Jak to jest być mięsem armatnim – oto najgorsi bokserzy świata
Inne sporty

Jak to jest być mięsem armatnim – oto najgorsi bokserzy świata

Pamiętacie Eddiego Edwardsa? Skoczek-parodysta narażał się tylko na śmieszność, w najgorszym razie mógł zaliczyć bolesny upadek przy kolejnym lądowaniu na buli. Wesoło bywa też w innych dyscyplinach: węgierski pseudo bokser, który dał popis w weekend w Wieliczce, zainspirował nas do stworzenia listy najgorszych pięściarzy świata. Jak złych? Dość powiedzieć, że gość z rekordem 0-45 wcale nie jest z nich najsłabszy. Oni ryzykują dużo więcej od Eddiego Orła, bo każdy występ w ringu mogą zakończyć brutalnym nokautem. Po co wiec ciągle boksują?

W sobotę w Kopalni Soli w Wieliczce odbywała się gala boksu zawodowego. To kolejna edycja imprezy organizowanej przez Tomasza Babilońskiego. Jednym ze stałych elementów kampanii promocyjnej jest przypominanie, że żadna inna gala nie odbywa się tak nisko pod ziemią. W tym przypadku nie tylko położenie ringu było na wyjątkowo niskim poziomie. Do samej lokalizacji idealnie wpasował się Laszlo L. Fekete. 30-latek pokazał boks tak żenujący, że aż trudno w to uwierzyć. Andrzej Kostyra stwierdził, że z Węgier przyjechała do Polski 100-kilowa puszka soku pomidorowego, a Maciej Miszkiń dodał: Panie Andrzeju, Fekete nie umie boksować.

Zostaliśmy oszukani – próbuje tłumaczyć promotor Tomasz Babiloński. A Mateusz Borek dolewa oliwy do ognia i ujawnia, że kabareciarz z Nyergesújfalu za swój pożal się Boże występ otrzymał 3 tysiące euro. Przyznajcie, że Babiloński „odrobinę” przepłacił…

Sergiej nie wie, co powiedzieć

On miał cztery walki na koncie, wszystkie wygrane przed czasem. Myślałem, że coś potrafi. Nie wiem, co powiedzieć – skomentował mocno zażenowany Sergiej Werwejko po błyskawicznym znokautowaniu węgierskiego parodysty. My wiemy: Laszlo Fekete to pseudobokser, który na przyzwoitej gali w ogóle znaleźć się nie powinien. Promotorów powinien zastanowić fakt, że wszystkie cztery walki stoczył w ciągu nieco ponad miesiąca i nokautował rywali którzy łącznie mieli na koncie 5 zwycięstw i 90 porażek. Ale z drugiej strony – Węgier to żaden ewenement. Światowe ringi są takich zawodników pełne. Co więcej, do najgorszych mu jeszcze daleko. Inna sprawa, że nie bardzo wyobrażamy sobie, co potrafi na przykład taki Kalman Vagyoczki, który z Fekete nie wytrzymał nawet rundy w swoim 45. zawodowym pojedynku. Wcześniejsze 44 także przegrał…

Węgrzy w ogóle to mocna nacja jeśli chodzi o „puszki soku pomidorowego”. Weźmy na przykład takiego Gabora Balogha. Na szczęście trzy lata temu, w wieku 39 lat zakończył karierę. No dobra, słowo „kariera” jest tu mocno na wyrost, ale z drugiej strony używa się go też na przykład w przypadku osób grających w polskich telenowelach, więc od biedy może być. Jego przygoda z zawodowym boksem trwała nieco ponad 15 lat. W jego przypadku „zawodowy” nie oznacza raczej profesjonalnego podejścia do sportu, a jedynie to, że występy na galach były jego sposobem na życie. W ciągu wspomnianych 15 lat do ringu wychodził 120 razy, średnio 8 razy w roku, czyli raz na półtora miesiąca. Ale to statystyka mocno zaburzona. Przez cztery lata od debiutu stoczył tylko 12 walk. Od 2004 do końca 2006 wyszedł do ringu tylko pięć razy. Rozkręcił się dopiero w 2008 roku. Od tego momentu zdarzało mu się występować po dwa, a nawet trzy razy… w miesiącu. Jak mu szło? Cóż, swoje już przyjął w życiu, więc nie będziemy się nad nim znęcać. Wystarczy podać suche liczby: 5 remisów, 112 porażek, w tym 40 przez nokaut. I 3 zwycięstwa. Swoją drogą, jakim ogórkiem trzeba być, żeby dać się pokonać komuś takiemu?! Wyobrażacie to sobie? Wychodzisz do gościa, który ma 38 lat i przegrał 55 walk z rzędu, po czym… zaliczasz deski w drugiej rundzie. Serio?

Grunt to rodzinka

No dobra, wiemy, że trudno w to uwierzyć, ale Borovics i Balogh wcale nie są najgorsi. Na pewno absolutny rekord w kategorii najgorsza bokserska rodzina dzierżą bracia Stricklandowie. Najstarszy jest Jerry, urodzony w 1953 roku. Zadebiutował na zawodowym ringu 21 lat później i boksował aż do 2000 roku. W tym czasie stoczył 135 walk, z których 13 wygrał (5 przed czasem), a 122 przegrał (78 przez nokaut). Młodszy Ed boksował w wadze ciężkiej i – nie bójmy się tych słów – on to dopiero był wielką puszką soku pomidorowego. Trzeba przyznać, że jego „kariera” była prowadzona w mocno oryginalny sposób. W zawodowym debiucie na przykład mierzył się z mającym na koncie 22 zawodowe walki (tylko jedną przegraną) Markiem Carrierem. Debiut Eda zbyt udany nie był – zakończył się nokautem w drugiej rundzie. Przegrywanie przed czasem tak mu weszło w nawyk, że w ciągu kolejnych ośmiu lat zaliczył 29 nokautów z rzędu. Potem dał sobie spokój z boksem na ponad trzy lata, zanim wrócił na dwie kolejne walki. Cóż, niespodzianki nie było – obie przegrał przed czasem… Za wiele dobrego o tej karierze powiedzieć nie można. Cokolwiek pozytywnego? Cóż, z pewnością był konsekwentny: 32 walki, 32 porażki, 32 nokauty. Co więcej – nigdy nie trwało to dłużej niż dwie rundy…

Zdecydowanie najlepszym bokserem w tej rodzinie był najmłodszy Reggie. On w latach 1987-2005 stoczył 359 zawodowych walk, co daje średnio 20 rocznie. Bilans? Jak na tę rodzinę, zaskakująco pozytywny: 66 zwycięstw (14 przez nokaut), 17 remisów i 276 porażek. Ze statystyk wynika jednak, że nikt nie ma na koncie tylu przegranych walk, co trzeci ze Stricklandów.

W przeciwieństwie do Eda, on był wartościowym przeciwnikiem. Wielu promotorów wiedziało, że Reggie da odpowiedź na pytanie, czy młody-zdolny bokser rzeczywiście się do czegoś nadaje. Przykładem może być Mike Stone. Wygrał 10 kolejnych walk (8 nokautów), w tym w debiucie z Jerrym Stricklandem. W 11. mierzył się z jego najmłodszym bratem. Przegrał w piątej rundzie i wszystko się posypało. Zaliczył jeszcze trzy porażki i dał sobie spokój z boksem.

Do ringu co 5 dni

A Reggie? On sobie z boksem bynajmniej nie dał spokoju. Boksował regularnie i na w miarę przyzwoitym poziomie. Dość powiedzieć, że z 276 porażek tylko 26 doznał przed czasem. Co więcej, regularność miał taką, jak chyba żaden inny bokser zawodowy. Pamiętacie Balogha i jego dwie, a nawet trzy walki w miesiącu? Dla Stricklanda to małe piwko przed śniadaniem. On w rubryce zawód wpisał: „bokser na telefon” i trzeba przyznać, że robotę traktował poważnie. Na przykład w lutym 1993 roku do ringu wychodził aż pięć razy: szóstego, dziesiątego, siedemnastego, dziewiętnastego i dwudziestego czwartego. Grubo? Nic z tych rzeczy, w marcu i kwietniu toczył po sześć walk! W sumie w ciągu 82 dni boksował więc aż 17 razy, czyli częściej niż co 5 dni. Co więcej, mimo takiego maratonu, wygrał w tym czasie cztery pojedynki.

Po co to wszystko? Oczywiście, dla pieniędzy. Jak przyznawał w jednym z wywiadów, za walkę brał od 500 do 2,000 dolarów. Największa wypłata wyniosła 3,500.

Dostaję 20-25 tysięcy dolarów rocznie za samo odbieranie telefonu. Wydaje mi się, że to najwspanialsza robota na świecie: odebrać telefon i zarobić dwa tysiące dolarów – opowiadał. – Dopóki po walce jestem w stanie policzyć forsę, którą dostaję, jest ok.

Jednak nie wszyscy się z nim zgadzali. Na przykład do wniosku, że nie jest ok, doszły komisje bokserskie w Ohio, Illinois, New Jersey i Pensylwanii. W Nevadzie także odmówiono mu wydania licencji.

Jeśli nie pozwolisz boksować takim wojownikom jak Reggie Strickland boksować, nie będziesz miał dobrych gal. Ci goście wychodzą do ringu i gwarantują dobre walki, za jakie płacą ludzie. Czy myślę, że on wygra? Nie. Na 45 jego walk, które widziałem, wygrał trzy, w których bardzo się starał. On potrafi boksować i wie jak o siebie zadbać. Gdyby w młodości zaczął z odpowiednimi ludźmi, mógłby być mistrzem, poważnie – uważa Jake Hall z Komisji Boksu stanu Indiana.

Profesor dobił do 300

Podobnym do Stricklanda typem boksera jest także Anglik Peter Buckley. Przez 19 lat zawodowej kariery dopracował się przydomka „Profesor”. Cóż, gdyby miał wykładać na uniwersytecie, jego przedmiot nazywałby się pewnie: Prawo Serii. W jego przypadku seria zaczęła się w październiku 2003 roku i trwała równe pięć lat. W tym czasie nie wygrał ani jednego z prawie 90 pojedynków.

Trochę trudno nam się wczuć w psychikę sportowca z takimi osiągnięciami, ale zakładamy, że dwa zanotowane w tym okresie remisy traktował jak prawdziwe święta. Wreszcie, ostatniego dnia października 2008 roku pokonał Matina Mohammeda. I chyba „Profesor” już wiedział, że nic lepszego go w ringu nie spotka, więc szybciutko zakończył karierę. Okazja była podwójna: nie tylko pierwsze zwycięstwo od pięciu lat, ale także jubileuszowa, 300. walka.

Od dłuższego czasu czekałem na 300. walkę, to był wynik, jaki chciałem osiągnąć. Nie chcę już dalej boksować. Ludzie wciąż mi mówią, że za kilka tygodni zadzwoni telefon z propozycją walki i się zgodzę. Ale kiedy ja mówię: dość, to właśnie to mam na myśli – mówił przed ostatnim pojedynkiem w karierze. – Skąd tyle walk? Zawsze byłem w gymie, zawsze w treningu. Wystarczyło, że dostawałem telefon kilka godzin przed walką i najczęściej podejmowałem wyzwanie. Kiedy dzwonisz do murarza, żeby wybudował ci ścianę, on nie prosi o trzy tygodnie na przygotowania, tylko przyjeżdża do pracy.

I właśnie to robił przez całą karierę Peter Buckley. Oczywiście, z 300 walk przegrał prawie 90 procent. Ale, podobnie jak Reggie Strickland, dla wielu był trudnym, wymagającym rywalem. Walczył z wieloma znakomitymi zawodnikami, na przykład Naseemem Hamedem i Scottem Harrisonem. Z oboma wytrzymał pełny dystans. W ogóle, choć przegrał 256 razy, to tylko 10 razy były to porażki przed czasem.

Król nokautu… inaczej

Na przeciwległym biegunie jest inny z zawodowych przegrywaczy – Simmie Black. Ten amerykański bokser wagi super lekkiej boksował przez ćwierć wieku. W tym czasie do ringu wychodził 202 razy. 164 razy przegrywał, z czego aż 95 razy przez nokaut. Skoro mowa o stanowych komisjach bokserskich – lekarzom z komisji, która odnawiała Blackowi licencję, gratulujemy poważnego podejścia do hasła „dbanie o zdrowie zawodnika”.

Coś pozytywnego na koniec: Black, podobnie jak „Profesor”, wiedział, jak pożegnać się w ringiem. Już dobrze po czterdziestce stoczył cztery ostatnie walki. Wszystkie wygrał, a Maxa Ramseya nawet znokautował. Trochę nie dziwimy się, że Ramsey postanowił po tym pojedynku poszukać sobie innego zajęcia. Z całą sympatią do naszych Bratanków z Węgier, Laszlo L. Fekete powinien zrobić dokładnie to samo. Jak najszybciej…

JAN CIOSEK

KOMENTARZE (33)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
neomis

Aż dziw, że autor nie zrobił porządnego researchu i pominął debiutancką walkę Briana Sutherlanda https://www.youtube.com/watch?v=mz8sxwufv0g

Kcramsib

Bo research ograniczył się pewnie do wyszukania bokserów z najgorszym bilansem na BoxRec, faktycznie najgorszych bokserów (czyli takich mających zwykle jedną, kompromitującą, walkę) się w ten sposób nie znajdzie…

neomis

Aż dziw, że autor nie zrobił porządnego researchu i pominął debiutancką walkę Briana Sutherlanda https://www.youtube.com/watch?v=mz8sxwufv0g

Re

W takim artykule nie można wspomnieć o walce Tomasza Bonina z niejakim Pavlem Silvinem, umiejętności tego słowackiego prospekta to była dopiero uczta koneserów boksu. https://www.dailymotion.com/video/x88cb4

Wacław Grzdyl

ale najśmieszniejsze, że Bonin był liczony hahahaha, w takiej zwykłej bójce na zabawie to by go ten Słowak chyba zabił

Kcramsib

Chłop silny jak tur, jakby faktycznie umiał zadać chociaż ze dwa regulaminowe ciosy…

Lukas

Haha , ze tego nie widzialem wczesniej 😀 Ale tego chlopa od Werwejki to by pozamiatal bez problemu

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Świroos

Tak jak w piłce można się kopać po czole w 8 lidze mistrzów i nikt nie zwraca na to uwagi tak boksie tacy ludzie są potrzebni, młodzi muszą bezpiecznie debiutować i sprawdzać swoje umiejętności.

chozjor_dadybicz

Cytując za jednym z internautów:
„o to zróbmy małe porównanie!
Tego samego wieczoru na wyjeździe „walczył” nasz czołowy cruiser Włodarczyk.

-Węgier zadawał ciosy w powietrze Krzysiu nie zadawał wcale.
-Węgier wyglądał komicznie, Włodarczyk jeszcze gorzej bo jakby połkną kij od szczotki
-Krzysiu trafił 4 razy z czego 3 razy to niezbyt celne klepnięcia lewym prostym
I padł po pierwszej zdecydowanej akcji Murata z Kaukazu.

I najlepsze:
-Węgier dostał 3000 euro co wcale nie jest dużo za dojazd do Polski i utraty trochę zdrowia
-Włodarczyk 400 000 dolarów !!!!

Fekete to bum i worek do bicia i nikt się więcej po nim nie spodziewał
Włodarczyk to …były dwukrotny mistrz świata”

Andrzej Dudziarz

Oba tytuły były opłacone ogromnymi łapówkami, to nie jest żadna tajemnica.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

MichalKos

Brakuje na tej liście : ANDRZEJA GOLOTY , KRZYSZTOFA WLODARCZYKA , ARTURA SZPILKI , KRZYSZTOFA ZIMNOCHA , DARIUSZA MICHALCZEWSKIEGO , WAWRZYKA , MARIUSZA WACHA , UGONOHA , TOMASZA ADAMKA , I WIELU WIELU INNYCH

MichalKos

A co mi tu unlikekujecie ?! Co prawda w oczy kole ! Janusze boksu i ememiej
Jak można kibicować loserom ?! Najwyraźniej trzeba samemu nim być !WATOS LOKOS CIULOS

Porter

Tak, mistrzowie świata to przeważnie loserzy. Może idź sobie leczyć kompleks małego członka gdzie indziej?

Porter

Ja myślę, że Ty nie do końca zrozumiałeś o co chodzi. Mięso armatnie to nie zawodnik mający takie rekordy, jak Gołota, Michalczewski, Włodarczyk, czy Szpilka, tylko raczej przeciwne. Powiedzmy Włodarczyk ma rekord 54 – 4 -1. To znaczy, że wygrał 54 walki, przegrał 4 i zremisował jedną. Czyli na każda przegraną walkę przypada 13 wygranych. A mięso armatnie miałoby rekord 4 wygrane i 54 przegrane. Bo mięso armatnie, to zawodnik, który przyjeżdża na galę, żeby przegrać. Nie chodzi o klasę boksera, tylko o osiągnięcia i wyniki walk. W szczególności – mięsem armatnim nie jest zawodnik, który zdobywa mistrzostwo świata, jak Adamek, Michalczewski, czy Włodarczyk, a nawet średniej klasy bokser, jak Wach, Wawrzyk, Szpilka, czy Zimnoch. To ktoś, kto nie ma żadnych osiągnięć i o wiele częściej przegrywa, niz wygrywa.

Porter

Zdarza się, że utalentowany zawodnik staje się mięsem armatnim, bo jest źle prowadzony przez trenerów i managerów. Tak było z Tonym Zale, który początkowo toczył po kilka lat miesięcznie, W drugiej połowie 1937. stoczył 21 walk. W końcu ciężko pobił go bardzo dobry Kid Leonard, dwa tygodnie później – przegrał z jeszcze lepszym Gibbonsem, a po trzech tygodniach przegrał z dużo słabszym Bazzone. Co gorsza był niebywale odporny na ciosy i ambitny, więc przegrywał na punkty zbierając mnóstwo ciężkich uderzeń. W kolejnym roku przegrywał nawet z debiutantami i dał sobie spokój z boksem. Gdyby kontynuował karierę, byłby takim własnie miesem armatnim, jakie opisujecie.
Pracował w stalowni, czasami boksował, ze zmiennym szczęściem, aż trafił na spółkę managerską Pian & Winch i oni go odbudowali, tak że dwukrotnie zdobył mistrzostwo świata w wadze średniej, będąc jednym z najlepszych bokserów tej kategorii w historii boksu.

Thor Steinar

Bzdury kolego, w tamtych czasach wszystkie walki były ustawione, gdyby (jak to ładnie nazwałeś) managerowie mieli kaprys to nawet Ty miałbyś pasek. Jeśli znajdziesz to polecam ” Rękawice za miliony dolarów”, bardzo dobra kniga.

Porter

Tak, wiem, przeczytałeś jedną książkę i wszystko juz wiesz. To bardzo fajny stan, tylko nie czytaj drugiej, bo możesz nabrać wątpliwości, czy dwóch poważnych managerów chciałoby ustawiać przez kilka lat walki, żeby doprowadzić pracującego w stalowni anonima do walki z Hostakiem i tam spowodować, żeby po nokautującym w zasadzie ciosie przeciwnika wstał, walczył dalej i wygrał.

Thor Steinar

Tak przeczytałem jedną książkę, przeczytaj jedną i wtedy mędrkuj !!! Lukas cię zaorał, dobranoc !!!

Porter

Lukas mnie zaorał, bo nie udało mu sie wpisać zajebiscie skomplikowanych frazy Zale – Hostak, Zale – Graziano, czy Zale – Cerdan do youtuba.

Lukas

Wpisalem , znalazlem , obejrzalem. I powiedz mi co Ty jestes w stanie stwierdzic ogladajac walke Zale – Hostak ? Jakosc tego nagrania jest tak kiepska , ze nie jestes nawet w stanie stwierdzic , które ciosy dotarly do celu a które nie

Porter

Przed chwilą pisałeś, ze nie widziałem nawet dwóch walk Zale, a sam już widziałeś trzy. To postęp. A ja widziałem wszystkie trzy walki z Hostakiem i wszystkie trzy walki z Graziano, Na ESPN był jakieś 10 lat temu wieczór poświęcony Tonemu Zale. Historie, jak dotarli do niego Pian i Winch Zale sam opowiedział Aleksandrowi Rekszy, a ten opisał ja w swojej książce „Słynne pojedynki”. A o jego przeciwnikach można poczytać na BoxRec. Ja wiem, że takie sprawy Cie przerastają, ale jeśli walczy z Kidem Leonardem (o tej walce opowiadał Rekszy) który ma rekord 54 -10 dostaje łomot, potem z Gibbonsem, z doskonałym rekordem 30-0-1, kolejny łomot, a w końcu z Bazzone z rekordem 26-15 (czyli słabiutko) i ten go też leje, a te wszystkie te walki odbywaja sie w ciągu miesiąca, to chyba nietrudno wyciągnąć wnioski. Nawiasem mówiąc – Zale przegrał z Bazzone w czasie tej samej gali, w której Kid Leonard sensacyjnie przegrał z Bataglią, a nieznany wtedy Buddy Baer walczył z mięsem armatnim – Stantonem.

Porter

Thor Steinar – odpowiedz mi na pytanie, czy uważasz, że dwóch poważnych promotorów, opiekunów m. in. Barneya Rossa chciałoby ustawiać przez kilka lat walki żeby doprowadzić zupełnego anonima, boksera na pół etatu, do walki z mistrzem świata?

Thor Steinar

Tak uważam, pracownik stalowni nie ma wielkich wymagań odnośnie pieniędzy, i zapewne był niezbyt rozgarnięty.Naprawdę myślisz, że w latach 30 byli jacyś managerowie w dzisiejszym wydaniu ??? Ochydne to czasy były, naprawdę nie liczyłbym na żadną uczciwą walkę, jak się umówisz to 5 razy z desek wstaniesz. Nie przypierdalam się, ale boksem interesuję się hohoh i tyle gówna widziałem, że nie uwierzę w prawdziwych mistrzów w latach 30.

Porter

Jeśli tak uważasz, to sprawa sie wyjaśniła. Jestes po prostu kretynem.

Thor Steinar

Hahaha naiwny gimbus naczytał się jakiś pierdolonych bzdur o starych czasach i mordę wydziera hahahaha !!!! Widziałeś te walki matole, czy tylko tak pierdolisz że niby jesteś szpecem hahahaha. Bez odbioru hahaha !!!

Lukas

Thor Steinar sir nie zna bo przeczytal ksiazke , a Ty Porter sie znasz bo widziales wieczor na ESPN 😀 nawet ogladajac z odtworzenia walki Zane , co Ty jestes w stanie powiedziec patrzac na tak kiepskiej jakosci nagranie ? Przeciez tam nic prawie nie widac. Co jestes w stanie powiedziec na temat tamtych czasow i realiow jakie panowaly ? Skad wiesz jakie byly wtedy uklady ? Wiesz tyle ile ktos pokazal w dokumencie na Espn

Porter

Thor itd się nie zna, bo przeczytał jedną książkę, uznał ja za prawdę objawioną i uwierzył, że poważni ludzi postanowili ustawiać przez kilka lat walki, żeby doprowadzić do mistrzostwa świata nieznanego im chłopaka ze stalowni. Toż trzeba byc kretynem, żeby w coś takiego uwierzyć. Ja sam trochę boksowałem (stoczyłem 5 walk bilans 4-1) przeczytałem dużo więcej książek, oglądałem mnóstwo walk i widziałem na ringu, nie tylko Lennoxa Lewisa,jeszcze jako juniora, nie tylko Raya Sugar – Leonarda (i jego brata Rogera), nie tylko Średnickiego, czy Fraziera, ale nawet Kuleja. Na filmie z walki z Hostakiem widać niewiele, ale już walki z Graziano i Cerdanem – widać dokładnie, zwłaszcza, jak Zale zaczyna lewym sierpem, wykorzystując opuszczanie prawej ręki przez przeciwników. Takim samym ciosem Zale znokautował kilka lat później Paula Newmana, podczas kręcenia filmu Somebody Up There Likes Me, gdzie Newman grał Rocky Graziano, a Zale siebie. Koordynator ustawił Newmana tak, żeby sylwetka przypominał Graziano, a Zale odruchowo walnął lewym sierpem. Opisał to później w swojej biografii, którą oczywiście również przeczytałem.

Lukas

Zawsze smieszy mnie jak ktos udaje znawce , w obojetnie jakiej dziedzinie (ale zwlaszcza w sporcie) i za przyklady podaje pilkarzy lub bokserów z lat 30. Rozumiem jeszcze przyklady z lat 80-90 , bo to mozna bylo zobaczyc w TV , znalezc jakies nagrania , nie bylo to az tak dawno. Ale lata 30 , 40 ? Skad masz pojecie o sytuacji , jaka byla wtedy czolówka , ile mistrzów z tamtych lat znasz ? Ile walk z lat 30 widziales ? Piszesz o gosciu , którego nie widziales nawet 2 walk

n0_thx

Widać, że autorowi trochę się nie chciało ciągnąć tematu bo i nie miał o nim dużego pojęcia. Temat tzw. „kelnerów” w boksie to temat rzeka.
Gość, który przyjechał do Babilońskiego to wytwór Boxrecu. Takich ludzi jest mnóstwo od kiedy promotorzy zrobili się leniwi i nie oglądając ani jednej walki zawodnika zapraszają go na swoją galę. Babiloński zobaczył na boxrec 4-0, pomyślał sobie „o, może coś tam potrafi, dawać go” i tak wyszło. Teraz facet zaliczy pewnie ze 20 porażek. Wiele karier owych „kelnerów” przebiegała w połowie tylko na Boxrecu, większość walk, w których oni niby wygrywali w rzeczywistości nawet się nie odbyła, została jedynie wpisana do rejestru Boxrec.com

Ale są też wyjątki, nie można wszystkich mierzyć jedną miarą. Taki np. Remigijus Ziausys, Litwin, który obecnie ma na koncie 20 zwycięstw, 82 porażki i 5 remisów. Wygrywał tylko z debiutantami, na litewskich galach, które mogły się w ogóle nie odbyć. Oglądałem dwie walki tego faceta i co? I zdziwienie! Twardy gość, który próbował wygrać i całkiem sporo potrafił. Bardzo słabe warunki jak na wagę ciężką (178 cm wzrostu), a facet się stawiał każdemu z kim walczył. Był zresztą wielokrotnie oszukiwany. Wystarczy obejrzeć jego walkę z 2009 z naszym wielkim pretendentem Mariuszem Wachem. Oglądałem tę walkę na żywo i przez większość czasu była ona bardzo wyrównana, co było ogromnym zaskoczeniem chyba nawet dla samego Remigijusa. Ostatecznie przegrał nieznacznie na punkty

LOBO

Jan ciosek nie jest kibicem boksu, wystarczy, ze przeczytasz jego poprzednie wpisy. On po prostu pisze o boksie, a to duza roznica.

Don Gregorro

Jak to jest być mięsem armatnim – właśnie w ten sposób można spuentować podejścia polskich klubów do eliminacji Ligi Mistrzów.
Wszak przez ostatnie ćwierćwiecze tylko 3-krotnie polskie kluby były w stanie awansować do fazy grupowej LM.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY