Image and video hosting by TinyPic
Trójkąty i kwadraty. Guardiola i problematyczna negacja prostoty
Anglia

Trójkąty i kwadraty. Guardiola i problematyczna negacja prostoty

Piłka nożna to generalnie bardzo prosta dyscyplina sportu, tak jak piłkarze to z zasady bardzo prości ludzie. Takich ewenementów jak choćby Taras Romanczuk, magister stosunków międzynarodowych, nie liczę, bo są wyjątkiem potwierdzającym regułę. W każdym razie, jakkolwiek wiele osób bardzo chciałoby sprowadzić futbol do trójkątów, kwadratów, heatmap, modeli expected goals, na końcu o powodzeniu lub niepowodzeniu decyduje to, czy jednemu z drugim uda się wpakować to okrągłe w to prostokątne. Proste jak drut.

Gdyby było inaczej, po triumf w Lidze Mistrzów sięgałoby rokrocznie Midtjylland, w finale bijąc się z Brentford, a więc dwoma klubami, w których cyferki, skomplikowane wykresy i modele odgrywają największą rolę. A na pewno nie robiłby tego dwa razy z rzędu Real Madryt z Zinedinem Zidanem na ławce. O ile genialnym pod kątem zarządzania zasobami ludzkimi, o ile będącym dzięki naturalnej charyzmie i przebogatej piłkarskiej karierze w stanie przekonać zawodników do siebie, o tyle zdecydowanie nienależącym do światowej czołówki, jeśli chodzi o cyferki, strzałeczki i całą tę naukową otoczkę. Co, jak zdradza dobrze zorientowany w realiach królewskiego klubu Diego Torres z „El Pais”, nie podoba się na przykład Florentino Perezowi. Któremu jednak wszelkie argumenty kontra są wytrącane z rąk kolejnymi trofeami.

Trenerem znacznie bardziej w typie Pereza, choć z oczywistych względów raczej nieosiągalnym, byłby Pep Guardiola. Człowiek prostotą, jaka zaprowadziła szybką i prostą drogą na szczyt Zidane’a, wręcz gardzący. Ten obrazek kojarzycie, prawda?

ByjfZRfCUAAp4Ua

Wszystko zaplanowane, wszystko rozrysowane, wszystko poukładane od A do Z, choćby miało to kosztować pracę do późnych godzin nocnych, hektolitry kawy, yerby, czy czegokolwiek, co pozwoli utrzymać górną i dolną powiekę z dala od siebie.

Do Guardioli wrócimy za moment, pozwólcie że zanim to nastąpi, zabiorę was parę lat wstecz.

Nie pomylę się, jeśli powiem, że dla całego pokolenia fanów futbolu grą, która przykleiła ich do monitorów na długie godziny był Football Manager. W tej materii zdecydowanie nie należałem do wyjątków. W każdym razie pamiętam, że kiedyś obejmując któregoś z norweskich drugoligowców (nie ma, że boli), postanowiłem podejść do gry „na poważnie”. Tak, wiecie, w stu procentach. Nie klikając mechanicznie wciąż w te same odpowiedzi na konferencjach prasowych, nie dokonując transferów z pamięci i – przede wszystkim – dopasowując taktykę pod przeciwnika.

Oszczędzę wam opisów tego, jak przeczołgiwałem moich podopiecznych podczas biegów po fiordach z kolegą i 20-kilowym workiem ziemniaków na plecach. W każdym razie z ostatniego założenia zmuszony byłem szybko zrezygnować. Można się zżymać na to, że przeprowadzanie transferów w FM-ie, a w realnym życiu, to dwie kompletnie inne kwestie. Że poruszanie się wirtualnych piłkarzy po boisku często przeczy prawom fizyki. Ale niemal stuprocentowego realizmu nie można grze odmówić w innym aspekcie – w grzebaniu bez końca w założeniach dla drużyny i pojedynczych piłkarzy.

Wiedziałem, że w pierwszym meczu gram z Aalesund. Wiedziałem, że ich największym atutem jest napastnik mierzący 204 centymetry. Thor Hogne Aaroy – pamiętam wieżowca do dziś. Całą taktykę – choć w sparingach ćwiczyłem kompletnie inne ustawienie – ułożyłem po to, by gościa zniszczyć. Na libero grał na niego najwyższy z moich piłkarzy, miał go kryć „koszulka w koszulkę”, nie pozwolić na spełnienie roli odgrywającego. Wygraliśmy 3:1. Poczułem, że oto znalazłem złotą formułę na wygrywanie w FM-ie. Taktyka pod rywala.

Jak się pewnie domyślacie (albo i nie), po tym jednym meczu przyszło jednak pasmo remisów i porażek. Przekombinowałem. Wirtualni piłkarze nie byli mi w stanie tego powiedzieć, ale nie łapali się w kolejnych zmianach strategii. Tak jak ci prawdziwi, mieli ograniczone miejsce w głowie, a ja starałem się tam upchać za każdym razem coś nowego. Awans udało się wywalczyć, bo od którejś kolejki zdecydowałem, że nie mieszam, że odznaczam sporo dodatkowych zadań, by jak najbardziej uprościć grę. Uwolniłem głowy i nogi swoich zawodników, zaufałem, że nawet jeśli nie włączę im tego czy innego założenia, to są na tyle kumaci, że sami najlepiej przystosują się do boiskowych wydarzeń.

I tutaj wracamy do Guardioli. Guardioli, którego po remisie u siebie z Evertonem, ale nie tylko, tak właśnie postrzegam. Jako gościa, który poprzesuwał swoim zawodnikom za dużo suwaków, rozrysował im za wiele schematów, próbował przechytrzyć rywali, a przechytrzył samego siebie. Kombinatora tak zakochanego w rozpracowywaniu rywali i tak wierzącego w to, że tylko takie podejście może dać sukces, że w swoim zapatrzeniu na wspomniane na wstępie trójkąty i kwadraty gotowego nawet wpisać w koszta wyprucie swoich piłkarzy z atutów.

Tendencja do kombinowania zgubiła go w poniedziałek, gdy wystawił Leroya Sane chyba pierwszy raz w karierze na lewym wahadle. Drugiego tak słabego meczu Niemca, jak ten z Evertonem, zwyczajnie nie jestem sobie w stanie przypomnieć. To jego strata przy linii bocznej doprowadziła do gola na 0:1, a kilka kolejnych mogło tylko pogłębić dołek, w jaki City wpadło w pierwszej połowie spotkania. Gdybym miał opisać go jednym słowem, byłoby to „zagubiony”. Zdecydowanie w nowej roli miał też problem z odnalezieniem się Kevin De Bruyne, przyzwyczajony do gry znacznie bliżej bramki przeciwnika, niż Guardiola wymagał od niego w tym spotkaniu.

I nie, to nie był pierwszy raz, gdy Pep przekombinował. Pamiętacie jak zrobił prawego obrońcę z Jesusa Navasa na arcyważne starcia z Arsenalem i Chelsea, w których jego świetnie funkcjonująca we wcześniejszych meczach defensywa (2 gole stracone w 6 wcześniejszych meczach) nagle posypała się na tyle, by obie londyńskie ekipy ukłuły The Citizens po dwa razy? Jak Hiszpan na dzień dobry w nowym ustawieniu złapał kartkę na Alexisie, na tyle przebiegłym, by wykorzystać mętlik w głowie Navasa? Albo jak mimo kolejnych niepowodzeń uporczywie próbował co jakiś czas na początku poprzedniego sezonu grać na trójkę w obronie? Idąc w zaparte aż do meczu z Leicester, gdzie po czterech minutach, przy wyniku 0:2, szybciutko wycofał się ze swojego pomysłu. Który zresztą wcześniej też dawał mizerne efekty (remis z Southampton, remis z Gladbach, porażka z Chelsea). W tamtych meczach było widać jak na dłoni, że piłkarze nie radzą sobie z nagłą zmianą taktyki. Z wiedzą, od których ich głowy napuchły jak arbuzy.

I nie, Manchester City nie jest pierwszym klubem, po którym widać, że Hiszpan za bardzo chce zszokować rywali. Kiedyś wytknął mu to Franck Ribery, mówiąc, że „często Guardiola mówi za dużo, podczas gdy futbol to prosta gra”. Co jasne, od tamtej wypowiedzi Francuza cytowanego przez hiszpański dziennik „As” nic w podejściu Guardioli się nie zmieniło.

Dość powiedzieć zresztą, że rozgrywając już 29 meczów o stawkę w tym roku, tylko trzy razy zdecydował się nie zmieniać ani taktyki, ani wyjściowej jedenastki w dwóch spotkaniach z rzędu. Ani razu w trzech. Jakby nie potrafiąc pogodzić się z myślą, że gdyby rozrysował swoim zawodnikom proste 4-5-1 czy 4-4-2 i nie ruszał magnesów na tablicy do końca sezonu, zmieniając ewentualnie raz na jakiś czas podpisy pod nimi, mógłby również święcić triumfy. Zupełnie jakby afirmacja prostoty kosztowała go znacznie więcej niż polegnięcie w drodze po kolejne trofeum.

SZYMON PODSTUFKA

KOMENTARZE (30)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Zadi

„A co miałem cyrk robić ze zmianami na boisku? Jeżeli coś funkcjonuje, to nie szuka się kwadratowych jaj!”
Zgadnijcie, czyje to słowa. Pep, ucz się.

Rojber Hultajski

ale co pep może zrobić z takimi graczami w ofensywie ?

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Powinien im na początek dać do przeczytania książkę!

LOBO

Szczescie czy fart jak widac pomaga na wszystko.

facemob

Widocznie PEP wielki był tylko wtedy gdy miał wielkich piłkarzy.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Mam wrażenie, że Guardiola koniecznie chce pokazać światu, jaki to z niego geniusz, innowator futbolu, wizjoner. Cały czas zmienia, kombinuje, przestawia i robi to niezależnie od tego, czy drużyna gra dobrze, czy nie. Szukanie kwadratowych jaj, to chyba naprawdę adekwatne określenie.comment image

Pomian

Można wiedzieć jak autor wywnioskował, że Zidane to sama charyzma i zero taktyki? Proponuje obejrzeć ostatnie dwa mecze Real-Barca pod kątem gry np. Kovacica jak krył Messiego gdy obok był Casemiro a jak w drugim gdzie Brazylijczyk nie grał. Nawet zawodnicy Barcy mówili, że ustawienie na rewanż ich zaskoczyło. Finał Ligi Mistrzów to też majstersztyk taktyczny, cudując Modrica: „Zidane i jego sztab szkoleniowy odkrył słabość w ich defensywie. Przez cały tydzień przed finałem ćwiczyliśmy podania zwrotne. Juventus sobie z nimi nie radzi, w przeciwieństwie do dośrodkowań. W ten sposób strzeliliśmy trzy z czterech goli w finale. Gratuluję trenerowi wychwycenia tego detalu, który okazał się kluczowy w finale”. I tak przykłady można mnożyć.
Oczywiście ile w tym wszystkim zasługi Zizu, ile sztabu a ile jakości piłkarzy to inna sprawa( pewnie ile ludzi tyle opinii) ale taktycznie za sterami ZZ Real to materiał do analizy dla wielu trenerów.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Markowski

Fotek może nie ma, ale na kilku stronach było dokłądnie przedstawione jak ZZ przygotował Real na pierwszy mecz z Barcą w Superpucharze, a jak na drugi. Zupełnie inne ustawienia, dużo zmian. Szkoda, że autor nie zadał sobie trudu aby to sprawdzić przez co wychodzą takie głupoty.

BigB
Czarni Dęblin

Prawdopodobnie Zizou jest od prowadzenia treningów, charyzmy i motywacji samą swoją osobą – a od wyszukanych taktyk i obserwacji rywala ma ludzi (czego nie miał w 2 drużynie i grała ona tragicznie). Każdy człowiek (i trener) trochę się różni, jeżeli Zizou się czuje świetnie w jednej sferze, a w innej dzięki wielkości klubu w jakim gra ma od tego ludzi – to po co ma się wpychać bez sensu tam gdzeie nie trzeba.

fioot

w castilli mial ten sam sztab co w pierwszej druzynie, poza pintusem i lekarzami.

Miszcz Joda

Taktyka z cyferkologią ma nie koniecznie po drodze.
Co ma za znaczenie czy A przebiega 11.25 km na mecz a B 11.89 km na mecz, skoro najefektywniej gra C, który przebiega 10.75 km.

Wyrzysk

Nie grałem nigdy profesjonalnie w piłkę i zawsze się zastanawiałem, czy trener faktycznie poprzez „taktykę” jest w stanie zdecydować o wyniki. Na niższym poziomie, na którym zjadłem zęby wygląda to tak: trener coś tam gada, jak zna drużynę przeciwną, to coś tam, wskaże, a potem wygrywa ta drużyna, w której jest więcej gości potrafiących prosto kopnąć piłkę Na najwyższym poziomie jest chyba podobnie, bo decydują detale i jakość piłkarzy tzn. więcej wygranych pojedynków na ziemi/ w powietrzu, szybkość i kondycja zawodników, celność podanie itd. W większości meczów decydują umiejętności/ forma/ dyspozycja zawodników i indywidualne błędy. Chyba bardzo rzadko decyduje taktyka.

RobertMateja

Masz rację, taktyka nie ma znaczenia. Jak to było? ,, chuja grają opierdolimy ich”.

Wyrzysk

Nie pisałem, że nigdy nie ma, ale najczęściej decydują inne kwestie i przede wszystkim piłkarze. Wymieńmy na rok Ancelottiego z Magierą i sprawdzimy latem 2018r. czy Legia wygra z Bayernem?

RobertMateja

Bayernu nie, ale Ancelotti pewnie Termalice by ojebał.

Bartek Kiezun

Często mówi się, że wygrywają detale. Ładnie brzmi ale jak czasem (zainteresowanie tym durnym sportem z wiekiem spada u mnie na szczęście) oglądam mecz premiership to nie mogę uwiezyc w tak wielką ignorancje boiskowa niektórych zawodników. Zauważam że zawodnicy są teraz bardzo kreatywni w konstruowaniu akcji ale też w wielu przypadkach strasznie zdekoncentrowani wydawałoby się. Może rzeczywiście za dużo mają do glow napchane przed meczem.

fioot

chodzi o to, zeby wytlumaczyc bandzie idiotow jak maja sie przesuwac po boisku i co robic w jakich sytuacjach, a potem wpoic im tak zeby to zapamietali i sie stosowali. a o to duzo latwiej jak jest dobra atmosfera.

RobertMateja

A gdyby Silva zamiast trafić w słupek, trafił w bramkę. Gdyby Aguero wykorzystał sam na sam, a Walker nie dostał czerwonej kartki (której dostać nie powinnien). Czy wtedy Pep nagle zostałby geniuszem?

Mourinho, też co chwila coś zmienia w ustawieniu drużyny, a nikt nigdy nie pisze, że przesadza, że powinnien nic nie ruszać i dać chłopakom pograć, bo są dobrzy. W arcytrudnym meczu z Realem, United wyszli z 3 w środku obrony, chociaż w poprzednim sezonie prawie w ogóle tym systemem nie grali. W lidze na West Ham i Swansea, wyszli w ustawieniu z 3 z przodu. Czyli, jeżeli Mou dostosowywuje się do przeciwnika to jest największym pragmatykiem, a jeżeli to samo robi Pep, to przesadza, filozofię przekłada nad wynik.

Wróżka Weszława

Zidane chyba nigdy nie wystawił 2 razy z rzędu tę samą jedenastkę, podobnie z ustawieniem i taktyką, co mecz to inna…

Stanislav Levy

Co do tych samych nazwisk, nie chce mi się szukać po całym sezonie (a nawet dwóch), czy kiedyś Zizou zagrał tą samą jedenastką dwa razy pod rząd, ale w kwestii ustawienia i taktyki: jesteś pewien?

ust.png
Miszcz Joda

I właśnie Zidane pokazuje, że cyferkologia rodem z koszykówki czy rugby nie ma racji bytu w piłce nożnej.
W piłce nożnej rządzi przypadek. Owszem wspierany przez schematy. Ale to nie koszykówka, futbol amerykański czy hokej gdzie schematy rzadzą a przypadek rzadko decyduje o wyniku końcowym.

W piłce nożnej zadecyduje podmuch wiatru, rozwiązane sznurowadło albo źle ułożona stopa. To jeden z niewielu znanych mi przypadków gdzie lepiej źle/na pałę wykonać podstawowy element rzemiosła (strzał) bo a nuż się gdzieś odbije albo zmyli wszystkich włącznie ze strzelającym.

Amber Mozart

Wersja skrócona: Guardiola może wygrywać tylko majac w zespole geniuszy jak Messi. Reszcie bardziej jako trener przeszkadza, niż pomaga.

Czyli coś, co wielu od dawna mówi. Guardiola wygrywa, kiedy ma drużynę o klasę lepszą od rywali, stąd wyniki w Barcelonie i, na poziomie lokalnym, w Bayernie. I tak oto prysł mit geniusza trenerki.

Sebastian Ro(L)ewski
kup pan cegłę

Ktoś powinien uświadomić poopa, że piłkarz grający w anglii jest w stanie zrozumieć jedynie polecenia na poziomie świra czytaj gramy na chaos, pierdolnij lagę na davidka

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Guardiola i Magiera mierzą się z podobnymi problemami, stąd pewnie
duże podobieństwo środków i taktyki jaką obrali, bo warsztatowo
są niemal identyczni.

Matibas

„Lepiej iść na dno z własną wizją niż z cudzą” – Johan Cruijff
Obrazuje to moim zdaniem idealnie Pepa i jego filizofią, której się uczył właśnie od Cruijffa

Matibas

„Lepiej iść na dno z własną wizją niż z cudzą” – Johan Cruijff
Obrazuje to moim zdaniem idealnie Pepa i jego filizofie, której się uczył właśnie od Cruijffa

gryf01

Taktyka taktyką, ale piłkarz musi myśleć na boisku i wyorzystywać okazje które się trafiają, a nie ściśle trzymać się planu. Jeżeli taktyka była żeby atakować skrzydłami, a jedyną bramkę meczu strzelamy po prostopadłym podaniu przez środek, to taktyka zdała egzamin czy nie? Moim zdaniem zdała bo mecz jest wygrany.

DivyathFyr
Iskra Samoklęski Duże

alez to elementarne, drogi Watsonie: jezeli Pep nie zmieni taktyki na trzeci z rzedu mecz to przeciwnik ustawi taktyke pod Pepa, wiec wtedy taktyka zostawiona przez Pepa nie bedzie pod przeciwnika, wiec bedzie chybiona, a Pep zostanie pokonany swoja wlasna bronia :) Pep jest mistrzem unikow i lisem taktyki, przechytrzyc chytruska nielatwo

giovannipaulo

jak diego torres jest dobrze poinformowany, to obraniak gra w pogoni. ten gosc jest kibicem atletico i pisze to co kaza mu prisa i valdano. faktem jest, ze kiedys mial zrodlo w szatni realu, ktorym byl prawdopodobnie fernando gago, ale mialo to miejsce z 7 lat temu.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY