Image and video hosting by TinyPic
Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Wielu dziennikarzy sportowych utrzymuje, że nigdy nie marzyło o grze w piłkę, od dzieciństwa robiło wszystko, by w przyszłości wykonywać właśnie taki zawód – niezależnie, czy opisującego mecze, czy wykonującego wywiady z piłkarzami. Wielu oczywiście faktycznie myślało w ten sposób, niektórzy zresztą zaczynali przygodę z dziennikarstwem jako dzieciaki, ale równie duża grupa śniła o golach w barwach ukochanego klubu bądź reprezentacji Polski. 

I ja od zawsze byłem w tej drugiej grupie. Nigdy nie chciałem pisać o piłce – chciałem w nią grać. Marzyłem o byciu piłkarzem, oddałem spory kawałek swojego życia, by zostać piłkarzem, mocno przeżywałem, gdy okazywałem się zdecydowanie zbyt słaby, by zostać piłkarzem.

Pamiętam to trochę jak serię obrazków. Najpierw jakiś zimowy wieczór, gdy próbowałem ze słabego klubiku z jedną drużyną przejść do Startu Łódź, czyli jednego z najsilniejszych łódzkich młodzieżowych zespołów, w którym grał też wcześniej mój tata. Śniłem o Starcie – bo to moje Bałuty, bo to tradycja rodzinna, bo to klub, z którego jest już tylko kilka kroków do ŁKS-u. Trenowałem sumiennie cały tydzień, nawet na treningu biegowym, gdzie co drugi starał się „oszczędzać siły na ligę”, ja z wywieszonym jęzorem leciałem najszybciej, jak potrafiłem. Ale tego wieczora trener powiedział: dzięki. Mamy szeroką kadrę. Spokojnie się przebrałem, pożegnałem z kolegami, ruszyłem na przystanek i zwyczajnie się poryczałem.

Nie mam pojęcia, czemu to wszystko zawsze wywoływało we mnie tak silne emocje. Kilka lat później, już w seniorach tego właśnie Startu Łódź, graliśmy w Pucharze Polski. Działało to tak samo, jak w większości polskich klubów – najlepsi piłkarze grali w lidze o utrzymanie, więc na puchar rzucało się tych z trzeciego szeregu, żeby „powalczyli”, a w praktyce – w miarę szybko odpadli, coby nie trzeba było jeździć po odległych wioskach. Graliśmy z MKS-em w Kutnie. 1:1 po 90 minutach, 1:1 przez większość dogrywki. Jedna z ostatnich akcji meczu, fauluję gościa na linii pola karnego. Karny. Gol. Przegrywamy. Jak zacząłem płakać, gdy piłka wpadła do siatki, tak przestałem chyba dopiero w szatni. Nie płakałem, gdy nie szło mi w szkole, w życiu prywatnym, gdy ktoś mnie krzywdził, nawet gdy działy się naprawdę dość tragiczne sceny w moim bezpośrednim otoczeniu. Nie płakałem, jak ręka wygięła mi się na boisku w dość niecodzienny sposób, co okazało się złamaniem, cudem bez przebicia skóry. Ale wtedy, gdy trener mi podziękował, czy wtedy, gdy wywaliłem nas z Pucharu polski – tak. Do dziś nie mam pojęcia dlaczego, bo ogółem na co dzień jestem nieszczególnie uczuciowy, na co zresztą niejednokrotnie narzekali moi bliscy.

Chyba mi zależało. Nawet na pewno. Mogę chyba wręcz stanowić przykład, że w futbolu momentami wystarczy ciężka praca. Talentu nie miałem za grosz, nigdy nie nauczyłem się prosto kopać piłki, do dzisiaj mi odskakuje w nieznanych mi kierunkach. Ale biegałem tak dużo, trułem tyłek tak długo, byłem tak wytrwały, że udało się z tym kompletnym brakiem umiejętności zagrać kilkadziesiąt spotkań w okręgówce, a potem nawet w sparingu ŁKS-u. Byłem „na testach” w rezerwach czwartej ligi, akurat był wewnętrzny sparing, pierwszy zespół – rezerwy. Dorosłą drużynę mocno uderzyła wtedy grypa, było ich chyba dziewięciu, Maciej Bykowski, Adrian Woźniczka, Michał Łąbędzki, Krzysztof Smoliński. Dołączyliśmy do nich we trzech, udało się zagrać kilkadziesiąt minut z gośćmi, których co tydzień dopingowałem z trybun. Pojawiłem się nawet na 90minut.pl w sekcji „potencjalne transfery ŁKS-u”. W komentarzach jeden mój „kolega” napisał legendarny w pewnych kręgach komentarz, że na Starcie trener trzymał mnie, żebym płacił składki, a ogólnie jestem „cienki jak sik węża”.

Całkiem fajne uczucie, bo wtedy już nie płaciłem składek, a nawet zdarzało się, że dostawałem jakieś drobniaki za mecze. Grałem na Górniku Łęczyca, gdzie kibice stworzyli oprawę ze świec dymnych i rac, grałem w Ozorkowie, gdzie w pewnym momencie na boisku zaczęli się tłuc kibice z dwóch drużyn, strzeliłem gola na 3:3 w meczu z Widzewem w juniorach. Oczywiście to wszystko tak śmieszne osiągnięcia, że pewnie karykaturalnie brzmi ich wypominanie, ale przypominam – nie miałem za grosz talentu. W Starcie najpierw mnie nie przyjęli, potem byłem regularnie wyśmiewany i ogrywany przez „mocną końcówkę”, czyli tak od 75. minuty. Ale w końcu zacząłem tam grać w pierwszym składzie, w końcu było kilku ludzi na rezerwie, a ja byłem na boisku. Rzecz wcześniej właściwie niepojęta.

Pamiętam, że bardzo długo traktowałem wszystko w miarę poważnie. Jeszcze w liceum zdarzało mi się brać sałatki w McDonaldzie i odmawiać przyjścia na imprezę, bo „jutro trening biegowy”. Niewiele piłem, nigdy nawet nie wziąłem papierosa do ust. No ale byłem za słaby.

Zazdrościłem, zazdroszczę i chyba zawsze będę zazdrościł profesjonalnym piłkarzom, nawet jeśli teraz, po latach, wiem już, że to wcale nie jest najlepszy zawód świata. Ba, widzę niektórych piłkarzy, którzy już kilkanaście miesięcy po skończeniu z piłką pracują więcej niż my, za mniej niż my i z bez porównania mniejszą satysfakcją. Którzy wstają z łóżka wtedy, gdy ja mogę sobie kończyć drinka (ale częściej questa w Baldur’s Gate), kładą się, gdy ja dopiero uruchamiam telewizor, a w ramach weekendowego odstresowania robią to, co ja wykonuję w ramach obowiązków. Zazdroszczę i tyle, a teraz przynajmniej wiem, czego konkretnie.

Wczoraj odbył się mecz „jednej którejśtam” Pucharu Polski. Kartofliska grały z ETV Bar Ulubiona. Już któryś raz miałem okazję zagrać w barwach zespołu stworzonego przez Radka Rzeźnikiewicza, ale pierwszy raz miało to taki charakter. 500? 600? Kilkaset osób na trybunach, wśród nich moja żona i syn. Pirotechniki tyle, ile zdołali unieść nasi kibice. Bitwa na przyśpiewki (niektóre dość żenujące), profesjonalny sędzia, w roli przeciwników m.in. Jacek Cyzio, Jacek Kacprzak czy Maciej Śliwowski – czyli piłkarze. Kursy u buka, 2,25, że strzelę gola. Ktoś na Twitterze postawił na to nawet dwie stówki, myślałem, że ze stresu pogubię trasę na autostradzie do Warszawy. Transmisja w Polskiej Telewizji Sportowej z udziałem Łukasza Wiśniowskiego, którego komentarz przecież pamiętam jeszcze z Orange Sport, z I ligi. Namiastka prawdziwej piłki nożnej. Zorganizowany w nieco mniejszej skali, ale prawie poważny mecz.

Kurczę, i szło mi nieźle. Parę razy udało się kiwnąć, parę razy podać, wreszcie – strzeliłem gola. Rany, strzeliłem gola, po którym mogłem zrobić kołyskę, po którym jacyś kibice odpalili race, po którym wzmógł się doping i który komentatorzy określili mianem całkiem ładnej bramki. Którego powtórkę mogłem sobie obejrzeć na YouTube, o którym rozmawiali kibice na Twitterze, chwaląc jednocześnie, że ten Olkiewicz to fajnie gra. Takie wiecie, piłkarskie rzeczy. Takie, które robi piłkarz.

Czułem się nim jakieś kilka godzin, od momentu, gdy wybiegliśmy na murawę przy błyskach fleszy i przed kamerami, aż do teraz, gdy jeszcze spływają tweety: „Kuba, jak skurcze, będziesz żył?”. I to było jedne z lepszych kilku godzin w ostatnich miesiącach.

Panowie piłkarze, z dowolnego poziomu, grający dla 600, ale i ci grający dla 6 tysięcy widzów. Szanujcie każdą chwilę na boisku, każdą kibicowską pochwałę, każdy mecz z oprawą, każdy wybuch radości po waszych bramkach, każdą wrzawę, gdy wykonacie skuteczny wślizg. Każdy wywiad w telewizji, każdy nagłówek w gazecie, każdy rozdany autograf, każde zdjęcie z fanami, każde zejście z murawy przy oklaskach fanów. Pamiętajcie, że w waszym miejscu chciały być tysiące, które okazały się zbyt leniwe, za mało uparte, czy – jak ja – po prostu za słabe. Tysiące, które wiele by oddały za wskoczenie na chwilę w wasze buty.

Radek z Kartoflisk, Żelek, który asystował przy bramce, Polska Telewizja Sportowa, Tomek Zieliński, nasz pan trener, cała drużyna, wszyscy kibice, moi rodzice i teściowie, którzy oglądali mecz przed telewizorami, wreszcie najważniejsi – moja rodzina i kumple na trybunach. Zrealizowałem dzięki wam swoje ogromne marzenie.

A, skoro w sumie przez większość tego tekstu opisywałem ze szczegółami, jaki jestem słaby, to dla odmiany i pocieszenia samego siebie zacytuję słowa Łukasza Wiśniowskiego z relacji PTS z tego meczu, podczas których się naprawdę wzruszyłem.

Znając mentalność Kuby, jego przywiązanie do Łodzi, do Bałut, jego patriotyzm lokalny, absolutnie się z tej Łodzi nie będzie ruszał. Ma szczęśliwą rodzinę, jest szczęśliwym mężem, ojcem, nie ma takich pieniędzy, które go skuszą, nie ma propozycji, które go zainteresują. 

Właściwie to w pełni rekompensuje fakt, że nie zostałem jednak tym piłkarzem.

Fot. 400mm.pl / Marcin Szymczyk

KOMENTARZE (43)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Alexander Krawężnik
Coco Jambo

ten liniowy to też profesjonalista?

HAZARD
Majewski i Malarz to najbardziej przereklamowani i chujowi piłkarze

Fajnie, że z dystansem i szczerze (tak mi się wydaje) opisałeś uczucia towarzyszące Ci podczas gry, a także wspomniałeś o staraniach, by zostać piłkarzem w czym jednak przeszkodziły Ci zbyt niskie umiejętności, myślę, że wielu z nas przeżyło coś podobnego. Nie każdego na to stać, brawo. 😉

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Wychodzi na to, że umiejetności piśmienne miał większe, stąd i
ta kariera na Weszło..
Też z poczatku myślałam, że mnie na nia nie stać, a jednak… przeżywam cos podobnego 😉

Lluc93

Uzyskując tytuł zdecydowanie najgłupszego użytkownika weszło?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

sothis

Az sie prosi o jakis link.

barczeski
Wisła Kraków+polskie kluby w pucharach

Mariusz Szewczyk

Gdy trener Ci podziękował, a Ty poszedłeś na przystanek płakać, to szkoda, że nie było obok Ciebie kogoś bliskiego. Może ta osoba by Cię zabrała do Znicza i teraz byś śmigał w kadrze 😉

Mariusz Szewczyk

Te Pierunie, Ty się nie leń, tylko bierz się za trening. Popracujesz nad sobą, może dostaniesz jakiś angaż w klubie Ekstraklasy i zaliczysz debiut jeszcze. Przecież w naszych najwyższych rozgrywkach spokojnie dasz sobie radę. Wystarczy wejść na boisko, pozorować granie, starać się być z dala od akcji. Pisałeś, że chętnie biegałeś, więc możesz robić to samo, dużo biegaj, nawet bez sensu, od linii do linii. A jak będziesz miał dobrą prasę, znaczy media Cię polubią ( a masz na to dużą szansę 😉 ), to może i Nawałka się odezwie 😉

wacek22

Kuba, byłem tam wczoraj. Dla mnie byłeś piłkarzem meczu. Wypiłem tylko dwa piwka z powodu choroby (można mieć grypę w taką pogodę, co za dramat!!). O jakieś dwa za mało, by podejść po meczu i pogratulować zajebistej postawy. Chyba trochę tego żałuję, ale wiesz, taka moja nieśmiałość. Liczę, że jeszcze kiedyś na czymś podobnym będę. Śledzę Twittera i inne stronki i mam nadzieję tego nie przegapić, bo wczoraj wybawiłem się w duszy i wyśmiałem pozytywnie najlepiej w ostatnich miesiącach. Ten mecz był najlepszy pod względem atmosfery niż na czymkolwiek byłem ostatnio. POZDRO!!

LechiaFans

dziennikarzem tez jesteś chujowym!

joe
Legia Warszawa, LUFC, Avellino Calcio

URONIŁEM ŁEZKĘ

fronda

Egoista tylko o sobie.Nawet wyniku nie podał.

Tulismanore
FC Albatros

NA tym polega felieton. Ze nie pisze sie w nich o wynikach o tylko o szerszych przemysleniach.

fronda

To nowośc,że w felietonie nie można podać wyniku.

fioot

jestem ciekaw kto twierdzi ze od zawsze chcial byc dziennikarzem sportowym i dlaczego sadzi ze ktos mu w to uwierzy

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

fioot

mnie tam literowki nie obchodza bo to jednak jest internet. natomiast jesli mamy trzymac sie takiej racjonalnej definicji to dziennikarstwo w obecnym swiecie nie istnieje, a jesli juz to prawdziwymi dziennikarzami mozna nazwac jedynie jakichs pasjonatow ktorzy robia to bo to lubia, a nie bo ktos im za to placi, bo wiadomo jak jest z obiektywnoscia weszlo i wszystkich innych mediow. media ksztaltuja rzeczywistosc i to jest najwieksza bolaczka dzisiejszego swiata patrzac na to ile na swiecie jest idiotow ktorzy slepo uwierza we wszystko co wydrukuje wyborcza/pudelek/cnn/onr.gov.pl/anna lewandowska/wstaw cokolwiek bez chociazby weryfikacji w innym zrodle.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Nightcrawler

Smokowski i Twarowski na przykład:

amperbet

http://100ako.blogspot.nl/ – DZISIAJ JUŻ OSTATNI DZIEN W KTORYM MOZNA ZOSTAC ICH KLIENTEM ! Kupon ciągle wchodzą i wklejają je na blogu a na dziś maja znowu kurs ponad 100 dostepny!

PhoenixLk

spójrz na to z innej strony… jeśli naprawdę zapieprzasz, to – choćby mimo dużej ilości drewna – można co nieco w tej naszej wspaniałej piłce osiągnąć…

Przykłady? Pewien piłkarz, który w każdym meczu daje z siebie wszystko… jest nieprzewidywalny (jak to szło? jest boski… bo tylko Bóg wie, gdzie poleci piłka po jego kopnięciu…)… a jednak strzelił gola w LM…

Inny piłkarz – wychowanek ŁKS… też dawał z siebie 100 % w każdym meczu („mam kłopoty sercowe, bo w każdym meczu zostawiam serce na boisku…”), karierę w Legii zakończył z setką ligowych goli na liczniku i 4 tytułami MP (w tym jednym z ŁKS)…

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Qiz jaki? Znaczy sie Kuchy i Sagan, czy jakie inne licho?

PhoenixLk

brawo – wygrałaś konkurs bez nagród;)

PhoenixLk

Zdjęcie profilowe janko32 Buszewska…

Pomimo wszelkich animozji… mam nadzieję, że u Ciebie wszystko ok po burzach – widziałem fotki z Gniezna

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Akurat z naszym ogrodem (i stawkiem z rybkami) duzo bylo do stracenia, ale skonczylo (???) sie na gradzie wielkosci sliwek, tyle ze nawet sladu na nowoczesnym dachu (ale niedaleko drzewa polecialy)
PS w blokach to maja dobrze, cholera 😉

PhoenixLk

to ok 😉

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Dzięki za.. szczególna troskę 😉

PhoenixLk

…ale się do niej nie przyzwyczajaj;>

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

No bo i taka „specjalna troska” brzmi dość dwuznacznie… 😉

PhoenixLk

to akurat były Twoje słowa;>

Koval

Rozumiem Cię nawet nie wiesz jak bardzo. Moja sytuacja była nieco inna co prawda, bo grywałem nawet w kadrze Dolnego Śląska u – 15, u- 16, ale ogólnie zostanie piłkarzem Mi nie było dane. A jak w ważnym spotkaniu będąc gówniarzem przy stanie 3:3 nasz kapitan przy rzucie karnym dla naszej ekipy wypalił do Mnie – Kowal strzelaj Ty! Bo na treningach waliłem 10 na 10 i w tym meczu trafiłem w słupek z jedenastki to też płakałem i choc dzis mam dystans juz do tego to dalej Sobie tego nie wybaczyłem 😀 A dziennikarzem sportowym tez chciałem zostać. Tzn. Bardziej komentatorem to było główne założenie :D. Nawet dla jakichś portali tam coś skrobałem jakiś czas temu, ale potem życie rzuciło Mnie w wir innych spraw. Ale najważniejsze to być szczęśliwym, nie ważne co się robi. I tego Tobie jak i Mnie i wszystkim życzę 😉

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Raczej duopol.

Habanero
Las Palmas

fajne

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gelb ist meine farbe!

Fajny tekst. Nieźle się czytało, choć przyznam, że liczyłem, że redaktor Olkiewicz choć śladowo odniesie się do wydarzeń z meczu Wisły z Cracovią.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Janusz Ekspert

Wszystko fajnie, tylko że Start nigdy nie był jednym z najsilniejszych klubów w Łodzi – w moim roczniku to nie było nawet top5, może top10 i to gdzieś w ogonie.

Wujek Remo
Kolejorz

Ogólnie, Kuba, lubię Cię czytać. A ten tekst bardzo mi się podoba, naprawdę, bardzo. Żyjemy w czasach, w których mało kto „na świeczniku” potrafi powiedzieć z podniesioną głową „Byłem za słaby”. Szanuję.

bennua

Pierwszy raz przeczytałem „Jak co środę. ..” od dechy do dechy, kolejny twój sukces bo ciekawe.

Szczepek
Legia Warszawa

Fajny felieton Kuba. Tak trzymać!

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY