Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI
Blogi i felietony

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Od 1897 roku Celtic Glasgow zatrudniał 19 trenerów. Manchester United od 1892 – zaledwie 23. Natomiast Pogoń Szczecin na stanowisku pierwszego szkoleniowca od stycznia 2007 umieszczała Palę, Baniaka, Kaczmarka, Kurasa, Mandrysza, Stolarczyka, Płatka, Sasala, Tarasiewicza, Skowronka, Wdowczyka, Kociana, Michniewicza, Moskala i Skorżę (15 nazwisk, kilka mocnych).

Warto odnotować, że to było naprawdę owocne 10 lat. Jesienią 2007 klub wskrzeszono w IV lidze. Od tamtej pory udało się dzięki serii awansów wrócić do ekstraklasy i się w niej mocno zadomowić – na tyle mocno, by regularnie dostawać się do grupy mistrzowskiej. Na zdrowy rozum, jeśli klub w ciągu 10 lat od „założenia” staje się solidnym członkiem ESA, to można mówić o sukcesie. Natomiast liczba trenerów, którzy na ten sukces pracowali – od jesieni 2007 było ich trzynastu, bo Pala i Baniak to jeszcze era Antoniego Ptaka – sugeruje raczej pasmo niepowodzeń i rozczarowań. Mamy więc swoisty paradoks: permanentne niezadowolenie z zadowalających wyników. Zadowalających dla każdego, kto rozumie specyfikę piłki, jest nauczony pokory, ma rozeznanie we własnych możliwościach.

Za chwilę poznamy nazwisko kolejnego trenera, który rozpocznie szczecińskie rodeo. Nikt rozsądny nie będzie przywiązywał się do tego nazwiska.

Skorża – podobnie jak kilku jego poprzedników – miał być trenerem na lata, a został trenerem na chwilę. Nie chcę go bronić, bo wprawdzie lubię pójść pod prąd, ale to byłoby przesadą nawet jak na mnie. Niemniej jeśli tylu ludzi sparzyło się w Szczecinie, to można zadać pytanie: czy to aby na pewno z nimi było coś nie tak? A może z oczekiwaniami oraz otrzymanymi przez nich narzędziami? Tu dochodzimy do dość nieszczęśliwego dylematu dla władz klubu, ponieważ nie ma dla nich pozytywnej odpowiedzi. Jeden wariant jest taki, że z tymi trenerami nie było nic nie tak, więc problem tkwił w oczekiwaniach i narzędziach – czyli kamień do ogródka działaczy. Ale w drugim wariancie to ci szkoleniowcy po prostu się nie nadawali i należało ich zwolnić – tylko że to też kamień do ogródka działaczy. Ktoś przecież tych trenerów zatrudniał, prowadził z nimi rozmowy zapoznawcze. Firma HR popełniająca tak wiele błędów przy selekcji kluczowych pracowników, nie utrzymałaby się długo na rynku.

*

Ale ja tak naprawdę chciałem o samym Skorży. Jeden z moich ulubionych cytatów na temat pracy trenerów pochodzi od Fabio Capello: – Dobry trener to taki, który przejmuje odpowiednie zespoły w odpowiednim momencie.

Gra dla trenerów tak naprawdę nie toczy się więc tylko na boisku, ale także – przede wszystkim? – poza nim. Zanim zaczną selekcjonować piłkarzy, muszą selekcjonować oferty. Rozeznać się, gdzie wskoczą na falę, która poniesie ich daleko, a gdzie przygoda skończy się podtopieniem. W wersji mniej drastycznej, nie kojarzącej się aż tak z dowcipem o przyklejonym do okrętu gównie – gdzie otrzymają wysokiej klasy narzędzia, a gdzie jedynie ułamany śrubokręt. Liczba szkoleniowców o wysokich umiejętnościach jest znacznie wyższa niż liczba klubów, które mogą odnosić sukcesy (chociażby z tego powodu, że mistrz może być tylko jeden). Tak naprawdę to, że jeden trener utrzymuje się na szczycie i zarabia bardzo godnie, a drugi ciągle szoruje po dnie nie musi być wynikiem różnic w kompetencjach, ale wynikiem różnic w wyborach życiowych lub miejscach startu. Nie chcę sprowadzać całych karier do cwaniactwa przy podpisywaniu – lub niepodpisywaniu – właściwych kontraktów, ale z pewnością jest to czynnik, który należy brać pod uwagę.

Skorża w swojej karierze dokonał jednego, bardzo istotnego wyboru. Objął Wisłę Kraków, którą z pewnością Fabio Capello uznałby za odpowiedni zespół w odpowiednim momencie. Oczywiście wykonał tam dobrą robotę, to się rozumie samo przez się. Ale ta życiowa szansa i ten życiowy wybór sprawił, że potem poszło już z górki.

Nie zamierzam umniejszać jego kompetencji, absolutnie nie taki jest mój cel. Uważam natomiast, że często budujemy trenerom pomniki – albo malutkie pomniczki – natomiast gdybyśmy trochę namieszali im w CV, wysłali w inne miejsca w innym czasie, to sytuacja wyglądałaby zgoła inaczej. Że gdyby dla Skorży Pogoń była pierwszą pracą, to drugiej mógłby nie dostać. Że gdyby Jan Urban nie prowadził swoje kluby w odwrotnej kolejności, to do Legii nigdy by nie dotarł.

Teraz Maciej Skorża przez jakiś czas zapewne nie będzie narzekał na nadmiar ofert, co jest… bez sensu. Jeśli kilka lat temu uważano go za bardzo dobrego trenera – a z pewnością tak go właśnie postrzegali działacze klubów ekstraklasy – to teraz powinno być tak tym bardziej. Tym bardziej?! Tak, tym bardziej. Otóż ja jestem zwolennikiem teorii, że mnogość doświadczeń życiowych i zawodowych rozwija trenerów, o ile ci wciąż chcą się rozwijać. Z tego względu każdy fatalny okres buduje szkoleniowca (nie dotyczy nieudaczników i głupków). Taki szkoleniowiec zaczyna dogłębniej niż wcześniej analizować przyczyny własnego niepowodzenia, ma jeszcze więcej materiałów do przemyśleń, musi przetrawić sytuacje, z którymi zetknął się pierwszy raz w życiu. Jeśli jest inteligentny, po jakimś czasie – bo niekoniecznie następnego dnia – orientuje się, w którym momencie jakie popełnił błędy. Maciej Skorża z Wisły był trenerem, który nie musiał pamiętać o parasolu, ponieważ prawie nigdy nie padało. Maciej Skorża po Pogoni to już trener, który jest przygotowany na więcej wariantów. Sam się zastanawiam, czy to nie nazbyt karkołomne, ale jestem bliski wniosku, że trener najbardziej rozwija się wtedy, gdy ląduje na bruku – gdy analizuje niepowodzenia oraz na spokojnie przygląda się trendom w futbolu, bierze pod lupę nie tylko swój zespół, ale stara się podglądać najlepszych.

(Często w innych krajach trenerzy rozwijają się na bazie porażek, ale z tą różnicą, że tam nabyte doświadczenia mogą wykorzystać w tym samym klubie – vide początki Alexa Fergusona w Manchesterze United – a u nas idą z nimi do konkurencji) 

Zmierzam do tego, że jeśli ktoś dziesięć lat temu miał przekonanie, że Skorża jest fachowcem, to teraz powinien szybko oferować mu kontrakt: gdy jest na Skorżę przecena i gdy on sam znalazł się na półce, na którą może już sięgnąć w zasadzie każdy ligowy prezes. Jeśli nie sprowadzimy piłki do farta i nie uznamy, że Skorża był fartowny, a teraz jest niefartowny, to naprawdę trudno znaleźć argument za tym, że ten 45-letni facet jest dzisiaj gorszej klasy fachowcem niż był wtedy, gdy zdobywał mistrzostwo kraju. Natomiast da się znaleźć takie świadczące o tym, że jest… lepszym.

*

Jest też jeszcze jeden fajny cytat o trenerach. Z trenerami jest jak z kwiatami. Pięknie się rozwijają na jednym parapecie, a jak przestawisz na inny to padają. I nikt nie wie, dlaczego.

KRZYSZTOF STANOWSKI