Image and video hosting by TinyPic
Wisła Płock wychodzi z wirażu
Weszło

Wisła Płock wychodzi z wirażu

Drużyna Jerzego Brzęczka gwarantuje w tym sezonie swoim kibicom taką sinusoidę, że przy jej obliczaniu gubią się nawet najwybitniejsi matematycy. Sezon zaczął się dla niej od pożegnania Marcina Kaczmarka i rządów Dominika Furmana, a styl gry odzwierciedlał zamieszanie w klubie. Wisła grała niemrawo, ocierała się o strefę spadkową, dostała czwórkę w Zabrzu, aż przyszła wrześniowa przerwa reprezentacyjna – po niej widzieliśmy już zupełnie inną drużynę. To już nie gra w stylu „na zero z przodu, a z tyłu coś wpadnie”. Z tyłu co prawda nadal często wpada, ale Wiślacy rekompensują to sobie grą ofensywną, która znacznie się poprawiła i wpłynęła na poprawę wyników.

Prosta statystyka: w pierwszych siedmiu meczach Wisła zdobyła zaledwie siedem punktów. W ciągu czterech kolejnych licznik zatrzymał się na dziesięciu oczkach. Siedemnaście punktów gwarantuje jej teraz w miarę bezpieczną pozycję w środku stawki (przewaga dziewięciu nad strefą spadkową). Nic swego czasu nie rokowało, że za chwilę może być aż tak dobrze. Kluczowym momentem był wyjazdowy remis z Zagłębiem Lubin. Miedziowi podrażnieni po porażce z Legią, na Wisłę wyszli z taką determinacją, jakby za chwilę miał się kończyć świat. Szybko strzelili dwie bramki, ale przyjezdni pokazali determinację i za sprawą Piątkowskiego i Vareli doprowadziła do wyrównania. Drużyna pokazała charakter, odrobiła dwie bramki na trudnym terenie, i zyskała nieodzowną wiarę w siebie. Co najważniejsze – poszła za ciosem. Najwięcej mówią same wyniki:

3:1 z Pogonią Szczecin.

3:1 z Cracovią Kraków.

1:0 z Bruk-Bet Termaliką.

Jasne, rywale – z wyjątkiem Zagłębie, z którym przecież nie udało się wygrać – nie byli zbyt wymagający, ale Wisła też nie jest hegemonem, żeby nawet w takich spotkaniach patrzeć na rywali z góry. Zresztą na palcach jednej ręki po dość intensywnej przygodzie z tasakiem można policzyć, ile drużyn zaliczyło w tym sezonie taką serię. Trzy mecze z rzędu udało się wygrać Legii, Jagiellonii i… Tylko Legii i Jagiellonii.

Odżyła przede wszystkim ofensywa. Do siódmej kolejki, czyli oklepu od Górnika, Wisła zdobyła tylko trzy bramki. Raz trafił Furman, raz stoper Byrtek, i raz – wreszcie jakiś napastnik – Biliński. Zawodził przede wszystkim Merebaszwili, który nie tylko nie gwarantował bramek czy asyst, ale też w większości spotkań nie stwarzał żadnego zagrożenia pod bramką. Dużo o jego postawie mówi fakt, że przestał nawet notować te swoje spektakularne pudła.

Tymczasem ostatnio – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – jego „statystykometr” zaczął iść w górę. Bez niego nie moglibyśmy mówić o heroicznym pościgu z Zagłębiem. W trudnym momencie pomógł podnieść drużynę z kolan – zaliczył dwie asysty. Ponadto asystował z Pogonią i Termaliką, dodatkowo trafił do siatki z Cracovią. Gruzin zaczyna przypominać sobie poprzedni sezon, gdzie przecież uchodził za jednego z najważniejszych graczy Nafciarzy. Jego przykład pokazuje, jak ważne jest, by próbować. Kiedy nie próbował ani nie strzelał goli, ani nie zaliczał asyst, ani spektakularnie nie pudłował. Kiedy spróbował, pokusił się o ryzyko, od razu znalazło to odzwierciedlenie w liczbach. Za jego przykładem idzie chociażby Nico Varela, bohater ostatniego boju z Termaliką, podczas którego przesądził o zwycięstwie. Do meczu z Zagłębiem grał mało i nie notował żadnych liczb. Przełamał się z Miedziowymi, a teraz ma na koncie trzy trafienia.

Wydaje się, że Jerzy Brzęczek wreszcie dotarł do drużyny. Początek jego pracy był tak przekonujący, jak występ Karola Linettego z Armenią, ale od jakiegoś czasu zaczęło się to zazębiać. Trafia też z decyzjami personalnymi. W ostatnich dwóch meczach przestawił Arkadiusza Recę na lewą obronę – umówmy się: poziom Ekstraklasy negatywnie zweryfikował go jako skrzydłowego – i może na razie nie okazało się to nie wiadomo jakim strzałem w dziesiątkę, ale nie był to zły ruch. Na pewno bardzo przyszłościowy. Wisła powinna mieć z niego na tej pozycji więcej pociechy niż na skrzydle. Z Cracovią nie wyglądało to jeszcze za wesoło (nota 3), ale już tydzień później w starciu z Termaliką zagrał na solidnym poziomie (nota 5).

W grze Płocczan widać wyraźny progres od wznowienia rozgrywek we wrześniu. Jak zadziała na nich kolejna, trwająca właśnie przerwa reprezentacyjna? Sami jesteśmy ciekawi. W Ekstraklasie, gdzie o większości wyników zdaje się decydować losowanie, trzeba doceniać takie serie i cieszyć się nimi, bo tak szybko odchodzą… Nie zdziwię się się, jeżeli wiślacy zaliczą teraz kolejny regres formy. W końcu wiemy, że utrzymać formę w naszej lidze jest tak trudno, jak wejść do watykańskiego Santa Porta. Ale nie zdziwię się też, kiedy wygrają zbliżające się mecze z Koroną i Śląskiem, i tym samym wdrapią się do czołówki. Ekstraklasa – where amazing happens.

Jedno jest pewne – Wisła zasłużyła sobie, żeby ją nieco uważniej obserwować.

Norbert Skórzewski

KOMENTARZE (8)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
GTD

Fajnie, że artykuł jest podpisany.

Kurcze, jednej rzeczy nie kumam z tymi dołkami i górkami, wychodzeniem z kryzysu i wpadaniem. Co jeśli drużyna w dobrej formie trafia na drugą drużynę w dobrej formie tylko lepszą pod względem umiejętności i przegrywa? Wtedy z automatu mamy dołek? Odwrotnie, czy jeśli drużyna bez formy, taka na przykład Cracovia z obecnego sezonu, trafiłaby na jakąś totalną zbieraninę w kryzysie w stylu Ruchu czy Górnika z zeszłego sezonu, z którą wygrywa mecz – czy to będzie znaczyło, że trener odbudował zespół?

jeremy

to jest ekstraklasa tego nikt nie kuma

Stolec

ogolnie wszyscy biją się o mistrza. Jak ktoś przegra, to jest chujem i do zwolnienia. Sytuacją win-win byłoby, gdyby padały same remisy.

Pozniej wymysle nick

potwierdzam, cos sie ruszylo, pamietam jak im zyczylem spadku na poczatku sezonu, bo nawet dla mnie to bylo zbyt ciezkie do ogladania.

Pozniej wymysle nick

tylko jak skonstatowalem, to raczej chwilowa hossa. Czy tylko mi sie wydaje, ze wsrod srodkowych pomocnikow w lidze Furman ma najwiecej „kluczowych” strat, co mecz to notuje katastrofalna strate, taka na blyskawiczna kontre, taka az wstydliwa strate jak na pilkarza o jego renomie. Btw. Lebedynski, Bilinski, Kante(delikatnie na wyrost), Piatkowski(delikatnie na wyrost, bo te dwa ananasy to raczej sa chronicznie nieskuteczne, a nie az tak drewniane jak pozostala dwojka) – takiego stezenia drewna to prozno szukac chocby w tartaku. Nie widzialem Lebedyskiego dotychczas jakos w akcji, dopiero niedawno byl jakis mecz, co go Brzeczek wpuscil jako 10 i az klaskalem uradowany, tak pokracznych ruchow, tak chujowej koordynacji, takiego przyjmowania i podawania wszystkiego piszczelami to naprawde dawno nie widzialem.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Zasadniczo, barwy niebiesko-białe są zawsze gwarantem i rękojmią
wielkich emocji i wysokiego poziomu!
I to w każdym kraju!

pkb

Nie ma to jak chwalić („nie był to zły ruch”) zmianę pozycji piłkarza, który nawet u Was po tym fakcie nie miał średniej noty powyżej wyjściowej (4,0). Szczególnie, że sam autor wymienia później te noty…

Stolec

noty weszlo sa tak gownianie i nieznaczace, ze nawet weszlo traktuje je z dystansem.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY