Jak oni zagrAlli!
Weszło

Jak oni zagrAlli!

Wygrana, która znaczy więcej niż tylko trzy punkty. Więcej niż pewny już awans i więcej niż bardzo możliwe dzięki niej rozstawienie w losowaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Zwycięstwo Tottenhamu w meczu z Realem Madryt na Wembley to wynik, który dla klubu z północnego Londynu jest ostatecznym potwierdzeniem słuszności obranego przed paroma laty kierunku, gdy głównym architektem postanowiono uczynić Mauricio Pochettino.

Spurs nigdy wcześniej Realu pokonać nie potrafili. Ba, od 1963 roku nie potrafili ograć jakiegokolwiek hiszpańskiego rywala, mimo dziewięciu kolejnych prób. Dzisiejsze 3:1 nie daje co prawda żadnego pucharu, nie pozwala dopisać sobie do dorobku tytułu, ale niewątpliwie jest największym pojedynczym sukcesem Kogutów od ładnych paru lat. Jak to się zwykło mówić: wynik idzie w świat. Nakazuje uświadomić sobie, że oto do bram coraz donioślej puka świeża siła.

Najdobitniej o tym, jak wielkiego postępu z miesiąca na miesiąc dokonuje Tottenham, świadczy zresztą to, co działo się w okolicach 70. minuty. Kibice zespołu upokorzonego w poprzednim sezonie Champions League, który postradał szanse na awans z mało wymagającej grupy jeszcze przed ostatnią kolejką, mogli już wtedy skandować przy wymianach podań swoich pupili gromkie „ole!”. W starciu z dwukrotnym z rzędu zwycięzcą Champions League, tak bezlitośnie przez nich upokorzonym.

Drużyna Mauricio Pochettino była dziś bowiem rewelacyjna. Momentami można było odnieść wrażenie, że realizatorzy spotkania urządzają sobie z nas żarty i przyspieszają obraz, gdy tylko przy piłce znajdują się zawodnicy gospodarzy. Szybcy, nieustępliwi, wybiegani. Real nie wyglądał już tak dramatycznie słabo, jak w spotkaniu z Gironą, ale po prostu często nie nadążał. Nim z głów do nóg piłkarzy Realu zdążył dojść komunikat, że czas na podanie, jeden z głównodowodzących pressingu już był przy rywalu. A to Kane, a to znów Alli, a to Eriksen. Już przeszkadzał, już mącił, już odbierał część możliwości rozegrania.

Te doskoki wielokrotnie zresztą dawały Tottenhamowi szanse na przeprowadzenie akcji bramkowych. Już na dzień dobry Kane potrafił przepchnąć Nacho, jednak zamiast uderzyć mocno w stronę bramki, próbował dobrze ustawionego Casillę lobować. Ale dał tym samym sygnał, że nie warto obrońcom odpuszczać. Nie raz i nie dwa sam pokazał, że nawet taki tytan jak Sergio Ramos daje się przestawić i przechytrzyć, jeśli tylko odpowiednio się do tego podejdzie.

To nie Kane był jednak głównym aktorem widowiska, a ten z ofensywnego tercetu Kogutów, którego formę w tym sezonie podważano najczęściej. Czyli Dele Alli. To do niego należało pierwsze i drugie decydujące słowo, to on pakował piłkę do siatki na 1:0 i 2:0. Najpierw po świetnym zagraniu Trippiera, drugim niemal identycznym, z prawego skrzydła po kilkudziesięciometrowym przerzucie. Choć trzeba zaznaczyć, że boczny obrońca w tej akcji był w momencie podania Winksa (asysty 2. stopnia) na spalonym.

DNkvh0gX0AUnH7e

Druga bramka, potwierdzająca tylko, jak żądny krwi jest dziś Tottenham, padła już za to w stu procentach prawidłowo. Dając jednocześnie najlepszy możliwy dowód, że z Allim nie jest tak źle, jak zaczynało się o tym mówić. Anglik przyjął zagranie od Erika Diera, po czym dwukrotnie na zamach zwiódł Casemiro. Najpierw „strząsnął” z siebie Brazylijczyka, później położył go, by móc oddać zabójcze uderzenie na bramkę Kiko Casilli. Tym trudniejsze do obrony, że futbolówka po drodze odbiła się od nogi Sergio Ramosa.

Dzieła zniszczenia dopełnił natomiast Christian Eriksen, ale znów przy udziale Allego. To Anglik bowiem wyprowadził kontrę przytomnym zagraniem do Kane’a, który dostrzegł nadbiegającego Duńczyka. Za Eriksenem nie nadążył Modrić, do pokonania został mu więc już tylko Kiko Casilla. A że przebierając się na mecz, Duńczyk zwykle układ nerwowy zostawia zamknięty w szafce, pomyłki być nie mogło.

Nie powiemy oczywiście, że Real był w tym czasie tylko tłem dla swoich rywali. Królewscy mieli co nieco z gry. Może nie stworzył sobie multum stuprocentowych sytuacji, ale wiele razy pojedynczy piłkarze Tottenhamu musieli ratować zespół we własnym polu karnym. Ale tak jak koledzy z ataku zawsze doskakiwali na czas, by przeszkodzić w rozegraniu, tak oni permanentnie byli tam gdzie powinni, by uniemożliwić uderzenie. Ewentualnie w ostatniej instancji bronił Kogutów Lloris. Najtrudniejszy strzał wtedy, gdy Casemiro posłał płaskie, mierzone uderzenie na dalszy słupek.

Koguty miały też trochę szczęścia. No bo gol ze spalonego to raz, a sytuacja Sergio Ramosa tuż przed zabójczą kontrą na 3:0 to dwa. Aż do ostatniego kwadransa, gdy Real naprawdę mocno siadł na podopiecznych Pochettino, defensorzy gospodarzy nie zwykli się mylić. Przy jednym z rzutów rożnych zachowali się jednak jak dzieci we mgle. Nie potrafili pozbyć się piłki z własnego pola karnego, a nieudolne próby wybicia skończyły się piłką pod nogami Ramosa jakieś trzy-cztery metry od bramki. Wtedy jednak jego uderzenie zablokował… Cristiano Ronaldo.

Portugalczyk odkupił swoje winy kwadrans później, strzelając na 1:3. W momencie, kiedy Harry’ego Kane’a Mauricio Pochettino postanowił już oszczędzać na spotkanie z Crystal Palace i gdy chyba tylko najwięksi optymiści mogliby wierzyć w comeback ekipy Zinedine’a Zidane’a. Marcelo powalczył do końca o piłkę, która zmierzała poza linię końcową, dograł przed bramkę Kogutów, a tam Ronaldo pomylić się już nie mógł. Pomysłów na to, by pójść za ciosem i skarcić mocno już w końcówce wyeksploatowanych rywali, już niestety zabrakło.

Koguty zwyciężyły więc 3:1, tym samym jak nigdy wcześniej rozbudzając apetyty swoich kibiców na więcej. Więcej podobnych wieczorów, więcej podobnych uniesień. Słowem – więcej emocji, których dzisiejsze starcie staje się dla nich przedsmakiem, ale i obietnicą.

Tottenham – Real Madryt 3:1
Alli 27′, 56′, Eriksen 65′ – Ronaldo 80′

KOMENTARZE (44)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

gryf01

Zgadzam się, że mieli trochę szczęścia. Że też w LM nie ma VARu jeszcze? Takie bramki ze spalonego to była w naszej ekstraklasie norma jeszcze w zeszłym roku. Kilka miesięcy i już się od tego trochę odzwyczaiłem.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Peter Lisek

Zepsuję zabawę, ale ramos znaczy „bukiety” :)

Lluc93

Nie ma chyba obecnie większego pajaca w światowej piłce niż Ramos. Co ten koleś ma w mózgu to nie mam pojęcia.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Jak mnie bawią przekomarzania fanboyów Realu i Barcy. :)

Lluc93

Ramos to najgorszy szmaciarz, bo nie dość, że ciągle coś pajacuje to się dosyć często w Pepe zabawia i mu mózg odcina, a jak jemu ktoś coś zrobi to umiera. Drugi taki w Realu jest Casemiro. Dwóch pajaców.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

R4 K.O. 87
Manchester United

W lidze hiszpanskiej wiekszosc zawodnikow panienek to symulanci, prowokatorzy i zwykle pizdy, ktore nie potrafia grac jak faceci w Premier League, chociaz i tutaj zdarzaja sie juz wyjatki jak taki Alli co mnie zaczyna martwic…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

technojezus
murzyny z Afryki > szrot z UE

Nie ma nic bardziej satysfakcjonującego niż przegrana tego przereklamowanego zespołu jakim jest Real.

Dysk Dzokej

Ten przereklamowany zespół wygrał dwa razy z rzędu ligę mistrzów co się nikomu nie zdarzyło. Oby więcej takich przereklamowanych drużyn.

technojezus
murzyny z Afryki > szrot z UE

Ale i co z tego że wygrał?
Ja realu nie trawię i nie wiem czemu jest tak wszędzie pompowany.
To samo z Ronaldo niby taki super hiper a w większości gier niczym się nie wyróżnia.

Dysk Dzokej

Jak to „co z tego że wygrał”? Rozumiesz słowo przereklamowany? Przereklamowany by był gdyby miał 5te miejsce w lidze i odpadł w 1/8 LM będąc nadal uważanym za najlepszy klub. Jest wszędzie pompowany bo wygrywa.

R4 K.O. 87
Manchester United

Bardziej satysfakcjonujace jest to, ze w koncu angielskie kluby pokazuja swoja prawdziwa gre i zanosi sie na 5 zespolow z Anglii w 1/8 CL co zdecydowanie cieszy…

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Kadencja Zidane’a: po dwa razy Liga Mistrzów i Superpuchar Europy, raz mistrzostwo Hiszpanii, raz Klubowe Mistrzostwo Świata, raz Superpuchar Hiszpanii.
Przereklamowany ten zespół jak cholera!

d.b

Koguty grają świetną piłkę to jedna kwestia.
Niestety nasycone pasibrzuchy z madrytu w okolicach 60-70 min, jak pokazali ilość przebiegniętych km, to Totki miały około 8-9 więcej, to robi robotę, a królewną z madrytu się biegać nie chciało. To na pewno jest wysoko poziom eksploatacji zawodników, ciekawe czy im starczy pary do końca sezonu.
~~~~
Da się porównać gdzieś statystyki ile dana drużyna np; biegała km w hmm wrześniu a ile w maju ? w danym sezonie np 16/17

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Przecież oni 3 sezony w czubie są. Wielu zawodników potrzebuje osobnych pomieszczeń na medale i puchary które pozgarniali w klubach i kadrach.
Ile można być żądnym krwi?

Człowiek tym się różni od robota, że potrzebuje motywacji ale i odpoczynku/wyciszenia.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

MuchyZNosa

Mógłbym napisać komentarz ale po co wszystko jest jasne!!!

Rudy z UE

Cristiano se strzelił to na razie nie jest jeszcze smutny, wiec w realu mogą spac spokojnie

Albin Wikulski

A ja wtrącę trzy grosze odnośnie Kejna, bo męczy mnie to masturbowanie się tym krzesiwem. Chłopak jest dobry, momentami bardzo dobry, ale wieszczenie mu kariery i Realu to lekka przesada. Bez lizania się po orła białego końcówcę, trzeba jasno powiedzieć, że Lewy go ogrywa w każdym aspekcie na dziewiątce, a jedyne dwa plusy Kane’a nad Polakiem są tylko w paszporcie – narodowość i wiek. Samemu Kejnowi wieszczę karierę w stylu Szirera. Gwiazda na wyspach w klubie spoza marketingowego topu, kolekcjoner bramek, ale nic więcej, nie pasuje do innego stylu. Mam wątpliwości czy sprawdzi się gdzieś poza Totetnhamem. Na europejskie potęgi jest jakiś za sękaty i za drewniany. Minusujcie kochani, a ja jadę na spotkanie z Sabri Begdasem.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Albin Wikulski

Wyobrażasz sobie by taki Kane strzelił 5bramek np. Evertonowi? Nawet bramki Realowi nie strzelił w dwumeczu w przeciwieństwie do tego betonowego filaru. Zaraz ktoś powie, że Angol walczy, Mariusz Ujek też walczył, a nawet do Slovana Bratislava bym go nie wysłał.
Po prostu uważam, że Kane jest przeceniany. Ot bardzo dobry grajek.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Albin Wikulski

nie będzie lepszy, poza tym nie trafi się, jeśli trafi, to zgolę wąsy i wyślę je do Wronek.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Lewy w wieku 28 lat nauczył się strzelać wolne. Jedyny element, który u niego szwankuje to drybling. Lewy przez 10 lat rok w rok coś dorzycał, rozwijał dię.

Co do Kane’a to postępów nie widać. Dwa sezony wygląda tak samo, niczego nowego się nie nauczył. B.dobry egzekutor. Porównanie do Shearera jak najbardziej trafne.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

marcinw13
Manchester United 1997/98

Krystynę nieco podgoniło zdrowie oraz Krystyna coraz młodszy się nie robi. Obrona Realu jest jaka jest, bo Nacho czy Varane (jeden z najbardziej przereklamowanych obrońców na świecie) to poziom dużo niższy niż Pepe. A sam Ramos wiosny w obronie nie zrobi. Wiec mają jesień średniowiecza.

Urban

‚jesien z dupy sredniowiecza’ dokladnie rzecz biorąc.

Prymityw

Najprawdopodobniej przerżnęli w ubiegłą sobotę mistrzostwo Anglii. Ale jeśli autor twierdzi, że projekt „Pochettino” jest słuszny, bo Londyńczycy klepnęli Real (ostatnio nie ma z tym problemu taka Girona), to nie będe się kłócił. Wiekowy już jestem, nie daję się ponosić skrajnym emocjom.

wpDiscuz