Szamoobrona
Towar z importu
Inne sporty

Towar z importu

Zgoda światowej federacji siatkówki na grę Kubańczyka Wilfredo Leona dla Polski wywołała spodziewane reakcje. Jedni mówią, że to kolejny „farbowany lis” i trzeba go przepędzić, drudzy że przyjmą go chętnie i bez większych wyrzutów sumienia, bo przecież robi już tak pół sportowego świata. I klincz będzie pewnie trwał aż do samego końca jego kariery w naszej kadrze. Przy okazji tej dyskusji znów wraca jednak temat granicy, punktu krytycznego, którego w przypadku naturalizowania sportowców przekraczać się nie powinno. Gdzie jest ta cienka czerwona linia, nie wiadomo, każdy może widzieć ją gdzieś indziej. Ale sport pamięta już jednak przypadki wręcz masowego importu zawodników, kiedy kraje szły totalnie po bandzie, częstując paszportami prawie jak chipsami.

Być może nie wszyscy dokładnie wiedzą kim jest Yamile Aldama, ale warto przypomnieć jej historię. A dokładnie mówiąc, jej kubańsko-sudańsko-brytyjską historię.

Aldama to trójskoczkini z sukcesami. Jednym z jej największych osiągnięć było wicemistrzostwo świata zdobyte w 1999 roku w Sevilli. Srebrny medal wywalczyła wówczas dla Kuby, czyli swojej ojczyzny. Na wyspie żyło jej się dobrze, była ceniona, miała ładny dom, dlatego nie rozważała wyjazdu na stałe za granicę. Wszystko zmieniło się, kiedy poznała swojego przyszłego męża, Brytyjczyka, za którym zakochana wyjechała do Europy. Miała jednak pecha. W 2002 roku w ukrytym magazynie policja znalazła około 100 kilogramów heroiny, za co jej partner dostał 15 lat więzienia. Yamile, nie mogąc wrócić na Kubę, ubiegała się o brytyjski paszport, ale bezskutecznie. Bojąc się o swoją dalszą karierę i byt rodziny (miała dziecko), skorzystała więc z okazji – w 2004 roku została obywatelką Sudanu i to w barwach tego kraju startowała na igrzyskach olimpijskich w Atenach. Ale z paszportu na Wyspach nie zrezygnowała i ostatecznie dostała go w 2010 roku. Dwa lata później, podczas olimpiady w Londynie, reprezentowała więc już kolejny kraj. Przez niektórych kibiców została posądzona o to, że starając się o obywatelstwo w Europie, tak naprawdę kierowała się właśnie chęcią udziału w igrzyskach. Chociaż ona sama od początku zarzekała się, że po pierwsze, mieszkała tam już kilka lat, a po drugie, że wnioski o paszport zaczęła składać jeszcze zanim wybrano Londyn na gospodarza igrzysk.

al_2012_03_20_aldama_0

Mimo to wielu ludziom, bardziej niż jej skomplikowane losy, rzucało się w oczy to, że reprezentowała już trzeci kraj w swoim życiu. Szybko stała się więc symbolem tzw. „Plastic Brits” („Plastikowi Brytyjczycy”) i celem publicznej nagonki. Sama lekkoatletka ironizowała, że nie byłaby tak nazywana, gdyby przyjechała na Wyspy zamiatać ulice.

Idea i wyrachowanie

Pojęcie „Plastikowi Brytyjczycy” wymyślili dziennikarze „Daily Mail”, którzy wyliczyli, że w kadrze Wielkiej Brytanii na londyńskie igrzyska było aż 61 zawodników urodzonych w innym kraju. Tabloidowi mocno oberwało się od innych mediów m.in. za to, że wrzucił do tego worka nawet takie gwiazdy, jak biegacz Mo Farah czy kolarz Bradley Wiggins, chociaż obaj wychowywali się na Wyspach od dziecka. Ale mimo to pozostawało jeszcze całkiem pokaźne grono sportowców, którzy zasili reprezentację zastanawiająco krótko przed igrzyskami (szczególnie głośno było o zapaśnikach sprowadzanych m.in. z Ukrainy). Były też przypadki osób wprawdzie od lat posiadających podwójne obywatelstwo, ale które na występy pod brytyjską flagą zdecydowały się dopiero wtedy, gdy nie miały już szans załapać się do kadry swojej ojczyzny. Co zrozumiałe, ataki części kibiców wzmogły się jeszcze bardziej, kiedy przyjezdni zaczęli na igrzyskach przegrywać.

Szef brytyjskiej misji olimpijskiej Andy Hunt komentował to jednak tak: – Nie ma żadnych „Plastikowych Brytyjczyków”. Jeśli jesteś obywatelem tego kraju i masz jego paszport, możesz reprezentować kraj i to jest fantastyczne. Nie mam z tym absolutnie żadnego problemu. Poza tym w naszym kraju bardzo ciężko jest dostać obywatelstwo. My nie handlujemy paszportami jak wiele innych narodów – przekonywał.

Prof. Michał Lenartowicz z warszawskiego AWF-u, który zajmował się tą brytyjską historią w swojej publikacji pt. „Dziś będę Polakiem”, nazwał ją „bardzo ciekawym przypadkiem hurtowych zakupów”. Skąd jednak w ogóle wzięło się u niego zainteresowanie paszportowym tematem? – Od dłuższego czasu zajmuję się analizą karier w sporcie zawodowym, ale ten tekst napisałem głównie ze względu na Denisa Urubkę (słynny rosyjski alpinista przyjął polskie obywatelstwo w 2015 roku – red.), a konkretnie po lekturze jego wywiadów. Zadziwiła mnie swoboda z jaką się wypowiadał. Miałem wrażenie, że funkcjonował już na płaszczyźnie zupełnie pozanarodowej. To były raczej strategiczne, zimne decyzje, szacunki, co mu się bardziej opłaca. Nie za bardzo były tam widoczne jakieś wewnętrzne dylematy – mówi w rozmowie z Weszło.

I dodaje: – Wracając już do „Plastic Brits”, prawie pół roku spędziłem w Wielkiej Brytanii na uniwersytecie zajmującym się sportem i ten temat był tam szeroko podejmowany. Trochę mnie to dziwiło, bo dotychczas wydawało mi się, że w kraju tak wielokulturowym, gdzie mamy takie pomieszanie tożsamości, nie powinno to budzić aż takiego niepokoju. Ale budziło. Oni rzeczywiście uznali, że aż tak radykalne działania, które podjęto, były po prostu nieetyczne. No i strasznie gryzło się to z całą ideą olimpijską, która zderzyła się tutaj z wyrachowaniem.

Katarczycy: No co, mało nas…

O ile jeszcze Brytyjczycy próbowali tłumaczyć, że paszport jest w ich kraju bramą do wszystkiego i nie chcą nikogo dyskryminować, tak Katarczycy nie zamierzali już w ogóle pudrować rzeczywistości. Mowa oczywiście o tamtejszej reprezentacji piłki ręcznej, która w 2015 roku była gospodarzem mistrzostw świata. A że tak naprawdę nie było tam nawet przyzwoitej drużyny (dwa lata wcześniej zajęli 20. miejsce), to trzeba było wybrać się na zakupy, i to wręcz masowe. Takim oto sposobem narodził się dziwoląg, który tworzyli zawodnicy aż ośmiu krajów z czterech kontynentów. Rozbrajająco szczery był szczególnie szef tamtejszej federacji Ahmed Mohammed Abdulrab Al-Shaabi, który w rozmowach z dziennikarzami powiedział, że populacja jego kraju ma po prostu „zbyt małe zasoby ludzkie”.

– Naturalizacja sportowców pewnie nigdzie nie przybrała tak zwyrodniałej formy, jak właśnie w przypadku państw z Zatoki Perskiej. Bo kiedy w innych krajach robiło się to raczej po cichu, zasysając zawodników pod stołem, tak oni mówili już o tym otwarcie – podkreśla prof. Michał Lenartowicz.

No a kto bogatemu zabroni? Katarczycy zaczęli więc drenować rynek w poszukiwaniu zawodników, przy czym warunek ich zwerbowania był tak naprawdę tylko jeden – według prawa IHF, w ciągu ostatnich trzech lat nie mogli oni występować dla innej reprezentacji. I takich grajków było całkiem sporo. Do dziś nie wiadomo, ile Katarczycy naprawdę zapłacili gwiazdom za przyjęcie paszportu, ale najczęściej przewijającymi się sumami było od 500 do 800 tys. euro. Armii zaciężnej nie tworzył oczywiście byle kto. Trenerem został słynny Valero Rivera, który wcześniej doprowadził Hiszpanów do tytułu mistrza świata, a Barcelonę do sześciu wygranych w Lidze Mistrzów i aż dwunastu mistrzostw kraju. Bramkę obsadzono głośnymi nazwiskami, urodzonym w Bośni i Hercegowinie Danijelem Sariciem oraz Czarnogórcem Goranem Stojanoviciem, a przed nimi po boisku biegali m.in. Francuz Bertrand Roine (mistrz świata z 2011 roku), Czarnogórzec Zarko Marković (były zawodnik m.in. Veszprem i klubów Bundesligi) czy Kubańczyk Rafael Capote. Jakby tego było mało, organizatorzy opłacali nawet kibiców z Hiszpanii, żeby ci ich oklaskiwali!

10960955_10202800502848331_241046136_o

Katarski eksperyment być może nie odbiłby się takim echem, gdyby zespół szybko przepadł w turnieju. Ale gospodarze nakręcali się z meczu na mecz i ostatecznie wzięli srebro, pokonując zresztą w półfinale Polaków. Można nawet powiedzieć, że ta międzykontynentalna zbieranina zmieniła w pewnym sensie bieg historii piłki ręcznej. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się bowiem, żeby medal mistrzostw świata zdobył kraj spoza Europy.

W przypadku tego napędzanego petrodolarami kraju, nie był to jednak oczywiście pierwszy podobny krok. Warto przypomnieć szczególnie wydarzenia, do których doszło jeszcze przed igrzyskami w Sydney w 2000 roku. Katarczycy skompletowali wówczas kadrę ciężarowców praktycznie z samych… Bułgarów (niektóre źródła podają, że ściągnięto ośmiu). Każdy z nich dostał za to około miliona dolarów. Do Australii poleciało ostatecznie dwóch: Asaad Said Saif i Jaber Salem. Nazwiska brzmią niby swojsko, ale tylko dlatego, że zawodnikom „przebito numery”. Pierwszy tak naprawdę nazywał się Angel Popov, drugi Yani Marchokov. Oficjalna wersja była taka, że ich prawdziwe nazwiska były po prostu zbyt trudne do wymówienia.

Ale podobnych historii, kiedy na igrzyska wysyłane były reprezentacja narodowe chyba tylko z nazwy, było więcej. Dla przykładu, praktycznie połowę składu Azerbejdżanu na igrzyska w Londynie stanowili naturalizowani sportowcy. Tam też nikogo nie zadowoliło zaimportowanie jednego czy dwóch zawodników. Lepszy był pakiet.

– Czy jest jakaś granica, której już nie powinno się przekraczać? W swojej pracy staram się nie mówić jak być powinno, jak jest dobrze, a jak źle. Po prostu opisuję rzeczywistość. Ale wydaje mi się, że kibice w końcu zaczną się buntować – kończy prof. Lenartowicz. – Opowiem anegdotę. Byłem na kursie trenerów i mówiąc o różnych aspektach socjologicznych używałem przy tym pojęcia „reprezentacja narodowa”. I w którymś momencie jeden z trenerów przerwał mi, mówiąc: „Szanowny panie, prosiłbym, żeby nie używał pan takiego pojęcia w stosunku do tej drużyny”.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

KOMENTARZE (19)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
eneene5

Granicę wyznaczą sami kibice. Jak przestaną przychodzić, to znaczy że została przekroczona…

Krzysztof.Reperowicz

Jak beda wyniki to beda chodzic, zlosc bedzie jak zacznie sie dawanie paszportow jak leci.

Hodowca Cebuli

Pies to jebał. W kadrze NARODOWEJ jak sama nazwa wskazuje, powinni grać przedstawiciele NARODU. Tu urodzeni z matki dziada pradziada i tu wychowani, a nie zagraniczne bedło które przyszło za hajsem albo musiało spierdalać ze swojego rodzimego kraju. Kadra narodowa jest reprezentacją całego narodu (polskiego, inne kraje mnie wuj obchodzą). Jak to się mówi, lepszy grób w Kolumbii niż więzienie w USA.

GRAND_CHAMP

No właśnie wykazały, że nie rozumiesz słowa „reprezentant”.

DrMabuse
Wisła Kraków

No, oki. Ale powiedzcie mi, jakim to wyrachowaniem moze kierowac się zawodnik tej klasy co Leon, grajacy na co dzień w dobrym klubie, zarabiajacy duze pieniadze? Paszport unijny? Chyba trochę mało…

Wróżka Weszława

No, ciekawe co może ciągnąć zawodnika do jednej z najbardziej kasowych reprezentacji świata, będącej przy okazji mistrzem globu… Hmm… Pomyślmy…

DrMabuse
Wisła Kraków

Jasne, przy jego dochodach w Rosji kasowość reprezentacji muuuuuuusi być magnesem.

Wróżka Weszława

Ciekawe jakie są te dochody. Przypominam że siatkówka to nie piłka nożna, tutaj kontrakt na milion złotych rocznie jest już topowym w skali świata, więc nie mów że stówka więcej nie zrobi mu różnicy.

Choć oczywiście pewnie to patryjotyzm, w końcu był tu 2 razy na wakacjach.

B123

On jest najlepiej zarabiającym na świecie siatkarzem 1,4 mln $ rocznie

tomik

Jakie dochody ma z tej reprezentacji? Dodatkowo sezon siatkarski jest szalenie wyczerpujący, to nie piłka gdzie masz kilka spotkań na krzyż, tam masz Ligę Światową, ME, MŚ, Igrzyska, Puchar Świata + dodatkowe eliminacje, a przy zarobkach Leona to są drobne…

m1025

reprezentacja to tez kasa

Wróżka Weszława

Moja opinia na ten temat jest taka: jak nie umie po polsku to niech wypierdala.

tomik

Chłopak się uczy: https://www.youtube.com/watch?v=Nf8l7vOdPcM :) Zresztą w któryś oficjalnych materiałach dotyczących finałów LM mówił po polsku.

Maxizer

Nie pamiętam, czy to też nie przypadkiem Katar ganiał za Brazylijczykami z Bundesligi: Ailtonem, Ewerthonem… ostatecznie chyba FIFA się postawiła.

17-S-92

Leon leonem ale troche śmieszne, że kraj, który osiąga sukcesy młodzieżowe naturalizuje zawodników. Mam w dupie to euro u nas, mś 2018 i euro 2019. Grać młodymi w cyklu czteroletnim i zagrać zgraną ekipą w Tokio. Wszystkie druzyny tak robią poza naszą, bo pzps z polsatem spina się na wyniki w januszowych turniejach żeby cipki 13 letnie przychodziły na mecze. I kończy się to wpierdolem na IO

Vinni

Wiedziałem, że weszło nie przejdzie obok tego tematu obojętnie :V
Przede wszystkim to, że Leon dostał zgodę nie oznacza, że będzie w tej reprezentacji grał. Musi przejść on dokładnie taką samą drogę jak każdy inny zawodnik z naszego kraju.
Poza tym nasi zawodnicy będą mogli grać obok w zasadzie najlepszego zawodnika globu, aby mu dorównać będą musieli wejść na jego poziom. To nic innego jak korzyść dla reprezentacji, bo skończą się czasy mizerniaków grających obok siatkarza tej klasy.
Idąc dalej młodzież dostanie szansę treningu z Leonem, nie ma nic lepszego niż wzór w postaci takiego zawodnika. W siatkarskim świecie na nikim nie robią już nazwiska Kubiak czy Kurek. Kiedy jednak mówisz Wilfredo Leon od razu wszyscy kiwają z uznaniem głową i zachwycają się jego grą.
Idąc jeszcze dalej Leon nie robi tego dla pieniędzy. W klubie zarabia już gigantyczne jak na siatkarza pieniądze, dużo wyższe niż to co może dostać za występy w kadrze 😉
Leon w naszej reprezentacji chce zagrać, bo ma pewnego rodzaju dług wdzięczności wobec naszego kraju. To my jako pierwsi i przez długi czas jedyni podaliśmy mu rękę po wyjeździe z Kuby, trenował w Polsce, do dziś pracuje z polskim managerem, a kiedy tylko może w wolnych chwilach przyjeżdża do nas i tutaj mieszka razem ze swoją rodziną.
I tak jak jestem przeciwnikiem wszelkich naturalizacji typu reprezentacja Kataru w ręcznej, to sprawy Kubańczyków akurat w pełni rozumiem. Sprawa jest banalnie prosta. Masz wielki talent i albo marnujesz się na Kubie grając w biedalidze, albo uciekasz z wyspy i grasz w Europie oraz rozwijasz całą dyscyplinę. Sęk w tym, że jak uciekasz to już nie masz powrotu. Dlatego wielu siatkarzy z Kuby znajduje sobie nowe miejsce do życia, bo nikt nie chce marnować swojej kariery przez idiotyczną politykę swojego państwa.
Wilfredo na chwilę obecną jest obywatelem Polski, takim samym jak każdy z nas. I tak jak w klubie będzie od teraz występował jako Polak, tak samo ma prawo występować w reprezentacji narodowej. Prosta logika, dziś jest już Polakiem takim samym jak każdy inny mieszkaniec Polski. Polski siatkarz, Kubańskiego pochodzenia.

Eljan

Tak jak mocno wk.. ły mnie te wszystkie Polańskie i Perkisy, tak akurat w przypadku Leona nie mam nic naprzeciwko. Serio, ten chłopak chce grać w naszej kadrze nie dlatego, żeby się wypromować (na to jest już „za późno”) tylko w pewnym sensie spłacić dług wdzięczności wobec kraju, który w moim odczuciu on szanuje.
Na koniec tylko wyraźnie podkreślę, że on mógłby grać w zasadzie w każdej reprezentacji w jakiej tylko miałby ochotę… No może oprócz Kuby 😉

HarryBrown

Odrzucanie i uniemożliwianie reprezentowania barw Polski naturalizowanym Polakom w mojej ocenie jest swoistą formą apartheidu. Ponadto nie można zapominać, że na gruncie prawa Naród Polski tworzą wszyscy ludzie będący obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej. Mnie tam zawsze napawa dumą fakt, że jakiś cudzoziemiec stara się o polskie obywatelstwo a nie np. niemieckie czy rosyjskie.

ZbychuKielichu

Dziwne że nie został poruszony temat AJ SLaughtera https://pl.wikipedia.org/wiki/A.J._Slaughter.
Koszykówką interesuję się od święta i o tym panu dowiedziałem się oczywiście z okazji ME które odbywają się właśnie w Finlandii. Temat naturalizowania Amerykanów w koszykówce nie jest mi obcy ale do tej pory odbywało się to pod płaszczykiem pozorów że dany koszykarz w tej Polsce jakiś czas mieszka/ma żone/ przodków, więc ma prawo mieć związek emocjonalny z naszym krajem.A tutaj,kompletnie NULL. No chyba że ominąłem coś i był już taki przypadek u nas,ale niewiele to zmienia a propo tego wpisu
Już pomijając sport,koszykówka reprezentacyjna już dawno przekroczyła granice pod tym względem,ale ja się pytam jakim cudem ten gość dostał Polskie obywatelstwo? Czy to nie jest tak że w przypadku przyspieszonym musi to klepnąć prezydent?

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

2017.08.13 KRAKOW
SIATKOWKA XV MEMORIAL HUBERTA JERZEGO WAGNERA 
POLSKA - ROSJA 
NZ FERDINANDO DE GIORGI TRENER POLSKA 
FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl
20 września, 19:49
Szamoobrona