Belgowie szybko poznali najlepsze oblicze Morioki
Weszło

Belgowie szybko poznali najlepsze oblicze Morioki

Od czasu do czasu sprawdzamy, jak wiedzie się piłkarzom, którzy przed chwilą opuścili ekstraklasę i nierzadko taka zabawa kończy się taktownym przemilczeniem sprawy. No bo o czym o tu gadać, jeśli nasz znajomy dostaje odcisków od siedzenia na tyłku, a jego trener powoli zaczynać przeklinać dzień, w którym przyklepał przeprowadzkę „kozaka” z Polski. Zdarzają się jednak wyjątki i wcale nie ma potrzeby nieustannie wracać do ogranych i znaczących przykładów takich jak Marcelo. Najnowszą historią sami jesteśmy trochę wstrząśnięci – otóż wiele wskazuje na to, że Ryota Morioka wyrasta na… jedną z gwiazd Jupiler Pro League. 

Czyli robi to, co nie udało się całkiem niedawno m.in. Filipowi Starzyńskiemu (9 ligowych występów w Lokeren, bez gola i asysty), Rafałowi Wolskiemu (24 mecze w Mechelen, 2 gole i 2 asysty) czy Robertowi Demjanowi (27 spotkań w barwach Waasland-Beveren, 2 gole i 2 asysty). Przynajmniej dwóch z nich trzeba uznać za piłkarzy o porównywalnym potencjale do Japończyka, oczywiście na podstawie tego, co widzieliśmy w ich wykonaniu na rodzimych murawach. Tymczasem były rozgrywający Śląska Wrocław jest na najlepszej drodze, by za chwilę przebić łączny dorobek całej wymienionej trójki.

A za nim dopiero cztery mecze. W każdym zagrał od deski do deski, w każdym czymś błysnął. Bez bajdurzenia o potrzebie aklimatyzacji i tak dalej.

Asysta z Genkiem.
Dwa gole z Mechelen.
Asysta z Oostende.
Dwie asysty z Lokeren.

Walory estetyczne w przypadku tego gracza są dość istotne, więc zobaczycie premierowe ostatnie podanie zakończone golem…


…nie zaszkodzi również rzucić okiem na trafienia Japończyka.

Jest jakość. W całej lidze belgijskiej tylko jeden piłkarz ma więcej punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. W Beveren mają prawo myśleć, że zrobili złoty interes – co prawda musieli Śląskowi zapłacić, co w realiach tego klubu nie jest częstą praktyką, ale to niecałe 300 tysięcy euro powinno się szybko zwrócić.

Belgowie na razie poznali najlepsze oblicze Morioki. Pamiętamy je z ekstraklasy, u nas również miewał kapitalne okresy. Zastanawiamy się jednak, kiedy Japończyk pokaże swoją gorszą stronę. U nas też był przecież materiałem na gwiazdę ligi, ale z pewnością brakowało mu regularności. Potrafił znikać na długie tygodnie, kopanie się po czole też nie jest mu obce. Ale potencjalne zagrożenie jest jeszcze co najmniej jedno – gdy idzie mu świetnie i na horyzoncie pojawia się perspektywa zmiany klubu na lepszy, zdarza się, że miewa humory. Jeśli utrzyma taką formę, w Belgii też mogą się o tym przekonać bardzo szybko.