Image and video hosting by TinyPic
Kup pan cegiełkę, czyli jak zawodowi pokerzyści szukają inwestorów
Inne sporty

Kup pan cegiełkę, czyli jak zawodowi pokerzyści szukają inwestorów

W piątek w czeskim Rozvadovie rozpocznie się jeden z najgrubszych pokerowych turniejów w roku. Ponad stu graczy, w tym jeden reprezentant Polski, zasiądzie do gry, do której wpisowe wynosi 111 tysięcy euro. Co ciekawe, duża część z nich o udziale w tak drogiej imprezie mogłaby tylko pomarzyć, gdyby nie staking. Oznacza to także, że duża część wygranych trafi do zupełnie kogo innego niż się wydaje obserwatorom…

Staking to powszechne zjawisko w pokerze. Najprościej mówiąc to sytuacja, w której gracz nie płaci swojego wpisowego w ogóle, albo płaci tylko część. Resztę pokrywa właśnie stakujący, czyli inwestor. Po co? Oczywiście, nie z dobroci serca, tylko jak mówił Leo Beenhakker w reklamie banku: for money. Przyglądamy się zjawisku, bez którego nie byłoby najbardziej spektakularnej polskiej kariery pokerowej i fenomenu Dimy Urbanowicza.

Ile mu zostało z 5 milionów?

Urbanowicz to numer jeden na polskiej liście graczy z największymi wygranymi w imprezach pokerowych. W sumie w turniejach na żywo zgarnął ponad 5,2 miliona dolarów, w tym prawie 1,6 mln za drugie miejsce w Super High Rollerze EPT w Monte Carlo i prawie milion za drugie miejsce w Super High Rollerze EPT w Barcelonie. Zasadnicze pytanie brzmi jednak: czy aby na pewno zgarnął? I natychmiastowa odpowiedź: Urbanowicz tylko odebrał te pieniądze w kasie, potem zostawił sobie tylko część z nich. Jak dużą? Może jedną trzecią. Reszta trafiła do kogoś zupełnie innego. Podobnie jest w bardzo wielu przypadkach. Tak właśnie działa staking.

W przeciwieństwie na przykład do turnieju tenisowego, w przypadku pokera w danej imprezie nie grają najlepsi, ale ci, którzy mają pieniądze na wpisowe. Oczywiście, często to się pokrywa. Ale nie jest to już tak oczywiste, jak obecność Nadala i Federera na Wimbledonie. W pokerze bowiem kluczową rolę odgrywa bankroll management, czyli odpowiednie zarządzanie kapitałem. Podstawowa zasada mówi, żeby nigdy nie inwestować w jeden turniej więcej niż kilku procent środków przeznaczonych na grę, ostrożni gracze sugerują, że najlepiej wydawać maksymalnie 1 procent. W praktyce oznacza to, że aby gracza było stać na występ w turnieju za 10,000 euro, powinien mieć przygotowany na grę okrągły milion. Czemu? Bo poker to gra, w której istotną rolę odgrywa wariancja, czyli element losowy. Możesz grać doskonale i nie popełnić żadnego błędu, a jednak odpaść. Co więcej, może się to zdarzyć w jednym, pięciu, dziesięciu czy dwudziestu turniejach z rzędu. Jeśli wpisowe będzie wynosiło zbyt duży procent środków, skończy się to pokerowym bankructwem.

Czy makeup jest taki straszny, jak go malują?

Staking jest opłacalny dla obu stron umowy. Inwestor ma szansę zarobić pieniądze poprzez wyłożenie kasy na start gracza w turnieju, festiwalu pokerowym czy wręcz całej serii jego występów, lub sfinansować jego gry cashowe. Z kolei gracz, często młody, utalentowany, ale bez odpowiedniej gotówki, którą byłby w stanie wyłożyć na swoją grę, może zagrać w turniejach z nieosiągalnym dla siebie wpisowym – zapewnia Rafał Gładysz, redaktor naczelny pokertexas.net. – Najlepszym przykładem jest tu choćby polski zwycięzca turnieju European Poker Tour, Sebastian Malec. Zagrał on w tym turnieju dzięki kolegom-inwestorom, którzy uwierzyli w jego możliwości. Z pewnością żaden z nich nie żałował swojej decyzji.

Kiedy zawodnik, jak wspomniany Malec, chciałby grać droższe turnieje, ale bankroll management mówi mu, że to fatalny pomysł, z pomocą przychodzi właśnie staking. W tej formie finansowania teoretycznie ryzyko ponosi kto inny. Gracz ma robić to, co potrafi najlepiej, czyli naparzać w pokera. Jeśli wygra, podzieli się wygraną z inwestorem – sobie zostawi 20, 30, czasem 50 procent tego, co odbierze w kasie. Czemu więc ryzyko jest tylko teoretycznie po stronie inwestora? Bo w praktycznie każdej umowie stakingowej pada jeszcze kluczowe słowo: makeup.

Nie wchodząc w niepotrzebne szczegóły: oznacza to mniej więcej tyle, że gracz najpierw oddaje to, co pożyczył, a resztą się dzieli. W praktyce wygląda to tak: kiedy Dima Urbanowicz wygrywał na EPT Malta turniej za turniejem, oddawał określony procent finansującemu jego grę Piotrowi Franczakowi, biznesmenowi, pokerzyście amatorowi i twórcy Teamu Silent Sharks Pro. Kiedy miesiąc później polecieli razem do Monte Carlo i Franczak wyłożył 100 tysięcy euro wpisowego do najdroższego w sezonie turnieju, znów dzielili się profitem. A było czym, bo Dima wygrał wtedy rekordowe dla polskiego pokera 1,4 mln euro. Ale kiedy Przemysław Piotrowski, czyli inny gracz Teamu, w tym samym czasie w kilku kolejnych turniejach nie zdołał zająć miejsc płatnych, do gry wchodził makeup. W tym przypadku jest tak, że kiedy Piotrowski dostanie w kolejnym turnieju wypłatę, powiedzmy 70 tysięcy euro, to zanim przyjedzie do dzielenia czegokolwiek, najpierw odda to, co wcześniej wtopił. I może to oznaczać, że chociaż wygra duże pieniądze, to tak naprawdę do domu wróci z niczym. Takie przypadki to wcale nie rzadkość. Wręcz przeciwnie – pokerowa codzienność.

Bestia żyje na kredyt

Ten gość to prawdziwa bestia, chciałbym kiedyś być taki, jak on – tak możesz myśleć patrząc na listę 100 najlepszych graczy turniejowych na świecie. Ale prawda jest taka, że co najmniej 50 z tych tak zwanych bestii jest wpędzonych w głęboki makeup i kompletnie spłukanych – opowiada Mikka Anttonen, fiński pokerzysta, który w turniejach na żywo i online wygrał prawie 2,5 mln dolarów. W międzyczasie sam był stakowany i skończyło się to dla niego odrabianiem głębokiego makeupu. – Najpewniejszy sposób na doprowadzenie się do zera to dostać finansowanie. To nie powinno tak działać, ale przytrafia się to alarmującej liczbie graczy. Mój przyjaciel był jednym z najlepszych graczy w dużych turniejach online. Wygrał trzy duże turnieje jeden po drugim, w tym Sunday Million. W sumie w ciągu miesiąca miał ćwierć miliona dolarów profitu. Poszliśmy na kolację i dziwiłem się, że zamówił najtańsze danie, a do picia wodę z kranu. Raczej spodziewałem się, że poprosi o Dom Perignon. On jednak przyznał, że wciąż ma makeup 400 tysięcy dolarów. Swojego procentu od wygranych nie dostał od ponad trzech lat i cały czas żył na kredyt.

Przy stakingu wszystko wygląda świetnie w sytuacji, w której gracz wygrywa. Oczywiście, nie zawsze, bo to niewykonalne. Ale na tyle często, żeby makeup nie robił się za głęboki i żeby dało się go spłacić z najbliższej wygranej. Przywołany przez Anttonena przykład jest bolesny, ale wcale nie rzadki. Bo też trzeba pamiętać, że turnieje, w których grają zawodowcy, do tanich nie należą. Duży festiwal pokerowy to seria turniejów i wydatek 10-20 tysięcy euro, nie licząc wcale najdroższych High Roller i Super High Roller, w których wpisowe wynosi od 10 do 100 tysięcy euro. W takich warunkach wpakowanie się na solidny debet nie jest problemem. Co więcej, potem nawet zajęcie stosunkowo wysokiego miejsca i skasowanie kilkudziesięciu tysięcy euro, wcale nie musi wyzerować licznika.

Lepsze 100 procent niż 10

Bez stakingu nie mógłbym sobie pozwolić na grę w najdroższych turniejach, w High Rollerach za 50 czy 100 tysięcy euro. Ale to wcale nie jest konieczne. Można grać tańsze turnieje i w nich zarabiać tak naprawdę więcej – tłumaczy nam Dima Urbanowicz. – Bardziej opłaca się zagrać turniej za swoje 500 euro i mieć 100 procent wygranej niż w stakingu za 5 tysięcy euro i wziąć z wygranej 10 procent.

Urbanowicz na staking narzekać nie może, dzięki wsparciu innych mógł grać w najgrubszych turniejach świata. Potwierdzał w nich, że należy do absolutnej elity. Inna sprawa, że nie wygrał na swoje konto tyle, żeby móc w Super High Rollerach grać regularnie za swoje. Teraz, w rozpoczynającym się w piątek turnieju za 111 tysięcy, euro także będzie grał ze wsparciem.

Sprzedałem udziały do tego Super High Rollera – przyznaje.

Sprzedaż udziałów, o której mówi, to inny, znacznie bezpieczniejszy sposób pozyskiwania inwestorów. W takiej sytuacji gracz informuje chętnych, za pośrednictwem mediów społecznościowych lub specjalnych platform stakingowych, że zamierza zagrać taki, a taki turniej, powiedzmy za 10 tysięcy dolarów. Potem decyduje ile procent udziałów chce sprzedać. Tu układ jest prosty: procent wpisowego pokrytego przez inwestora odpowiada procentowi ewentualnej wygranej. Wada jest taka, że część kosztów trzeba ponieść samemu. Zaleta? Brak makeupu.

Różnice są w sumie niewielkie, ale jednak wyraźne. I tu i to chodzi o to samo: udział w potencjalnych zyskach finansowanego gracza. Aby zakończyć staking gracz musi odrobić straty. No, chyba, że współpracę zakończy sam inwestor znudzony ciągłym dokładaniem do interesu – wyjaśnia naczelny pokertexas.net. – Sprzedaż udziałów to zazwyczaj transakcja jednorazowa, krótkotrwała. Inwestor kupuje część „akcji” gracza w turnieju. Kupuje u niego cegiełkę o wartości np. połowy wpisowego. Tyle płaci, więc później tyle z wygranej otrzymuje.

Mistrz oszukał inwestora?

Oczywiście, nie zawsze gracz po turnieju idzie grzecznie do kasy i oddaje inwestorowi tyle, na ile się umówili. Zdarzają się także kłótnie i spory pomiędzy graczem, a kimś, kto wykłada na niego pieniądze. Rafał Gładysz przypomina głośną sprawę pokerowego mistrza świata, który ze swoim inwestorem spotkał się w sądzie.

Tam gdzie w grę wchodzą wielkie pieniądze, nie może się obyć bez afer. Najgłośniejszym przypadkiem jest chyba słynna sytuacja z Jamie Goldem, mistrzem świata z 2006 roku. Podczas swojej gry w Main Evencie World Series of Poker był finansowany częściowo przez swego kolegę, ale gdy wygrał cały turniej i wziął za to 12 milionów dolarów, inwestor nie zobaczył nawet złamanego centa – opowiada Gładysz. – Cała afera obiła się oczywiście głośnym echem w środowisku pokerowym, a ostatecznie wylądowała w sądzie, gdzie dokonano ugody, której warunków jednak nie upubliczniono. Za Goldem ciągnie się jednak do dzisiaj łatka gracza nieuczciwego.

jamie gold

Inne oszustwa także się zdarzają, choć najczęściej nie w przypadku indywidualnej relacji gracz – inwestor, a raczej wtedy, gdy ktoś finansuje większą grupę pokerzystów. – W stadzie zawsze może się znaleźć czarna owca, która będzie chciała pokombinować – tłumaczy Gładysz. – Inwestor oczywiście ryzykuje także tym, ze jego gracz może mieć po prostu słabszy okres i będzie przegrywał. W pokerze nikt nigdy nikomu nie zagwarantuje wygranej.

Postaw na właściwego konia

Są też inne rodzaje stakingu. Kilku polskich zawodowców stworzyło na przykład stajnię pokerową o nazwie Smart Spin. Zrzeszonym w niej graczom zapewniają wszystko, co potrzeba, przy czym akurat tam pieniądze są najmniej istotne. Członkowie otrzymują treningi, wsparcie i gigantyczną dawkę wiedzy. W zamian – grają we wskazane przez szefów turnieje online i oddają połowę wygranych. Projekt jest gigantyczny i bardzo poważny: jest ponad 700 członków, a budżet na rekrutację to 5 milionów dolarów.

smart

Podobną kwotę na wsparcie graczy przeznaczono także w innej stajni, stworzonej przez polskich graczy. Smart Backing ma na pokładzie między innymi Dominika Pańkę, drugiego najbardziej utytułowanego pokerzystę z Polski. Liczby, które podaje na stronie, także są imponujące: ponad 750 członków, 10 lat doświadczenia, 100 milionów rozegranych rozdań.

Stajnia to zresztą nieprzypadkowe słowo, bo na stakowanego gracza w pokerowym żargonie mówi się „koń”. W tym przypadku powiedzenie „postawić na właściwego konia” nabiera właściwego znaczenia.

JAN CIOSEK

KOMENTARZE (24)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Pozniej wymysle nick

Weszlo, nie przeginajcie. Od kiedy to poker jest kurwa sportem? Co nastepne? Artykul o „maszynach”? Wszak ojciec mojego ziomka mial na nie opracowane swoje „systemy” kiedy daja, a kiedy nie.

GryfusPL

Porównywanie pokera z maszynami to jak porównywanie gówna z czekoladą.

Pokerowi zdecydowanie bliżej do sportu niż do hazardu.

Pozniej wymysle nick

mniej wiecej tak blisko jak leżeniu na czas.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

JarekP

Widać nie masz pojęcia o pokerze. Tak jak większość, która jest przeciwna temu sportowi. Ale tak jest zawsze jak ktoś czegoś nie rozumie to mówi, że to jest bez sensu.

Pozniej wymysle nick

ja mam w dupie poker jako taki, jestem za to przeciwny nazywaniu go „sportem”, to juz predzej przelkne nazywanie „nordic walking” sportem, niz siedzenie z kartami.

Kutanoid
Farmacja Tarchomin

Sport czy nie sport, mało istotne, bo jeśli sport definiujemy tylko przez aktywnosc fizyczną to sportem nie jest. Ale porównywaniem do maszynek to się skompromitowałeś, ignorancja w czystej postaci.

Kakarinho

Trzeba mieć coś nie tak z głową, żeby nazwać poker sportem i mówię to jako pasjonat pokera, który gra regularnie od kilku lat. Ale porównywać go z maszynkami to też nie halo. A weszło może sobie pisać o czym zapragnie, nie musi to mieć związku ze sportem.

Phelek

Jeśli szachy są nazywane sportem to logiczne, że poker też powinien być. Choć dla mnie ani to ani to nie powinno być tak nazywane.

qdlaty81
WIDZEW

Kwestia definicji sportu

qdlaty81
WIDZEW

Poker zdecydowanie jest sportem. Podobnie jak szachy czy brydz. Tyle ze wymaga pracy głową

Placek

Że poker to czysty hazard wiedziałem od dawna. Ale dopiero dzięki temu artykułowi dowiedziałem się że nawet gwiazdy tego „sportu” to zwykli gołodupcy chodzący na pasku lichwiarzy, tak jak zwykli hazardzisci z lokalnych kasyn. I jeszcze te górnolotne nazewnictwo, „stajnie”, „udziały”, zwykłe piramidy finansowe stworzone by naciągać frajerów, którzy myślą że jak mają 4+ z matmy to oszukają system.

perpi

„poker to gra, w której istotną rolę odgrywa wariancja, czyli element losowy” = piękne słowa, które mają zaciemnić rzeczywistość. Poker to po prostu taki sam hazard jak ruletka, lepiej już pogodzić się z tym że dzisiaj sport to także e-sport, koniec końców jest nieszkodliwy, ale nie dać sobie wmówić że poker to sport, bo to robienie wody z mózgu małolatom, które może się dla nich zakończyć bardzo źle.

Lejek

Jak ruletka? proszę Cię… czy w ruletce masz jakikolwiek wpływ na to czy wygrasz, czy przegrasz? nie, fart bądź pech. W pokarze, Jak jesteś dobry to możesz wpłynąć na swoją wygraną nawet jak karty ewidentnie nie są dla Ciebie. To duża różnica. Obejrzyj sobie choć jeden turniej, zobacz jakie karty mają zawodnicy a jakie wychodzą we flopie, turnie i riwerze. Zobacz czy wygrywa zawsze ten co miał najlepsze karty, albo zobacz dlaczego ten co miał najlepsze karty w ogóle nie grał. Zrozum, że, żeby w tą grę wygrywać poważne turnieje trzeba być przekurwą, mistrzem prawdopodobieństwa i cały czas liczyć, obserwować przeciwników, zapamietywac ich ruchy. Potem z tego korzystać. No gdzie tu ruletka? No gdzie?

pilkarzyk

Nie grałem nigdy w pokera więc nie chcę się wypowiadać czy to gra losowa czy nie. Natomiast takie postępowanie to hazard w najczystszej postaci. Jesteś dobrym pokerzystą to buduj stopniowo swoje finanse. Zaczynaj od malutkich turniejów i wpisowych a z ich wygranych opłacaj stopniowo większe. Masakra, sądziłem że inaczej to wszystko wygląda.

PaulDaPole

Też miałem taką myśl, ale ja grywam w pokera. Dlatego tym większy szacunek dla Ciebie, że wyciągnąłeś takie wnioski nigdy nie grając w pokera.

Lejek

Powiem szczerze, też gram w pokera od dobrych 10 lat ale inaczej sobie wyobrażałem zarobki najlepszych. Ten makeup jest okrutny ale z drugiej strony nikt zawodników do niego nie zmusza. Jesteś pewny swoich umiejętności to chcesz grać z najlepszymi, za duża kasę. Sam się decydujesz. Wszedzie są krwiopijcy z kasą co wyłożą żeby potem zarobić. Gorzej jak się w turnieju wyłożysz z mniejszym fullem w all in

Poker

Poker podlega tez prawu serii, zdarza sie w ciagu 20-30 minut dostajemy niesamowicie silne karty, i nie mam tu na mysli tylko AA ale karty które idelanie pasuja z tymi na stole, tripps na dziendobry i za chwile fullhouse ale mozena miec pecha ze nikt nie sprawdza naszej podbitej stawki lub gramy pasywnie ale tez nikt nie atakuje i wtedy z np. AAA+77 wygrywamy jakies drobne grosze, albo z najsilniejszym kolorem to samo. Wiec trzeba jeszcze miec dodatkowe szczescie zeby inni gracze tez dostali silne karty i chcieli walczyc,
dlatego ja jak gram to „modle” sie o mocne karty dla przeciwników bo wtedy wiem ze polkneli haczyk, no wtedy trzeba ryzykowac i liczyc na los szczecia ze w ostatniej karcie trafi nam sie kolor lub „trójka”.

PS

Podam wam cenna rade, gdy widzicie ze wielu graczy podbija stawke i wielu mimo to wchodzi przed flopem to mozna na 90% przypuszczac ze maja silne wysokie karty, np. A+K , K+K, A+A, J+J, a my wchodzimy z 4+5 w kolorze, albo bez, lub z 3+3 lub 2+2 i na flopie pojawia sie 2-3-6 haha, gracze atakuja bedac pewnymi posiadania przynajmiej najwyzszej karty Asa + Króla kickera a tu zakoczenie gdy pokazuje im straighta 2-3-4-5-6 albo 3+3+3. Przy niskich kartach na flopie w 90% wystracza dwie niskie pary 44+55 zeby zgarnac duza pule

tolep
Hejko Lejorz

1. No wreszcie Ciosek napisał wartościowy artykuł, zawierający ciekawe informacje (przynajmniej dla mnie, bo zupełnie nie wiedziałem jak duża jest skala zewnętrznego finansowania graczy), zebrane starannie. Dobra robota dziennikarska, lepsza niż połowa albo więcej artykułów na Weszło.
2. Ale za to jaki rak w komentarzach…
Kłótnie czy poker jest sportem czy nie. Każdy wymysla swoje durne kryteria – a to że pieniądze decyduja, a to że wysilek fizyczny, a to brak elementu losowego… kompletnie bezsensowne przepychanki językowe. Osobiscie uznaję poker sportowy (właśnie) za sport, z uwagi na takie elementy jak rywalizacja, sformalizowane zasady, zorganizowane rozgrywki, doskonalenie się przez trening i doświadczenie. Nie widze powodu by ograniczać pojęcie sportu do „wyżej, szybciej, dalej, mocniej”. Ale nie bedę się kłócił jeśli ktos chciałby wykluczyć pokera z kategorii „sport” pod warunkiem ze znajdzie jakąs lepszą nazwę dla rywalizacji między zawodnikami, w której na dłuższą metę decydują w ogromnej większości umiejętności gracza a nie los.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

tolep
Hejko Lejorz

Skoro jest na nich curling i pływanie synchroniczne…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

TypowyJanusz

Do tych co pieprzą, że poker to nie sport: Waszym twierdzeniom idealnie przeczy Annette Obrestad, pokerzystka, która wygrała turniej na 180 osób NIE PATRZĄC W KARTY! Udowodniła, że nie ma znaczenia karta tylko pozycja, strategia i analizowanie gry innych graczy.
Poker ma element losowy, ale powtarzalność z jaką ludzie wygrywają wielkie turnieje nie wynika z ich nadzwyczajnego szczęścia tylko z umiejętności. Stawiam hajsy, że Dima Urbanowicz w Vegas podczas kolejnego wyjazdu wygra przynajmniej jeden turniej!

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY