Szamoobrona
Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Barcelonie chciałem pogratulować pobicia swojego rekordu transferowego. Nigdy w historii Barcelony B nie wydano tak wiele na tak zaawansowanego wiekowo zawodnika jak Anthony Lozano z Hondurasu.

Owszem, Kiko Femenia kosztował dwójkę, duet ze Sportingu – Edgar, Agostinho – trzy i pół miliona, a Halilović piątkę. Ale każdy z nich był obietnicą wzmocnienia pierwszej drużyny. Dwudziestoczteroletni Lozano, napastnik, który kosztował półtora miliona, a strzelił dziewięć goli dla Tenerife, w ten sposób nie rokuje. Z o rok młodszym Galarettą za 700 tysięcy euro jest ta sama historia. Oczywiście życzę obu, by zrobili ze mnie idiotę, dodając do futbolowej biblioteki niezwykłe opowieści, ale jest to tak prawdopodobne, jak finał Ligi Europy w Wodzisławiu, względnie Legia wygrywająca w Niecieczy.

Wzmacnianie rezerw doświadczonymi graczami nie jest praktyką unikatową. Legia, gdy tego lata sprowadziła drugiej drużyny choćby Tsubasę Nishiego, powoływała się właśnie na zagraniczne, sprawdzone wzorce. Wychowanek czyniący przeskok z juniorów do seniorów powinien mieć w szatni wsparcie weterana. Kupuję tę argumentację. Ma sens.

Ale tu mówimy o FC Barcelonie, a przede wszystkim o La Masii. La Masii, która urosła do rangi definicyjnego przykładu doskonałego systemu szkolenia. La Masii, która według powszechnego przekonania jest fabryką przyszłych supergwiazd. Do dziś w Polsce, jeśli gdzieś w Radomiaku czy innej Koziej Wólce pojawi się koleś, który choćby rzucał bidony w La Masii, to postrzegany jest jako ktoś z potencjałem na wyjątkowość.

Barcelona B, a więc największe perełki La Masii, Segunda powinny traktować jako laboratorium, pożyteczny poligon. Barcelona B w sezonie 10/11 nie potrzebowała „lozanopodobnych” wzmocnień, by pod Luisem Enrique zająć trzecie miejsce w stawce. Co notabene nikogo nie dziwiło – dominowały raczej opinie, że FC La Masia gdyby tylko mogła, grałaby w La Liga.

Ale to już melodia przeszłości, z czego zdają sobie sprawę także włodarze Barcy, stąd Lozano. Lozano, który ma pomóc utrzymać drugoligowy byt.

A że przy okazji jest szansa rozruszać rynek Ameryki Środkowej, tak bezpardonowo podbijany przez Real dzięki Keylorowi?

Trudno nie wierzyć, że „właściwa” narodowość nie odgrywała roli w zatrudnieniu akurat tego napastnika.

Trudno nie wierzyć, że dzięki paszportowi nie zbliży się do zagrania tzw. biedaminut w jakimś meczu jedynki, powiedzmy w pucharze z FC Pierdziszew.

Gdyby trzeba było wybrać jednego zawodnika na twarz Barcelony 2017, to sorry Winnetou: Anthony Lozano bardziej oddaje filozofię klubową niż Messi lub Iniesta.

 

***

„Pięniądze są drugorzędne. Na pierwszym miejscu powinny być zasady, wartości. Barca je straciła”.

Johan Cruyff, 2015 rok.

***

Kto by nie chciał takiego gnoma do ogrodu…

41zI3Omf+bL._SY300_

… albo takiego świątecznego elfa, od którego sympatyczniej wygląda nawet laleczka Chucky.

8483b0cf89cb290c6441883cad1fa456.image.500x499

Mam świadomość, że się przypieprzam. Jak jest popyt, to jest i produkt – normalne. Ale jednak bawi mnie, że gdzieś tam w Katalonii (albo w Hong Kongu czy Nowym Jorku, gdzie także swoje siedziby ma Barca) siedzi koleś i wymyśla, za przeproszeniem, do jakiego gówna jeszcze przyczepić herb Barcy, by ten kawałek śmiecia nabrał wartości.

***

Chciałbym napisać o Barcelonie wyczerpujący tekst, pokazujący wszystkie konteksty jej kryzysu. Chciałbym pokazać wam jak bardzo dzisiejsza Barca jest w opozycji do wszystkiego, w co wierzył Cruyff. Cruyff który ratował ją raz jako piłkarz, drugi raz jako trener. Cruyff, który rozumiał katalońską duszę. Cruyff, który stworzył fundamenty wielkiej Barcy, fundamenty La Masii, a nawet fundamenty warsztatu Guardioli, pod którym Blaugrana miała najlepszą drużynę w dziejach (drugą Dream Team Cruyffa).

Jest jeden zasadniczy problem: ten tekst już napisano. Nazywa się „The Madrification of Barcelona: How Barca went from ‚Més que un club’ to just another global superbrand” i został opublikowany w The Telegraph.

Jest w nim wszystko. Jak dzisiejsi włodarze Barcy sprzedali to, co czyniło Barcę godnym miana „mes que un club”. Jak przez ich działania Barcelona stała się „po prostu” kolejnym superklubem, słupem reklamowym o światowym zasięgu, który sięga do swoich romantycznych korzeni głównie w celach marketingowych, za każdym razem sprawiając, że piękne hasła i ideały blakną.

Zaryzykuję świat zza krat i zacytuję wam niektóre fragmenty:

Joan Laporta był prezydentem Barcelony między 2003 a 2010 i dokonał prawdopodobnie najbardziej niezwykłej transformacji w klubowej historii. Gdy przejmował klub, Barca zajmowała szóste miejsce, najniższe od lat osiemdziesiątych. W przeciągu trzech lat Frank Rijkaard poprowadził Barcę do tytułu Champions League. Gdy Rijkaard odszedł, to Laporta odrzucił kandydaturę Jose Mourinho, a zatrudnił niesprawdzonego Pepa Guardiolę.

Dla dużej części kibiców Barcelony, rządy Laporty były powrotem do starych, dobrych czasów. Przywrócił klubową legendę, Johana Cruyffa, na stanowisko doradcy, mianował go też honorowym prezydentem. Zainwestował mocno w La Masię, którą nazywał „fabryką marzeń”. Wierzył w futbol w stylu filozofii Cruyffa – oparty na rozgrywaniu piłki, a wdrażany na wszystkich szczeblach, od U7 do dorosłego zespołu. Przez kilka złotych lat, zarówno na boisku jak i poza nim, Barcelona uwiodła świat.

Ale w 2010 Laporta został zastąpiony przez swojego wiceprezydenta, Sandro Rosella, który zaproponował inną wizję przyszłości klubu. Rosell, były dyrektor Nike, wierzył, że jeśli Barcelona nie odpowie na zmieniające się realia rynkowe, zostanie z tyłu. Oskarżył Laportę o zostawienie klubu w wielkich długach, obiecał większą aktywność na rynku transferowym, gdzie będzie walczył o najlepszych graczy świata. Jego transfery Neymara i Luisa Suareza dały Barcelonie jedną z największych sił ofensywnych w historii sportu.

W 2014 Rosell musiał ustąpić na rzecz przyjaciela i stronnika, Bartomeu, ale trofea nie przestawały wpływać. Barcelona Luisa Enrique wygrała potrójną koronę w 2015, podwójną rok później. W tym roku jednak na powierzchnię wychodzą problemy, które warzyły się od dawna.

(…). Luis Enrique był przez wielu oskarżany o zaniedbywanie akademii. W praktyce przez trzy sezony dał zadebiutować szesnastu absolwentom La Masii. Większość z nich nie była dość dobra bądź ich oddano. (…)

Ostatni raport Deloitte Money League pokazał, że Barcelona przeskoczyła Real jeśli chodzi o obroty. 620 milionów to wciąż daleko od celu Bartomeu, czyli miliarda, ale poza boiskiem Barcelona przekracza kolejne granice.

(…). Laporta krytykował panujący „reżim”: Od jakiegoś czasu władze niszczą Barcelonę. Wszystko co robią, to wykorzystują co zostawiliśmy w celach biznesowych”.

(…). Stan Barcelony w 2017 roku: źle zbalansowany skład, słabe transfery, zaniedbana akademia, zespół niesiony na plecach kluczowych graczy światowej klasy, a także bezprecedensowa aktywność komercyjna.

(…) W 2015 podczas referendum o niepodległości Katalonii, Laporta otwarcie mówił o „hiszpańskiej opresji” regionu. Bartomeu nie był zainteresowany wyrażeniem opinii. To człowiek, który nie ma czasu na lokalną politykę, jego wizja ma większy zasięg. Następny projekt to rozbudowa Camp Nou z 97 tysięcy pojemności do 105 tysięcy, z liczbą miejsc VIP rosnącą z 1800 do 10 tysięcy. Pierwszy raz w historii, nazwa stadionu zostanie sprzedana. Puryści będą krytykować tę decyzję, ale Bartomeu odpowie, że Barcelona, aby utrzymać swój światowy status i miejsce na topie, musi się komercjalizować.

Co stawia nas przed najważniejszym pytaniem: czy Barcelona zarabia by istnieć? Czy istnieje by zarabiać?

Wystarczy, bo już zacytowałem dość, by The Telegraph wytoczył mi proces. Tekst jest wybitny, zaręczam. Pokazuje jak Real w drodze do zostania Galacticos analizował… politykę Disneya. Jak transfer Beckhama był kluczowym momentem dla całej dyscypliny, bo – jak to ujął Sid Lowe – „pojawił się naukowy dowód, że spektakl jest ważniejszy niż sama gra”. Jak dzisiaj z ówczesnych odkryć Realu korzysta i Barcelona, ale nie tylko ona, bo w superklubach samo granie w piłkę od dawna jest na drugim planie. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce rozumieć dzisiejszą piłkę nożną, tak głęboko uwikłaną w sprawach pozapiłkarskich. Stety lub niestety, ale futbol urósł do takich rozmiarów, że rozumienie polityki, finansów, marketingu, demografii, rynków wschodzących i innych tego typu nudziarstw, dawno już jest ważniejsze niż rozumienie taktyki.

Mnie po ponownej lekturze uderza, jak bardzo działaczy Barcy musiała boleć utrata Neymara. To na nim opierały się tak istotne kwestie jak przyszłość drużyny marketing w Brazylii, wspaniałym rynku, gdzie piłka jest częścią życia codziennego. Neymar zawsze był marketingowo silniejszy od Suareza, to był drugi największy tego typu aktyw w Barcy po Messim, a zarazem z dłuższym terminem ważności. Jego utrata sypie tak wiele planów komercyjnych, że wpływa drastycznie nawet na pracę tego kolesia od projektowania gnomów ogrodowych.

To najprawdopodobniej największy cios w serce Bartomeu, odkąd do netu wyciekło zdjęcie klapy sedesu w barwach Realu. Wtedy prezes musiał dojść do wniosku: cholera, wyprzedzili nas, pierwsi na to wpadli, zagarną dziewiczy rynek! Według moich informacji, gdy Bartomeu powiedziano, że to zdjęcie było fakiem, właśnie przeglądał plan dystrybucji klap z napisem „„mes que un club” na rynek pakistański.

Dzisiejsze superkluby to wielogłowe bestie, a tylko jedna z nich dotyczy futbolu. Największa, najbardziej uderzająca różnica, która pokazuje, że kibic i prezes żyją na innych planetach: nieprzewidywalność futbolu, to, że nie da się na boisku wszystkiego zaplanować i przewidzieć, jest esencją piłki.

Tym, co sprawia, że piłka nożna jest niewyczerpanym źródłem emocji.

Tym, co sprawiło, że to właśnie ona zawładnęła wyobraźnią świata.

Ale zarazem ta nieprzewidywalność jest największym wrogiem prezesów, odkąd ich praca tak bardzo zbliżyła się do zarządzania korporacją. Tak jak czytam w The Telegraph: to fatalne z biznesowego punktu widzenia, gdy twoje powodzenie zależy od kopnięcia piłki. Stąd też i Bartomeu mówiący Financial Times w grudniu 2015 roku: „Formuła, która w przeszłości dawała rozwój wyglądała tak: sukces sportowy daje sukces ekonomiczny. Ale my chcemy modelu, który nie będzie zależny od zwycięstw lub porażek”.

Parafrazując polską przyśpiewkę stadionową, „ch*j z wynikami, ważne że dobrze idzie promocja z ogródkowymi gnomami”.

I jakkolwiek się wyzłośliwiam, tak nie widzę w tym nic złego, że klub buduje sobie zdrowe fundamenty finansowe. Można powiedzieć: dba o dochody pasywne.

Ale problem Barcelony leży gdzie indziej. Real, od czasów Puskasa, przez Galacticos, ma w swojej mitologii kupowanie wielkich gwiazd za krocie. To w ich DNA, im z tym do twarzy. Ale Barcelona, choć Dream Team też miał Romario czy Stoiczkowa, a Ronaldinho bynajmniej nie urodził się pod Camp Nou, kojarzona była z romantyczną lokalnością. To przecież – używając retoryki choćby Laporty – sybmol chcącej niepodległości Katalonia pod butem Hiszpanów. To przecież nasi chłopcy, wytrenowani w akademii, bo cenimy pracę u podstaw, a nie łatwe rozwiązania. A już nawet nie zaczynajmy historii z UNICEF-em na koszulce.

Dzisiaj zastanawiam się: Qatar Airways, a dzisiaj Rakuten na piersi, to gigantyczne pieniądze od sponsora. Ale czy ogólna wartość marki Barcelona nie byłaby mocniejsza, gdyby ideał braku reklamodawcy – bądź właśnie UNICEF – przetrwał? Te pieniądze mogłyby być zrekompensowane w inny sposób, być może nie od razu, ale hasło „mes que un club” miałoby korzenie, które mogą inspirować zarówno kibiców pod każdą szerokością geograficzną, jak i możnych, bogatych, którzy kojarzyć swoje firmy pewnym pozytywnym idealizem. Barca sama sprzedała tę ścieżkę. I, jak się dobrze zastanowić, nie tylko tą, choć składały się na wielkie uwiedzenie, czyli drogę do globalności.

Barca jest w poważnym kryzysie tożsamości, moim zdaniem największym od 2003, choć naturalnie zespół ma pięć razy mocniejszy niż wtedy. Ale jakkolwiek ich siła jest wciąż niepodważalna, tak powiedzmy sobie szczerze: wiekowo coraz bliżej im do zeszłorocznego Górnika Łęczna. Mamy 2017 rok, a na wczorajszym meczu z Realem miała w składzie dwóch graczy z pola urodzonych w latach dziewięćdziesiątych. Na ten moment nikogo w składzie, kto w perspektywie byłby w stanie przejąć kiedyś schedę po Messim.

Paradoksalnie rozwiązanie jest bardzo proste. Bartomeu może być uważany przez cules za oprawcę, ale tak, udało mu się do spółki z Rosellem stworzyć model, który sprawiłby, że stać ich na kilka lat bez sukcesów. Kilka lat, które mogłyby posłużyć przewartościowaniu, poszukaniu wyjścia w filozofii Cruyffa, w odrestaurowaniu La Masii.

 

Ale czy kibice Barcy, tak przyzwyczajeni do sukcesów, tak  przyjęliby prezydenta, trenera i piłkarza, którzy chórem mówią: mamy plan zacząć wygrywanie za trzy lata?

Jak szybko zaczęłaby kusić opcja postawienia na gościa, który powie: jutro wydam trzysta milionów?

***

Lepiej iść na dno z własną wizją niż z cudzą.

Johan Cruyff.

***

Leszek Milewski

Napisz autorowi „Pozdrowienia do więzienia”

KOMENTARZE (39)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
fioot

w sumie nic odkrywczego. wszystko kreci sie w okol pieniedzy, kto tego nie widzi to jest zwyczajnie slepy. gdyby barcelona trzymala sie swoich idealow to bylaby teraz na poziomie villarrealu.

natomiast z pierwsza czescia sie nie zgodze – po pierwsze, rezerwy wiekszych klubow w hiszpanii maja co roku realna szanse na awans do drugiej ligi, wiec wzmacnianie ich nierokujacymi, ale jednak gwarantujacymi jakis poziom zawodnikami ma sens. co do mitu la masii – jest w calosci wykreowany przez dziennikarskie hieny, bo taka historia doskonale, jak widac, sie sprzedaje. ich przyklad doskonale pokazuje, ze po prostu nie da sie tasmowo produkowac supertalentow – raz na jakis czas trafia sie ktoremus klubowi zlote pokolenie, ale to czysta losowosc. natomiast jesli chodzi o tasmowe produkowanie zawodnikow grajacych w najwyzszych ligach w europie to chyba w dalszym ciagu przoduje w tym real. w ogole ich szkolka to ciekawy fenomen, bo mamy aktualnie naprawde spora liczbe graczy, ktorzy odbili sie najpierw od pierwszego zespolu, potem nawet i od jakiejs druzyny w stylu getafe, a teraz graja w naprawde solidnych klubach i niejednokrotnie sa wiodacymi postaciami/bohaterami dosyc drogich transferow. generalnie – eksplozja ich talentu nastepuje najczesciej w wieku 25~ lat.

Zener

Nuda. Jak tak dalej pójdzie Olkiewicz zostanie jedynym z cyklu „jak co…” nie piszącym o Barcelonie lub innych odmianach „wielkiej piłki”. Takie artykuły są w sam raz do Piłki Nożnej.
Tak, chodzi o pieniądze. Tak, nie ma miejsca na wartości. Co więcej można powiedzieć, żeby nie powtarzać setny raz tego samego? Ale skoro zaliczasz do wybitnych dziewięćdzisiąty dziewiąty tekst o tym samym, to nic dziwnego, że piszesz setny.

Benis Jądro

Dobry tekst. Mnie przede wszystkich jednak cieszy, że wreszcie ten symbol Januszostwa jest w kryzysie. La Ligę i Ligę Mistrzów zasadniczo mam w dupie bo kręci mnie tylko Ekstraklasa, ale wkurwiają mnie niemiłosiernie tzw. „miłośnicy futbolu”, dla których piłka zaczyna się i kończy na Barcelonie. Ciekawe czy teraz przerzucą się na PeEsŻe czy jakiś inny wielce medialny klub

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Wierni kibice zwycięskich drużyn, którzy teraz chowają koszulki Blaugrany po szufladach. Trwa proces wyszukiwania nowych idoli. Do Realu im się zbliżać troszkę głupio, więc pewnie przybędzie niedługo fanów (którzy kibicowali im od zawsze) klubowi z Paryża. Mogliby też coś wybrać w Anglii, ale tam stawka tak wyrównana, że hugo wie, kto w tym roku będzie liderował. Za duże ryzyko wtopy.

Hala Madryt
Real Marki & Reprezentacja Królestwa Chiszpanii

ktoś tu pracuje na bana

Jacek Dobra książka Megiera
Co trener może zdziałać przy takiej ofensywie?

Nudne to niczym moje konferencje prasowe

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Jacek! Nie łam się. Przecież masz świadomość, że Probierzem, to ty nigdy nie będziesz!

Yakupsky
.(—_—).

Mocne 2.75 / 5.

skil

Tekst o niczym.

Lluc93

W piłce są coraz bardziej chore pieniądze, Katarczycy, Chińczycy, oligarchowie, umowa telewizyjna Anglików. Barcelona, żeby utrzymać takiego Messiego musi mu płacić wielkie pieniądze, musi płacić Suarezowi, musi płacić Inieście itd. To klub, który musi w ten sposób zarabiać, to nie PSG czy City, których właściciele wyłożą ile trzeba. Bartek bardzo akurat pod względem ekonomicznym bardzo dobrze się sprawdza, ale nie ma odpowiedniego człowieka do transferów. Chyba też nie ma za bardzo pomysłu jak to dalej ma wyglądać.

Takie pokolenie, które wyszło z La Masii już się prędko nie powtórzy. Ciągle czytam, żeby Barcelona stawiała na wychowanków, to jedyna droga, ale jeśli nadal ma być jedną z trzech najlepszych na świecie to na jakich tych wychowanków ma stawiać? Po prostu po eksplozji talentów teraz przyszły chudsze lata. Który z zawodników, którym Barcelona nie dała szansy wyrósł na piłkarza, który realnie mógłby tam grać w pierwszym składzie? Oczywiście nie liczę Thiago, które we frajerski sposób stracili, bo to był i pewnie by nim został następca Xaviego.

michalszostak
Premier League

Znowu Barcelona… nudne to juz.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Widzę narzekania na dzisiejszy tekst, a mi tam się bardzo podoba. Po pierwsze: lubię styl Pana Leszka Milewskiego. Po drugie: tematyka mi bliska. Choć osobiście kibicuję Realowi, interesuje mnie, co dzieje się u Wielkiego Rywala. Niby nic odkrywczego się nie dowiedziałem, ale przeczytałem jednym tchem. Dobry tekst i tyle.

PS. Czytając ten tekst odniosłem wrażenie, że Pan Milewski jest kibicem Barcelony (nie mam pojęcia, czy tak jest). Dlaczego? Bo miałem odczucie, że pisze to człowiek oddany temu Klubowi, z którego wylewa się wielki smutek i szczery żal, że kochany Klub idzie nie w tą stronę… W podobnym tonie wypowiadałem się i podobne miałem odczucia, gdy idiotyczna polityka władz, zarzynała wszystko, co kochałem w Realu Madryt i narażała klub na śmieszność. Mogę się mylić w ocenie, ale jakoś tak mi się nasunęło.

Zdzichu.Mroczkowski
A.C. Milan

O Boże… o Bożena!!! To już czwartek! Dziękuję Leszku za uświadomienie.

Trollosiewicz

Pytanie czy zamiast tego typka do ataku do rezerw, Barca B, nie znalazłaby kogoś na podobnym levelu… Kto jest ich wychowankiem :)

Zastanawiam się również nad rolą Messiego w obecnym kryzysie, jestem pewien, że on jako bóg Barcelony ma tam wiele do powiedzenia. Pytanie czy jest tak mądry jak i gra, czy niezbyt…

eneene5

Messi powinien zrobić wypad do MCity. Miałby szansę udowodnić jaki jest wybitny poza Barcelona, stałby się najdroższym piłkarzem i dodatkowo trafilby do Guardioli.

Rojber Hultajski

w angli nie pograłby nawet rundy szybko by go przestawili

eneene5

Cr7 udowodnił, że potrafi zdobywać trofea w innych klubach. Myślę, że Messi tez powinien.

kalmanawardze92

Takie piepszenie, jakos radzil sobie w LM z Ferdinandem, Vidiciem, Kompanym.. Poradzilby sobie skoro taki placzek i symulant jak cr7 dal rade

Habanero
Las Palmas

dla mnie w Barcelonie ostateczne tąpnięcie nastąpiło po sprzedaniu miejsca na koszulkach wtedy cały romantyzm poszedł w pizdu, jedynym klubem w którym przetrwały pewne wartości jest Athletic Bilbao, Leszku muszę przypomnieć twój niedawny felieton oto cytat „Astanę, która naprawdę potrafi murować na wyjeździe”… kurtyna

czornidlo

Bartomeu z Rosselem chcą stworzyć model, który radziłby sobie przez kilka lat bez sukcesów? Sorry, ale to jest błąd i to wielki… Przecież Rossel za swoje wałkiw Brazylii powinien iść do pierdla. Bartomeu powinien wylecieć i to szybko. Nie widzę by w przyszłości miał odbudować La Masie i te inne. Cały klub jest w takim bajzlu, że wcale się nie zdziwię jak w tym sezonie będą bili sie o 3-4 miejsce w lidze. Można nie odnosić sukcesów, ale kurwa chociaż zachować twarz, a nie sprowadzać dziadka z Chin za 40 mln (może Paulinho wypali, ale on jest przepłacony).

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Podajcie mi nazwiska barcelonskich: Isco, Asensio… i ten trzeci, bo nie pamietam, ale i Casemiro nie zapominając….

Rojber Hultajski

powiem tak Barcelona się kończy. a jak odejdzie karzeł to opadnie na dno

marjush-zet

No jasne z takim budżetem, szkółką to tylko spadać do Segunda…. Aleś przyjebał….

Wróżka Weszława

Szkółką? Ta szkółka kogoś „wyprodukowała” w ostatnich… powiedzmy 10 latach?
La Masia to mit. Trafiło się jedno pokolenie piłkarzy (które zresztą powoli już odchodzi) i tyle. Jedno pokolenie. Zwykłe szczęście, kumulacja.

marjush-zet

Busquets, Alba, Pedro, Bellerin, Sergi Samper, że o Pique i Fabregasie nie wspomnę.

Wróżka Weszława

Messi, nie zapomnij o Messim!
Tylko że ja prosiłem o ostatnie 10 lat, o tamtym wygasającym pokoleniu Fabregasa i Piketa pisałem. Czyli wychodzi na to że La Masia w ostatniej dekadzie wypuściła całych dwóch piłkarzy: Bellerina i tego jakiegoś Sampera kimkolwiek on jest.

marjush-zet

W obecnej kadrze Barcy oprócz Iniesty, Busquetsa i Messiego są także tacy wychowankowie jak: Sergi Roberto, Gerard Deulofeu i Munir El Haddadi.

Canal+ opakował gówno!
Jebać kopaczy z EK!

Milewski był dobry na początku. Teraz jakieś pokurwione teksty, chuj wie o czym.
Olkiewicz klasa, a Milewski jak białe rękawiczki na baletach.

Warka

I jeszcze gofrów nie je!

Vinnie
Pogoń Szczecin

Czyli co, można już jej zacząć kibicować, czy czekać aż odejdzie Messi i uczestniczyć w jej odbudowie od początku? Szczerze, to sympatyzowałem z Barceloną do 2009 roku. do pierwszego triplete. Ronaldinho . Thierry Henry, moi bezapelacyjni idole, można dodać Puyola, Xavi i Iniesta mi nie przeszkadzali. Później pajacowanie z Ibrą i to właśnie był dla mnie symbol, zaczęli interesować się nawet takimi najemnikami, pomyślałem sobie, że czas spierdalać, romantycznie to już w tym klubie było, teraz zacznie się komercha dla zakompleksionych dzieciaków. Widzę, że znów można patrzeć na FCB przychylnym okiem, Real już zaczyna przeginać, Barca zostanie teraz takim kopciuszkiem, którego zwycięstwo będzie cieszyć podwójnie. Mam nadzieję, że Messi odejdzie po sezonie zniesmaczony brakiem sukcesów i komicznymi wzmocnieniami, wtedy znów to będzie „więcej niż klub”. Klub dla kibiców, a nie tych, którzy porażkami, czy remisami się zwyczajnie brzydzą.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

myhov

Było 3 zawodników z pola urodzonych w latach dziewięćdziesiątych: Umtiti 93′, Gomes 93′ i Sergi Roberto 92′. Do tego ter Stegen 92′. :)

Wróżka Weszława

Wydaje mi się że Guardiola powinien wrócić do Barcy, tak było by lepiej i dla Guardioli i dla Barcy. On ma ich DNA, są sobie pisani. Jasne że i Barca i Guardiola osobno sobie poradzą, ale to chyba by było najlepsze wyjście.
Tak jak dla Realu Zidane (i dla ZIdana Real). Ja ogólnie jestem fanem wieloletniej stabilizacji na pozycji trenera, więc ciekawe by było starcie powiedzmy przez dekadę Zidane vs Guardiola.

Filip_88

Dobry tekst.

Piotr Szkudlarek
Warta Poznań

w punkt Leszku lecz ja bym sie pokusil jeszcze o mysl ze mniejszy budzet zmusilby barce do wiekszego rozsadku w zakupach i zamiast marmotrastwa 30M na Mathieu albo 40M na Paulinho woleliby kupic w 2016 Asensjo a w tym liderow rodzimej kadry U-21…

Placek

Stanowski żyje?

Kulturalny Komentator

Gdy ktoś mnie zapyta czemu absolutnie odrzuca mnie kibicowanie Barcelonie albo innym gigantom, zalinkuję im ten artykuł, Leszku. Poszperałeś, przemyślałeś, przysiadłeś do napisania nie na kolanie mocnego felietonu. Oby częściej.

„Lepiej spadać ‚na zaplecze’ ze swoimi ogórkami niż przeżywać emocjonalną impotencję po kolejnej wygranej 5:0 Barcy”.
Kulturalny Komentator

SmyQ

„Barcelona B w sezonie 10/11 nie potrzebowała „lozanopodobnych” wzmocnień”
No niezupełnie, pykał tam taki Jonathan Soriano, który przyszedł na identycznych warunkach, co Lozano. Swoją drogą, zajebisty był z niego talent w CMie 03/04…

tolep
Hejko Lejorz

Słaby tekst. Wielkie mi odkrycie ze zawodowy futbol jest cześcia show-businessu, taką sama jak Fakty czy Gra o Tron.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona