Image and video hosting by TinyPic
W Anglii nie zwalniają tempa – przez 180 minut zobaczyliśmy 13 goli!
Anglia

W Anglii nie zwalniają tempa – przez 180 minut zobaczyliśmy 13 goli!

Kiedy kończyliśmy wczorajszą relację z inauguracji, napisaliśmy trochę pół serio, że mamy prośbę do piłkarzy Premier League, by ci nie zwalniali tempa i utrzymali średnią goli w następnych meczach. Choć oczywiście mamy o nich dobre zdanie, nie sądziliśmy też, że będzie aż tak dobrze! W drugim spotkaniu tej kolejki zmierzyli się Watford z Liverpoolem i znów każde wyjście po herbatę czy do ubikacji było obłożone ryzykiem, że przegapi się jakąś bramkę.

Choć, tak po prawdzie, jeśli po pierwszych 25 minutach ktoś kazałby nam postawić kasę, że Liverpool cokolwiek strzeli, pożegnalibyśmy się już w myślach z całą sumą. Goście grali bowiem bardzo, ale to bardzo wolno, schematycznie, bez większego pomysłu. Miało się wrażenie, że The Reds przedłużyli sobie urlopy, a na boisko posłali jakichś sobowtórów, niemających zbytnio pojęcia o piłce. I Watford chciał to wykorzystać, bo choć Szerszenie są głównym kandydatem do spadku, to jednak ze śniętym rywalem daliby sobie radę.

Dlatego dwukrotnie wychodzili na prowadzenie. Najpierw poszło dośrodkowanie z rzutu rożnego, wrzucił Holebas – obrona Liverpoolu wspominała jeszcze basen, kobiety, wino i śpiew – a Okaka zameldował się już w robocie i władował piłkę głową do siatki. Jeden taki gol mógłby się przytrafić, ale defensywa gości dała ciała (by nie powiedzieć gorzej) jeszcze raz, chyba nawet w sposób bardziej kompromitujący. Z boku boiska o piłkę powalczył Amrabat, to się mu udało, w konsekwencji czego w pole karne wpadł Cleverley i zagrał piłkę wzdłuż bramki. Tutaj sprawę powinien załatwić Alexander-Arnold, ale zamiast wybić byle dalej, kopnął ja w leżącego Matipa. Futbolówka została w okolicy „piątki”, tam dopadł do niej Doucoure i załatwił sprawę. Hobby futbol w obronie.

No, nie szło Liverpoolowi w pierwszej połowie, ale jednak ekipa z Anfield ma tyle jakości, że z taką ekipą jak Watford musi sobie radzić. Co więc goście zrobili? W pierwszej połowie minimalizowali straty. Ogarnęli to właściwie jedną akcją, kiedy ładną kombinację zawiązał Mane, wyszedł w jej efekcie sam na sam z Gomesem i elegancko walnął po długim. To był gol na 1:1, chwilę później Watford znów wyszedł na prowadzenie, ale trudno, The Reds mieli jakiś początek.

A w szatni wiadomo – parę męskich słów i na drugą połowę Liverpool zameldował się odmieniony. W końcu akcje się zazębiały, w końcu było tempo, pomysł, jakość. Na rezultaty długo nie trzeba było czekać. Najpierw Salah wywalczył karnego – ewidentny faul Gomesa – którego pewnie wykorzystał Firmino. Później Firmino w dobrej sytuacji lobował brazylijskiego bramkarza, ale piłka chyba miałaby problemy z dotarciem za linię, więc z bliska o gola upewnił się Salah. To była odpowiednio 55. i 57. minuta. Dwa szybkie ciosy, które wstrząsnęły przyzwoicie grającym Watfordem.

Nie znaczy to jednak, że Szerszenie odpuściły, zasługiwały przecież przynajmniej na punkt. Pewnie, przez dobrych kilkanaście minut były otępiałe, ale w końcówce przycisnęły rywala. Jeszcze strzał Britosa wyjął Mignolet, ale zaraz przyszedł rzut rożny, a wiemy jak fatalnie The Reds bronią stałe fragmenty. I rzeczywiście, poszła wrzutka, trochę zamieszania i ostatecznie piłka wylądowała w siatce po strzale Britosa. Pewnie i był spalony, ale niech Liverpool nie ma pretensji do sędziego – goście sami sobie tego piwa nawarzyli.

Co wiemy po tym meczu? W Liverpoolu istniałoby życie bez Coutinho, ale trudno powiedzieć, by było ono specjalnie przyjemne. Nowy nabytek, Salah, pokazał się całkiem nieźle, jednak trudno zakładać, by był równy cały sezon. Już dzisiaj miał wzloty i upadki, jak wtedy kiedy w sytuacji sam na sam walnął w okolice dachu czy gdy po otrzymaniu dobrego podania, zamiast elegancko wrzucić, prawie zrobił sobie krzywdę przez własne nogi. Mane, a szczególnie Firmino – oni grali dobrze i dość równo, ale widać, że ofensywa Liverpoolu bez Coutinho będzie cierpieć. O obronie swoje już powiedzieliśmy, podszedłby taki van Dijk.

A Watford? Na ambicji zaszli z Liverpoolem dość daleko, lecz patrząc na personalia Szerszeni trudno nie odnieść wrażenia, że walka o utrzymanie będzie trudna. Ale po takim meczu nikomu nie wolno zabierać im prawa do optymizmu.

Watford – Liverpool 3:3

Okaka 8′ Doucoure 32′ Britos 90+3′ – Mane 29′ Firmino 55′ Salah 57′

KOMENTARZE (9)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
fioot

czemu wiecej zespolow nie wrzuca pilki w taki sposob jak watford przy pierwszym golu? chyba nigdy czegos takiego nie widzialem w meczu, a skutecznosc musi byc wysoka, bo co sie wydarzy na tym 4 metrze to jest loteria

chociaz chujowosc miniole odegrala tu chyba spora role

derlis

Czy ja wiem.. zwykłe dośrodkowanie z rożnego na krótki słupek 😀

Matroniko333
Ruch Chorzów

No akurat te wysokie wyniki pokazują raczej chujowość, a nie zajebistość ligi. Angole nadal nie potrafią bronić :/

Jose Maria Brovario

Czy jeżeli w 12 meczach z rzędu w pierwszych połowach nie pada żaden gol, to świadczy to arcy-zajebistości graczy defensywnych czy o impotencji graczy ofensywnych? Pamiętaj, mówię tu o polskiej Ekstraklasie.

Wicher

Czyli jak Barca i Real strzelają po 5 goli w meczu to znaczy, że ta liga jest przechujowa, ale jeśli Legia męczy się z Niecieczą a i tak przegrywa 1:0, a w całej kolejce pada 10 goli to znaczy że Ekstraklasa jest zajebista? Pomyśl zanim coś napiszesz.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

derlis

Czyli pierwsze tradycyjne głupio gubione punkty przez Liverpool mamy już w pierwszej kolejce.. no proszę 😀

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

vincent van cock

ogórki , w pucharach i tak dadzą dupy

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Tie Domi beats on Boston Bruin, Dan LaCouture in the first period of last night's game between the Maple Leafs and the Boston Bruins at the ACC. Lucas Oleniuk-Toronto Star14/3/6
22 listopada, 14:30