Image and video hosting by TinyPic
Myślałem, że coś ze mną nie tak, skoro nawet do III ligi mnie nie chcieli
Weszło Extra

Myślałem, że coś ze mną nie tak, skoro nawet do III ligi mnie nie chcieli

W wywiadzie z serii „15 rund z Rokim” bracia Wolsztyńscy powiedzieli, że chyba nikt tak nie kocha Górnika tak, jak właśnie on. Jego kariera to tak naprawdę jedno wielkie oczekiwanie, którego wielu zwyczajnie by nie zniosło. On miał jednak marzenie, by wreszcie przebić się do pierwszej drużyny zabrzan, mimo wszystkich kłód, jakie pod nogi rzuciło mu życie. Mimo ciężkich kontuzji przychodzących jedna po drugiej, mimo straconej szansy na debiut, gdy okazało się, że mimo że w Górniku jest od ponad półtorej dekady. Przed wami Adam Wolniewicz, obrońca klubu z Zabrza, w najdłuższym wywiadzie w życiu.

Ojciec mnie nakierował na piłkę, na kibicowanie Górnikowi zresztą też. Dowiedział się jeszcze, że trenerem jest tam akurat grający wciąż piłkarz Michał Probierz, którego wtedy w Zabrzu znał i szanował każdy. To mnie przekonało, że będę miał do czynienia z wielkim fachowcem. Postanowiłem iść w tę stronę. Mama zresztą też była zadowolona, chyba po cichu także marzyła, żeby jej dziecko grało w Górniku. Oboje mnie bardzo w tym wszystkim wspierali, zawozili na treningi. Dużo czasu poświęcili temu, żebym mógł się oddać swojej pasji.

Długo udawało się to łączyć z nauką, w podstawówce nie było problemów, bo treningi były po szkole. W gimnazjum poszedłem do wojewódzkiej klasy sportowej w Chorzowie, powstałej na potrzeby kadry Śląska i tam trenowałem w szkole, a po szkole dojeżdżałem jeszcze na treningi Górnika. W liceum to samo, czasu na naukę nie było. Ciężko to było pogodzić.

Ciężko mogło chyba też być „żabolowi” (kibic Górnika – przyp. red.) w szkole w Chorzowie, co?

Akurat nie, dobry kontakt miałem zawsze z ludźmi, którzy byli za Ruchem, wydaje mi się też, że szanowali mnie za to, jak jestem oddany swojemu klubowi. Ja też zresztą mam szacunek do Ruchu, do chłopaków z Ruchu, z którymi nadal mam dobry kontakt. Było to na zasadzie: wy macie inny klub, ja mam inny i każdy się rozwija w swojej działce.

Ale nie powiesz mi, że na pytanie „za kim jesteś?” odpowiadałeś „panowie, wy macie inny klub, ja mam inny”?

(śmiech) Ciężko, ciężko. Ale na szczęście żadnych takich sytuacji z kibicami nie miałem. Nigdy nikt na ulicy się mnie nie zapytał za kim jestem mimo, że Ruda Śląska jest podzielona między kibicami Górnika Zabrze i Ruch Chorzów.

Jakieś plany konkretne, co będzie jeśli w piłce się nie uda, miałeś?

Starałem się zdać liceum, maturę, żeby mieć plan B, jeżeli coś nie wyjdzie w piłce. Żeby móc pójść na studia, znaleźć sobie pracę. Racjonalnie do tego podchodziłem. Marzeniem zawsze było przebicie się do Górnika, liczyłem że mi wyjdzie i że nie będę musiał się zastanawiać, co dalej. W razie czego szkołę mam, mogę coś dalej działać, ale żeby były jakieś konkretne pomysły, to nie. Dałem sobie trzy-cztery lata po liceum, żeby się poprzebijać. Jeżeli nie, idę do pracy, na studia zaoczne, dam sobie radę. Najważniejsze, żeby matura była zdana.

Pilka nozna. Nice I liga. Znicz Pruszkow - Gornik Zabrze. 21.05.2017

Cierpliwości, żeby w Zabrzu coś znaczyć, miałeś ogromne pokłady. Bracia Wolsztyńscy w wywiadzie dla Weszło mówili, że nikt Górnika nie kocha tak jak ty, nikt nie potrafiłby mu tak wiele oddać.

Naczekałem się dużo. Już od trenera Nawałki w zasadzie zaczęły się przymiarki mojej osoby do pierwszego zespołu, ale cały czas nie umiałem się przebić. Pasmo porażek. Bez przerwy byłem zsyłany, do Młodej Ekstraklasy, tam zresztą też nie zawsze było kolorowo – nie zawsze występowałem w pierwszej jedenastce. Ale dawałem z siebie wszystko na każdym treningu. Wytrwałość, konsekwencja, wiedziałem, co chcę robić, czego dokonać. W końcu się udało. Swoje jednak wyczekałem. W końcu jestem tu od ósmego roku życia, ostatnio nawet wyskoczył mi taki filmik, gdzie grałem z numerem 3 w meczu trampkarzy młodszych, w którym trenował nas właśnie Michał Probierz. Jeszcze w takiej wielkiej, ortalionowej kurtce. Patrz, pokażę ci.

probierz

Po samej stylówce można ocenić, że to bardzo stare dzieje.

Szybko licząc – szesnaście lat. W tym czasie dwa razy byłem na wypożyczeniu, raz na pół roku w Rybniku, raz na rok w Rybniku, a tak to cały czas w Górniku. Co najciekawsze, rok temu jak byłem w rezerwach, pojawiła się dla mnie możliwość zagrania meczu w ekstraklasie, jeszcze przed spadkiem. Trener Żurek chciał mi dać szansę, ale nie mógł, bo dużo zawodników było w klubie pozgłaszanych i miał listę A zapełnioną, jedyna opcja, to było wpisanie mnie na jakąś taką listę B z wychowankami. No i okazało się, że nie jestem wychowankiem Górnika.

Co?!

Należałem do Górnik Zabrze MSPN, a to jest oddzielna firma niż Górnik Zabrze SSA. Myślę sobie: całe życie w Górniku jestem, a nie jestem jego wychowankiem. Wściekłem się strasznie, bo miałem wtedy życiową szansę. Chcieli mnie wziąć na mecz bodaj do Gdańska, ale się nie udało niestety.

Kolejna porażka, choć kompletnie nie z twojej winy.

Dlatego jestem tak wdzięczny trenerowi Broszowi, że wyciągnął do mnie rękę, że wziął mnie z tej trzeciej ligi. Myślę, że może jeszcze rok takiego ciągłego oczekiwania na to, żeby być zauważonym bym wytrzymał. Nie wiem czy na więcej starczyłoby mi cierpliwości. Nie ma co też ukrywać, dużo pomógł mi spadek Górnika, bo klub został trochę zmuszony do stawiania na nas, na młodych chłopaków.

Jako kibica pewnie cię zabolał, ale piłkarsko – to było dla ciebie zbawienie.

Z biegiem czasu widać, że to wszystko wyszło na dobre. I Górnikowi, i mi, i ludziom z klubem związanym. Nie przypominam sobie, a przecież jestem tu kilkanaście lat, żeby był kiedykolwiek taki popyt na Górnik. Co mecz pełny stadion, ponad 20 tysięcy kibiców. Coś pięknego, choć cały czas mamy świadomość, że to efekt wyników i tego, jaką renomę Górnikowi wypracowali zawodnicy, którzy grali tu lata przed nami. Gdy był na szczycie, gdy liczył się w Europie. Dziś my musimy zapracować na to, by za 20-30 lat ich dzieci, które oni natchnęli miłością do tego klubu, chciały zabrać swoje dzieci, wnuki. To duża odpowiedzialność.

Nie ma się też co oszukiwać, ludzie przychodzą na Górnika także dlatego, że dziś łatwo się im z wami identyfikować. Bo mogą was spotkać na swoim osiedlu, zbić z wami piątkę, jesteście chłopakami w większości z rejonu.

Dokładnie. Popatrz na to z tej strony. Mam setkę znajomych, każdy z nich przyjdzie zobaczyć, jak ich kumpel gra w Górniku. Jest nas kilkunastu, każdy niech ściągnie tę setkę na stadion, to już są prawie dwa tysiące kibiców.

To zresztą podkreślał na każdym kroku Brosz. Że Górnik ma mieć śląski charakter, być zespołem jednoczącym wokół siebie ludzi z rejonu.

I taki teraz jest. Cieszę się, że trener Brosz w swoim projekcie na mnie również postawił tak zdecydowanie. W tym coraz trudniejszym dla mnie okresie nie skreślał po błędach, tylko starał się je ze mną korygować. To też jest po części efekt mojej pracy, jestem tego świadom. Bo to, że trener chce z tobą pracować to jedno, jak ty nie chcesz się rozwijać, to nauka pójdzie w las. Ale ja bardzo chcę być jeszcze lepszy. Poprawić jeden szczegół, drugi, z meczu na mecz iść do przodu.

Podłapywałeś też co nieco od weteranów, których w Górniku było naprawdę sporo? Madej, Sobolewski…

Dużo szło się od nich nauczyć. Żałuję, że nie miałem okazji potrenować w ekstraklasie jeszcze rok-dwa z tymi piłkarzami, bo zobacz na Rafała Kurzawę. Widać u niego większe obycie w lidze, że nabrał dużo wiedzy od starszych zawodników, podczas gdy ja trenowałem wtedy z rezerwami i nie mogłem się tak rozwijać jak on.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Gornik Zabrze - Legia Warszawa. 15.07.2017

Był taki moment graniczny, kiedy myślałeś już, że nigdy nie doczekasz się swojego debiutu?

Było, było. Półtora roku temu, jakoś w zimie, wróciłem z wypożyczenia z Rybnika. Miałem na koniec kontuzję, nie potrafiłem znaleźć klubu, bo tam zmienił się sztab. Prezes nie chciał ze mną podpisać umowy, ponieważ nie byłem do końca zdrowy, chciał żebym trenował, a jak przyjdzie czas, to da mi kontrakt. Ale to tak trochę słabo, bo zaraz się rozgrywki zaczynają, nie będę mieć innej opcji, wszyscy już ze składami, będę musiał podpisać cokolwiek mi dacie, żeby nie zostać na lodzie. Nie doszliśmy do porozumienia. Wtedy świętej pamięci Krzysiu Maj, z którym miałem zawsze dobry kontakt, bo widział, jak się staram, jak pracuję, zaproponował mi na rok, żebym pomógł w rezerwach, odbudował się. Grałem te pół roku, nawet całkiem pozytywnie wspominam ten czas z trenerem Orzeszkiem. Przyszła zima, trener Ojrzyński sprawdzał mnie w sparingu nawet, ale nie widział mnie w kadrze pierwszego zespołu. Pomyślałem: no słabo to wygląda, kolejne pół roku w rezerwach, chciałem iść grać wyżej. Próbowałem w Siarce Tarnobrzeg, wszystko było okej, ale mieli problemy finansowe i ostatecznie kluby nie doszły do porozumienia więc zostałem w Górniku. Chwilę później pojawiła się propozycja z Odry Opole z III ligi, szli na awans do II ligi wtedy. Mówię: dobra, idę. Przyszedłem, tydzień potrenowałem, po czym trener powiedział, że mnie nie chce, że potrzebuje innego typu zawodnika. To mnie bardzo zabolało. Zastanawiałem się, co jest nie tak ze mną. Cały czas trenuję, chcę, a nawet się do III ligi nie umiem dostać. Pojawiały się myśli, czy warto jeszcze pół roku, rok potrenować.

Okazało się, że warto.

Uznałem to za ostatni dzwonek żeby jeszcze się spiąć, jeszcze raz dać z siebie wszystko. Atak i albo się wybiję, albo się nie wybiję. Jakbym miał mieć 24 lata i dalej grać gdzieś po III lidze, na granicy zawodowstwa, to chyba postawiłbym na coś innego. Przykręciłem śrubkę, a po miesiącu-półtora widziałem efekty. Trener Ojrzyński odszedł z klubu, przyszedł trener Żurek wraz z asystentami Markiem Kostrzewą i Józefem Dankowskim, którzy byli trenerami rezerw. Oni trenowali mnie na co dzień i wiedzieli na co mnie stać. Wtedy pojawiła się moja pierwsza prawdziwa okazja.

Ta, o której mówiłeś wcześniej – mecz w Gdańsku?

Dokładnie. Miałem znaleźć się w szerokiej kadrze, niestety lista była pełna. Jakbym był wychowankiem, zagrałbym. Sprawy organizacyjne znów sprawiły, że znalazłem się poza składem meczowym. Ale wtedy poczułem pierwszy raz, że jestem w kadrze pierwszego zespołu, że mogę w nim zaczepić na dłużej. Byłem mega ciekawy, jaki trener przyjdzie, co ze mną dalej pocznie. Przyszedł trener Brosz i zrobił listę chłopaków z rezerw, których chce sprawdzić. Wśród nich – ja. Stwierdził, że mi zaufa.

Powiedziałeś mu wprost o tym, jak bardzo chcesz wreszcie w Górniku coś znaczyć?

Nie musiałem. Wiedziałem, że jak tylko dostanę się do szerokiej kadry, to w końcu osiągnę swój cel. Jestem taki, że jak przebywam z lepszymi ludźmi, to sam dużo szybciej się rozwijam. Priorytetem było trenować z lepszymi. jak już zadebiutowałem, to ten apetyt rósł, a ja starałem się być dla trenera i dla klubu jeszcze lepszy, jeszcze lepszy.

To, że Marcin Brosz tak zdecydowanie postawił – i stawia – na młodych, to też poniekąd pokłosie sytuacji z Adamem Danchem, Rafałem Kosznikiem i Dawidem Plizgą, którzy z dnia na dzień zostali odsunięci od drużyny. Jak ty, zresztą rudziol tak jak „Densiu”, to odbierałeś?

Dla mnie to był szok. Nie chcę polemizować z decyzjami, jakie zostały podjęte. Adam przede wszystkim był zawsze sercem oddany Górnikowi, szkoda, że nie grał z nami do końca. Na pewno by się w niektórych meczach przydał. Taka kolej rzeczy, jedni odchodzą, inni przychodzą, trzeba się z tym pogodzić.

Jak w ogóle dowiedzieliście się, że to przestają być wasi koledzy z drużyny?

Po meczu środowym z Zagłębiem Sosnowiec był rozruch, na którym jeszcze byli. Później jechaliśmy na mecz w Bytowie, oni nie znaleźli się w kadrze, a my podowiadywaliśmy się, że zostaną odsunięci, żeby trochę wstrząsnąć zespołem, zobaczyć, jak zareagujemy. Okazało się, że możemy wygrać, że poradziliśmy sobie bez nich. No i trener przy tym został.

Poszliście taką serią, że nie zostawiliście mu wyboru.

Pewnie zupełnie inny oddźwięk byłby, gdybyśmy przegrali trzy-cztery mecze w słabym stylu. Zaraz byłaby gadka, że się pozbył starszych, bo nie chciał awansować czy coś. To była wielka odpowiedzialność, ale ryzyko się opłaciło. Widocznie tak musiało być.

Ze starszych zawodników zostali wam w zasadzie tylko Grzesiu Kasprzik i Hiszpanie. Jak wygląda ta komunikacja między wami? Słyszałem, że Dani Suarez mówił, że jego komunikacja polega głównie na tym, że dużo się uśmiecha.

(śmiech) Uczą się języka polskiego, większości jeszcze nie rozumieją, ale co nieco łapią. Igor jest tu dłużej, poza tym z Igorem można się jeszcze po angielsku porozumieć w każdym razie, więc jest o tyle łatwiej. Ale Szymon Matuszek zna i angielski, i hiszpański, szybko wszystko tłumaczy.

Jak zobaczyłeś Igora na treningu po raz pierwszy, to pomyślałeś sobie: oho, takiego kozaka w ataku to w Górniku nigdy nie było?

Nie, kompletnie nie. Przyszedł Hiszpan, sceptycznie do tego podchodziłem. Ściągają jakiegoś gościa starszego, 32 lata, nieprzygotowanego, było widać, że na początku będzie mieć problem z wytrzymaniem meczów. Rok temu myślałem, że jego transfer to głupota. Ale z meczu na mecz było widać, jaki potencjał w nim drzemie. Sztab wykonał bardzo mądry ruch, którego ja początkowo kompletnie nie rozumiałem. Sam jestem wrażeniem tego, co on wykonuje teraz, bo wszystkie kluby w Polsce mogą nam pozazdrościć takiego snajpera.

Jakby był dziesięć lat młodszy, to zaraz biłby rekord transferowy ekstraklasy.

Jakby był dziesięć lat młodszy, to już by dzisiaj go z nami nie było!

Na treningu jako obrońcy macie z nim ciężko? Zbudowany jest tak, że jak pójdzie bark w bark, to nie ma przebacz.

Na treningu nieco inaczej się zachowuje niż na meczu. Nie szuka kontaktu. Jego mądrość polega na tym, że wie, żeby na zajęciach nie iść na każdą piłkę na dwieście procent kosztem kontuzji. Ja jeszcze mam z tym taki problem, że zawsze wkładam nogi tam, gdzie nie trzeba, narażając się na jakieś mikrourazy. Dlatego Igor to nie tylko super zawodnik w meczu, ale też żeby podpatrzyć takie nawyki, żeby niekoniecznie iść w kontakt na zajęciach, tylko wiedzieć, kiedy lepiej dla zdrowia będzie odpuścić.

Jak awansowaliście do ekstraklasy, nie obawialiście się trochę tego, że w Górniku znów postawi się na starszych zawodników? Przez ostatnie lata jak trwoga, to zawsze do trzydziestoletnich.

W polskiej piłce przyjęło się, że jak gra nie idzie dobrze to należy wziąć starszego zawodnika i wywalić na niego kupę pieniędzy, choć nie zawsze przynosi to efekty. Patrząc na nas, jak ściągaliśmy starszych zawodników na rok przed spadkiem to nie podniosła się jakość gry – i tak spadliśmy, i tak. Gdybyśmy weszli my, młodzi, też może byśmy zlecieli, ale już z doświadczeniem z ekstraklasy. Tak jak mówiłem, patrz na to, jak dużo daje ono dziś Rafałowi Kurzawie. Ale nie obawiałem się o to, że teraz będzie tak samo, bo znam trenera Brosza i jak powiedział, że chce na nas zbudować skład, to nie odejdzie od tego po awansie.

2017.07.29 ZABRZE SPORT PILKA NOZNA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2017/18 KOLEJKA 3 GORNIK ZABRZE - WISLA KRAKOW NZ PATRYK MALECKI ADAM WOLNIEWICZ FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl 2017.07.29 ZABRZE SPORT FOOTBALL LOTTO EKSTRAKLASA SEASON 2017/18 ROUND 3 GORNIK ZABRZE - WISLA KRAKOW FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl

Po drodze do pierwszego składu Górnika musiałeś wygrać nie tylko z rywalami o miejsce, ale i z kontuzjami, których już – mimo dość młodego wieku – masz parę poważnych na koncie.

Jak poszedłem do Rybnika pierwszy raz, jako młodzieżowiec, myślałem, że tam się uda grać. Miałem naprawdę dobre nastawienie. Po pierwszej kolejce był mecz wyrównawczy i zerwałem na dzień dobry więzadło krzyżowe. Mówiłem sobie: trudno, tak może musiało być. Zrehabilituję się, wrócę silniejszy, mam jeszcze sporo czasu. Tak się stało, wróciłem do Rybnika, walczyliśmy o awans do I ligi i znowu – kontuzja. Złamana piąta kość śródstopia, lekarze stwierdzili, że nie będą tego operować, że zrośnie się to za dwa miesiące i będę mógł wrócić. Po dwóch miesiącach się zrosło, miesiąc pograłem i znowu się złamała ta kość. Wtedy już trzeba było wkręcać śrubę w stopę, po tym zabiegu właśnie szukałem klubu, wtedy był ten Tarnobrzeg, Opole…

Moment zerwania pamiętasz?

Najpierw na meczu mi to kolano wyskoczyło, było słychać chrupnięcie. Po meczu pojechałem do lekarza jednego, drugiego. Stwierdzili, że wszystko jest ok, że nie ma opuchlizny, nic się nie dzieje, mogę trenować. Odpocząłem tydzień czy dwa, próbowałem wejść na boisko, grałem w rezerwach i na pierwszym meczu znowu mi to kolano uciekło. Hej, coś tu jest nie halo. Zrobiliśmy rezonans i okazało się, że jest zerwanie, trzeba więzadło rekonstruować. To jest strasznie nieprzyjemny ból, jak kolano ze stawu wyskakuje, czuć jakby kość o kość obcierała.

Jak zareagowałeś, jak usłyszałeś, że to zerwanie?

Na początku jak czytałem o tej kontuzji, to myślałem sobie, ze sześć miesięcy szybko zleci, że co to dla mnie. Ale później gadałem z ojcem, lekarzem, że może to nawet rok potrwać, aż wszystko wróci do normy. Ojciec załatwił mi też później operację w Centrum Medycyny Sportowej w Zabrzu  u doktora Pileckiego, on powiedział mi, że 9-12 miesięcy muszę poczekać. Żeby na spokojnie wchodzić, bo tyle trwa mniej więcej odbudowa więzadła. A jak drugi raz zerwę, to będzie kaplica. Wziąłem sobie to do serca. Górnik dużo mi w tym pomógł, bo opłacił mi całą rehabilitację, a to wcale nie jest tania sprawa. Szczególnie, że nigdy nie grałem w pierwszej drużynie, nie byłem jakąś mega istotną postacią. Byłem szczęśliwy, że klub wyciągnął do mnie rękę w takiej sytuacji. No i odpukać, nic z tym kolanem się nie dzieje.

Inaczej się gra w piłkę ze świadomością, że już było to zerwanie, że takie kontuzje lubią się odnawiać?

Nie myślałem o tym nawet jak za pierwszym razem wyszedłem na boisko po dziewięciu miesiącach. Myślałem na zasadzie: zrehabilitowałem się, jestem zdrowy, wszystko jest okej. Żadnych obaw nie miałem teraz, nie mam ich do dziś. Jak coś się stanie, to trudno, nie mam na to wpływu.

Czytałem też w materiale na twój temat, że inną przeszkodą był twój styl żywienia, że nie przykładałeś do tego dużej wagi, przez co osiągi nie były takie, jakie mogłyby być.

Wtedy nie miałem takiej świadomości, ile procent więcej na boisku daje odpowiednie odżywianie, wzmacnianie mięśni. Uważam, że gdybym przed kontuzją wiedział to, co dziś, to do niej by nie doszło. Nie każdy się rodzi z wiedzą na każdy temat, trzeba do tego dochodzić na własnym doświadczeniu.

To jak wtedy wyglądała twoja dieta? Pizza, kebab, piwko?

Nie, alkohol nigdy nie był dla mnie wyznacznikiem dobrej zabawy, od czasu do czasu napiłem się piwka na rozluźnienie, ale nigdy nie przepadałem za alkoholem aż po dziś dzień. W okresie tym chodziłem do szkoły, a wtedy nie było mody na zdrowe odżywianie, nie rozumiałem, że odpowiednia dieta może zapewnić mi dobre wyniki i zmniejszyć ryzyko kontuzji – jadłem dużo chleba, płatków i zdecydowanie mnie witamin niż teraz tzn. owoców i warzyw. Obecnie mam mocno zbilansowaną dietę, co sprawia, że czuję się lepiej zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Cracovia Krakow - Gornik Zabrze. 18.08.2017

Na koniec jeszcze muszę zapytać – kojarzysz wywiad, w którym Błażeja Augustyna pytaliśmy o to, jakim trenerem jest Diego Simeone?

Oj, nie.

Powiedział, że „chujowym”. Gdybym spytał ciebie po meczach z Jagiellonią i Cracovią, jakim sędzią jest Paweł Raczkowski, odpowiedziałbyś tak samo?

Nie. Ja jestem tak wychowany, że nie chcę nikogo oceniać, najpierw siebie. Sędzia Raczkowski jest człowiekiem, każdy ma prawo popełnić błąd. Ja go rozumiem. To jest kwestia ekstraklasy, sponsorów, żeby sędzia błędów popełniał jak najmniej. Pomóc mu wideoanalizami, coś. Co mi z tego, że nabluzgam na jedną czy drugą osobę, skoro wyniku to nie zmieni. Dałem sędziemu pretekst, podyktował karnego, tak było i tak zostanie.

Długo się z tym nie mogłeś pogodzić? Druga żółta kartka, w konsekwencji czerwona, karny na 3:3, stracona wygrana w ostatniej minucie…

Bardzo mnie to zabolało, że przeze mnie nie wygraliśmy. Nie umiałem przespać tej nocy. Ale broń Boże nie byłem zły na sędziego, tylko na siebie, że nie zrobiłem dość, by przywieźć z drużyną z Krakowa trzy punkty. Dopiero dwa dni później, po analizie meczu, pogodziłem się z tym i teraz sztuka w tym, żeby takiego błędu więcej nie powielać. Nie dawać pretekstu do podyktowania karnego.

Uważasz, że wtedy niepotrzebnie ściągałeś Dytiatiewa? Na powtórkach widać, że miałby problem z doskoczeniem do tej piłki, że była raczej poza jego zasięgiem.

Była, też mi się tak wydaje. Ale na kamerze nie było widać sytuacji od samego początku. Najpierw to on mnie szarpnął za bark, uwiesił się i ja ciężarem ciała wpadałem na niego. W telewizji to wyglądało tak, że sam bym gwizdnął karnego. Na meczu miałem jednak uczucie, że to ja jestem ściągany, że to on mnie najpierw wytrącił z równowagi. Analizowałem później, jak powinienem się w takiej sytuacji ustawić, żeby nie dać rywalowi szansy tak zwrócić sytuacji, nie chcę więcej tego błędu powielić, łapać kolejnych takich kartek.

Byłbyś w stanie mi tutaj i teraz zadeklarować, że nie złapiesz już kolejnych czterech kartek do końca sezonu?

(śmiech) Powiem tak – widzę te kartki, analizuje te błędy, wiem, że każda z nich to kwestia ustawienia. Jak już złapię to doświadczenie, to wiem, że będę ustawieniem ograniczał ryzyko złapania kartki. Czasami wręcz wiem, czego nie powinienem robić, ale emocje podczas meczu sprawiają, że taka rzecz umyka, że przeciwnik wykorzysta mały błąd i trzeba go faulować. Stąd już cztery żółte kartki. Grałem też na wymagających przeciwników, bo patrz: Peszko, Nagy, Chomczenowski. Nie byle kto! A co do zakładu? Jeden już mam i trwa, nie chcę się w zbyt wiele ich wplątać!

Jaki?

Z Rafałem Kurzawą. Mówiłem mu, że w ciągu dwóch lat zagra w reprezentacji Polski. Jedna z najlepszych lewych nóg w ekstraklasie, piłkarsko – wielka klasa.

Skoro już o typach i zakładach. Na kogo postawiłbyś pieniądze, gdybyś miał typować, kto z was zrobi największą karierę?

Szymon Żurkowski. Zobacz na jego przykładzie, jaka przewrotna jest piłka. Pół roku temu grał w rezerwach, przegrali gdzieś z Piastem Żmigród 5:0, Wtedy wydawało się, że z rezerw nie wyciągniemy raczej nikogo, kto będzie mógł pomóc nam w awansie. Byliśmy jednak w błędzie. Szymon chciał, rozwijał się, wskoczył do składu i moim zdaniem ma papiery żeby wyjechać na Zachód i zrobić wielką karierę. On ma duże predyspozycje, Ambrosiewicz też ma ogromny talent, zarówno jak Wieteska czy też Loska… Mamy fajny skład, wszyscy się zazębiamy. Ale na dziś? Gdybym inwestował swoje pieniądze, inwestowałbym w Szymona.

Rozmawiał SZYMON PODSTUFKA

fot. FotoPyK/400mm.pl

KOMENTARZE (6)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
karlos95

Fajny chłopak, ale na boisku nie ma takiej pozycji. Na tle fajnego Górnika jednak wyróżnia się in minus, ale niech pracuje i pokaże ze się mylę. Mimo wszystko chyba jego maximum zostało osiągnięte i nie jest to poziom ani ekstraklasy ani pierwszej ligi.

Walendziak
Rapti River Football Club

Ogromne zaskoczenie.
Chlopak ma poukladane w glowie i wypowiada sie w stylu „malo ekstraklasowym”.
Trzeba przyznac, ze Gornik ma przesympatyczna ekipe…
Widac, ze zawodnicy mocno identyfikuja sie z klubem, dostali szanse zeby sie pokazac i jak na razie ja wykorzystuja. Mam nadzieje ze kilku z nich, predzej czy pozniej trafi do reprezentacji:
Kurzawa, Wieteska, BraciaW, Loska, Zurkowski, Ambrosiewicz…
Ciekaw jestem kto bedzie sie stale rozwijal a kto zgasnie…

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Życzę temu chłopakowi, by jego gra była tak mądra i poukładana, jak wypowiedzi. Sposobem, w jaki opowiada o karnym podyktowanym w meczu z Pasami po jego faulu, zyskał mój wielki szacunek.
PS. Zdecydowanie nie pasuje do cyklu „weszlo z butami”.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

LechiaFans

żabol!! od razu widać że to zabskie. Sukcesów nie wróze.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY