Szczęsny: Marzy mi się Polska bardziej zjednoczona. Stworzenie z tego kraju 40-milionowej drużyny
Weszło

Szczęsny: Marzy mi się Polska bardziej zjednoczona. Stworzenie z tego kraju 40-milionowej drużyny

Wojtek Szczęsny, w dzisiejszych trudnych czasach, opowiada o swojej wizji Polski i Polaków. O tym, co łączy i co dzieli.

***

Wojtek, jaka Polska Ci się marzy? Jak wyglądałaby Polska Twoich marzeń za kilka lat? Jak wyglądaliby ludzie?

Myślę, że problemem naszego kraju i ogólnie ludzi na świecie, jest to, że mamy coraz więcej możliwości komunikowania się, a mimo to bardzo się od siebie oddalamy. Mamy konta na Facebooku, dzięki którym łączymy się ze znajomymi z drugiego końca świata, a odpychamy tych, którzy są blisko nas.  Ludzie się od siebie oddalają, jesteśmy zupełnie inni i chyba przez to jeszcze bardziej samotni. Dlatego marzy mi się Polska bardziej zjednoczona.

Zjednoczona czyli? 

Czyli taka, która potrafi ze sobą rozmawiać: ludzie, którzy potrafią się komunikować nie tylko przez klikanie w klawiaturę lub touch screen. Ludzie, którzy mogą być inni, różnić się między sobą, ale potrafią rozmawiać o swoich uczuciach i tym co ich różni. Bo to, że jesteśmy inni sprawia też, że wszyscy jesteśmy ciekawi i możemy się od siebie uczyć. Marzy mi się takie społeczeństwo, które potrafi rozmawiać.

Byłeś w Anglii, teraz mieszkasz we Włoszech i patrzysz na to wszystko, co dzieje w Polsce. Jak to oceniasz? Jak patrzysz na nasz kraj i ludzi, którzy tutaj żyją? Czy to idzie w dobrym kierunku, czy w złym? Absolutnie nie wchodzimy w tym momencie w rozmowę o polityce i ideologii.

Ciężko mi powiedzieć bardzo obiektywnie, ponieważ mieszkając za granicą staram się otaczać ludźmi, którzy wyznają podobne wartości jak ja. Ale jest taka tendencja, że się wszyscy od siebie oddalamy, że ludzie boją się rozmawiać o swoich uczuciach, o swoich różnicach, boją się rozmawiać o wartościach i to mnie martwi. To na początku może się wydawać nieistotne, ale potem ten problem rośnie i zaczyna się robić bardzo poważny. Mój brat na jednym z profili społecznościowych napisał opinię polityczną i mówił mi, że od razu kilku kolegów skasowało go ze znajomych, a reszta pisała komentarze typu: „Jak możesz!”. Uważam, że każdy ma prawo do swoich opinii i wyrażania ich, czy są to opinie polityczne, czy jakiekolwiek inne. Mamy prawo, a nawet taką odpowiedzialność, żeby rozmawiać i żyć w pokoju. A tak nie jest.

Ostatni raz pomagałeś w 1979? WPŁAĆ TERAZ

To porozmawiajmy o tym, co by było, gdyby… Mam takie wrażenie, że Polacy nie mają w sumie autorytetów.

Nie, ja się nie zgadzam z tym, że nie ma autorytetów. Uważam, że bardzo często w naszym kraju ludzie mylnie definiują autorytety. I to jest większy problem. Bo każdy jest w stanie znaleźć sobie dla siebie autorytet, tylko trzeba się odnosić do odpowiednich źródeł. Jeśli interesujemy się sportem, należy szukać ideałów w świecie sportu i starać się uczyć od danej osoby. Jak doszła do sukcesu, jak pracuje, jak stara się być lepszym. Nie szukać wzorców w świecie portali plotkarskich, co jest w tej chwili bardzo popularne wśród młodych ludzi. Zatem są autorytety, trzeba tylko wiedzieć, gdzie ich szukać.

Mam wrażenie, że autorytetami moglibyście stać się Wy, sportowcy. 

Wiesz co, zaczynamy wchodzić w ten głębszy problem, który mnie osobiście troszkę boli. Bo widzisz, kiedyś sportowcy byli traktowani jak sportowcy, a dzisiaj przez swój status społeczny, przez pieniądze, które zarabiają i sławę, którą osiągają, zaczynają być postrzegani i kreowani na celebrytów. Wchodzą w nie swój świat i są przez to cenieni nie za to, za co powinni. Sportowiec taki jak np. Robert Lewandowski powinien być podziwiany za to, gdzie zaszedł, jak ciężko na to zapracował od bardzo małego chłopca. A nie za to, że ma na sobie buty za tysiąc złotych. Ludzie szukają dziś autorytetów nie z tych powodów co trzeba.

Trzeba wiedzieć, czego szukać w danej osobie i na czym się wzorować.

A kto jest autorytetem dla Ciebie? 

Dla mnie w młodości autorytetem sportowym był Peter Schmeichel. Wtedy był najlepszym bramkarzem na świecie i podglądałem jak poruszał się w bramce. Wyobrażałem sobie, że kiedyś będę na jego miejscu, stał na wielkich stadionach i bronił. Nie było wtedy czegoś takiego jak portale społecznościowe, a Peter Schmeichel nie był celebrytą. Na pewno był lepszym bramkarzem niż ja i sportowym wzorem, który adorowałem. Nie wiedziałem czy nosi garnitur za 1000 złotych i buty za 500 złotych, czy był dzisiaj w restauracji do późnej nocy. Po prostu patrzyłem na sportowca, od którego chciałem się uczyć. Podglądałem, co mogę zrobić, żeby dojść do tego poziomu.

Czy drogą do poznania prawdziwej strony sportowca, nie tego garnituru za 1000 złotych, tylko tego, co zawodnicy naprawdę mają w sobie, nie powinna być zatem umiejętność dostrzegania wartości kierujących ludźmi? A jeśli tak, to na jakie powinniśmy zwracać uwagę ucząc się od Was, sportowców? 

Wiele możemy nauczyć się od sportowców. Nie tylko z porażek czy zwycięstw, ale przede wszystkim z ich drogi na szczyt. Jedna taka cecha naszego społeczeństwa, którą dostrzegam coraz mocniej – i jest to sposób, w jaki odnosimy się do tych co odnoszą sukcesy. Bo w Reprezentacji niezależnie od zajmowanej pozycji wspieramy się nawzajem, a czuję, że w społeczeństwie jesteśmy raczej negatywnie nastawieni do tych, co osiągają sukcesy. Boli mnie to, ponieważ sam osiągam sukcesy, a czuję, że w naszym kraju bardzo często nie spotyka się to z radością, tylko raczej z zazdrością. Powinniśmy być życzliwi, powinniśmy patrzeć na sukces drugiego człowieka i myśleć: „Ja też chciałbym kiedyś osiągnąć taki sukces”, a później zastanowić się co mogę zrobić, żeby go osiągnąć. A nie: „On osiągnął sukces. Nie lubię go, bo mi się nie udaje.” To jest kopanie dołka pod samym sobą. To jest schodzenie coraz niżej, kiedy tak naprawdę trzeba się wspinać do góry. Ta zawiść mnie martwi i mam nadzieję, że z czasem zniknie.

Wojtek, ale bywa tak, że w meczach reprezentacji grasz na ławce patrząc jak inni bronią za Ciebie. Nie czujesz wtedy zazdrości? Kibicujesz?

Tak, jak najbardziej kibicuję. Jestem piłkarzem, a to znaczy, że uprawiam sport drużynowy i dobro mojego zespołu jest dużo ważniejsze niż mój własny interes. Nie potrafiłbym uprawiać sportu indywidualnego, bo uwielbiam bycie częścią drużyny, częścią całości. Czasami boli mnie decyzja, która faworyzuje kogoś innego na mojej pozycji, ale zespół wygrywa i cieszymy się wszyscy razem. I tak naprawdę, czy bronił Kowalski, czy Fabiański, czy Boruc, czy Szczęsny – dla nas jako całości nie robi to żadnej różnicy. Tak samo cieszymy się z każdego zwycięstwa. Zawsze uważałem, że w zespole jest fajniej, bo każdą wygraną mnoży się razy ilość czasu, którą jest się w zespole, a każdą porażkę dzieli się na tę samą liczbę piłkarzy, więc łatwiej sobie z tym poradzić. Ja uwielbiam bycie w drużynie i nie wyobrażam sobie czegoś innego.

Jak mógłbyś nazwać to coś, co sprawia, że zapominasz o sobie i myślisz o drużynie? Co to jest? Wspólne przeżywanie? Wspólny cel? 

To jest taka energia, która po prostu się wytwarza. Czy jest to klub, gdzie jest to bardzo odczuwalne, ponieważ spędzamy ze sobą po parę godzin każdego dnia, czy jest to reprezentacja, kiedy przyjeżdżamy na zgrupowanie i przez tydzień widzimy się 24 godziny na dobę. Wtedy tworzy się ta energia. Wiesz, że nie możesz się spóźnić, bo wszyscy na ciebie czekają. Wiesz, że jeśli ty popełnisz błąd, to wszyscy płacą za to cenę. Energia tworzy się w zespole i to jest naturalne.

Są indywidualności. Znam ludzi, którzy mówią, że woleliby przegrać mecz 3:2, ale strzelić dwie bramki, niż wygrać mecz 1:0 i nic nie strzelić. Są tacy, których ten indywidualny sukces kręci i podnieca do dalszej pracy. Nie mam z tym problemu, ale ta energia w zespole zawsze jest najważniejsza i zawsze była najważniejsza dla mnie.

A jak tę energię przełożyć na Polskę? Bo fajnie by było, żebyśmy w Polsce byli jedną drużyną… 

Rzeczywiście fajnie byłoby z tego 40-milionowego kraju stworzyć drużynę, która jest na jednym boisku. Na pewno łatwiej jest to zrobić z jedenastoma czy z dwudziestoma trzema chłopakami niż z całym krajem… Ale gdybyśmy wszyscy mieli jakiś wspólny cel, do którego dążymy to zjednoczenie się byłoby prostsze. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że dla mnie takim marzeniem jest pokój, ludzie, którzy akceptują się nawzajem. Niech akceptacja drugiego człowieka będzie naszym wspólnym celem. Kiedy szanujemy drugiego człowieka to zaczynamy tworzyć kolektyw, zaczynamy być grupą, która wierzy w te same wartości. Wtedy możemy iść do przodu.

To szalenie ważne, żebyś właśnie ty pomógł Paczce. WPŁACAM TERAZ

Żeby to się stało, najpierw musimy się nauczyć być szczerymi, co do tego, kim jesteśmy i mówić o tym wprost. 

Myślę, że gdzieś głęboko każdy jest szczery, nawet, jeżeli wstydzi się o tym mówić. Jeden jest bardziej nieśmiały, drugi może czuć, że jest złą osobą i pewnie otwarcie o tym nie powie, ale myślę, że każdy jest prawdziwy przynajmniej dla samego siebie. Jego sumienie podpowiada mu, czy robi dobrze, czy źle, więc szczerość – okej, ale przede wszystkim akceptacja.

Staramy się aby SZLACHETNA PACZKA stała się projektem, który zjednoczy ludzi ponad podziałami, ponad ideologią i polityką. Wystarczy, że będziesz mieć wartości, będziesz lubić ludzi, bo dzięki temu my, jednocząc coraz więcej ludzi z takim nastawieniem, jesteśmy w stanie zmieniać mentalność innych.

Zmianę trzeba zacząć od siebie. Michael Jackson kiedyś o tym śpiewał: „Jeśli chcesz, żeby świat był lepszym miejscem spójrz wzwyż i zacznij od siebie.” Dlatego małymi krokami – jeśli ja będę dla Ciebie życzliwy, jest większa szansa, że Ty będziesz życzliwy dla kolegi Michała, tam za Tobą. Jeśli Ty będziesz dobry dla Michała, Michał będzie dobry dla dwojga innych osób. Jeśli ja odrobinkę się poprawię, jest szansa, że ten, dla którego byłem życzliwy, też będzie lepszy dla innych, więc pomału. Ale wierzę, że to się będzie zmieniać.

Powinniśmy dołączać do SZLACHETNEJ PACZKI, manifestować swoje wartości i zmieniać się małymi krokami? 

Jak najbardziej. Właśnie dlatego dzisiaj z Tobą rozmawiam, bo wierzę w małe zmiany. Może ktoś mnie lubi? Nie wiem. Może nie, ale przeczyta taką rozmowę i pomyśli: „No, dzisiaj byłem nieżyczliwy dla kogoś. Może rzeczywiście coś jest nie tak?”. I coś się zmieni, a nawet taka mała zmiana jest warta robienia kampanii wokół tego, żeby ludzie uczyli się. Żeby byli w stanie zaakceptować swoje błędy i próbowali się poprawić. 40 milionów małych kroków sprawi, że zmiana będzie duża. Spójrzcie w lustro i jeśli trzeba coś zmienić, zróbcie to.

I jak najbardziej polecam ten projekt, bo w nim ludzie po prostu lubią się nawzajem. Wejdźcie na stronę www.szlachetnapaczka.pl. Ja dzisiaj na niej byłem.

Rozmawiał Jakub Marczyński, dyrektor kreatywny Stowarzyszenia WIOSNA, w ramach którego działają jedne z najskuteczniejszych i najbardziej cenionych programów pomocowych w Polsce – SZLACHETNA PACZKA i AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI.

Więcej o projektach:

– w wywiadzie z księdzem Jackiem Stryczkiem (KLIK)

– w felietonie Krzysztofa Stanowskiego (KLIK)

baner_weszlo_krzysztof3

fot. główne FotoPyK