Czy będąc uzależnionym można osiągnąć sukces? Sprawdza to Lechia i Wisła
Weszło

Czy będąc uzależnionym można osiągnąć sukces? Sprawdza to Lechia i Wisła

Bycie zależnym głównie od jednego zawodnika to naturalnie spore ryzyko – jeśli facetowi idzie to wszystko jest w porządku, problem braku zmienników znika pod dywanem, ale gdy najważniejszy piłkarz dozna kontuzji bądź obniży loty, wtedy z taką ekipą może być krucho. Wygląda na to, że wiele na jedną kartę stawia Lechia i Wisła.

Gorzej idzie gra gdańszczanom, opierającym swój atak na Marco Paixao. Oczywiście, to nie wina Portugalczyka, on robi co może, to bardziej jego koledzy nie dojeżdżają z formą. Uzależnienie od napastnika sięgnęło olbrzymich rozmiarów – Lechia strzeliła 13 goli, Paixao walnął osiem, czyli prosta matematyka, do wora wsadził 61% sztuk. W minionej kolejce Lechia znów musiała liczyć właśnie na niego – to on strzelił bramkę kontaktową, to on wyrównał. Wiadomo, wcześniej swoje też zmarnował, ale przecież gdyby wykorzystywał wszystko, nie grałby w ekstraklasie.

Z kolei Carlitos ma siedem goli, Wisła strzeliła 12, czyli 58% jest jego. Wygraną z Piastem zrobił właściwie sam (no, z pewną pomocą gości) – najpierw został sfaulowany w szesnastce i wykorzystał karnego, następnie dał szansę pomylić się Szmatule, a bramkarz z tej okazji chętnie skorzystał. Carlitos robi dobrą robotę podwójnie – raz, że punktuje Wiśle regularnie, a dwa, broni jej letnich transferów. Część zagranicznych piłkarzy nie błyszczy. Z tej kolejki takiego Ze Manuela znajdziecie w badziewiakach, Imaz był blisko nominacji, Arsenić i Basha też nie zagrali popisowej partii. Na razie problemu nie ma, gdyż jest Carlitos.

Z innych nazwisk w kozakach szczególną uwagę zwracają dwa: Wieteska i Trałka. Ten pierwszy dlatego, bo jest w tym towarzystwie już po raz trzeci, tak dobrze radzi sobie w Górniku. Natomiast pomocnik Lecha raczej zazwyczaj jest w cieniu, tymczasem przeciwko Koronie gdyby nie on, być może Gino Lettieri i jego żółta koszula mogliby triumfować. Łukasz najpierw w ostatniej chwili wybił piłkę spod nóg rywala w szesnastce, potem strzelił pierwszą i jedyną dla Lecha bramkę, kiedy przytomnie zachował się w polu karnym.

Kończąc wątek kozaków – mieliśmy jeszcze mały dylemat czy postawić na Muchę, czy na Putnockiego, przecież bramkarz Bruk-Betu bronił kapitalnie. Stawiamy jednak na przedstawiciela Lecha, ponieważ on wybronił punkty Kolejorzowi (karny Kiełba), Mucha, mimo że absolutnie nie ze swojej winy, remisu niecieczanom nie utrzymał.

car

U badziewiaków ruch, szczególnie w obronie, bo co ci goście wyprawiali, to przechodzi momentami ludzkie pojęcie.

– Słaby chciał sprezentować rzut karny Sandecji, ale tylko uprzejmości sędziego tak się nie stało. Obrońca postanowił więc później wylecieć z boiska i arbiter już nie protestował.

– Mitrović maczał palce w każdej bramce zdobytej przez Lechię, a styl w jakim objechał go Balde, zawstydziłby najwolniejszy wóz z węglem.

– Rugasević najpierw sfaulował Carlitosa, a gdy Hiszpan zdobywał drugą bramkę, był gdzieś na jagodach, gol padł przecież z jego strony.

– Dvali najpierw wystawił piłkę Michalakowi, później w prawie każdej groźniejszej akcji Wisły Płock był sprawny jak zepsute radio.

Do tego dochodzi Alomerović, który miał zaskakująco mało roboty w Poznaniu, a i tak zdołał zawalić bramkę. Gdyby zestawić obronę w dziewiątej kolejce tylko z tych gości, daliby się zaskoczyć przez atak bezludnej wyspy. Szczęście ma tylko Mitrović, on jako jedyny kończy tę rundę spotkań z punktem, ale Jaga ma oczko pomimo niego, a nie dzięki niemu.

Dalej są ludzie przydatni swoim klubom w ofensywie jak grzebień łysemu. Trudno stwierdzić, którzy z nich byli najbardziej rozczulający w swojej beznadziei, ale wybór rozstrzygnie się chyba między Vranjesem a Zwolińskim. Pierwszy chętnie uderzał z dystansu, a powinien mieć zakaz sądowy, drugi od dawna nie jest snajperem, ale teraz nie przypomina już nawet piłkarza.

badziew

Fot. FotoPyK