Unikalne połączenie domowego przedszkola i tartaku. Defensywa Cracovii
Weszło

Unikalne połączenie domowego przedszkola i tartaku. Defensywa Cracovii

Kojarzycie te wszystkie sceny z kina, w których skazywany na pożarcie zespół niewinnych i przesympatycznych mikrusów powstrzymuje ogromnych, groźnych rywali o paskudnych mordach? Kalka bardzo popularna, wręcz klasyczna, przerabiana i w kinie familijnym, i tym dla bardziej dojrzałych odbiorców. Kaczor Duffy kontra kosmici, którzy ukradli talent gwiazdom NBA. Drużyna nieporadnych więźniów kontra zdyscyplinowani strażnicy. „Potężne Kaczory” z Emilio Estevezem. Hobbici kontra uruk-hai. No i wreszcie protoplasta – Dawid i jego duży kumpel, Goliat. 

Okej, skoro macie już przed oczami te bajkowe historie, wyobraźcie sobie starcie, które pozbawia ich tego fantastycznego elementu. Czyli Goliata, który wyszydza procę Dawida, po czym wiąże go w pęczki i jednym kopnięciem wysyła na księżyc. Tak, właśnie tak wyobrażamy sobie dzisiejsze starcie rozpędzonego Zagłębia Lubin z całkiem solidnie funkcjonującym atakiem oraz totalnie nieporadnej obrony Cracovii, która w dzisiejszej dyspozycji miałaby problemy z przykryciem wszystkich napastników reprezentacji Wioski Smerfów.

Takiego popisu nieporadności, gapowatości czy wręcz pierdołowatości, jak w wykonaniu linii defensywnej „Pasów” w dzisiejszym meczu Pucharu Polski nie widzieliśmy od czasów, gdy Wojtek Pawłowski postanowił pochwalić się swoimi zdolnościami językowymi. Dzisiaj bezlitośnie wykorzystywał to m.in. inny Pawłowski – Bartek, który wreszcie dostał kelnerów do bezbolesnego ogrywania. W ogóle Zagłębie miało dzisiaj z gry sporą frajdę – pierwszy strzał, nawet dość groźny, celny, po niezłej akcji, oddali już w 16. sekundzie. Potem zaś było tylko lepiej – dryblingi, klepeczki, sztuczki. Szczytem było poniżenie kilku piłkarzy Cracovii absolutnie elementarnym rozegraniem – klepką w środku pola – przy której Tuszyński obsłużył właśnie Pawłowskiego a ten podcinając jeszcze piłkę nad bramkarzem podwyższył prowadzenie na 2:0.

Ale już pal licho, że Świerczok mógł do woli kiwać się w polu karnym rywali, że w pewnym momencie zapragnął to robić nawet Buksa (!). Że cały blok ofensywny lubinian wreszcie mógł się wyszaleć i pokazać w pełni swoje umiejętności. Obrońcy Cracovii gubili się nawet w chwilach, gdy w teorii nikt nie pokazywał niczego niecodziennego. Ot, dośrodkowanie w pole karne z głębi pola. Konieczność wyprowadzenie piłki od swojej bramki przy średnim pressingu. Długie podanie „na walkę”. Niezależnie od sytuacji boiskowej, z którą musieli się mierzyć piłkarze Cracovii – oni znajdowali sposób, by się w niej ośmieszyć. Dośrodkowanie w pole karne? Rozejdźmy się na wszystkie strony! Wyprowadzanie piłki bez towarzystwa rywali? A, oddajmy im futbolówkę niecelnym podaniem na kilka metrów. Laga w wykonaniu rywali? Odpuśćmy gonitwę, po co się męczyć!

Tragedia. Dramat. Zresztą, spójrzcie sami, uchwyciliśmy ich krycie przy rzucie rożnym.

Co gorsza, okazało się, że te sympatycznie błąkające się między zawodnikami Zagłębia stworki przy wyniku 0:3 kompletnie ześwirowały. Ostre, niebezpieczne wejścia zaliczył Siplak czy Hernandez, ale przebił wszystkich Dytjajew, którego najchętniej wysłalibyśmy na leczenie, najlepiej z dala od granic naszego kraju.

Czyli: nie tylko beznadziejni piłkarsko, ale jeszcze cholernie sfrustrowani, próbujący odegrać się na mocniejszym futbolowo przeciwniku w sposób bandycko-osiedlowy.

Szkoda, bo w gruncie rzeczy widać było u Cracovii pewną namiastkę pomysłu na grę. Oni też starali się grać na jeden kontakt, też próbowali prostopadłych piłek, dryblingów, nieszablonowych rozwiązań. Cholernie często mieliśmy ochotę krzyknąć: „świetny pomysł”, ale przypominaliśmy sobie, że strata po podaniu prosto w aut jest tak samo głupia, jak ta po prześlicznym diagonalnym no-look passie za plecy chłopców podających piłki. No i całe przyzwoite wrażenie tworzone całkiem odważnymi decyzjami z przodu psuła ta frustracja z tyłu.

Dużo roboty przed Michałem Probierzem, dużo roboty przed dość młodymi piłkarzami Cracovii. Zagłębie natomiast po świetnym występie może bardzo pewnie patrzeć na kolejne rundy Pucharu Polski. Nie widzimy wśród zespołów, które awansowały do ćwierćfinałów jakiegokolwiek, który byłby poza zasięgiem lubinian.

Na fotografii obrońcy Cracovii w wyjściowym ustawieniu czwórką w linii.