Image and video hosting by TinyPic
Atletico nadal zawodzi – punkty urywa im Rzeźniczak i spółka
Weszło

Atletico nadal zawodzi – punkty urywa im Rzeźniczak i spółka

Atletico przyleciało do Baku z nożem na gardle. Ekipa Diego Simeone w dwóch dotychczas rozegranych spotkaniach zdołała uciułać zaledwie jeden punkt. Nie jest to bilans godny zeszłorocznego półfinalisty. Co więcej – nie jest to bilans godny drużyny, która ma ambicje na coś więcej, niż walkę do ostatnich minut o uniknięcie sensacji, jaką niewątpliwie byłoby pożegnanie się Champions Leaque już po fazie grupowej. Los Colchoneros męczyli się z Karabachem, jak Bartłomiej Pawłowski wstając na trening o horrendalnej 7:15. Nie udało im się skruszyć azerskiej defensywy i kto wie, czy w tym przypadku nie sprawdzi się stara piłkarska maksyma: Ligę Mistrzów wygrywa się na wiosnę, ale można ją przegrać już jesienią.

Cholo nie posłał do boju swojej żelaznej jedenastki. W składzie pierwszy raz od pięciu miesięcy pojawił się Kevin Gameiro, zabrakło też Juanfrana, Correi i przede wszystkim Koke, bez którego cała drużyna gubiła się jak dziecko we mgle. Postawę Atletico oczywiście można próbować tłumaczyć długą podróżą i trudnym meczem z Barceloną, ale to nie jest czas na szukanie alibi. Nie przy takim układzie tabeli, nie przy takim rywalu. Marzenia o zajęciu pierwszego miejsca w grupie już teraz mogą odłożyć na półkę z niespełnionymi marzeniami. Gorzej, że szansa na drugie miejsce także zaczyna się oddalać.

Podopieczni Gurbana Gurbanova postawili dziś naprawdę trudne warunki. Na początku spotkania to oni prowadzili grę, dłużej utrzymywali się przy piłce i ogólnie sprawiali lepsze wrażenie. Atletico grało bez precyzji, niemrawie, ospale. Nie potrafiło wymienić kilku dokładnych podań, trochę jakby zlekceważyło Azerów. Tymczasem naprzeciw Rojiblancos nie stanęli żadni pasterze owiec, a banda zawziętych wojowników, która nie dość, że zostawiała na placu więcej serca, to jeszcze – tak czysto piłkarsko – nie odstawała od rywala. Dużo mówi już fakt, że większość okazji Ateltico stworzyło sobie po indywidualnych przebłyskach poszczególnych zawodników. Drużynowo ten zespół nie istniał. Z ciekawych, stuprocentowych sytuacji można wyróżnić jedynie zagranie Griezmanna do Carrasco, kiedy Belg nie wykorzystał sytuacji sam na sam i kombinacyjną akcję Gabiego z Griezmannem, zwieńczoną świetną interwencją bramkarza. Poza tym, cytując Janusza Wójcika, dupa z majonezem. Kilka ofensywnych wejść Luisa, szarpiący Carrasco, aktywny Griezmann i tyle. A przecież przypomnijmy: mówimy o Atletico Madryt występującym w Azerbejdżanie przeciwko drużynie z miasta, które oficjalnie nawet nie istnieje.

W drugiej odsłonie więcej klarownych sytuacji stworzyli sobie gospodarze i kto wie, jak potoczyłyby się losy meczu, gdyby nie wyjazd z boiska Ndlovu za drugą żółtą kartkę obejrzaną po symulce. Była 75. minuta, a Karabach łapał wiatr w żagle coraz mocniej. Prawdę mówiąc, gra w osłabieniu nie wpłynęła jakoś szczególnie na ich postawę. Wyprowadzali ciekawe kontry, tylko raz ocierając się o stratę bramki, do tego w wydawałoby się niegroźnej sytuacji. Sehic miał problemy ze złapaniem prostej piłki, ta trafiła pod nogi Gabiego, który dośrodkował w stronę Torresa. El Nino jednak fatalnie spudłował. Za podsumowanie występu Los Colchoneros niech posłuży zagranie Gabiego z doliczonego czasu gry. Kiedy wszyscy liczyli na wrzutkę w pole karne, on zagrał długie podanie kompletnie do nikogo… nic chyba lepiej nie podsumuje, jak sparaliżowani byli dziś Madrytczycy. Aha, na ostatnie dwadzieścia minut na placu gry zameldował się Kuba Rzeźniczak. I trzeba przyznać, że jego drugi z rzędu udział w LM układa się podobnie jak pierwszy – od totalnej masakry na powitanie, do urywania punktów dużym firmom, aż do… Ligi Europy?

Jakiś czas temu Wanda Metropolitano wygrało ze Stadionem Olimpijskim w Baku wyścig o finał Ligi Mistrzów w 2019. Teraz Karabach wziął na Hiszpanach rewanż i utarł im nosa.

Karabach – Atletico 0:0

KOMENTARZE (6)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
DivyathFyr
Iskra Samoklęski Duże

Rzezniczak i Dziki Donald pokazali prawdziwa sile ekstraklasy!
Od kiedy odeszli nasza liga stala sie taka jakas nijaka..przypadek? 😀

Kanapowy Janusz
Karabakh Agdam

„(…) wyjazd z boiska Ndlovu za drugą żółtą kartkę obejrzaną po symulce” – widać, jak oglądaliście mecz przez flashscore. Ndlovu został ewidentnie sfaulowany przez Godina – jeśli kopnięcie w piszczel nie trafiając piłki nie jest faulem, to nie wiem co musiałby zrobić Afrykanerowi, urwać nogę? Na początku II połowy była też sytuacja w polu karnym, ale nie tak ewidentna, jak Felipe Luis w walce o piłkę (raczej straconą), przewrócił Ndlovu. Karabach został okradziony przez rudego francuskiego drukarza z gwizdkiem z historycznej wygranej w LM.

Martainn

Janusz. Wszystko spoko, ale Afrykaner to biały mieszkaniec Afryki Południowej

derlis

Mamy 2017 rok, a ci dalej piszą FELIPE Luis, eh…

koster

Opisane to gówno z karabachu, opisany oklep Bayernu nazwany meczem „bez sensu”. Ogólnie opisane wszystkie mecze poza Juve – Sporting, które było na naprawdę niezłym poziomie.. kurwa co z ta logiką tutaj…?

XardasKSP
Polonia Warszawa

A w CWKSie nadal sie pewnie oburzaja ze powiedzialem ze CWKS to poziom Qarabagu patrzac na CWKS tegoroczny to powinni uznac to za wspanialy komplement.

Jak widac remis z druzyna z top 3 w Hiszpanii to nie jest nic tak wspanialego zeby taki Qarabag nie mogl tego zrobic, a dostac 6-0 od topowej europeiskiej druzyny to tez nie jest taki honorowy wynik aby i Qarabag nie mogl tak dostac.

No chyba ze teraz zaczna CWKSiacy wypisywac ile to Borussia jest mocniejsza od Chelsea i ze Athletico Madryt ktore bylo Mistrzem hiszpanii to sa dziady przy Realu. W takim razie ja napisze ze Real w swojej sytuacji w grupie mial bardziej wyrabane na mecz z CWKSem niz Athletico ktoremu 3 punkty z Qarabagiem by sie jednak przydaly.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY