Image and video hosting by TinyPic
Ekstraklasa w skansenie? Zderzenie światów w Częstochowie
Weszło Extra

Ekstraklasa w skansenie? Zderzenie światów w Częstochowie

Gdybym na podstawie samej wizyty na stadionie Rakowa Częstochowa miał strzelać, jak funkcjonuje ten klub, w mojej wizji z pewnością pojawiliby się działacze. Wiecie – tacy typowi, którzy rządzili jeszcze w latach 90., a niemal wyginęli gdzieś na początku kolejnej dekady. Tacy z wąsem i brzuchem, którzy stali na straży stwierdzenia, że pół litra na dwóch jest dobre, ale tylko wtedy gdy jeden nie pije, zanosząc się przy tym tak rubasznym śmiechem, że Tadeusz Drozda byłby dumny. Tacy, którzy wiedzieli, do kogo trzeba wykręcić numer, gdy czegoś potrzeba i jak wybłagać warunkową licencję na korytarzach PZPN-u. Nie czuję, że przesadzam – ten spacer po obiekcie I-ligowca to taka podróż w czasie, że masz wrażenie, że za moment zza rogu na rozgrzewkę wyjdzie Marek Koniarek z płetwą na głowie.

Ale pozory potrafią zmylić bardziej niż ostry makijaż i brak odpowiedniego oświetlenia w dyskotece. Albo stanik push-up.

Nie rozpocząłem tej historii właśnie od stadionu dlatego, że uważam, iż to wizytówka każdego klubu. Nie, niektóre mają tak mało do powiedzenie w jego kwestii, że taka ocena byłaby głupia i niesprawiedliwa. Rozpocząłem ją od stadionu, ponieważ ludzie, z którymi spotkałem się w tym tygodniu w Częstochowie, za chwilę dorobią się obsesji na jego punkcie. Jeśli w trakcie pierwszych zdań rozmowy nie pada słowo „stadion” czy – stosowane tam jako synonim – „skansen”, to trafiłeś na kogoś przypadkowego, niezwiązanego z Rakowem.

– No sam widzisz – pada prędzej czy później.

Widzę, ale jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi, wydaje mi się, że zawsze najważniejsi są ludzie. No zajrzycie głęboko w serca i sami powiedzcie, czy nie taka jest prawda. No więc w pierwszej kolejności będzie o osobach, które Raków tworzą. Większość nie zostanie wymieniona z imienia i nazwiska, ale wszyscy jako zespół do scenerii, która ich otacza, nie pasują nic a nic.

***

Nie wiem, czy Raków można nazwać marką. Chyba nie. Nazwa może kojarzyć się z kilkoma sprawami – choćby z trenerem Zbigniewem Doboszem, wychowawcą wielu piłkarzy i postacią w Częstochowie wręcz kultową. Ale cztery sezony na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej w latach 90. (najwyższe miejsce w historii – ósme) to jednak trochę zbyt mało. W zakładce „historia” na stronie internetowej klubu znajdziemy też wspomnienia z przegranego finału Pucharu Polski w 1967 roku – trzecioligowy klub sprawił niemałą sensację, zachodząc tak daleko. Jest również o zwycięstwie młodych piłkarzy w Spartakiadzie, triumfie w halowym turnieju „Spodek Masters” (o tyle istotnym, że udało się wygrać… krzesełka, które długo służyły na stadionie), a także wygranej w meczu towarzyskim z Wisłą Kraków rozegranym z okazji 90-lecia założonego w 1921 roku klubu.

Ostatnie z odnotowanych wydarzeń jest zresztą dość wymowne – dla klubu, który doświadczył lat poniewierki, ogranie drużyny Roberta Maaskanta to było coś. Marka nie, ale z pewnością również nie klub, który pasowałby do niższych lig i rywalizacji z MKS-em Sławków czy Lotnikiem Kościelec, a tak wyglądała rzeczywistość po spadku i procesie podupadania huty. W 2005 roku Raków wrócił na trzeci poziom rozgrywkowy. Utknął na 12 sezonów. Zmieniała się organizacja rozgrywek, rywale, władze, trenerzy, drużyna, ale nie znaczenie klubu na piłkarskiej mapie. Po takim czasie można było pomyśleć nawet, że Raków jest na ten poziom skazany – awansu zrobić po prostu się nie da.

Ale jak powiedział kiedyś jakiś mądry facet, spopularyzował bohater popularnej komedii, a później milion razy powtórzono na szkoleniach motywacyjnych w każdym korpo: jeśli czegoś nie da się zrobić, potrzebny jest ktoś, kto o tym nie wie – przyjdzie i to zrobi.

Tym kimś w Rakowie jest Michał Świerczewski. Na ostatnim roku studiów informatycznych wraz z kolegami założył salonik z komputerami. Po 15 latach jest prezesem firmy, która należy do liderów sprzedaży sprzętu IT, jej obroty wynoszą miliard złotych. Człowiek osiągnął sukces w biznesie i postanowił sprawdzić się na innym polu – nie on pierwszy i nie ostatni. Sympatia do Rakowa była drogowskazem.

– Gdy staram się przekonać zawodników do transferu, opowiadam im o prezesie – mówi trener Marek Papszun, też oryginał, ale o tym wkrótce. Na razie dodaje: – To człowiek z innej bajki, jeśli chodzi o kulturę i wartości czysto ludzkie, bo na przykład jego skromność jest wręcz porażająca. Czasami aż czuję się nieswojo, bo środowisko piłkarskie jednak jest inne, bardziej ordynarne. Nie mówię, że mam szefa idealnego, a wszyscy inni są źli. Nie było jednak takiej sytuacji, że pozostawał głuchy na moje argumenty – jeśli je miałem, to udawało mi się go przekonać do swoich racji. Boiska, wyjazdy, obozy, zgrupowania przedmeczowe, które nie są w I lidze normą – mamy wszystko, czego potrzebujemy, ale za każdą z tych spraw stoi rzeczowa rozmowa.

Być może słyszeliście o tej sympatycznej akcji – prezes klubu obiecał kibicom, że zwróci im pieniądze za karnety, jeśli drużyna nie wywalczy awansu do I ligi. Albo o tej – prezes klubu obiecał kibicom, że jeśli drużyna nie utrzyma się na zapleczu ekstraklasy, nie tylko zwróci im pieniądze za karnety, ale też zapłaci drugie tyle. Nawet jeśli Świerczewski nie popadłby w tarapaty finansowe, gdyby do tego doszło, nawet jeśli wykonał cwany ruch, ryzykując nie tak wiele, a kupując sobie zarówno zainteresowanie ludzie w regionie, jak i atencję ogólnopolskich mediów, świadczy to o myśleniu wychodzącym poza schemat. Łatwo wyciągnąć wniosek, że jako osoba spoza środowiska wniósł trochę świeżości.

IMG_20170829_121838

O murawie chyba można powiedzieć, że jest znośna, choć piłkarze mają inne zdanie…

IMG_20170829_121951

…a o komforcie oglądania spotkań z ławki pewnie też mogliby powiedzieć kilka ciepłych słów. 

Nie zajrzałem do każdej szafy w klubie, ale raczej nie znalazłbym w nich magnetofonu, do którego pracownicy wyśpiewują: „łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu”. O Świerczewskim mówią, że z jednej strony jest otwarty na współpracę, słucha i jako właściciel stu procent akcji klubu wcale nie uzurpuje sobie patentu na nieomylność. Ba! Słyszę nawet, że jak na swoją pozycję jest zadziwiająco wyrozumiały, choćby w stosunku do piłkarzy, którzy lubią to wykorzystywać. Z drugiej strony – wymaga. Ale nie, że „płaci, to wymaga”. W dużym skrócie – każdy ma robić swoje, przy czym rozwój klubu ma iść pod rękę z rozwojem poszczególnych pracowników. Metoda małych kroków.

Klub przejął na samym początku 2015 roku. Sam został prezesem rady nadzorczej, na stanowisku prezesa klubu pozostał Krzysztof Kołaczyk. Pierwszy sukces mógł przyjść bardzo szybko – drużyna, która po jesieni zajmowała 10. miejsce, już z Radosławem Mroczkowskim w roli trenera, sezon skończyła zajmując lokatę oznaczającą baraże o awans do I ligi, tracąc dwa punkty do zwycięzcy, a bezpośrednią promocję, przegrywając przez groszy bilans z Rozwojem Katowice. Dwumecz z Pogonią Siedlce był wyrównany – w pierwszym spotkaniu na Mazowszu gospodarze wyrównali dopiero w ostatniej minucie, rewanż również skończył się remisem, ale 2-2 oznaczało dla Rakowa brak awansu. – Szampanów nie kupiliśmy, to mogliśmy zorganizować w kilka chwil, ale pamiątkowe koszulki były przygotowane. Wylądowały w szafie. Jednak to był mniejszy problem, bo musieliśmy też odwołać kierowcę, a londyński autobus stał już i czekał na piłkarzy na jednej ze stacji benzynowych pod Częstochową – mówi mi Radosław Baran, rzecznik prasowy klubu.

Rozczarowanie, ale większe przyniósł nowy sezon. Skończyły się miodowe miesiące, zaczęła się II-ligowa proza, która oznaczała choćby konieczność zwolnienia trenera. Nowym został prezes Kołaczyk do spółki z Przemysław Cecherzem. Zagrało, ale układ nie sprawdził się na dłuższą metę. Już w lutym Świerczewski sam zasiadł w fotelu prezesa, od początku zakładając, że tylko do momentu, w którym znajdzie odpowiedniego kandydata na to stanowisko. W kwietniu, chwilę po upokarzającej porażce 1-8 na własnym stadionie z GKS-em Tychy, nastąpiła kolejna zmiana trenera. Szanse na awans nie były duże, klub skończył ligę na piątym miejscu.

***

Jeszcze jedna rzecz, która wyróżnia Świerczewskiego – sposób doboru kluczowych pracowników. Mamy dwa różne przypadki, oba dość oryginalne. Skoro się rzekło, że właściciel będzie tylko prezesem tymczasowym, to trzeba było znaleźć nowego. Poszukiwania w regionie i w środowisku nie przyniosły rezultatu. A skoro tak, to postawiono na metodę tradycyjną. Tradycyjną, ale nie w piłce – dano ogłoszenie na popularnych portalach z ofertami pracy. Czyli każdy domorosły narzekacz, który do tej pory twierdził, że „on zrobiłby to lepiej”, mógł zgłosić swoją kandydaturę. W praktyce jednak nie miałby wielkich szans na zwycięstwo, bo stanowisko okazało się całkiem łakomym kąskiem. Zgłosiło się około 100 chętnych – cały przekrój: od świeżo upieczonych absolwentów wyższych uczelni, przez ludzi z doświadczeniem piłce, aż po prezesów spółek.

Wybrano Janusza Żyłę. Człowieka z Warszawy z doświadczeniem w Statoilu czy na dyrektorskich stołkach w Erbudzie i PGNiG Technologie. Z piłką do tej pory łączyła go tylko co najwyżej pasja. Pierwsze skojarzenie z Rakowem przed podjęciem pracy? Paweł Skrzypek wyłączający jak stare radio w meczu kadry Gianfranco Zolę oraz Jacek Magiera. Ale kibicem Legii nie jest, przynajmniej tak mówi. Dodaje z uśmiechem, że jeśli jest kibicem, to Rakowa, po czym uogólnia na polską piłkę.

Generalnie sprawia wrażenie sympatycznego, ale też trochę wycofanego i – co naturalne – nieoswojonego z mediami, szczególnie tak specyficznymi jak piłkarskie. Używa eufemizmów, unika mocniejszych opinii i konkretów, tłumaczy się krótkim stażem na stanowisku. Chyba również wtedy, gdy jest mu to trochę na rękę.

Rozmawiamy między innymi na temat tego, czy bycie osobą spoza środowiska jest jego atutem czy niekoniecznie. Przy tej kwestii się ożywia. Zaznacza, że transfery między branżami to w biznesie codzienność, a piłka to tylko jedna z nich. Chyba nie dało się nie zripostować, że nawet jeśli, to bardzo specyficzna. – Środowisko piłkarskie jakoś znacząco nie odbiega od moich wcześniejszych wyobrażeń. Za każdym razem gdy zmieniałem pracę, słyszałem, że „ta branża jest specyficzna” i w jakiś sposób wyjątkowa. Mieliśmy w ostatnich latach wiele przypadków takich mariaży z piłką i nie ma reguły – jedne kończą się dobrze, inne źle. Dlatego problem może nie leży tutaj, a w innych atrybutach poszczególnych osób – odpowiada. – Ostatecznie uważam, że taki zastrzyk świeżej krwi może wyjść na dobre hermetycznemu środowisku.

Jest odpowiedzialny za wcielanie w życie wizji Świerczewskiego, chyba w trochę mniejszym stopniu za kreację. – Poprzeczka jest zawieszona wysoko, ale myślę, że z właścicielem prezentujemy podobną szkołę, jeśli chodzi o zarządzanie – mówi. Na razie to niewiadoma, bo trzeba poczekać na pierwsze wymierne efekty.

***

Niewiadomą na pewno nie jest za to trener Marek Papszun. W Częstochowie pracuje od kwietnia zeszłego roku, wszyscy już poznali i oswoili się z jego stylem, choć kilka chwil to potrwało. Przez lata związany był z klubami na Mazowszu, tam wyrobił sobie pewną markę, ale w skali kraju był postacią raczej anonimową. Dlaczego nagle trafił do Rakowa? Tego nie wie nikt poza Świerczewskim. Podobno to ciekawa historia, ale poznamy ją dopiero, gdy Papszun awansuje z Rakowem do ekstraklasy. Wiemy natomiast, jak wyglądał sam proces zatrudnienia. Jak już wspomniałem – nietypowo.

Skauting trenerów w Polsce praktycznie nie istnieje, kluczowa jest baza kontaktów w telefonie. – Prezesi po prostu wykręcają numer i oferują pracę wybranemu trenerowi. W ekstraklasie zdarza się, że oni nawet nie byli w mieście, w którym będą pracować. Pojawiają się tam dopiero, by podpisać kontrakt – zgadza się Papszun. – Moi koledzy po fachu są w szoku, gdy opowiadam im, jaką drogę przeszedłem w Rakowie. To była bardziej taka typowo korporacyjna, wieloetapowa rekrutacja. Z prezesem Świerczewskim spotykaliśmy się w Warszawie, wiem też, że obserwował moją pracę. Do wszystkiego był bardzo dobrze przygotowany. W kolejnym etapie przyjechałem do Częstochowy. Dostałem zagadnienia do opracowania, przygotowałem prezentację multimedialną, którą musiałem przedstawić, czemu przyglądała się psycholog i musiałem się zmierzyć z pytaniami.

Dla niego zamiana Świtu na Raków nie była jedynie kolejną zmianą miejsca na karuzeli. Zmieniło się całe jego życie. Jeszcze w zeszłym roku był 40-letnim nauczycielem, który w szkole w Ząbkach uczył historii i wychowania fizycznego. Przez blisko 15 lat łączył to z pracą w klubach. Klasówki sprawdzał w drodze na mecze. Nad ofertą trochę się zastanawiał. – Łatwiej byłoby podjąć decyzję przy pierwszym podejściu, gdy drużynę ostatecznie przejęli trener Kołaczek i Cecherz. Później miałem klub. Na początku odmówiłem, ale spodobała mi się determinacja prezesa i trafiły do mnie jego argumenty, że taka szansa może się już nie powtórzyć. Jeśli nie spróbowałbym teraz, to pewnie nie zrobiłbym tego już nigdy. Czułem, że stać mnie na więcej.

NOWY DWOR MAZOWIECKI 20.05.2015 MECZ POLFINAL SZCZEBLA OKREGOWEGO PUCHAR POLSKI GRUPA: MAZOWIECKI ZPN SEZON 2014/15 --- SEMIFINAL OF POLISH CUP DISTRICT LEVEL FOOTBALL MATCH: SWIT NDM - LEGIA II WARSZAWA 0:2 MAREK PAPSZUN FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Fot. FotoPyK

Papszun trochę mnie przytrzymał. Miałem okazję obejrzeć trening zespołu. Całkiem ciekawy. Nie tylko dlatego, że w przeciwieństwie do pierwszoligowych kibiców miałem okazję zobaczyć w akcji wychowanego w Arsenalu Daniela Boatenga czy trochę zapomnianego autora najdziwniejszej bramki w historii ekstraklasy, Adama Czerkasa. Raków gra dość niespotykanym systemem 3-4-3. Piłkarzom przyzwyczajonym do innego ustawienia nie jest łatwo się przystosować, o czym później powiedział mi najbardziej doświadczony zawodnik w zespole, Tomasz Wróbel. A raczej potwierdził, bo taki sam wniosek można było wyciągnąć, obserwując trening. Papszun często przerywał gierkę, dokonywał korekt w składach i tłumaczył. Najwięcej Piotrowi Malinowskiemu i z tego też wynikało spóźnienie – wszyscy piłkarze udali się już do szatni i na obiad, na murawie został tylko trener i były zawodnik Podbeskidzia. Przez ponad 20 minut mówił głównie szkoleniowiec, a piłkarz słuchał.

Chwilę potrwała jeszcze próba wygospodarowania jakiegoś pomieszczenia, ostatecznie lądujemy na trybunach stadionu. Trener to silna osobowość, chce mieć wpływ na każdym aspekt działania klubu, rządzi twardą ręką – tyle wiem po rozmowie ze wspólnym znajomym i lekturze ciekawego wywiadu, którego udzielił Łukaszowi Olkowiczowi z Przeglądu Sportowego. Gdy pytam go o „zapędy dyktatorskie” nawet nie protestuje. – Dziwię się, że może być inaczej. Na końcu to ja biorę na siebie odpowiedzialność za wynik. Gdyby moja głowa spadła za coś, na co nie miałem wpływu, byłoby to w nie w porządku.

Przywołuję sprawę premii meczowych poruszoną we wspomnianej rozmowie. Ich podziałem pomiędzy zawodników zajmuje się właśnie Papszun. – Jeśli premia jest uznaniowa, to przyznaję ją według własnego uznania. Ja wiem najlepiej, kto na ile zasłużył. Musiało minąć trochę czasu, by zawodnicy to zrozumieli. Były protesty, wyliczali liczbę minut spędzonych na boisku i chcieli, by według nich dzielić pieniądze. Dla mnie to żaden wyznacznik. Możesz nie dostać nic, a możesz zgarnąć całość, jeśli na to zapracowałeś. Zawodnik, który cały mecz spędził na ławce, też mógł dzięki swojej pracy przyczynić się do podniesienia jakości zespołu. Ten na boisku mógł ją obniżyć. Ale nie róbmy z tego wielkiego halo – z reguły te różnice są minimalne, a to tylko dodatek do pensji piłkarzy. Pieniądze to zawsze drażliwy temat, czasami głowa puchnie, ale lepiej by mieli pretensje do mnie, niż do kogoś innego.

Z dużym ożywieniem mówi także o pierwszoligowych sędziach. Wkurzają go błędy, ale nie tak jak buta i arogancja sędziów na tym poziomie, którzy ze względu na brak obecności kamer telewizyjnych nie są tak kontrolowani jak koledzy z ekstraklasy. Nie starają się być niewidoczni, chcą wręcz podkreślać, że są najważniejszymi ludźmi na placu, bo gwizdek daje im władzę. Wierzę mu, bo dokładnie to samo mówił mi niedawno Ireneusz Mamrot, ale to temat na inną opowieść. Papszun nie patyczkuje się również z piłkarzami. Gdy wyczuwa, że ktoś nie chce pracować na całego albo nie jest w stanie zapewnić zespołowi wejścia na wyższy poziom – pokazuje mu drzwi wyjściowe. O swoich decyzjach zawsze informuje piłkarzy osobiście, jak Ned Stark sam dokonuje egzekucji. Na nazwiska nie patrzy. Bardzo szybko skreślił Macieja Mielcarza, Błażeja Radlera czy Dariusza Pawlusińskiego, jakkolwiek patrzeć – uznanych piłkarzy. Łącznie z wypożyczonymi graczami pierwszego okienka transferowego nie przetrwało 21 (!) zawodników.

IMG_20170829_122503

Droga piłkarzy z szatni w budynku klubowym na murawę do najkrótszych nie należy…

IMG_20170829_122452

…etap pierwszy…

IMG_20170829_122010

… i etap w drugi. No nie jest to tunel porównywalny do tego, który mają w St. Pauli. W trakcie meczu części są łączone, co uniemożliwia swobodne poruszania się między „lożą VIP” a budynkiem klubowym. W praktyce ludzie muszą np. czekać aż ostatni gracz opuści murawę po meczu, czasami trwa to kilkanaście minut. 

Awans mógł zrobić już w sezonie, który miał tylko dokończyć, ale nie zaczął z grubej rury. Przejął drużynę na piątym miejscu, finiszował również na piątym. Dziś mówi, że dobrze się stało. – Bo co z tego, że awansujesz wyżej, skoro nie jesteś na to gotowy? Zaraz spadniesz – mówi. Efekty jego pracy można było zobaczyć w kolejnym sezonie po wspomnianej rewolucji. Raków wygrał drugą ligę. Po awansie kolejne spore przetasowanie – pożegnano 12 piłkarzy, w tym kilku z wielkim udziałem w wywalczeniu promocji, podpisano umowy z 13 nowymi zawodnikami.

Z beniaminków I ligi Raków wystartował najgorzej, drużyna wywalczyła 5 punktów w 6 meczach przy 11 oczkach Odry Opole i 10 Puszczy Niepołomice. W Częstochowie czuć rozczarowanie i złość, bo gra jest podobno lepsza niż wyniki. A trener ze sporą satysfakcją mówi o tym, że rywale już ustawiają się pod Raków. Znają to z drugiej ligi. A jego drużyna dalej ma grać w piłkę, nie oglądając się na innych.

***

Stawianie sobie ambitnych celów jest bardzo ważne, ale łatwo przy tym przeszarżować, zostać Wojciechem Stawowym, który w trzy lata chciał wprowadzić Widzew do Ligi Mistrzów. Jeszcze nie upłynęły, ale raczej się nie uda. Świerczewski, a razem z nim cały Raków, myśli o ekstraklasie. Ale nie już teraz, zaraz. Nawet nie po przyszłym sezonie. Ani po tym, który nastąpi po nim. Raków ma być w ekstraklasie w 2021 roku, kiedy świętowane będzie stulecie klubu. Papszun nie ma żadnych wątpliwości, jeśli jego szefowi nie zabraknie cierpliwości – a nic nie wskazuje na to, że miałoby – będzie.

***

Jeszcze jeden ważny aspekt, a nie zrobię zdziwionej miny, gdy polecicie engelowskim „szalenie ważny”. Po klubie w trakcie mojej wizyty kręci się mnóstwo dzieciaków i młodzieży, a nie zauważyłem, by któryś zbierał Pokemony. To młodzi piłkarze Rakowa (łącznie jest około 500 w wieku od 4 do 18 lat), za których szkolenie od kwietnia tego roku odpowiada Marek Śledź. To transfer istotniejszy niż jakiegokolwiek piłkarza do pierwszego zespołu. Jeśli na waszą wyobraźnię najmocniej działają pieniądze, to policzcie, ile milionów na wychowankach zarobił Lech Poznań. Śledź pracował tam przez lata, jest głównym twórcą akademii, którą trzeba uznawać za jedną z dwóch najlepszych w Polsce. Jeśli chodzi o szkolenie młodzieży, to autorytet.

IMG_20170829_121508

Trening dzieci na boisku wybudowanym ze środków obywatelskich. Obok niego stanąć ma jeszcze budynek z zapleczem socjalnym.

Zatrudnienie go to jasny komunikat. Można by wystawić tabliczkę z napisem: „Uwaga. Teren budowy”. Właśnie wylewane są solidne fundamenty pod klub, który będzie funkcjonował na zdrowych zasadach. – To jeden z naszych priorytetów. Zainteresowanie piłką młodzieżową było tu od dłuższego czasu, natomiast jeśli chcemy, by klub się rozwijał, to ten obszar również musieliśmy wznieść na wyższy poziom. Wiele klubów, które nie były budowane w sposób równomierny, gra dziś w niższych ligach. Wskoczyliśmy na wysoką półkę, zatrudnienie takiego fachowca to odpalenie rakiety – mówi Żyła i zaznacza, że na razie trudno mówić o konkretnych celach, bo są one jeszcze definiowane.

***

Ale zarówno poważną akademię, jak i ekstraklasowy klub trudno sobie wyobrazić, gdy popatrzymy na ten skansen. Pora wrócić do tematu stadionu.

– Nawet moi znajomi, którzy nie interesują się piłką, dzwonią do mnie i pytają, co z tym stadionem – zaczepia mnie pani pracująca w biurze, gdy czekam na rozmowę z prezesem. Później przez chwilę rozmawiamy o żużlu. Pod nosem ma mocny klub, w którym uprawia się czarny sport, ale na mecze Włókniarza nie chodzi. Śmieję się, że pewnie ma zakaz, ale prostuje mnie, że chodzi o solidarność. Do żużlowców nic nie ma, wtóruje jej Radek Baran. – Włókniarz jako pierwszy pogratulował nam awansu na zaplecze ekstraklasy – mówi. Mają za to, jak chyba wszyscy ludzie Rakowa, konkretne pretensje do miasta, że faworyzuje jeden klub, a drugi lekceważy.

IMG_20170829_122401

Budynek klubowy lata świetności również ma za sobą 

IMG_20170829_130510

Sala konferecyjna, ale nie tylko, bo to pomieszczenie ma wiele zastosowań – np. piłkarze jedzą tu obiady 

IMG_20170829_130550

Siłownię trzeba było zmieścić na salce gimastycznej 

Odwieczny problem, doskonale znają go w kilku innych miejscach w Polsce, choćby w Toruniu czy w Zielonej Górze – tam, gdzie jest żużel na wysokim poziomie, niełatwo zrobić klub piłkarski z prawdziwego zdarzenia. Raków również rywalizować musi w dwóch ligach – po pierwsze z innymi klubami zaplecza ekstraklasy, po drugie w rozgrywkach częstochowskich, głównie ze wspomnianym Włókniarzem, a także AZS Częstochowa – utytułowanym, ale trochę podupadającym klubem siatkarskim. Walka na drugim z frontów wydaje się trudniejsza.

Zainteresowanie kibiców? Piłka przyciąga ich coraz więcej, ale ciągle zdecydowanie przegrywa. Finanse? Raków w tym roku nie zobaczył nawet złotówki z tytułu promocji miasta poprzez sport (w zeszłym roku budżet zasiliło 1,5 miliona). Żużlowcy dostali 2,5 miliona złotych, siatkarzom przyznano 1,2 miliona. Do tego dochodzą zasady użyczania obiektów, warunki dla innych sportów są preferencyjne. Raków musiał powalczyć, by móc rywalizować u siebie z innymi pierwszoligowcami (jak zwykle, bo część spraw związanych z infrastrukturą udaje się załatwić tylko dzięki wsparciu mieszkańców w ramach budżetu obywatelskiego). Po długich bojach udało się rozpocząć modernizację obiektu przy Limanowskiego. Od rundy wiosennej na stadionie ma być sztuczne oświetlenie. Jednak wszystko to bardziej reanimacja trupa, malowanie trawy na zielono, którego celem jest uzyskanie warunkowej licencji. No i fuszerka – na przykład niezbędne zadaszenie wykonano w taki sposób, że słupy zasłaniają widok kibicom.

Wynikają z tego sytuacje wstydliwe. Nie mówimy o szyderce ze strony innych pierwszoligowców, do niej w Rakowie przywykli, no a inne kluby też często nie mają się czym chwalić. Konkretna sprawa – Polsat chciał pokazać mecz Rakowa z GKS-em Katowice, ale odwołał transmisję, ponieważ stadion nie spełniał wymogów. Chodzi na przykład o miejsce dla komentatorów, które nie było ukończone również w trakcie mojej wizyty. MOSiR co prawda popracował nad budką, ale zrobił to źle (kolejne słupy zasłaniające boisko). I trudno się dziwić, bowiem – jak dowiedziałem się w klubie – łebscy budowlańcy wcześniej nie skonsultowali potrzebnych zmian ani z klubem, ani z telewizją.

Miasto stara się odbijać piłeczkę. W odpowiedzi, którą otrzymaliśmy, rzecznik prasowy podkreśla, że MOSiR wywiązał się przystosowania obiektu do spełnienia wymogów licencyjnych, powołując się na wyjaśnienia dyrektora tej instytucji. Wskazuje, że brak transmisji jest bardziej winą klubu niż MOSiR-u, bo to on jest partnerem Polsatu i powinien szybciej przekazać MOSiR-owi wytyczne. W momencie, w którym do tego doszło, było już za późno, by rozwiązać problem na taką skalę, choć prace zostały rozpoczęte natychmiast. Murawa, na którą narzekają piłkarze? Administrator stadionu nie zna takich opinii, a w jego ocenie stan boiska jest porównywalnych do tych, na których grają inni pierwszoligowcy. Jeśli chodzi o przyszłość – sprawa jest otwarta, trzeba debatować m.in. na poziomie Rady Miasta. Poza tym rzecznik przypomina, że są też inne inwestycje do zrealizowania, np. drogowe, a o infrastrukturę sportową Częstochowa przecież dba – wybudowano halę sportową, w której grają siatkarze, zmodernizowano arenę żużlową, tworzone są boiska wielofunkcyjne przy szkołach. Zapewnia, że o Rakowie się nie zapomina.

IMG_20170829_121959

Stanowisko komentatorskie sąsiadujące z lożą VIP

IMG_20170829_141046

Widok na murawę z najlepszego miejsca na wspomnianej loży

IMG_20170829_151412

Wizualizacja stadionu po zakończeniu prac MOSiR-u. Radek Baran śmieje się, że grafik płakał, jak projektował i dodaje, że najprawdopodobniej to ten sam, który odpowiada za Deluxe Ski Jump.

To trudny związek, małżeństwo z konieczności, nie ma mowy o żadnej miłości. Chłód jest odczuwalny, nie trzeba podchodzić szczególnie blisko, a i tak człowiek żałuje, że nie wyciągnął z szafki ciepłej czapki. Na pewno Raków rozwija się w takim tempie, że staje się trudny do zignorowania. W teorii, bo w praktyce przedstawiciele klubu na zorganizowanej niedawno debacie dotyczącej nowego stadionu pogadać mogli do pustego krzesła. Z zaproszenia nie skorzystał prezydent miasta, Krzysztof Matyjaszczyk, nie przysłał też nikogo, kto mógłby go w takich rozmowach reprezentować. Do tablicy wywołują go kibice. Nie tylko Rakowa, bo transparenty z hasłem „Matyjaszczyk – nie wstyd Ci za stadion Rakowa?” pojawiły się w ostatnim czasie na ponad 20 stadionach w całej Polsce, mogliście dostrzec je w trakcie meczów ekstraklasy w Gdańsku czy we Wrocławiu.

***

Jeśli chcecie poczuć trochę piłki z dawnej epoki, jedźcie do Częstochowy i zobaczcie stadion. Jeśli chcecie zaobserwować, jak powstaje nowoczesny, oparty na solidnych fundamentach i pasji wiele osób klub, jedźcie do Częstochowy i pogadajcie z ludźmi. Drugą z wycieczek mogę polecić też miejskim władzom. Odległość nie jest problemem, a – mam nadzieję, że docenicie grę słów – żaden z tych Raków nie gryzie.

MATEUSZ ROKUSZEWSKI

KOMENTARZE (30)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
cis

Bardzo fajny i ciekawy tekst.
W sam raz do niedzielnego obiadu

Annak1975
Paris Saint-Germain F.C.

Mateusz, napisałbyś coś o neonazistach(?)-kibicach Rakowa. W tym roku wbili się na Pielgrzymkę na Jasną Górę. Niezły mindfuck, pokazywać B&H w kościele.

comment image

LooZ

Widzę nawet tutaj trafiłaś psychopatko.

OrtalionowyRycerz

Nie sądziłem że cię tu spotkam panie Annak1975 alias Polak Katolik.

Łomot
Legiunia

Parszywie szydzicie ze stadionu, który jest… normalny jak na warunki I ligi. Czym niby stadion w Częstochowie ustępuje przykładowo stadionom w Sosnowcu, Katowicach, Chojnicach, Opolu, Olsztynie, Chorzowie? Jeżeli już czymś im ustępuje, to rozmiarem, ale absolutnie nie można powiedzieć, że jest jakiś najgorszy, przynoszący wstyd i w ogóle do rozjebania. Czasami odnoszę wrażenie, że nie oglądacie tej I ligi czy Ekstraklasy, nie wiecie jacy są tam ludzie i obiekty, bo rzucacie artykułami z dupy.

Dziś czepiacie się, że awans Rakowa oznaczałoby skansen w E-klasie i ogólnie wstyd. Brzmi to jak obserwacja godna laika, gdyż nie zauważyliście w sumie, że podobnie rozjebany stadion właśnie zniknął po kilku ładnych latach z elity i mam tu na myśli stadion przy ul. Cichej. Co więcej, nie przeprowadziliście równie błyskotliwej obserwacji w zeszłym sezonie, gdy w I lidze o awans biły się m. in. Zagłębie Sosnowiec czy GieKSa grające na równie żałosnych obiektach.

Na tę chwilę frekwencja na „skansenie” w Częstochowie prezentuje się niewiele gorzej niż ta na „nowoczesnej arenie” w Gliwicach, ligę wyżej. Przynajmniej na tych częstochowskich, katowickich, sosnowieckich gruzowiskach puste krzesełka nie wyglądają aż tak przygnębiająco, jak na „arenach” w Kielcach, Gliwicach, Wrocławiu czy Gdańsku.

Klub od lat tułający się po niższych ligach ma mieć jakiś wyjebany w kosmos obiekt na 15 tysi? Raptem kilka lat temu dopiero wybudowano porządne stadiony Legii, Lechii, Lecha czy Cracovii, a wy już tak się rozochociliście, że nie pasuje wam stadion klubu, który rozgrywa swoje mecze w mieście przypominającym Czarnobyl i który dopiero co awansował z trzeciego poziomu rozgrywkowego na drugi.

Siema

Po pierwsze twój komentarz wygląda jakbyś z całego artykułu przeczytał tylko tytuł.
Po drugie odpowiem w temacie tych przykładowo wymienionych przez ciebie stadionów.
Stadion w Sosnowcu ma zmodernizowaną trybunę główną, a ta stara jest chociaż dość wysoka dzięki czemu widoczność na pewno jest lepsza niż w Częstochowie. Stadion w Katowicach jest całkowicie zadaszony i to bez słupów zasłaniających widoczność. Stadion w Chorzowie podobnie jak ten w Sosnowcu ma chociaż ogarniętą trybunę główną, dzięki której spełnia wszystkie wymogi. Do tego wszystkie wymienione stadiony w przeciwieństwie do częstochowskiego mają jupitery, a niektóre i podgrzewaną murawę. Z wymienionych przez ciebie równie chujowy jest w zasadzie ten w Chojnicach, o którym się nie mówi źle, bo Chojniczanka nie ma kibiców, no i stadion Stomilu o którym ciągle i wszędzie piszą, że jest tragiczny i zaraz się zawali. Ale w sumie oba te stadiony mają chociaż oświetlenie. Zresztą, po co tyle pisać, zobacz sobie zdjęcia. Jak nie zauważysz na nich różnicy to polecam udać się do okulisty.
comment image
comment image
comment image
comment image
comment image

Już nie wspominając o tym, że dziwnym trafem podałeś za przykład akurat ostatnie kilka niezmodernizowanych stadionów w 1 lidze. Jeszcze można by do listy dopisać Bytovię i może na siłę Olimpię Grudziądz. Reszta drużyn ma mniejsze lub większe, ale na pewno zmodernizowane lub całkiem nowe stadiony.

Momo1100

Bo to Weszło i środowisko kibiców, często uważających siebie za osoby o poglądach Korwina tylko gdzie Korwin a gdzie oni? Korwin mówi jasno, żadnych podatków a za stadiony budowane przez miasta czy państwo powinien być prokurator a tutaj jednak stadiony by chcieli w każdym mieście na 15 tysięcy, a nawet aby każdy klub je miał czyli mówią głosem lewaków choć lewactwem gardzą i to jest właśnie najciekawsze w tym wszystkim.

dlouhy

„jedzcie” i ‚bierzcie z tego wszyscy”…

baran

No właśnie. Aż oczy bolą. Jedzcie, czy jedźcie? … A gdzie korekta tekstu?

Urkides
Legia Warszawa

Według mnie kolejny zmarnowany przez piszącego ciekawy temat.
Podstawowym problemem polskiej piłki nie sa stadiony, bo te nie grają. Podstawowym problemem jest zarządzanie klubami a pod tym pojęciem kryje się budowa nowoczesnych struktur klubu które mają budować jego pozycję wśród lokalnego społeczeństwa, biznesu i władz.
Słowa na ten temat nie ma, czy klub będzie tylko wyciagał rękę do miasta czy ma również własne pomysły?
Poza tym, dlaczego miasto miałoby w pierwszej kolejności inwestować w stadion? Przeciez stadiony nie grają i ich posiadanie nie gwarantuje poziomu sportowego. W interesie samorządu leży umożliwienie dzieciom i młodzieży rozwoju fizycznego i mentalnego poprzez sport.
Czy w tym wywiadzie padło pytanie jak Raków chce się „zintegrować” z lokalnym społeczeństwem i co mu zaoferować oprócz bardziej obfitego bluzgania z trybun nowego stadionu?
Dlaczego nie zapytano czy miasto chce uczestniczyć w budowaniu bazy dla akademii i jak jest gotowe pomagać w promowaniu piłki wśród dzieci? Chociażby przez budowanie boisk przy szkołach aby trenerzy mogli tam wychowywać młodzież na ludzi zdrowych fizycznie i mentalnie?
Mamy w Polsce mniej zawodników na światowym poziomie niż stadionów. Czy to nie jest absurd? No według mnie jak cholera.
Inna sprawa? Stawianie sobie celu awansu do Ekstraklasy i po to budowanie stadionu. Pytanie ile klubów z całej polski stawia sobie taki cel i ile z nich go zrealizuje? Znikoma część tych którzy chcą to zrobić.
A może postawić inny cel? A mianowicie zbudowanie silnego piłkarstwa we własnym regionie?
Tutaj już nikt nie może pokrzyżować tych ambitnych planów, wszystko zależy od woli i konsekwencji wykonawców. A może jak zaczniemy od tego to w przyszłości pojawią się piłkarze którzy będą w stanie to zrobić oraz kibice np. rodziny tych piłkarzy oraz koledzy z rodzinami którzy kiedyś grali ale odpadli w selekcji czyli krótko mówiąc publiczność dla której władze chętnie wybudują stadion?
U nas stawia się wóz przed kobyłą i dziwimy się dlaczego nie jedzie.
Prezes Rakowa to z pewnością człowiek o innym sposobie myślenia niż środowisko piłkarskie które twierdzi że tylko człowiek z doświadczeniem w piłce może zarządzać piłką a sami tak nią zarządzają że jak już wcześniej pisałem stadionów na poziomie mamy więcej niż piłkarzy.
Może warto powoli kruszyć ten mit który jest bzdurny i powoduje że polska piłka jest zacofana jak ludzie ze środowiska piłkarskiego i dziennikarze?
Ale łatwiej napisać „wybudujcie stadion”, ale po co? Żeby bandy hołoty miały gdzie palić racę i się branzlować swoją „miłością do barw”? Stadiony buduje się dla ludzi którzy chcą czerpać pozytywne emocje żeby się oderwać od swoich codziennych problemów i przeżywać lokalny patriotyzm (ten zdrowy a nie w wersji lumpów)
Autor niczego nie napisał o zmianach w podejściu do zarządzania klubem.
Artykuł płaski i nic nie wyjaśniający.

Miszcz Joda

Legijne przyzwyczajenia. Stadion ma wybudować miasto żeby klub nie miał na bilansie 300 mln pln długu.

Urkides
Legia Warszawa

Legia przynajmniej nie stoi z wyciągniętą do miasta łapą po pieniądze na pensje dla zawodników.
A w innych miastach scenariusz jest zwykle identyczny.
Najpierw „wybudujcie stadion” za 100 mln. Potem trzeba z ‚takim stadionem” grać o awans a więc „musimy się wzmocnić” i znowu łapa do miasta o kasę na pensje. Jak już awansują, co nie zdarza się często, to znowu łapa po kasę bo trzeba wzmocnić skład żeby awansowac do 8-ki. I tak bez końca.
A może pokazywać jak sa zorganizowane kluby które sobie radzą z wypłatą pensji bez pomocy miasta?
A może zastanowić się jaki jest podstawowy cel funkcjonowania klubów?
Czy one istnieją po to zeby topić w nich kasę na pensję dla miernych i leniwych „ogranych” zawodników czy może po to żeby te kluby rozwijały sport i integrowały mieszkańców?
To oczywiście wywraca do góry nogami całą „filozofię” zarządzania piłką w Polsce ale bez tego będziemy mieli fajniejsze stadiony niż np. Midtjylland ale będziemy dostawac od nich regularny wpierdol. Wpierdol można dostawać i bez stadionów a żeby nie zbierać wiecznie po ryju to trzeba mieć piłkarzy na poziomie, a tych nie mamy, nawet w Wawie. Gdyby Legia chciała skompletować skład na puchary z polskich piłkarzy grających w naszej lidze to wpierdol mamy murowany. A reszta klubów gdyby miała zrobic to samo nawet nie powinna występować w pucharach bo było by jeszcze gorzej.

werseo

Jak to nie? A kto wyłudzał kasę na akademię? Już nawet pracownicy składają wypowiedzenia. legia się sypie, nawał długów spowoduje, że i oni będą żebrać od miasta. Jebać centralny klub sportowy!

Miszcz Joda

Patologia jest patologią. Oczywiście Legia to nie Ruch czy Śląsk, ale gdyby nie ta inwestycja dalej byłoby granie na kurniku bo Legii nie było stać na nowy stadion. Dlatego BL latał do magistratu jak za cycatą blondynką.
Nie można patrzeć też tylko zero-jedynkowo. Bo w ten sposób to jedynie Bruk-Bet i Wisła Kraków by się ostały na dzień dzisiejszy w Eklapie 😉

craft

Miło się czytało.

Joanna Zboczen

Stały płacz kibiców Rakowa: Bo Włókniarz ma a my nie. Nic do Rakowa nie mam, ale Cze-wa to biedne miasto. Na skraju woj. Śląskiego, bez wielkiego przemysłu, bez spółek skarbu państwa. Zwyczajnie nie stać Cz-ewy na dwa duże kluby w miescie. A że zdecydowana większość mieszkańców miasta i okolic woli żużel, to władza „stawia” na Włókniarz.

JJHarrison

Władza stawia na Włókniarz, ponieważ (nie licząc garstki osób) jest to klub, którego kibice są zdecydowanie bardziej przychylni prezydentowi i ludziom z SLD, którzy rządzą miastem. W przeciwieństwie do Rakowa, którego kibice od zawsze prezentowali poglądy promujące wartości przeciwne do tych, które są bliskie lewicy. Oczywiście głupotą byłoby twierdzenie, że jaka trybuna ultras, tacy wszyscy kibice, ale nie ma żadnych wątpliwości, że prezydent Matyjaszczyk i spółka nie cieszą się na Limanowskiego szacunkiem, zarówno wśród ludzi z Młyna, jak i wśród zwykłych Januszów. Rada Miasta na wspieraniu jednego klubu i ignorowaniu drugiego buduje najzwyczajniej w świecie swój kapitał polityczny.

Ja generalnie również jestem przeciwny temu, by miasto płaciło za stadion Rakowa, ale życzę z całego serca Matyjaszczykowi utraty władzy już wkrótce, za:

– brak jakiejkolwiek chęci dialogu z klubem. Prawda jest taka, że Michał Świerczewski to bogaty gość, który byłby w stanie wpakować dużo pieniędzy na przebudowę stadionu, ale potrzeba do tego chęci współpracy od miasta, które jest właścicielem gruntu, które może pozwolić sobie na różne prawne formy pomocy. Zresztą w samym tekście autor wspomniał o debacie, na którą zaproszony był prezydent Matyjaszczyk, a którą olał ciepłym moczem, nie wysyłając na nią nawet swojego przedstawiciela. Władze miasta nie bagatelizują problemu, one udają, że go nie ma, że nieruszane gówno będzie mniej śmierdzieć i do wyborów uda się zamieść temat pod dywan. Dlatego dobrze, że takie artykuły powstają.

– zachowanie Marka Balta, byłego posła, obecnie trzepiącego hajs w wodociągach, przydupasa Matyjaszczyka. Jego aktywność w mediach społecznościowych to poziom rynsztoku, wrzucanie wszystkich do jednego wora, kłamstwa i obelgi. To będzie bardzo przyjemne uczucie, gdy na twarzach ludzi tak bardzo plującym w twarz mieszkańcom miasta pojawi się rozczarowanie porażką.

Racovianin

Staly placz to ja widze co roku „wlasciciela” Wlokniarza skamlacego o pieniadze miejskie na wyplaty dla zawodnikow.
Stadion zuzlowy miasto juz wyremontowalo.

W Rakowie jest inna sytuacja , jest bogaty wlasciciel i klub nie musi byc podtrzymywany kroplowka miejska.

Obowiazkiem miasta jest budowa stadionu miejskiego bo to jest obiekt publiczny.

A bajki o tym ze miasto jest za biedne na stadion nie kupuje, to kwestia zlej woli wladz miasta.

Ostatnia ich inwestycja w obiekty miejskie to park wodny za 57 mln ktory nie bedzie obiektem dochodowym.

Na stadion pilkarski z obecna wladza wszystko trzeba wyszarpywac z gardla patrz: pamietna batalia o oswietlenie stadionu ktore bylo mniejszym priorytetem w oczach miasta niz zadaszenie lodowiska !???

Swoja droga to co z tym zadaszeniem lodowiska ? Bo ja go nie widze a pieniadze poszly.

Odzidzia_Pajszao

Niech się ludzie z Częstochowy na mnie nie obrażą, bo to co napiszę nie jest personalnie skierowane do nich. Chodzi o szerszy problem.

Mam zawsze wątpliwości, gdy czytam takie reportaże. Towarzyszy mi wtedy zawsze podobne wrażenie. Dwa punkty – działacze i stadiony. Czy my przypadkiem nie ładujemy najwięcej energii w to co było od zawsze naszą pięta achillesową? Rozumiem, działacze to przez wiele lat były asy nad asami, a stadiony zawsze były podłe. I teraz jakby chcemy nadgonić czas głównie w tych aspektach. Zamiast działaczy pt. „dobrze było, ćwiara na trzech, dwóch nie piło”, mamy modę na korporacyjność, systemy motywacyjne i „sieciową strukturę”. Kreatywność, spontaniczność i niebanalne pomysły. Emocje podnoszą się jeszcze bardziej, gdy zaczynamy dyskutować o tym, czy „miasto da kasę na stadion:, czy też może nie da. Jak nie da, to są złymi urzędnikami.
Czy to nie jest jednak budowanie domu od dachu? Problem polskiego sportu leży gdzieś indziej i obserwując go przez lata jestem tego coraz bardziej pewien. Być może chodzi o usilne i równie fałszywe przeświadczenie, że jeśli przełożymy z piłki zachodniej standardy zarządzania i infrastruktury, to szybko ich dogonimy.
Dobrze, że są tacy ludzie jak szifu Rakowa, że tam się coś dzieje, ale jednak mowa tam o marzeniach o Ekstraklasie, a przecież tam czeka to co znamy dobrze z niższych lig, tyle że „więcej i częściej”. Do tego masowe szkółki byłych piłkarzy przyciągające rodziców podwożących ubrane jak na mecze ligi mistrzów dzieci. Póki co nie widzę tutaj wielkiego postępu poza tym, że pijarowo wygląda to wszystko bardzo ładnie.
Brak mi chyba jakiegoś makro-planu na polską piłkę, nie wiemy jaka ona ma być, poza tym, że mocarstwowa. Stadionów mamy już po kokardę, a polska liga wygląda coraz mniej poważnie. W każdym klubie jest „młody, dynamiczny sztab” i „rozważny prezes”. Są działy skautingu i nawet jakieś boiska treningowe się zdarzają. Jakoś to jednak nie chce odpalić.
Ja osobiście, gdybym miał wpływ na rzeczywistość piłki nożnej w Polsce, zacząłbym od czegoś zgoła odmiennego. Nie od dolewania doń większej ilości pieniędzy, ani nie od „profesjonalizacji” i „marketingu”. Ja bym tych pieniędzy odjął, a w każdym razie tam, gdzie ona głównie dewastuje zdrowy rozsądek – na sztandar wziąłbym tu zarobki Koseckiego (to tylko symbol). Odciąłbym profesjonalne kluby od dofinansowań. Wiem, to brzmi strasznie. Ale mam jakieś dziwne przeczucie, że to dałoby ozdrowieńcze efekty.

Siema

Generalnie zgadzam się, ze wszystkim co napisałeś, oprócz ostatniego akapitu. W jaki sposób polskiej piłce pomoże masowy upadek wielu wielkich klubów? Bez tych wszystkich dofinansowań liga zeszłaby na poziom białoruskiej, albo grały by w niej same twory typu Nieciecza.

Problem według mnie leży głównie w infrastrukturze treningowej i jakości trenerów. Na zachodzie kluby z lig okręgowych mają lepsze bazy niż 3/4 Ekstraklasy. Jak mamy im dorównywać jak nie rzadkie są sytuacje, że na jednym boisku trenują na raz 3 drużyny? A do tego jak już coś samorząd jeden czy drugi zbuduje, to oczywiście ze sztuczną trawą, bo taniej. A że dla stawów dramat i dla wyszkolenia technicznego gorzej, to już nikogo nie obchodzi. Kto ma w Polsce dobre boiska? Lech, Zagłębie, Pogoń, jako takie Wisła,w budowie Cracovia i Stal Stalowa Wola (ale i tam szału nie będzie), jakieś tam plany mają Legia czy Jagiellonia. Ogólnie rzecz ujmując dramat.
Co do jakości trenerów w sumie trudno się dziwić. Na kursy PZPN trudno się dostać, do tego są drogie, a ich poziom żenujący (jedna z wielu anegdotek od uczestnika kursu UEFA A: „kursanci sami prowadzili prelekcje, bo prowadzący nie dojechał). Dzieciaków prowadzą jacyś nieudacznicy po znajomości, albo byli piłkarze co myślą, że jak grali w 1 lidze to są Alfą i Romeo i wszystko wiedzą najlepiej. No, jest jeszcze to słynne już w sumie „młode pokolenie polskiej szkoły”. Charakteryzuje się głównie stosowaniem ultradefensywnej taktyki i kompletną nieudolnością w ocenianiu potencjału zawodników – sztandarowym przykładem Dorna.

Odzidzia_Pajszao

Nie byłoby żadnego upadku polskich klubów. Dopiero wtedy ludzie którym zalezy na piłce wzięli by się do roboty, bo nie byłoby łatwej kasy do przepitolenia – dowodem na to spora ilość klubów, które dopiero po zaliczeniu upadku zaczynają się ogarniać. Być może przez kilka lat mielibyśmy do czynienia z zapaścią w sensie profi, ale ona wyszłaby nam na dobre. Brak przepłacania słabych piłkarzy, zaczęłaby się rywalizacja. Brak nam rywalizacji, nazwano ją złą, zeszmacono ją. W Hiszpanii na dołach trzeciej ligi grają świetnie wyszkoleni piłkarze – to efekt rywalizacji. To nie przypadek, że nie chcą tam naszych zawodników, przepłaconych i niewyszkolonych, nie zdolnych do rywalizacji.
Nawiązując do tego co napisałeś – pieniądze z Koseckiego można by przerzucić na młodych. Pod warunkiem, że za tę kasę stworzy im się dobre warunki do rywalizowania, a nie do lanserki.

Siema

W Hiszpanii na dołach trzeciej ligi grają świetnie wyszkoleni piłkarze, bo Hiszpanie szkolą ich w takiej ilości i jakości, że wystarczy tej jakości na kilkaset klubów. U nas jakby pozbierać największy talenty z całego kraju, to by tej jakości wystarczyło może na 5 klubów.

Miszcz Joda

Odidzia
Gdyby nie publiczna kasa to by grzybnia z patatajnią była a taka Legia dalej grałaby na kurniku.
Zgoda, że trzeba odciąć od pępowiny ale nie na hurdur tylko stopniowo. Np. w 10 lat.
Jak zrobisz akcję na Balcerowicza to się nikt w Eklapie nie ostanie.
W takich Niemczech klub w najwyższej klasie rozgrywkowej nie może być uzależniony od jednego właściciela/sponsora (wyjątkiem jest Wolfsburg). To który w Polsce by przetrwał?

Tomasz Kurzak

Ja się nie zgodzę, że wszystko jest robione źle. Obiekty sportowe i treningowe powstają jak grzyby po deszczu, wiele z racji właśnie choćby profesjonalnej kadry jest czysto komercyjne. Kluby chociaż starają się tworzyć te boiska dla młodzieży i kogoś sobie wychować.

Tylko odkąd to się wszystko tak naprawdę zaczęło, to te dzieciaki nie są jeszcze nawet w młodzieżówkach. Infrastruktura zaczęła się zmieniać może 10 lat temu, ale nie od razu we wszystkich miejscach jak grzyby po deszczu, a metodycznie powoli w wielu miejscach coś się pojawia. Te 20 lat temu jak ja chciałem iść trenować to nie było nawet gdzie. W obrębie 20 kilometrów (co zahacza i o Częstochowę właśnie) nie było ani jednego boiska dla dzieciaków. Nie było nawet zasranej opcji, jedynie klepiska i dziadowskie kluby, które sekcje młodzieżowe miały, bo mieć musiały. Kopały w nich 14 letnie dzieci, które trenera na oczy nie widziały.

Dzisiaj mogę się rozejrzeć i wysłać w dowolne miejsce. Nawet niewielkie kluby zaczynają podchodzić do tego sensowniej, bo widzą, że jak się u nich wychowa jakiś milik, to chociaż z ekwiwalentów sobie pożyją, a i za transfer nie zapłacą im już piłkami.

Tylko jak mamy widzieć efekty, skoro to jest świeże? Pierwsze dzieci z pierwszych lat pracy na żywym organizmie dopiero będą wchodziły w piłkę. Prawdę mówiąc to sądzę, że realne efekty tego co się dzieje zobaczymy za może 10 lat.

A infrastruktura to pierdolona podstawa. Co mi po dobrym trenerze, skoro będę się bał wysłać dziecko na to klepisko, żeby się nie połamało. Lepiej niech sobie z kolegami pokopie na orliku. Jak masz zachęcić dzieci i rodziców, żeby iść do klubu którego stadion wygląda jak gówno i czujesz się jakbyś wrócił do komuny? Sam idąc na żużel pierwszy raz (choć już dorosły) byłem zafascynowany nie tylko jazdą i zapachem motorów, ale i tym jak to fajnie wygląda, że stadion duży, czysty. Jadąc na Raków niezależnie w których czasach czułem się gorzej niż w pobliskiej Blachowni, w której jakoś to wygląda. Do takiego syfu ludzie nie lgną i raczej wolą omijać.

Jeśli sportowo Raków będzie się utrzymywał i aspirował do gry w Ekstraklasie to ten stadion choćby dla dobra miasta musi się zmienić. Nie jest to dobra reklama podupadającego stale miasta. 200 tysięcy ludzi, a stadion gorszy niż w Niecieczy i to wielokrotnie. Nie mówię, żeby budować kobyłę z pojemnością 30k, ale chociaż kameralny stadionik na 6 tysięcy, który wygląda i nie śmierdzi. Serio to miasto wydaje kasę na dużo bzdurnych rzeczy, ale wielokrotnie więcej traci na swojej coraz gorszej opinii. A Raków im wyżej sportowo, tym ten cierń będzie się wbijał mocniej. No, ale matyjaszczyk to sld które rządzi tym ginącym miastem nieustannie i nie po drodze im z kibicami. Świerczewski może i pieniędzy trochę ma, ale nie na tyle, żeby nie na swoim terenie jeszcze z władzami i mosirem walczyć. Wystarczy odrobina dobrej woli, której brak.

marcinw13

Ciekawy artykuł. Oby takich więcej. :)

pejsbuk

Polska to nie tylko przeinwestowana warszawa gdzie i tak i tak chuja wychodzi – Sherrif
tak, tak

janjankowalskikowalski

Na wstępie chciałbym powiedzieć że wszyscy doceniają to co robią ludzie z Rakowa, właściciel, trenerzy, piłkarze, kolejność dowolna, na pewno zasługują na nowy stadion. Trzeba jednak twardo stąpać po ziemi Częstochowa jest sama i może liczyć tylko na siebie, to niemożliwe żeby zrobić wszystko mając ograniczone środki. Stadion dla Rakowa na pewno by się przydał, ale jakbym miał wybierać pomiędzy plastikowym stadionem który możemy sobie postawić, równie dobrze, za kilka lat to chyba wolałbym uratowanie zabytkowej kamienicy czy innych tego typu obiektów. Całe zamieszanie ze stadionem jest zupełnie niezrozumiałe, dlaczego w lokalizacji gdzie nie ma szans na zbudowanie docelowego stadionu robi się zbędne inwestycje, drogie oświetlenie i trybuny już są na stadionie żużlowców, tam prowizorycznie najtaniej można zorganizować stadion dla Rakowa, a w przyszłości wybudować typowo piłkarski obiekt.
Żale dziennikarzy i załamywanie rąk nad skansenem częstochowskim są niepoważne gdzie byli panowie dziennikarze gdy po 20 latach remontowania stadionu śląskiego pominięto go przy organizacji Euro, kto zapłacił za świecące pustkami stadiony w Gdańsku i Wrocławiu, jakim cudem Warszawa do Euro obchodziła się bez żadnego stadionu, aż tu nagle postanowiono zbudować dwa? Jaki sens miało topienie jeszcze większych pieniędzy w przestarzałym Stadionie Śląskim i budowanie największego dachu w Europie, czy europejczycy o czymś nie wiedzą? Czy nie można było zbudować jednego stadionu takiego jak dla Górnika, tylko w całości? To na takie „sensowne” inwestycje poszły częstochowskie pieniądze wojewódzkie. Nic dziwnego że zabrakło choćby na jedną trybunę w Częstochowie. Dla dobra polskiej piłki.

Racovianin

Lokalizacja na Limanowskiego jak najbardziej nadaje sie na budowe nowego stadionu.
Jesli chcesz sie o tym przekonac to wejdz na googlemap znajdz stadion Arsenalu badz Chelsea Londyn i zobacz ile one zajmuja miejsca wraz z infrastruktura dookola stadionu.

Dla ulatwienia dodam ze parkingow tam nie znajdziesz, kibice w Londynie na mecze dojezdzaja komunikacja miejska.

Jesli dodamy ze nie ma w planach budowy stadionu o pojemnosci tychze wymienionych powyzej jestem w stanie zaryzykowac ze mozna na Limanowskiego postawic nawet 2 stadiony.

Obiekty treningowe mozna by przeniesc gdzies po za miasto gdzie dzialki mozna kupic taniej niz w miescie.

Potrzebna jest tylko dobra wola miasta.

arasoi81

Oj chciałbym, żeby w Koszalinie był taki „kiepski” stadion jak w Częstochowie…

Incognito

Kiedy czytam komentarze z obu stron ( zarówno zwolenników jak i przeciwników Rakowa ), odnoszę nieodparte wrażenie, że nikt nie rozumie w czym tkwi problem !
Jasnym jest, że Częstochowa to nie metropolia wokół której skupiają się duże firmy, globalne koncerny, chętnie wspierające sport. Oczywistym jest też, że w naszym mieście nie potrzeba drugiego stadionu śląskiego, który będzie obrzydliwie kosztownym pomnikiem głupoty i braku ekonomicznej rozwagi rządzących.

Z moich informacji wynika , że władze klubu nie oczekują finansowania przez rządzących miastem, a jedynie partnerskich relacji jakie panują w większości mniejszych i średnich miast o podobnym do Częstochowy potencjale.

Z trudem czyta się komentarze i porównywanie sytuacji w Rakowie z innymi miastami jak Chorzów, gdzie bezmyślni rządzący pompują dziesiątki milionów bez których klub nie jest w stanie funkcjonować. Takich miast na piłkarskiej mapie jest w naszym kraju wiele.

Właściciel i włodarze RKS Raków świetnie radzą sobie z utrzymywaniem klubu i organizowaniem go w ramach zdrowego rozsądku ( czytaj nie wydają bezmyślnie dużych pieniędzy na opłacanie gwiazd itp. ), tylko budują klub z dobrych nie koniecznie drogich materiałów systemem gospodarskim. Nie rozrzucają swoich pieniędzy na lewo i prawo tylko po to aby zaistnieć. Ta struktura budowana jest od kilku lat , wolno ale dokładnie z zachowaniem ekonomicznej i finansowej rozwagi.

W bieżącym budżecie klubu daremnie szukać znaczącego procentowo udziału miasta .. To właściciel i jego przyjaciele, sponsorzy finansują bieżącą działalność, a od władz oczekuje się jedynie wsparcia na poziomie dającym mu status partnera ! Swoją drogą ciekawym było by zobaczyć budżety i procentowy udział środków miejskich na klubowych kontach Włókniarza , czy AZS. Z mojej wiedzy wynika, że nie wypadło by to korzystnie dla w/w.

Włodarze Rakowa pokazują, że nawet na takiej biznesowej prowincji jak Częstochowa, można zbudować z prywatnej inicjatywy dobrze prosperujący klub piłkarski na wysokim poziomie , ale na Boga ! Ludzie ! Skoro klub organizuje dla mieszkańców miasta rozrywkę na wysokim poziomie, to niech to miasto poczuje się do tego aby choć nie przeszkadzać ! Oni nie oczekują nic innego jak stadionu gdzie matki z dzieckiem nie będą się obawiać, że ich dzieciom na trybunach stanie się krzywda ( nie chodzi o chuliganów , a konstrukcję głównej trybuny gdzie ryzyko spadnięcia przez dzieciaka z dużej wysokości jest ogromna ! – nie tylko dzieciaka ), gdzie bezpiecznie i w komfortowych warunkach godnych czasów w jakich żyjemy będzie można zobaczyć widowisko sportowe ! Czy to tak wiele ?!

Kiedy klub otrzymał w zeszłym roku 1,5 mln od miasta „płakał”, że dostał mało ?! Podziękował i natychmiast doskonale spożytkował te środki robiąc historyczny awans sportowy, którego w tym mieście nie widziano od lat ! 1,5 mln nie 15 mln !

Czy kogoś dziwi, że po awansie do I ligi oczekiwania klubu są proporcjonalnie większe ? Czy prośba o 1,8 mln to wygórowane widzi mi się … ?! W stosunku do kosztów utrzymania drużyny na tak wysokim szczeblu rozgrywek, to „pikuś” !

Dla tych co napiszę, żeby w młodzież inwestować a nie w piłkę profesjonalną odpowiadam. Raków bardzo dużo inwestuje w młodzież, rozwijając swoją akademie , ale młodzież nie będzie chciała się rozwijać, jeśli nie będą mieć swoich marzeń, swoich idoli którymi są własnie zawodnicy pierwszej drużyny !

Dużo i długo mógł bym się rozpisywać, ale na koniec raz jeszcze podkreślę. Raków Częstochowa nie oczekuje od miasta sponsoringu, ten klub liczy na wsparcie godne miast w którym mieszka około 200 tyś mieszkańców, w którego nazwie we wszystkich krajowych mediach oprócz słowa Raków .. pojawia się jeszcze nazwa …CZĘSTOCHOWA !

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam wszystkich miłośników piłki nożnej i nie tylko.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY