Image and video hosting by TinyPic
Karol Kłos: Ważyłem 67 kilo. Nie mogłem zrobić dziesięciu pompek
Weszło

Karol Kłos: Ważyłem 67 kilo. Nie mogłem zrobić dziesięciu pompek

– Miałem sześćdziesiąt siedem kilo przy wzroście metr dziewięćdziesiąt kilka. Nie byłem w stanie zrobić dziesięciu pompek. Prosiłem trenera, żeby ostatnią zamienił mi na dziesięć przysiadów, bo nie dawałem rady. Wszyscy stali nade mną i się śmiali- opowiada Karol Kłos, mistrz świata 2014 i brązowy medalista Mistrzostw Europy 2011 z reprezentacją Polski w siatkówce, na co dzień zawodnik Skry Bełchatów.

Karol Kłos: – Dzisiaj chyba byłem najgorszy na treningu, przysięgam, byłem najgorszy na treningu!
Jakub Marczyński: – Karol, kurczę, ale Ty jesteś przecież jednym z najlepszych polskich siatkarzy! Od dawna tak masz?

– Ja się zawsze porównywałem do najlepszych i zawsze mi do nich bardzo dużo brakowało. To był mój największy problem.

Dlaczego problem?
– Pamiętam, jak poszedłem na pierwszy trening. Właściwie to nie poszedłem, tylko mój wuefista z gimnazjum, pan Mariusz, wsadził mnie do samochodu i pojechaliśmy. Wiedział, że jest nabór, poszukują wysokich chłopaków.

Kiedy to było?
– Miałem piętnaście, szesnaście lat. Późno zaczynałem.

Wchodzisz i co? Wszyscy więksi od Ciebie?
– Byłem strasznym chuderlakiem. Sześćdziesiąt siedem kilo przy wzroście wtedy metr dziewięćdziesiąt kilka. Nie byłem w stanie zrobić dziesięciu pompek. Prosiłem trenera, żeby ostatnią zamienił mi na dziesięć przysiadów, bo nie dawałem rady. Wszyscy stali nade mną i się śmiali. To byli chłopcy, którzy trenowali już ze sobą od kilku lat, byli zżyci, a tu przychodzi nowy i, co tu dużo mówić, nie dość, że jest chuchrem, to jeszcze odstaje.

To cię nie zniechęciło?
– Ten pierwszy trening faktycznie był taki, że łatwo było odpuścić. Raz mi się nie udało, drugi raz się nie udało, trzeci raz. Technika w siatkówce jest bardzo specyficzna, a ja sobie nie radziłem nawet z prostymi ćwiczeniami.

To skąd ta determinacja? Co Cię trzymało?
– Zawsze chciałem coś trenować, w coś grać. Próbowałem z piłką nożną, ale się nie udało. Podobno miałem predyspozycje na bramkarza, ale poszedłem na trzy treningi i się zniechęciłem.

A do siatkówki nie?
– Możliwe, że to przez kolegów. Śmiali się ze mnie, ale mi pomagali. To była bardzo fajna, ciekawa grupa. No i trener – dostałem od niego ogromne wsparcie. Wierzył we mnie i rzucał mnie na głęboką wodę. Albo zatoniesz, albo popłyniesz dalej. No i płynąłem. Ale ciągle zapominałem o podstawowych sprawach, więc trener kiedyś rozrysował mi stópki – jak mam skakać. I ja to powtarzałem, pięćdziesiąt razy do tablicy z poprawnym najściem. A potem przychodził mecz i ja znów po staremu, odwrotnie.

Po ilu razach się nauczyłeś?
– Nie wiem! Po którymś treningu trener mówi: – No, Karol, jest dobrze. Odbijesz tak piłkę jeszcze pięć tysięcy razy i będzie ok.

I kiedy zaczęło być?
– Czułem, że staję się lepszy. Wylądowaliśmy w finałach mistrzostw Polski kadetów i ja, po kilku miesiącach treningów, grałem w tym zespole. To było niesamowite. Potem przyszło powołanie do reprezentacji młodzieżowej. Takie małe sukcesy strasznie dużo mi dały. Bo coś takiego mobilizuje, żeby dalej iść w tym kierunku, który się wybrało. Widzisz, że praca przynosi efekty i to daje ogromną radość.

I nie miałeś już momentów zwątpienia?
– Trener przekazał mi jeszcze jedną ważną rzecz: „Każdy ma w życiu swoje problemy, ale kiedy przychodzisz na trening, kiedy wchodzisz na boisko, one przestają istnieć. Uwalniasz się od świata zewnętrznego i liczy się tylko radość z odbicia piłki, z udanego ataku, z gry”. I ja tę radość odnajdywałem. Poza tym miałem marzenia. Chciałem coś osiągnąć w sporcie, wystąpić na wielkiej imprezie, wygrać. Zresztą nadal je mam, chociaż kilka rzeczy z listy już mi się udało spełnić [śmiech].

Szanujmy się, tak? WPŁAĆ NA PACZKĘ. TERAZ

W jaki sposób marzenia pomagają? Tak w praktyce.
– Masz taki trening jak ja dzisiaj – że po prostu nie masz ochoty dotykać piłki. Ale wiesz, że jutro będzie lepiej. A może jeszcze nie jutro, i może nawet nie w piątek, ale na meczu w sobotę dasz z siebie maksa. Przyjdzie ten moment, że po ciężkich treningach, poczujesz nagle, że dobrze zrobiłeś. Że przez trzy dni zapierniczałeś jak głupi osioł, żeby przez dwa kolejne czuć się świetnie, żeby przez te dwa dni grać lepiej od innych.

I tak było, wracałem z treningów zmęczony, wszystko boli, boki poobdzierane, kiedyś broda rozwalona – miałem akurat białą koszulkę, walnąłem brodą, cała we krwi, jak mnie mama zobaczyła, to… Ale ona też widziała, że mnie to uszczęśliwia. Aż w końcu zaczęły się sukcesy, powołanie do reprezentacji. Wow! Polska! Tylu chłopaków gra w siatkówkę, tylu chciałoby być na twoim miejscu, rozpiera cię duma i masz satysfakcję, że jesteś dobry w tym, co robisz.

A to się może sprawdzić też poza sportem?
– Byłem chuchrem – jestem chuchrem! – ciężary mnie przygniatały, a zrobiłem coś dużego w swoim życiu. A przecież był moment, że wiele osób postawiło na mnie krzyżyk, wiele osób mówiło, że się nie nadaję. W Bełchatowie siedziałem na ławce przez kilka sezonów. Słyszałem: „No, fajny ten Karol, ale chyba nie ma głowy do tego, nie wytrzymuje presji”. Albo nawet, że jestem nikim i nic ze mnie nie będzie. Ktoś nawet napisał kiedyś, że jestem „cienki jak siki” [śmiech]. I co się okazało? Że może być kiepsko, a potem nagle przychodzą momenty, że jednak się wytrzymuje tę presję.

Trwa Narodowa Zrzuta. Pomagaj kompletnie, konkretnie | WPŁACAM TERAZ

To mi przypomina to, co ks. Jacek Stryczek, założyciel Szlachetnej Paczki, mówi o biedzie. Że najgorsze jest nie to, że masz mało, ale że ktoś powie o tobie, że jesteś nikim, a ty w to uwierzysz.
– Uważam, że każdy, kto ma trudności, problemy w życiu codziennym, powinien znaleźć sobie swój azyl, małą część świata, w której czuje się dobrze, w której jest szczęśliwy. To może być sport, a może być cokolwiek innego. Ważne, żeby mu to sprawiało radość, żeby czuł się szczęśliwy. Niech to będzie pół godziny dziennie, godzina, dwie, a po pewnym czasie, gdy włoży się w to serce i będzie się miało marzenia, to może doprowadzić nas do czegoś wielkiego.

Miałem wiele momentów zwątpień, kontuzje, ale jak się chce i idzie się cały czas do przodu, nawet zbaczając czasami na lewo czy prawo, to w końcu się dojdzie, osiągnie się sukces. I ja jestem święcie przekonany, że jest to uniwersalna prawda, która zadziała u każdego. Nie mówię tu wyłącznie o sporcie, mówię tu normalnie o życiu. Dlatego nie rozumiem ludzi, którzy się poddają. Każdy ma w sobie coś, dzięki czemu może się odbić i iść do przodu.

Ale jak to odnaleźć?
– Na pewno trzeba próbować. Jeśli nie wykona się tego pierwszego kroku, to nic samo z nieba nie spadnie. To musi wyjść od ciebie. Ktoś może cię zaciągnąć na trening, ktoś inny powiedzieć „Trenuj!”, ale to, czy będziesz trenował, zależy już tylko od ciebie.

Każdemu chciałbym powiedzieć, że zawsze jest wyjście, zawsze. Chociaż nie wiem, jak najgorsza byłaby sytuacja życiowa, to jeżeli ktoś bardzo chce, to nawet jeśli będzie upadał
siedem razy w tygodniu, ale będzie się podnosił i nie przestanie dążyć do realizacji marzeń, to w końcu mu się uda. Ja w to głęboko wierzę, bo ja tego doświadczyłem w swoim życiu. Niektórzy dochodzą do tego łatwiej, a innych kosztuje to więcej, ale oni też mogą to osiągnąć. Przekładając to na nasz sport: niektórzy mają talent, a niektórzy nie. Ale czasem ci, którzy go nie mają, osiągają więcej. Bo są pracowici, wytrwali. Nadrabiają tym brak warunków.

To szalenie ważne, żebyś właśnie ty pomógł Paczce. WPŁACAM TERAZ

Co jest jeszcze potrzebne oprócz pracowitości i wytrwałości?
– Na pewno grono ludzi, dobrych ludzi, którzy są wokół nas. Warto się otaczać dobrymi ludźmi, bo dzięki nim możemy czerpać taką pozytywną energię do życia. I takich ludzi, na których można polegać, każdy ma gdzieś koło siebie, tylko czasem trzeba trochę wysiłku, żeby to dostrzec.

A myślisz, że coś takiego, taka wzajemna życzliwość, jest możliwa w szerszej skali?
– Ale jak bardzo szerszej?

No, na przykład co musiałoby się stać, aby wszyscy ludzie żyjący w Polsce, pomimo różnic, potrafili się wspierać, współpracować?
– Musiałby nas zjednoczyć wspólny cel. Musielibyśmy mieć jakiś jeden cel, do którego chcielibyśmy wszyscy dążyć. Choćby tak ogólny, jak to, żeby w Polsce było lepiej, żeby Polska była lepszym krajem. Albo żeby pomóc drugiemu człowiekowi, tak jak to jest w Szlachetnej Paczce.

W Szlachetnej Paczce faktycznie coś takiego jest, ale chyba jest też coś więcej, na przykład wartości. Jakie wartości powinniśmy bardziej pielęgnować w sobie?
– Na pewno wszystkim żyłoby się lepiej – i Polakom, i obcokrajowcom, którzy przyjeżdżają do Polski – gdyby ludzie byli dla siebie bardziej życzliwi. Dużo się słyszy o tym, że strasznie sobie zazdrościmy, że jest straszny hejt, wszystko negujemy, bo tak najłatwiej: sam jestem leniwy, więc lepiej jak inni też, bo czemu ktoś miałby mieć lepiej? A chodzi o to, żeby to odwrócić. Żeby zaczęło być widać tych, którzy myślą i robią inaczej. Żeby tacy ludzie zobaczyli, że jest ich wielu. Że może dzięki temu zaczniemy zarażać pozytywną energią i wtedy nawet ci hejterzy pomyślą: „No, kurczę! Całe życie tylko narzekam, dołuję, a można inaczej. Więc spróbuję, nadrobię, jeszcze tyle przede mną”. I jak zaczną żyć według pozytywnych wartości i zasad, to życie będzie piękniejsze i przede wszystkim im będzie się żyło lepiej. I myślę, że ludzie którzy są w Szlachetnej Paczce żyją takimi wartościami.

Życzyłbym sobie i wszystkim Polakom, żeby jednoczyli się nie tylko wtedy, kiedy gdzieś tam Polacy wygrywają na świecie, ale żeby byli tacy również na co dzień, w normalnym życiu. Ja się staram tak żyć i może dlatego spotykam na swojej drodze ludzi, którzy mają w sobie mnóstwo energii, którą chcą się ze mną dzielić. To naprawdę ładuje baterie. Jasne, życie nie jest usłane różami, każdy ma swoje problemy, ale dzięki temu, że jest się dla ludzi życzliwym i spotyka się życzliwych ludzi, wszystko jest o tę odrobinę łatwiejsze. Dlatego chciałbym, żeby ludzie w Polsce tak właśnie żyli i wiem, że to jest możliwe, zależy to tylko od nas.

Kurczę, Karol, piękny apel! Dzięki, że jesteś w Szlachetnej Paczce.
– No dobra, tak to sobie teraz przeanalizowałem i wychodzi mi, że „Ej, ładnie mówisz, ale zrób to jutro jak pójdziesz na trening”.

Z Karolem Kłosem, siatkarskim mistrzem świata z 2014 roku, ambasadorem Szlachetnej Paczki, rozmawiał Jakub Marczyński.

Więcej o projektach:

– w wywiadzie z Mają Włoszczowską (KLIK)

– w wywiadzie z księdzem Jackiem Stryczkiem (KLIK)

– w felietonie Krzysztofa Stanowskiego (KLIK)

– w wywiadzie z Wojciechem Szczęsnym (KLIK)

Fot.Agnieszka Ożga-Woźnica

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Kolega ma 140 kg i 1,90 wzrostu, i tez 10ciu pompek nie wydoli,
tak więc, nie ma tu reguły!

wojciechp2

http://victorybetpoland.blogspot.nl/ – wczoraj trafili 127 kurs i skan dali juz na bloga! polecam ich bo ich kupony wchodzą ! na dziś mają kolejny kupon! i MEGA PROMOCJE DOSTEPNA!

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY