Image and video hosting by TinyPic
Teraz to już by wypadało – usłyszało kilku trenerów jednocześnie
Anglia

Teraz to już by wypadało – usłyszało kilku trenerów jednocześnie

Już jutro rusza nowy sezon Premier League i po raz kolejny zapowiada się przede wszystkim jako starcie wielkich trenerów. W okienku, które kompletnie zdominował transfer hiszpańsko-francuski, w czasach gdy Ligę Mistrzów na całe lata zdominowały kluby z La Liga – jako największy atut Premier League poza zdecydowanie najwyższymi budżetami można wymienić plejadę gwiazd przy linii bocznej. Już w ubiegłym sezonie równolegle do materiałów promocyjnych z udziałem piłkarzy tworzono na potęgę scenariusze starć pomiędzy najlepszymi trenerami w branży. 

Mourinho kontra Guardiola. Conte kontra Klopp. Klopp kontra Wenger.

Sezon naturalnie nie zawiódł, szczególnie ekscytująca była bitwa o miejsca premiowane startem w Lidze Mistrzów, ale mimo wszystko – cała kampania 2016/17 była jedynie przedsmakiem tej, która rozpocznie się jutro. Dlaczego tak uważamy? Może wyrażenie „sezon ostatniej szansy” nie jest najbardziej adekwatne do sytuacji gwiazd trenerskich pracujących na Wyspach Brytyjskich, ale nie da się ukryć, że właścicielom i kibicom najważniejszych klubów powoli zaczyna się spieszyć. W ubiegłym sezonie Jose Mourinho mógł do woli grać swoją ulubioną kartą: „przebudowa drużyny”. Pep Guardiola mógł narzekać, że jeszcze nie wszyscy rozumieją filozofię futbolu, że Manchester City jeszcze nie osiągnął poziomu zgrania, gwarantującego zwycięstwa w lidze. Jurgen Klopp też miał argumenty – klub pod jego wodzą się rozwija, może nie jest to sprint, ale solidny, pewny marsz. Wreszcie Arsene Wenger, który w ubiegłym sezonie podzielił kibiców Arsenalu. „Teraz to już by wypadało” – takie zdanie można z pewnością usłyszeć w każdym z największych angielskich klubów.

Teraz to już by wypadało, Pep

Zacznijmy od Pepa Guardioli, który Manchester City przejął rok temu. W teorii miał już jeden pełny sezon tylko dla siebie – ale podpisując kontrakt w lutym 2016 roku wziął na siebie ciężar budowy tak naprawdę jeszcze zanim oficjalnie przejął drużynę. Czyli sezon 2016/17 w całości idzie na konto Katalończyka, nie ma wymówek – to on budował sobie zespół w letnim okienku, ściągając zawodników, których miał okazję poznać choćby w Bundeslidze, jako trener Bayernu. Sane, Gundogan, Bravo, Stones, Nolito… Cały okres przygotowawczy też należał do Guardioli. Prowadził zespół od pierwszej minuty okienka transferowego do samego końca, potem od pierwszej ligowej kolejki aż do ostatniego gwizdka. I… nic. Zero tituli.

Trzecie miejsce w lidze, czyli zdecydowanie poniżej ambicji Manchesteru City. Wylot z Ligi Mistrzów już w w pierwszym meczu po wyjściu z grupy, w dodatku w dość kuriozalnych okolicznościach z teoretycznie słabszym rywalem, bo za takiego uchodziło AS Monaco. Półfinał Pucharu Anglii, czwarta runda Pucharu Ligi. Nie wygląda to jak dorobek najlepszego trenera świata, który właśnie wydał 200 milionów euro.

Oczywiście nikt o zdrowych zmysłach nie nawołuje do zwolnienia Guardioli, ale… Po raz kolejny otrzymał praktycznie nieograniczone środki, wzmacniając przede wszystkim boki obrony Kylem Walkerem i Benjaminem Mendym. Znów wydał 200 milionów, bo doszedł jeszcze choćby Bernardo Silva z Monaco.

Z taką kapelą, z takim stażem w drużynie i z takim nazwiskiem – nie może dziwić poszturchiwanie. Teraz to już by wypadało wygrać tę ligę, Pep.

Teraz to już by wypadało, Jose

Ale po drugiej stronie włókienniczego miasta jest przecież równie mocna napinka. Jose Mourinho w pierwszym sezonie zrealizował absolutne minimum – czyli zdołał awansować do Ligi Mistrzów, wygrywając Ligę Europy. Zawsze miło wznieść w górę puchar, ale trudno nie odnieść wrażenia, że to trofeum pocieszenia, szczególnie w kontekście ligowej pozycji, która nie gwarantowała „Czerwonym Diabłom” miejsca w najbardziej elitarnych rozgrywkach świata w sezonie 2017/18.

Co prawda Jose lojalnie ostrzegał, że potrzebny jest mu czas i pieniądze na transfery, ale jest w podobnej sytuacji, co Pep Guardiola. Tylko w tym okienku przybyli mu do składu Romelu Lukaku oraz Nemanja Matić, czyli kolejno – cel numer jeden na liście Antonio Conte w Chelsea oraz jeden z ważniejszych zawodników londyńskiego klubu. Dwaj piłkarze, którzy mogliby spokojnie występować razem w stolicy, teraz zagrają razem pod skrzydłami Mourinho. Do tego jeszcze doszedł Victor Lindelof oraz utrzymanie najważniejszych ogniw z ubiegłego sezonu – naturalnie poza kontuzjowanym 35-letnim Zlatanem Ibrahimoviciem i oddanym bez żalu Waynem Rooneyem. Na korzyść Manchesteru United powinien przemawiać także rok „aklimatyzacji” Paula Pogby. Jeden z najdroższych pomocników świata (przynajmniej w chwili pisania tych słów, w tym okienku rankingi najwyższych transferów mogą się zmieniać co kilkadziesiąt minut) nie spełniał do tej pory wysokich oczekiwań. Obrońcy wskazywali, że cały Manchester uczy się Pogby a i Pogba uczy się Manchesteru. W tym sezonie koniec praktyk – przychodzi czas testów bez marginesu błędów

Zaczęło się od Superpucharu Europy, w którym Manchester United na papierze prezentował się godnie – środek Matić, Pogba, Herrera musi budzić szacunek, szczególnie, że przed nimi biega jeszcze Mkhitaryan a z ławki ogląda to Juan Mata. Sęk w tym, że na boisku nawet pozostający w wakacyjnej formie i z Cristiano Ronaldo na ławce Real był zespołem lepszym. Może nie dominującym, może nie gromiącym, ale na tyle solidniejszym, że ani przez moment nie mieliśmy wrażenia, że to Anglicy dołożą do swojej kolekcji kolejne trofeum. Do tego fatalnie zachowywał się Lukaku, nie tylko marnując okazje, ale też popisując się chociażby brakiem znajomości przepisu o spalonym. No dobra, może to rozkojarzenie, ale od takiego napadziora, o którego biją się dwa z czterech największych klubów najbogatszej ligi świata, trzeba wymagać skupienia nawet w mocno „sparingowym” finale Superpucharu.

Z Pogbą, Lukaku, kilkunastoma miesiącami pracy za sobą, z pełnym zaufaniem i pełnym portfelem – Mourinho musi zacząć grać tak, jak wymagają tego kibice Manchesteru United. Czyli w absolutnie najgorszym wypadku w bezpośrednim sąsiedztwie lidera tabeli.

Teraz to już by wypadało, Jurgen

W innej sytuacji niż Guardiola i Mourinho jest Jurgen Klopp. On trafił do Anglii wcześniej, to prawda, ale też przejął klub w zupełnie innym momencie historii, z zupełnie innymi wydatkami, wyzwaniami i oczekiwaniami. Dość powiedzieć, że ubiegłoroczne czwarte miejsce w tabeli zostało przyjęte w Liverpoolu z umiarkowaną radością. Klopp przepracował większość sezonu 2015/16 kończąc ligę na 8. miejscu, przegrywając również dwa finały – Pucharu Ligi oraz Ligi Europy. Szczególnie ten drugi był bolesny – przegrane zostały bowiem z Sevillą europejskie puchary dla miasta Beatlesów.

Klopp od początku miał duży kredyt zaufania, od początku też było wiadomo, że stojące przed nim zadanie to raczej budowa drugiej Borussii, niż drugiego Bayernu. Chodziło z grubsza o powtórzenie sukcesów z Dortmundu – autorski projekt z piłkarzami ściąganymi w młodym wieku, którzy następnie pod jego wodzą fantastycznie rozkwitali. Przykład Lewandowskiego ciśnie się na klawiaturę, ale przecież w BVB podobnych zawodników było więcej. Klopp po części zaczął już udowadniać w Liverpoolu, że taka budowa drużyny nadal jest możliwa – wystarczy spojrzeć na dynamiczny rozwój Sadio Mane czy obecną burzę wokół Phillipe Coutinho.

Ale… jest jedno ale. Klopp za niecałe dwa miesiące zdmuchnie drugą świeczkę na torcie. 24 miesiące w Liverpoolu przy wcale niemałych nakładach finansowych to nadal nie jest punkty wyjścia do tworzenia jakiejś „dynastii”, ale mimo wszystko – w Borussii obejmowanej poza pierwszą dziesiątką Bundesligi zrobił mistrzostwo już w trzecim swoim sezonie. Inna liga i realia? Bez wątpienia, ale Klopp nie może narzekać na skąpstwo właścicieli. LFC właśnie wycelowało ponad 40 milionów za Mohameda Salaha, utrzymując też na razie cały trzon z ubiegłego sezonu. Dokładając 70 milionów za Mane i Wijnalduma z ubiegłego sezonu… Teraz wypadałoby powalczyć o mistrzostwo. Może jeszcze nie „zdobyć mistrzostwo”, ale chociaż pozostać w grze o lidera do ostatnich kolejek.

Teraz to już by wypadało, Arsene

U Wengera sprawa jest prosta. Od ostatniego tytułu mija zaraz 14 lat, co oznacza kilkanaście prób zakończonych niepowodzeniem. Za każdym razem firmował to nazwiskiem jeden człowiek. Ostatnim razem skończyło się wylotem poza Ligę Mistrzów – na piątym miejscu. Dla 68-letniego trenera to może być jedna z ostatnich szans, by zejść ze sceny w glorii i chwale, a nie przy akompaniamencie kibiców wydzierających się „Wenger Out”.

Teraz to już by wypadało, Tottenhamie

I wreszcie pierwszy na liście klub, a nie trener. Tottenham bowiem od ośmiu lat nie wypada poza pierwszą szóstkę, co w Anglii jest sporym osiągnięciem nawet dla największych i najbogatszych klubów. Co więcej – od czterech sezonów systematycznie pnie się w górę, był o krok od mistrzostwa w magicznym sezonie, gdy eksplodowało Leicester City, w ubiegłym roku zaś najdłużej stawiał czoła Chelsea i odwlekał koronację podopiecznych Antonio Conte. O Tottenhamie zresztą wszystko powiedział już Danny Rose, piłkarz tego klubu.

– Nie mówię, że chcę odejść, ale jeżeli wpłynie coś konkretnego, nie będę mieć żadnych skrupułów, by rozmawiać o tym z klubem.

– Uważam, że nie zarabiam tyle, ile powinienem. Jeżeli uważasz, że jesteś wart konkretną sumę pieniędzy, dlaczego miałbyś się godzić na mniej? Nie jestem tym typem osoby. Jeśli uda mi się wrócić na poziom, na jakim grałem w poprzednim sezonie, dopilnuję, żeby dostać tyle, ile uważam, że jestem wart. Nie jestem tak głupi, by nie wyciągnąć z kariery czego się da – medali, trofeów i pieniędzy.

– Tottenham potrzebuje teraz dwóch-trzech dużych nazwisk. Nie dziesięciu byle jakich. Dwóch-trzech takich, których nie trzeba będzie wpisywać w Google i zastanawiać się „kim on jest?!”. 

Tottenham wynikami wyrąbał sobie miejsce w angielskim ścisłym topie, ale jeszcze nie wydaje tyle pieniędzy, co rywale, ani nie potrafi się ustrzec przed demontażem – bo takim trzeba by było określić utratę jednocześnie Walkera i Rose’a. Nie wiadomo, jakie będą kolejne ruchy Spurs w tym okienku, nie wiadomo też, czy wywiad Rose’a przyniesie jakieś korekty polityki klubu. Wiadomo jednak, że Tottenham musi się zacząć określać – albo jako kandydat do mistrzostwa, idący do celu z otwartą przyłbicą i odpowiednimi przyrządami, albo jako „tylko” klub aspirujący do pierwszej czwórki, dostarczający zawodników lepszym i bogatszym od siebie.

Bez wątpienia – teraz już by wypadało zagrać „all-in”, Tottenhamie.

***

A przecież do tego dochodzą obrońcy tytułu, Chelsea. Dochodzą dwa kluby systematycznie się dozbrajające – czyli Everton i West Ham United. To będzie diabelnie ciekawy sezon. W sumie… Jak każdy kolejny.

KOMENTARZE (48)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Wicher

Wypadałoby w końcu powalczyć w LM bo Hiszpanie traktują te rozgrywki jak swoje prywatne.

Kunta Kinte

Jeden mały szkopuł… Zwycięzca Ligi Angielskiej dostaje więcej kasy niżeli triumfator LM…

Krzysztof.Reperowicz

A jakie to sa kwoty?

HustonMamyProblem

Z tego co pamietam to om 200mln funtow za zajecie ostatniego miejsca w tabeli.

PYZ24

Ba, za sam udział w tych rozgrywkach dostaje się więcej niż za wygranie LM.

derlis

10 lat wstecz kompletnie im to nie przeszkadzało :)
Poza tym Real przychody na pewno ma jeszcze większe, i nie widać jakoś, by rozpieprzanie Europy im się nudziło czy nie opłacało.

Wicher

No i nawet się nie zmęczą bo grają dobre mecze z Barceloną i Atletico więc ligę maja rozwaloną no chyba, że powinie się nóżka z Barcą. W LM mieli farta i sędziów bo skończyliby już na Bayernie. real korzysta podobnie z pomocy sędziów jak nie przymierzając Barcelona więc masz ten wielki i nieosiągalny poziom hiszpańskich klubów. Slaby Leicester o włos przegrał półfinał LM z tak silnym Atletico.

derlis

Ostatni raz gościliśmy angielską drużynę w finale LM 5 lat temu – to wszystko wyjaśnia.
Haha, tak samo mogę powiedzieć, że gdyby poprzeczka Escudero wpadła i N’Zonzi wykorzystał karnego, Leicester odpadłoby już z Sevillą w 1/8.. i kto tu miał farta 😀

jankrzywosad

Aha… To pewnie też dlatego notorycznie olewają Mistrzostwa Świata i Europy, wszak premie za sukcesy w reprezentacji są śmieszne niskie w porównaniu z tymi w Premier League :)
Dobre, serio :) Zastanawia mnie, czy dumni i megalomańscy kibice na wyspach podzielają wasz punkt widzenia i równie łatwo godzą się z tymi wszystkimi kompromitacjami na arenie międzynarodowej?

Anonim

Nie godzą się, ale kluby to biznesy i mają na siebie zarabiać. A najlepiej zarabia się w EPL.

jankrzywosad

I na pewno ci wszyscy szejkowie wydają bez opamiętania szalone pieniądze na transfery tylko po to, by później więcej zwróciło się z premii w Premier League 😀

Wicher

Bo się zwraca. Fakt sukcesów nie ma, ale widocznie jest całkiem spoko. Zresztą zobaczysz jak ta liga zweryfikuje takiego Guardiolę gdzie osiągnął wszystko w Hiszpanii, a w Anglii nawet póki co nie zaistniał. Jeśli w tym sezonie nic nie wygra to szejkowie pewnie kopną go w dupę, jak jakiegoś przeciętniaka bo jest okrutnie słaby a wydaje grube miliony.

Wicher

Nie myl poziomu ligi angielskiej z reprezentacją Anglii. O sile ligi w dużej mierze świadczą obcokrajowcy.

Blizbor

Real, Barcelona też dostają za ligę więcej niż za LM.

szysiek83

Akurat w Hiszpanii są dwa poważne kluby, co w porównaniu do ligi angielskiej czyni z hiszpańskiej ligę aż ogórkową :)

jankrzywosad

No tak, bo Atletico to już nie jest poważny klub 😀
I reszta hiszpańskiej ligi jest tak ogórkowa, że te wszystkie Celty Vigo czy inne Villarreale rokrocznie notują w Europie lepsze wyniki niż angielscy potentaci 😀

Wicher

Fakt Atletco jak dobrze wiemy zgnoiło w ćwierćfinale Leicester, a Celta ograła wszystkich. Po za tym bredzisz.

derlis

Tylko, że najwyraźniej nie rozumiesz, że w Hiszpanii, Niemczech czy Włoszech dominują 1-2 zespoły nie dlatego, że średniaki w Anglii są mocne, a dlatego, że najlepsi są słabi, co potwierdza Europa.. jakbyś dał Real czy Juventus do Premier League, tabela wyglądałaby niemal identycznie, czyli ta dwójka i po 8-10 punktach reszta. Oni są za mocni dla wszystkich, nie tylko swoich lig.

Wicher

Szczerze w to wątpię, ale pewnie masz na to jakieś logiczne argumenty? Zrozum, że Real rozgrywa w lidze maksymalnie 5-6 meczów na takiej intensywności jakiej kluby z TOP 4 w Anglii grają około 25. Ronaldo strzela 40 bramek w sezonie w Hiszpanii gdzie w Anglii nigdy tyle nie strzelił on, ani nikt inny. Równie dobrze mogę powiedzieć że gdyby wrzucić do La Liga ostatnie 10 klubów z Anglii z poprzedniego sezonu to spadkowiczami i tak były kluby hiszpańskie.

derlis

Najbardziej logicznym argumentem jest chyba Europa.. :)
No widzisz, taki brak intensywności, że aż mistrza co pięć lat zdobywają.. :)
Real rozgrywa mecze na zerowej intensywności, bo wybił się ponad resztę, tak samo jak Barcelona czy Atletico – ci ostatni jeszcze 5 lat temu byli dla pozostałej dwójki takimi samymi ogórami do klepania jak reszta, co jest najlepszym dowodem na to, że to poziom poszczególnych drużyn decyduje o tym czy jest równo czy nie. Sevilla brylowała w Lidze Europy, a jak przychodziło do meczów z Barcą, Realem czy Atletico, to rzadko kończyły się wygraną, bo oni są po prostu dla nich za mocni, co potwierdza LM w ostatnich latach. W Serie A też Juventus nierzadko ma problemy z Napoli, Romą, Interem czy Milanem, ale koniec końców i tak odskoczy, bo jest o klasę wyżej niż reszta. To, że nie mają za wielu wymagających meczów to wyłącznie ich zasługa, bo sami sobie zapracowali na swoją dobrą grę.
Teraz, gdyby Barcelona, Real i Atletico dostosowałyby się poziomem do Sevilli, Sociedad czy Villarreal, to nazywałbyś to super mocną ligą? 😀 Byłaby co najwyżej atrakcyjną, ale mocną na pewno nie, a to nie to samo :)
Premier League z czasów wielkiej czwórki (Arsenal, Chelsea, Liverpool, Man United) już dawno nie ma, a szkoda, bo wtedy była ta czwórka i nic więcej. A dlaczego była? Bo odstawała wysokim poziomem od reszty, co potwierdzał fakt, że nie ośmieszali się wtedy w Europie.. a teraz poziom opadł i od kilku lat ta liga jest ciekawa tylko w teorii. Zresztą, w zeszłym sezonie padł kolejny mit, czyli mit rzekomej jakże zaciętej walki o mistrzostwo, bo mistrza Anglii poznaliśmy już w lutym.. :)
No widzisz, jakoś Suarez w 2014 roku nie miał problemu ze strzeleniem 31 goli przy bodajże sześciu meczach zawieszenia + nie wykonując jedenastek.. :)
Higuain w trudnej dla napastników Serie A też ustrzelił 36 goli, i to nie w zespole mistrzowskim :)
Potęga ligi angielskiej to od kilku lat tylko mit. Ciekawa jest już tylko z nazw klubów, bo poziomu próżno tam szukać. Mam nadzieję, że to się jak najszybciej zmieni.

Wicher

„No widzisz, taki brak intensywności, że aż mistrza co pięć lat zdobywają.. :)”
i gdzie tu intensywność jak wystarczy ograć po 2 razy z Barceloną i Atletico i masz Mistrza. Patrz 4 intensywne mecze i można wojować Europę bo resztę mogą ogrywać rezerwami.
Real czy Barcelona to potężne finansowo kluby w Hiszpanii. Wybiły się na „krwi” właśnie pozostałych klubów, które dostawały resztki z praw do transmisji ligi a najwięcej dostawały właśnie te dwa kluby. Po zmianie podziału zysków z praw do transmisji odżyły takie kluby jak Atletico czy Sevilla, a reszta to właściwie incydenty.

„Teraz, gdyby Barcelona, Real i Atletico dostosowałyby się poziomem do Sevilli, Sociedad czy Villarreal, to nazywałbyś to super mocną ligą? Byłaby co najwyżej atrakcyjną, ale mocną na pewno nie, a to nie to samo :)”
Góra z Anglii nie dostosowała się do dołu tylko na odwrót. Zobacz jakie transfery robią choćby beniaminkowie i średniacy w Anglii a jakie średniacy z Hiszpanii i już masz odpowiedź dlaczego to takie Stoke, Burnley czy West Brom potrafią sprawiać poważne problemy klubom które wydają po 80 baniek na jednego gracza. W Hiszpanii tego nie ma. Kupuje się odpady z innych lig albo 2 ligi za drobne.

Gdyby było jak mówisz chyba najbardziej atrakcyjną liga byłaby… I liga polska 😉

„Premier League z czasów wielkiej czwórki (Arsenal, Chelsea, Liverpool, Man United) już dawno nie ma, a szkoda, bo wtedy była ta czwórka i nic więcej. A dlaczego była? Bo odstawała wysokim poziomem od reszty, co potwierdzał fakt, że nie ośmieszali się wtedy w Europie.. a teraz poziom opadł i od kilku lat ta liga jest ciekawa tylko w teorii. Zresztą, w zeszłym sezonie padł kolejny mit, czyli mit rzekomej jakże zaciętej walki o mistrzostwo, bo mistrza Anglii poznaliśmy już w lutym.. :)”
Premier League z czasów o których wspominasz to najwyższy światowy poziom i zgodzę się że na tę chwile nie osiągalny w Anglii. Ogólnie przyczyną jest kasa, wtedy miało ją niewielu nie tylko w Anglii ale i w Europie. Jak klub z Anglii chciał kupić porządnego piłkarza to dawał 30 baniek i go miał (van Nistelrooy kiedy przechodziło z PSV, czy van Persie do Arsenalu za niecałe 5 mln (!!!) do tego tygodniówka, z której zawodnik się cieszył.. Teraz kupno porządnego zawodnika za 30 milionów jest praktycznie nie możliwe, bo dużo klubów posiada bardzo wysokie budżety i o ile nie ma zapisanej klauzuli w kontrakcie to mamy wolną amerykankę jeśli chodzi o kwoty, do tego tygodniówka o której nie śniło się jeszcze 10 lat temu.
Walka o Mistrzostwo trwała dłużej niż piszesz, ale fakt Chelsea nie oddała lidera do końca bo, jak pewnie sam przyznasz, na klub który grał tylko w lidze i pucharach krajowych nie miał prawa odczuwać zmęczenia takiego jak inne kluby więc mogli zdobyć, ale Mistrzostwo Anglii albo tytuł Frajerów Roku w Anglii. Wiadomo co lepsze 😉

„No widzisz, jakoś Suarez w 2014 roku nie miał problemu ze strzeleniem 31 goli przy bodajże sześciu meczach zawieszenia + nie wykonując jedenastek.. :)”
Suarez choć idiota to dla mnie, obok Lewego, najlepsza 9 świata i to od paru już lat. Liverpool był wtedy w gazie, ale oprócz tego przypadku to w ostatnich 10 latach minimum 30 bramek strzelili raz van Persie (30) i raz Ronaldo (31). Incydenty. najbliżej 30 goli był ostatnio Kane. W Hiszpanii od sezonu 2008/2009 każdy sezon najlepszy strzelec kończy sezon z minimum 31 golami, a max 48. Może Suarez przeniósł się do Hiszpanii bo liczy że łatwiej będzie mu strzelić właśnie tam 40 bramek?

. „Potęga ligi angielskiej to od kilku lat tylko mit. Ciekawa jest już tylko z nazw klubów, bo poziomu próżno tam szukać. Mam nadzieję, że to się jak najszybciej zmieni.”
To właśnie jest powód dla którego napisałem pierwszy komentarz: „Wypadałoby w końcu powalczyć w LM bo Hiszpanie traktują te rozgrywki jak swoje prywatne”.

Sorry, że tak długo…

derlis

„i gdzie tu intensywność jak wystarczy ograć po 2 razy z Barceloną i Atletico i masz Mistrza. Patrz 4 intensywne mecze i można wojować Europę bo resztę mogą ogrywać rezerwami” – zabawne wobec tego, że o Bayernie czy PSG każdy mówi, że nic nie mogą ugrać w Europie, bo w lidze nie mają konkurencji i nie są przyzwyczajeni do gry z najlepszymi.. to jak to w końcu jest, bo większość to sama sobie zaprzecza 😀
Gdyby to dół dostosował się do góry, to angielskie ekipy nie siadłyby tak w pucharach :)
Transfery? Przecież ci najlepsi tym bardziej mogą sobie kupować najlepszych zawodników, więc argument jak dla mnie do kosza. I co im z tych transferów, jak taki Southampton czy Everton wyżej 1/8 w Lidze Europy nie podskoczy? W zeszłym sezonie nawet Tottenham nie sprostał co najmniej kilka klas słabszemu Gent..
Owszem, Premier League te 8-10 lat wstecz to było coś. O tym właśnie mówię. Były emocje w połączeniu z najwyższą światową klasą. Teraz zostało tylko to pierwsze, bo poziomu, jak już napisałem, próżno tam szukać. Autostrady na skrzydłach, chaotyczna gra w powietrzu – liga angielska w pigułce :)
No widzisz, incydenty. W lidze włoskiej takich incydentów jest jeszcze mniej. Ciro Immobile jeszcze 3 lata temu do zdobycia korony króla strzelców w barwach Torino potrzebował zaledwie 22 goli. Ostatni raz przed Higuainem, kiedy pękła granica 30 bramek, miał miejsce 12 lat temu(!), kiedy to Luca Toni zdobył ich 31. Były oczywiście sytuacje typu 29 bramek di Natale czy też 28 Zlatana, no ale 30 nie pękła.
W Anglii mieliśmy Ronaldo na skrzydle zarówno na papierze, jak i na boisku. Teraz on jest typowym lisem pola karnego, więc nie dziwota, że łupie tyle bramek. Poza tym partnerzy też swoje robią. Zarówno wtedy w United, jak i obecnie w Realu miał świetnych, więc o bramki z automatu jest łatwiej, tym bardziej, jeśli wszystko jest grane pod niego. U Fergusona był po prostu typowym skrzydłowym, a do tego Rooney miał swój „peak level” i to głównie on był odpowiedzialny za strzelanie, a mimo to Cristiano i tak zdołał zostać najlepszym strzelcem. W obecnej Premier League wcale nie strzelałby mniej, granicę trzydziestu przekraczałby na spokojnie. Zauważ też, że w Hiszpanii niemal za każdym razem królem strzelców jest któryś z dwóch najlepszych piłkarzy globu, piłkarzy absolutnie legendarnych i klasowych. Oni strzelaliby tyle w każdej lidze, bo są po prostu najlepsi. O kim mowa to chyba nie muszę nadmieniać.. 😀
Niemniej jednak pozycja, styl gry i przede wszystkim „obsada” mają znaczenie. Aubameyang w Dortmundzie w dwa sezony u Tuchela stuknął 80 bramek, a u Kloppa „zaledwie” 40.
Liga angielska i jej wszelakie, nazwijmy to „supermoce”, stają się zwykłymi mitami właśnie w sytuacji, gdy każdą jej wspaniałość przyrówna się do ligi hiszpańskiej, niemieckiej czy włoskiej. Bardzo łatwo jest obalić niemal każdą legendę odnośnie tych rozgrywek. Nawet wyrównaniem przeważa tylko pozornie. Głównie dlatego, że ludzie sobie to tylko wmawiają, bez spojrzenia np. na taką właśnie Serie A, w której jest równie wiele ciekawych pojedynków, bo mamy przecież Juventus, Romę, Napoli, Fiorentinę, Torino, Milan, Inter, Lazio, a w zeszłym sezonie świetną Atalantę.. kogo by ze sobą nie zestawić, zapowiada się super mecz… tylko, że na ligę włoską nie ma takiego „hype’u” :)

derlis

O ile poprzedni sezon to wciąż był pierwszy dla Guardioli, tak teraz 70% składu już od roku zna.. i teraz nie będzie żadnych wymówek w przypadku braku jakiegokolwiek pucharu z „wielkiej trójki”, czyt. oczywiście LM/liga/puchar kraju. W sezonie 2016/17, biorąc pod uwagę okoliczności typu pierwszy sezon w zupełnie innym środowisku, czy kontuzje czołowych graczy (chociażby Gundogan), uważam, że poradził sobie całkiem nieźle. Liga to pal licho, największy niesmak pozostawia ta LM. Nie dość, że z w teorii słabszym rywalem, to jeszcze w tak kuriozalnych okolicznościach.
Nie wydaje mi się, by Mourinho zawojował ligę już teraz, o Lidze Mistrzów nie mówiąc. Ten zespół wciąż nie wygląda na w pełni poukładany, ale jak będzie ich ustawiał tak jak Inter w rewanżu z Barceloną, to i potrójną mogą zgarnąć.. 😀
Liverpool to wciąż kratka. To się nie zmieniło od kilku lat. Genialne mecze przeplatane przeciętnymi. Sezon 2016/17 to walka o LM do samego końca, podczas, gdy wielu spodziewało się zapewne, że będzie ona zagwarantowana na dobre 4-5 kolejek przed końcem..
Tottenham w moim odczuciu jeszcze długo wyżej ligi nie podskoczy. W Lidze Europy totalna kompromitacja z Gent, zespołem w teorii o co najmniej 2 klasy słabszym. Na krajowym podwórku grają super, ale gdy przychodzi wyjść za furtkę, wszystko zostaje szybko zweryfikowane, i to zresztą nie tylko w ich przypadku…
A jedyne co Wengerowi by wypadało to odejść z Arsenalu :)

xrue213

No jak dla mnie każdy z tych trenerów ma wymówkę – oprócz nich jest jeszcze 4 pozostałych wybitnych.

Forbrich-Barber
Amica Wronki

Dla Pepa to jest sezon prawdy. Wszyscy określają go mianem najlepszego trenera na świecie, a więc skoro taki jest to niech to udowodni.
I w sumie nie mam tu na myśli wygrywania ligi czy LM, ja bym chciał zobaczyć że ta jego ekipa ma styl jaki pokazywała Barca czy Bayern.

Jeśli tak nie będzie, to potwierdzi się to co uważam od dawna – W Barcelonie miał geniuszy Xaviego i Iniestę którzy robili grę dla Messiego – w rep Hiszpanii nawet on nie był im potrzebny, żeby zdominować futbol na niemal dekadę.
W FCB miał na każdej pozycji najmocniejszego zawodnika w Bundeslidze, więc pykali jak chcieli.

W Anglii ma rywali równych sobie, na dodatek w pomocy brakuje mu takich mózgów jak wcześniej i już ta jego taktyka nie istnieje. Taki geniusz.

M69 Comeback Kid

Ale co trener może zdziałać przy takiej ofensywie?

derlis

Z Guardiolą jako najlepszym trenerem na świecie to przesada, osobiście nie uważam by takowym był. Większa przesada jest jednak z tym, że wszyscy robili grę za niego i że miał wszystko gotowe.
Czyli co, powiesz mi, że Ancelotti mający Milan z Seedorfem, Kaką, Inzaghim, Szewczenką, Ambrosinim, Pirlo, Gattuso, Didą, Nestą, Maldinim, Cafu, mający Real z Marcelo, Ronaldo, Ramosem, Modriciem, Carvajalem, Casillasem, Bale’m, di Marią, no i teraz mający Bayern z Hummelsem, Lewandowskim, Thiago, Vidalem, Alabą, Neuerem, Boatengiem, Martinezem, Robbenem, Mullerem, też nic nie robił i nie robi? Sami grali/grają? W PSG czy Chelsea cudów nie zdziałał, więc tym bardziej pasowałoby do jakże idiotycznej zresztą teorii..

Forbrich-Barber
Amica Wronki

Tyle, że Ancelotii kiedy przychodził do Realu wcale nie był uważany za taktycznego boga. Natomiast z Pepa robiono wizjonera, który prawie no nowo wynalazł piłkę. Tiki taka, schodzący obrońcy, gra bez typowej 9 itp itp. A prawda była taka, że gość w Barcelonie miał facetów którzy potrafili by wygrywać w każdej taktyce. W FCB natomiast przewaga umiejętności nad resztą pozwalała na to, że każdy jego taktyczny pomysł musiał wypalić. Bo nawet gdy ten pomysł byl słaby to pilkarze nadrabiali inteligencją i umiejętnościami.

Owszem, on potrafi zarządzać drużyną, nie robi idiotycznych zmian, jakoś tam potrafi na ławce zareagować – ale takich trenerów są dziesiątki, a on był namaszczony na nr1.
Nie twierdzę, że miał samograje i bez trenerów by zadziałały, ale uważam że taką Barcę czy FCB mogłoby poprowadzić co najmniej 15 innych trenerów i wyniki byłyby podobne.

Pamiętaj, że on obejmował FCB jako drużynę grającą najlepszy futbol w europie, jako zdobywcę potrójnej korony. Pierwszy sezon miał świetny, każdy następny mimo, że zwycięski był gorszy – w tych meczach FCB zwyczajnie męczył bułę milionem podań w poprzek.

derlis

Barcelonę to sobie jednak zbudował. Powrót Pique, włączenie do 1 zespołu Pedro i Busquetsa, zakup Alvesa. Żaden z tych piłkarzy nie był tuzą gdy Guardiola obejmował Barcelonę, bo nawet Alves nie był wcale wtedy lepszy, niż taki Semedo dzisiaj.
Odnoszę wrażenie, że tam to tylko Puyolowi i Xaviemu nie trzeba było tłumaczyć co i jak. O ile pamiętam, to Iniesta do czasu przyjścia Pepa nie był w sumie piłkarzem podstawowej jedenastki, bo linię pomocy tworzył tercet Deco-Toure-Ronaldinho, a linię ataku tercet Henry-Eto’o-Messi.
Dla mnie Vilanova i Martino są najlepszymi przykładami tego, że w Barcelonie nie wystarczy podać na konferencji składu na mecz i przesiedzieć 90 minut w foteliku.
Co z tego, że masz super auto, jak nie masz prawa jazdy? Samo nie pojedzie :) Największe kluby prowadzi się najtrudniej, bo tam trzeba sobie radzić z ego gwiazd i jest ciągła presja na tytuły. Jak ktoś kto sobie z tym radzi może być słabym trenerem?
Ja odnoszę właśnie wrażenie, że z każdym kolejnym sezonem Bayern Pepa był lepszy. A co do tej inteligencji to tak nadrabiali, że aż im się takie tam 0-4 z Realem przytrafiło, bo z tego co mówił Lahm, Pep dał im wolną rekę odnośnie tego jak zagrać.. :) na Bernabeu im jej najwyraźniej nie dał i skończyło się zaledwie 1-0, a momentami to Bayern przeważał. Cały czas jestem zdania, że nawet Heynckes nie utrzymałby tej drużyny na poziomie, na który ją wprowadził, bo dla mnie wyglądało to bardziej jak wiosna życia, aniżeli początek jakiejś nowej ery.
Ancelotti objął jego Bayern i też póki co jest gorzej niż u poprzednika. Tylko, że w przypadku Pepa wszyscy już mówią, że Bayern sam grał, a u Carlo i Heynckesa nikt tak nie mówi. To jest ta różnica której wielu fanów myśli trenerskiej Hiszpana nie trawi. On jest gorzej hejtowany niż „hajpowany”. Sam nie uważam go za najlepszego trenera jakiego świat widział, no ale w czubie jednak jest, tego odmówić nie można. Mourinho nic wielkiego z Chelsea i Realem nie ugrał i jakoś nikt nie robi wielkiego halo. Przy Ancelottim i przygodach z PSG i Chelsea to samo. A to są również szkoleniowcy światowej klasy, acz ja osobiście Mourinho za takiego nie uważam, ale to już materiał na osobną dyskusję.
Za taktycznego boga może i Ancelotti nie był uważany, ale jednak czegoś się w Madrycie wymagało od trenera, który ma trochę zapchaną gablotę z pucharami, nie sądzisz?
W City to było do przewidzenia, że będzie gorzej, bo tutaj rządzą pieniądze. Nie jest odczuwalna jakakolwiek ambicja ze strony zawodników, a mimo to w ofensywie i tak grali elegancko, jedynie defensywa kulała. Zobaczymy jak będzie teraz, gdy szrotu już nie ma, a jego miejsce zajęli o wiele lepsi, przynajmniej w teorii, piłkarze. Zresztą jak coś ugra to i tak będzie gadane, że nakupował gotowców i sami grali. To walka z wiatrakami.

Forbrich-Barber
Amica Wronki

W tym co piszesz jest sporo prawdy, choć nie zgodzę się z tym, że Mou to jest słaby trener. Wygrał z Porto wszystko co chciał. Poszedł do CFC i zbudował tam świetną ekipę. Fakt, że za duże pieniądze, no ale taki urok dużych klubów. W Europie nie zdziałał wiele, choć kto wie czy nie został okradziony w 2009 w półfinale z Barcą, z możliwości zagrania o tytuł.
Poszedł do Interu i wygrał z nimi ligę mistrzów, a wcale nie miał topowego składu. Owszem, slabiaki to też nie były, ale Mou wpasował taktykę w to co miał i wypaliło.
Na koniec Real i tu uważam, że zrobił bardzo dobrą robotę – może wyniki tego nie oddają, ale trzeba pamiętać, że to dzięki Mou i jego autorytetowi, ktoś mógł wpłynąć na Pereza i jego zachciankowe transfery. W czasach Mou było znacznie mniej zakupów na pokaz, a przeważały te mądre i skierowane także na obrońców, wcześniej było z tym różnie.
Z tych zmian Real korzysta własnie teraz, kiedy wszyscy zachwycają się polityką transferową Madrytu. Wyniki sportowe były poniżej oczekiwań to wiadome, ale jednak mistrzostwo zrobił, a w lidze mistrzów zachodził znacznie dalej niż Real w latach wczesniejszych.
W końcowej fazie już mu odbiło i więcej było wojny z mediami, sędziami i Barceloną niż faktycznej piłki.
Powrót do The Blues i przygoda z ManU pokazują, że to już nie jest ten Mou co kiedyś. Jego filozofia już nie działa tak dobrze.

Tyle, że ja wciąż cenię go bardziej niż Pepa. Bo on wspiął sie na szczyt dzięki wynikom w Porto, zbudował tam super ekipę która przez dwa sezony robiła furorę w Porto, następnie swoją klasę potwierdził w Chelsea. Pep dostał szansę bo zrobił wynik w rezerwach. Potwierdził klasę w pierwszej drużynie, ale jednak to droga łatwiejsza niż ta przebyta przez Mou.

derlis

Różnica jest taka, że Mourinho z reguły wyciska z drużyn ile może i spieprza, nierzadko robiąc jeszcze niepotrzebne burdy, podczas, gdy Guardiola potrafił utrzymać Barcelonę i Bayern na bardzo wysokim poziomie przez lata, i jestem pewien, że gdy na ten poziom wejdzie z City, to ich również utrzyma.. a mówienie „spróbuj wygrać LM z Porto” jest podobne do „spróbuj wygrać Premier League z Leicester” – skoro Guardioli trafiła się rzekomo super paczka piłkarzy i wystarczyło nie przeszkadzać, to czemu nie powiedzieć, że trafiła się też Mourinho w Porto? Niemal w każdej sytuacji da się odbić piłeczkę..
Osobiście również uważam, że w Madrycie zapoczątkował powrót tej drużyny na salony, obudził ten zespół i wreszcie zaczęli grać coraz lepiej i skuteczniej, z czego Real korzysta po dziś dzień.. ale no właśnie, on go „jedynie” zapoczątkował, bo wyżej ligi i tak nie podskoczył, i to z takim składem, gdzie, skoro w Barcelonie wszystko było w 2008 roku gotowe, to w Realu w 2010 bez porównania..
To prawda. To już nie ten sam Mourinho. Myślę, że w United furory nie zrobi. Liga Europy to był dla takiego klubu wręcz obowiązek, plan minimum. Zrealizował go, ale w to, że ponownie na stałe zagoszczą w TOP4 ligi oraz ponownie zadomowią się w LM wciąż mocno wątpię.

Janusz Ekspert

„Klopp po części zaczął już udowadniać w Liverpoolu, że taka budowa drużyny nadal jest możliwa – wystarczy spojrzeć na dynamiczny rozwój Sadio Mane czy obecną burzę wokół Phillipe Coutinho.”
Co tam, że Coutinho właściwie odkąd tam przyszedł (czyli jeszcze za czasów Suareza) grał świetnie, a Mane już w barwach Świętych strzelał po 4 bramki w jednym meczu. Jeśli chcieliście podać przykład piłkarza, który zaliczył progres pod okiem Kloppa, już lepszy byłby Can, albo Henderson.

derlis

Według mnie największy progres poczynił James Milner. Kto by pomyślał, że z rezerwowego City Klopp sobie zrobi takiego fajnego lewego obrońcę.. :)

thementalist
Legia Warszawa

Teraz to już by wypadało, Lechio Gdańsk.

Stabwound

Teraz to już by wypadało, panie Bilić.

Kibic Sukcesu

„Uważam, że nie zarabiam tyle, ile powinienem. Jeżeli uważasz, że jesteś wart konkretną sumę pieniędzy, dlaczego miałbyś się godzić na mniej?” – bo taki podpisałeś kontrakt? pff

derlis

Może i podpisał, ale to nie znaczy, że nie ma prawa żądać podwyżki.. a jeśli nie ma, to idąc tym tokiem, klub nie ma prawa żądać od niego gry lepszej niż ta którą prezentował świeżo po podpisaniu kontraktu. To zawsze może działać w obie strony. Zawsze bawił mnie myślenie typu „klub może wszystko, ale zawotnik to już ma respektować kontrakt”
Niezadowolony ze swojej sytuacji finansowej piłkarz zawsze może zmienić klub, a po takim sezonie Rose mógłby akurat przebierać w ofertach.
Chłop dobrze mówi. On się zwyczajnie ceni, ale nie przecenia.

Kibic Sukcesu

Nie ma czegoś takiego jak „o kurde, gram lepiej niż zakładałem podpisując kontrakt to lecę z szantażem po podwyżkę”. To jest przecież chore. Poza tym jak to obiektywnie stwierdzić, że ktoś gra lepiej? Liczyć asysty i bramki? Rzadko kiedy ktoś zaznacza w kontrakcie premie dla innych pozycji niż napastnik jakieś premie z tytułu asyst lub bramek. Choćby z tego powodu żeby nie było sytuacji że ktoś nie podał bo mu brakuje jednej bramki do premii, spartolił i zespół przez to odpada z LM na przykład. Zawodnik wie na co się godzi podpisując kontrakt. Jak spodziewa się rozwoju to niech inaczej skonstruuje kontrakt. W taki sposób, żeby dostawał podwyżkę z każdym sezonem spędzonym w klubie na przykład, ale skoro podpisał kontrakt na takich a nie innych warunkach to ma psi obowiązek się wywiązywać z jego zapisów a nie zrywać się z prasy i publicznie złorzeczyć na pracodawcę. Proste. Przecież Ty w swojej pracy na pewno też się rozwijasz i też przychodzisz po podwyżki. Ok, ale nie zawsze ją dostaniesz nawet jeśli zasługujesz. To zależy również od pracodawcy i jego dobrej woli w tej chwili. Planów wobec Twojej osoby i zasobów firmy. No i różnica jest taka, że w normalnej pracy masz krótszy okres wypowiedzenia i łatwiej się zwolnić. Wyobrażasz sobie co by się działo na rynku transferowym jakby piłkarze mieli 3 mce okresu wypowiedzenia? Co pół roku 70% zawodników zmieniałoby kluby a na okresie wypowiedzenia graliby na 50% żeby sobie czasem krzywdy nie zrobić. To by było chore i taka sytuacja, że zawodnik szantażuje klub, z którym podpisał świadomie kontrakt też jest chora. Trzeba było podpisać krótszy. Czemu tego nie zrobił? Bo jakby zaproponował krótszy okres to by nie dostał tyle tygodniowo, albo nie podpisano z nim w ogóle kontraktu bo klub też chce się zabezpieczyć przed tym żeby mu zawodnik nie uciekł do silniejszego rywala po pół roku dobrej gry. Fajnie jest się cenić, ale trzeba mieć świadomość tego wtedy kiedy podpisuje się kontrakt a nie robić cyrki bo zgłosiła się Barcelona albo PSG i machają furą kasy przed nosem.

derlis

Wchodzimy tutaj w sytuację typu „klubowi wolno wszystko, ale piłkarz to ma już wszystko respektować i grzecznie wykonywać polecenia”. To jest dopiero bez sensu..
Dobrze, niech uszanuje kontrakt. Zostało mu dajmy 3 lata (przywołuję przykładowo, nie wiem jak długą ma umowę, więc nie roztrząsajmy tego) – w ciągu tych 3 lat notuje jeszcze większy progres, no ale przecież gra bo ma kontrakt. Po 3 latach jest TOP3 lewych obrońców na świecie. I co? I złamanego grosza klub na nim nie dostaje, bo kontrakt wygasa, a gość może sobie przebierać w ofertach. Właśnie po to są podpisywane długie kontrakty, na 4 czy więcej lat. Kluby się tym sposobem zabezpieczają przed tego właśnie typu sytuacjami, żeby mieć jakieś koło ratunkowe w postaci zarobku na zawodniku, który postanawia odejść w połowie obowiązywania umowy, albo nawet szybciej.
Lewandowski uszanował kontrakt w Dortmundzie. Ciekawe czy pan Watzke cieszy się, że nie zarobił na jednej z dwóch najlepszych 9 świata ani grosza, o fakcie, że wzmocnił lokalnego rywala nie wspominając..
Mkhitaryana woleli sprzedać, bo miał rok do końca umowy i i tak by odszedł. W takich sytuacjach wybiera się po prostu mniejsze zło. Co mi z zawodnika, którego przetrzymam pod przykrywką obowiązującej go umowy wbrew jego woli, jak on sobie będzie olewał treningi, truchtał po boisku albo w ogóle gdzieś ucieknie i tyle go widział? Wtedy to dopiero będzie problem żeby się go pozbyć.. kluby same sobie robią problemy takimi zachowaniami typu zawieszenia, kary itd… jak się dostrzega, że gość zaczyna fisiować, to nic tylko się go pozbyć, póki jest wart godziwe pieniądze. Nie dadzą mu (Rose’owi) podwyżki, to będzie chciał odejść i i tak on na tym skorzysta bardziej niż klub.

Kibic Sukcesu

Nie mam nic przeciwko temu, że chcą zarabiać więcej. Kariera piłkarza jest stosunkowo krótka a większość z nich nie ma pojęcia jak wygląda normalne życie, więc wypadałoby mieć sporą sumkę uzbieraną na koniec kariery. Nie każdy przecież zostanie potem w piłce jako dobrze zarabiający trener lub na innej funkcji. Nie każdy będzie też umiał zainwestować zarobione pieniądze żeby w miarę dostatnio żyć. na przykład Deyna. Wkurza mnie jednak takie podejście jak publiczne narzekanie jacy to są oni nieszczęśliwi bo czują się niewolnikami i zmusza się ich do pracy tam gdzie nie chcą. Nie jest przecież tak, że jak ktoś zaczyna lepiej grać to kluby nie chcą dać mu więcej zarobić. Proponują zwykle lepsze kontrakty, ale muszą się jednak jak słusznie zauważyłeś zabezpieczyć i przy okazji przedłużyć kontrakt co jest normalne. I teraz powiedz mi czemu taki Liverpool ma się ugiąć pod presją zawodnika bo ten chce do Barcelony? Liverpool to równie renomowany klub, grający w silniejszej lidze gdzie kasa na kontraktach jest pewnie nie gorsza. Taki Liverpool nie ma żadnego interesu pozbywać się Coutinho bo Barcelona dała dupy i teraz ganiają od klubu do klubu chcąc podebrać jakiegoś fajnego gracza. Liverpool też ma ambicje żeby coś zdobywać w europie a skoro nie wjebali się w jakieś śmieszne kwoty odstępnego to tylko plus dla nich, że są ogarnięci i potrafia zadbać o swoje interesy. Tak, wiem, że w Hiszpanii klauzule są obowiązkowe, ale nikt nie kazał podpisywać z Neymarem takiej niskiej. Real jakoś potrafił takie rzeczy przewidzieć. Sama Barcelona powoli gaśnie a moda na nią wśród piłkarzy minie wraz z końcem kariery Messiego lub jeśli przestanie grać na najwyższym poziomie. Teraz Barcelona korzysta, że większość zawodników na świecie chce grać z Messim. Borusia to akurat też fajny przykład tego, że nie zawsze decydują względy finansowe a sam Lewandowski to wzór jak powinien się zachowywać piłkarz w takiej sytuacji. Na pewno wcześniej Bayern chciał go kupić, ale Borusia uznała, że bardziej jej się kalkuluje go zatrzymać do końca kontraktu. I bardzo dobrze. Lewandowskiego szanują w Borusii bo nie narzekał a zasuwał jak do tej pory a Bayern dostał jeszcze lepszy produkt bo w ty czasie lewy jeszcze się rozwinął.

derlis

No publiczne szopki działają niby na szkodę, ale gdyby to wszystko dobrze kryli, to Klopp mógłby wyjść na idiotę, bo gdyby Coutinho nie dostawał szans, wszyscy zastanawialiby się dlaczego, i że co to za trener, który najlepszego piłkarza zespołu odsuwa od składu.. w takich sytuacjach to już wolę żeby zrobił się większy ogień, ale każdy wiedział kto go wzniecił.

miechu

Gdzieś widziałem zestawienie, że licząc łącznie oba poprzednie sezony to Tottenham zdobył łącznie najwięcej punktów w PL a mimo to nie wygrali ligi ani razu. Może do trzech razy sztuka.?

MionelLessi

Czekam aż wreszcie upadnie mit Guardioli jako genialnego trenera. Trafił w Barcelonie na fantastyczne pokolenie piłkarzy, które wtedy było w najlepszym wieku dla sportowca. Wycisnęli ze swoich karier maksimum, a Guardiola miał za zadanie jedynie nie przeszkadzać. Zarówno Bayern, jak i City, brutalnie go weryfikują.

M69 Comeback Kid

rozczaruje Cie: na weszlo mit katalonskiego Magiery nie upadnie nigdy. Ten portal kreuje alternatywna rzeczywistosc.

Mariusz Szewczyk

Tylko czekałem żeby Guardiola trafił do ligi angielskiej, bo ta najzwyczajniej w świecie obnaży to, że nie jest jakimś super trenerem. Z Barceloną zrobił piękny wynik, ale z takim składem i z Messim, to wystarczy niezły fachowiec, a nie czarodziej. Zresztą ostatni trener Barcy pokazał, że można też dużo wygrać, a co ciekawe nie miał tak dobrej opinii, jak Pep. W Bayernie miał okazje pokazać kunszt i nic, bo zdobywanie mistrzostw Niemiec można przemilczeć. W MC zaczął wydawać ogromne pieniądze już na starcie. Nie uznaję go za wybitnego fachowca, ale ogarniętego facet, który trochę się na piłce zna. Jednak patrząc na transfery, to trzeba stwierdzić, że jednak i z tym ma problem. Zastępując Harta, to było dziwne posunięcie. Nie jestem fachowcem profesjonalnym, ale jak usłyszałem, że Bravo ma zastąpić Harta w lidze angielskiej, to się złapałem za głowę. Przecież dla mnie amatora było oczywiste, że on się nie sprawdzi. A taki niby fachowiec, tak się pomylił. Zresztą ten z Benfiki też będzie problemem, zobaczycie. A już stwierdzenie, że Bundesliga i hiszpańską są bardziej intensywne od angielskiej, po prostu się ośmieszył. Przecież na Wyspach ostatnia drużyna z mistrzem gra na takich obrotach, jak druga czy trzecia. Takie gadanie tylko świadczy, że Pep nie jest takim super fachowcem, jak go niektórzy kreują. Bez Messiego i tej cudownej paki z Barcelony, to nic nie osiągnął. Zresztą zawsze to powtarzałem, a teraz dopiero wielu otwiera oczy.

derlis

Guardiola niezależnie od drużyny którą prowadzi, stara się wpoić swoją taktykę piłkarzom, zamiast dobrać odpowiednią taktykę do piłkarzy których ma. Dlatego tu idzie mu tak, a tu inaczej. Nie każdy się dobrze czuje w takiej grze. Tak robi w sumie większość trenerów, dlatego nawet najwięksi w jednej drużynie odnoszą sukcesy, a w innej już nie. Taki Mourinho ze składem jakim dysponował w Realu i swoją myślą taktyczną to idąc tym tokiem myślenia powinien mieć rozpieprzoną Europę w drobny mak, a nawet samej ligi na dobre nie rozpieprzył. A taki z niego fachowiec, widzisz..
Filozofia Guardioli jest skuteczna, ale wszystko musi trybić jak w zegarku i każdy piłkarz musi wykonać każdy ruch dokładnie tak, jak on sobie tego życzy. Opowiadał o tym Thierry Henry. W meczu ze Sportingiem w LM 2008/09 zdobył bramkę zmieniając pozycję wbrew zaleceniom Pepa. I co się stało? Po tym golu Henry wylądował na ławce. Zmienił go, bo ten nie realizował założeń taktycznych. Wystarczy kilka odmiennych decyzji piłkarzy i mecz leży, niejednokrotnie to widziałem w zespołach Guardioli, nawet w Barcelonie. Z kolei kiedy wszystko śmiga w 100% tak jak on chce, to drużyna leci jak kombajn.
Wydaje mi się również, że pomimo tego ile już osiągnął zarówno jako piłkarz i trener, Guardiola wciąż nie ma tego statusu legendy i wystarczającego respektu. Spójrzmy na przykład Zidane’a. Odkąd objął Real, wszyscy liczą się z jego zdaniem, i to głównie za sprawą statusu na jaki zapracował sobie swoją nieziemską grą jako piłkarz. I zobaczmy, jakie to przynosło (i być może dalej będzie przynosić) efekty..

Mariusz Szewczyk

Z tym respektem, to chyba nie trafiłeś. Właśnie jeśli chodzi o Pepa, to właśnie nie wiedzieć czemu ma takie poważanie, jedzie na tym sukcesie Barcy. Właśnie Zidane, to bardziej nazwiskiem firmuje niż fachowością trenerską. Ja wiem, że Guardiola stara się wpoić swoją taktykę nowym drużynom, ale jak myślisz to dobrze świadczy o nim ? Nie jestem trenerem Bayernu, a natychmiast zobaczyłem, że powielanie tej taktyki się nie sprawdzi, inni wykonawcy. Jak na razie MC to samo. To taki niby fachowiec nie widzi tego.

derlis

Mam na myśli to, że w City to wygląda jak gdyby był lekceważony. Zresztą jeśli chodzi o klasę i dyscyplinę, to ta drużyna koło Bayernu czy Barcelony nawet nie stała, więc nie dziwota.
No pewnie dobrze to nie świadczy, ale moim zdaniem taki ktoś jest wart 100% zaufania. Wystarczy spojrzeć jak grają jego drużyny gdy wszystko idzie po jego myśli.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona