Jak co poniedziałek… WUJO!
Weszło

Jak co poniedziałek… WUJO!

Autorem tekstu jest osoba niezwiązana z polską piłką, podobieństwo do wszelkich faktycznie istniejących osób – przypadkowe, a fabuła – fikcyjna. Tekst ma charakter żartobliwy i w żaden sposób nie ma na celu urażenia kogokolwiek.

*

*

Szkolenie młodych piłkarzy w Polsce. Temat, o którym ostatnio wszyscy wypowiadają się w samych superlatywach. Legia, Lech czy Zagłębie, te ośrodki są stawiane za wzory w swoich regionach. Ale nie tylko akademie poważnych ekstraklasowych klubów się rozwijają. Jak grzyby po deszczu rosną szkółki firmowane nazwiskami grajków, którzy kiedyś coś pokopali w poważnej piłce. Zaczynam myśleć, że prowadzenie szkółek piłkarskich jest dla emerytowanych piłkarzy tym, czym dla maturzystów jest pójście na studia z socjologii, albo innego marketingu. Robią to, bo nie mają na siebie pomysłu, a co będzie dalej, i czy oni w ogóle się do tego nadają, to wyjdzie w praniu. Ostatnio Szamo założył swoją szkółkę bramkarską. Do niego akurat posłałbym dzieciaka. Czy po treningu z Grześkiem ten dzieciak zostałby najlepszym bramkarzem w okolicy? Tak, ale tylko jeżeli naprawdę byłby to mój dzieciak. Ale gwarantuję wam, że po takim treningu każdy, ale to każdy dzieciak wyrobi sobie charakter (nie mylić z charakterkiem!) i dyscyplinę. W końcu sam Szamo miał najlepszego trenera- mnie.

Ostatnio niejaki Klimek, prezes Lecha, wpadł na pomysł żeby każdy klub miał obowiązek wystawiać młodzieżowca w składzie. Bo młodych trzeba promować by kasa na koncie się zgadzała a kluby żyły dostatniej. Powiem jedno: jak prezes Klimek nad tym myślał, to chyba był pijany albo niespełna rozumu. Ale pomówmy o tym, jak w ogóle miałoby to wyglądać w praktyce?

Klimek chyba zamknął się w swojej pięknej akademii i nie zdaje sobie sprawy jak niewielu w każdym klubie jest młodych graczy, którzy gwarantują nie tyle podniesienie jakości zespołu, co chociaż jak najmniejsze obniżenie tej jakości. A skoro trener klubu X ma w klubie samych szczeniaków nie nadających się do poważnej gry, i jednego z tych szczeniaków będzie musiał wystawiać, to widzę tutaj potencjał na genialne roszady podczas meczów. Wyobraźcie sobie taką sytuację: klub X, z dziesięcioma najlepszymi zawodnikami i młodym-pachołkiem gra z klubem Y, który dla odmiany wyszedł na mecz dziesięcioma najlepszymi zawodnikami i młodym-pachołkiem. Nagle trener klubu X robi zmianę w pierwszej minucie! Ściąga z boiska młodego i zastępuje go seniorskim graczem. Myślicie że to głupie? To pomyślcie, że do momentu przeprowadzenia pierwszej zmiany w „normalnym” czasie gry (załóżmy, że w 60. minucie) zespół X będzie grał w jedenastu zawodników na dziesięciu i pachołka. Jak inni trenerzy zaczną kopiować ten manewr, to Ekstraklasa zasłynie z najszybszych zmian na świecie!

Dobrze, w takim razie reguła o młodzieżowcu w pierwszym składzie musi być dodatkowo obwarowana innymi przepisami. Na przykład: każda drużyna jest zobowiązana do trzymania na boisku juniora przez cały mecz. Chcesz zmienić młodego po 10 minutach, trenerski magiku? I tak musisz za niego wprowadzić innego szczeniaka! Ha, nie będzie kompromitujących zmian po kilku-kilkunastu minutach gry! Ekstraklasa niczym socjalizm, bohatersko poradzi sobie z problemem, który sama stworzy. Zaraz ktoś powie, że przecież w I i II lidze już są takie przepisy, i nikt nie odwala cyrków. Nie odwala, bo obecna młodzież nadaje się do niższych lig, ale nie można pakować żółtodziobów do klubów, które mają reprezentować nas w Europie. One są już dość słabe i bez tego przepisu.

Kolejna sytuacja. Gra sobie klub X z młodzieżowcem w podstawowym składzie, tak jak Pan Bóg Prezes Ekstraklasy przykazał. I to nawet młodzieżowcem dobrym, na przykład nie zaniżającym poziomu środkowym obrońcą. Na ławce natomiast siedzi inny młodzian – chujowy napastnik (no wybaczcie, wystarczy że odleciałem na tyle, że rozpatruję sytuację w której każdy klub ma chociaż jednego dobrego juniora). Drużyna wygrywa 1:0 a tu nagle 70. minuta i pach! Młody obrońca łapie kontuzje. Co robi trener, który stracił obrońcę, musi bronić wyniku i ma jedną zmianę do wykorzystania? Wprowadza chujowego napastnika, bo przepis tak każe. Na stoperze ląduje zwykle defensywny pomocnik, środek pola się przez to nie funkcjonuje i cała taktyka na mecz bierze w łeb. A co jeśli nasz młody środkowy obrońca dostanie czerwoną kartkę? Wtedy klub będzie usprawiedliwiony, i trener będzie mógł przeprowadzić normalną zmianę, jak w I lidze, czy wszyscy będą łapać się za głowy, bo trener będzie zmuszony wprowadzić tego nieszczęsnego napastnika?

Ludzie kochani, oczywiście to są sytuacje hipotetyczne, ale dowodzą jednej rzeczy. Ten misio Klimek, zanim chlapnął coś o przymusie gry młodzieżowcem, ewidentnie chlapnął też coś wcześniej.

Dwanaście lat temu przyszły prezes PZPN, Zibi, zaprosił mnie na mecz żużlowy jego Polonii Bydgoszcz. W Bydgoszczy jest tak, że młodzi chłopcy dzielą się tam na dwa typy ludzi: takich, którzy dwa razy prosto kopną piłkę i rosną na następców Zibiego, i takich co zrobią parę kółek na motorynce i rosną na następców Golloba. Wtedy właśnie jeździł taki młodzik, o którym wszyscy mówili, że jak byk będzie następcą naszego najlepszego żużlowca. Chłopaczek zdobył wtedy siedem punktów, co jak na juniora jest niezłym wynikiem. Na żużlu jest tak, że juniorzy pierwszy bieg jadą pomiędzy sobą. I nasz misio wygrał ten bieg. W następnym starcie znowu jechał na jednego młodzika z przeciwnej drużyny, gdzie przewiózł jeden punkt. Czyli cztery z siedmiu punktów zrobił na zawodnikach swojego poziomu. Niedawno spotkałem się z Zibim i tak spytałem o „następcę Golloba”, którego miałem okazję wtedy zobaczyć. Okazało się, że w Bydgoszczy wytrzymał jeszcze dwa lata, ale dawał ciała i punktował nawet gorzej niż za juniorskich czasów. Pięć lat po zakończeniu wieku juniora jeździł w najniższej lidze, po czym zakończył karierę. To samo będzie w przypadku większości juniorów, którym skończy się placowe. Nagle się okaże, że są dobrzy tylko w porównaniu do innych młodziaków, ale w porównaniu do reszty zawodników są po prostu chujowi. Jak któryś będzie miał dobrego menadżera, to w wieku 20-21 lat podpisze kontrakt na 3 lata, i jeszcze przez dwa sezony po wieku juniorskim będzie zgarniał wypłatę życia, bo większej już nie dostanie. A później druga liga wita.

Mój asystent oraz przyjaciel, Janosik, miał złotą zasadę: nie wpierdalał się. Jak drużyna miała problem, proszę bardzo, panowie, pobijcie się albo opijcie, ale załatwcie to we własnym gronie. I to się sprawdzało. Klimek natomiast nie tylko chce się mieszać w sprawy Lecha, ale wpierdala się we wszystkie kluby Ekstraklasy. Tylko pamiętaj, drogi Klimku, że w ostatniej kolejce pierwszemu lepszemu Don Kikotowi z trzema Desperadosami (bo trzeba być albo desperatem albo el loco, żeby z hiszpańskim paszportem wylądować w polskiej lidze) w składzie zabrakło sekund, a Lech byłby frajerem na całą Polskę. Jak na ironię losu przystało, trener Czernica zmienił Gumiaka (wychowanka) i Gajowego (rodaka), i ten sam Lech, którego podobno siłą jest akademia, spotkanie zakończył z ośmioma obcokrajowcami, a najmłodszy w składzie był Darek, lat 24.

Jak już wspomniałem Janosika, i piszę o obecnej zawierusze z placowym dla juniorów, opowiem Wam pewną anegdotę. Kiedyś szefostwo Legii w osobach Bogusia i Darka (świeżo po przejęciu klubu, kiedy jeszcze nie żyli ze sobą jak pies z kotem) zaprosiło kilku byłych trenerów Legii na kolację. Między innymi mnie oraz Pawełka. To był bardzo ładny gest z ich strony, pokazali że pamiętają o ludziach którzy zasłużyli się dla tego klubu. Ale na tej kolacji chcieli też zaprezentować swoją wizję zarządzania. I tak gadali o akademii, o tym jak to teraz trzeba stawiać na młodzież, że lepiej mieć młodego napastnika co strzeli pięć bramek, niż starego co strzeli dziesięć, bo tego pierwszego można dobrze sprzedać, i dlatego młodzi powinni grać. Paweł jak zwykle siedział ze wzrokiem wpatrzonym w talerz i głową przechyloną na jedną stronę, jakby ten cały monolog nie za bardzo go interesował. Później te misie chciały nawiązać do naszych czasów, więc Boguś zwrócił się do Janosika:

– Panie trenerze, przecież ja pamiętam Pana skład. Mors, Kucharz, Rataj, Miętowy, Kubek, Kowal, przecież to wszystko byli piłkarze w wieku juniorskim, albo niewiele po nim! Przecież wy ich też chcieliście sprzedać, no dlaczego oni grali?

Janosik tylko uniósł wzrok z talerza na Bogusia, i swoim leniwym tonem powiedział:

– Grali, bo byli, kurwa, najlepsi.

Wtedy zapadła chwila niezręcznej ciszy. Później ktoś zmienił temat, i zaczęliśmy rozmawiać o pogodzie.

WUJO