Valencia na wylotówce z przeciętności
Weszło

Valencia na wylotówce z przeciętności

Jeden z najgorszych scenariuszy dla klubu, który ma w swojej historii kilka konkretnych sukcesów, to chyba skok na główkę w przeciętność – można bowiem się do niej niestety przyzwyczaić, a nawet polubić, jako strefę komfortu. Bo przecież katastrofy nie ma, raz się wygra, raz się przegra i czas jakoś leci. A taka postawa to już krok od spadku w przepaść, którego doświadczenia sezon temu blisko była Valencia. Najwyraźniej klub zrozumiał swoje błędy, ponieważ dziś o zespole z Mestalla można powiedzieć wiele, tylko nie to, że wygląda na przeciętny.

Rok temu o tej porze Nietoperze były w kompletnym dołku, po dziewięciu kolejkach miały dziewięć punktów i – siedząc na piętnastym miejscu w tabeli – wystawały tylko o jedno oczko nad strefę spadkową. VCF dostawało od tak przeciętnych marek, jak Las Palmas, Eibar czy Betis, już wtedy w klubie pojawił się nowy trener, czyli Cesare Prandelli. Początek miał niezły, bo wygrał w debiucie z Gijon, stoczył wyrównany bój z Barceloną na Mestalla, ale potem zabrakło przełomu, pojawiły się za to ostre słowa wobec zawodników. Prandelli mówił: – Chciałbym wiedzieć, kto w ogóle chce w tej drużynie zostać. Kto nie chce – wyjazd! Kto nie ma charakteru, temperamentu i osobowości, kto nie czuje miłości do tego klubu – wyjazd! Zdaję sobie sprawę, że to poważne oskarżenia z mojej strony, ale to samo powiedziałem już także moim zawodnikom. Problemem nie jest 4-4-2 czy 4-3-3. To nie kwestia taktyki ani tego, kto gra, a kto nie. To problem związany z brakiem nastawienia, powagi i profesjonalizmu. To nie jest także kwestia dwóch ostatnich miesięcy, lecz dwóch lat. Ostatecznie Włoch wyjechał sam, bo poczuł się oszukany, gdy zarząd klubu wycofał się z obietnic transferowych przed zimowym okienkiem.

Valencię znów przejął Voro, czyli tamtejszy naczelny strażak, zespół udało się utrzymać i przed nowym sezonem lejce przejął Marcelino. Minęło dziewięć kolejek sezonu 17/18 i Valencia jest wiceliderem, który nie przegrał jeszcze meczu, a po drodze ograł choćby Sevillę czy Athletic, zremisował z Atletico i Realem. Co więcej, VCF gra bardzo ofensywnie i często ładuje rywalom worki bramek, dość powiedzieć, że tylko Barcelona ma więcej strzelonych goli, ale tylko o jedną sztukę.

Co się zmieniło? Naturalnie nie bez znaczenia jest tu postać trenera, który ma pozytywnego bzika na punkcie profesjonalizmu. Dani Parejo, noszący się z zamiarem odejścia przed sezonem, mówił: – Od pierwszego treningu dało się poczuć coś innego. Nie wiem co! „Coś”. Czułeś to od trenera, od jego sztabu – w sposobie ich pracy, przygotowania do zajęć, w spojrzeniu na futbol. Powiedziałem do siebie: nie mogę sobie pozwolić na stratę roku mojej kariery bez współpracy z tym szkoleniowcem. Marcelino wprowadził do zespołu ścisłą dietę – to początkowo dziwiło piłkarzy, bo najzwyczajniej w świecie chodzili głodni, ale szybko poczuli się lepiej, szybko przyszły odpowiednie rezultaty. Zobaczcie jak często Valencia strzela gole w końcówckach: tak było ostatnio z Sevillą, Betisem, Sociedad i Malagą.

Futbol w postrzeganiu Marcelino ma być efektywny, szybki, w każdej kontrze nastawiony na poszukaniu luk w defensywie przeciwnika. Znów podeprzyjmy się przykładem, golem przeciwko Realowi, który został skonstruowany w sposób fantastyczny:

Marcelino rządzi twardą ręką w szatni, ale nie ma w tym terroru, nie chce zdobywać szacunku strachem. Jest zdania, że jeśli piłkarz ciężko pracuje, zasługuje na szansę. I tak na przykład Orellana został odsunięty od składu, lecz do swoich obowiązków podchodzi profesjonalnie, więc dostał 80 minut w Copa del Rey.

Tak jak trzeba pochwalić Marcelino, tak nie wolno zapominać o innych, którzy do bieżących sukcesów dołożyli rękę. Zmienili się bowiem też rządzący – Anil Murthy został prezesem, Mateu Alemany Font nowy dyrektorem generalnym. Ten pierwszy mówił niedawno: – Piłkarze, tacy jak choćby Dani Parejo, cierpieli i źle się czuli przez ostatnie dwa lata. Teraz jednak sytuacja zmieniła się wraz z trenerem, który ich wspiera i widzi, jak na to reagują. Gracze zaakceptowali jego zasady. Nastąpiła całkowita zmiana pod względem fizycznym. Piłkarze akceptują jego polecenia, ponieważ w szatni wytworzył się duch zespołu. (…) Przystępowałem do nowego sezonu z pokorą, ale dobry start mnie nie zdziwił.

Cały kwartet, czyli Marcelino, Alemany, Murthy i Lim (właściciel), dobrze się rozumie. Pozwoliło to na przeprowadzenie sensownych ruchów na rynku transferowych – pożegnano starszych, często przepłaconych piłkarzy, jak Nani, Perez czy nawet Alves. W ich miejsce ściągnięto sensownych zastępców – Zaza ma już osiem bramek (więcej razy trafił tylko Messi), Kondogbia rządzi środkiem pola, Guedes czaruje:

Valencia to obecnie też najmłodszy zespół w lidze (średnia wieku 25 lat), niepatrzący krzywo w kierunku wychowanków. Na przykład Carlos Soler gra regularnie, a Toni Lato i Nacho Vidal zbierają minuty.

Świetnie, że projekt o nazwie Valencia znów nabiera rumieńców – pewnie, głupotą byłoby już wracać myślami do przełomu wieków, kiedy VCF grało dwa razy z rzędu w finale Ligi Mistrzów, ale najwyraźniej coś się ruszyło. Drużyną kieruje mądry trener, za sobą ma ogarniętych rządzących, przed sobą dobrych piłkarzy. Jeśli nic po drodze nie runie, Valencia powinna zapomnieć o przeciętności.

KOMENTARZE (12)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

werseo

nie interesuj się. he he he he

Sknera

Jedyny problem który widać już dzisiaj – Kondogbia, Guedes są tylko na wypożyczeniach bez opcji pierwokupu

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Sknera

Zgadzam się i się nie zgadzam. Jeśli utrzymają porównywalną formę to Valencia ich nie wykupi. Owszem pewnie pozmieniają kluby ale Valencii nie stać na wielkie transfery. Psg pewnie sobie krzyknie z 60 za Guedesa.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Perotta

Przypomnę, że za Nuno Espirito też grali fajnie jeden sezon, dobre ruchy transferowe i w ogóle. A następny sezon to totalna padaczka.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Perotta

Przypomnę, że za Nuno Espirito też grali fajnie jeden sezon, dobre ruchy transferowe i w ogóle. A następny sezon to totalna padaczka.

michalszostak
Premier League

Jak będą mieli super sezon, to i tak ich te wszystkie Pepy rozkupia. Nie ma co się podniecać

3ci

Akcja Valencii przeciwko Realowi bardzo spoko, ale jest gotów się założyć, że gdyby wtedy Casemiro nie grał jako stoper tej bramki by nie było.
Zobaczcie jego zachowanie, w momencie podania bezsensownie wyszedł do przodu chcąc łapać na spalonego, większość meczu nie trzymał linii, brakowało mu zgrania z Carvajalem i drugim stoperem.

pep

Gdyby babcia miała kuta to by była dziadkiem…bez sensu gadanie.
A może tak: gdyby to była Valencia z poprzednich 2 lat to nawet z tym Casemiro w składzie (nota bene wg mnie dobry grajek) by Real ich ogolił bez problemu. I co?

wpDiscuz