Szamoobrona
Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Popękały baloniki! – krzyknął tysiąc kibiców, obserwując, mam wrażenie, że z pewną satysfakcją, jak jedna po drugiej kompromitowały się kolejne polskie drużyny. Najpierw młodzieżówka, która zagrała na swoim najważniejszym turnieju świetne kilkaset sekund, po których nastąpiło fatalne kilkaset minut. Potem kolejni pucharowicze. Jeszcze nie skończyły się żarty z Jagiellonii i Lecha Poznań, a już trzeba było zacząć szydzić z Legii. „Korona Eurowpierdoli” została zdobyta w jednym sezonie – odpadliśmy w Azerbejdżanie, Kazachstanie i we właściwie nieistniejącym Naddniestrzu. Gdy wydawało się, że kojący balsam na zbolałe kibicowskie serca wyleje Robert Lewandowski, kadra dostała 0:4 z Duńczykami, a i w meczu z Kazachami wyglądała na niemiłosiernie umęczoną.

Taki jest prawdziwy obraz polskiego futbolu! Pudrowaliście trupa! Pompowaliście baloniki, choć nie było ku temu żadnych podstaw!

Sam przyznaję – w pierwszej chwili miałem podobne przemyślenia. Jeszcze w maju ekscytowałem się razem z innymi wyścigiem po mistrzostwo w Ekstraklasie, który po raz pierwszy przypominał prawdziwy rajd, a nie rywalizację żółwi ze ślimakami i Pawłem Brożkiem. Myślałem – jak chyba wielu, którzy śledzili nasze rozgrywki w kilku ostatnich sezonach – że to w pewnym sensie przełom. Legia Warszawa w fazie grupowej Ligi Mistrzów, Lech, który się nie wyprzedał, ale wzmocnił, mocna Lechia Gdańsk, szalona Jagiellonia, która dołożyła do swojego i tak bardzo silnego składu Cilliana Sheridana. Wyglądało to naprawdę porządnie i chyba niewielu sądziło, że za rogiem czyhają już na nas eurowpierdole, których naprawdę dawno nie widzieliśmy – bo Legia przestała się kompromitować w Europie już parę ładnych lat temu.

Dlatego pierwsza reakcja była naturalna, najsilniejsi w naszej lidze to ósmy sort pomarańczy, gdy przychodzi grać poza jej granicami.

Ale przy bliższym przyjrzeniu się sytuacji, stan futbolu staje się odrobinę bardziej znośny.

Pompowaliśmy bowiem balonik późną wiosną. Późną wiosną, gdy w Lechu linię defensywną tworzyli Kędziora, Bednarek, Wilusz i Kostewycz, a nie Gumny, Nielsen oraz Łukasz Trałka (jak w Norwegii). Późną wiosną, gdy wydawało się, że za pieniądze z Ligi Mistrzów Legia znajdzie solidne zastępstwo dla Vadisa, może nawet utrzyma go w składzie. Późną wiosną, gdy zdrowy był Darko Jevtić, zdrowy był Miroslav Radović, gdy w formie byli Michał Pazdan czy Adam Hlousek. Z jednej strony kusiła myśl, że skoro mistrz odpada w Kazachstanie i z zespołem ligi mołdawskiej, to należałoby Ekstraklasę rozwiązać i zająć się skokami narciarskimi. Z drugiej strony – trzeba pamiętać, kto grał w Legii w maju 2017, a kto grał w Legii w sierpniu 2017. Kto grał w Lechu majowym, kto grał w Lechu sierpniowym.

Jak na dłoni widać wtedy największy problem – wieczne niedofinansowanie. Wieczny brak pieniędzy. Nie mam pewności, że Lech z Bednarkiem, Wiluszem, Kędziorą i Kownackim przejechałby się po Utrechcie i zatrzymał dopiero na Sevilli w finale Ligi Europy. Nie mam pewności, że Legia kontraktując zawodnika bez nadwagi za równowartość kwoty otrzymanej w ubiegłym sezonie za Vadisa, Prijovicia, Nikolicia i Bereszyńskiego zdołałaby wejść ponownie do Ligi Mistrzów. Ale mam pewność, że ani Nenad Bjelica, ani Jacek Magiera nie mogli się czuć komfortowo, gdy w niecałe trzy miesiące zdewastowane zostały ich najsilniejsze jedenastki. Zabrano im miecze i tarcze, które poszły po niezłej cenie na targu, po czym wrzucono na arenę z kijkami do nordic walking.

Nie usprawiedliwiam tutaj nikogo, ale poziom naszej ligi nie jest wyznaczony przez eurowpierdol gdzieś w stepie szerokim, raczej przez jego przyczynę. Przez to, że Lech nie miał argumentów, by powstrzymać masowy exodus kluczowych zawodników. Przez to, że Legia nie miała funduszy, by utrzymać jakość ze swojego najlepszego sezonu od lat. A przecież wszystko działo się w okresie z rekordowymi wpływami. Zaoranie ligi wydawało mi się niezłym pomysłem, ale przypomniałem sobie ubiegłoroczny finisz. Przypomniałem sobie, że w Polsce da się zmontować nawet przyzwoite zespoły – problem pojawia się dopiero, gdy trzeba je utrzymać przynajmniej przez kilka miesięcy. Cieszę się, że w Lechu za Kędziorę praktycznie bezboleśnie wskoczył Gumny, cieszę się, że w kolejce mają jeszcze paru innych. Ale jeszcze bardziej będę się cieszył, jeśli Gumny za dwa lata uzna, że bardziej opłaca mu się zostać w Lechu, niż uciekać przy pierwszej okazji na zachód.

Liczę, może naiwnie, że skoro tych ogromnych pieniędzy w Poznaniu z transferów i w Warszawie z LM nie wrzucono we wzmocnienie pierwszego zespołu, to przeznaczono na inwestycje. Zagłębie Lubin odpadło w ubiegłym sezonie z eliminacji Ligi Europy w kompromitującej fazie, ale równolegle zbudowało bursę, hotel i całe zaplecze infrastrukturalne swojej akademii. Zobaczymy, gdzie (kiedy, czy) odnajdą się pieniądze w Lechu i Legii.

***

Podobne wrażenie mam przy ostatnich popisach reprezentacji Polski. Balonik nie został nadmuchany wczoraj, ale w momencie, gdy Pazdan powstrzymywał Cristiano Ronaldo w Lidze Mistrzów. Gdy radził sobie w najbardziej elitarnych klubowych rozgrywkach świata, a nie sapał w pogoni za Juniorem Kabanangą na peryferiach europejskiej piłki. Dmuchaliśmy, gdy Grosicki wjeżdżał do Premier League, a nie chodził z głową w chmurach po kolejnym nieudanym „transfer deadline day”. Też martwi mnie, ze nie za bardzo widać jakichkolwiek logicznych zastępców, jeśli ten stan się utrzyma, ale jednocześnie pamiętam, co działo się przed Euro. Pamiętam, jak Pazdana traktowano jako pomyłkę, jako turystę, który miał zostać pożarty przez silniejszych rywali. Pamiętam, że minuty otrzymał we Francji Sławomir Peszko. Pamiętam wreszcie, jak dygotałem po ujawnieniu decyzji, że lewą obronę zabezpieczy Artur Jędrzejczyk. Gdzie był wtedy Bartosz Kapustka? Czy w ogóle mieliśmy podstawy do jakiegokolwiek optymizmu?

Selekcjoner udowadniał już, że potrafi improwizować. Nawet z Kazachstanem zaskoczył – a Makuszewski odwdzięczył mu się asystą. Czy Rybus może grać lepiej, niż „Jędza” na Euro? Moim zdaniem tak. Czy Kapustkę może zastąpić Makuszewski? A czemu właściwie nie może? Czy zamiast Pazdana – wyśmiewanego przed Francją – może wskoczyć jakiś inny stoper z Ekstraklasy, który następnie zostanie wyśmiany przed Rosją? Chyba może.

Koniec końców i tak wisimy na plecach Roberta Lewandowskiego, nikt chyba nie ma co do tego przesadnych wątpliwości. Ale czy to na pewno powód do płaczu? Argentyna wisi na plecach Leo Messiego prawdopodobnie w równym stopniu. Przypomnę nasze stare wyliczenia (październik 2016):

Z Messim: 3 mecze, 3 zwycięstwa, 0 remisów, 0 porażek, bilans bramek 5:1 (1,67 strzelanej bramki na mecz)
Bez Messiego: 7 meczów, 1 zwycięstwo, 4 remisy, 2 porażki, bilans bramek 6:8 (0,86 strzelanej bramki na mecz)

Obraz był dla Argentyńczyków tym gorszy, że z Messim udawało im się ograć Chile, Kolumbię i Urugwaj, a więc ścisły top kontynentu, bez niego zaś wtapiali z Boliwią (przedostatnią drużyną tabeli eliminacji MŚ 18). Tymczasem wczoraj w nocy Messi był na boisku, w towarzystwie Icardiego, Di Marii czy Dybali, a mecz z Wenezuelą i tak zakończył się remisem 1:1. Z Wenezuelą u siebie! Dla przypomnienia, ostatnie mecze wyjazdowe Wenezueli o punkty:

PPPPRPPP

W tym sezonie czwórka Argentyńczyków – Icardi (2 rozegrane mecze), Aguero (3 rozegrane mecze), Messi (4 rozegrane mecze) i Dybala (3 rozegrane mecze) – strzeliła już dla swoich klubów łącznie 14 goli. Cała reprezentacja Argentyny w 16 dotychczasowych meczach eliminacji do MŚ zdobyła bramek 16.

A i tak pojadą na turniej jako jeden z faworytów. Nie będzie wielką niespodzianką ich występ w finale, albo chociaż w półfinale. Wszystko zależy tak naprawdę od jednego człowieka. Trochę jak u nas, nie?

***

Jedyne co mnie naprawdę martwi przy tym fatalnym lecie polskiej piłki, to usilne wyszukiwanie przyczyn, które w rzeczywistości mają na polski futbol równy wpływ jak kurs kolumbijskich pesos.

Ekstraklasowcy odpadli z pucharów, gdzie szukać przyczyny? Słabi piłkarze? Brak funduszy na utrzymanie najlepszych? Brak utalentowanej młodzieży, bo odrabiania zaniedbań ostatnich 25 lat rozpoczęto ledwie kilkadziesiąt miesięcy temu? Nie! Winny jest niekorzystny terminarz, który nakazuje piłkarzom zbyt wczesny powrót z urlopów, niekorzystny układ meczów, przez co najlepsi mają niewiele odpoczynku pomiędzy spotkaniami, niekorzystna tradycja gry w weekendy, wymuszająca od zawodników pracę, gdy reszta kraju byczy się na działkach oraz naturalnie konstrukcja samych rozgrywek.

Gdy w lidze było 18 drużyn i nam nie szło, to było ich za dużo. Gdy 16 i nadal nam nie idzie – to za mało. Gdy zaczynaliśmy w sierpniu, to kluby były nieprzygotowane do meczów pucharowych, rywale „na innym etapie przygotowań” mieli nad nami przewagę, piłkarze nie byli jeszcze w rytmie meczowym. Zaczynamy w lipcu i niestety, teraz kluby grają zbyt wcześnie, piłkarze są zmęczeni. Gdy w lidze było sporo meczów o pietruszkę, piłkarzom brakowało umiejętności gry pod presją. Gdy w lidze zabrakło meczów o pietruszkę, nie ma czasu na testowanie nowych rozwiązań i wprowadzanie młodych zawodników. Gdy mecze były w piątki, to ludzie nie zdążyli pójść na mecz, bo byli w pracy, ale jak są w soboty, to im koliduje z działką. W niedzielę z wizytą w centrum handlowym.

Reprezentacja grała sparingi? Piłkarze przemęczeni, muszą jeszcze grać o pietruszkę, przecież każdy wie, jak gra Milik. Reprezentacja nie gra? Uuu, to może być jedna z przyczyn porażki z Danią. Nie ma zmian w składzie? Przywiązali się do nazwisk, grono pupilków, ulubieńcy trenera. Są zmiany? Rewolucja w składzie, oni są w ogóle niezgrani, dlaczego zepsuto coś, co świetnie działało.

Post factum da się dopisać teorię do każdego wyniku, ale pierwszy raz mamy do czynienia z tak ordynarnym liczeniem na ludzką niepamięć. Czy ci, którzy teraz zapewniają, że przesuwając start rozgrywek na sierpień polskie kluby podbiją Europę naprawdę nie pamiętają jak osiem lat temu dążyliśmy w odwrotnym kierunku?

***

Jak wiecie, w Danii organizatorzy meczu eliminacji MŚ kompletnie nie unieśli ciężaru swoich obowiązków, przez co najmocniej ucierpieli polscy kibice (między innymi z Klubu Kibicow Niepełnosprawnych). W TYM MIEJSCU szeroko opisana jest cała sytuacja, zachęcam do przeczytania, bo w obronie fanatyków staje nawet PZPN, który doskonale widział, po której stronie ciążyła odpowiedzialność za wywołanie szamotaniny. TUTAJ możecie z kolei dorzucić się do zbiórek prowadzonych na rzecz najmocniej poszkodowanych Polaków.

***

Żeby nie zabrakło fragmentu o ŁKS-ie -bardzo podoba mi się działanie Akademii Piłkarskiej. Tylko w tym tygodniu ogłoszono współpracę ze Szkołą Marcina Gortata, która już wcześniej współpracowała z innymi sekcjami Łódzkiego Klubu Sportowego oraz rozpoczęto zapisy na weekendy szkoleniowe dla najmłodszych, podczas których będą się bawić piłką z profesjonalnymi trenerami za friko. Ta bezpłatność przykuwa uwagę – po latach, w których piłkarskie szkółki z miejsca nauki zamieniły się w miejsce zarabiania, chyba wraca czas, gdy selekcja obejmowała całą dzieciarnię – także tą, której nie stać na płacenie comiesięcznej składki.

KOMENTARZE (57)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
scrollo7

Bereszyński odszedł 4 stycznia br. Nie wysiliłeś się Olkiewicz…

HAZARD
Majewski i Malarz to najbardziej przereklamowani i chujowi piłkarze

Nic mnie nie wkurwia tak mocno w kontekście kadry jak jaranie się rankingiem fifa, chociaż jeszcze niedawno, jak byliśmy w okolicach 70 miejsca, to każdy mówił, że ranking jest nieistotny i niesprawiedliwy. :) Januszy pompujących balonik i przesadnie chwalących Polaków rodaków jest najwięcej, a najgorsze jest to, że obiektywność i wiedza o piłce to są dla nich obce sprawy.

Lluc93

W rankingu byliśmy tak nisko, bo EURO było u nas i graliśmy same mecze towarzyskie, które są znacznie niżej punktowane niż eliminacyjne. Każdy gospodarz wielkiej imprezy spada w tym bezsensowym rankingu mocno.

HAZARD
Majewski i Malarz to najbardziej przereklamowani i chujowi piłkarze

To prawda, choć to oczywiście nie był jedyny powód, ale zaskakujące jest to, że wystarczyło awansować, by nagle ranking dla wielu stał się WAŻNY…

pm

Z drugiej strony gdy zajmowaliśmy 70 miejsce i wyprzedzał nas jakiś Oman to były tylko śmiechy-chichy i żadnego głosu, że kadra – jak to wskazuje ranking – aż tak słaba to jednak nie jest. Teraz gdy jest przesada w druga stronę to często się słyszy, że „tylko Janusze jarają się tym rankingiem”. Po prostu w Polsce hejtowanie cieszy się dużo większym poparciem społecznym, niż chwalenie.

A realnie to polska kadra powinna znajdować się gdzieś obok 15 miejsca.

blasphemer93
FC Lahti / Stoke City

Całkiem niezły algorytm ma ELO ranking wg którego zajmujemy 18 pozycję (w sierpniu bodajże było 15 miejsce) http://www.eloratings.net/

Yakupsky
.(—_—).

(sympatyczny redaktor odpala gofra, przegryzając racę)

pepe72

Chyba się trochę osmalił 😉

marcinmirek

Kiedys kadra grala test mecze z drużynami z naszej ligi… I tak nasze kluby z ekstraklasy czesto organizuja sobie jakis sparing gdy jest okienko na kadre… A. Nawalka moglby testowac nowych kadrowiczow..mecze mimo wszystko mialy by jakis prestiz. a ewentualna porazka nie wplywala na zadne rankingi…

bastion79
KS Milan

„ekscytowałem się razem z innymi wyścigiem po mistrzostwo w Ekstraklasie, który po raz pierwszy przypominał prawdziwy rajd, a nie rywalizację żółwi ze ślimakami.”

Rajd i ekstraklasa – grubo. Rajd po mistrza w ekstraklasie – to już przesada.

„Legia Warszawa w fazie grupowej Ligi Mistrzów, Lech, który się nie wyprzedał, ale wzmocnił, mocna Lechia Gdańsk, szalona Jagiellonia, która dołożyła do swojego i tak bardzo silnego składu Cilliana Sheridana.”

Tak na poważnie? Moja rada: bierz pół.

Gudi

Czyli festiwal eurowpierdoli był zawiniony przez rozsprzedanie najlepszych zawodników przez nasze exportowe drużyny? To jak do tej teorii ma się Arka i Jagielonia?

Voitcus

Myślę, że Arka trochę nie pasuje do tego porównania. Nie chcę być dla niej w jakiś sposób niemiły czy też obniżać rangę sukcesu w Pucharze Polski, ale zgodzimy się chyba, że jest (była) to mimo wszystka drużyna, która miała mniejsze umiejętności (choć imponowała wolą walki) niż Lech. W ub. sezonie ligę zdominowały cztery drużyny i gdyby zamiast Arki zagrał Lech, a zamiast Lecha – Lechia Gdańsk, to wyniki byłyby podobne. Chyba autorowi chodziło o Lecha i Lechię, a zrobił taki duży skrót myślowy. Co do Jagi – pamiętam, jak p. Probierz mówił, że Wasiljew ma zostać na lata, kluczowy zawodnik itd., potem że reprezentant kraju Góralski, który zatrzymał Dzidzię itd. – chyba o to chodzi.

wojsal

Dziennikarze sportowi podniecają się jak kibice: jak wygramy – to celujemy w mistrza; jak przegramy – to jest beznadzieja. Od dziennikarzy sportowych oczekiwałbym rzeczowych analiz: co było dobre a co słabe bez względu na wynik. Nawałka popełniał masę błędów, gdy wygrywaliśmy – ale wtedy była euforia. Teraz, gdy zagraliśmy słabiej w dwumeczu, co jak co – ale trudno tu głównego winowajcę szukać w Nawałce. Bo czy to wina Nawałki że obrońca nie kryje nikogo w swoim polu karnym, że bramkarz skupia się na dryblingach a odpuszcza obronę bramki, że piłkarze nie grają bo jednym się nie chce a inni przy 0:2 kończą mecz?

Urkides
Legia Warszawa

Zapanowała w moda na obarczanie trenerów winą za wszystko. Trener może i powinien odpowiadać za pomysł taktyczny na mecz, za współdziałanie formacji i zawodników na boisku.
Ale!! Czy dyrygent dostający muzyków notorycznie fałszujących może stworzyć z nich orkiestrę grającą „jak z nut”? No nie może.
Problem polega na tym że zaniedbania ze wszystkich poziomów naszej piłki najprościej jest podsunąć trenerom. Wyznaczanie winnego to nasza wyuczona reakcja zamiast refleksji i naprawy błędów.
Poza tym, brak wiedzy merytorycznej u komentatorów i oczekiwania czytelników żeby natychmiast rozprawić się ze sprawcą nieszczęścia powodują że poziom artykułów i analiz jest żenująco niski i najczęściej obok problemu.
Nie wiem dlaczego w Polsce nie umiemy rozmawiać i rzeczywistych przyczynach problemów tylko szukamy winnego, trzeba go wypierdolić z roboty i następny proszę.
Można do upadłego zmieniać dyrygentów a dopóki w szkołach muzycznych nie nauczą muzyków dobrze grać na instrumentach to orkiestry też będą grać słabo.
Dlaczego to jest tak trudne do zrozumienia, nie wiem?
Wkleję jeszcze raz wywiad z Marcem.
http://pilkanozna.pl/index.php/Wydarzenia/Ekstraklasa/972871-marzec-naiwnoci-jest-oczekiwanie-na-lepsze-efekty.html

Stabwound

Wszystko niby racja, ale przecież ci sami piłkarze wcześniej rzekomo odjechali reszcie stawki, grali prawdziwe koncerty, itd. Część z nich grała z Legią w LM.

No i trzymając się tej analogii muzycznej – jeśli dyrygent sobie wybiera muzyków, to nie powinno się później mówić, że fajnie machał batutą, ale wszystko spierdolił arytmik, grający na oboju. Tak samo z przygotowaniami, jeśli wszyscy zawodnicy mają zjazd formy i brak kondycji, to jednak jest to chyba kwestia trenera.

Urkides
Legia Warszawa

Trzymając się analogii muzycznych. Jeśli chodzi o kluby to w Polsce zostali wyłącznie muzycy fałszujący albo bardzo fałszujący. Zagranicą „dyrygenci” też mogą wybierać z „fałszujących” albo „utalentowanych ale po kryzysie”. A więc mamy wyłacznie fałszujących i tych nielicznych którzy mogą grać ale nie wiadomo czy „wyjdą z nałogu”. No a jak patrzą z kim mają grać to albo wracają „do nałogu” albo chcą jak najszybciej uciec i grać w innych orkiestrach i w innych salach.
Tak więc jedynym wyjściem jest szkolenie własnych zawodników na poziomie ale to jest mało medialne i wszyscy wolą się ‚widowiskowo” oburzać na zbyt liczny zagraniczny „szrot” unikając jak ognia dyskusji o sytuacji w polskim szkoleniu.
I dlatego PZPN wyłuskuje polskich chłopców szkolonych w Niemczech albo Anglii zamiast zająć się szkoleniem w Polsce. Mentalność drobnego cwaniaczka, łatwiej coś podpierdolić niż samemu zrobić.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

A ja mam wrażenie, że, w zależności od medium, trenera albo obwinia się za dosłownie wszystko albo ze wszystkiego rozgrzesza i tu wracamy do clue problemu. Mało jest ludzi, którzy naprawdę rzeczowo pochylają się nad tematem, zamiast popadać w (znacznie łatwiejsze i prostsze) skrajności.

Urkides
Legia Warszawa

Mnie się wydaje że sprawa jest bardziej skomplikowana. Przecież te postawy nie biorą się z prózni. To jest nasz „narodowy” sposób reagowania na problemy.
Z tego sposobu biora się tchórzliwi trenerzy, którzy wychowują tchórzliwych zawodników i z sumy tego tchórzostwa powstaje „Narodowy Model Gry”.
Tchórzostwo bierze się stąd że nikt nie ocenia czy zawodnik i zespół zagrali dobry mecz, tylko czy był wynik. A więc ponieważ remis jest do przełknięcia a porażka nawet po dobrej grze jest „KOMPROMITACJĄ” to na każdym poziomie trenerzy i zawodnicy myślą głównie o tym żeby nie przegrać.
Efektem tego jest brak zawodników kreatywnych (bo do tego potrzeba odwagi) i wieczny, podskórny strach przed „KOMPROMITACJĄ” czyli porażką.
Żeby zacząć wychowywać innych ludzi potrzeba przewrócić do góry nogami naszą mentalność.
Mojżesz prowadził Zydów po pustyni 40 lat żeby zapomnieli o tym że byli niewolnikami.
nie wiem ile lat trzeba „prowadzić” Polaków żeby nie traktowali porażki jako „KOMPROMITACJĘ” jeśli została poniesiona w dobrym stylu to znaczy z odważną postawą i walką do końca.
Moim zdaniem w szkoleniu trzeba podkreśląc rolę postawy na boisku a nie wynik.

Urkides
Legia Warszawa

Świetnym przykładem na to jest mecz Polska Szwajcaria na ME. Do 39 min nasza repra grała odważnie i do przodu. Szwajcarzy sobie nie radzili z tą grą. W efekcie Błaszczykowski strzelił bramkę i się zaczęło. Cofnięcie do obrony i wybijanie piłki. po kolejnym wybiciu piłki na oslep Hajto który komentował ten mecz powiedział – Dobrze i właśnie o to chodzi, teraz tylko obrona.
A dalej zgodnie ze scenariuszem. Czyli strata bramki. A czy można było utrzymać dominację na boisku? Dlaczego to co wychodziło do 39 min nie mogło wychodzic i dalej?
Według mnie mentalnośc wpajana od dziecka jest naszym wrogiem w osiaganiu sukcesów. Mentalność i bylejakośc. Jakoś to będzie to nasz NMG.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Zgadzam się: jakoś to będzie i bylejakość. Do tego tradycyjne popadanie ze skrajności w skrajność. Mentalnie jesteśmy, jako naród, niestety bandą Januszy. To z czego powszechnie kpimy i co wyśmiewamy, niestety doskonale nas definiuje.

Stabwound

Na Weszło kluczowe jest kim jest trener, ew. w jakim pracują klubie. Smuda, Rumak i jeszcze paru gagatków są jebani za wszystko, w przypadku tego pierwszego nawet za pójście na zabieg. Jakby u nich w klubach np. parapet był ujebany, też byłby artykuł na ten temat. Na drugim biegunie masz nieodpowiadającego za nic Jacka Magierę i stratega dekady Michniewicza. Placek mógłby dostać Barcelonę, ale i tak po wpierdolu od jakiejś Almerii czytałbyś tu, że co on może z taką ofensywą i bez Vadisa, itd.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Zgoda. Ataki są głównie na łatwe cele, a Smuda (w swej „prawdziwkowatości”) i Rumak ( w swej arogancji) takimi są. C711 to dla mnie przypadek trudny do obrony, ale czego się nie robi dla przyjaciół.
PS. Zobacz jak po mnie jechali… Non stop. A teraz? Cisza! Korona nieźle się prezentuje, to i jakoś Lettieri przestał być be.

Stabwound

Rumak jest arogancki? Bo powiedział parę razy, że terminarz mu nie pasuje, ? To samo mówi Magiera, tylko widocznie jemu wolno. Jak po gali Ekstraklasy Boguś K2 (koraliki dwa) powiedział, że to skandal, że jacyś piłkarze spoza Legii dostali nagrody, przecież grają w zupełnie innej lidze, to było ok, jak Rumak powiedział, że wierzy w siebie to był bezczelny, a jak Stawowy powiedział, że jego chłopaków stac na LM, to był głupi.

Urkides
Legia Warszawa

Stabwound
Bo nie potrafimy odróżnić pozytywnej pewności siebie od bufonady. Nie przesądzając kto był pewny siebie a kto bufonem.
Ja mam wrażenie że w większości jesteśmy Stefkami Burczymuchami. Polecam przypomnienie sobie tej postaci.

Urkides
Legia Warszawa

A co do terminarza to można powiedzieć że kiepskim tancerzom to nawet własne jaja przeszkadzają w tańcu.

Stabwound

No i pięknie podsumowałeś.
Znamienne, że nawet jak czytasz biografie tych zapijaczonych polskich piłkarzy, to oni poza balangami wspominają nieraz, że oni czy ktoś tam zostawał po treningu, żeby np. poćwiczyć wolne. Teraz nie słyszałem, żeby ktoś to praktykował, mimo że teoretycznie mógłby sobie taki piłkarz wszystko zrobić – cardio, wolne, karne, aeoroby, ketle, wiosła. W wywiadach tutaj nie przypominam sobie, żeby któryś powiedział, że robi coś zwiąanego ze sportem w czasie wolnym. Wódeczka, konsolka, balety, galerie handlowe – zawsze spoko. To później wychodzi, liczb nie oszukasz, jak ktoś przerobi np. 200h na ćwiczeniu wolnych z tych samych pozycji, to osiągnie przynajmniej to, że w meczu nie będzie z tych punktów siekał na wysokość 4 piętra. Dla polskiego piłkarza abstrakcja kompletna taki poziom skilli.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Pisząc o arogancji Rumaka zapomniałem dodać cudzysłowu. Innymi słowy, nie uważam Rumaka za aroganta, lecz sądzę, że taką mu parę osób stara się przykleić metkę.
Nie wiem natomiast dlaczego piszesz mi o Leśnym. Czy ja go wychwalam?

Stabwound

Nie, bardziej chodziło mi o obowiązujący dyskurs na Weszło. O Bogusiu dobrze lub wcale.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Znaczy to, że się zgadzamy.

Urkides
Legia Warszawa

To jechanie po wybranych wynika z takiej prymitywnej potrzeby „cwelowania” ludzi.
Jak wytypujesz „cwela” to sam jesteś człowiekiem bo całe gówno można wepchnąć jemu. Ale dla równowagi muszą być i „ludzie” którzy specjalnie niczym się nie różnią od „cweli” z wyjątkiem tego że chwilowo znajdują się wyżej w hierarchii. Wtedy można im przypisywać niezasłużone zasługi i lokować w nich swoje nadzieje. Potrzebujemy bardzo jakichś wzorców. Ale wystarczy że się nieostrożnie schylą i od razu zajmują miejsce „cwela”.
Jak Legia wygrywała w pucharach to wszyscy szydzili z Lecha że są skapi bo stawiają na wychowanków. Jak Lech opylił wychowanków za dużą kasę a Legia odpadła z pucharów to Lech stał się wzorem polityki kadrowej i mądrego zarządzania a Legia siedliskiem głupoty i nieudolności.
To jest kurwa tak prymitywne myslenie na poziomie biomasy kibicowskiej że ręce opadają.
Lech ma według mnie rozsądną politykę tylko jeszcze za słabo selekcjonuje i szkoli ale i tak najlepiej w Polsce.
Legia chce robić to samo ale wszyscy oczekują że powinna sprowadzać zamorskich kocurów.
Najpierw trzeba zdefiniować co jest dla nas realne żeby osiągnąć poziom i napewno nie jest to wyłącznie sprowadzanie „Vadisów” a przede wszystkim szkolenie „Vadisów”.
Ale na dzisiaj zdefiniowanym celem jest „wygrywanie”, tylko nikt nie potrafi wskazać jakimi środkami. To znaczy wskazują, trzeba kupić dobrych zawodników i zatrudnić dobrych trenerów. Tylko nie mówią skąd na to wziąć kasę.
Może jakiś rządowy program dla kibolstwa czyli po 100mln+ dla klubów na tych kocurów i trenerów?

Stabwound

Masz sporo racji. Zanim Buszewska znowu napisze, że ja to Ty :) odniosę się.

Z mechanizmem psychologicznym się zgadzam, ale myślę że tu przemawia interes. Opłaca się z kimś trzymać, bo to zapewnia newsy, exclusive’y, itd. Pod tym względem za czasów Bogusia nastąpił renesans Weszło. Tu polizać, tam przemilczeć i był zalew materiału, który praktycznie robił się sam. Z drugiej strony, publika łaknie krwi, więc dość łatwo na wazeliniarstwie wobec jednych zbudować opozycję wobec drugich i też się to opłaca.

Co do tego diagnozowania: piłka to w sumie gra losowa, na wynik ma wpływ miliard czynników, mnie osobiście zawsze śmieszyło to podniecanie się infrastrukturą i kalendarzem – że jak zaczniemy wcześniej/później, założymy balon na boisko, podgrzejemy murawę, odmalujemy stadion albo wpuścimy na plac pietnastoletnich pryszczaków, to będzie zajebongo. Sorry, ale gdyby to tak działało, to może nie musielibyśmy się bać rywalizacji z drużynami ze Słowacji, Czech, Norwegii, Szwecji, Danii, Serbii, Chorwacji, itd., że nie wspomnę o tych Azjatach, którzy cisną nas kiedy tylko mogą. Ja bym powiedział, że to jest wina systemu, który po prostu nie przystaje do dzisiejszego futbolu. Nie te metody treningowe, nie te wymagania, nie te drogi rozwoju klubu, nie ten marketing…to wszystko powoduje, że w trakcie 90 mnut meczu z przeciętnym rywalem te braki są widoczne gołym okiem, jest różnica klas. Tu nie potrzeba jednego błyskotliwego pomysłu, 2 spektakularnych transferów i kolejnego fajnego Narodowego Papierka, gdzie ktoś napisze, jak ma biegać boczny obrońca. Potrzebna jest kompleksowa strategia i jej wielopłaszczyznowa realizacja, a nie wieczne latanie od ściany do ściany, z ciągłym wymyślaniem, że brakuje nam do sukcesów tego, czego z reguły nie mają ci, którzy te sukcesy odnoszą.

Zamorskie kocury to ominiecie problemu, po prostu zamiast prostować nogi w koślawym produkcie polskiej myśli szkoleniowej, można kupić zawodnika który gra na nieosiągalnym dla naszych milusińskich poziomie, niezależnie od tego czy ma lat 24, czy 32. Tylko wtedy wjedzie Polski Kibol ™, który będzie pierdolił te swoje kocopały, ze trzeba wychowankami, bo ci będą umierać za klub, a jak nie wychowankami, to chociaż mieszkańcami regionu, bo ci też marzą o umieraniu za klub i z wypiekami na twarzy śledzą mapy kós, zgód i układów między troglodyterką. Wtedy będzie pełna pizda finansowa i wynikowa, więc znowu się wymyśli, że jednak trzeba zarabiać hajs i kupować kocurów ze Skandynawii czy gdzie tam teraz jest modnie szukać.

Ja widziałem trochę rzeczy z bliska, to jest lekka masakra jak zestawisz oczekiwania kibiców (stadiony, bazy, akademie, kosmodromy i kolonie na Marsie) z realnym potencjałem klubów. Klub pekluje 60 koła miesięcznie pensji jakiemuś półrezerwowemu, a nie ma swojej siłowni, fizjoterapeuta nakurwia na umowie-zleceniu kilka godzin tygodniowo, a całego majątku ma bidon z Isostarem i stół do masażu, trener jedzie na podręcniku Jerzego Talagi z wczesnego paleozoiku, jakby piłkarz chciał sobie coś podreperować – pójść na basen, siłownię, zasięgnąć opinii dietetyka – to musi prywatnie, w klubie pracuje z 20 osób, które są od wszystkiego, ale się na niczym nie znają. W tej super mega Legii nie miał kto w 10-osobowym groie fachowców kartek Bereszyńskiemu policzyć. O tym mówię. Więc kiedy słysze, że w sumie luzik, zmieńmy kalendarz albo dobudujmy stadion i wyniki przyjdą same, to mam ochotę zabić się deską.

Urkides
Legia Warszawa

Nie wiem czy dobrze Cię zrozumiałem ale ja akurat uważam że wychowankowie a szczególnie ci z regionu to duża wartość. Warszawska aglomeracja to ponad 3mln ludzi, sama dzielnica Mokotów z Ursynowem to ponad 300tys mieszkańców. To tyle co Islandia.
Tak więc przyjmując że nasi chłopcy nie są mniej utalentowani od islandzkich można śmiało zakładać że przy prawidłowej pracy z młodzieżą sam Mokotów może stworzyć taka kadrę która będzie w stanie ograć reprę Anglii.
Problem polega na tym że na Islandii na te 300 tys mieszkańców mają chyba 7-8 krytych hal piłkarskich i ponad 700 trenerów z UEFA Pro. My na 38 mln mieszkańców mamy coś około 400 trenerów z UEFA Pro a hal to nawet nie wiem ile. W Wawie jest jedna.
Tak więc można z wychowanków stworzyć mocny zespół a marketingowo to świetny biznes bo te tysiące chłopców potem staje się kibicami razem ze swoimi rodzinami i kolegami. Pomijając fakt że stają się kibicami bardziej świadomymi bo rozumiejącymi futbol.

Stabwound

Talent albo nie istnieje, albo ma małe znaczenie. Nie będę się spierał. Chodzi mi właśnie o to, że jak weźmiesz chłopaka z Ursynowa, każesz mu dojeżdżać na halę, jedyną w mieście, z której go wygonią po godzinie brzuchaci panowie po czterdziestce, grający w lidze halowej hurtowni dywanów, to za rok, dwa, trzy taki małolat będzie już o klasę gorszy od swojego rówieśnika z takiej Słowacji czy Islandii (zakładając, że startują ze zbliżonego pułapu umiejętności). W wieku 26 lat ten „nasz” dalej będzie miał problemy z przyjęciem, dośrodkowaniem i dryblingiem, a tamten nie.
Dlatego jeśli ktoś chce zbudować zespół na tu i teraz, na podium, na puchary, itd. to nie ma wyjścia, za granicą towar lepszy i w lepszej cenie.

The Art of the Deal

Stabwound, Urkides – pełna zgoda, fajnie się Was czyta. A nie wydaje Wam się, że problemem jest to co opisywał Stanowski w „Stanie Futbolu” – dzieci/młodzież nie haratają w gałę od rana do wieczora, choćby niedawno w czasie wakacji? Trening w klubie 2, 3, 4 razy w tygodniu (pomijam klasy o profilu sportowym czy SMS-y, które nie wszędzie w PL są) nie nauczy w 100% grac w piłkę. Jest tak jak Stano opisywał – boisk jest mało, Orliki pozajmowane, powierzchni na jakieś większe podwórko szkoda, bo można zabudować, są też „zakazy gry w piłkę” ze strony wspólnot/spółdzielni, bo niszczą trawę, denerwują ludzi, itp. Kiedyś non stop grano między blokami, czy na boiskach pobliskich szkół i mała przestrzeń sprzyjała nauce techniki, a teraz widzę u siebie, czy rodziców, że pusto, nawet w lecie.

MaLk

Z tym harataniem w gałę to też taki troszkę mit. No właśnie, „jeszcze niedawno” dzieci i młodzież „haratali” od rana do wieczora w gałę. Na podwórkach, pastwiskach czy między blokami. I co, ile tych sukcesów piłkarskich dzięki temu odnosiliśmy od końca lat 80-tych do teraz…? Nawet to jedno wyjątkowe pokolenie, które nam się trafiło (srebrni z Barcelony) niczego konkretnego nie osiągnęło w dorosłej piłce.

The Art of the Deal

OK, zgoda, tylko wraz z dążeniem do normalnego, europejskiego poziomu futbolu, o czym piszą wyżej Urkides i Stabowound, w grę muszą też wchodzić pewne postawy dzieci, potencjalnych przyszłych grajków. A te muszą chcieć i muszą mieć gdzie grac w ramach zabawy na podwórku. To, że grajki z lat 90. i 2000 przepadli, to wina m.in. błędów, czy patologii w piłce, która często jest na forach Weszlo podnoszona.

Stabwound

Jak nie grasz, to tak od samego oddychania nie zostaniesz mistrzem kiwki ani wirtuozem rzutów wolnych :)
Ilość jednostek treningowych może zrekompensować słabość koncepcji treningu, ale tu też są granice. Taki Kowalczyk na przykład. Cynicznie powiem, że fajnie dla polskiej piłki, że olał szkołę i cisnął z piłką po kilkanaście godzin dziennie, jak twierdzi. Pół-analfabeci to potencjalni geniusze futbolu, właśnie ze wzgledu na ilość poświęcanego treningowi czasu. Ale poczytaj jego książkę i zrób test na sobie. Walnij sobie parę bronków na wieczór i idź drugiego dnia na siłownię. Jakbyś był 5 lat starszy i nie ma znaczenia, czy posiedzisz na pakerni dwie godziny czy sześć. A wg jego biografii cała Legia chodziła nasmarowana dzień w dzień, trener zapodawał sobie wódę z bidonu, mecz z Brazylią był grany w 40 stopniach na jetlagu i kacu, itd. Choćby i 25% z tych opowieści było prawdą, to i tak widać wyraźnie, że ci kolesie na dłuższą metę nie mieli szans wytrzymać rywalizacji z żadnym poważnym przeciwnikiem, uprawiającym sport wyczynowo i zawodowo (podkreślam, zawodowo i wyczynowo, bez popalania fajeczek, wypijania 10 kielonów czystego spirytu dziennie, wpierdalania bigosu i golonki, spędzaniu obozu na grze w karty, itd.).

Stabwound

Wszystko pewnie ma jakieś znaczenie, to jak system naczyń połączonych. Ważne, żeby zachować jakąś trzeźwość umysłu w ocenie. No bo tak:
– niby młode źrebaki nie haratają bo konsole, smartfony i tablety. OK, jakiś Marcinek i Sebek nie haratają z tych powodów, ale czy to oznacza, że np. w Austrii czy Szwecji dzieciaki tną w piłę, bo nie mają tych zabawek?
– niby źrebaki nie grają, bo nie ma wystarczającej liczby boisk, a jak już są, to ze szkodliwą sztuczną murawą, a jak naturalna to nie ma kto pielęgnować, a trener osiedlowy jest słaby a wręcz go nie ma, itd. OK, ale czy w np. Słowacji, gdzie mistrz kraju gra na obiekcie klasy Estadio de Wodzisław, tych boisk jest bez liku, a na każdym siedzi na leżaku Alex Ferguson i świadczy usługi treningu dla ludności? A w Serbii? W Chorwacji? W Brazylii?

Dziwne, prawda? Mówi się, że żebyśmy hodowali talenty jak np. mieszkańcy Bałkanów, musimy robić rzeczy, których oni nie robią. Tak jakby młody Zdrawko rodził sie z czterema nogami, a Piotrek z jedną i musiał to nadrabiać czymś tam.

Mi się wydaje, że to wszystko ma jakieś znaczenie, ale kluczowa jest motywacja małolata. Jak będzie chciał, to będzie ćwiczył żonglerkę nawet w kolejce w mięsnym. To jest ta różnica: Ronaldinho Gaucho był zajebistym piłkarzem, chociaż nie miał Orlika z trybunami i trenera osiedlowego. My możemy dać dzieciakom klucze do Narodowego, ale jak będą wolały siedzieć w chałupie, to nikt z nich nic nie wykrzesa. Motywacja wygrywa ze wszystkim. Możesz zniwelować praktycznie każdą dysproporcję treningiem i poświęceniem. Legendarni piłkarze opowiadają, że grali „piłką” ze skarpet, strzelali na bramki z tornistrów czy puszek, grali na plaży, pochyłych boiskach, pastwiskach, azbeście, itd. Czyli może właśnie źle sie w PL kombinuje z tym ułatwianiem i podsuwaniem pod nosek.

Widziałem kiedyś program-dokument o PSG albo OM, nie pamietam. Był fragment o szkoleniu dzieciaków. Utkwiło mi w pamieci, że dość wcześnie stawiali na rywalizację połączoną z obserwacją. Pokazani byli trenerzy jakichś małych bąków, którzy przygotowywali ich do dzielnicowych mistrzostw, U-6 czy U-8. Pełny obieg dokumentów, trener U-10 dostaje full raport, że w tej dzielnicy jest obiecujący bramkarz, a w innej napastnik jakiejś drużynki zapowiada się na niezłego kocura. Mecze to raczej zabawa w berka, ale twardo lecą obserwacje i motywacja zawodników, oswajanie z presją, taktyką, itd. Taki system gwarantuje szybkie wyłapanie talentu i jego odpowiednią obróbkę na każdym etapie rozwoju, a z drugiej strony ciągle podgrzewa kociołek z motywacją – bo mistrzostwa osiedla, mistrzostwa dzielnicy, kwlaifikacje do U-cośtam kultowego klubu, mistrzostwa „wojewódzkie” U-cośtam, mistrzostwa krajowe, turnieje miedzynarodowe…Jak ciągle jesteś w grze o coś, to ciężej odpuścić, niż jak wyjdziesz sam na boisko, kopniesz dwa razy, mama zawoła Tomka na obiad i oto koniec przygody z futbolem. U nas się mówi, że małolat ma się bawić, że presja jest zła…Nie ufam temu. Po latach njabardziej się ceni wymagających nauczycieli, bo są gwarantem progresu. Tak samo w sporcie. Jak czytasz spowiedzi piłkarzy spod znaku: heheszki w szatni, galeria, disko, ruletka, konsola i wódeczka, to zadaj sobie pytanie, czy nie za późno trener wjechał z presją. Moim zdaniem, jeden Puchar Tymbarku robi lepszą robotę niż 10 Narodowych Koncepcji Gry W Dziadka i rozdawanie siana za wpuszczanie dzieciaków na boisko w ligach od E. do 2.

wojsal

Co jest przyczyną tego, że drużyny się osłabiają? Brak wyników. Gdyby nasze drużyny pokonały pasterstwo, to by ich budżety się poprawiły.

Urkides
Legia Warszawa

O przyczynach słabości polskiej piłki bardzo rozsądnie wypowiedział się pan Marzec. Polecam lekturę wywiadu.

http://pilkanozna.pl/index.php/Wydarzenia/Ekstraklasa/972871-marzec-naiwnoci-jest-oczekiwanie-na-lepsze-efekty.html

W skrócie, bardzo słabe zarządzanie klubami, brak spójnego i powszechnego pomysłu na szkolenie, personalne przepychanki są ważniejsze niż konstruktywne działania.
Poziom sportowy jest hamulcem rozwoju finansowego naszej ligi a wzrost poziomu finansowego ligi słabo się przekłada na wzrost poziomu sportowego z powodów wymienionych wyżej.

MaLk

W dużym skrócie – największym problemem polskiej piłki są tzw. działacze.

Urkides
Legia Warszawa

MaLK
Lakonicznie i celnie.

marjush-zet

Nasz futbol jest jak polska służba zdrowia. Wiecznie niedoinwestowany i wiecznie do chuja nie podobny. Całe szczęście wyjątkiem jest reprezentacja, która jednak za Nawałki w większości meczów nie zawodzi.

Forbrich-Barber
Amica Wronki

Nie mogę słuchać tego, że Legia odpadał bo była osłabiona – grali z dużo słabszymi od siebie piłkarzami, żaden gość z Sheriffa nie miałby miejsca nawet na ławce w Legii. Na każdej pozycji był piłkarz lepszy – problem jest w tym, że zawodnicy Legii są totalnie nie w formie, bo było widać po kadrze. Makuszewski wyglądał przyzwoicie, oczywiście nie był to poziom Grosika czy Kuby, no ale to przecież ESA, za to taki Pazdan, Jędza i Mąka grali tragicznie, a przecież to ta sama liga.

Legia jest fatalnie przygotowana, piłkarze zatracili pewność siebie, bo sami zdają sobie sprawę co teraz prezentują, nie podejmują ryzyka bo wiedzą, że się nie uda, a jeśli takie jest myślenie to nie ma mowy o dobrej grze.

Sheriffa Legia powinna przejść grając ławką rezerwowych. Jeśli chcą aspirować do europejskiego średniaka, to jest to obowiązek.

Stabwound

No jak to, przecież #brakVadisa, #comozetrenerztakaofensywa.

pepe72

Redaktorze, zadaniem PZPNu (i Ekstraklasy) jest wyciąganie wniosków. Likwidacja podziału punktów jest raczej złym krokiem (krytykowanym w Weszło). Rozpoczęcie sezonu w lipcu też wydaje się złe. Urlop to urlop, a eurowpierdole są dość długą tradycją. Więc zamiast mydlić oczy czytelnikom należało by jednak opierać się na zdrowym rozsądku. 4 miejsce wśród najgorszych trenerów Euro’16 wg ESPN to jednak ocena z zewnątrz. Więc może krytyka Nawałki za zamykanie się w grupie 12 czy 13 zawodników to coś więcej niż zwykłe hejterstwo. Co więcej jak po Kopenhadze zmienił 3 zawodników, to cała trójka miała udział w pierwszym golu. Nie przypominam sobie oceny trenera za Danię. Bo 1 za wybór zawodników niestety mu się należała.

Urkides
Legia Warszawa

Czyli początek ligi w sierpniu, początek przygotowań w połowie lipca a start w pucharach na początku lipca. Jak to pogodzić?
Można zmniejszyć ligę i liczbę meczów ale to automatycznie zmniejsza przychody klubów bo piłkarze i inni pracownicy klubów biorą wypłaty cały rok. A więc trzeba obniżyć wypłaty co spowoduje odpływ zawodników do np. niższych lig na zachodzie gdzie będą płacić lepiej od ligi polskiej i polka zacznie się od nowa, czyli jak podnieść przychody klubów? Okaże się że trzeba więcej grać i zapełniać stadiony itd itp czyli będziemy się kręcić jak gówno w przeręblu. Mamy w tym dużą tradycję.

Stabwound

„Przez to, że Lech nie miał argumentów, by powstrzymać masowy exodus kluczowych zawodników. Przez to, że Legia nie miała funduszy, by utrzymać jakość ze swojego najlepszego sezonu od lat.”.
Bzdura.
Przecież jakiś czas temu wydano diagnozę – żeby mieć sukcesy, trzeba mieć budżety. Nikt w Poznaniu nie ukrywa, że cała akademia i wdrażanie małolatów do pierwszego składu to po prostu system okna wystawowego, piłkarze mają schodzić za wuchtę bejmów :) (miliony euro), a później się zobaczy, co z tą kasą zrobić. Sami pisaliście, że wrzucanie do składu Kownackiego miało na celu wywindowanie jego ceny. Każdy mecz papuśnego Kownasia to jak tuczenie gąski, a nuż coś strzeli, to cena pójdzie w górę. Czy ktoś w Lechu za nim płakał? Nie. To samo w Legii, przejęcie Bielika i natychmiastowe wypchanie go drugimi drzwiami do Londynu było opisywane przez Koralika i na waszych łamach jako błyskotliwe posunięcie, podobnie jak „pewny” transfer Bereszyńskiego do Benfiki. Jedyne dwa wyjątki od reguły bezkrytycznego podniecania się każdym sprzedanym piłkarzem to Radović i Vadis, a ten drugi też jest problematyczny, bo przecież nie o fundusze chodziło, klub poszedł piłkarzowi na rękę, choć wcale nie musiał. Naprawdę oferta z Grecji była tak lukratywna, że aż nie do odrzucenia?

Kto w ostatnim czasie został z polskich klubów wyjęty przy jękach zawodu zarządów i kibiców? Przecież w tych biedaszybach jest święto, jak się uda sprzedać zawodnika za milion euro, bo w końcu się uzbiera na prąd i zaległe premie sprzed trzech lat. Jakby mieli możliwość, to by całą pierwszą jedenastkę sprzedali i dorzucili 3 juniorów w promocji.

Filonski

Ani ta nasza piłka dobra ani zła. Mnie tylko irytował fakt masowej histerii po wtopie Legii. Legia, która przez 5 lat ciągnęła pucharowy wózek, w końcu padła. I okazało się, że nie ma nikogo, kto mógłby ją zastąpić.
Nigdzie nie czytałem, żeby zaczynać ligę w sierpniu. Raczej pojawiały się opinie, żeby kończyć w pierwszej połowie maja. Logiczne, bo jak widać, piłkarzom ciężko jest się zebrać po sezonie w kilkanaście dni.
Naszym narodowym problemem jest to że nie mamy strategii w różnych dziedzinach życia, a także w sporcie. Przychodzi nowa władza – zamienia nazwy ministerstw, gimnazja na podstawówki. I rzutuje to na całe społeczeństwo Zamiast budować strategię, wolimy szybko zmieniać. A więc zmianiamy. ESA34 na ESA 30 potem na ESA 37 – z podziałem, bez podziału – by po latach debatować o powrocie do punktu wyjścia. NIC NIE ZYSKUJĄC. To jest nasza polska tragedia.

Urkides
Legia Warszawa

Piłka jest słaba ale słaba jest z powodów które opisałeś. Nie ma myslenia strategicznego i długofalowego. jest myslenie na tu i teraz. Kupmy „Vadisa” i on nam cos załatwi.
A żeby wychować swoich „Vadisów” potrzebny jest plan i konsekwencja w jego wykonaniu.
Co trzeba robić niby każdy wie ale nikomu się nie opłaca bo kazdy mysli w perspektywie najbliższych wyborów. I tak ze wszystkim w naszym kraju.
Kiedyś Geremek słusznie zauważył; W Polsce wszystko dzieje się na dwa sposoby. W sposób zaplanowany i konsekwentnie realizowany albo cudem. Jeśli cos było zaplanowane i zrealizowane to jest cud, a jeśli wydarzył się cudem to znaczy że wszystko poszło jak zazwyczaj.
Cudem jest że w jednym piłkarskim pokoleniu mamy Lewandowskiego, Glika, Krychowiaka, Piszczka, Błaszczykowskiego i paru innych. Ale to starczy na kilka lat. A potem znowu będziemy potrzebować cudu żeby sklecić dobrą drużynę.
Żeby miec kilka dobrych klubów z polską obsadą nie wystarczy cud bo musiałby być zbyt wielki żeby się wydarzył. Do tego potrzeba przemyślanej i dobrze wykonanej pracy. Może zdarzy się cud i zaczniemy w ten sposób myśleć?

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Trochę złośliwie zapytam, czy Pan Redaktor celowo napisał o ŁKS-ie na końcu, bo obwiał się, że gdyby tak zaczął, 90% czytelników zakończyło by na tym czytanie?

RobRob

Zgadzam sie. Caly czas cos komus nie pasuje

DrMabuse
Wisła Kraków

PZPN juz chyba nie bedzie dłuzej stawal w obronie fanatykow.
Jesli potwoerdzą się te doniesienia Faktu.
Poszkodowany to Grzegorz H.. W przeszłości skazywany za brutalne pobicia i kradzieże, gdański skinhead powiązany ze środowiskiem neonazistów. W 2001 r. Sąd Rejonowy w Sopocie skazał go na 4,5 roku więzienia za napaść na młodego chłopaka. „Uderzał w głowę, kopał po całym ciele. Ukradł telefon” – brzmi cytowany przez portal naszemiasto.pl fragment oskarżenia. Przed odbyciem kary H. unikał stawienia się w areszcie. Kolejną odsiadkę zaliczył kilka lat później. Jak opowiadał portalowi gk24.pl, był skazany m.in. „za posiadanie broni bez zezwolenia i za bójkę z policją”. Na wolność miał wyjść w marcu 2015 r.

Więzienie to jednak nie wszystko. Gdański kibic nie ukrywa swoich poglądów. Na portalach społecznościowych chętnie pokazuje się nagi od pasa w górę, prezentując tatuaże. Wśród nich swastyki, m.in. na ramionach i na plecach.

Na plecach H. ma również wytatuowane motto nazistowskich zbrodniarzy z SS – Meine Ehre heißt Treue (Moim honorem jest wierność – red.). Chętnie fotografuje się z wpisanym w nazistowską flagę krzyżem celtyckim. Pod niektórymi z jego zdjęć pojawia się podpis „828”. Te trzy cyfry to kod „Heil Blood and Honour”, używany przez przestępczą, neonazistowską organizację „Krew i honor”.

muchywnosie

ale wstęp był przechuj reszty nie czytałem

facemob

1: Nie było podstaw, a sami wczoraj na weszło zmieszaliście z błotem Benhakkera, któremu nie powiodły się drugie eliminacje, który miał w kadrze jakiegoś kurwa Łobodzińskiego, Zahorskiego, Bąka, Bosackiego, Gancarczyka i Żurawskiego z jednym dobrym sezonem w Celticu.. Wy na weszlo jakoś podstawy do pompowania balonika wtedy mieliście?
2: Lech się nie wyprzedał?? 6 piłkarzy odeszło, z czego trzech, którzy grali w podstawowym składzie na obronie… Kędziora, Bednarek, Wilusz, do tego Kownacki, Robak itp. TO że przyszło 9 to inna sprawa, bo ciężko zgrać ich w 2 tygodnie..,.

MG13
FC Barcelona, Widzew Łódź

Kuba, czyli mamy dokładać się do zbiórki na tego gościa: „Na ramieniu wytatuował sobie portret Adolfa Hitlera. Na plecach dwie swastyki, na ramieniu trzecią i jeszcze jedną na piersi. Od lat jest znany w środowisku gdańskich skinheadów. A teraz… właśnie zyskał osobiste zainteresowanie ministra spraw zagranicznych! Informacje o nim podała TVP i to w czasie najwyższej oglądalności. W sieci ruszyła ogólnopolska zbiórka na pomoc prawną, bo zamknięto go w duńskim areszcie.”
„W przeszłości skazywany za brutalne pobicia i kradzieże, gdański skinhead powiązany ze środowiskiem neonazistów. W 2001 r. Sąd Rejonowy w Sopocie skazał go na 4,5 roku więzienia za napaść na młodego chłopaka. „Uderzał w głowę, kopał po całym ciele. Ukradł telefon”
„Na plecach H. ma również wytatuowane motto nazistowskich zbrodniarzy z SS – Meine Ehre heißt Treue (Moim honorem jest wierność – red.). Chętnie fotografuje się z wpisanym w nazistowską flagę krzyżem celtyckim. Pod niektórymi z jego zdjęć pojawia się podpis „828”. Te trzy cyfry to kod „Heil Blood and Honour”, używany przez przestępczą, neonazistowską organizację „Krew i honor”.”? Możesz to jakoś skomentować?

jankow

„Jak wiecie, w Danii organizatorzy meczu eliminacji MŚ kompletnie nie unieśli ciężaru swoich obowiązków, przez co najmocniej ucierpieli polscy kibice (…) W TYM MIEJSCU szeroko opisana jest cała sytuacja, zachęcam do przeczytania, bo w obronie fanatyków staje nawet PZPN, który doskonale widział, po której stronie ciążyła odpowiedzialność za wywołanie szamotaniny.”
Na przykład cierpiący polski kibic – nazista z wyrokami
https://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/709397/polski-kibic-pobity-w-danii-przestepca

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona