vczę… miłego słowa, aaa?)

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Zaczęli grać lepiej? Dalej grają gównofutbol. Zaczeli skuteczniej gromadzić punkty.

marjush-zet

A myślisz że oni ogarniają styl, taktykę i takie tam niuanse?

piotrz

Jeden się poskarżył, został zesłany do rezerw.

eneene5

Pisze się Sèvres, a nie Cevres…

The_Rapis

Po pierwsze primo – Sèvres. Po drugie – pełna zgoda, piłkarz też człowiek i tak jak za brutalny faul a’la Roy Keane powinny być zarzuty prokuratorskie, tak za takie pobicie powinny być z miejsca sprawy i piętnowanie tego przez klub.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Misiek94

Autorze, i tak masz wpierdol
#ProśbaSpełniona

fioot

kopacze w tej lidze maja smieszne umiejetnosci, najczesciej graja na odpierdol, czasami nawet jawnie wyrzucaja trenera, a zarabiaja wielkie pieniadze – jedyne co moga zrobic kbiice to im wyjebac publicznie po lisciu. wiadomo, ze nie jest to normalne, ale jaki kraj takie metody motywacji. ludzie bardzo chca widziec polske jako mityczny zachod, ale to niestety nie jest prawda.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Nie jest… Głównie przez wielu prymitywów chcących, by panowały zasady z czasów jaskiniowych. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Folgujmy dalej bandyterce, powodzenia…

marjush-zet

Jeśli będziemy tolerować takie zachowania, to niebawem poziom tylko może się obniżyć, bo z taką reputacją nikt nie będzie chciał grać w ekstraklasie.

Urkides
Legia Warszawa

Panowie mnie się wydaje że „kopacze” grają nie graja na odpierdol tylko tak jak potrafią.
Tyle ciekawych tekstów było na temat jak się szkoli i SELEKCJONUJE młodych zawodników w rozwiniętych piłkarsko krajach i nikt nie odnosi się do tego, tylko wiecznie jedzie po piłkarzach.
Żeby pilkarz był dobry musi mieć kilka cech jednocześnie, wydolność, mentalność i technikę użytkową. Zacznę od selekcji.
Czytałem kiedyś wywiad z jednym z naszych piłkarzy pracującym jako trener młodzieży w Niemczech. Powiedział w nim że młodym Niemcom bada się parametr przyswajalności tlenu do krwi co w oczywisty sposób przekłada się na jego wydolność. To jest sprawa fizjoligiczna i żeby taki chłopak się zesrał to nigdy tego nie poprawi. A więc jest to jakiś punkt selekcji.
Następnym są obserwacje psychologiczne. Tu sprawa nie jest tak oczywista ale „historia” tych obserwacji może być istotną wskazówką na co można liczyć u tego chłopaka.
Oddzielną sprawą są parametry szybkościowe. Każdy ma takie z jakimi się urodził ale można je poprawić u dzieci w wieku do 10-11 roku życia. A więc profesjonalnie przygotowany trener dziecięcy wie co trzeba zrobić.
Potem jest kwestia nauki techniki. Większość naszych piłkarzy ma z tym problem bo w czasie szkolenia mają mało zajęć indywidualnych.
No i potem mamy efekt końcowy że ci kiepsko wyselekcjonowani i przygotowani technicznie goście mają pokazywać cuda techniczne i wspinać się na szczyty wolicjonalne i wydolnościowe.
Ci co mają je od „matki natury” jakoś sobie radzą ale inni dużo gorzej.
Ja obserwuję sposób gry Moulina w Legii. Kiedy przychodził to grał dynamicznie i szybko piłką, potem się „dostosował” do naszego poziomu i tez zwolnił grę. Dlaczego gramy wolno (nie mylić z bieganiem) ? Bo zawodnicy nie potrafią grać szybciej, nie mieli sie okazji tego nauczyć ani praktykować. Jak można grać na 1,2,3,4 to po co grać na 1.2 i ryzykować stratę za którą dostaje się zjeby. Poziom naszych zawodników wynika nie tylko ze szkolenia ale też ze sposobu oceniania ich gry. Nie chwali się zawodników którzy są skłonni do ryzyka i grania widowiskowo, chwali się tylko za wynik. Takie kryteria oceny zabijają w zawodnikach chęć do podjęcia ryzyka i grają „odpowiedzialnie” czyli bezpiecznie, wolno i nudno.
Ostatnio nasze zespoły młodzieżowe grały z Holendrami, Niemcami a Legia z Ajaxem.
W umiejętnościach technicznych przepaść, nie oddaliśmy więcej niż 2-3 strzały na bramkę (strzały do zbyt dużo powiedziane). Nie wychodziliśmy z własnej polowy.
Czy to jest wina wyłącznie tych chłopaków? Według mnie nie. Cały system szkolenia w Polsce jest tak skonstruowany że wypuszcza produkty przeciętne pod każdym względem.
Najlepiej jest wszystko zwalić na chłopaków. Oczywiście oni też maja za uszami ale tutaj wracamy do selekcji. System powinien ograniczać trafianie do zawodowej piłki ludzi którzy nie udźwigną jej fizycznie i mentalnie oraz jak najlepiej szkolić tych którzy dają takie perspektywy.
Leo słusznie powiedział że powinniśmy „wyjść z drewnianych chatek” i zacząć myśleć kompleksowo o przyczynach naszych słabości zamiast wiecznie ich upatrywać w regulaminach, „Słowakach” i leniwych „kopaczach”. Ktoś ich trenował i selekcjonował.

fioot

to wszystko juz wiadomo i w sumie nie ma co nad tym rozprawiac, przynajmniej ja czytam regularnie to co piszesz i mam podobne zdanie. natomiast tutaj troche przesadzasz, bo pilkarzy nie szkola tylko w niemczech, hiszpanii i holandii, ale tez w brazylii, argentynie i na wiekszych zadupiach niz polska, a mimo to udaje im sie to lepiej. szkolenie to jedno, uklady i ukladziki menadzersko-betoniarsko-zpnowe to co innego. ja ciagle jestem zdania, ze ci najbardziej utalentowani albo nie graja w ogole, albo, mimo swietnych umiejetnosci, nie wiaza z tym przyszlosci, bo nie widza zadnych szans na przebicie, mowie zreszta z doswiadczenia, bo paru takich znajomych mam.

ciekawy za to jestem jak to bedzie wygladac za te 10 lat, czy teraz faktycznie kazdy chce zostac pilkarzem, bo jesli tak, to na pewno, nawet mimo polskiego bagienka, masa utalentowanych(w porownaniu z tym co jest teraz) i tak jakos wyplynie, a z drugiej strony slyszy sie przeciez tez, ze teraz dzieci tylko przy komputerach siedza.

Urkides
Legia Warszawa

Ja w szkoleniu porównuję kraje z podobnej do naszej strefy klimatycznej gdzie okres zimowy musi byc wykorzystywany inaczej niż w Brazylii. Tam chłopaki grają wszędzie i cały rok. Liczba grających jest tak duża że jest w kim wybierać.
U nas tego nie ma więc trzeba stworzyć warunki.
Piszę o tym wiecznie bo nie widzę w komentarzach świadomości takiej potrzeby. Owszem są narzekania na szkolenie ale takie bardziej rytualne. Nie widzę zainteresowania tym tematem wśród dziennikarzy a od działaczy nie słyszę żadnych sensownych, skoordynowanych planów.
Żeby powstało szkolenie na poziomie to musi to funkcjonować w sposób zorganizowany.
Był taki pomysł żeby zatrudnić Double Pass ale umarł. W moim przekonaniu nie chodziło o to żeby ta firma „uczyła jak kopać piłkę” tylko o to żeby pomóc w pewnej standaryzacji szkolenia. Między innymi w ten sposób że powiedzą według jakich kryteriów i w jakim wieku robić selekcję, jakie elementy szkolenia wprowadzać w odpowiednim wieku. Piłka dziecięca i młodzieżowa to oddzielna nauka i dobrze jest uczyć się od lepszych.
My wolimy mylić się po swojemu, odkrywać na nowo koło i improwizować w każdym klubiku po swojemu.
Jakoś w Niemczech czy nawet Anglii, już nie mówiąc o Holandii nie brakuje młodych zawodników w składach. A przecież wyzwania stawiane przed nimi są dużo wyższe nić przed naszymi ligowcami.
Obejrzałem kilka meczów młodzieżowców z takimi ekipami i róznica jest kolosalna. Tamci młodzieżowcy nie mieli by kłopotu z grą w naszej lidze.
Ścianą dla naszych nie jest jakaś zmowa ale po prostu brak umiejętności.

Stabwound

Sprawa rozbija się o przysłowiową dupę, ale nie o kant tejże, tylko o kultowe na dupie jeżdżenie, które dla kibolii wydaje się być synonimem dobrego meczu. Jak jest jeżdżenie na dupie, to dobry mecz, jak nie ma – to zły.

Niektórym się wydaje, że braki techniczne, wydolnościowe, itd. da się nadrobić zaangażowaniem. Trzeba jednak być totalnym kmieciem, żeby uznać, że piłkarz nie trafia w bramkę, źle centruje, nie umie dryblować, itd. bo jest mało zaangażowany i nie chce. Jak nie umiesz mówić po chińsku, to choćbyś 20 godzin dziennie czytał książki w tym języku, dalej byś nie wiedział, o czym są. Niektórym się natomiast wydaje że miks: wynoszenie na piedestał-mieszanie z błotem-wpierdol, to gwarant sukcesu, bo odblokowuje zakurzone umiejętności. Wjebiesz Czimie Czukwu i będzie grał jak Adebayor, nabluzgasz Cetnarskiemu i zagra jak Iniesta.

Broncur Rynek
przecież nie podam prawdziwej drużyny

Ohoho, Paaanie! Tekst z gęsiami Kupczaka i cukrem w bigosie Śpiączki wyborny, kwiczę do teraz.

Thomas von Danzig

Większość (wszystkie?) akcje nie wzięły sie tak po prostu po przegranych. Zaistniały po zauważeniu niezbyt poważnego podejścia do wykonywania swoich obowiązków.Tzw. „rozluźnienie”. Drobna motywacja pozwoli na skupieniu sie na pracy.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

meszeklilewski

Na Legię podziałało? Podziałało!! „Kibice” wymyślili innowacyjną metodę a tu taki hejt. Ciężko zrozumieć geniuszy.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

No to proponuję jesienną akcję pod nazwą „liście lecą z drzew”. Ciekaw jestem wyniku… Nikt nie spadnie, wszyscy będą mistrzem?

22782060_1502814883128981_227143168_n.jpg
meszeklilewski

Popieram i dołączam się do akcji

Benis Jądro
Zawsze słabiej

I tak masz wpierdol od red. Olkiewicza za kibicowanie Widzewowi.

Vari

ciekawe, czy Ci którzy tak głośno krzyczą o wpierdolu byliby bardzo szcżęścilwi, jakby w ich pracy szef do nich krzyczał coś w stylu „jak nie naprawisz tej Mazdy to masz wpierdol” albo „jak nie zrobisz dziś utargu na 5 koła to masz wpierdol”

Benis Jądro
Zawsze słabiej

Myślisz, że ta żulopatolka pozdrawiająca się międzynarodowym znakiem przegrywów
( https://en.wikipedia.org/wiki/Loser_(hand_gesture) ) ma jakiegoś szefa? Chyba, że chodzi Ci o szefa siłowni albo Dyrektora Urzędu Pracy.

Stabwound

Słuszna uwaga o tym, że oczekiwania odnośnie piłkarzy są wygórowane. Tylko z czego to się bierze?
Czy np. Michał Kucharczyk obiecywał, że przebije obu Ronaldo i jednego Ronaldinho razem wziętych?
Czy któryś z piłkarzy Legii deklarował umieranie na boisku za klub?
Czy poziom polskiej piłki powoduje, że mogę uznać, że np. niecelne strzały z rzutów wolnych są spierdolone świadomie, na złość kibicom, trenerowi i sponsorom?
No nie. Nikt nikomu nic nie obiecuje ponad stan. Jeśli oglądasz potyczkę Bruk-Betu z Wisłą Płock i spodziewasz się fantastycznego spektaklu, to jesteś człowiekiem wielkiej wiary.

Niby wszyscy mówią, że liga słaba, Legia słaba, polska piłka słaba, szkolenie słabe – ale jak wtedy dostają produkt na miarę możliwości i oczekiwań, to chcą lać piłkarzy za to, że są słabi. To tak, jakbym poszedł na film z Karolakiem, stwierdził rozczarowanie jego warsztatem aktorskim, a później mu wpierdolił za to, że jednak nie jest Robertem de Niro.

Problemem jest naiwny romantyzm „zawsze wiernych” kibiców. W ich mniemaniu, przez te 90 minut kopania balona odbywa się jakiś wielki pojedynek miast, ma to kluczowe znaczenie dla honoru i godności mieszkańców, a wystepujący na murawie zawodnicy to jakiś ekwiwalent starożytnych gladiatorów, u których poziom umiejętności i zaangażowania dorównuje jedynie fanatycznemu przywiązaniu do barw i symboli klubowych (choćby w herbie była Myszka Miki).

Ja rozumiem, że fajnie by było przyjść na mecz eklapy, zobaczyć piękne, koronkowe zagrania, grad bramek, akcje jak z Tsubasy, najlepiej jeszcze w wykonaniu wychowanków, byłych kibiców albo innych graczy którzy mają specjalne pozwolenie na całowanie klubowego herbu. Tylko problemem jest to, że nikt takich przeżyć nie obiecuje, nie gwarantuje i nie może ponosić odpowiedzialności za to, że Sebie i Mariuszowi się coś tam w głowie uroiło.

Miszcz Joda

Pozostawiając kwestię sposobu motywacji. Piłkarze wykonuja zawód. W przeciwieństwie do Ciebie czy mnie mogą jawnie walić w chuja i doprowadzić do zwolnienia szefa. Za to wywalić takiego skurwysyna się nie da bo ma kontrakt. A kontrakt to rzecz „świętą”. Choćby grał chujowo przecież sam się nie zatrudnił.

Stabwound

Hm, też kiedyś tak myślałem, ale zmieniłem zdanie.
Piłkarz wykonuje pracę, którą ciężko ocenić obiektywnie. Żaden sąd nie jest w stanie rozstrzygnąć, czy piłkarz nie strzelił karnego, bo nie chciał, czy dlatego że się rozkojarzył, zdenerwował, odniósł mikrouraz, był smutny, czy coś. To zresztą dotyczy całego showbusinessu. Zespół wyjdzie na scenę, odegra hity, da publice pośpiewać, zajebie dwa bisy i zejdzie ze sceny, ale jak ktoś z publiki uzna, że mało się starali i bez energii, to jak to później sądownie ocenić, ew. jak temu zapobiec? Nie da się. Czy możliwe jest, że gość się stara ze wszystkich sił, ale i tak kogoś nie dogoni, spóźni się z interwencją, zaliczy stratę?

Kolejna sprawa, piłkarze zwalniający trenera. To trochę mit, bo sam piłkarz to może zwolnić co najwyżej swoją gosposię. Wyjebywanie trenera, bo piłkarze się obijają, to gestia zarządu. Jeśli ja przyjdę nawalony do roboty, to podziękują mi, a nie szefowi. Jeśli piłkarz w opinii zarządu się nie stara, to się zwalnia trenera – nie ma tu logiki.
Jak piszesz, wywalić piłkarza się nie da, bo ma kontrakt. Nie zapominajmy jednak, że większość piłkarzy gra w Polsce o coś więcej – z reguły transfer do lepszej kapeli. Jeżeli walniesz pięścią w stół, przestaniesz medialnie gości głaskać, wypierdolisz do rezerw albo Klubu Kokosa – szanse na to, że go ktoś weźmie „na odbudowę” są małe. To, moim zdaniem, powinno być komunikowane przez prezesów: lepiej polub trenera, bo jak będziesz słabo grał, to wylądujesz na ławce w 4 lidze i po karierze.

Następny temat, treść kontraktów. Widziałem kilka umów, jakie zawierają piłkarze Eklapy. Wszystkie w duchu „płacenia za wyjście na boisko i premie za cokolwiek ponad”. Jakbym taką miał, pewnie też bym wyłożył lachę. Nie ma się co oszukiwać, duża kasa rozleniwia. Jeśli za minimum zaangażowania masz płacone jak sułtan Brunei, konsekwencji żadnych, to po co się starać? Popatrz na Koseckiego, Masłowskiego, Bonina…Ktoś kiedyś uznał, że są gwiazdami, zapłacił za nich i im kosmiczne pieniądze, młody gnojek (Kosa jr.) kupił sobie od razu super furę, chatę, itd. Kasa leciała nawet jak był kontuzjowany albo grał do dupy. Powiedzmy sobie szczerze: jakby Ciebie czy mnie posadzili w firmie, płacili po 80 koła miesięcznie za samo przyjście do pracy i podlanie paprotki, to później raczej nie chciałoby nam się ponosić kartonów na magazynie za dodatkowe 100-500 zł.
Ja bym dał chłopakom kontrakt na zasadzie success fee. Na przykład: jesteś napastnikiem, jeśli ustrzelisz 10 bramek w sezonie, to wskakujesz na wyższy level pensji i wyższe premie za kolejne bramki. Grasz w pomocy: liczymy Ci kanadyjkę i jeśli przekraczasz jakiś próg punktów, wskakujesz na inny sposób naliczania pensji. Taki system nie tylko generowałby oszczędności dla klubu (nie płacisz piłkarzom za wyniki, których nie osiągają), ale utrzymywałby też wysoki poziom motywacji, a piłkarze musieliby włazić w dupę trenerowi, żeby dawał im szanse. Oczywiście, zawsze może trafić się Daniel Kokosiński 2.0, ale przynajmniej wtapiasz wtedy mniejszą kasę, a w kontekście zemsty – potencjalny nowy pracodawca widzi, że koleś jest za słaby nawet na grę w rezerwach.

Miszcz Joda

Tylko, że taki system jest bez sensu. Jak już coś to dla całej drużyny po równo. Bo co z tego, że kto* będzie na…lał jak Zeigbo (miał w pytę premię za bramkę to walił z każdej pozycji)?
A tak na marginesie jest sporo prac naukowych wykazujących że system bonusowy motywuje na b.krótką metę, w dłuższym okresie (2 i więcej lat) prowadzi do patologii.

eraderyu

Lesiu, jak zawsze na poziomie, dziękuje za felieton :)

brodson3

Do dużej części „kibiców” nie dociera, że w sporcie czasem nie idzie z różnych powodów, niekoniecznie dla tego, że piłkarzom się nie chce grać dobrze w piłkę, promować się i wygrywać. Jak już się nie daj Boże zdarzą trzy przegrane mecze z rzędu, albo jakaś wyższa porażka z niżej lub wyżej (w zasadzie bez znaczenia) notowanym rywalem to wszystkie „Czy wygrywasz, czy nie…” tracą na znaczeniu i piłkarze stają się wkładami do koszulek, którzy niegodni są w ogóle dostąpienia zaszczytu gry dla tak wspaniałych „kibiców” i trzeba ich jebać, obrażać na każdym kroku, może nawet zmotywować do gry poprzez „zliściowanie”. Dobrym przykładem krótkowzroczności tych najzagorzalszych fanów jest Wrocław, a konkretnie sytuacja, w której zdarto z Pawelca koszulkę, a dopiero później zreflektowano, że to przecież zasłużony dla klubu piłkarz, który odnosił z WKS – em największe sukcesy włączając w to mistrzostwo Polski, następnie mu tę koszulkę oddano, później nawet skandowano jego nazwisko podczas meczu, ale takie coś właśnie świadczy o ich „kumatości”. Dlatego tak jak generalnie lubię i szanuję środowiska kibicowskie, tak tego typu zachowania uważam za patologię, na którą nie można się godzić.

tolep
Hejko Lejorz

Jest to bardzo ale to bardzo dobry pomysł, tylko nazwa na wyrost. Wszystkie przykładowe motywatory które wymieniłeś, nawet koło wpierdolu nie stały. Ot, zwykłe przyjazne poszturchiwanie z miłosci.

dario armando

Legia 3 mecze po swoistej motywacji wygrała ,ale czy grała lepiej – chyba nie tylko skuteczniej.Są na 2 miejscu i ten fakt dokładnie uzmysławia ,jakim piłkarskim grajdołem jesteśmy.

MArekPolkowski

Kibice maja prawo okazac swoje niezadowolenie, przeciez placa za bilety, gadzety klubu itp. A wiec po czesci zrzucaja sie pilkarzom na pensje. Wiec i moga ponarzekac kiedy „kopacz” gra na odpierdol i nawet sie nie stara! Wymagac nalezy zwlaszcza od tych ktorzy maja wysokie kontrakty, jesli graja chujowo i nikomu nie przeszkadza to dalej beda grali tak samo :)

Miszcz Joda

Czyli Legia po akcji z racami czy za puste trybuny z Realem powinien wynając armię troglodytów która by zmotywowała kiboli do porządku.

podszyszkownik

Parę ciekawych wniosków jest.Czy ,,piłkarze,, Legii skarżyli się?-Nie. To może znaczyć,że zgadzają się z ,,krytyką,, którą przedstawiono im na parkingu klubowym.Pójdę dalej-patrząc na ostatnie wyniki Legii,można pomyśleć że wyciągnęli wnioski,dokonali analizy w szatni.Reasumując-wnioski przemienili w czyn.Jednak jestem przeciwnikiem wpierdolomatu. Lepsze wyniki mogą dać takie akcje parkingowe,z racji swojej nieprzewidywalności.Czuwaj!!!

Tulismanore
FC Albatros

Ciekawi mnie czy ktos ma tak ja – ze kiedys jak wjezdzal Milewski to „koniecznie przeczytac” a teraz jak wjezdza Milewski to „aha, znowu nie ma co czytac” – Tylko ja tak mam?

Gudi

Tak, tylko ty tak masz

wij

Nie tylko ty.

baran

Dobrze mądrale. Co ma zrobić kibic jeśli widzi w tzw klubie pana piłkarza o 3 w nocy mocno wyciętego w towarzystwie córek Koryntu na dwa dni przed ważnym ligowym meczem? Poprosić o autograf, przybić piątkę i życzyć miłej zabawy. I cały czas być wyrozumiałym dla niewielkiej obniżki formy.

Miszcz Joda

A co ma zrobić pracodawca widząc pracownika najebanego w 3 dupy w objęciach innego pana w piątek po tygodniu pracowniczym?

baran

Tylko osoby, które mają coś do ukrycia odpowiadają pytaniem na pytanie.

Weszlacki Komentator

„Może skończy się na wpuszczeniu Kupczakowi gęsi do mieszkania, wsypaniu Śpiączce cukru do bigosu, ale zawsze.”
Zakrztusiłem się kanapką :-DDD

TotalnieWyluzowany
CSKA MOCKBA

Słoju, Wiśniowa Góra to część Warszawy, na terenie Wawra. Za działkę pod budowę domu trzeba u nas zapłacić mocno ponad milion złotych, chałupa odpowiednia też minimum dwójka. Pomysl zanim coś napiszesz.

wij

Wydaje mi się, że jak już, to wpierdoloMETR. Metr jako miernik czegokolwiek. Mat? Co to znaczy i do czego to? Jeśli pisałeś to sam bez presji, to znaczy, że zaczynasz być nudny. Jestem zajebiście rozczarowany wręcz, bo odkąd zacząłem czytać WESZLO, zawsze czekałem na czwartek. Więc pytam – co to jest? Ktoś za Ciebie to pisał?

theczarek

Wpiedolomat. Jakies tskie dretwe wytrzymałem do 1/4.slabo dzis

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY