Podróż za jeden uśmiech. I to nawet z miejscem siedzącym
Weszło

Podróż za jeden uśmiech. I to nawet z miejscem siedzącym

Bartek Kapustka jawił nam się jako jeden z największych polskich talentów tego wieku. Pewniak w Cracovii, debiut i od razu gol w reprezentacji Nawałki, powołanie i niezła gra na Euro. Niby tego dużo, niby było za co chwalić, ale okazało się, że jego dalsza kariera to podróż za jeden uśmiech. I to nawet z miejscem siedzącym.

Ostatni pełny mecz w klubie Kapustka zagrał 15 maja 2016 roku. Tak, to jeszcze przed Euro. Zgadza się, to jeszcze w barwach Cracovii, dokładniej w meczu z Lechią. Wczoraj znów zajął swoje miejsce na stadionie. Przesiedział na ławce cały mecz Pucharu Niemiec z drugoligowym Dynamem Drezno.

Nie oczekiwaliśmy, że w niemiecką piłkę od razu wjedzie z buta, ale liczyliśmy na jakiś błysk, na odegranie jakiejkolwiek roli w nowej drużynie. Zwłaszcza, że Freiburg zaczynał sezon od poziomu niemalże amatorskiego. Bo czy może być łatwiej niż z NK Domzale ze Słowenii i niemieckim czwartoligowcem? W Lidze Europy z tymi pierwszymi Kapustka raz usiadł na ławce, raz nie było dla niego miejsca nawet na niej. Ucieszył nas jego debiut we Freiburgu, ale osiem minut w pierwszej rundzie Pucharu Niemiec z czwartoligowym Halberstadt to zaledwie cukierek, gdy chcielibyśmy utopić się w fontannie czekolady.

Ale nie bądźmy ignorantami, należy przecież zaznaczyć, że Bartek miał problemy ze stawem kolanowym i do gry miał być gotowy na start ligi. W takim razie przeanalizujmy jego występy w Bundeslidze…

Eintracht Frankfurt – poza kadrą
RB Lipski – poza kadrą
Borussia Dortmund – ławka
Bayer Leverkusen – debiut, 21 minut, 0:4
Hannover – poza kadrą
Werder Brema – poza kadrą
Hoffenheim – poza kadrą
Bayern – poza kadrą
Hertha – poza kadrą

Nie ma czego analizować. Mamy nadzieję, że ta historia nie zakończy się jak przygoda Bartka Pawłowskiego w Hiszpanii czy tego drugiego (Wojtka?) we Włoszech. W tym momencie naprawdę warto się zastanowić, czy nie lepiej byłoby wrócić do polskiej ligi wcześniej niż później. Jeśli Bartek nie przebije się bądź nie zmieni klubu zimą, oczywiście na taki, w którym będzie regularnie (!) grał, przed nim wizja spuszczenia drugiego sezonu w klopie. Wygląda ona oczywiście katastrofalnie.

W czym tkwi problem? Trener Freiburga, Christian Streich, widzi u Polaka w zasadzie tylko jeden minus. Tylko, czyli aż. – Kapustka musi się nauczyć gry w defensywie. To wszystko. Nie wiem, może wcześniej nikt tego od niego nie wymagał? Może po prostu w Leicester uznano, że albo umie bronić, albo nie umie… – tak zdiagnozował problem.

Niecałe pół godziny spędzone na boisku sprawia, że we Freiburgu Kapustka jest 25. zawodnikiem w hierarchii. Kiedyś Jose Mourinho powiedział o młodych piłkarzach, że jest z nimi jak z melonami. Tylko jeśli obierzesz i spróbujesz melona, możesz być w 100 procentach pewny, ze trafiłeś na dobrego. Niestety we Freiburgu Bartka mają za ananasa. Albo ogórka.