Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Lubię pójść z kumplami na dobry B-klasowy mecz, podczas którego bramkarz strzela samobójczego hat-tricka, a za połączenie Gullita, Tsubasy i Denilsona robi playmaker mający za sobą minutę testów w rezerwach Sokoła Aleksandrów (na lewej obronie).

Lubię klasyczną ekstraklasową rąbankę spod znaku Górnik Łęczna – Podbeskidzie, tych awanturniczych meczów żywcem wyrwanych z powieści płaszcza i szpady (tylko bez płaszcza i szpady), gdzie co drugi zawodnik ma tyle talentu co ja w spawaniu okrętów, gdzie można podziwiać zagraniczne perełki z madagaskarskiej ligi szóstek, ale co nie przeszkadza tworzyć radosnego, choć czasem podlanego hektolitrami sarkazmu widowiska. Jak nie będzie wesoło, to przynajmniej będzie na czym ostrzyć złośliwe poczucie humoru.

Lubię mecze reprezentacji Polski, nawet wtedy, gdy ich nie lubię. Nawet gdy męczymy się z wyspą Tropico, nawet gdy byliśmy cyrkiem objazdowym grającym to w Iławie to w Wodzisławiu, gdy na tureckim wygwizdowie graliśmy ligowym składem z rezerwową kadrą kóz, gdy komentator rzucał z pasją godną lepszej sprawy „Polska od zawsze lepiej czuje się w grze z kontry”, które próbowało tylko zamaskować naszą niezdolność do wymienienia trzech podań.

Lubię Champions League, które było najprzystępniejszą w czasach dzieciństwa ligą. Alessandro Del Piero był bliższy niż Jarek Jedynak jeśli mieszkałeś na prowincji bez kablówki, a ja mieszkałem na prowincji bez kablówki, wyposażony w czternastocalowe Sanyo i telegazetę, pewny, że rano przed w-fem na korytarzu odbędzie się dyskusja godna studia trzech sklonowanych trenerów Strejlauów.

Ale najbardziej lubię mundiale. Powiedzą niektórzy, że to wielka januszada z mojej strony, bo mundial kreuje dziesiątki ekspertów w każdej klatce schodowej, na każdej bocznej uliczce małego miasteczka, na każdej wsi. Ale co tu kryć – to też część tej mundialowej magii, która sprawia, że wujo Zenek, który normalnie pyta cię „synek jak tam Siareczce idzie w pierwsze lidze?” nagle na wyrywki zna formę meksykańskich rezerwowych. Wobec mistrzostw świata nie da się przejść obojętnie.

W 1998 obejrzałem swój pierwszy w pełni świadomy turniej piłkarski. Wcześniej tylko pojedyncze mecze, to Wójcik zebrał łomot od Gruzinów, to Widzew heroicznie przegrał lub wygrał w pucharach. Ale tutaj, również ze względu na nogę w gipsie, widziałem wszystko od A do Z, każde kopnięcie, każdy wyrzut z autu, każdą kiwkę Jay-Jaya Okochy.  I jak wcześniej ścinałem drzewo na poprzeczkę i ganiałem za piłką w pobliskim lesie przy każdej okazji, tak teraz poznałem, że warto też oglądać mecze przy każdej okazji.

Pamiętam nawet tę cudaczną ceremonię otwarcia z gigantycznymi gamoniami spacerującymi po Paryżu. Nie miało to żadnego sensu nawet dla dziesięciolatka, wartość estetyczna być może objawiała się po dopalaczu „Dżin”, trwało to wszystko dłużej niż doliczony czas gry dla drużyny prowadzącej jeden zero, ale udowadniało nawet dziesięciolatkowi jedno: jeśli stolica Francji może dać się sparaliżować z tak nielogicznej przyczyny, to stoimy u progu czegoś wielkiego.

W 2010 pracowałem na widlaku w fabryce soków pod Zduńską Wolą, gdzie miałem tak doskonałe połączenie, że aż jeździłem trzydzieści kilometrów rowerem. Sensu w tym było jeszcze mniej niż w powyższej ceremonii, a poza tym miałem wówczas alergię na uczciwą pracę, więc w trakcie mundialu w RPA wyrzuciłem się z pracy. Wystarczy, że nigdy nikt mi nie zrekompensuje niemożności obejrzenia Brazylia – Korea Północna na żywo, co naprawdę musiało być kozackim meczem. W końcu zamiast na widlak pojechałem do Łodzi na jakiś mecz Francuzów. Znowu byłem bezrobotny, ale przynajmniej wszystko mogłem na spokojnie obejrzeć.

Warto było. Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybym przegapił Suareza blokującego na linii strzał rękami – strzał, który dałby Afryce pierwszą strefę medalową w historii. A jednak dał tylko dramat Gyana, który przestrzelił sprokurowaną tak jedenastkę, a później porażkę w karnych.

W 2014 oglądałem już jako Weszlak, znowu przyjmując potężne dawki meczów każdego dnia, znowu dając się porwać zarówno gigantom grającym świetną piłkę, zarówno rewelacyjnemu Jamesowi Rodriguezowi, jak i Iranowi, Algierii, Kostaryce.

Mój dobry przyjaciel niespecjalnie lubi piłkę, ale raz podczas całych finałów dał się skusić. Zgadniecie co mu przyszło oglądać?

Tak, farciarz trafił na historię futbolu, Niemcy – Brazylia 7:1. Jeden z meczów, które – sprawdziłem – znakomicie ogląda się nawet z odtworzenia. Wciąż nie jesteś w stanie uwierzyć w to co oglądasz.

W 2006 mieliśmy swoją melinę w garażu kumpla, gdzie dekowaliśmy się praktycznie każdego dnia, czy był mundial czy mundialu nie było. Tym razem był i szykowaliśmy się do niego rzetelnie. Ściana zawalona czipsami i napojami różnej treści, przyniesiony duży telewizor, solidna meczowa frekwencja.

Paradoksalnie jedną z tych rzeczy, które najbardziej zapadły mi z tych mistrzostw w pamięć, była… reklama. Reklamy piłkarskie mają długą i zacną tradycję, wiele zmontowano takich, do których przyjemnie się wraca, ale ta najlepiej oddaje mundialowego ducha.

Fever.

Gorączka.

Wiem, że jeśli losujesz z pierwszego koszyka taką piłkarską paździerz jak Rumunia, masz obowiązek awansować. Wiem, że byliśmy w tej grupie faworytami i po prostu nie zawiedliśmy. Spełniliśmy swój obowiązek. Wielka feta jest nieuzasadniona, szampany niech nie strzelają i cieszy, że tak świetnie rozumie to Robert Lewandowski, bo kto jak kto, ale on będzie umiał to opornym przetłumaczyć.

Ale zarazem nie będę udawał, że nie stało się coś ważnego. Z całym szacunkiem do Euro, które również zawsze pożerałem w całości, należę do zakonu stawiającego mundial wyżej. To nie takie oczywiste, znam takich, którym Iran, Peru, Australia i Kostaryka przeszkadza, a mistrzostwa Europy – szczególnie te dawne, dla szesnastu drużyn – stawiali wyżej, bo tu każda grupa była grupą śmierci. Mnie jednak mecze Jamajki cieszyły setnie, klęska Arabii Saudyjskiej z Niemcami bawiła, z zainteresowaniem patrzyłem na Trynidad i Tobago, nie mówiąc o tym, że zawsze ktoś z tych skreślanych zaskoczy i zostanie rewelacją.

Będziemy częścią najlepszego sportowego turnieju na świecie pierwszy raz od dawna. Przecież nasz ostatni gol na mundialu to trafienie Bosackiego. Gdzie ja wtedy byłem, tak życiowo? Chyba kończył się rok szkolny w klasie maturalnej, wczasowaliśmy na kąpielisku pod Bełchatowem. To wydaje się tak dawno, jakby się nigdy nie zdarzyło.

Jaram się. Nie mogę doczekać. Nie zamierzam pompować balonika, mówić o medalach, wychodzeniu z grupy, o uniknięciu schematu „mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor”. Być może na te rozważania przyjdzie czas, ale być może powkurzam was i w przededniu mistrzostw rozpiszę się o złożonej sytuacji ligowej Iskry Pasikorowice. W tym momencie najistotniejsze jest to, że widzę po sobie jak zaczyna się gorączka. Cokolwiek się stanie, to jak w piosence Peggy Lee, którą tak trafnie w 2006 podkupił Mastercard:

„What a lovely way to burn”.

Strzał w okienko puentujący istotę kibicowania. Przegrywają wszyscy. To czy się rozczarujesz, sparzysz, wpadniesz z nadziejami jak ćma w ogień, jest w życiu kibica kwestią czasu.

Na mundial też nikt nie jedzie, żeby dostać trzy razy w zęby, a jednak większość w zęby dostaje, także na własnych warunkach, czyli wśród tych, którzy walczą tylko o to, żeby pokazać się z dobrej strony.

Populacja głodnych jest po mistrzostwach zawsze większa od populacji sytych.

Ale mimo wszystko, jak przyjemnie tak spłonąć.

Leszek Milewski

Każ autorowi napisać felieton o Iskrze Pasikurowice

KOMENTARZE (56)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

No i kurwa znowu to samo – wspomnienia sześćdziesięcioletniego dwudziestolatka o tym jak to oglądał jakiegoś mecza w wieku dziesięciu lat.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Innowierca
RKS Radomsko

Nie chcesz, nie czytaj. Proste.
Leszek, jak zawsze Twoje wspominki pobudzają moją pamięć, dzięki.

711dronow

Nie chcesz, nie czytaj jego komentarzy, proste. Co za pierdolenie

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Zadzwoń do fryzjera i się wyżal!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

M.S.

Podobno on do Ciebie nie dzwonił, a Ty nie odbierałeś od niego połączeń.

fryzjercm

Przesadzasz, ale masz plusa, bo to słaby artykuł. Pierwszy tego autora. Nawet założyłem konto, żeby to obwieścić wszem wobec.

Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

Dzięki qmplu

fryzjercm

Zaraz ktoś napisze, że sam sobie odpowiadasz :))) Widzę, że mamy takie same uczucia do cm 711 😉 Tylko chciałem zaznaczyć, że mimo jego słabości do nawiązywania połączeń telefonicznych z golibrodami, uważam go z niezłego fachowca (mimo, że niektóre osoby z jego otoczenia uważają go za małego człowieka).

muchywnosie

mało tego. Już sam wstęp pozwala zauważyć że Leszek lubi tą znaną z naszych boisk patologię.

M.S.

Musisz zadzwonić do redakcji 😉

Urban

Bardzo dobre podsumowanie Czesiu, jeszcze 3x za długi wstęp o czymś co się niby lubi, choć tak naprawdę nie ogląda.

DmitrijWierchowcow

„Mnie jednak mecze Jamajki cieszyły setnie, klęska Arabii Saudyjskiej z Niemcami bawiła, z zainteresowaniem patrzyłem na Trynidad i Tobago, nie mówiąc o tym, że zawsze ktoś z tych skreślanych zaskoczy i zostanie rewelacją.” – I to jest właśnie w futbolu piękne, ile można oglądać mecze największych? Myślę, że każdy kibic m.in. dla takich smaczków ogląda mundial.

kamilp88

W szczególności takie mecze kiedy Senegal bije Francję, albo Niemcy męczą się aż do dogrywki z Algierią :)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Mnie tam też nie przeszkadzają na Mudialu drużyny typu Algieria, Trynidad i Tobago czy Panama, bo to zawsze coś nowego, ciekawego, powiem nawet, że chętnie je oglądam, nawet kosztem wielokrotnie już widzianych szlagierów z udziałem „tych wielkich” ale jak słyszę, że na kolejnych mistrzostwach świata ma grać 48 drużyn, to chuj mnie strzela!

gryf01

Mnie też.
Z drugiej strony, jeśli już ktoś chce radykalnej zmiany która zwiększy zyski, to zamiast ciągle zwiększać liczbę uczestników, ja był robił Mundial i ME co dwa lata a nie co cztery. Mundial co cztery lata to dla mnie za mało. Dziesięć mundiali na czterdzieści lat – to prawie całe dorosłe życie. A jeszcze jak trafi na okres suszy jak z naszą reprezentacją, to wogóle pech straszliwy.

Dobry tekst Leszka, jak zwykle.

FCKierpce

Jakby mundial był co 2 lata to by stracił trochę na wartości. Przykładem jest narciarstwo, gdzie MŚ są co 2 lata i niby zawsze jest to impreza sezonu itd., jednak zawsze zdecydowana większość podkreśla, że najważniejsze są igrzyska, a MŚ stoją półeczkę niżej. Z innej beczki: mnie bardziej irytuje, nie to, że mundial jest co 4 lata, ale to, że bywa w innej strefie czasowej (jak ostatnio) – przez pracę trochę meczów może uciec. Dlatego tak lubiłem Euro z 16 drużynami – turniej o chyba najwyższym poziomie na świecie.

gryf01

Może i by troszeczkę stracił na wartości. Tak jakby zyskał gdyby odbywał się, na przykład, raz na dekadę. Ale jak dla mnie warto by było to poświęcić dla większej liczby mundiali. Może udałoby się troszeczkę odżywić piłkę narodową, która stale traci na wartości w porównaniu do klubowej?
Też lubiłem Euro z szesnastoma drużynami. Powinni do tego wrócić.

kamilp88

Też chciałbym częściej, ale z drugiej strony te 4 lata czynią Mundial wyjątkowym turniejem. Są sporty w których MŚ są co dwa lata i to ma mniejszą wartość wg mnie (przykład skoków narciarskich który kolega dał wyżej). Piłkarz ma mocno ograniczoną ilość podejść do zdobycia najwyższego trofeum i to jest piękne. Dekada przestaje być logiczna bo ilu piłkarzy w ciągu tych 10 lat weszło by na wysoki poziom i zdążyło z niego zejść nie dostanie szansy gry o MŚ.

Euro 2016 podobało mi się, ale jednak 16 drużyn na Euro i 32 na MŚ powinno zostać nie zmienione.

pkb

Jakby mundial i Euro byłyby co 2 lata, to nie byłoby kiedy grać eliminacji.

gryf01

Cóż, pomysł jest radykalny, przyznaję. Łatwo by nie było. Do tego kluby postawiłyby stanowcze veto – już teraz nienawidzą tych imprez.
Ale jeśli FIFA chce zwiększyć zyski (a chce) to wolałbym to niż zwiększenie liczby zespołów do sześdziesięciu.

Rangouren
Tottenham Hotspur

Leszek – odjebałeś tutaj kawał zajebistej roboty. Rozwinąłeś czerwony dywan wspomnień i z hukiem go zwinąłeś.
Jeden z najlepszych tekstów jakie tu przeczytałem.
Dziękuję!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

Jak człowiek czyta tylko Weszło i ewentualnie jeszcze jakieś wysrywy na pudelku to taki tekst jak ten Milewskiego faktycznie musi robić niezłe wrażenie

FC Bazuka Bolencin

Wspominajcie chłopaki, wspominajcie bo to powoli już ostatnie turnieje w starym dobrym stylu.
Za chwilę zaczynają się Ligi Narodów, Mundiale na 48 drużyn w 3-zespołowych grupach. To wszystko jest przekombinowane i niesmaczne. Podobnie jak euro na 24 drużyny – chociaż akurat dla nas wspomnienia miłe bo osiągnęliśmy na nich dawno nie notowany dobry wynik.
Zawsze z wielką radością wspominam futbol lat 90., pierwszych lat po roku 2000. Nie wiem, może dlatego że miałem naście lat i bardziej się tym jarałem? A może dlatego, że wtedy po prostu było więcej piłki w piłce niż obecnie?

fan kibolkiewicza

Według mnie, futbol lat 90 był słabszy od obecnego.

WhiteStarPower

Tyle ze poziom w piłce to nie tak duzo. Tamten futbol byl bardziej szczery a z piłkarzami sie bardziej identyfikowało bo nie byli miliarderami zza strzeżonych krat, mieli swoje własne wyróżniki : Davids, Valderrama, Chilavert, Gabor Kiraly, Jorge Campos (dzis bramkarz 165cm byl został uwalony na wejściu jakby miał byc modelka). Tamta piłka dla nas zawsze bedzie bardziej namacalna i magiczna, nawet bez messiego czy cr7

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Moctruh

Jak Bosacki strzelał Kostaryce to akurat siedziałem na trybunie , fajny meczyk stadion jakiego jeszcze w Polsce nie było , ogródki piwne przed stadionem gdzie można było się porobić i 30k polakow na meczu

M.S.

Zawsze udział w wydarzeniu, jak mistrzostwa świata czy Europy, to miłe wspomnienia. Pamiętam, jak na Euro 2012, akurat wszedłem, jak Balotelli strzelił Niemcom. Siedziałem sobie na ich sektorze, wspaniałe uczucie. A, że mam świra na punkcie piłki i dodatkowo nie lubię Szkopów, to przy pierwszej i drugiej bramce odtańczyłem i pośpiewałem do widzenia, jak szalony. Zobaczenie rozpaczy Niemców, bezcenne.

Kcramsib

Ja zawsze staram się oglądać na Mistrzostwach mecze takich ekip jak Korea Północna, Trynidad/Tobago, Togo czy Panama. Bo kiedy, jak nie przy tej okazji? Jasne, w dobie Internetu odkopanie każdego teamu nie stanowi trudności, jeśli jednak przegapię ich występ na MŚ, gdzie podsuwa się mi ich praktycznie pod nos, to czy będzie mi się chciało nadrobić tą stratę kiedy indziej?

danny_trejo

Od 2026 ogladanie egzotyki na mundialu bedzie znacznie powszechniejsze :-) Moim zdaniem to nie jest taki zly pomysl, ze na 2 mecze przyjedzie troche wiecej ogorkow z calego swiata. Moze wyskoczy cos ciekawego tu i tam. Awansuja zapewne i tak rozstawieni i ktos z gorszej dwojki. A potem 32 ekipy w systemie KO – kwintesencja emocji. To beda fajne mistrzostwa moim zdaniem, choc wiadomo, ze trzeba sie bedzie przestawic i przyzwyczaic do nowego. Poki co mamy 2 mundiale w starym systemie, wiec tez nie ma co marudzic.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Ponczkowski

I jak oceniasz występ ekipy Panamy na wcześniejszych MŚ?

Kcramsib

Jak nie zapomnę, odpowiem za rok 😉

R4 K.O. 87
Manchester United

Francja 98 to i moje pierwsze MŚ obejrzane w pełni, chyba Leszek jesteśmy z jednego roku i w zajebiście podobny sposób odbieramy to wszystko, bo wiek, wiekiem, ale kiedyś było mniej tej całej niesmacznej otoczki i nastolatkowie bardziej czuli chyba to wszystko… Pozdrawiam ostatnie roczniki ludzi, którzy przeżyli i chyba przeżywają tę zmianę lat 90/2000 i tych obecnych bo chyba My najlepiej to dostrzegamy…

Malachitowy Amulet

Myślałem dzisiaj o tym, że większą radość sprawiłoby mi obejrzenie na mundialu
meczu Panama – Senegal, niż setny raz Włochy – Hiszpania itp.

MarcinKotulski

Leszku, po raz kolejny przekonuję się, że jesteśmy ulepieni z tej samej kibicowskiej gliny. Świetny tekst, oddający uczucia takich jak my.
Mnie dorosłe życie nieco od piłki oddaliło. Raz na jakiś czas mogę obejrzeć mecz ulubionych Wilków, jakieś spotkanie Premier League u teściów, może Ligę Mistrzów, gdy dzieci już śpią. Nie odpuszczam tylko meczów reprezentacji i wielkich turniejów. A mundial, z podobnych powodów jak i dla Ciebie, jest dla mnie o kilka poziomów wyżej od euro. Nie mogę się doczekać.

fan kibolkiewicza

Raczej słaby tekst. Ale jest pewna grupa czytelników, która biłaby brawo, nawet jakby Leszek Milewski opisywał wrażenia, jak miał ostatnio sraczke.

master

Nad jakim kąpieliskiem pod Belchatowem jeśli można spytac ? Pozdrawiam :)

grendel

Pełna zgoda panie Milewski. Mam to szczęście i nieszczęście,że jestem o pół pokolenia starszy i moje jaranie piłką wystartowało od pachnącej pomarańczą Espanii’82. Nikt mi nie odbierze Bońka zabijającego Czerwonych Diabły trzy do kółka, czy Kupcewicza z wolnego prawie z autu żabojadom tuż przy słupku. Młodsi,żałujcie-tak jak ja żałuje meczów z ’74 – że nie widzieliście w żywych emocjach cudownego Brazylia – Francja meksykańskie 4 lata później,gdy Zico pudłował z 11 metrów i gdy Maradona dryblował 7 czy 8 Angoli. A za następne 4 lata „ogórki” z Kamerunu z dopiero 38-letnim dziadkiem Milą pykały tak,że oko bielało. I tak co 4 lata…
Mundial to prawdziwe i największe święto futbolu. Liga Mistrzów, Euro, Copa America, nie wspominajac o ligach krajowych – owszem. Czasem nawet emocje te same, a czasem rzecz tylko dla koneserów. Ale tylko podczas Mundialu prawie cały świat oddycha piłką,a robota nawet dla szefów schodzi na dalszy plan,jeśli jest mecz. Też się nie mogę doczekać.

MuchyZNosa

hybrydowa ręka oezila dzielnie spoczywa na Davidzie Luizu. Czy cos pomyliłem? Ty robisz to co chce i ty robisz to co chce buhahahah

M.S.

Pierwsze mistrzostwa, które pamiętam, to Espana 82. Inna epoka, byłem siedmiolatkiem. Ważność spotkań opierałem na tacie. Z Peru 5-1i najbardziej pamiętam koszulki przeciwników, te poprzeczne pasy. Mexico 86, to już pełna świadomość. Z mojej strony wielkie oczekiwania na sukces. Połączenie starego pokolenia z nowym, równie utalentowanym. A jednak bolesna porażka po pięknej grze z Brazylią i rozpacz z mojej strony. Muszę się przyznać, że w życiu miałem kilka spotkań po których płakałem niesamowicie. Do tej pory, jak przypomnę sobie te mecze, to łezka się kręci.

dario armando

Mam dokładnie tak samo.Więc dlaczego nie mamy jak Bożego Narodzenia tego święta co roku ,tylko męczymy się na LM I CO STO RAZY GORSZE tych wszystkich ligach i pucharach krajowych .To wszystko jest jednym wielkim absurdem.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

FC Bazuka Bolencin

Masz rację, to euro rok temu to była istna porażka co idzie o poziom. Gdyby nie fakt, że nasza kadra grała dość długo i osiągnęła świetny wynik to byłby turniej zupełnie do zapomnienia.
Ostatnie dobre Euro to było to w 2008r. Niesamowite mecze Rosjan i Turków, które abstrahując już od wyników, były po prostu ciekawe dla bezstronnego kibica w odbiorze.
Na mundialu, odkąd grają 32 drużyny zawsze trafi się ktoś egzotyczny (uroki stref eliminacyjnych poza Europą i Ameryką Płd.). Czasem jest to wartość dodana – jak Ghana w 2006 i 2010, czy Kostaryka w 2014r. Niekiedy jednak faktycznie widać różnicę poziomu. Na tym polega jednak urok mundialu i dla mnie to jest akurat do zaakceptowania, że ze 2-3 łyki egzotyki mamy co 4 lata.
Natomiast niedopuszczalnym błędem było poszerzenie Euro z optymalnych 16 do 24 drużyn. Co odbiło się totalnie na jego poziomie (przynajmniej patrząc przez pryzmat tego turnieju rok temu).

Urbus

Ani razu to jednak przesada. Pechowe 2-2 Ghany z przyszłymi mistrzami świata Niemcami.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

OldBoy

Pamiętam jak w 2017 nie doczytałem do końca, artykułu Milewskiego o tym co pamięta i co lubi.

Broncur Rynek
przecież nie podam prawdziwej drużyny

Dobry tekst, piona. Jestem niemal rówieśnikiem.

Donrzuan

Artykuł mniej więcej taki jak ten obrazek

hehe.jpg
JohnPotter

Lubię czasem przeczytać taki sentymentalny felieton, szanuję panie Milewski.

Morderca z glebi lasu

Nie rozumiem, dlaczego miałbym się nie cieszyć z awansu. Nie rozumiem w tym aspekcie autora. Ostatni raz graliśmy na mundialu w 2006 roku, ale po zwycięstwie nad Walią (1-0, Żurawski z karnego) czekaliśmy aż pomyślnie ułożą się wyniki w innych grupach (w dniu meczu Szwedzi strzelili w 90 minucie na Węgrzech i trzeba było czekać dalej). Następnie (między innymi) Holandia ograła na wyjeździe Czechów i awansowaliśmy, ale już nie było takiej fety, a mecz z Anglią 1-2 (Frankowski) był jedynie o prestiż. Czyli ostatnia taka feta z awansu na MŚ to mecz Polska-Norwegia (3-0 w 2001r). Pierwszy raz od 16 lat, po ostatnim gwizdku sędziego mieliśmy okazję, aby się cieszyć… no to się cieszyliśmy i niech nikt nie gasi naszych emocji.

wpDiscuz

INNE SPORTY