Szamoobrona
To absurd, że można pomagać z serca. Pomagając musisz mieć mięśnie i rozum
Weszło Extra

To absurd, że można pomagać z serca. Pomagając musisz mieć mięśnie i rozum

Szlachetna Paczka to najbardziej precyzyjny system pomagania w Polsce. Dziesiątki tysięcy wolontariuszy sami wyszukują po najdalszych zakątkach Polski rodziny najbiedniejsze, najbardziej potrzebujące, lecz pomagają wyłącznie tym, które wykazują inicjatywę, by swoje życie wreszcie zmienić. W ramach pomocy potrzebujący dostają na święta pięknie wyglądające paczki, w których jest pralka (bo dotychczasowa zepsuła się dwa lata temu), laptop dla dziecka (na którego rodzina musiałaby zbierać kilka lat) czy cokolwiek innego. Paczka od kilku lat kojarzy się ze sportem – promują ją m.in. tacy sportowcy jak Wojciech Szczęsny, Kuba Błaszczykowski, Joanna Jędrzejczyk czy Maja Włoszczowska, wspierają wszystkie kluby Ekstraklasy, swoje paczki przygotowują reprezentanci Polski czy piłkarze Realu Madryt. Jak mówią ludzie Paczki – ich celem jest pociągnięcie ludzi do tego, co w Stambule zrobił Jerzy Dudek, schodząc do szatni z wynikiem 0:3. Obecnie wiele polskich rodzin boleśnie przegrywa z życiem, ale większość z nich zapomina, że jest jeszcze przecież druga połowa. O Szlachetnej Paczce rozmawiamy z księdzem Jackiem Stryczkiem, założycielem i organizatorem Paczki, a także wielkim pasjonatem sportu. Jeśli chciałbyś w jakiś sposób wspomóc Paczkę, możesz zrobić to teraz, bo właśnie teraz – jeszcze przed startem najbliższej edycji – środki potrzebne są najbardziej. 

Trwa Narodowa Zrzuta. Pomagaj kompletnie, konkretnie | WPŁACAM TERAZ

– W czwartej klasie byłem uczniem, który czytał najwięcej książek w całej szkole, później trafiłem jednak do klasy sportowej (śmiech). Z natury jestem już więc sportowcem. Przez dziesięć lat czynnie go uprawiałem, sześć dni w tygodniu po dwie godziny treningów plus piłka na podwórku. Z czasem to zaniechałem. Miałem w swoim byciu księdzem taki epizod, że wydawało mi się, że jeśli już pomagam ludziom, modlę się naprawdę głęboko i żyję duchowo, mogę zaniedbać swoje ciało. Po roku takiego życia obudziłem się i okazało się, że są tego opłakane konsekwencje. Oprócz kontuzji zaobserwowałem, że gdy nie mam mięśni, mam większą tendencję do strachu przed wyzwaniami. To, że mamy mięśnie i jesteśmy silni sprawia, że my – faceci – jesteśmy gotowi do podejmowania wyzwań. Raz w życiu popełniłem ten błąd i od tamtej pory sport to stały element mojego życia. Skoro mam już ciało, to muszę je jakoś zagospodarować, prawda?

Mój żywioł to była siatkówka. Dzięki temu, że mam – w sumie to miałem – dobry wyskok byłem atakującym mimo moich 180 centymetrów. Grałem w Górniku Libiąż – gdziekolwiek jest Libiąż – aż do czasów maturalnych. Gdy pływam, zatapiam się w wodzie. Nie rozróżniam podziału między sobą a wodą. Cos podobnego mam też na rowerze. Czuję się zintegrowany z rowerem, tak jakby maszyna była moim ciałem. To dla mnie najwyższa forma wejścia w sport.

Zawsze uwielbiam gdy jest pod górę – i na rowerze, i w życiu. Chyba stąd pomysł, by wejść na Mont Blanc i Matterhorn. Jak już zaczynam wchodzić, nie potrafię się cofnąć niezależnie od okoliczności. Miejscami to już przestawał był trekking, czyli takie chodzenie dla przyjemności. Matterhorn zdobywaliśmy równolegle z ekipą trenującą wspinaczkę skałkową dużo lepiej wyposażoną od nas i… oni nie dali rady, góry ich przeraziły. A my daliśmy. Góry to mądrość, odpowiedzialność, wiele podejmowanych decyzji. Sprawne ciało i umiejętności to tylko jeden z elementów.

Czego dowiedział się ksiądz o sobie podczas wchodzenia na Mont Blanc czy Matterhorn? Takie niepozorne sytuacje potrafią czasami odmienić życie, pozwalają złapać nową perspektywę.

Matterhorn to nie niepozorna sytuacja, proszę mi wierzyć, to 1200 metrów pionowej wspinaczki. Mam jasną koncepcję życiową – miarą wielkości człowieka jest największe wyzwanie, które podjął i wygrał. Patrzmy na siebie nie przez pryzmat tego, co o sobie myślimy, a co udało nam się osiągnąć. Uważam, że przez wejście na Matterhorn, ja się zmieniłem. Ale niczego nowego nie odkryłem.

Na szczyt weszliśmy o 23. Wiał straszny wiatr. Byliśmy po wielogodzinnej wspinaczce – dwa pełne dni, zimowe warunki, bez jedzenia, bez wody… A w perspektywie mięliśmy jeszcze zejście po tej stromiźnie. Śnieg był tak zmrożony, ze trzeba było go kuć rakami, by się wbić.

W takiej sytuacji nie ma zbyt dużej przestrzeni na myślenie.

Moja zmiana polega na tym, że dziś już wiem, że potrafiłem to zrobić. To najważniejsze w tego typu doświadczeniach. Nie wiem jak to nazwać… Pewność siebie? Przekonstruowanie siebie w kontekście wyzwań? Skoro tego się podjąłem, gdy pojawia się następne wyzwanie mówię sobie: – Co za problem?!

Żałuję, że moja przygoda z judo nie potoczyła się tak jak powinna. Poszedłem na jeden trening, ale poczułem się niesprawiedliwie potraktowany przez… hm, kulturę organizacyjną sekcji. Starsi traktowali młodszych jak koty, a miałem wtedy – zresztą cały czas mam – wysokie poczucie sprawiedliwości. Nie mogłem pogodzić się z tym, jak to się odbywa. Żałuję, bo do judo miałem znacznie większe predyspozycje niż do siatkówki. Zresztą zawsze marzyłem o tym, by nauczyć się bić.

Ciekawe marzenie jak na księdza!

Biłem się trzy razy w życiu i zawsze wygrywałem dzięki judo, którego nauczyłem się nie z treningów, lecz z… książki. Obecnie pracuje z mistrzem świata w kung-fu Krzyśkiem Rodkiem, który trochę mnie rehabilituje, a trochę uczy kung-fu.

Co księdza pociąga w biciu?

Nie wiem. To jest takie… No nie wiem, to tak jak ktoś chce nauczyć się nurkować, to ja zawsze chciałem nauczyć się bić. Gdy trenowałem przed walką bokserską…

…którą odbył ksiądz z Andrzejem Supronem, a zysk z niej trafił do Szlachetnej Paczki…

…to najbardziej nie mogłem pogodzić się z tym, że trzeba uderzać. W ogóle nie mam w sobie przemocy. Trening bokserski był jednak świetny ze względu na swoją wszechstronność, 95 procent ciała jest aktywne. Wszyscy mówili mi, że jak wejdę do ringu, na pewno puszczą mi emocje i się zacietrzewię. No ale nie puściły. Z Andrzejem Supronem zmierzaliśmy z dwóch stron – dla niego była to kwestia nauczenia się nowej dyscypliny, dla mnie kwestia rehabilitacji i nauczenia się czegoś, czego nigdy nie robiłem. Andrzej to super człowiek i jestem mu bardzo wdzięczny, że chciał ze mną – amatorem – walczyć.

fot. Leszek Ogrodnik

fot. Leszek Ogrodnik

Pierwotnie zaplanowana była walka z samym Albertem Sosnowskim. Ksiądz już pewnie zabierał się za wykonanie jakiegoś odlewu twarzy, po wejściu do ringu z kimś takim już nic nie byłoby jak dawniej.

Przyjąłem to jako zrządzenie Boże (śmiech). Powiedziano mi: – To jest poświecone Paczce, masz walczyć! A że już nie raz poświęcałem swoje zdrowie dla paczki – przyjąłem to jako kolejne wyzwanie. Zmienił się niestety termin tej walki i nowy pokrył się z inną walką Alberta, musieliśmy zmienić rywala. Byłoby to na pewno zabawne. Jeden z moich trenerów jest wysoki jak Albert – ma duży zasięg ramion i siłę. Na treningu to masakra, mogłem tylko machać rękami.

W walce z Supronem padł remis, z perspektywy ringu uważa ksiądz, że powinien to być remis ze wskazaniem?

Walka była ciekawa i jak na to, że trwała sześć minut wyjątkowo długo siedzi mi w głowie. Pytałem się mistrza świata kung-fu z którym trenuję, czy też tak ma i potwierdził – ma to samo. Czy remis był sprawiedliwy? Mój trener mówi, że ja wygrałem!

Ciekawe co mówi trener Andrzeja Suprona!

(wybuch śmiechu)

Stąd właśnie ten mój wybuch śmiechu!

Jaki swoją drogą stosunek do sportów walki ma religia? Jakkolwiek spojrzeć – to zadawanie cierpienia, bólu.

To pytanie, co kto przypisze do religii. Większość ludzi traktuje dziś wiarę na zasadzie emocji – uznaje za nią to, co czuje, że powinno w niej być. W normalnym życiu normalne jest to, że się ranimy. Jak wchodzę do lasu to zawsze leje mi się krew, zawsze wejdę w jakieś krzaki, przygoda mnie ciągnie, a powinno mi to przejść 40 lat temu. To też zadawanie bólu. Różnica między sportem a gangsterką polega na tym, że w sporcie twoim celem jest wygrana, w gangsterce – by kogoś uszkodzić. Osobiście nie widzę problemu.

Ostatni raz pomagałeś w 1979? WPŁAĆ TERAZ

Sport krąży wokół życia księdza, ale też wokół Szlachetnej Paczki. Wielu topowych sportowców zaangażowało się w ten projekt.

Sport i Szlachetna Paczka to dla mnie dwa podobne wymiary. Wyobraźmy sobie, że ktoś tonie. Jeden krzyczy:

– Dopłyń tu do brzegu!

Drugi dodaje: – Patrzcie, patrzcie, gość tonie!

A dla mnie właściwa reakcja to wskoczenie do wody po to, by uratować topielca. Podjęcie walki. Szlachetność to dla mnie wejście do świata człowieka, który ma problemy. Wejście do jego wody. Gdybyśmy nazywali się Świąteczną Paczką odznaczałoby to, że wystarczy wrzucić do tej wody trochę bananów, pomarańczy i topielec dalej będzie musiał sobie sam radzić. Ludzie chcą pozbyć się problemu kontaktu z biedą, a nie naprawdę pomóc. Jeżeli skaczę, by kogoś uratować, muszę samemu umieć pływać. Samemu muszę być sprawny życiowo. To absurd, gdy ktoś mówi, że można pomagać z serca. Pomagając musisz mieć mięśnie i rozum.

Sport to najlepsze odzwierciedlenie życia. Możesz wygrać albo przegrać. Problemem ludzi, którzy są w biedzie jest to, że oni przegrali i wydaje im się, że ta porażka jest czymś ostatecznym. Użyliśmy kiedyś motywu z życia Jerzego Dudka i słynnego finału w Stambule, w którym przegrywał do przerwy 0:3. Wydawało się, że przegrali już cały mecz, a oni… wygrali. Cały zespół schodził na przerwę z poczuciem porażki, ale kibice po powrocie dodali im otuchy śpiewając „You will never walk alone”. Sportowcy to nie są ludzie, którzy wygrywają. To ludzie, którzy przechodzą od porażki do sukcesu. Zamiast przyklejać jak wszyscy sportowców do naszego projektu, chcemy postawić ich za wzór i pokazać, że teraz są na szczycie, ale kiedyś każdy z nich był na dole. Sportowcy są nam zresztą za to bardzo wdzięczni, bo pokazaliśmy prawdę o nich. Kuba Marczyński (dyrektor kreatywny stowarzyszenia WIOSNA odpowiadającego za Paczkę – red.) przeprowadził wywiad z Mają Włoszczowską i jako pierwszy spytał o jej zmagania z kontuzją stopy przez Rio. Maja po raz pierwszy się otworzyła i opowiedziała o tej tragedii. Wysłuchała siebie samą i powiedziała: „ej, to jest książka”. I potem napisała ją. Poszła za tym, co dotąd było dla niej skryte. Maja przyszła do nas z prawdziwą historią życia. Jako pierwsi w Polsce pokazaliśmy sportowców jako ludzi, którzy nie są wolni od porażek, problemów. Pamiętam historię Piotra Wyszomirskiego, który grał na Węgrzech, gdzie nie stawiał na niego trener. Zmagał się ze sobą. Pomagał mu różaniec, który zresztą jest tu na półce. To nie są wiadomości sportowe znane z telewizji, to prawda o tych ludziach.

Często zapominamy, że sportowcy też mają swoje problemy, słabości.

Dla mnie sportowcy przechodzą dokładnie taką drogę, jaką chcielibyśmy, by przechodzili ludzie. Doznałeś porażki? OK, zamień ją w sukces! Rób tak, byś w życiu codziennym miał siłę. Nastawiaj się na to, że wygrasz. Dla mnie to model życia, który jest uniwersalny. Dziś sportowcy sami się do nas zgłaszają, na imprezach ze sportowcami jesteśmy wyróżniani. A my tylko pokazaliśmy prawdę o nich, począwszy od Jerzego Dudka.

Z którym zresztą nagraliście spot na obiektach Realu Madryt, duża rzecz.

Jerzy Dudek był wtedy w Realu i wszyscy w Polsce narzekali, że siedzi na ławie. No chciałbym siedzieć na ławie w Realu! Dudek był w Realu dobrym duchem, Mourinho trzymał go nie tylko z powodów sportowych, ale też klimatu w zespole. Gdy mu się spodobała Paczka, zaangażował się. Mięliśmy kręcić spot na jakimś innym hiszpańskim stadionie, ale Hiszpanie – jak to Hiszpanie – nie są perfekcyjnie zorganizowani. Dudek powiedział: – Dobra, zadzwonię do Realu, będzie na ich stadionie.

No i… było. Piłkarze Realu zrobili potem dodatkowo swoją paczkę. Wszyscy lubili Dudka i zrobili to dla niego.

A propos dużych postaci, omal w Szlachetną Paczkę nie został wkręcony sam… papież.

 Mięliśmy z Kubą Marczyńskim pomysł, by w okolicach Światowych Dni Młodzieży zorganizować mecz piłkarski Polska – Argentyna z udziałem papieża. Brzmi ambitnie, ale w Paczce wychodzimy z założenia, że nie ma rzeczy niemożliwych. Ostatnio jeden z pracowników siedzi przy komputerze i mówi:

– Tego się chyba nie da zrobić.

Wtedy wszyscy pozostali odwracają się:

– Chyba jesteś tu nowy?!

Wstępnie rozmawiałem o tym meczu z Kardynałem Dziwiszem i udało nam się dotrzeć też do papieża, Kuba był u niego osobiście. Papież się zapalił, bo lubi piłkę i traktował ten mecz jako przykład dla młodzieży. Ostatecznie sprawa rozbiła się o mistrzostwa Europy. ŚDM odbywały się niedługo po turnieju, mecz pokrywałby się z urlopami zawodników. Organizacyjnie była jednak duża walka do samego końca. Mieliśmy potwierdzonych Javiera Mascherano, Diego Simeone, polską reprezentację… Nie udało się, ale mam tak, że nawet jak mi się teraz nie uda, to uda się za 10 lat. Od lat jesteśmy też związani z Ekstraklasą. Kluby chcą pokazać, że piłka i Paczka potrafią pięknie łączyć ponad podziałami.

x Stryczek z papieżem1

Opowiadane przez was historie sportowców faktycznie działają na ludzi, pomagają się wyrwać?

Pokazujemy im punkt odniesienia do ich życia. Niektórzy myślą, że przegrali całe życie, tak samo jak Dudek myślał, że przegrał mecz, gdy było 0:3 do przerwy. A to tylko połowa życia! Potrzeba dużej pracy społecznej, by to weszło do świadomości ludzi jako perspektywa zmiany ich życia. Robimy wiele, żeby dotrzeć do ludzi na przegranej pozycji, by zobaczyli, że mają w nas tyle oparcia, że mogą zmieniać swoje życie. Nie pomagamy ludziom roszczeniowym. Jeśli ktoś nie chce zmienić swojej sytuacji życiowej – nie otrzymuje od nas pomocy. Rokrocznie odwiedzamy 40 tysięcy rodzin i wybieramy z nich połowę. Gdybyśmy pomagali tym, którzy pomyślą, że dostaną kolejny łup, że nie muszą się starać – zdemoralizowalibyśmy ich, wyrządzili im krzywdę. Niedawno mieliśmy taki „fódtrack”, którym jeździliśmy po krakowskich wioskach z hasłem „niepełnosprawni jedziemy do was”. Rozdawaliśmy im za darmo zapiekanki i rozmawialiśmy z nimi.

– Ej, jesteś na dnie, nie masz pracy, nie chcesz jej znaleźć… Wiemy, jesteś niepełnosprawny. Ale może to dobry moment by w końcu wystartować?

Dla niektórych do przerwy 0:3 jest wystarczające by podjęli walkę, widzą w nim odniesienie do siebie. Aha, mnie też to dotyczy.

W jaki sposób weryfikujecie rodziny by mieć pewność, że ta chce zmienić swój los?

Na początku sprawdzamy, czy ta rodzina w ogóle jest biedna, ale to oczywiste. Potem próbujemy zdiagnozować, co dzieje się w tej rodzinie, aby nastąpiła zmiana. Podam przykład z podwarszawskiej wioski. Cztery lata temu nasza wolontariuszka zweryfikowała, że dana rodzina powinna otrzymać pomoc. Pani obiecała, że poszuka sobie pracy, powysyła CV. Po czterech latach wolontariuszka trafiła do tej samej rodziny – kobieta niby jest chora, ale nie tak, by nie mogła pracować. Mąż zmarł. Wolontariuszka zapytała:

– Czy pani w jakikolwiek sposób szukała pracy?

– Nie.

– To nie możemy pani udzielić pomocy.

I koniec rozmowy. To prosty przypadek, ale wolontariusze mają za zadanie sprawdzić, na co się nastawia dana rodzina. Czy chce walczyć? Czy może woli dalej tkwić w tej biedzie?

Momentami weryfikacje są wręcz brutalne, lecz konieczne. Gdy w rodzinie jest ojciec alkoholik i istnieje ryzyko, że sprzeda prezent dla dziecka – odmawiacie pomocy.

To jest ciężkie, bo dziecko nie jest winne temu, jakiego ma ojca. Gdy pomoc dla dziecka nie jest demoralizacją dla ojca – pomagamy. Może być tak, że ojciec tego nie sprzeda, mimo że jest alkoholikiem.

Leczy się.

Albo w rodzinie jest jakiś rodzaj separacji. Dlatego praca wolontariusza jest taka trudna i musi mieć on kompetencje super W – musi umieć skakać do tej wody. Gdy widzi biedę, ten przytłaczający ciężar, musi podjąć jakąś decyzję. Wolontariusze często po takich wizytach nie śpią całą noc. Po swojej pierwszej edycji mówią zwykle: – Ja myślałem, że mi jest ciężko, ale w sumie to ja nie mam żadnych problemów.

Szlachetna Paczka to nie jest pomoc przez szybę, to nie pomaganie biednym, którzy gdzieś tam są. My wchodzimy do tego świata i musimy być w nim mocni. Spotykamy się z tymi ludźmi, rozmawiamy z nimi, szukamy im lekarza, szukamy porady. Ludzie w naszym kraju powinni docenić, jakie to jest niesamowite zaangażowanie. To nie jest obdarowywanie żebraka, to nie udawanie czy pozbywanie się problemu.

Księdzu zdarzają się jeszcze nieprzespane noce?

Moja rola się zmieniła, działam teraz głównie organizacyjnie i już nie mam kontaktu z tymi rodzinami. Moje myślenie odnośnie pomagania też się zmieniło. Teraz myślę, że bieda nie jest niczym nadzwyczajnym. To się zdarza. Po prostu. To, że ktoś ma mało, nie jest dla mnie problemem. Ja mam na przykład zestaw płyt, ale ich nie słucham, bo nie mam kiedy, czyli tak jakbym ich nie miał. Problemem jest to, gdy ktoś jest nikim. Gdy ktoś jest chory i przychodnia traktuje go tak, jakby go nie było. Gdy ma problem prawny, ale dla sądu nie jest partnerem i  traktowany jest z góry. Nie potrafię się zgodzić z niesprawiedliwością na świecie i z nią walczę.

Jak wyszukać tych najbardziej potrzebujących? Zwykle siedzą oni pochowani w norach, nie wychodzą z problemem do świata.

To sztuka. Myśląc o biedzie mamy na myśli roszczeniowych, którzy sami przychodzą z prośbą, wręcz krzyczą. Najlepiej o tym kto jest biedny wiedzą szkoły – przez dzieci – i inni biedni. To są całe procedury lokalne, wolontariusze na różny sposób próbują identyfikować te rodziny. Na pewno nie wszyscy się ukrywają, nie wszyscy z góry nie chcą pomocy. Najgorsze jest to, że gdy ktoś ma problemy, traci przyjaciół. Ludzie od nich odstępują. Gdy jesteś nikim marzysz  tylko o tym, by ktoś usłyszał twoje wołanie o pomoc i pomógł ci przejść przez kłopoty. A ja marzę, byśmy byli przy takich ludziach w tym momencie, w którym naprawdę tego potrzebują. Ludzie wpadają w tarapaty z miesiąca na miesiąc. Wystarczy, że jedyna osoba utrzymująca rodzinę zachoruje…

Marzy mi się przygotowanie kampera Szlachetnej Paczki. Szukamy zawsze biednych na samym dnie. Są biedni atrakcyjni i nieatrakcyjni. Atrakcyjni biedni to chore dzieci. Każdy chciałby pomóc choremu dziecku, każdy! Nieatrakcyjni to umierający starzy ludzie. Dużo jest nieatrakcyjnej biedy szczególnie w małych miejscowościach, gdzie nie ma nikogo, kto by otworzył tym ludziom oczy. Marzy mi się kamper, w którym nasi ludzie jeździliby po tych dziurach, orali kraj i nauczali ludzi, jak zarabiać pieniądze, dawali nadzieję. Paczka jest już bardzo rozpoznawalna, gdy już przyjechałaby do danej wsi, byłby odbierana bardzo pozytywnie: – Do nas przyjechała Paczka? Super!

Co by się stało jakbym poprosił księdza na ulicy o dwa złote?

Powiedziałbym, że się tym nie zajmuję.

Kiedy ostatnio ksiądz pomógł komuś na ulicy?

Bo ja wiem… 30 lat temu?

Sporo.

Jeśli ktoś podchodzi na ulicy to wiadomo, że nie można mu pomagać. Im więcej dajemy żebrakom, tym więcej będzie na ulicach żebraków, to proste. Gdy ktoś zarobi dziennie 200 złotych na ulicy, nigdy nie pójdzie do pracy. Nie zajmuję się głupią pomocą. Jeśli ktoś ma środki i chce je przeznaczyć na pomaganie powinien zorientować się, gdzie to pomaganie będzie najbardziej pewne i efektywne. Na ulicy mamy pewność, że środki będą zmarnowane. Gdyby ktoś faktycznie miał problem, to nie poszedłby na ulicę, tylko poprosił o pomoc rodzinę i przyjaciół. Ci, którzy proszą i szybko wywierają presję to profesjonaliści. Jako młody ksiądz radykalnie sobie postanowiłem: już nigdy nie pomogę na ulicy. Pomyślałem sobie wtedy, że może wśród moich studentów jest ktoś, kto o wiele bardziej potrzebuje pomocy? Nie wiedziałem jednak, jak się tego dowiedzieć. Przeznaczyłem więc małe środki na to, by codziennie przed naszymi spotkaniami były kolacje. To przykład właściwego przekazania środków. Gdybym dziś miał na cos przekazać, przekazałbym na WIOSNĘ (stowarzyszenie zajmujące się Szlachetną Paczką – red.) . Nasz proces docierania do ludzi jest najbardziej efektywny.

fot. Tomasz Dziedzic

fot. Tomasz Dziedzic

Pierwotnie pomagał ksiądz na ulicy wszystkim. Pamięta ksiądz najbardziej spektakularne oszustwo?

Po moim nawróceniu w wieku 21 lat wszędzie widziałem biednych. Mam też taki problem, że gdy gdzieś stoję, do mnie pierwszego podchodzą żebracy. Kiedyś gdy w sklepach nie było jeszcze nic, przyjechałem do Krakowa z Libiąża z wałówą i żebrak poprosił mnie, bym się z nim podzielił. Oddałem mu połowę mojego jedzenia. Innym razem biegłem ulicą Floriańską na wykład i ktoś poprosił mnie o pomoc. Ale ja biegłem, byłem spóźniony, nie mogłem się zatrzymać. Później miałem takie wyrzuty sumienia, że nie spałem całą noc.

– Jezus na pewno by pomógł – mówiłem sobie.

Takich prostych sytuacja była cała masa, a mówię o nich by pokazać, że kiedyś byłem bardzo wrażliwy. Aż do historii, gdy pewien człowiek na rynku podszedł do mnie i poprosił o pieniądze. Dałem. Mniej więcej rok później ten sam gość w ten sam sposób podszedł do mnie i poprosił o to samo. Z jedną różnicą – był totalnie pijany. Pomyślałem wtedy sobie, że zdemoralizowałem go podwójnie: pozwoliłem się oszukać, czyli wychowałem oszusta i dołożyłem się do jego alkoholizmu. To był jeden z mocnych przyczynków, by tego już więcej nie robić. Z czasem zacząłem tych ludzi sprawdzać i mam dość mocną wiedzę o ich sposobie działania.

Są ludzie, którzy z żebrania żyją jak z pensji.

Kiedyś zadzwoniła do mnie pewna dziennikarka i powiedziała, bym pomógł starszej kobiecie, która żyje na granicy nędzy.

– Skąd ty o niej wiesz? – spytałem.
– Jechałam tramwajem i podeszła do mnie.

– Według mnie zostałaś oszukana.

– Nie, nie, nie. Pomóż – szantażowała mnie.

– OK, zrobię to specjalnie dla ciebie.

Pojechałem samochodem do tej kobiety i chciałem ją sprawdzić. Przyjeżdżam, a tam… duże gospodarstwo rolne z dużą liczbą maszyn, ciągników.

– To prawda, że tu mieszka taka i taka?

– No mieszka.

– A to prawda, że potrzebuje pomocy?

– Aaaaa, nie! Mamusia ma tylko taki sport!

No taki sport miała. Pieniędzy mieli dostatecznie dużo, sprzedawali zbiory całymi przyczepami, ale mamusia miała takie hobby. Chcesz pomóc? To idź za tym człowiekiem i zobacz, w jakim żyje świecie.

Szanujmy się, tak? WPŁAĆ NA PACZKĘ. TERAZ

Jak dużą zmianę w mentalności Polaków względem pomagania widzi ksiądz między rokiem 2001 – gdy ruszała pierwsza Paczka – i obecnym?

Ogromną. Rok 2001 był okrutny. Po latach 90-tych wskutek zmian społecznych część ludzi zdążyła się już dorobić, a część sobie nie poradzić. Ci, którzy się dorobili, patrzyli z pogardą na tych, którzy nie mieli nic. Podział społeczny zbudowany był na pogardzie, przez co była ogromna niechęć do pomagania. Łączenie bogatych z biednymi to wtedy wręcz wyrywanie ludzi, którzy byli gotowi się otworzyć. Gdy przychodziłem na spotkanie z biznesem i mówiłem o biednych, byłem traktowany z taką samą pogardą, ludzie wychodzili ze spotkań. Nie chcieli słyszeć o nich. To się zmieniło się po wejściu Polski do Unii, gdy młodzi Polacy wyjechali i zobaczyli, że może być inaczej. Wprowadzili do naszego społeczeństwa pierwszy oddech. Następnym etapem było to, gdy w 2007 powiedziałem, że istnieje głupia pomoc i mądra pomoc. Pomaganie wciąż było oparte na odruchu – dla ludzi oznaczało ono ofiarowanie czegoś na ulicy albo do domu dziecka. Dziś klasyczna pomoc z kolei to pomoc choremu dziecku. Ten szał jest totalnie nieracjonalny. Natomiast nie może być tak, że im więcej pomocy, tym więcej potrzebujących. To głupia pomoc. Mądra pomoc to taka, że gdy komuś pomogę, to on sobie lepiej poradzi w życiu. Jest to świetnie opracowane u niepełnosprawnych, którym usuwa się bariery, a nie wyręcza ich. Następnym etapem zmiany było wprowadzenie sportowców do pomagania. Przedefiniowanie osób mających problemy. To nie jest człowiek, któremu trzeba całe życie pomagać, ale człowiek, który może swoje życie wygrać. Następny etap jest teraz. Zmieniamy profil paczki z pomagania biednym na pokazywanie ludziom, jak zarabiać więcej. Gdy ludzie zarabiają, nie potrzebują pomocy. A ja lubię sobie wypoczywać i uprawiać sport, więc zależy mi na tym, by biednych było jak najmniej. Wtedy będę mógł to robić bez końca.

Napisałem całą książkę o pieniądzach, w której krytykuję pokręconą mentalność wielu Polaków. Nazwałem ją katomarksizmem. W PRL-u ludzie szli rano do kościoła, a wieczorem na zebranie partyjne. Jezus mówił, że trzeba kochać ubogich, Marks że trzeba nienawidzić bogatych. Połączyło się to w taką pseudomoralność. To jest chore. Nie rozumiem, dlaczego w Polsce jest tak dużo uprzedzeń do bogactwa i zarabiania. Jeśli komuś przeszkadzają pieniądze, niech je zarobi i rozda. Nie jest sztuką narzekanie na pieniądze, gdy się nie umie zarabiać. Z mojej perspektywy pieniądze są zwykłe. Po prostu są. Czy ktoś ma dużo czy mało – nie wartościuję tego. Inna sprawa, że niektórych pieniądze przytłaczają, ale wtedy trzeba trenować dystans do nich. Jak jeżdżę do Stanów, ludzie nie mają tej filozofii. Pieniądze się zarabia, odkłada i tyle. Im bardziej ktoś jest w to uwikłany, tym większe problemy ma z zarabianiem, bo próbuje zyskiwać coś, czego nienawidzi. Wewnętrznie jest zablokowany. To podstawowa misja – zdejmowanie blokad.

Tym, którzy chcą zmienić swój los, Paczka przyznaje medale. To sposób na to, by podnosić ich godność.

Działamy według metodologii, która nazywa się projektowanym doświadczeniem. W dzień dziecka zabieramy dzieci do gabinetów prezesów i sadzamy na fotelach. Gdy tam usiądą, może zostanie im w pamięci, że byli na szczycie. Medal jest takim samym projektowanym doświadczeniem. Masz medal, możesz zdobywać kolejne, dalej wygrywać. Medal działa.

Wielką wartością Paczki jest też to, że bardzo dużo czerpią z niej wolontariusze. Wielu z nich mówi, że nie ma lepszej szkoły pokory.

Generalnie więcej szczęścia jest w dawaniu niż braniu, to zdanie Jezusa z Dziejów Apostolskich. Kiedy chciałem by mi ktoś cos dał, nigdy nie znajdowałem szczęścia. Gdy sam coś dałem, czułem się szczęśliwy. Mądre pomaganie daje szczęście, ale głupie nie. Gdy ktoś dał coś komuś na ulicy, podświadomie wie, że został wkręcony i musi sobie to zracjonalizować. Nie daje mu to szczęścia. Dlaczego ludzie Paczki żyją tym cały rok? Bo to ich napędza. Pierwszy poziom satysfakcji to obserwowanie wyniku – widzą rodzinę, widzą jej radość, zmianę. Mam zasadę, że cokolwiek robisz – rozwijaj się. Dlatego projektujemy procesy rozwojowe dla wolontariuszy, pokazujemy jak lepiej zarządzać sobą, projektami, drużyną, jak prowadzić rozmowę. Otrzymują oni od nas dużo ważnych kompetencji na rynku pracy. No i najważniejsze – do nas rekrutują się fajni ludzie. Gdy wchodzisz do paczki, często spotykasz najfajniejszych ludzi, jakich spotkałeś w życiu. Jesteśmy specyficzni, bo łączymy ludzi, a nie dzielimy. Nie wyróżniamy się tym, że kogoś oskarżamy. Ja w ogóle nie potrafię źle mówić o ludziach i nigdy nie chcieliśmy tego robić. Wykonujemy niesamowitą pracę, by zmotywować ludzi do normalnego życia, by połączyć biednych i bogatych, młodych i starych. Mamy 800 lokalizacji, 14000 wolontariuszy, milion darczyńców…

Monstrum.

Nie jesteśmy polityką, a mamy siłę. Wierzę, że naszym życiem nie musi rządzić polityka. społecznicy też mogą. Ale by działać potrzebujemy środków. Teraz.

Dlaczego akurat teraz warto pomóc Paczce?

Zostaliśmy zawieszeni w próżni, bo kilka osób zajęło się innymi rzeczami i potrzebujemy być doinwestowani. Nie zrobimy tego bez pieniędzy. Potrzebujemy nawet kilka milionów złotych przed wystartowaniem kolejnej edycji. Proszę pomyśleć: pewnego dnia milion ludzi wymienia się rzeczami, bogaci oddają je dokładnie tym biednym, którzy potrzebują. To przecież samo się nie dzieje. Paczka jest najbardziej skomplikowanym wydarzeniem tego typu na świecie. Normalnie ktoś by zebrał te rzeczy na kupę, przekazał komuś i tyle. A tu pomoc trafia do konkretnych osób. To wszystko jest przemyślane, ale powtórzę: potrzebujemy doinwestowania. Dlatego mam komunikat do wszystkich: lubisz paczkę? Jesteś jej kibicem? No teraz na nią wpłać. Pozwól, byśmy dalej wykonywali swoją misję. Kibic Realu Madryt uwielbia, gdy jego drużyna wygrywa, ale też wie, że to nie bierze się z niczego. Kibice Paczki to ludzie, którzy chcą, by świat był lepszy. Bo Paczka czyni świat lepszym.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

To szalenie ważne, żebyś właśnie ty pomógł Paczce. WPŁACAM TERAZ

KOMENTARZE (24)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Tulismanore
FC Albatros

Absurdem jest pisanie białym fontem po białym tle. I to nie pierwszy raz.

qq.PNG
werseo

Kapitalny gość, wspaniały człowiek. Takie pomaganie to ja rozumiem!

Annak1975
Wierna kibicka zwycieskich drużyn.

Zdjęcie profilowe Jakub Białek co jest na waszym logo? Ks. Stryczek robi coś dla innych. Weźcie z niego przykład. No przynajmniej powstrzymajcie przed promowaniem prostackich zachowań.

comment image

Annak1975
Wierna kibicka zwycieskich drużyn.

Redakcji Weszlo, do każdego wywiadu z Powstańcem/społecznikiem dodawajcie pytanie”

„Jak Pan ocenia grafikę, którą się posługujemy? Hehehe to nie pies!”

comment image

Zmieńcie to. To promowanie przedmiotowego traktowania kobiet i zwykłego chamstwa.

transparentny

Kobiety, które widzisz na załączonym obrazku (a są takie, w ilości większej niż mogłoby ci się wydawać) same traktują siebie przedmiotowo i skazują na los cichodajek, sex friendów czy innych szmat. Ta grafika to już chyba ostatni element starego, cynicznego Weszlo, ja np nie chce żeby zniknął. Pojebało się wam wszystkim w głowach od tej poprawności politycznej.

Annak1975
Wierna kibicka zwycieskich drużyn.

No i właśnie o takim podejściu mówię. To nie poprawność polityczna, tylko elementarna przyzwoitość.

transparentny

Ogarnij się. Jak rozumiem ty dziwki z s7 zapraszasz do siebie na obiad do domu, jak mijasz je na trasie, a wszystkie małolaty dające po dyskotekach i galeriach handlowych za jeansy i półkę mefedronu rozumiesz, bo przecież młodość musi się wyszumieć. Zapytałbym skąd masz takie podejście, ale mam wrażenie, że napiszesz mi wtedy coś o chamstwie i donos do prokuratury, więc może jednak sobie odpuszczę.

Annak1975
Wierna kibicka zwycieskich drużyn.

Nie wiem już co napisać. Współczuję ci.

transparentny

Ja natomiast polecam ci tydzień w kamieniołomie, zobaczysz czym się różni faktyczne równouprawnienie od tego liberalnego chłamu, który wpoili ci rodzice oraz system edukacji (indoktrynacji). Ewentualnie tydzień z Janisem Biodro. Pozdrawiam.

Viva la Libertad
(L)

To nie jest liberalny chłam tylko lewacki. Żaden prawdziwy liberał nie będzie się czepiał tego loga, ponieważ wie, że każdy może sobie zrobić własne logo takie jak mu się tylko podoba. Nie mylmy liberalizmu z lewactwem i dyktaturą politycznej poprawności.

Annak1975
Wierna kibicka zwycieskich drużyn.

Biznes nie działa w próżni znafco.

Annak1975
Wierna kibicka zwycieskich drużyn.

Widzę, że na doktrynach politycznych znasz się tak samo, jak na kobietach!

transparentny

Potrzebowałaś klakiera aby przełamać lęk przed kolejną kompromitacją? Tak się składa, że dzisiejszy liberalizm ma tyle wspólnego z doktryną co późny komunizm z Leninem. Dlatego produkuje takie lemingi jak ty. Na obrazku wszystko jest ładne, nawet kobiety. A tak swoją drogą to jeszcze jesteś gotowa pomyśleć, że mam jakieś problemy z płcią przeciwną, tudzież szowinizmem – normalne kobiety nie oburzają się na nazwanie szmaty szmatą, one co najwyżej ubolewają, że takowa robi im czarny pijar. Problemy mają tylko niespełnione feministki albo inne niedowartościowane pasztety. Smutna, nieprzemijająca prawda.

Viva la Libertad
(L)

„dzisiejszy liberalizm ma tyle wspólnego z doktryną co późny komunizm z Leninem” Właśnie o tym piszę, że to nie jest żaden liberalizm tylko tak błędnie jest nazywany. Dlatego staram się wyjaśniać na każdym kroku te różnice, bo w dzisiejszych czasach wstyd się przyznać, że ma się wolnościowe liberalne poglądy, bo ludzie mylą to z lewactwem.

Tomek
Legia Warszawa

Nic nie wnosisz ani w temacie wywiadu, ani funkcjonowania portalu. W tym pierwszym, bo zajmujesz się bzdurami, w tym drugim, bo nikt nie pyta Cię o zdanie. Z mojej strony mam tylko radę, byś następnym razem walczyła o podmiotowe traktowanie ludzi, a nie tylko kobiet – na grafice masz więcej sylwetek. I może tam, gdzie ktoś na serio robi coś wbrew temu, a nie tam, gdzie jest to dla Ciebie wygodne.

bogdan

No ja cię kręce, jakbym chciał wywiad z księdzem to bym poszedł do konfesjonału. Tyle ciekawych postaci, z którymi można przeprowadzić wywiad – Szymkowiak, Żurawski, Svitlica etc. Białek, dostejesz Stryczka w nos!

Fat ASSS

A tak w ogóle to już kolejny wywiad z klechą. „Portal jajcarsko-sportowy”? Pierdolę to, męczenie buły. Osobiście uważam że Weszło umarło. Śmiercią tragiczną. Amen.

zenon pierdziwół
Ruch Radzionków

Dokładnie to chciałem napisać. Co to kurwa „Gość Niedzielny”?

711dronow

Białek, trafisz na Stryczek!

panaszek

A Ksiądz ciągle o tych mięśniach… oglądałem filmiki Paczki i jego prywatne na kanale jutubowym i przy każdej możliwej okazji wspomina, że mężczyzna bez mięśni (widocznych) nie czuje się mężczyzną, jest podatny na odczuwanie strachu – bo nie ma testosteronu. Dla mnie to idiotyzm podnosić żelastwo i jeszcze za to płacić. Pójść do roboty fizycznej albo zaoferować pomoc starszym osobom w zakresie dźwigania jakiś niezbyt dla młodych ludzi ciężkich zakupów – to już nie ma chętnych. Albo koleś jest lobbystą firm fitnessowych, albo po prostu lubi patrzeć na dupy na siłowni – dlatego tak to żelastwo lubi podnosić :)

Nic nie mam do ks. Stryczka, sam byłem wolontariuszem w Akademii Przyszłości przez jedną edycję, czytałem książkę napisaną przez ks. o pieniądzach, natomiast z tą siłownią drogi księże to nie jest tak że prawdziwy facet chodzi na siłownię, bo prawdziwym facetem jest się, gdy tą naszą cechę siły możemy wykorzystać w pomocy innym.

Tomek
Legia Warszawa

nie chcesz na siłownię? Idź na rower. Na basen. Pobiegać. Nawet balet, ale rób ze swoim ciałem cokolwiek. Dobra forma fizyczna naprawdę poprawia poczucie sprawczości, pod każdym względem. A jak zajebiście się wygląda… 😉 😉

Sebastian Ro(L)ewski
kup pan cegłę

Idealna rozmówka dla Huberta Kęski

bastion79
KS Milan

Stano to ma łeb! Jak ten chłopak czuje koniunkturę i wiatr przemian… Brawo, znaczy Bóg z Tobą. Kurski jak zobaczy, to od razu program zaproponuje. Mój typ na tytuł: Stano strzela, pan Bozia piłki nosi.

Andrijana

komentarz edytowany

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

2017.08.13 KRAKOW
SIATKOWKA XV MEMORIAL HUBERTA JERZEGO WAGNERA 
POLSKA - ROSJA 
NZ FERDINANDO DE GIORGI TRENER POLSKA 
FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl
20 września, 19:49
Szamoobrona