Image and video hosting by TinyPic
Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Każda pasja ma swoją mitologię. Ten pierwszy moment, kiedy złapałeś bakcyla. Tę jedną osobę, moment lub obraz, który o wszystkim przesądził. Może zostałeś melomanem, bo za dzieciaka utonąłeś w solówce Gilmoura z „Comfortably Numb”. Może ojciec zabrał cię na mecz żużlowy i do dziś w środku nocy wyrecytowałbyś CV Piotra Protasiewicza. Może jest bezpośrednia nić od pierwszego tomu Harry’ego Pottera do czyjejś przeładowanej Kantem i Derridą biblioteki. Może ta scena z „Oni żyją” sprawiła, że kochasz kino:

To możliwe

Mitologia mojej pasji do piłki nożnej ma wiele korzeni – dziesięcioletnia kolekcja „Piłki Nożnej” od kuzyna, stare Championship Managery, granie w gałę nawet wtedy, gdy towarzyszem była tylko brama. No i oczywiście Citkomania, której jestem szeregowym, typowym reprezentantem, a o której pisałem w artykule Marek Citko. Symbol jednorazowych zrywów i honorowych porażek. Przyznam, że jak wracam do tego tekstu, widzę, że pisałem z serca, i to z serca dzieciaka łapiącego właśnie zajawkę na całe życie.

Jest tam sporo osobistych wstawek – pierwszy mecz na stadionie, legendy o golu na Wembley, Kazek Węgrzyn kupujący podróbę Panasonica w Hong Kongu. Ostatecznie jednak w konkluzji pisałem tak:

Citkomania była porównywalna tylko z Małyszomanią, którą pamięta pewnie już większe grono z was. A przecież chodziło głównie o kilka goli, za każdym razem w przegranych meczach! Jak trafnie puentował „Kowal” Piechniczka, gdy ten jarał się dobrą grą Polaków na Wembley:

– Przecież tam było w ryj!

Warzycha wykręcał rekordy w Panathinaikosie, grał w półfinale Ligi Mistrzów. Nowaka wybierano najlepszym pomocnikiem Bundesligi, wcześniej Kosecki zostawał dziesiątką w Atletico. Pomyślcie jaki dzisiaj byłby szum wokół Polaka grającego na takiej pozycji w „Rojosblancos”, czy jakiś kiwak z mistrza Polski miałby szanse z nim rywalizować? Pytanie retoryczne.

Ale to nie były czasy internetu, gdzie na streamie mogłeś obejrzeć dowolny mecz, a kablówkę czy inną telewizję transmitującą milion piłkarskich pojedynków co weekend miał prawie każdy. Mecze Widzewa w Lidze Mistrzów i reprezentacji nie tylko były dość szeroko dostępne, ale też nimi żyli kibice, także ci niedzielni. Kadra to jednak kadra i tyle w temacie. Cokolwiek się z nią dzieje, czy przegrywamy dziesiąty mecz z kolei, widownia będzie spora. Tak samo z polskimi drużynami grającymi z sukcesami w pucharach, ich wyczyny ogląda cały piłkarski kraj. A Citko był gwiazdą obu tych ekip, zarówno Polski Piechniczka, jak i Widzewa Smudy.

Ale w 1997 nagrodę piłkarza roku według „Piłki Nożnej” (wtedy to jeszcze była poważna nagroda), zdobył Sławomir Majak. Ile meczów „Majakisa” w Hansie widział przeciętny kibic?

Pewnie nawet nie pół skrótu.

Co nie znaczy, że ten wybór był błędny. Nasi na obczyźnie słabo działali na wyobraźnię kibiców, bo nie dało się sensownie śledzić ich gry. Dzisiaj mielibyśmy relacje z co drugiego meczu Piekarskiego we Flamengo, wywiady z hiszpańskimi dziennikarzami na temat tego czemu nie strzela Kucharski w Gijon. Ale wtedy, bez szans. Citką i jego drużynami natomiast dało się piłkarsko żyć i to robiono.

Możemy zaryzykować stwierdzenie: nie było w polskim futbolu gracza, który tak niewiele by osiągnął, tak krótko grałby na wysokim poziomie, a jednocześnie tak wiele znaczyłby dla polskiej piłki. Bo jednak, tymi paroma golami w przegranych meczach, przeszedł do historii. Może to i dobrze, bo jest on w pewnym sensie podsumowaniem lat dziewięćdziesiątych w naszym futbolu.

To nie jest zły tekst, gra na kilku istotnych strunach. Ale nie jest to też tekst dla Citki sprawiedliwy. Parę goli w pięknie przegranych meczach? Nie, chodziło o coś znacznie większego.

Jak Polska długa i szeroka, od dwudziestu lat pada pytanie: dlaczego Citko nie poszedł do Blackburn? Oferta życia na stole. Dziewięć milionów dolarów dla Widzewa, milion funtów dla niego. Zostawione w tyle polskie kartofliska na rzecz ligi angielskiej. Jak mógł to odrzucić? Co go podkusiło?

Otóż jak najbardziej mógł. Łatwo jest być mądrym po szkodzie, ale tedy, gdy nie składał podpisu pod kontraktem z Rovers, podejmował zrozumiałą decyzję. Dla Citki 96/97 Blackburn było najzwyczajniej w świecie za słabe.

Co w pełni zrozumiałem dzięki materiałowi dowodowemu, w który nie byłem uzbrojony trzy lata temu. Wszystkim, którzy są za młodzi, by pamiętać choćby jak przez mgłę grę Marka, polecam wytężyć uwagę – pewnie zrozumieją o co z tym Citką chodziło. Wszyscy pozostali zresztą też, bo ja, dla którego Citko był dziecięcym idolem, w którego koszulce pomykałem po podwórku, zapomniałem o skali jego talentu.

Zanim mnie więc zlinczujecie, zanim wskażecie, że w sezonie 95/96 więcej goli strzelił Wyciszkiewicz, a w 96/97 Miąszkiewicz, twarde dowody od Radka Nosala, któremu gratulacje należą się także za adekwatny dobór muzyki.

W 4:50 drugiego video gruba ryba wśród ciekawostek – bramka skradziona Citce przez kibica Widzewa, który wrzucił na boisko piłkę.

Jest w czym wybierać. Moje ulubione momenty: asysta do Dembińskiego z Brondby, gdzie Citko miał wokół siebie trzech obrońców, a jednak się przebił. w 12:49 pierwszego filmiku Citko na pełnym luzie zakłada siatkę Simeone. W 6:11 drugiego kładzie Lamberta na ziemi, potem zbaraniały Lambert wstaje i ucieka się do faulu. Przy słynnej bramce z Atletico zresztą samo uwolnienie to klasa światowa.

Citko nie był zapatrzony ślepo w okienko bramki rywala, nie był też bardziej zainteresowany kiwkami niż asystami. Owszem, w jednym meczu Ligi Mistrzów, grając na defensorów przyszłego zdobywcy Pucharu Europy, wychodziło mu więcej dryblingów, niż przez całą kolejkę oglądamy w Ekstraklasie. Slalom z 10:10 drugiego filmu to bajka), ale na tych kompilacjach zagrań widać pełne spektrum tego co grał. Taka sytuacja z 8:33 drugiego filmu pokazuje, że był piekielnie inteligentnie grającym zawodnikiem, który zawsze zachowywał chłodną głowę. Trzydziesty metr od własnej bramki, Atletico atakuje pressingiem, do Citki doskakuje dwóch, a on jednym sprytnym podaniem uruchamia akcję. Zero taktyki na chaos, zero popularnego walenia na pałę.

Technika? Owszem. Ale najpierw dobry pomysł, do którego ją zatrudniano.

Mówi się, że bramka na Wembley ukuła mit Citki. Na pewno nie zaszkodziła, bo posłuchajcie reakcji Bońka i Szpakowskiego: Zibi wydaje z siebie wrzask radości godny południowoamerykańskich komentatorów, rozemocjonowany Szpak wspomina, że 23 lata czekaliśmy na bramkę, a potem przekonuje, że trzeba iść namówić na oglądanie sąsiadów. Obaj są w szoku, że Polacy tak grają, bo ostatnio wszystko było w łeb.

Ale w tym samym meczu Citko odbiera gratulacje od Gascoigne’a po dobrym strzale z dystansu (3:56). Po rajdzie w pole karne (6:01) Boniek rzuca „rośnie nam wielki piłkarz”. W 8:49 zakłada siatkę Costacurcie. W 5:38 idealnie wychodzi w tempo, ale sędzia kradnie nam potencjalnie bramkową akcję.

Pamiętacie tych wszystkich polskich techników, którzy na przyjęcie piłki potrzebowali dziesięciu sekund i trzech kontaktów? W 11:33 Citko przyjmuje od razu ze zwodem. Myślicie, że Citko miał klapki na oczach, był typowym boiskowym egoistą? Bzdura, intuicyjnych otwierających podań na kompilacji jest mnóstwo, ja wyróżnię kapitalne zagranie fałszem na wolne pole do Sokołowskiego z 11:45.

Zbiór ligowy nie jest tak reprezentatywny, bo pokazuje Citkę z Jagi i Legii, a nie ze szczytowego 96-97. I tu jednak znajdziemy trzy ważne akcje: 0:50, gol piętą. 2:20, bomba z rzutu wolnego – tak, to też umiał. 3:17, podbicie piłki w polu karnym, podbicie jej jeszcze kolanem, a potem wolej nie do obrony. Tej klasy akcja na GKS-ie Bełchatów.

***

Citko miał wtedy raptem 22 lata. W 1997 roku 22-letni piłkarz był młodszy od dzisiejszego 22-latka, wciąż jeszcze wtedy dominowała tendencja sprowadzania zawodników o określonej marce, a nie nastoletnich projektów, które można po swojemu ukształtować. Citko był jednym i drugim – graczem w wieku, który każe sądzić, że jeszcze się rozwinie, a jednak już potrafiącym ośmieszać najlepszych na kontynencie.

Miał autentyczną iskrę Bożą. Robert Lewandowski jest zawodnikiem znacznie lepszym niż Citko w swoim szczytowym okresie, ale Lewy na to pracował latami w Borussii i Bayernie. 22-letni Citko trochę pograł z Piekarskim u Karalusa, potem Smuda dał mu luz na boisku i już – siatki zakładane Włochom, Anglikom, Niemcom, Hiszpanom. Robert musiał ciężko pracować na to, by prezentować wielką klasę, natomiast jak Citce nie chcę niczego ujmować i jak wątpię, by lenił się na treningach, tak jednak zaryzykuję i powiem, że wrzucał Simeone, Molinę, Sammera i innych na karuzelę dzięki czystemu talentowi.

Prawda jest bowiem taka, że Citko miał zauważalny ułamek tego, co – uwaga, szykujcie się do linczu – charakteryzowało Ronaldinho. Gdy oglądałem dekadę później Ronaldinho, czekałem z zapartym tchem na każde jego dotknięcie piłki. Wiedziałem, że jego podanie na dwa metry, jego zwód, a nawet jego przyjęcie, potrafią być efektowniejsze, niż czyjś hat-trick.

Citko, zachowując proporcje, miał to samo. Z tym, że czarował w kraju, który od dziesięciu lat nie pojechał na finały wielkiej imprezy, który coraz częściej kompromitował się wynikami reprezentacji, którego liga była przeżarta korupcją, którego stadiony stanowiły PRL-owski skansen, a kluby rządziły metodą „kasa będzie jutro”.

A tu nagle on, cały na biało. Jego historia – pozbawiony logiki żart jak zwykle przewrotnych futbolowych bogów.

Citkomania nie była zbiorowym szaleństwem, a uzasadnioną reakcją mieszkańców piłkarskiej pustyni na rzęsisty, krótki, nie mający konsekwencji, ale deszcz.

Leszek Milewski

PS: Filmy ilustrowały tekst o Citce na blogu Numer 10 „Marek Citko, czyli spełnienie w niespełnieniu”

Napisz autorowi, że Citko był słaby

KOMENTARZE (42)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
fioot

Najpierw peany na czesc citki i jego blyskotliwej gry, a potem porownanie do robercika, ktory z pilka przy nodze wyglada jak paralityk?

Dexter

Powiedział co wiedział.

gryf01

Citko był słaby. Ale tekst jest fajny :)

siames

Citko miał wrodzony talent, jak rzucamy nazwiskami wielkich piłkarzy to zamiast Ronaldinho dałbym Messi , nawet sposob poruszania i nisko zawieszony srodek ciezkosci podobne
Szkoda ze sie tak zmarnował bo zajebiscie sie go na zywo oglądało.

Przemyslaw

„Mitologia mojej pasji do piłki nożnej ma wiele korzeni – dziesięcioletnia kolekcja „Piłki Nożnej” od kuzyna, stare Championship Managery, granie w gałę nawet wtedy, gdy towarzyszem była tylko brama.” – Panie Leszku, zupełnie jakby opisał Pan mnie. Przez jakieś 7-8 lat zbierałem „Piłkę Nożną”, „Piłkę Nożną Plus”, „Hat Trick” (było kiedyś coś takiego), grałem w CM od 98/99, godzinami mogłem kopać na pustą bramkę (rzuty wolne celowane w okienko jak Beckham). I do tego fragment „Oni żyją”, jednego z pierwszych filmów, które sprawiły, że zacząłem pasjonować się kinem grozy :) Od kiedy tylko zacząłem czytać artykuły Pana Leszka, od razu wiedziałem, że to równy chłop. Najlepszy redaktor na tym serwisie.

WhiteStarPower

Potem Bravo Sport i plakaty na ścianach a no i słynny plaster Mięciela xD ech 90′

dwie stare siostry
WZL & Parasol Wrocław

Jeszcze był Wamp i Twój Weekend, EB, Mortal Kombat na automacie, Prodigy …
A tak na poważnie, każdy interesujący się piłką miał takie przeżycia bo liczba mediów o piłce była ograniczona nie było telefonów i internetu to się łapało każdą okazję aby popykać i poczytać o piłce.

rako87

Bravo Sport wyszlo chyba w czerwcu 96 z tego co pamietam, mialem 9 lat i mimo kupowania Pilki Noznej wolalem te z + bo byl poster Hat trick tez byl ale fundusze niestety nie pozwolaly aby kupic wszystko, bo w kiosku byly jeszcze dowcipy Sadurskiego Ja uwielbiam Pana artykuly, bo to nieliczne teksty pod ktorymi nie komentuje gownarzeria, ktora od malego wszystko ma podane na tacy i dostep do czego tylko chce…

Baton

Problem w tym, że Citko po prostu nie był dobry. Nigdy nie rozumiałem tej podniety nad nim. Od Kowalczyka, Juskowiaka, a przede wszystkim Koseckiego(starszego), to lata świetlne. Roman zresztą to był taki kozak, że szok. Mój ulubiony piłkarz z reprezentacji, która wtedy lubiła się kompromitować.

B123

Tak romana kozaka pamiętam z jednego meczu przegranej ze Słowacja i jak romeczek rzuca koszulkę reprezentacji na ziemie po zejściu z boiska. W tej kadrze walczył tylko Brzeczek i Juskowiak czasami reszta chyba się nachlać przyjeżdżała.

bennua

Skoro pamiętasz Koseckiego tylko z tej jednej sytuacji to słabo interesowałeś się piłką, w sieci na pewno znajdziesz fragmenty bądź też nawet całe mecze z udziałem Kosy,polecam nawet bardzo gorąco

TotoRiina

za co z resztą dostał drugą żółtą kartkę :)

Morderca z glebi lasu

Przecież on koszulkę zdjął, pocałował orzełka i położył na murawie. Trochę szacunku.

B123

#Morderca z glebi lasu Masz racje aż sprawdziłem zawsze mi się niestety kojarzy z tym blamażem

eneene5

Mam nawet gdzieś stary „Przegląd sportowy” że zdjęciem Koseckiego bez koszulki i podpisem:”Portret błazna”:)

Przemyslaw

Nie rzucił tylko pocałował i położył. Dostał żółtą kartkę za zdjęcie koszulki schodząc z boiska (był zmieniany). Wtedy tę zdjętą koszulkę pocałował i położył za linią boczną.

fronda

Akurat w Polsce z Bundesligą byliśmy na bieżąco za sprawą sat1.To naszej ligii było mniej.

Joaquin

My mieszkający bliżej zachodniej granicy tak. W Łodzi np mniej.

dwie stare siostry
WZL & Parasol Wrocław

Bundesliga była na DSF, mecze ligi angielskiej na czeskiej NOVA, liga włoska i hiszpańska na FilmNet

dwie stare siostry
WZL & Parasol Wrocław

FilmNet miałem w kablówce. Operator miał takie dziwne kodowanie programu które po wykupieniu abonamentu dekodowało się za pomocą przystawki antenowej z filtrem. Jak się było „sprytnym” to podstrajało się obraz aż było słychać dźwięk ale nie było wtedy obrazu lub podstrajało się wyszukaną stację aż był czarnobiały obraz ale bez dźwięku.
Dużo tak meczów obejrzałem „za free” jeżeli tak można powiedzieć.

Bartekkacper

wloska na Rai Uno

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Ten sam Citko, co niby brał udział w jakimś nieudanym przekręcie z Wisłą Kr?

pejsbuk

gdyby byl z warszawy to by bylo koszernie

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

pejsbuk: Nie doceniasz Krakowa, albo chyba mało wiesz
o jego *baranich*…hmmmm….. „elitach”.
To taki Full House, so to speak!

LukaszZ

Niemiecka liga była bardzo dostępna – nawet bardziej niż Liga Polska. Na kablówce w Krakowie był DSF z Bundesligą, a do Polski wkraczał C+ i trzeba było oglądać zakodowane.
Citko był fenomenem, nie piłkarskim tylko społecznym – wszyscy go pokochali za to kim mógł być, za marzenia. Nawet na tym skrócie widać – pięknie przyjał piłkę w 11:33 ze zwodem ale pobiegł chwilę i zafarfoclił na aut.

I ja także dałem się porwać temu Citkowemu zrywowi w smutnym szarym piłkarsko kraju, szkoda, że się nie spełniło :)

Denis Żebro
Coco Jambo Warszawa

Pamiętam jak pierwszy raz w 8 klasie podstawówki, jebnąłem koleżance z klasy patelnie w szkolnym kiblu na długiej przerwie, tak mi smak tego bobra spodobał, że do dzisiaj zamiast bolcować te puste miotły na dyskotekach, wolę czochrać jęzorem futerko, taka moja mała życiowa mitologia

dwie stare siostry
WZL & Parasol Wrocław

Ta ,i od tej patelni do dzisiaj masz ksywę „naleśnik”

Carlito

Dzięki za tekst!
A przy okazji, zajebiście mi się podobają napisy/czcionka po strzelonej bramce itp. w starej LM :)

dario armando

Citko to był artysta,jakich w Polsce niewielu było i miał takiego farta ,że błyszczał wtedy ,kiedy widownia była duża.Jest tu pewna analogia do mojego ulubieńca Claudio Caniggi,który kilkoma akcjami i golami stał się wielką gwiazdą światowego futbolu . co zadziwiające jego kariera klubowa była znacznie mniejsza od reprezentacyjnej u Marka zresztą też.

m_ds

Pewnie w Widzewie miał pseudonim „holownik”.

Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

A ten znowu o tym samym. Nostalgia, mitologia, lata 90 oczami dzieciaka. Ile można?

Bartek Kiezun

Wnioskuję po tekście, że autor był w bardzo młodym wieku gdy Citko biegał po naszych boiskach. Mimo, ze z racji wieku moim pierwszym bohaterem byl Diego Armando to 10 lat pozniej tez mialem trykot Citki i jezdzilem z Olsztyna do Lodzi na mecze Widzewa, bo bylem mega zajarany tym klubem w latach swietnosci. Przez długi okres gry dla Widzewa Citko był typowym jezdzcem bez glowy. Z jednym trzeba sie zgodzic. Czysty talent! Talent, talent, talent. Głowa w dół i drybling. Kolejka siatka, kolejny posadzony na dupie, kolejna doza satysfakcji. Często sam to przyznawał w wywiadach. Za mało gry zespolowej, za wiele pod siebie. Gdyby ominęły go poważne kontuzje jak Lewego i mielibyśmy możliwość oglądania go jako dwudziestoosmiolatka naprzyklad gdzie głowa pracuje już równie dobrze jak nogi to moglibysmy go zestawiać z Lewym. Zachowując proporcje to Lewy procentowo tyle pracy co Ronaldo i tyle talentu, a Citek zachowując proporcje tyle co Messi. Kryształ. Pozdro

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Citkomania była zbiorowym szaleństwem i jednocześnie namacalnym dowodem na to, jak bardzo Polacy pragną, by rodzima piłka się odrodziła. W tym chłopaku cały naród pokładał wielkie nadzieje. Zwycięstwo Marca Citki w plebiscycie na najlepszego polskiego sportowca, a przypomnę, że pokonał złotą i brązową medalistkę olimpijską Renatę Mauer, było tyleż żenujące, co symptomatyczne i na tej płaszczyźnie całkiem zrozumiałe. Samego Marka szkoda. Można się po latach mądrzyć, ale powinien był do tego Blackburn iść, gorzej by nie było. Z tego co pamiętam (głowy nie dam, ale coś mi świta), mówiło się tez o zainteresowaniu Interu, ale już nie wiem, czy to nie była jakaś plotka.

Świroos

Ja tam nie widzę w tym zwycięstwie, żadnej żenady plebiscyt PS należy traktować bardziej jako nagrodę za popularność a nie osiągnięcia sportowe. Po pierwsze trudno porównywać osiągnięcia z różnych dyscyplin po drugie kogo tak naprawdę interesowały sukcesy (ogromne) Pani Mauer. Czy ktoś poza rodziną i bliskimi czekał na zawody strzelania z wiatrówki ? Oczywiście masz racje, że obiektywnie Citko nie osiągnął nic w porównaniu do medali olimpijskich.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Nie wiem jak to należy traktować, ale plebiscyt miał w nazwie słowo „najlepszy”, a nie „najpopularniejszy”, a to dla mnie zasadnicza różnica. Nie chcę na Marka Citkę powiedzieć złego słowa, bo raz, że sam bardzo mocno na niego liczyłem, dwa, że widziałem, że sam jest zażenowany wynikiem głosowania, po prostu poczułem wtedy coś w rodzaju zniesmaczenia.

ChrisD

Przeniosłem się w czasie, dziękuję Panie Redaktorze!

areq
Kolejorz

Oprócz kontuzji , Citko miał innego pecha- grał w latach, gdy nasza reprezentacja była bardzo słaba i ani razu nie wyszła z eliminacji do jakichkolwiek mistrzostw. Transferowe eldorado jeszcze się nie zaczęło, bo wszystkie kluby rozgryzały dopiero efekt wprowadzonego bodajże w 1995r tzw. Prawa Bosmana.
Co do samego piłkarza. Zachwyty nad nim są zdecydowanie przesadzone, aczkolwiek coś tam kopał i w latach 95-98 lepszego w lidze nie pamiętam.Zapamiętałem ,że bardzo niechętnie pozbywał się piłki, za coś takiego miałby problemy z zaproszeniami od kumpli na orlika:)
Ja bym porównał go umiejętnościami i charakterem do Konoplianki – też jeden-dwa świetne sezony i zniknie lub już zniknął.

blazej przybylowicz

Mi się Citko kojarzy jeszcze z tym, że w czasach największego boomu przy okazji wywiadu przypozował w bluzie z wielkim logo Feyenoordu. Później tłumaczył, że kupił na bazarze. Ech te czasy.
Ale autor ma rację, że Citko miał papiery na granie duże. Cóż, nie on pierwszy i nie ostatni. To były tak słabe czasy, że kiedyś robiono Boga z Piechny albo Nazaruka.

Przemyslaw

Nie przesadzaj. Kto nazywał Piechnę czy Nazaruka bogiem, skoro było od nich ze 30 lepszych?

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Jako Tako Kiwa, ale przy Mirku Okońskim wszyscy polscy dryblerzy wypadają jak wapno gaszone. :)

facemob

2:24 KOZAK!!!

Majico81

Dobry artykuł, jak zwykle od tego autora. Od siebie dodam, że wbrew pozorom, poza budową kilku nowoczesnych stadionów, nasza piłka jakiegoś oszałamiającego skoku naprzód nie wykonała, a powiedziałbym nawet, że jest na niższym poziomie sportowym niż w latach 90′. Zwłaszcza jeżeli chodzi o piłkę klubową. Kilka udanych meczów kadry i kariera Lewego niestety zaciemniają wielu ludziom obraz.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY