Nieszczęsna siódemka. Co słychać u naszych „ulubionych” napastników?
Weszło

Nieszczęsna siódemka. Co słychać u naszych „ulubionych” napastników?

Gdy ich żegnaliśmy, by nigdy więcej nie zobaczyć na ekstraklasowych boiskach, wcale nie robiliśmy tego wyłącznie z ulgą. Łezka zawieruszyła się gdzieś w kąciku oka, bo odpadał jeden z gości, którzy regularnie dostarczali powodów do kręcenia beki. Snajperzy, z którymi wojny kończyłyby się bez ofiar. Jeśli zastanawialiście się, czy poza Polską ktoś poważny nabierze się jeszcze na tych parodystów, czy może ich los wreszcie się odmieni i ruszą na podbój świata – dziś spieszymy z odpowiedzią.

DENIS THOMALLA

Przyczynek do napisania tegoż tekstu. Rzuciło nam się w oczy po tweecie Damiana Smyka z GW, że po naprawdę znośnym starcie w Heidenheim, teraz gość bije wszelkie rekordy nieskuteczności. Klubowy trener nie posłał go do boju ani razu w tym sezonie i trudno mu się dziwić. Thomalla pozostaje bowiem bez gola od 12 sierpnia 2016. Dostał w minionym sezonie 27 szans, by coś ustrzelić, nie wykorzystał ani jednej. Zapakował dwie sztuki w dwóch pierwszych kolejkach ligi, a później stał się Denisem Thomallą z Lecha.

I nie myślcie, że nie miał ku temu okazji, że to wszystko wina pomocników, którzy nie obsługiwali go podaniami. Nie. Oddał 30 strzałów. Ani jeden nie wylądował w siatce (za: whoscored.com). Na trafienie czeka więc już od 1279 minut.

DANIEL SIKORSKI

W rezerwach Bayernu niejednokrotnie w meczach grał lepiej od Thomasa Muellera. Mówił później, że mało brakowało, by to on trafił do „jedynki” zamiast dzisiejszego mistrza świata.

Jezu, jak trudno było wierzyć w jego słowa patrząc na wyczyny w Polonii i Wiśle Kraków…

Sikorski zapracował sobie na ostrą szyderkę nawet u własnych kibiców, po wyjeździe z Polski zaś nie zrobił szczególnie wiele, by odkleić od siebie łatkę nieskutecznego, marnującego setki na potęgę napastnika. Próbował w Szwajcarii, Austrii, 2. lidze rosyjskiej, w Rumunii – nigdzie nie potrafił przynajmniej wyrównać sześciu trafień dla Górnika z odległego sezonu 2010/11. Ale ustawić się umiał – ani przez rundę nie był bezrobotny, a dziś kopie sobie piłkę w takim oto miejscu:

02_Pioneer_Beach_Hotel-Beach

Czyli – w Pafos.

KOEN VAN DER BIEZEN

Nie powiemy, trochę się zdziwiliśmy, gdy okazało się, że na poziomie 2. Bundesligi gość potrafi być drugim najlepszym strzelcem klubu z ośmioma golami na koncie, chwilę po tym jak ligę niżej zapakował dla Karlsruher piętnaście bramek, o dwie mniej jedynie od… Hakana Calhanoglu.

Tak, tego Hakana Calhanoglu. Tego grającego teraz w Milanie, kupionego przez klub z Mediolanu z Bayeru Leverkusen za 22 miliony euro.

Dziś van der Biezen znacznie bardziej przypomina nam jednak gościa, który dorobił się ksywki „van der Błazen” w naszej lidze – przez ostatnie trzy sezony zdobył 6 goli (1 w rezerwach Arminii, 5 w 3. lidze niemieckiej), w obecnym na trafienie wciąż czeka.

JOEL TSHIBAMBA

Jedyny pozytywny akcent zawodnika z DR Kongo, jaki kojarzymy po kilku latach od jego odejścia z Lecha to ta piosenka:

Związana z prawdopodobnie najpiękniejszym momentem w karierze Tshibamby. Z golem strzelonym Manchesterowi City. Trochę paradoks, że gość, który oszukał Joe Harta, nie potrafił zrobić tego samego w meczach przeciwko któremukolwiek z zestawu: Mielcarz, Witkowski, Cabaj, Sandomierski, Sapela, Isailović, Stachowiak, Pawełek, Perdijić, Gliwa, Małkowski.

Jego losy potoczyły się później i tak nieźle, bo zaliczył lądowanie w Grecji, gdzie strzelił nawet gola w wygranym przez jego Larisę meczu z Panathinaikosem.

Co więcej, w Grecji osiągnął życiową formę i w sezonie 11/12 pokonał bramkarza nawet siedem razy, co oczywiście jest rekordowym dorobkiem w jego karierze. Teraz kopie w Singapurze razem z innym ofensywnym artystą znanym z polskich boisk – Andrei Ciolacu.

FRED BENSON

Kiedy słyszymy to nazwisko, nie mamy problemów z pierwszym skojarzeniem. Szrot. Nic innego się po prostu nie nasuwa. Zderzenie gwiazdy grającego wtedy w drugiej lidze holenderskiej (18 goli i 10 asyst w sezonie przed transferem do Lechii) RKC Waalwijk, było jak zderzenie Tico z tirem. A przecież mowa o piłkarzu mającym już wtedy na koncie bramki dla Waalwijk i Vitesse także w Eredivisie (konkretnie – 18 bramek).

Kariera Bensona jednak nie zahamowała. Ba, nabrała rozpędu, bo od razu po odejściu z Gdańska zaliczył najlepszy w karierze sezon w Eredivisie. Cokolwiek mówić o regresie tej ligi w ostatnich latach, zdobycie w niej 8 goli na przestrzeni całych rozgrywek grając w Zwolle to nie lada wyczyn. A przecież Benson zapakował dwie sztuki PSV na stadionie Phillipsa, prowadząc kolegów do wygranej 3:1, miał też między innymi udział (asystę) przy bramce z Ajaksem.

Dziś, po nieudanych przygodach w Mołdawii, Rumunii i średnim sezonie na zapleczu Eredivisie, jest do wzięcia za friko. Problem w tym, że trudno powiedzieć, że jest jak wino. Po przekroczeniu trzydziestki zaczął zjazd i wątpliwe, by znów przypomniał sobie, jak pokonywał choćby Przemysława Tytonia.

NADIR CIFTCI

Jak wiemy, swoje zadanie w Pogoni spełnił – zawodnicy poczuli, że nie są gorsi od gościa, który otarł się o poważną piłkę (KLIK). Tylko że pobyt w Polsce potraktował go z kolei z bara, poprawiając jeszcze bezpardonowym bykiem a’la Zidane. Do Pogoni trafiał jako gość mający za sobą parę goli w Celtiku i w Eskisehirsporze. Po Szczecinie wylądował w trzecioligowym angielskim Plymouth, gdzie jego passa bez gola lub asysty wciąż trwa.

BRUNO MEZENGA

Był „van der Błazen”, musi się więc także pojawić „Łazęga”. A to dlatego, że to przykład z gatunku tych budujących dla każdego, kto odbił się od ekstraklasy. Których ta liga przeżuła i wypluła. Którzy zostali negatywnie zweryfikowani w kraju, dwie dekady czekającym na Ligę Mistrzów, z pucharów wylatującym regularnie za sprawą ekip z krajów graniczących z Westeros, Hogwartem i Nibylandią.

Mezenga potrzebował dłuższej chwili (roku), by pozbierać się po niepowodzeniu w Legii, by zacząć strzelać jak najęty dla Akhisaru Belediye. Nazwa może i nie budzi szacunku, póki nie uświadomicie sobie, że to turecka Super Lig, a Mezenga na rozkładzie miał w swoim najlepszym sezonie (11 goli) bramkarzy Trabzonsporu, Besiktasu i Fenerbahce.

Tak tylko przypomnimy, że w najlepszym sezonie w Trabzonie Paweł Brożek, długo uchodzący za topowego napastnika ligi i ładujący tu jeszcze nie tak dawno gola za golem (7 sezonów w Wiśle z dwucyfrową liczbą bramek), trafił dwukrotnie.

Dziś Mezenga walczy o powrót do Super Lig Eskisehirsporu, gdzie jest bodaj największą gwiazdą. Od transferu latem ubiegłego roku zdobył już dla niego 20 goli w lidze.

KOMENTARZE (13)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Siema

Tshibamba może w Lechu był tragiczny, ale w Arce miał naprawdę świetną rundę i był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem, który pociągnął zespół do utrzymania. Zresztą chyba nawet do dzisiaj jest najdrożej sprzedanym piłkarzem w historii Arki.

HAZARD
Majewski i Malarz to najbardziej przereklamowani i chujowi piłkarze

Zróbcie to samo z innymi pozycjami, a potem najlepiej do każdej dodatkowo vol2, vol3 itd, bo takich ciekawych zawodników było u nas sporo. 😀

Lluc93

Z truskawkowego zaciągu Mezenga i Cabral to byli bardzo ciekawi zawodnicy. Niestety trafili na nieciekawy okres klubu. Mezenga w tej Turcji do dzisiaj strzela na przemian w I i II lidze, Cabralowi też się chyba nieźle wiodło, nawet mistrzem Argentyny został będąc podstawowym zawodnikiem.

Prosinecki

Cabral wciąż o dziwo w miarę regularnie gra w Cruzeiro, należącym do czołówki brazylijskiej ligi.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Martainn

No i w sumie Cabral pod koniec w Legii grał nieźle, ale po pierwsze Legia nie chciała dać za niego takiej kasy jaką wołali, a i Cabral chciał wrócić do Argentyny.

Peter Lisek

Nie wiem, dlaczego obok tych parodystów daliście Brożka. Moim skromnym zdaniem chłopak jest całkiem utalentowany i jeszcze ma czas, żeby odpalić.

10swi.stak

Oby do tego grona BYŁYCH ekstraklasowiczów dołączył Nicki Bille Nielsen. Nie dość, że nawet nie przypomina zawodowego piłkarza to jeszcze jest typowym „defensywnym” napastnikiem.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

madoo

Nie trzeba dużo strzelać, żeby być wartościowym zawodnikiem. Przykład chociażby Sadajewa. Niestety NBN nie ma żadnych atutów.

Zadi

Dobra jest historia Tchibamby z sezonu 16/17 ze słoweńskiego FC Koper. Gość w debiucie w lipcu w 3. kolejce wszedł na boisko w 77. minucie, by dwie minuty później zejść z czerwoną. Więcej tam nie zagrał i w marcu spierdzielił do Singapuru.

wpDiscuz