Image and video hosting by TinyPic
Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Wczoraj rano jeden z użytkowników Twittera trochę żartobliwie zapowiadał wieczorne starcie Interu Mediolan z Sampdorią jako strzelecki pojedynek Mauro Icardiego i Dawida Kownackiego. Okazało się, że w stwierdzeniu nie ma wcale jakiejś wielkiej przesady, a bezpośrednie starcie argentyńskiego snajpera z Polakiem zakończyło się nieprzynoszącym wstydu „Kownasiowi” wynikiem 2:1. A pamiętajmy, że Kownacki miał o wiele mniej czasu na strzeleckie popisy.

Oczywiście, nadal jest tylko rezerwowym, nadal pozostaje drugim, albo i trzecim wyborem jeśli chodzi o atak Sampdorii. Liczby jednak nie kłamią – zagrał do tej pory 89 minut w Serie A i Pucharze Włoch, zdobywając w tym czasie 3 gole. Bramki co pół godziny, tempo, którego nie potrafią wypracować największe gwiazdy ligi. Na razie to głównie efektowna ciekawostka, ale jak na 20-latka, który do niedawna wyglądał jakby zjadł Karola Linettego (i zakąsił ogórkiem) i przegrywał rywalizację z Marcinem Robakiem – to o wiele więcej, niż mogliśmy się spodziewać. Kownacki ukłuł już w debiucie z Foggią, ale przede wszystkim – cały czas robi progres w kwestii meczów ligowych. Zaczynał gdzieś na końcu kadry meczowej, potem zaczął zyskiwać pierwsze minuty, a w dwóch ostatnich meczach zagrał już kolejno kwadrans i pół godziny, w każdym ze spotkań strzelając gola. Na rozkładzie ma więc już nie tylko Fiorentinę, jeszcze w barwach Lecha, ale i samego Samira Handanovicia, czyli ścisły top bramkarzy ligi włoskiej, a i chyba na kontynencie nie wymieniłbym wielu lepszych.

Na uwagę zasługuje zresztą nie tyle sam fakt zdobycia goli, co ich sposób. Z Crotone oczywisty błąd bramkarza, ale Kownacki i tak musiał się przepchnąć z obrońcą, wychodząc z tego zwycięsko. Mam podejrzenie, że Kapustka na przykład miałby problem z wykończeniem tej prostej sytuacji, bo wejście w walkę bark w bark z piłkarzem Crotone zakończyłoby się dla niego wizytą w gabinecie lekarskim. Drugi gol, ten z Interem, to zaś efekt potężnego przyspieszenia i dogonienia zbyt mocnego dośrodkowania – a potem wykończenie z bardzo ostrego kąta lewą nogą. Może przesadzam, ale Kownacki z testów medycznych w Genui, otłuszczony i okrąglutki, mógłby tę centrę obejrzeć przez lornetkę próbując złapać oddech na połowie boiska. Minęło kilka tygodni i gość spokojnie wykańcza nawet te nieszczególnie celne dogrania.

Nie wiem, czy Kownacki wziął się za siebie, czy po prostu „wzięto się za niego”. Wiem, że punktem zwrotnym w jego wypadku było przyjście do Lecha Nenada Bjelicy. Oczywiście moglibyśmy wgryźć się głęboko w taktyczne niuanse, sposób gry całego Lecha Poznań, dynamikę akcji napędzanych przez Pawłowskiego w stosunku do tych prowadzonych przez Jevticia, ale prawda jest taka, że przed Bjelicą Kownacki był gruby, a za Bjelicy chudy. Czasem słyszę przy potężnych metamorfozach, na przykład w przypadku wczesnego Vadisa w Legii, że to nieprawda, bo co mogą zmienić dwa kilogramy. No mogą, szczególnie, jeśli pamiętamy nieco pokracznie sformułowaną zasadę „mięśnie ważą więcej od tłuszczu”. Naturalnie nie chodzi w niej o to, że kilogram tłuszczu jest lżejszy niż kilogram mięśni, ale o fakt, że można gubić tłuszcz, jednocześnie nie zmieniając wagi – bo w jego miejsce pojawiają się mięśnie.

Czyli innymi słowy, 80-kilogramowy Kownacki będzie tylko 2 kilo lżejszy od Kownackiego 82-kilogramowego. Ale tłuszczu może polski napastnik w tym procesie zgubić o wiele więcej – po prostu nie widać tego na wadze, bo równolegle zwiększyła się masa jego tkanki mięśniowej.

Tak, wiem, że po okresie, gdy Kownaś wyglądał fantastycznie pod okiem Bjelicy wjechał kolejny etap, gdy na testach w Sampdorii zjawił się pucołowaty grubasek znany z jego najgorszego okresu w Lechu. Ale nawyki pozostały – i wychowanek Lecha nie miał żadnych problemów, by doprowadzić się do optymalnej formy, przede wszystkim fizycznej.

Nie wiem, gdzie leży ten problem z nazywaniem rzeczy po imieniu. Gruby napastnik zazwyczaj nie strzela goli nie dlatego, że musi się zaaklimatyzować, przystosować do nowatorskiego systemu 3-6-1 z asymetrycznymi wahadłowymi czy wyzbyć problemów z utrzymaniem koncentracji przy grze dla 40 tysięcy widzów. Z doświadczeń ostatnich lat stawiałbym raczej, że gruby napastnik nie strzela, bo jest gruby i przez to nie nadąża do piłek, nie potrafi zgubić obrońców i tak dalej, i tak dalej. Podobnie jest ze szczypiorkami – szczególnie mam tu na myśli młodych piłkarzy, którzy już w pierwszych wywiadach z mocniejszych lig przekonują, że tak ciężko, to jeszcze nie trenowali nigdy, a piłka jest bardzo siłowa. To swoją drogą pewien paradoks – narzekamy od lat, że polscy juniorzy są zbyt mocno obciążani, że gdy nawiązują walkę z rywalami z zagranicy, to tylko dlatego, że są silniejsi i mocniejsi fizycznie. I taki junior jest sobie mocniejszy i silniejszy do ukończenia siedemnastego roku życia, a potem pyk. I nagle wyjeżdżając do lepszych lig „trenuje ciężko jak nigdy”.

Przebijają się ci, którzy już w Polsce robili sporo dla siebie – Linettego z treningów trzeba było ponoć wyciągać dźwigiem, parę razy zresztą miał przesadzić z obciążeniami. W wywiadzie dla „Łączy nas piłka” mówi tak:

Na razie mam sezon bez kontuzji. Pomaga mi w tym dieta, szybciej się regeneruję, stawy są bardziej wytrzymałe. Od początku trenuję z taką samą intensywnością, jak reszta piłkarzy. Jedzenie jest zdrowsze we Włoszech. Przed każdym treningiem idę na siłownię i wykonuję serię ćwiczeń, by kostki i kolana były bardziej stabilne. Robię to od trzech lat, dodatkowo każdego wieczoru przed snem rozciągam się przez godzinę.

Linetty już jako dzieciak zresztą poza treningami w klubie starał sobie dorzucać obciążenia – choćby przez obozy Polish Soccer Skills, zazwyczaj odbywające się w przerwie między sezonami. Kownacki takim tytanem pracy nie był, ale myślę że czas przeszły jest tu bardzo ważny. Zaczynając w lidze jako 16-latek, miał czas na popełnienie błędów i naprawienie ich bez szkody dla swojej kariery. Podobnie postrzegam zresztą Krystiana Bielika, który z seniorów został „cofnięty” z powrotem do piłki młodzieżowej, raczej z korzyścią dla siebie.

Zastanawiające w sumie, że łączy ich wszystkich obecność w Lechu Poznań – bo przecież tu trzeba wymienić także Bereszyńskiego, Kędziorę, może nawet Marcina Kamińskiego. Zobaczymy, jak potoczą się dalej losy Bednarka. Można się tu dopatrywać albo przypadku, albo szczęścia lechitów do świadomych zawodników, albo wreszcie roli klubu w kształtowaniu nie tylko nóg, ale też głowy swoich wychowanków. I pisząc „głowy”, mam na myśli przede wszystkim wprowadzanie nawyku pracy po godzinach, doskonalenia się nie przez 120 minut treningu, ale też dwadzieścia dwie godziny poza klubem. Na razie nie ma sensu wyrokować – bo może się okazać, że za dwa lata Kownacki wróci z podkulonym ogonem do Lechii Gdańsk, a karierę zrobi Stępiński, też już trafiający dla Werony. Alarmująca powinna być już sama sytuacja Kownackiego przed i po przyjściu Bjelicy.

Ale faktem pozostaje, że Lech może się chwalić przy kolejnych transferach swoich młodych piłkarzy sukcesami przynajmniej czterech-pięciu zawodników z Linettym, Kownackim i Kędziorą na czele. I faktem jest też, że o tych, którzy wyjechali z Legii – Wolskim czy Furmanie, mówiono w zupełnie inny sposób, akcentując, że odstawali wcale nie pod względem umiejętności czysto piłkarskich.

*

W niedzielę na Weszło mogliście przeczytać bardzo ciekawy tekst Mateusza Rokuszewskiego o młodych piłkarzach z prowincjonalnej Sparty Sycewice, którzy mogli pojechać na testy do samej Barcelony. Całość W TYM MIEJSCU. Moją uwagę przykuł fragment:

Gdybyście odpalili Google i poszukali informacji na temat dzieciaków z Polski testowanych przez wielkie kluby, moglibyście powiedzieć, że młodzi sycewiczanie to tylko jedni z wielu. Sęk w tym, że w tamtych przypadkach mówimy o wybitnie uzdolnionych jednostkach, w których ktoś w młodym wieku dostrzegł potencjał. W Sycewicach bardziej widać efekt pracy trenera Ryszarda Hendryka. Bo o jego młodej Sparcie głośno bywało dość często. Piłkarze z popegeerowskiej wsi, w której mieszka jakieś tysiąc osób:

a) wygrali turniej z „Podwórka na stadion” o Puchar Tymbarku, czyli zostali mistrzami Polski w kategorii U-10,
b) triumfowali w jeszcze kilku silnie obsadzonych zawodach,
c) w meczu sparingowym pokonali rówieśników z wielkiego Milanu na ich terenie,
d) pojechali, już w znacznie węższym gronie, na wspomniane testy do Barcelony.

Można powiedzieć, że to przypadek. Można, ale trzeba liczyć się z wyśmianiem.

I teraz, ten właśnie Ryszard Hendryk, który regularnie wypuszcza od siebie ciekawych zawodników…

Ryszard Hendryk otwarcie przyznawał, że nie ma warunków, by kontynuować z nimi pracę. Sam też planował zakończyć swoją misję, jednak ciągle wychowuje młodych Spartan. – W tym roku obchodziłem trzydziestolecie pracy trenerskiej, rodzice przygotowali mi niespodziankę, co było bardzo miłe, bo generalnie nie docenia się tej roboty. Czasami mam dość tej harówki, ale kocham to, więc co zrobię? Teraz znów trafił mi się bardzo obiecujący rocznik, który przypomina mi chłopaków, więc jeździmy na turnieje i pracujemy.

Mam nadzieję, że to tylko lokalny patriotyzm pana Hendryka sprawia, że wciąż kształci młodych w Sycewicach, a nie którejś z największych akademii. Mam nadzieję, że skauting trenerów młodzieżowych w profesjonalnych klubach naszej Ekstraklasy ma pana Hendryka rozpracowanego w najdrobniejszych szczegółach, a pan Hendryk przebiera w ofertach najmocniejszych ośrodków szkolenia, odrzucając je tylko z uwagi na przywiązanie do Sycewic. Mam nadzieję, że podobnych pasjonatów, którzy mają udokumentowane sukcesy, od razu biorą pod lupę w Lechu, Legii, Zagłębie, Lechii czy Pogoni.

Ale coś mi podpowiada, że jednak nie.

KOMENTARZE (53)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
fioot

co do ostatniego akapitu: nie wiem skad ta naiwnosc ludzi, czy jest jakas galaz gospodarki(w polsce i w sumie nie tylko) w ktorej decydujacym czynnikiem nie sa znajomosci? i dlaczego z pilka nozna mialoby byc inaczej?

fioot

aha a tak w ogole to przeciez chyba wiecej niz oczywiste, ze kazdy byly pilkarz danego klubu, jesli tylko chce, dostaje zaraz po zakonczeniu kariere prace jako trener 9, 10 czy 12 latkow, wiec gdzie tu miejsce dla ludzi, ktorzy faktycznie sie do tego nadaja? 😛

Użytkownik usunięty
legia

nie wszedzie, tylko w patologicznych tworach przezartych ukladzikami, typu Legia Leśnodorskiego, gdzie pozatrudniano Szamo i Żewłakowów w celach medialno-towarzyskich

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

fju: A kogo Twoim zdaniem zna… Legia, i to Warszawa? 😉
(bo MY to juz ją dobrze znamy! :-( )

Stabwound

Ciekawe tezy.

„Zastanawiające w sumie, że łączy ich wszystkich obecność w Lechu Poznań – bo przecież tu trzeba wymienić także Bereszyńskiego…”. Pewnie, że trzeba. I dodać, że był tam napastnikiem z bilansem 1 bramki w 13 meczach, regularnie przerzucanym między Lechem a Wartą Poznań (też jedna bramka, tym razem w…27 spotkaniach). Ten niesamowity talent snajperski o diabelskiej wręcz skuteczności został wyceniony przy transferze do Legii na zawrotną kwotę 100 tysięcy euro, a po zakupie zrobiono z niego obrońcę, taki to był znakomicie wyszkolony zawodnik. I jeśli pamiętam, to zawodnik tłumaczył, że w Lechu nikt na niego nie stawiał, szykowało mu się wypożyczenie co najmniej ligę niżej albo wypuszczenie na wolny transfer. No ale jasne, wymieńmy go jako produkt wronieckiej myśli szkoleniowej.

„I teraz, ten właśnie Ryszard Hendryk, który regularnie wypuszcza od siebie ciekawych zawodników…”
To znaczy, kogo wypuścił konkretnie z tych Sycewic? Aguero, Hazarda, Pogbę? Bo że w kategorii U-10 jego chłopcy coś ugrali, to jeszcze nie znaczy, że są wśród nich ciekawi zawodnicy. Niektórzy mówią, że w tak młodym wieku to jeszcze chodzi bardziej o zabawę, niż grę o wynik. Swojego czasu Korzym trenował w Chelsea, a Król w Realu Madryt i nikt dziś nie twierdzi, że byli ciekawymi zawodnikami, a tu proszę – wygrali sparing z Milanem czy Puchar Tymbarku i już Olkiewicz podpytuje czy skauci mają te dzieci z kupą w rajtuzach wpisane do notesów.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Stabwound

Lech nie chciał tego piłkarza w składzie, ból dupy się zaczął, jak poszedł do Legii. Lech nie wykorzystał nigdy tego typa na takiej pozycji, więc trudno mówić o tym, że jakoś zajebiście go do roli prawego obrońcy przygotowali. Legia też go nie sprowadziła z myślą o prawej obronie, po prostu był tak chujowy w ataku, że nie było na niego innego pomysłu, jedyne co umiał robić, to biegać, więc dali go na bok, żeby biegał od jednego prostokata do drugiego.

Nie ma też się co oszukiwać, w Legii powieszono mu niżej poprzeczkę, bo ogólnie od WB się w Polsce niewiele wymaga w kontekście liczb. Po wybiciu paru piłek w aut na Weszło już było szczanie z zachwytu, że ale talent, ale Leśnodorski odkrył diament, cóż za wing-back! Rekord typa (juz jako WB) w Legii to 2 asysty w sezonie, dziękuję, można zamknąć temat.

Miszcz Joda

Mnie też irytuje chwalenie Bereta bo gra w tej Sampie na alibii i zdziwię się jak za rok nie będzie ławy lub wypożyczenia. Ani przydatny w obronie ani w ataku. Wybiegany i tylem

Lluc93

Beresia już latem skazywano na wypożyczenie, bo miał być głębokim rezerwowym. Jednak wywalczył sobie miejsce w składzie przez słabszą dyspozycje rywala, ale i niezłą swoją grę. Dla przeciętnego Janusza Sampdoria niczym się nie różni od Bologny, Hellasu Verona czy innego SPAL, ale to jest naprawdę solidna drużyna. Po tej obecnej włoskiej wielkiej szóstce (Juve, Napoli, Roma, Lazio, Inter i dopiero przebudowywany Milan) to jest jedna półka z Fiorentiną, Atalantą i Torino z którego przecież wybił się Glik.

Miszcz Joda

Nie twierdzę że Beret się do niczego nie nadaje. Ale tak trochę mi to casus Olkowskiego w Koeln przypomina.
Bere lepszy grajek od Olkowskiego, alew tej chwil gra bardziej z braku laku niż dzięki super dyspozycji.
Przy zajebiście dużych nakładach pracy może dojść do poziomu top 10 w Serie A.

Lluc93

Z tego co pamiętam to w momencie transferu Bereszyński mówił, że Urban ma na niego swój pomysł i widzi w nim prawego obrońcę. Także jak komuś Bereś ma dziękować za to, że teraz gra w Serie A i jest w reprezentacji Polski to właśnie Urbanowi tak jak Piszczek może dziękować temu trenerowi Herthy, że zrobił z niego jednego z najlepszych zawodników na swojej pozycji na świecie. Tak to już u nas jest z tymi bocznymi obrońcami, że chłopaki mają gaz, mają wydolność, ale mają za mało techniki, żeby być skrzydłowymi europejskiej klasy. Myślę, że kolejnym dobrym kandydatem na prawego obrońcę jest też Frankowski z Jagi. Tylko musi trafić na takiego trenera, który go tam zacznie ustawiać, bo w tej obronie też się musi nauczyć grać.

Astana-Scherife

Fajny artykul i jak zawsze w punkt.Lubie go czytac bo pisze z sensem.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
legia

jezus kurwa, a mialem nadzieje ze juz nikt nie uzywa tego wiesniackiego „w punkt”

dwa_szopy

Niestety piłkarze z Sycewic muszą przejść długą drogę i ciągle się wyróżniać, żeby dojść wyżej. Najpierw najlepsi idą naturalnie do Gryfa Słupsk, później najlepsi z Gryfa do jakiejś wioski, która gra ligę wyżej. Stamtąd najlepszego może wyciągnie Bytovia albo Chojniczanka i to będzie najwyższy poziom na jakim sycewiczanin zagra.
Inaczej jest w Krakowie, Poznaniu czy Lubinie, gdzie dzieciaki od początku trenują w porządnym klubie z porządnym szkoleniem w każdej grupie wiekowej.
Jedyną szansą dla chłopaków z takich wiosek jest bliska współpraca ich klubu z klubem ekstraklasowym jako klub partnerski z ciągłą komunikacją i weryfikacją umiejętności. Najlepsi sycewiczanie nie muszą iść w wieku 19 lat do Gryfa, powinni odejść w wieku 15 lat do Arki lub Lechii.

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Dobrze splentowales.
Ale co do porzadnych akademii w porzadnych klubach, to to raczej nie idzie jeszcze w parze

Urkides
Legia Warszawa

Ale okazuje się że w tych „Gryfach” nie mają pojecia o szkoleniu. Tam się uprawia tresurę.

Miszcz Joda

Jonasa Hectora Koeln wyciągnęło z boiska 5 ligii niemieckiej gdzie trawę użyźniały krowie placki. Wszędzie są talenty, tylko w 95% decydują układy a nie faktyczne umiejętności.

Lluc93

Tylko, że taki chłopak jak już się przebije z takiej wioski to potem zupełnie inaczej podchodzi do piłki niż najzdolniejsi juniorzy Legii czy Lecha, którzy są lansowani w Warszawie czy Poznaniu na nie wiadomo kogo. Talent w piłce to nie wszystko, jeśli do tego nie dołoży się ciężkiej pracy to nic z tego nie wyjdzie.

Nawet taki przykład Kownackiego gdzie od lat w Poznaniu mówiło się, że to ich największy talent i kwestia ten jego sylwetki. Poszedł do na zachód i tam jest jednym z wielu, nikt mu miejsca za darmo nie da. Wie, że musi pracować jeśli chce coś osiągnąć.

Urkides
Legia Warszawa

Pominę milczeniem rozważania na temat „co waży więcej, kilogram mięśni czy kilogram tłuszczu?”.
W dzieciństwie pamiętam taka zagadkę mającą na celu wyjaśnienie czy dziecko potrafi logicznie myśleć a nie ulegać ukrytej sugestii, „co waży więcej, kilogram ołowiu czy kilogram pierza”. Nie każdy dorosły daje radę odpowiedzieć.
Za to interesujący jest przypadek pana Henryka. I chociaż w tym przypadku znowu się nie zgodzę z red. Olkiewiczem że powinien pracować w dużych akademiach (choćby z uwagi na wiek i związane z tym zdolności adaptacyjne) to na tym przykładzie można rozważyć jak działa system szkolenia w Polsce.
Tacy ludzie jak pan Henryk są samorodkami a jednak na podstawie obserwacji i własnego intelektu dochodzą do własciwych wniosków co musi mieć piłkarz żeby jego rozwój nie zatrzymał się razem ze wzrostem masy ciała?
Otóz taki piłkarz musi mysleć szybko i mieć umiejętności techniczne żeby szybko wykonywac to co zamierzył. Wydaje się to takie proste i oczywiste. Ale nie dla polskiego systemu szkolenia.
Polski system szkolenia chce wychowywać chłopaków którzy będą wygrywać mecze w swojej kategorii. A więc ma być duży, agresywny, przepychać i zastawiać oraz słuchac uważnie co mu każe trener w danej chwili robić.
Jestem przekonany że taki system selekcji świetnie się nadaje dla fizoli nadających sie do pracy na budowie albo innych fizycznych zajęciach gdzie myslenie nie jest potrzebne bo jest majster.
A na lewackim zachodzie już dawno postawili na kreatywność i indywidualny rozwój gdzie dobrze wyszkolone i świadome celu jednostki, złozone w zespół ogrywają fizoli jak chcą.
Takie podejście nazywa sie innowacyjnością, czyli odejściem od pewnych nawyków (tradycji) jesli staja się balastem powstrzymującym postęp.
W Polsce innowacyjność ma trudną drogę bo my wyżej stawiamy tradycje, która często jest zacofaniem, oraz nie chcemy porzucić stereotypów pod tytułem „kontratak jest stworzony dla Polaków bo Polacy to kawaleria a kawaleria to Samosierra a Samosierra to powód do dumy.
Natomiast gdzie indziej ludzie myślą i analizują. I tak w krajach południowych gdzie zawsze było wielu techników ale klimat nie sprzyjał cięzkiemu treningowi fizycznemu, stwierdzono że bez niego nia da się wygrywać z „silowcami” z Niemiec czy Anglii. W Niemczech i Anglii zauważono że jak południowcy podpompowali mięśnie to stali się groźni i samą siłą, kondycją i dyscypliną nie da się wygrywać, to do swoich tradycyjnych zalet dołożyli technikę na wysokim poziomie.
Młodzieżowe reprezentacje tych krajów grają po 10 latach szklenia piłkę techniczna wspartą świetnym przygotowaniem fizycznym.
A my? My dalej bredzimy o tradycji, o szacunku dla polskiego dorobku szkoleniowego i polskim charakterze.
Ja oczywiście mam szacunek np. do Kopernika ale nauka tak daleko poszła do przodu że trzymanie się wyłącznie tego wielkiego odkrycia jest głupie.
Na świecie obserwujemy w tej chwili starcie dwóch koncepcji, tradycjonalistów i postępowców.
Ci pierwsi twierdzą że odejście od znanych schematów doprowadzi nas do chaosu a w konsekwencji do zguby a ci drudzy że nie sposób jest oprzec się postępowi bo w całej historii ludzkości nikt nie potrafił go zatrzymać, nawet Święta Inkwizycja która paliło na stosie ówczesnych lewaków.
Ja oczywiście uważam że trzeba trzymać się jak najbliżej awangardy postępu.
W Polsce ten spór jest widoczny jak nigdy i podzielił Polskę na pół.
Ten sam podział można zauważyć w rozważaniach o szkoleniu. Są ludzie którzy wiecznie wspominają podwórka jako kuźnie charakteru, biedę i brutalność życia jako źródło hartu ducha.
Inni mówią, trzeba szkolic trenerów rozumiejących nowoczesne trendy, budować nowoczesną infrastrukturę i tam szkolić dzieci z zastosowaniem całej dostępnej wiedzy a wiedzę zdobywać od lepszych.
Taki pan Henryk jest człowiekiem postępu bo myśli i analizuje.
Niestety wiekszość środowiska na razie tkwi w „tradycji” po uszy i dalej opowiada o ułanach i szarżach.
Jest to nawet nazywane patriotyzmem. Słowo patriotyzm wpadło do jednego koszyka ze słowami tradycja i zacofanie. Ciężko będzie się z tego wygrzebać jesli w Polsce patriotyzm raczej żąda ofiaty życia niż wysiłku myślenia.
Zobaczymy czy tacy panowie „Henrykowie” będą docenieni czy raczej potępieni za to że najpierw szkolą a potem „sprzedają polskie dzieci” za granicę.
Oczywiście z tym sprzedawaniem to sarkazm, ja popieram inicjatywę żeby chłopcy mieli okazję poznać Barcelonę zamiast Kotwicy czy innego Gryfa gdzie trenerzy są strażnikami „tradycji”.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Urkides
Legia Warszawa

Kolego Dariuszu, z Twojej perspektywy wynikającej z ulubionych czynnosci widać tylko kudły i dziurę. Jasne że nie potrzebujesz tej „wody” bo znacznie wykracza poza Twoje potrzeby.
Jak sie nie ma potencji to zostaje tylko język.

Stabwound

Pominąłeś jeden istotny aspekt – środowiska. W lidze brazylijskiej na przykład gra się bardzo ofensywnie i w sumie ciężko powiedzieć, czy bramki które padają wynikają ze słabości obrony, czy ogólnego nastawienia na to, by strzelać jak najwięcej. Fakt faktem, że w typowym dla polskiej ligi systemie 4-4-2 z dwoma defensywnymi pomocnikami, próba grania prostopadłych piłek przez środek jest mało efektywna. Dalej, tolerancja gry na faul jest u nas dużo wyższa niż we Włoszech czy Hiszpanii. Dlatego np. przechodzenie obrońcy dryblingiem jest u nas w odwrocie, bo co z tego, że się minie typa, jak on później ściągnie za koszulkę na ziemię, a sędzia pokaże „grać dalej”? Takich detali można wymienić dużo więcej, jak np. doskonalenie gry pozycyjnej, kiedy przeciwnik broni się w 7+ zawodników, posyłając długie lagi na aferę, czy ogólna brutalność gry w niższych ligach. Jeśli zawodnik gra w takim systemie kilka lat, to się do niego dostosuje. Bedzie odstawał kondycyjnie, technicznie i taktycznie, ale za to zajebiście będzie „grał tyłem do bramki” i „przepychał obrońców”, co chyba tylko u nas jest w cenie.
Dlaczego chłopcy ze Skandynawii, Izraela, Czech, Słowacji, czy Wegier uchodzą w Polsce za takich bajecznych techników? Bo mieli gdzie się tego nauczyć. Nasz piłkarz mógłby być może nabyć tych umiejętności, ale raczej poza normalnym treningiem czy oficjalnym meczem.

Urkides
Legia Warszawa

Moją intencją było przedstawienie pilki w szerszym kontekście kulturowym. Od tego jakie jest spoleczeństwo w dużej mierze zależy jak reaguje na zmiany i jak potrafi sie do nich dostosować. U nas wygląda to słabo. Nie potrafimy szybko wyciągnąć wniosków i spowodować z mian które spowodują wzrost poziomu.
Dobrze że poruszyłeś sprawę pilki brazylijskiej. Piłkę nożną do Brazylii „przywieźli” Anglicy. W Anglii futbol był grą w którą najpierw grano na uczelniach i miała na celu, jak inne dyscypliny, kształtować ducha przyszłych oficerów walczących w interesach imperium. Pominę ewolucję przepisów ale najważniejsze w niej było kształtowanie umiejętności pracy zespołowej i wyłanianie naturalnych liderów. Bardzo ważna była dyscyplina i podporządkowanie wszystkiego zespołowi.
Ale kiedy trafiła na brazylijski grunt zetknęła się z inna kulturą. Kulturą maczyzmu, karnawału i chęci indywidualnych popisów. Brazylijczycy od razu zmienili cel grania stawiając na indywidualne popisy żeby zaimponować widzom w tym kobietom. Rajdy, sztuczki techniczne to było to co lubili robić.
Tak więc doskonale widać jak charakter otoczenia wpływa na styl futbolu.
Z czasem okazało się że połączenie tych dwóch „filozofii” daje najlepszy rezultat, bo napakowany wirtuoz jest lepszy od wyłącznie pakera i wyłącznie wirtuoza.
W Polsce nie widzę takich przemyśleń a żeby byc ścisłym to nie widzę ich u ludzi którzy poprzez zarządzanie szkoleniem trenerów mają tworzyć nowe trendy szkoleniowe które pozwolą nam doganiać tych którzy już to robią z sukcesami.
I znowu to podejście można nałożyć na tkankę społeczną to znaczy zastanowić się czy my jako społeczeństwo chcemy bardziej patrzeć w przyszłość czy w przeszłość?
Ja twierdzą że bardzo duża część Polaków jest niezwykle konserwatywna i do zmian odnosi się nieufnie.
Piłka nozna nie jest odrębnym bytem, jest częścią naszej mentalności, jest tworzona przez ludzi wychowanych w określonym środowisku które wyznaje określone wartości.
Ta mentalność odciska pietno na wszystkich dziedzinach życia w tym na futbolu.
60 lat temu takie kraje jak Korea czy miasto Singapur były zacofane pod kazdym względem. Dzisiaj są w czołówce nowoczesności. Nie dlatego że ktoś im to podarował, tylko dlatego że zrozumieli że to jest najlepsza droga.
To w mentalności kryje się sukces lub porażka.
Sport jest świetnym sposobem na zmienianie tej mentalności. To w sporcie najszybciej mozna zobaczyć efekty swoich starań i to w sporcie skupiają się wszystkie czynniki które mogą trwale zmodyfikować myslenie człowieka. Pod warunkiem że ten sport jest wypełniany odpowiednią treścią. To znaczy kultem pracy, potrzebą rozwoju indywidualnego, chęcią wygrywania.
Nastawienie na wynik to nie jest to samo co chęć wygrywania. To pozorny paradoks ale tak jest. Nie bedę tego rozwijał.
To co Ty opisujesz to są sprawy wtórne i trzecioplanowe bo jeśli zmieni się zadania stawiane sportowcom to one stracą na znaczeniu.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Ur: To napisz krótko że maja byc małżenstwa gejowych z ich prawem do adopcji, powszechna aborcja, kolejne KLĄTWY w teatrach,
prawo szariatu zamiast tyrani czarnych, a nie zameczaj siebie i innych swymi manifestami 😉

Miszcz Joda

Polska została zaorana przez zaborców i tak naprawdę Polskość to była postawa kontra oni z perspektywą wsteczną.
Kto u nas docenia pracę organiczną wykonaną w Królestwie Polskim? Powstanie Styczniowe się świętuje, które obok Warszawskiego było najdebilniejszym zrywem powstańczym.
Zamiast patrzeć w przód, to w Polsce kultywuje się chorą martyrologię jak za wczesnego Adolfa w Rzeszy.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

MiJo: A co z Holokaustem? Podobnie go oceniasz?

Stabwound

Wtórne, powiadasz. A pamiętasz, kto pierwszy użył metafory o autobusie w bramce?

Całkiem niezły trener, żaden Pyrdoł, tyle podpowiem. Ile razy jest tak, że nawet topowi piłkarze wkurzają się i mówią: nasi rywale nie przyjechali grać w piłkę, tylko się rozpaczliwie bronić. Dodając do tego tolerancję brutalnej gry przez sędziów, otrzymujesz warunki, w których nie da się niektórych rzeczy wyćwiczyć. To zresztą zahacza o kwestie mentalne, bo jeśli połowę meczów w sezonie piłkarz musi kastrować z zagrań ofensywnych, wiecznie „gramy na zero z tyłu”, „gramy z wyżej notowanym rywalem”, „murujemy dostęp do bramki”, „nastawiamy się na grę z kontry, niech oni się martwią”, to trudno oczekiwać, że pomocnik będzie posyłał zajebiste prostopadłe podania, boczny obrońca celnie wrzucał, napastnik dryblował jak zły, itd. W takim systemie opcje są dwie: albo przepadasz albo rzeźbisz skille godzinami na dodatkowych treningach i finalnie jesteś takim kotem, że z zamknietymi oczami zagrywasz long passy pomiędzy 8 defensywnych pomocników przeciwnika, prosto na pryszcz pod okiem swojego kolegi.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Ur: Znowu problem z patriotyzmem, a konkretnie z polskością?
Przy okazji: KOMU… „Słowo patriotyzm wpadło do jednego koszyka
ze słowami tradycja i zacofanie” ???
Lewicowemu salonowi wraz z ich młodzieżówkami?
(staram się mówić o was grzecznie, docencie!)
I jakos nadal nie widzę tu żadnego szczególnego związku z piłką młodzieżową, zresztą identyczne *mysli* zawierasz w dowolnym temacie.
Pewni liczysz na podKORowe dzialanie, bo chyba nie wierzysz, ze ludzie
są az tak odmóżdżeni albo taki bełkot kogokolwiek porywa
i tak sie zniechęci, ze zaglosuje na kolejną podmiankę MUMI Wolności…

Urkides
Legia Warszawa

Janka mi przypomina dowcip o tym jak pani w przedszkolu pokazała abstrakcyjny obrazek i pytała z czym im sie kojarzy?
Madzia powiedziała że z barankiem.
Marysia że z chmurką.
A Jasio że z dupą.
Dlaczego kojarzy ci się z dupą, zapytała pani.
Bo mnie się wszystko z dupą kojarzy, odpowiedział Jasio.
Janka ma podobny problem.

pisze bier to biere
Drużyna Pierścienia

„Dobrze że poruszyłeś sprawę pilki brazylijskiej. Piłkę nożną do Brazylii „przywieźli” Anglicy. W Anglii futbol był grą w którą najpierw grano na uczelniach i miała na celu, jak inne dyscypliny, kształtować ducha przyszłych oficerów walczących w interesach imperium.”

Nie wiem gdzie to wyczytałeś, ale z tego co ja wyczytałem to piłka nożna była od zawsze w Anglii kojarzona z klasą robotniczą gdzie robotnicy nakurwiali po robocie w gałę i szli potem do barów. Na uczelniach to oni grali raczej w polo, tenisa czy inne wioślarstwo czy jeździectwo;] Ale oczywiście mogę się mylić.

Urkides
Legia Warszawa

Wiem to od dziennikarza Dariusza Rosiaka który pisał o tym. Nie znalazłem jego artykułu ale sprawdziłem w wikipedii i jest również napisane że początki były w szkołach.
„Prym wiodły szkoły publiczne, które uznały, że gry ruchowe mogą pozytywnie wpłynąć na rozwój i dyscyplinę młodzieży. Powstanie kolei sprawiło, że szkoły mogły dużo łatwiej rywalizować ze sobą. Problemem był jednak brak wspólnych zasad gry. Reguły – zazwyczaj nieliczne – ustalano tuż przed meczem. Najstarsze znane zasady gry spisano w 1845 r. w Rugby School w środkowej Anglii.

Kluczowe dla rozwoju piłki nożnej okazały się reguły spisane w Cambridge w 1848 r. i w Sheffield w 1857 r. Od tego momentu można mówić o stopniowym oddzielaniu się piłki nożnej od rugby. Wówczas narastał też konflikt między zwolennikami i przeciwnikami grania ręką.

Reguły Cambridge spisano po spotkaniu 12 klubów. Wyróżniały się tym, że ograniczały możliwość trzymania piłki w ręku i faworyzowały jej kopanie. Reguły Cambridge nie zostały szeroko przyjęte w Anglii, ale stały się podstawą dla pierwszych zasad The Football Association w 1863 r.”

pisze bier to biere
Drużyna Pierścienia

Acha czyli po prostu początki w szkołach ale zakładanie klubów to już chyba we własnym interesie poza szkołami. Dlatego mi się te robotnicze miasta kojarzą;] Dzięki za wyjaśnienie.

MaLk

Z przykrością zgadzam się z przedmówcami, bo choć główna teza pt. polski system szkolenia jest do kitu, ponieważ jest nastawiony na osiągnięcie sukcesu sportowego w danej kategorii wiekowej, to reszta jest przeintelektualizowaną nudą podszytą ideologizowaniem za wszelką cenę sportu i połączoną z wciskaniem propagandowego, „postępowego” bełkotu.

Sztuka dla sztuki, może lepiej poszukaj jakiegoś innego miejsca do ćwiczenia pióra – nie wiem, może Pracownia Pytań Granicznych albo gender studies na PAN…?

Urkides
Legia Warszawa

MaLK nie ma przymusu czytania. Masz do wyboru tylu ciekawie piszących komentatorów. Myślę że z Janko Buszewską będziecie mieli o czym pogadać.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Ur: Dziękuję, bo i też w pełni szanuje Twe pióro.
Zawsze w świetnej formie, acz treść nader dyskusyjna,
a wy raczej nie lubicie dyskutować.
Raczej oświecać….

Isabelle Łykalska-Puszczalska
Warta Poznań

„Naturalnie nie chodzi w niej o to, że kilogram tłuszczu jest lżejszy niż kilogram mięśni, ale o fakt, że można gubić tłuszcz, jednocześnie nie zmieniając wagi – bo w jego miejsce pojawiają się mięśnie.”

Olkiewiczu, gówno prawda. Masę buduje się przy dodatnim bilansie kalorycznym a redukcję przeprowadza przy ujemnym bilansie kalorycznym. Nie da się zamienić tłuszczu w mięśnie, no ja pierdolę.

Albo redukujesz, albo budujesz.

16598

A jak jednego dnia robisz np. cardio, utrzymując ujemny bilans kaloryczny powinieneś spalić trochę tłuszczu. Drugiego dnia idziesz na siłownię plus jesz więcej, masz dodatni bilans kaloryczny, więc podczas regeneracji mięśnie urosną. Cykl ten powtarzasz przez miesiąc, mięśnie urosną i tłuszczu się trochę spali. Mam rację czy coś popierdoliłem?

fioot

niby tak ale to nie bedzie 1:1, poza tym malo kto tak robi, bo to troche trudniejsze niz typowe masa-redukcja
natomiast gdyby tluszcz zamienial sie w miesnie to popatrz jakimi kulturystami by byly 400kilowe grubasy xD

efendi

Gdyby tkanka mięśniowa i tkanka tłuszczowa powstawałyby podczas tych samych procesach biochemicznych to Twoja wypowiedź miałaby sens

Miszcz Joda

Sportowiec co do zasady nie ćwiczy w systemie redukcja-masa bo co do zasady redukcja jest mu zbędna. W większości dyscyplin są treningi na sprawność a na masę to raczej w sportach typu boks, koszykówka czy zapasy.

Miszcz Joda

Tutaj nie idzie o wypasienie tucznika tylko o piłkarza. Więc nie masz racji. Jeśli piłkarz ma X tkanki tłuszczowej to potrzebna jest odpowiednia dieta (często kalorii przybywa, a nie ubywa). Spalany jest magazyn energetyczny pierwszej potrzeby a następnie zapasy węgli. I żeby to funkcjonowało to muszą być ćwiczone mięśnie. Tylko nie jak u Arnolda a jak u Lewego czy Kryśki.
Piłkarz ma przede wszystkim szybko biegać.

efendi

zapas węglowodanów jest tu najmniej istotny w kontekście redukcji masy ciała, bo jest go około 0,5 kg i w ciągu doby się odbudowuje. Można pogodzić redukcję tkanki tłuszczowej z poprawą parametrów siłowych i wydolnościowych, ale wymaga to 1,5-2 miesięcy. Co rundę mam takich zawodników do obróbki 😉

desiderat

Autorze, o trenerze Hendryku masz troche za mało informacji żeby takie poważne tezy stawiać. W poprzednim sezonie prowadziłem ten sam rocznik co on i często spotykaliśmy się na turniejach. Mam nadzieję, że skuating poważnych akademii odrzuca od razu trenerów, którzy tak się zachowują podczas rywalizacji 9-letnich dzieci…

Lluc93

Raz się mówi, że w takim wieku kompletnie nie powinno się patrzeć na wyniki, bo dla dzieciaków to ma być zabawa, oni się wtedy mają uczyć grać w piłkę, uczyć techniki. A teraz ten wysuwa wniosek, że trenerem który osiąga wyniki powinny się zainteresować największe kluby w Polsce.

Vooyek_Zbooyek

Mój syn trenuje w roczniku 2009. Ma świetnego trenera. Chłopaki w ogień za nim wskoczą, mimo że się wcale nie cacka. Czapki z głów przed takimi facetami, co potrafią, chce im się, a przecież za czapkę gruszek to robią.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Może niektórych zaskoczę, ale po prostu nie mogę nie podziwiać
tego, co robi Lech w swoich akademiach piłkarskich.
Brawo Poznaniacy – kultywujecie nieznany na wschodzie kult…
PRACY ORGANICZNEJ (nie mylić z typowo wschodnią… pracą w organach 😉 )
Pokazujecie że to pracą, a nie złodziejstwem, przekrętami najłatwiej sie dorobic.
„Wystarczy nie kraść!”
Dajecie przykład całej piłkarskiej Polsce,
Jestem z was po prostu dumna!
„You’re simply the best”

Lluc93

Mi tam pasuje układ, że Legia nie szkoli, ale za to gra w Europie (pomijając ten sezon) i dokłada kolejne puchary do gablot, a Lech szkoli fajnych zawodników, których puszcza do lepszych lig (i tam nie giną), Rutki się bogacą, a Lech jest wiecznie na koniec przegrany.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Liu: Znaczy że co… Mołdawia i Kazachstan to Europa,
a jak Lech gra z Zawiszą, to już nie,,, *w Europie*? 😉

Lluc93

Madryt, Dortmund, Lizbona to Europa. Już naprawdę nie porównuj wyników jednych i drugich z ostatnich 6 lat w Europie.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

A ja tam jestem patriotką i konserwatystką.
(opisał te nieszczęsne przypadłości dziś celnie urkides)
Te przegrane mecze, także te wasze klęski ostatnio, przyjmuję
tak jak te przegrane „warszawskie” powstania 😉
PS oczywiscie, Powstanie Wielkopolskie, jedyne co Polacy wygrali,
oceniam najlepiej

Miszcz Joda

Co to tego, że grubas nie umie szybko biegać to proponuję odpalić z jutubka przypominacze jak śmigały pięty Ailtona zwanego pieszczotliwie przez Germańców „Eiskugel”, któremu mimo jego 5 kg nadwagi połowa obrońców Bundesligii nie potrafiła dotrzymać tempa. Albo Geralda Asamoaha, który też ładną oponkę zapuścił a jak mu się chciało to na 5 metrach śmignął niemal każdego.
Ewentualnie spasionego McDonaldami Ronaldo, co prawda już nie tak chyżego jak w szczycie formy ale dalej szybszego od większości napastników.

Vooyek_Zbooyek

Higuain też grubas. No i Romario, co „nie trenował, bo nie lubił”. Jedni to mają, inni muszą wypracować.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY