Nie będzie dużej zaliczki, będzie duża kompromitacja
Weszło

Nie będzie dużej zaliczki, będzie duża kompromitacja

Grudzień 2016: Legia walczy o udział w rozgrywkach Ligi Europy ze Sportingiem Lizbona, przed meczem wszyscy są pełni optymizmu.

Sierpień 2017: Legia walczy o udział w rozgrywkach Ligi Europy z Sheriffem Tyraspol, przed meczem wszyscy są pełni niepokoju.

Nie dalej jak wczoraj tłumaczyliśmy, ile znaczy rok w piłce nożnej na przykładzie Grzegorza Krychowiaka (KLIK), a dziś podobnie możemy podsumować niewiele ponad osiem miesięcy w wykonaniu Legii. To zresztą bardzo wymowne, że drużyna, która jeszcze niedawno umiała zremisować z Realem i odprawić z kwitkiem Sporting, dziś drży przed europejskimi przeciętniakami. Nie potrafiła sprostać Astanie, która właśnie zebrała 0:5 z Celtikiem oraz – poprzez całą masę słabych występów – zmusiła własnych kibiców, by z pokorą patrzyli na przeciwnika pokroju mistrza Mołdawii.

Analizując jednak na obecny skład legionistów właściwie trudno dziwić się, że nie potrafią nawiązać do poziomu, jaki zaprezentowali chociażby ze Sportingiem. Dziś na boisku nie zobaczymy sześciu podstawowych zawodników z tamtego meczu, czyli zmieniła się ponad połowa zespołu. Vadis, Prijović, Bereszyński i Rzeźniczak są dziś poza Legią, a Radović i Kopczyński nie zagrają z powodów zdrowotnych. Zagrają za to zmiennicy, którzy póki co nie potrafią dźwignąć ciężaru i prezentować odpowiedniego poziomu. Jędrzejczykowi od półrocza daleko do Beresia w formie, Sadiku jeszcze nie zbliżył się w Legii do poziomu Prijo, a dla Hamalainena i całej drużyny lepiej by było, gdyby Fin wciąż przyglądał się występom Odjidji-Ofoe w pozycji siedzącej.

Rzecz jasna tę i poprzednią Legię łączy jeden aspekt – obie grały fatalnie w pierwszej części sezonu. Problem w tym, że tej obecnej nie udało się przejść przez eliminacje Ligi Mistrzów suchą stopą i teraz przyjdzie jej walczyć o realizację calu absolutnie podstawowego, czyli gry w fazie grupowej Ligi Europy. Dość napisać, że warszawianie nie skończyli rozgrywek pucharowych przed grudniem od pięciu lat, więc wypadnięcie za burtę w tak wczesnej fazie byłoby szokiem dla wszystkich ludzi związanych z Legią. Szczęśliwie, podobnie jak przed rokiem, los okazał się dla mistrzów Polski łaskawy i w ostatniej rundzie eliminacji skrzyżował ich drogi z ogórkami.

Targana kryzysem drużyna Jacka Magiery musi więc dziś wykorzystać szansę i zapracować sobie na solidną zaliczkę przed wyjazdem do Tyraspolu. Niby warszawianie wygrali dwa ostatnie spotkania, co dla wielu oznacza powolne wychodzenie na prostą, ale nieuczciwe byłoby, gdybyśmy nie wspomnieli o słabości przeciwników. II-ligowa Wisła Puławy (aktualny bilans w lidze 1-0-2) okazała się nadzwyczaj gościnna i sama strzelała sobie efektowne gole, a mimo to potrafiła sforsować obronę Legii i umieścić piłkę we właściwej bramce. Z kolei Piast Gliwice, czyli zdecydowanie najgorsza i najmocniej obijana drużyna początku sezonu, wcale nie był daleki od wywiezienia z Łazienkowskiej korzystnego rezultatu. Wystarczyłoby, żeby Pazdan nie wybił piłki z linii bramkowej, a stawialibyśmy diamenty przeciw orzechom, że mecz zakończyłby się podziałem punktów. Koniec końców Piastowi także udało się sforsować obronę Legii i strzelić gola.

Na jedenaście meczów w sezonie warszawianie tylko cztery razy potrafili zachować czyste konto, a dziś to jeden z warunków koniecznych, by kończyć spotkanie w dobrych nastrojach. A drugi to pokaźny dorobek z przodu, o co przecież także nie będzie prosto. A to dlatego, że w jedenastu dotychczasowych meczach Legia ani razu nie wyszła z tą samą parą napastnik-ofensywny pomocnik. Magiera testował dotychczas jedenaście różnych ustawień ofensywnych, więc właściwie wciąż nie ma żadnych szans na jakiekolwiek automatyzmy w pierwszej linii. Przy ultra defensywnej taktyce Sheriffa to może oznaczać duże kłopoty.

Ale też nie chcemy koncentrować się wyłącznie na problemach, tym bardziej, że mistrz Polski na papierze całkowicie przerasta swojego rywala. W ostatnim czasie przebłyski wysokiej klasy miał Sadiku, systematyczny rozwój potwierdził Nagy, a Mączyński wreszcie pokazał w Warszawie reprezentacyjną formę. Z linii obrony co prawda wypadł najlepszy w ostatnich tygodniach Czerwiński, ale też nie powinien być to specjalny problem, zważywszy na fakt, że akurat ta formacja pozostała niezmieniona od początku roku i powinna rozumieć się bez słów. Jasne, w tym sezonie wielkiego zrozumienia jeszcze nie pokazali, ale na mistrza Mołdawii to i tak spokojnie powinno wystarczyć.

Bo Legia powinna dziś powieźć rywala kilkoma bramkami, co wcale nie będzie równoznaczne z wyjściem kryzysu. Pewne zwycięstwo to dla mistrzów Polski absolutny obowiązek, a jakiekolwiek problemy i dowolny wynik z okolic remisu trzeba będzie rozpatrywać w kategoriach kompromitacji.

* * *

Legia Warszawa – Sheriff Tyraspol 20:45 (transmisja TVP 2)

Fot. FotoPyK